~ Louis ~
Wślizgnąłem swój język do ust chłopaka, penetrując jego wnętrze i smakując nic więcej poza trawką i papierosami. Ugh, ten facet mógłby wziąć jakąś gumę albo miętówki zanim mnie pocałuje i wessie mój malinowy języczek do swojego gardła. Usłyszałem jak jęknął w moje usta i uśmiechał się podczas pocałunku. Popchnąłem czerwono-włosego chłopaka na ramę mojego łóżka i wspiąłem się na jego ciało, nie przerywając pocałunku.
- Mój Boże, Louis – jęknął, kiedy potarłem swoimi szerokimi biodrami o twardą erekcję.
Zachichotałem i zacząłem obdarowywać jego szczękę pocałunkami, kierując się w stronę szyi.
Uśmiechnąłem się i przycisnąłem swoje usta do jego wyeksponowanej szyi. Wzdrygnął się.
- Zimno Ci? – mruknąłem.
- Nie. Chcę ciebie – wyszeptał.
Rozdzieliłem swoje usta i podrażniłem jego skórę swoim językiem.
Połaskotałem jego szyję, powodując, że wypchnął biodra, a kolejny jęk opuścił jego usta.
- Shh – uciszyłem go i zaprzestałem swojej czynności, odrywając się od niego. Spojrzałem w jego karmelowe tęczówki, a on się uśmiechnął i wślizgnął swoją głowę w zagłębienie mojej szyi, robiąc malinkę.
- Kocham cię, Louis.
Wyszeptał w moje ramię, gdy rozpinałem jego koszulę. Tylko skinąłem głową, ignorując trzy słowa jakie przed chwilą do mnie skierował i zabrałem się do roboty. Miałem nadzieję, że niedługo zaśnie i będę mógł wyjść, zostawiając kolejne złamane serduszko. Ojej.
*~*~*~*
Ziewnąłem i wyprostowałem swoje nogi na małej kanapie, na której spędziłem ostatnią noc. Rozejrzałem się dookoła w panice, ale zobaczyłem znajome przedmioty, które świadczyły o fakcie, że jestem w domu.
-Uff – westchnąłem i wstałem leniwie, ciągnąc stopy po zimnych kafelkach. Zajrzałem za róg do małej sypialni i zobaczyłem blond czuprynę wystającą spod kołdry. Uśmiechnąłem się i postanowiłem wkręcić słodkiego Irlandczyka. Cicho przeszedłem przez korytarz do kuchni, kierując się do jego skarbca – lodówki. Lodówki, w której powinno być jedzenie.
Zacząłem się śmiać, kiedy przełożyłem wszystko co się w niej znajdowało do spiżarki. Gdy tylko skończyłem, usłyszałem obijające się echem czyjeś ciężkie kroki . Odwróciłem się i zobaczyłem Nialla, jednego z moich współlokatorów, ziewającego i jeszcze słabo kontaktującego ze światem.
- Co tam? – powiedział, na wpół śpiąc.
- Hej Niall, Zayn już wstał?
Wziął głęboki wdech.
- A jak myślisz? – Przewrócił oczami i przeszedł obok, kierując się w stronę lodówki. Próbowałem powstrzymać swój śmiech, ale zachichotałem i odwrócił się.
- Co? – zapytał, unosząc brwi.
- Nic. Przypomniało mi się coś śmiesznego – powiedziałem i wróciłem do salonu, kładąc się na kanapę, zrzucając z niej poduszki i koce.
- Co do to do jasnej cholery ma znaczyć?! – Niall krzyknął i obejrzałem się na otwartą lodówkę.
- Ale co? – zapytałem niewinnie.
- Jedzenie. Moje jedzenie. Zniknęło! Musimy zadzwonić na policję, ktoś tu był i zabrał jedzenie. Kurwa, wziął nawet donuty! – wrzasnął i zamknął z hukiem drzwiczki. Nie mogłem się powstrzymać i w końcu wybuchnąłem śmiechem.
- Dlaczego się śmiejesz, Tomlinson?! – warknął, a oczy błyszczały mu ze złości.
- J-jedzenie jest w s-spiżarce. – Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa, śmiejąc się jak opętany.
Spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma i pobiegł do szafy. Słyszałem jak odetchnął z ulgą.
- Ty kutasie! – krzyknął i zaczął odkładać jedzenie na miejsce. Gdy tylko wstałem, poczułem jak coś rozpryskuje się na mojej twarzy. Poniosłem dłoń i poczułem na swojej skórze jednocześnie coś śliskiego i ostrego. Pobiegłem do lustra i zobaczyłem rozbite jajko na moim policzku.
- Horan, dostaniesz za swoje! – krzyknąłem, sięgając z lodówki kolejny karton jajek.
- No, dawaj, Tommo! – odpowiedział, rzucając jajko w moją stronę równocześnie ze mną. Zobaczyłem jak ogarnia go panika i w jednej chwili wybiegł z pomieszczenia. No tak, jego karton był pusty.
- Wygrałem! Jak zawsze! – powiedziałem triumfalnie i zacząłem go gonić. – Ała!
Moje ciało zderzyło się z silna ręką i upadłem na podłogę. Wszystkie jajka rozbiły się na moim brzuchu.
- Co wy, do jasnej cholery, robicie? – warknął głos nade mną i podniosłem głowę do góry, spoglądając na Zayna, który mroził mnie wzrokiem, z założonymi rękoma, stukając stopą o podłogę.
- Uch, walka na jedzenie… - odpowiedziałem i wstałem, ściągając z siebie spodnie; niedbale rzuciłem je w kąt pokoju. – Wyczyszczę je później – mruknąłem.
- Ałć. – Czyjaś ręka uderzyła mnie w głowę. – Za co?! – wrzasnąłem, masując sobie bolące miejsce.
- Goniłeś mojego Niallerka, dupku. Nie ruszaj go albo ja ruszę ciebie! – uśmiechnął się i usłyszałem jak Niall głośno się śmieje ze schodów.
- On nie jest twój. Łączy was tylko seks. – Zaśmiałem się, a on spojrzał na mnie lekko zdekoncentrowany.
- Przynajmniej to coś więcej niż twoje jednonocne przygody! – krzyknął w odwecie.
- Wiesz, mówiłem ci to kiedy cię pieprzyłem. Bez zobowiązań. To tylko dla przyjemności, to tylko gra – powiedziałem z uśmiechem. Mmm… Niezły jestem.
Spojrzałem na niego przelotnie. Jego twarz był czerwona z zawstydzenia, a usta otwarte szeroko, jakby chciał dosięgnąć nimi ziemi.
- Zamknij swoje ustka, kocie, inaczej będziesz miał w nich penisy, które i tak chciałbyś possać.
Usłyszałem za sobą ciche parsknięcie.
- Tak, wiemy, że o tym marzysz, księżniczko.
Zachichotałem.
- I tak mnie kochacie. Pieprzenie mnie również się do tego zalicza. – I zamknąłem za sobą drzwi do łazienki.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Moje włosy były powykręcane w różne strony. Ugh. Wziąłem do ręki żel i zrobiłem sobie małego quiffa. Otworzyłem szafkę, wyciągając z niej eyeliner i kolczyki.
- Co by tu wziąć? Czaszki, zwykłe czarne, a może tęczowe… - szepnąłem do siebie.
Zdecydowałem się na czarne i założyłem je. Pociągnąłem kreskę eyelinerem po dole powieki i uśmiechnąłem się do swojego odbicia. – Dobrze wyglądasz, Louis.
Spojrzałem na swój tatuaż, ciągnący się wzdłuż mojego ciała, i wziąłem kolczyk do ust. Zerknąłem jeszcze raz, poprawiając włosy, eyeliner i włożyłem resztę kolczyków.
- Dobrze wyglądasz, Lou. – Usłyszałem Zayna, który przytulił się do mnie. Wywróciłem oczami. – Chcesz łazienkę? – zapytałem, a on skinął głową.
- Tylko mi się nie obrażaj za wcześniej – uśmiechnąłem się i zaraz po tym mnie wykopał. Poszedłem do Nialla i wyciągnąłem od niego czerwoną koszulkę razem z moimi czarnymi rurkami, które leżały koło vansów. Ubrałem się i stanąłem przed lustrem. – No, mogę iść… - mruknąłem pod nosem i wyszedłem.
- Chłopaki, wychodzę! Narka – rzuciłem i opuściłem mieszkanie.
- Gdzie by tu iść… - szepnąłem, wsiadając do samochodu. Stukałem palcami o kierownicę, zastanawiając się przez dłuższą chwilę. Wpadłem na pomysł, żeby iść do sklepu z płytami. Tam sobie odpocznę i może kogoś sobie znajdę – pomyślałem. Wycofałem się z podjazdu i pojechałem w stronę sklepu, obmyślając plan dla mojego kolejnego chłopca do zabawy.
-
sobota, 4 stycznia 2014
2
~*~
~ Louis ~
Wszedłem do mojego ulubionego sklepu z płytami i zobaczyłem wysokiego chłopaka z kręconymi włosami, siedzącego na moim miejscu. Podszedłem do niego i chrząknąłem, ale nawet nie podniósł głowy. Powtórzyłem czynność i dopiero po chwili zobaczyłem, że miał w uszach słuchawki; rzeczywiście mnie nie słyszał. Uderzyłem go w tył głowy, po czym w końcu spojrzał na mnie. Wyciągnął z ucha jedną słuchawkę i zapytał.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? – Wow. Jego akcent był taki… taki… seksowny. Głęboki i aksamitny z lekką chrypką. A kiedy mówił, przeciągał każde słowo, co powodowało, że stawał się jeszcze bardziej seksowny.
Szybko otrząsnąłem się z moich rozważań i odkaszlnąłem.
- Taa, siedzisz na moim miejscu – powiedziałem, unosząc brew.
Przewrócił oczami.
- Nie widzę na nim twojego imienia. – Roześmiałem się. I wskazałem mu na malutkie, wydrapane literki Louis T.
- Zaufaj mi, kotku. To moje miejsce. – Uśmiechnąłem się. Usłyszałem jak mamrocze pod nosem przekleństwa i powoli wstaje. Cholera, był wysoki i, whoa, te nogi. Wcześniej nie mogłem dokładnie zobaczyć w co jest ubrany.
Miał na sobie czarne rurki, podobne do moich. Ale ja miałem kształty, a on był szczuplutki, choć wciąż seksowny. Na jego ramionach zwisała swobodnie bluzka z napisem Hipsta Please, która idealnie dolegała mu do szyi. Do tego niebieska kurtka i białe conversy, a na głowie beanie*, spod której wystawały loczki. Gdy dokładniej mu się przyjrzałem, dostrzegłem dołeczek w jego lewym policzku. Kurwa, dołeczki były numerem jeden na liście rzeczy, które mnie podniecają. Boże, mógłbym pieprzyć go tu i teraz.
- Przyglądasz mi się? – usłyszałem cichy chichot. Przysięgam, właśnie mi stanął.
- W sumie tak. Ładny jesteś – powiedziałem, unosząc kącik ust do góry.
Zarumienił się.
- Taa, nie flirtuj ze mną. Myślisz, że nie wiem kim jesteś? – Nagle jego głos stał się całkiem poważny.
- Och, doprawdy? – zapytałem i podszedłem bliżej niego, przesuwając opuszkami palców po jego ramieniu.
- J-jesteś Louis – wydukał. Uśmiechnąłem się. Czyli wiedział kim jestem.
- To prawda. Ale jak ty myślisz kim jestem? – zamruczałem i zsunąłem dłoń na zewnętrzną stronę jego uda. Przełknął ślinę i spojrzał na mnie.
- Jesteś łamaczem serc. Złamałeś serce mojemu przyjacielowi. – Powiedział cicho i strząsnął moją dłoń.
- A kto był twoim przyjacielem, mój drogi? – szepnąłem.
- Liam. Liam Payne – syknął i odsunął się.
Och, on. Dawno z nim nie rozmawiałem. Chyba coś kręci z Niallem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wyrzuciłem ich póki co ze swoich myśli i patrząc mu w oczy, ponownie się przysunąłem.
- A ty jak masz na imię? – zapytałem, przygryzając dolną wargę i liżąc przy tym swój kolczyk.
- Harry. Harry Styles. – W mojej głowie coś jakby kliknęło. Harry? To on?
- Czekaj, czekaj. Powiedziałeś Harry Styles? – Zadałem mu ponownie pytanie, a on skinął głową. Chłopak był małą dziwką, ale nikt o tym nie wiedział, no chyba, że sam mu o tym powiedział. Grał tak jak ja. Wprost idealnie; kogoś takiego szukałem. W końcu ktoś kto wie o co chodzi i ma kasę.
- Harry, chciałbyś zabawić się w pewną grę? – wyszeptałem, ujmując jego dłoń. Przechylił głowę.
- Zależy w jaką?
Zaciągnąłem go w głąb pomieszczenia do małego stolika, gdzie mogliśmy spokojnie usiąść.
- Więc… Ty wiesz kim jestem, a ja wiem kim ty jesteś – uśmiechnąłem się, a chłopak otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
- W-wiesz?
- Jesteś Harry Styles - dziwka numer jeden w mieście, oczywiście poza mną. Chłopakiem, który kocha zasadę bez zobowiązań, tylko seks. A ja mam dla ciebie całkiem miłą propozycję.
Natychmiast się rozpromienił i zauważyłem, że ma dwa dołeczki, a nie jeden.
- Wyjaśnij – roześmiał się, a ja przysunąłem bliżej swoje krzesło.
- Są trzy proste zasady, których musisz przestrzegać i powiem ci tylko, że każdy kto ją ze mną zaczyna, przegrywa.
- Powiedz jakie są zasady, Tomlinson – warknął.
- Okej, zasada pierwsza – Płać mi. - Parsknął.
- Płacić? Tobie?
Przewróciłem oczami.
- Bo wykonuję brudną robotę. Daję, nie biorę. Łapiesz, Loczek? – przytaknął, przygryzając dolną wargę, na co cicho jęknąłem.
Potrząsnąłem głową i kontynuowałem.
- Zasada druga – Zachowuj sekret. Jeśli powiesz o tym komukolwiek, automatycznie przegrywasz. Buzia na kłódkę, dopóki się nie skończy. – Uśmiechnąłem się.
- Dlaczego nikt nie może się dowiedzieć? - Westchnąłem.
- Ponieważ ludzie się dowiedzą. A jeśli się dowiedzą, będą trzymali się ode mnie z daleka. Wiem, że mimo wszystko to się rozchodzi, ale po prostu wmawiam całej reszcie, że to zwykła bzdura. – Roześmiał się.
- Kontynuuj, Louis.
- I zasada trzecia - absolutnie bez żadnych zobowiązań. Tak właśnie większość przegrywa. Zakochują się we mnie i przegrywają wypowiadając dwa proste słowa. – powiedziałem sfrustrowany.
- Więc to tylko dla przyjemności obydwu ze stron? A co się dzieje jeśli gracz się w tobie zakocha, albo vice versa? – zapytał, unosząc brew.
- Louis się nie zakochuje. Powiedzmy, że jeśli wygrasz, dostaniesz cokolwiek zechcesz, ale nikt jeszcze nigdy tego nie zrobił, więc powodzenia. Będziesz go potrzebował. – Uniosłem do góry kącik ust.
Skinął głową.
- Kiedy zaczynamy? – zapytał. Wziąłem do ręki kartkę papieru zapisując na niej trzy zasady i podałem mu długopis.
- Podpiszesz i możemy zaczynać. - Uśmiechnął się szeroko, kiedy to robił. – Och, i tu masz mój numer, adres. Wpadnij, albo zadzwoń gdy będziesz chciał zacząć. – Potrząsnął głową, wymieniając ze mną te same informacje.
- Wiesz Louis, ta gra nie zdaje się być bardzo trudna, czy skomplikowana. Jestem pewien, że potrafię pokonać cię twoją własną bronią. Zakochasz się we mnie i spełnisz jedno moje życzenie. – Roześmiał się, po czym pochylił się nade mną i musnął moje usta, przyprawiając mnie o dreszcze. Odsunąłem się.
- Próbuj, Loczuś**. Nie wiesz, co cię czeka. – I wyszedłem ze sklepu.
Przyszedłem z pomysłem zaciągnięcia jakiegoś faceta do łóżka, a zamiast tego zdobyłem gracza do swojej gry. Do tej pory były to tylko trzy osoby. Liam Payne, Niall Horan i Zayn Malik. Wszyscy przegrali, a ja wygrałem; wkrótce Harry do nich dołączy. Zakocha się w moim seksie, słodkich słówkach szeptanych mu do ucha i kłamstwach, jakie serwowałem pozostałej trójce. To będzie proste, bardzo proste. Jestem tego pewien. Nikt przecież nie pobił Louisa w jego własnej grze. Nigdy.
~*~
*beanie –Nie tłumaczyłam, bo jest charakterystyczna i większość z was wie o co chodzi ;)
** Wybaczcie, ale Curly w jego ustach brzmiało mi tak samo, jak Loczuś xD
~ Louis ~
Wszedłem do mojego ulubionego sklepu z płytami i zobaczyłem wysokiego chłopaka z kręconymi włosami, siedzącego na moim miejscu. Podszedłem do niego i chrząknąłem, ale nawet nie podniósł głowy. Powtórzyłem czynność i dopiero po chwili zobaczyłem, że miał w uszach słuchawki; rzeczywiście mnie nie słyszał. Uderzyłem go w tył głowy, po czym w końcu spojrzał na mnie. Wyciągnął z ucha jedną słuchawkę i zapytał.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? – Wow. Jego akcent był taki… taki… seksowny. Głęboki i aksamitny z lekką chrypką. A kiedy mówił, przeciągał każde słowo, co powodowało, że stawał się jeszcze bardziej seksowny.
Szybko otrząsnąłem się z moich rozważań i odkaszlnąłem.
- Taa, siedzisz na moim miejscu – powiedziałem, unosząc brew.
Przewrócił oczami.
- Nie widzę na nim twojego imienia. – Roześmiałem się. I wskazałem mu na malutkie, wydrapane literki Louis T.
- Zaufaj mi, kotku. To moje miejsce. – Uśmiechnąłem się. Usłyszałem jak mamrocze pod nosem przekleństwa i powoli wstaje. Cholera, był wysoki i, whoa, te nogi. Wcześniej nie mogłem dokładnie zobaczyć w co jest ubrany.
Miał na sobie czarne rurki, podobne do moich. Ale ja miałem kształty, a on był szczuplutki, choć wciąż seksowny. Na jego ramionach zwisała swobodnie bluzka z napisem Hipsta Please, która idealnie dolegała mu do szyi. Do tego niebieska kurtka i białe conversy, a na głowie beanie*, spod której wystawały loczki. Gdy dokładniej mu się przyjrzałem, dostrzegłem dołeczek w jego lewym policzku. Kurwa, dołeczki były numerem jeden na liście rzeczy, które mnie podniecają. Boże, mógłbym pieprzyć go tu i teraz.
- Przyglądasz mi się? – usłyszałem cichy chichot. Przysięgam, właśnie mi stanął.
- W sumie tak. Ładny jesteś – powiedziałem, unosząc kącik ust do góry.
Zarumienił się.
- Taa, nie flirtuj ze mną. Myślisz, że nie wiem kim jesteś? – Nagle jego głos stał się całkiem poważny.
- Och, doprawdy? – zapytałem i podszedłem bliżej niego, przesuwając opuszkami palców po jego ramieniu.
- J-jesteś Louis – wydukał. Uśmiechnąłem się. Czyli wiedział kim jestem.
- To prawda. Ale jak ty myślisz kim jestem? – zamruczałem i zsunąłem dłoń na zewnętrzną stronę jego uda. Przełknął ślinę i spojrzał na mnie.
- Jesteś łamaczem serc. Złamałeś serce mojemu przyjacielowi. – Powiedział cicho i strząsnął moją dłoń.
- A kto był twoim przyjacielem, mój drogi? – szepnąłem.
- Liam. Liam Payne – syknął i odsunął się.
Och, on. Dawno z nim nie rozmawiałem. Chyba coś kręci z Niallem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wyrzuciłem ich póki co ze swoich myśli i patrząc mu w oczy, ponownie się przysunąłem.
- A ty jak masz na imię? – zapytałem, przygryzając dolną wargę i liżąc przy tym swój kolczyk.
- Harry. Harry Styles. – W mojej głowie coś jakby kliknęło. Harry? To on?
- Czekaj, czekaj. Powiedziałeś Harry Styles? – Zadałem mu ponownie pytanie, a on skinął głową. Chłopak był małą dziwką, ale nikt o tym nie wiedział, no chyba, że sam mu o tym powiedział. Grał tak jak ja. Wprost idealnie; kogoś takiego szukałem. W końcu ktoś kto wie o co chodzi i ma kasę.
- Harry, chciałbyś zabawić się w pewną grę? – wyszeptałem, ujmując jego dłoń. Przechylił głowę.
- Zależy w jaką?
Zaciągnąłem go w głąb pomieszczenia do małego stolika, gdzie mogliśmy spokojnie usiąść.
- Więc… Ty wiesz kim jestem, a ja wiem kim ty jesteś – uśmiechnąłem się, a chłopak otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
- W-wiesz?
- Jesteś Harry Styles - dziwka numer jeden w mieście, oczywiście poza mną. Chłopakiem, który kocha zasadę bez zobowiązań, tylko seks. A ja mam dla ciebie całkiem miłą propozycję.
Natychmiast się rozpromienił i zauważyłem, że ma dwa dołeczki, a nie jeden.
- Wyjaśnij – roześmiał się, a ja przysunąłem bliżej swoje krzesło.
- Są trzy proste zasady, których musisz przestrzegać i powiem ci tylko, że każdy kto ją ze mną zaczyna, przegrywa.
- Powiedz jakie są zasady, Tomlinson – warknął.
- Okej, zasada pierwsza – Płać mi. - Parsknął.
- Płacić? Tobie?
Przewróciłem oczami.
- Bo wykonuję brudną robotę. Daję, nie biorę. Łapiesz, Loczek? – przytaknął, przygryzając dolną wargę, na co cicho jęknąłem.
Potrząsnąłem głową i kontynuowałem.
- Zasada druga – Zachowuj sekret. Jeśli powiesz o tym komukolwiek, automatycznie przegrywasz. Buzia na kłódkę, dopóki się nie skończy. – Uśmiechnąłem się.
- Dlaczego nikt nie może się dowiedzieć? - Westchnąłem.
- Ponieważ ludzie się dowiedzą. A jeśli się dowiedzą, będą trzymali się ode mnie z daleka. Wiem, że mimo wszystko to się rozchodzi, ale po prostu wmawiam całej reszcie, że to zwykła bzdura. – Roześmiał się.
- Kontynuuj, Louis.
- I zasada trzecia - absolutnie bez żadnych zobowiązań. Tak właśnie większość przegrywa. Zakochują się we mnie i przegrywają wypowiadając dwa proste słowa. – powiedziałem sfrustrowany.
- Więc to tylko dla przyjemności obydwu ze stron? A co się dzieje jeśli gracz się w tobie zakocha, albo vice versa? – zapytał, unosząc brew.
- Louis się nie zakochuje. Powiedzmy, że jeśli wygrasz, dostaniesz cokolwiek zechcesz, ale nikt jeszcze nigdy tego nie zrobił, więc powodzenia. Będziesz go potrzebował. – Uniosłem do góry kącik ust.
Skinął głową.
- Kiedy zaczynamy? – zapytał. Wziąłem do ręki kartkę papieru zapisując na niej trzy zasady i podałem mu długopis.
- Podpiszesz i możemy zaczynać. - Uśmiechnął się szeroko, kiedy to robił. – Och, i tu masz mój numer, adres. Wpadnij, albo zadzwoń gdy będziesz chciał zacząć. – Potrząsnął głową, wymieniając ze mną te same informacje.
- Wiesz Louis, ta gra nie zdaje się być bardzo trudna, czy skomplikowana. Jestem pewien, że potrafię pokonać cię twoją własną bronią. Zakochasz się we mnie i spełnisz jedno moje życzenie. – Roześmiał się, po czym pochylił się nade mną i musnął moje usta, przyprawiając mnie o dreszcze. Odsunąłem się.
- Próbuj, Loczuś**. Nie wiesz, co cię czeka. – I wyszedłem ze sklepu.
Przyszedłem z pomysłem zaciągnięcia jakiegoś faceta do łóżka, a zamiast tego zdobyłem gracza do swojej gry. Do tej pory były to tylko trzy osoby. Liam Payne, Niall Horan i Zayn Malik. Wszyscy przegrali, a ja wygrałem; wkrótce Harry do nich dołączy. Zakocha się w moim seksie, słodkich słówkach szeptanych mu do ucha i kłamstwach, jakie serwowałem pozostałej trójce. To będzie proste, bardzo proste. Jestem tego pewien. Nikt przecież nie pobił Louisa w jego własnej grze. Nigdy.
~*~
*beanie –Nie tłumaczyłam, bo jest charakterystyczna i większość z was wie o co chodzi ;)
** Wybaczcie, ale Curly w jego ustach brzmiało mi tak samo, jak Loczuś xD
3
~*~
~ Harry ~
Patrzyłem jak wytatuowany i kolczykowany chłopak opuszcza sklep i wskakuje do samochodu. Szczerze, nie mniej jednak, trochę się bałem, że się w nim zakocham. Liam nawet mnie przed nim ostrzegał.
- Wszystko, co ci powie to jedno wielkie kłamstwo. Widzi w tobie tylko zabawkę, którą może wykorzystać do seksu. Jest jeszcze gra. Cokolwiek zrobisz tylko, nie graj w nią.
Pamiętam dokładnie co mi wtedy powiedział. Zastanawia mnie tylko jedno, co jest w niej takie złe? Przecież nie może być aż tak źle. Ale wtedy wróciły do mnie wspomnienia z nocy, kiedy Liam wrócił do domu cały zapłakany.
Jego twarz tonęła we łzach. Miał czerwone i spuchnięte oczy, usta, a jego włosy wyglądały typowo jak po seksie. Pamiętam jak pytałem go co się stało, uzyskując taką oto odpowiedź:
- Okłamał mnie. Każde jego słowo było kłamstwem!
A później opowiedział mi o grze i o tym jak się w nim zakochał.
Liam dosłownie stracił dla niego głowę. Kiedy przychodził do domu, jego twarz była bardziej rozpromieniona, niż po obejrzeniu maratonu Toy Story. Ale od dnia gdy przegrał, nigdy nie był taki sam. Nie mógł patrzeć na nic, co przypominałoby mu o Louisie. Naprawdę miał złamane serce.
Miałem nadzieję, że w końcu znajdzie sobie kogoś, by mógł zapomnieć o Louisie i tak się też stało. Poznał Irlandczyka, Nialla. Ale krótko po tym, dowiedział się, że mieszkał z Tomlinsonem, szybko uciął z nim kontakt.
Myślę, że mogę wygrać. Jestem dobry w nie zakochiwaniu się. Chociaż nie, nie mogę wygrać, tylko muszę wygrać. Okej, przyznaję, że lubię uprawiać seks z ludźmi, ale nie traktuje ich potem jak szmaty i nie odzywam się jak Louis.
Cieszę się, że zaproponował mi tą grę. W końcu posmakuje swojej własnej broni. Mam zamiar pomścić Liama i złamać mu serce, jak on zrobił to jemu. Tak samo jak wszystkim. Choć tak naprawdę nie wiem kim jest całe reszta i szczerze mnie to nie obchodzi. Zmuszę go do poniżenia się – rozkocham go w sobie, a on się do tego przyzna.
~*~
Wszedłem do mieszkania i usłyszałem dźwięk włączonego w salonie telewizora. Przeszedłem na palcach i zobaczyłem Liama, rozłożonego na kanapie, przeskakującego po programach.
- Hej, Li – przywitałem się z nim, a chłopak podskoczył.
- Och, cześć, Harry. Gdzie byłeś? – zapytał. Zacząłem bawić się palcami i zdecydowałem się mu powiedzieć o wszystkim, ale zachowałem rozsądek i pozostałem przy wejściu do kuchni.
- SpotkałemLouisaTomlinsonaipostanowiłemznimzagrać – powiedziałem najszybciej jak potrafiłem. Zgaduję, że mimo wszystko nie było to zbyt szybkie, ponieważ zerwał się z miejsca, zrzucając pilota na podłogę.
- Co ty zrobiłeś, Harold?! – krzyknął. Cholera.
- Obiecuję, że się w nim nie zakocham. Chcę tylko mu się odpłać za ciebie – wyszeptałem.
Warknął.
- Harry, czy ty zdajesz sobie sprawę kim jest Louis? Jest mistrzem w łamaniu serc. Sprawia, że zakochujesz się nim w ciągu zaledwie kilku sekund. Nie chcę, żeby cię skrzywdził. Proszę, powiedz mi, że nie podpisałeś umowy? – zapytał, przejeżdżając dłonią po włosach.
Zamarłem.
- P-podpisałem.
Liam westchnął i poszedł do mnie.
- To nie jest dobre. Przede wszystkim dlatego, że Louis jest w twoim typie i, o mój Boże, to nie jest dobre – wymamrotał Liam. Przewróciłem oczami.
- Liam, już go mam. Sam do mnie podszedł i zaczął to wszystko. – Powiedziałem pewnym siebie tonem. Jego oczy się rozświetliły.
- Naprawdę? – zakrztusił się powietrzem. Przytaknąłem i przytulił mnie. – Louis w końcu posmakuje porażki i, och, możesz sprawić, że będzie zazdrosny – powiedział podekscytowany.
Odsunąłem się lekko od niego i wpatrywałem się w niego.
- Ciekawe jak?
Liam uśmiechnął się. Boże, kochałem złego Liama.
- Ma dwóch współlokatorów. Jednym jest N…- zatrzymał się. – Niall, a drugi to Zayn. Żadna z zasad nie mówi o tym, że do niego należysz, więc możesz się zabawić również z innymi. To pomoże…Bynajmniej mam taką nadzieję.
Wpadłem na pewien pomysł.
- W porządku, spróbuję. Liam, obiecuję ci, że się nie zakocham.
- Oby – westchnął.
~*~
Wskoczyłem na łóżko i przytuliłem się do swojej poduszki. Po chwili usłyszałem wibracje mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz – od Louisa. Hmm… powinno być ciekawie.
Louis - Hej, Harry. Tak sobie myślałem i… Kiedy chciałbyś się spotkać?
Harry – Umm…Masz jutro czas?
…………………………
Tak, oczywiście! Wpadnij do mnie, nikogo jutro nie będzie! ;) Będziemy mogli być tak głośno jak będziemy tylko chcieli.
Jesteś zboczony, Louis.
No i co? Dobrze o tym wiesz! Mam po ciebie przyjechać, czy sam przyjdziesz? Ach, i nie zapomnij $50.
Mruknąłem niezadowolony. Pięćdziesiąt dolarów? Nie rozumiałem dlaczego mu płaciłem, ale nieważne. Zgaduję, że każdy tak musiał, więc tym lepiej dla mojego planu.
Przyjadę sam, około 13. Może być?
Brzmi dobrze. Do zobaczenia ;)
Odłożyłem swój telefon i położyłem się z powrotem. Przebiegłem dłonią po włosach. Spokojnie, Harry, masz go. Wymyśl własne zasady.
Okej, zasada pierwsza – nie zakochuj się w Louisie. To chyba jasne. Zasada druga – spraw, żeby się w tobie zakochał. To będzie troszkę trudniejsze, ale bitch please*, jestem Harry Styles. Zasada trzecia – spraw, żeby powiedział dwa magiczne słowa. Brzmi całkiem łatwo. Mam go.
Powoli moje myśli się oddalały, a powieki stały się ciężkie. Pozwoliłem, aby sen przejął nede mną kontrolę, a wszystko o czym myślałem, to jak pobić Louisa. Będzie ciężko, ale dam radę. (dop.tł – jak Bob Budowniczy xD)
-
* bitch please – przepraszam, ale w tym momencie nic mi nie pasowało to tego Stylesa xD
~ Harry ~
Patrzyłem jak wytatuowany i kolczykowany chłopak opuszcza sklep i wskakuje do samochodu. Szczerze, nie mniej jednak, trochę się bałem, że się w nim zakocham. Liam nawet mnie przed nim ostrzegał.
- Wszystko, co ci powie to jedno wielkie kłamstwo. Widzi w tobie tylko zabawkę, którą może wykorzystać do seksu. Jest jeszcze gra. Cokolwiek zrobisz tylko, nie graj w nią.
Pamiętam dokładnie co mi wtedy powiedział. Zastanawia mnie tylko jedno, co jest w niej takie złe? Przecież nie może być aż tak źle. Ale wtedy wróciły do mnie wspomnienia z nocy, kiedy Liam wrócił do domu cały zapłakany.
Jego twarz tonęła we łzach. Miał czerwone i spuchnięte oczy, usta, a jego włosy wyglądały typowo jak po seksie. Pamiętam jak pytałem go co się stało, uzyskując taką oto odpowiedź:
- Okłamał mnie. Każde jego słowo było kłamstwem!
A później opowiedział mi o grze i o tym jak się w nim zakochał.
Liam dosłownie stracił dla niego głowę. Kiedy przychodził do domu, jego twarz była bardziej rozpromieniona, niż po obejrzeniu maratonu Toy Story. Ale od dnia gdy przegrał, nigdy nie był taki sam. Nie mógł patrzeć na nic, co przypominałoby mu o Louisie. Naprawdę miał złamane serce.
Miałem nadzieję, że w końcu znajdzie sobie kogoś, by mógł zapomnieć o Louisie i tak się też stało. Poznał Irlandczyka, Nialla. Ale krótko po tym, dowiedział się, że mieszkał z Tomlinsonem, szybko uciął z nim kontakt.
Myślę, że mogę wygrać. Jestem dobry w nie zakochiwaniu się. Chociaż nie, nie mogę wygrać, tylko muszę wygrać. Okej, przyznaję, że lubię uprawiać seks z ludźmi, ale nie traktuje ich potem jak szmaty i nie odzywam się jak Louis.
Cieszę się, że zaproponował mi tą grę. W końcu posmakuje swojej własnej broni. Mam zamiar pomścić Liama i złamać mu serce, jak on zrobił to jemu. Tak samo jak wszystkim. Choć tak naprawdę nie wiem kim jest całe reszta i szczerze mnie to nie obchodzi. Zmuszę go do poniżenia się – rozkocham go w sobie, a on się do tego przyzna.
~*~
Wszedłem do mieszkania i usłyszałem dźwięk włączonego w salonie telewizora. Przeszedłem na palcach i zobaczyłem Liama, rozłożonego na kanapie, przeskakującego po programach.
- Hej, Li – przywitałem się z nim, a chłopak podskoczył.
- Och, cześć, Harry. Gdzie byłeś? – zapytał. Zacząłem bawić się palcami i zdecydowałem się mu powiedzieć o wszystkim, ale zachowałem rozsądek i pozostałem przy wejściu do kuchni.
- SpotkałemLouisaTomlinsonaipostanowiłemznimzagrać – powiedziałem najszybciej jak potrafiłem. Zgaduję, że mimo wszystko nie było to zbyt szybkie, ponieważ zerwał się z miejsca, zrzucając pilota na podłogę.
- Co ty zrobiłeś, Harold?! – krzyknął. Cholera.
- Obiecuję, że się w nim nie zakocham. Chcę tylko mu się odpłać za ciebie – wyszeptałem.
Warknął.
- Harry, czy ty zdajesz sobie sprawę kim jest Louis? Jest mistrzem w łamaniu serc. Sprawia, że zakochujesz się nim w ciągu zaledwie kilku sekund. Nie chcę, żeby cię skrzywdził. Proszę, powiedz mi, że nie podpisałeś umowy? – zapytał, przejeżdżając dłonią po włosach.
Zamarłem.
- P-podpisałem.
Liam westchnął i poszedł do mnie.
- To nie jest dobre. Przede wszystkim dlatego, że Louis jest w twoim typie i, o mój Boże, to nie jest dobre – wymamrotał Liam. Przewróciłem oczami.
- Liam, już go mam. Sam do mnie podszedł i zaczął to wszystko. – Powiedziałem pewnym siebie tonem. Jego oczy się rozświetliły.
- Naprawdę? – zakrztusił się powietrzem. Przytaknąłem i przytulił mnie. – Louis w końcu posmakuje porażki i, och, możesz sprawić, że będzie zazdrosny – powiedział podekscytowany.
Odsunąłem się lekko od niego i wpatrywałem się w niego.
- Ciekawe jak?
Liam uśmiechnął się. Boże, kochałem złego Liama.
- Ma dwóch współlokatorów. Jednym jest N…- zatrzymał się. – Niall, a drugi to Zayn. Żadna z zasad nie mówi o tym, że do niego należysz, więc możesz się zabawić również z innymi. To pomoże…Bynajmniej mam taką nadzieję.
Wpadłem na pewien pomysł.
- W porządku, spróbuję. Liam, obiecuję ci, że się nie zakocham.
- Oby – westchnął.
~*~
Wskoczyłem na łóżko i przytuliłem się do swojej poduszki. Po chwili usłyszałem wibracje mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz – od Louisa. Hmm… powinno być ciekawie.
Louis - Hej, Harry. Tak sobie myślałem i… Kiedy chciałbyś się spotkać?
Harry – Umm…Masz jutro czas?
…………………………
Tak, oczywiście! Wpadnij do mnie, nikogo jutro nie będzie! ;) Będziemy mogli być tak głośno jak będziemy tylko chcieli.
Jesteś zboczony, Louis.
No i co? Dobrze o tym wiesz! Mam po ciebie przyjechać, czy sam przyjdziesz? Ach, i nie zapomnij $50.
Mruknąłem niezadowolony. Pięćdziesiąt dolarów? Nie rozumiałem dlaczego mu płaciłem, ale nieważne. Zgaduję, że każdy tak musiał, więc tym lepiej dla mojego planu.
Przyjadę sam, około 13. Może być?
Brzmi dobrze. Do zobaczenia ;)
Odłożyłem swój telefon i położyłem się z powrotem. Przebiegłem dłonią po włosach. Spokojnie, Harry, masz go. Wymyśl własne zasady.
Okej, zasada pierwsza – nie zakochuj się w Louisie. To chyba jasne. Zasada druga – spraw, żeby się w tobie zakochał. To będzie troszkę trudniejsze, ale bitch please*, jestem Harry Styles. Zasada trzecia – spraw, żeby powiedział dwa magiczne słowa. Brzmi całkiem łatwo. Mam go.
Powoli moje myśli się oddalały, a powieki stały się ciężkie. Pozwoliłem, aby sen przejął nede mną kontrolę, a wszystko o czym myślałem, to jak pobić Louisa. Będzie ciężko, ale dam radę. (dop.tł – jak Bob Budowniczy xD)
-
* bitch please – przepraszam, ale w tym momencie nic mi nie pasowało to tego Stylesa xD
4
~ Louis ~
- Niall, stary, chodź! Weźmiemy jedzenie gdzieś po drodze.
- A-ale obiecujesz, Zaynie?
- Tak, Nialler, obiecuję. Chodźmy.
Jęknąłem i schowałem głowę w poduszkę, starając się zagłuszyć wszelkie dźwięki wydawane przez moich współlokatorów.
- Niall! – Usłyszałem wrzask Zayna.
- Czy możecie się w końcu zamknąć?! – krzyknąłem, naciągając sobie kołdrę na twarz. Minęło kilka minut, po czym usłyszałem dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, oznaczających, iż w końcu byłem sam.
- Nareszcie – mruknąłem i ponownie zamknąłem oczy z zamiarem zaśnięcia, ale zamiast tego dostałem zawału serca przez wibrujący na stole telefon.
- Cholera – wymamrotałem i schyliłem się. Zobaczyłem ID dzwoniącego Harry’ego. Szybko podniosłem się i uśmiechnąłem się. Chwila… Co? Jaki uśmiech?! Szybko usunąłem go ze swojej twarzy. To tylko gra. Seks i tylko seks, nic więcej – powtarzałem sobie w myślach. Stuknąłem palcem w ekran i usłyszałem powolny, ochrypły głos po drugiej stronie linii.
- Louis? – odezwał się, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się, wiedząc dlaczego dzwoni.
- Tak, Harry? – odpowiedziałem, zrzucając z siebie kołdrę i udałem się do łazienki.
- Nie ma ich? – zapytał, kiedy wciągałem na siebie białe rurki. Potknąłem się o własną nogę, ale szybko odzyskałem równowagę.
- Um, tak, tak, nie ma ich. Mam po ciebie przyjechać? – Cholera. Pytałem się już go o to wczoraj.
Boże, Louis, zaczynasz brzmieć jakby naprawdę ci się podobał – pomyślałem i zajrzałem do szafki po moje rzeczy. Odłożyłem telefon, włączając tryb głośnomówiący. Wciągnąłem na siebie czarny sweter.
- Um, nie. Właściwie jestem tuż przy twoim mieszkaniu i tak sobie myślałem, że moglibyśmy pójść do Starbucksa? – powiedział, a w tym czasie zdążyłem przytrzasnąć sobie palec drzwiczkami. Skrzywiłem się.
- Kurwa. – Wziąłem telefon z powrotem do ręki, przykładając go do ucha i jednocześnie zasysając palec. – W porządku, brzmi dobrze. Uwielbiam Starbucksa. – wymamrotałem z trudem.
- Okej. Widzimy się za dziesięć minut, czy to za szybko? – zapytał.
- Nie, super. Do zobaczenia. – Pożegnałem i rozłączyłem się.
Poczułem jak zaczynam się denerwować. Dlaczego się denerwowałem? To na pewno nie z powodu spotkanie z Harrym. Pff, to ja jestem Louis i to ja wywieram na wszystkich wrażenie i sprawiam, że się denerwują, nie na odwrót. Potrząsnąłem głową wkładając kolczyki i zrobiłem eyelinerem kreski. Postanowiłem zostawić włosy, ponieważ w fryzurze „prosto z łóżka” wyglądałem cholernie seksownie. (dop.tł. – Sassy Tommo xD) Wyszedłem i udałem się do kuchni, żeby coś przegryźć, zanim przyjdzie Harry.
~*~
Siedziałem na kanapie, jedząc jabłko, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Cholera, cholera, cholera, on tu jest! Chwila. Nie panikuj, spokojnie. Nie ma potrzeby. To tylko twoja seks-zabawka. Wstałem i rzuciłem ogryzek do kosza na śmieci. Szybko przejrzałem się ostatni raz w lustrze i otworzyłem drzwi, żeby wpuścić Harry’ego. Ja pierdolę, kurwa mać! Nie wiem czy coś mi się przywidziało, czy też nie, ale, cholera, wyglądał niesamowicie. Przepraszam, bardziej niż niesamowicie; jak bóg seksu.
Miał na sobie zwykły, biały t-shirt, ciasno dolegający do szyi. Na niej wisiały twa naszyjniki – srebrny samolot i coś w rodzaju jakiegoś kółeczka. Jego jeansy były jeszcze bardziej opięte niż wczoraj; czarne, a do nich białe conversy. Wyglądało to jakby miał tylko jeden styl, ale co tam, ujdzie. Na nadgarstku widniał także zegarek i troszeczkę wyżej mały, pojedynczy tatuaż. Nie zauważyłem go wczoraj, ale, Boże, to było gorące.
Usłyszałem kaszlnięcie i spojrzałem w górę. Śmiał się do mnie.
- Podoba ci się? – zapytał, na co mu przytaknąłem.
- Tak, zdecydowanie – wykrztusiłem z siebie i lekko się uśmiechnąłem. Roześmiał się, podchodząc bliżej. Pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Kidy przeszedł mnie dreszcz, zachichotał.
- Poczekaj, aż zobaczysz co mam pod spodem – wymruczał. O Boże, spojrzałem w dół i zobaczyłem jak mój penis stwardniał. Wow, jestem przy nim słabszy niż myślałem. Ledwie cokolwiek zrobił, a ja już jestem twardy. Hej, Tomlinson, wracaj do gry – odezwał się głos w mojej głowie.
Przebiegłem palcami wzdłuż jego ramienia i czułem jak dostaje gęsiej skórki, co spowodowało, że się uśmiechnąłem. Stanąłem na palcach i delikatnie pocałowałem go w szyję. Przejechałem językiem po ciepłej skórze.
- Och, nie mogę się doczekać – wyszeptałem uwodzicielskim tonem, odsuwając się rozpromieniony. Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczyma, po czym potrząsnął głową; jego loczki były wszędzie.
- Chodźmy – powiedział i wyszedł, a ja podążyłem tuż za nim. Ha, mam go. Teraz na pewno nie wygra.
~ Harry ~
Podszedłem do naszego stolika z kawą w dłoniach, podczas gdy Tomlinson bawił się językiem swoim kolczykiem. Cholera, to było seksowne. Nigdy nie pieprzyłem się z facetem, który nosiłby kolczyki, albo malowałby się eyelinerem. W sumie nie był może i w moim typie, ale, cholera, mógłbym się do tego przyzwyczaić. Uśmiechnąłem się do niego, siadając na krześle i upijając łyk swojej kawy. Nie chciałem teraz spotkać jego elektryzującego, niebieskiego spojrzenia.
Jego oczy nie były niebieskie jak wszystkie inne; z początku myślałem, że nosi soczewki, ale nie. Miał jasnoniebieskie tęczówki, jak kryształki, a wokół źrenicy były lekko szare, co sprawiało, że wyglądał jeszcze bardziej uroczo. Co więcej, jego włosy były koloru czekolady. Oprócz tego, trafiały się w nich jakieś blond kosmyki. Miały całkiem ładny odcień brązu, nie tak jak moje. Był jeszcze jego kolczyki i, cholera, tatuaże – jeden z nich ciągnął się aż od szyi, a na obu ramionach miał sleevy*. Wyglądał w tym wszystkim naprawdę pociągająco.
Ale był tylko graczem i łamaczem serc; jedynym powodem dla którego to robiłem była zemsta za wszystkie złamane serca. Owszem, pieprzę innych, ale w przeciwieństwie do niego rozmawiam z nimi po wszystkim i czasami nawet zostajemy przyjaciółmi.
Louis tylko cię zwodzi, dopóki się w nim nie zakochasz. Dlatego staram się, aby ludzie się do mnie nie przywiązywali. Wolę jednonocne przygody. A on będzie cię zwodził, i zwodził, szepcząc czułe słówka, aż się nie zakochasz. A później BUM! Znika z twojego życia, a ty cierpisz.
Byłem wkurzony, kiedy dowiedziałem się, że to robił. Nie zdawał się być złym facetem, pomijając fakt, że grał w tą pieprzoną grę. Wiedziałem, że był całkiem słodkim facetem, ale po prostu tego nie pokazywał. Nie miałem pojęcia dlaczego. Pomijając fakt, że pieprzył wszystkich facetów wzrokiem, albo bawił się uczuciami. Mógłbym się z nim umówić, kręciłe mnie jego osobowość. Czekaj, Harry. Zapędziłeś się. Nigdy się z nim nie umówisz, nigdy – skarciłem się w myślach.
- Um, nad czym tak mocno** myślisz, Harry? – usłyszałem niski głos. Och, Louis. No tak.
- Taa, po prostu rozkoszuję się tą kawą. Jest naprawdę dobra – skłamałem, po czym oblałem się rumieńcem. Zachichotał.
- Jesteś dziwny.
Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się do niego. Zobaczyłem jak się rumieni i zaczyna bawić się swoim telefonem. O co chodziło?
~*~
Wskoczyliśmy do mojego samochodu i włączyłem radio. Louis niemal pisnął, kiedy usłyszał piosenkę Green Day. Nie lubiłem ich. Może i są fajni, ale nie w moim typie. Już chciałem zmienić stację, ale Lou klepnął moją dłoń.
- Nie, Loczuś – wysyczał, na co przewróciłem oczami i zacząłem wycofywać z parkingu.
Zaczął śpiewać razem z zespołem. Miał niezły głos, naprawdę.
Don’t want to be an American Idiot
Don’t want a nation that under the new media
Can you hear the sound of hysteria?
The subliminal mind fuck America
Zamiast w słowa, wsłuchiwałem się w jego głos. Jego piskliwy Brytyjski akcent był uroczy. Śpiewał idealnie, ale miał swoją intonację. Bosko.
W końcu, piosenka zaczęła doprowadzać mnie do szału i zmieniłem stację. Usłyszałem jak jęczy.
- Serio?
Zachichotałem.
- Mój samochód, moje radio, moja muzyka – odpowiedziałem mu z chytrym uśmieszkiem. Przewrócił oczami.
- Nieważne.
Przełączyłem na Outsider Ramones i zacząłem mruczeć sobie piosenkę pod nosem. Czułem na sobie jego spojrzenie. Kontynuowałem, lecz później, jakimś cudem, zacząłem śpiewać.
I’m an outsider, outside of everything
I’m an outsider, outside of everything
I’m an outsider, outside of everything
Everything you know
Everything you know
It disturbs me so
Everybody tried to push me push me around
Everybody tried to put me try to put me down
Usłyszałem jak piosenka się urywa i zaczyna się Metallica. Louis się uśmiechnął. Zmienił ją. Najwyraźniej fałszowałem.
- Masz naprawdę dobry głos, Harry – usłyszałem jego szept. Uśmiechnąłem się.
- Naprawdę? – zapytałem.
Przytaknął.
- Tak, Loczuś, naprawdę. Bardzo dobrze. – Odwróciłem głowę, żeby na niego spojrzeć, ale natychmiast odwrócił wzrok.
- Ty również masz niezły głos. Jest naprawdę wyjątkowy i uro… - uciąłem – Jest dobry – wymamrotałem i z powrotem skierowałem swój wzrok na drogę.
Zerknąłem jeszcze raz i zobaczyłem jak na jego ustach formuje się mały uśmiech, a jego policzki stają się różowe. Harry, co ty robisz? Nie możesz stracić tego, co zarobiłeś. On tylko gra i wszystko, co mówi to kłamstwo. Wygram, nie złamie mi serca i nikomu innemu. Już nigdy.
Potrząsnąłem głową i westchnąłem. Może nie zakochanie się w nim, było trudniejsze niż myślałem? Potrafi oczarować, ale uodporniłem się już na to. Również wiedziałem, jak go zdobyć. Nasz pierwszy raz z pewnością, nie będzie ostatnim. Ale za pierwszym razem zostawiasz po sobie ślad. I tak właśnie planowałem zrobić.
-
*sleeve (z ang. od rękawa) – tatuaż na całym ramieniu
** hard - oznacza równie mocny jak i twardy; Louis użył go specjalnie dla dwuznaczności ;)
-
- Niall, stary, chodź! Weźmiemy jedzenie gdzieś po drodze.
- A-ale obiecujesz, Zaynie?
- Tak, Nialler, obiecuję. Chodźmy.
Jęknąłem i schowałem głowę w poduszkę, starając się zagłuszyć wszelkie dźwięki wydawane przez moich współlokatorów.
- Niall! – Usłyszałem wrzask Zayna.
- Czy możecie się w końcu zamknąć?! – krzyknąłem, naciągając sobie kołdrę na twarz. Minęło kilka minut, po czym usłyszałem dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, oznaczających, iż w końcu byłem sam.
- Nareszcie – mruknąłem i ponownie zamknąłem oczy z zamiarem zaśnięcia, ale zamiast tego dostałem zawału serca przez wibrujący na stole telefon.
- Cholera – wymamrotałem i schyliłem się. Zobaczyłem ID dzwoniącego Harry’ego. Szybko podniosłem się i uśmiechnąłem się. Chwila… Co? Jaki uśmiech?! Szybko usunąłem go ze swojej twarzy. To tylko gra. Seks i tylko seks, nic więