***********************
Odprowadził Nialla na zajęcia. Pożegnał go mocnym uściskiem i obdarował soczystym buziakiem w policzek. Na sam koniec posłał mu uśmiech i przypomniał by nie rozgadywał, iż objawiło mu się celtyckie bóstwo, a wypadek z upadkiem zwalił na alkohol i dym. Zapowiedział też, że zobaczą się po południu, po zakończonych zajęciach.
Gdy tylko drzwi do klasy zamknęły się za blondynem uśmiech na jego twarzy zastąpiła determinacja. Zszedł do głównego holu, gdzie czekał już na niego Zayn i obaj skierowali się do siedziby ISMIO. Weszli do środka, rzucając Perrie, by poinformowała Simona, że idą. Chwilę czekali na windę, która zawiozła ich na trzecie piętro.
Liam zapukał, a gdy usłyszał „proszę” nacisnął klamkę i wraz z Malikiem wszedł do środka. Mężczyzna podniósł na nich wzrok, a na jego twarz zawitał uśmiech, gdy oczy spoczęły na brunecie. Wciąż dochodził do siebie, a Nick powiedział, że świeże powietrze i ruch dobrze mu zrobią.
- Zayn. Tak się cieszę, że wróciłeś do zdrowia – odezwał się Cowell, gdy usiedli w fotelach.
- Dziękuję, proszę pana – odpowiedział uprzejmie i spojrzał na Liama.
- Mamy problem. I to całkiem spory problem – zaczął szatyn, a jego wuj ulokował na nim swoje brązowe oczy. – Podczas Beltene, dym ze świętych drzew wpłynął na Nialla. Miał wizje. Mrok wysłał lub wyśle swoich popleczników by zabili Pure-Blood, którzy nie są świadomi. Widział jak demony dosięgają granic Violet Hill i… Widział trupy na błoniach.
- W połączeniu z tym co powiedziały mu duchy w Świątyni Druidów, to ma sens – westchnął Simon i opadł na oparcie swojego krzesła, splatając ręce na piersi.
- I jeszcze jedno – zaczął Payne, po czym spojrzał na swojego przyjaciela, który skinął mu głową, więc wznowił. – Kiedy zaczęło wtedy padać. Ukazał mu się Bóg. Olloudius. A ty najlepiej wiesz co to za rodzaj bóstwa.
- To opiekun danego terenu – mruknął mężczyzna, a jego wargi zacisnęły się w wąską linię. Na czole pojawiła się zmarszczka. Najwyraźniej myślał o czymś intensywnie. Rozważając jakie decyzje może już podjąć, a jakie musi skonsultować z innymi dyrektorami ISMIO.
- Dobrze. To poważna sprawa i nie możemy tego lekceważyć – odezwał się w końcu Simon. – Dziś przy kolacji ogłosimy stan najwyższej gotowości. Przygotuje harmonogram patroli i rozdamy go. Będziemy musieli też powiedzieć kim jest Niall. Na razie tylko tyle mogę zrobić.
- Rozumiem, że patrole w granicach Violet Hill – odezwał się Zayn, na co Cowell mu przytaknął. – No dobrze. Zorganizujemy na razie patrole, a co potem? Jeśli demony Mroku faktycznie zaatakują nie zdołamy się obronić. Pure-Blood jest ledwo setka. Z opiekunami i resztą szpiegów ponad dwie. Sami nie damy rady.
- Wiem. Dlatego natychmiast wyślę wiadomości do oddziałów ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, że to u nas pojawił się Potomek – wyznał szef bruneta. – Północne skrzydło i część południowego są puste. Pomieścimy ewentualne wsparcie. Tak więc Liam – zwrócił się do swojego siostrzeńca. – Miej na oku Nialla przez resztę dnia. Zobaczymy się na kolacji.
Młodzi mężczyźni przytaknęli i skierowali się do wyjścia z gabinetu. Szatyn nacisnął klamkę i przepuści przyjaciela w drzwiach. Gdy był jedną nogą na korytarzu, zatrzymał się i na moment cofną z powrotem do środka.
- Wuju – zwrócił na siebie jego uwagę, a gdy ciemne oczy mężczyzny spoczęły na nim uśmiechnął się lekko. – Tym razem się nie pomyliłeś.
- To musiał być któryś ze związanych z naturą – odpowiedział. – A teraz uciekaj. Od jutra czeka cię ciężka praca, będziesz musiał wytłumaczyć Niallowi wiele spraw.
Przytaknął i w końcu opuścił gabinet. Wraz z Zaynem zjechali windą na dół i udali się do mieszkania Payne’a w ciszy. Dopiero gdy na stoliku stanęły dwa piwa, brunet odważył się przerwać ciszę.
- Nie mogę pić – wyznał, a jego przyjaciel spojrzał na niego zaskoczony. Dopiero po chwili Li przypomniał sobie, że brunet ledwo co wstał z łóżka i wciąż bierze leki. Westchnął ciężko i odstawił butelkę do lodówki, po czym otworzył swoją. Opróżnił pół butelki w kilku łykach i zaczął krążyć po niewielkim salonie.
To wszystko potoczyło się zbyt szybko. I nie martwił się w tej chwili o siebie, bo on radził sobie z nagłymi zmianami. Tak był wyszkolony. Tak się działo w tym świecie, pełnym potworów i magii. Martwił się o Nialla. Ledwo półtorej miesiąca temu pojawił się w Violet Hill, a jego spotykały takie rzeczy, do których nie dopuszczano Pure-Blood lub wcale im się nie przytrafiały. Ale wiedział, że Horan był wyjątkowy. Wiedział to od momentu, kiedy zabił demona w jego mieszkaniu. Jednak nie wiedział, że jest aż tak wyjątkowy i ważny.
Dopił piwo i poszedł po kolejne. Pił, gdy się denerwował, a to nie był najlepszy nawyk. Odstawił więc butelkę i porwał ze stolika paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Wyciągnął jednego, wsadził między wargi i odpalił. Zaciągnął się dymem, który przytrzymał w płucach i dopiero po chwili wypuścił. Znów zaczął krążyć po pokoju, zastanawiając się co powinien powiedzieć Niallowi, jak się dziś z nim zobaczy. Na pewno przestrzeże go przed tym by trzymał się tych, którzy go znają. Przyjaciół. By trzymał się blisko Louisa i Harry’ego, gdyż po tym co zostanie ogłoszone dziś wieczorem, będą mu potrzebni. By nie ufał tym, którzy nagle zechcą być jego znajomymi. Najbliższe dni będą trudne. Ciężkie.
- Denerwujesz się jak facet, którego kobieta właśnie rodzi – odezwał się Zayn, który rozparł się na kanapie i patrzył na przyjaciela. – Wrzuć na luz.
- Nie potrafię – wyznał. – Niall… Jest potężny, to prawda. Jednak boję się, że to może go przerosnąć.
- Dlatego ma ciebie – przypomniał mu mulat. – Musisz go uspokoić. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Że nie jest sam.
- Po dzisiejszym wieczorze na pewno nie będzie sam – stwierdził Liam, znów zaciągając się dymem i wypuszczając go z ust. – I przygotuj się. Na pewno wybierze Louisa do Kręgu.
- Domyśliłem się od razu – przytakną Malik. – Poprosił Nialla by mi pomógł. Niejako ma dług u niego. Może nie są przyjaciółmi, ale są na tyle blisko, by mógł mu zaufać. Poza tym Lou tylko gra zimnego. Martw się raczej co z resztą.
- Wybierze też Harry’ego – zauważył. – Ale jeśli chodzi o resztę, to musi być ostrożny. Każdy będzie chciał być blisko niego po tym.
- Prawda – mruknął mulat i westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Payne dopalił papierosa i choć bardzo nie chciał to wypił drugie piwo.
2.
Niall rozejrzał się niepewnie dookoła i zaraz spuścił spojrzenie na swoje dłonie. Obracał w nich niewielki kwiatek, który wyrósł w szczelinie muru, kiedy przystanął w jednym miejscu na dłużej. Zamierzał dać go swojemu opiekunowi, jednak nigdzie go nie widział. A mieli spotkać się po zajęciach, które zakończył ponad godzinę wcześniej.
Zrezygnowany westchnął cicho i poprawił pasek torby, która zsuwała mu z ramienia. Po przemyśleniu wszystkich opcji, jakie miał do wyboru, zdecydował się zajrzeć do Harry’ego. Mimo wszystko potrzebował z nim porozmawiać. I było to bezpieczniejsze, niż włóczenie się po błoniach, zamku czy bibliotece, gdzie mógł go zaczepić każdy.
Zostawiwszy swoje rzeczy w sypialni, przebrał się w wygodniejsze ubranie i ruszył w kierunku pokoju Stylesa. Dotarł tam po niespełna pięciu minutach, unikając szerszych korytarzy. Najpierw przysunął ucho do drzwi, żeby sprawdzić czy nie ma tam nikogo innego i zapukał donośnie. Nie zaczekał na zaproszenie, tylko wsunął się do środka i posłał brunetowi delikatny uśmiech.
- Hej, nie przeszkadzam ci? – zapytał nieśmiało blondyn, przystając na progu i patrząc niepewnie na młodszego. – Przepraszam, potrzebuję z kimś posiedzieć. Liama nigdzie nie ma, Demi jest zajęta – dodał, łamiącym się głosem, wbijając paznokcie w wierzch swojej dłoni. – A nikogo innego właściwie tutaj nie znam na tyle, żeby…
Brunet uciszył go machnięciem ręki i zsunął się z materaca, odrzucając na bok książkę. Jej tytuł świadczył o tym, że nie jest to żaden z podręczników, a raczej romans o tytule „Jezioro marzeń”. Nie zawracając sobie głowy zaznaczeniem strony, stanął przed przyjacielem i przyciągnął go do uścisku.
- Nie smuć się – poprosił zielonooki, gładząc dłonią zaczerwieniony policzek Irlandczyka. – Daj spokój, wszystko jest w porządku – stwierdził, unosząc w górę kąciki swoich ust. – Masz ochotę posłuchać muzyki? Mam kilka nowych piosenek i myślę, że ci się spodobają – zaproponował, wdrapując się z powrotem na łóżko.
Horan przytaknął cicho i ułożył się obok, zrzucając wcześniej swoje tenisówki. Głowę ułożył na ramieniu młodszego mężczyzny i wsunął do ucha słuchawkę. Ociężałe powieki przymknął, w oczekiwaniu na nadchodzącą melodię. Kiedy rozbrzmiała, uśmiechnął się szeroko i wypuścił z ust ciche westchnienie.
- I jak? – zagadnął Harry po dłuższej chwili milczenia, lustrując go uważnie swoim szmaragdowym spojrzeniem. – A nie mówiłem, a nie mówiłem – zanucił zadowolony z siebie, kiedy otrzymał aprobującą odpowiedź.
Niall wywrócił oczami w odpowiedzi i podniósł się do siadu. Od leżenia w niewygodnej pozycji rozbolały go plecy, więc potrzebował przeciągnąć się mocno. Towarzyszył temu przeciągły jęk, przerwany w połowie przez donośnie pukanie do drzwi.
- Proszę! – krzyknął Styles, wsuwając dłonie w swoje loki, które i tak już były zmierzwione. – Och, cześć Liam – powiedział nieco speszony, patrząc w sarnie oczy Payne’a i odsunął się nieco od blondyna.
- Hej – skinął głową szatyn i utkwił spojrzenie w swoim chłopaku, zagryzając dolną wargę. – Szukałem cię, Głodomorku – powiedział, a jego ton stał się miękki i pełen troski. – Przepraszam za spóźnienie? – rzucił z mniejszą pewnością siebie.
W odpowiedzi otrzymał niezadowolone prychnięcie. Niebieskooki zszedł niezgrabnie z materaca i nasunął na stopy trampki. Pożegnawszy się z przyjacielem, mocno chwycił Liama za rękę i pociągnął w kierunku swojej sypialni. Tym razem nie zawracał sobie głowy wymyślnymi okrążeniami zatłoczonych miejsc. Jego mina i tak odstraszała wszystkich.
Irlandczyk wpadł do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi, strasząc tym Johna, wygrzewającego się na parapecie. Nie dając starszemu dojść do słowa, stanął na palcach i złączył ich wargi w czułym pocałunku. Zamknąwszy oczy, ułożył dłonie na silnych ramionach i zacisnął na nich swoje palce.
- Stęskniłem się – szepnął Niall, odsuwając się o kilka kroków i nagle zmarszczył brwi, rzucając opiekunowi niezadowolone spojrzenie. – Piłeś – bardziej stwierdził niż zapytał, krzyżując ramiona na piersi.
Brązowooki uniósł lekko brew i przysunął się, układając dłonie na jego szczupłych biodrach. Chciał coś powiedzieć, prawdopodobnie wytłumaczyć się, ale przerwało mu niezadowolone warknięcie.
- Jest środek dnia! – sapnął blondyn, odtrącając jego dłonie. – I właściwie dlaczego piłeś? A z resztą nieważne, nie odpowiadaj. Ale wiedz, że mi się to nie podoba – tupnął nogą, wyglądając przy tym jak dziecko, któremu zabrano lizaka.
Przepełniony wściekłością, przemaszerował przez pokój i zamaszystym ruchem strącił z biurka trzy książki. Nie odzywając się więcej ani słowem, stanął przy oknie, odwrócony tyłem do Liama, ścisnął w drżących dłoniach brzeg swojej koszulki. Jego dolna warga drżała niebezpiecznie, zwiastując płacz, jednak w porę go powstrzymał.
Czując, jak cała złość ulatuje w przeciągu kilku sekund, Niall przysiadł na parapecie i podciągnął kolana do klatki piersiowej. Zanim objął je ramionami, na jego kolana wdrapał się John i pisnął pocieszająco, przesuwając szorstkim językiem po zaczerwienionych policzkach właściciela. Mężczyzna uśmiechnął się, przebiegł palcami przez miękkie futerko i pozwolił zwierzakowi owinąć się dookoła swojej szyi.
- Niall, kochany, nie złość się – poprosił Payne, po kilku minutach kompletnej ciszy, i przysiadł po przeciwnej stronie parapetu.
- Przepraszam – szepnął Irlandczyk, a po jego policzku spłynęła samotna łza, którą otarł pospiesznie. – Nie jestem zły na ciebie. Po prostu… To wszystko się na mnie zwaliło i już zacząłem się gubić. I te wszystkie emocje potrzebowały ujścia, przepraszam, że padło na ciebie – załkał, owijając swoje chude ramiona wokół jego szyi.
- Ćśśśś, już w porządku – szatyn przyciągnął go na swoje kolana i objął mocniej, kołysząc przy tym równomiernie. – Rozumiem, staram się zrozumieć twoje położenie. I możesz mi uwierzyć na słowo, że nie jestem zachwycony tym, co się teraz dzieje wokół ciebie – powiedział spokojnie, sunąc dłonią wzdłuż drżących pleców. – Porozmawiamy na spokojnie?
Niebieskooki pospiesznie otarł policzki i pokiwał głową. Ułożył ją na ramieniu starszego, a palce zacisnął na jego koszulce, przygotowując się na słowa, jakie miały nadejść. Nie był pozytywnie nastawiony, ale uspokoił się, czując, że nie został sam.
- Po pierwsze, i za pewne najważniejsze – zaczął ostrożnie Liam, sunąc powoli dłonią po udzie swojego podopiecznego – Dzisiaj na kolacji zostanie ogłoszone coś ważnego. I powinieneś wiedzieć, że po tym staniesz się obiektem zainteresowań wszystkich adeptów. Każda osoba będzie chciała ci się przypodobać, możesz być tego pewien – westchnął głosem, nie wyrażającym zadowolenia. – Ale nie powinieneś ufać tym wszystkim pochlebstwom. Jeśli mogę ci coś poradzić to to, żebyś trzymał się ludzi, którym ufasz.
Horan skinął krótko głową i wtulił się mocniej w umięśnioną klatkę piersiową, poszukując tym samym ciepła i bezpieczeństwa. Wiedziony przeczuciem, że nie jest to koniec rozmowy, posłał szatynowi pytające spojrzenie i zagryzł dolną wargę. Od tej pory wszystko miało się stać o wiele trudniejsze.
3.
Przekazał Niallowi tyle ile mógł i został z nim potem jeszcze dość długo. Kołysał go w swoich ramionach, gładząc po plecach oraz udzie i składając drobne pocałunki na jego włosach, czole, policzkach. Powtarzał, że nie jest sam i zawsze może do niego przyjść, cokolwiek by się działo. Chciał by miał tego świadomość. Nie chciał by coś skończyło się w niewłaściwy sposób.
Godzinę przed kolacją opuścił jego pokój, chcąc doprowadzić się do względnego porządku. Wziął więc szybki prysznic. Przebrał się w czarne dżinsy i szarą koszulkę przylegającą dokładnie do jego ciała, która podkreślała jego dobrze zbudowane ciało. Podciągnął jej rękawy i udał się do Sali Jadalnej.
Odnalazł Nialla, który jak zawsze siedział przy stoliku z Harrym oraz Louisem. Usiadł naprzeciwko Zayna, z którym wymienił znaczące spojrzenia. Zmusił się do zjedzenia czegokolwiek, bo zdenerwowanie zbytnio mu na to nie pozwalało. Zerkał na Simona, który jadł swój posiłek przy stole z nauczycielami, wyczekując jego znaczącego spojrzenie.
- To dziwne – odezwał się Harry. – Simon jada z nauczycielami tylko przy specjalnych okazjach. Święta, zakończenie, początek roku. Co robi tu dzisiaj?
- A co cię to interesuje, Styles – rzucił Louis, jak zwykle z nutą chłodu w głosie. – Może wpadł na spotkanie towarzyskie.
Malik spojrzał spod grzywki na swojego przyjaciela, a ten wcisnął w usta kolejną porcję swojej sałatki i przeżuł. Upił łyk soku, choć zdecydowanie wolałby by było to whiskey albo piwo. Wesołe rozmowy, które go otaczały, drażniły go jeszcze bardziej niż się spodziewał.
Znów zerknął na stół, przy którym siedział jego wuj. Dostał od niego znaczące spojrzenie i wiedział, że zaraz zacznie się całe przedstawienie. Odłożył sztućce na bok i odetchnął głęboko co nie umknęło uwadze wszystkich przy stole.
- Pamiętaj co ci dziś mówiłem – odezwał się ściskając kolano blondyna. – Zobaczymy się po kolacji u mnie.
Niall przytaknął, a on wstał od stołu, odprowadzonym zaskoczonymi spojrzeniami Louisa oraz Harry’ego. Przemknął i podszedł do stołu nauczycielskiego. Wziął od Cowella plik kartek, na których został rozpisany harmonogram patroli. Staną za mężczyzną, który klasnął kilka razy w dłonie by uciszyć salę. Gdy zapanowała kompletna cisza, przebiegł wzrokiem po uczniach i opiekunach, po czym odchrząknął i zaczął mówić.
- Moi drodzy. Jak wiecie Mrok z każdym dniem rośnie w siłę. Coraz więcej demonów zalewa ulice miasta i atakuje wam podobnych, wciąż nieświadomych swych zdolności – jego stanowczy i pewny głos, poniósł się echem po sali, a niektórzy wymienili zdziwione spojrzenia. Mężczyzna posłał Liamowi spojrzenie, a ten ruszył między stolikami i zaczął rozdawać harmonogramy. – Nastały niebezpieczne czasy. Obawiamy się ataku na Violet Hill, dlatego ustaliliśmy harmonogram patroli granic. Wraz z nauczycielami uznaliśmy również, że zajęcia zostaną skrócone do trzydziestu minut, a przerwy do dziesięciu. Lekcję poranne więc będą zaczynać się o dziesiątej trzydzieści, a nie o dziewiątej. Popołudniowe bez zmian zaczynają się od czternastej, ale również zostają skrócone.
- Jeśli granice Violet Hill są zagrożone, to sami sobie nie poradzimy – odezwała się ze sali dziewczyna, które włosy były niczym płynna czekolada. Patrzyła na harmonogram, który właśnie otrzymała od szatyna.
- Proszę się nie martwić panno Colins – uspokoił ją Simon. – Powiadomiłem dziś rano oddziały ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, tak więc na pewno wkrótce do nas zawitają.
- Przepraszam, panie Cowell – ze swojego miejsca podniósł się nie kto inny jak Tom. Payne spojrzał na niego bykiem, gdy stanął u boku wuja. – Ale skąd pomysł, że granice Violet Hill zostaną zaatakowane? – kilku uczniów poparło go głośno. – Nic na to nie wskazuje.
- W tym roku trafił do nas wyjątkowy Pure-Blood. Mrok wie, że on tu jest i będzie chciał go zabić, bo jest on jedyną osobą, która może mu zagrozić – odparł głośno mężczyzna, stanowczo patrząc na blondyna. – Był w Świątyni na południowych granicach, gdzie duchy przekazały mu, iż granicom grozi niebezpieczeństwo. Ostatnio, podczas Beltene, miał wizję, w której jasno zobaczył atak na nas. Czekaliśmy na tą osobę od wieków. To Potomek Melina – przez jadalnie przeszła fala szeptów podekscytowania, a Liam odnalazł twarz Nialla, który pobladł niesamowicie. – To Niall James Horan.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę Irlandczyka, który siedział z głową spuszczoną na swoje kolana. Nie chciał patrzeć na tych wszystkich ludzi. Payne przestąpił z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
- Zabierz go stąd – usłyszał szept wuja przy swoim uchu. Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Przeszedł szybkim krokiem przez salę i wyciągnął dłoń do Nialla. Młody mężczyzna chwycił ją, a on odkrył, że jest okropnie zimna.
Objął blondyna w pasie i opuścili Salę Jadalną. Horan cały czas miał głowę spuszczoną w dół. Liam mocno zacisnął palce na jego talii i ruszyli do jego pokoju. Nacisnął klamkę i puścił go przodem, po czym wszedł za nim. I gdyby nie on, Niall prawdopodobnie osunąłby się na ziemię. Złapał go jednak w ostatniej chwili i wziął na ręce. Ostrożnie ułożył go na łóżku i przysiadł obok. Loki od razu pojawił się po drugiej stronie blondyna, układając łeb na piersi młodszego.
- Niall – odezwał się cicho, lekko klepiąc go po policzkach i próbując ocucić. – Niall. Głodomorku, ty mój.
Powieki Irlandczyka zatrzepotały, a chwilę potem wyłoniły się zza nich chabrowe tęczówki, które od razu odnalazły sarnie. Uśmiechnął się do niego trochę z czułością, trochę z bólem i nachylił, by złożyć czuły pocałunek na jego czole.
- Tak mi przykro – wyszeptał drżącym głosem i schował twarz w jego szyi. – Tak mi przykro, że to wszystko spotyka akurat ciebie. Gdybym mógł zrobiłbym co tylko w mojej mocy, by choć trochę cię odciążyć.
Dłoń blondyna przebiegła po jego plecach i zacisnęła się na materiale jego szarej koszuli tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Liam złożył pocałunek na jego odsłoniętej szyi. Chwilę potem Horan wtulił się mocno w swojego opiekuna, uczepiając się go niczym mała małpka. On tulił go i kołysał, póki nie usnął. Loki ułożył się za plecami młodszego mężczyzny, ogrzewając przyjemnie jego plecy, a szatyn przebiegł palcami przez jego sierść i sam spróbował zasnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz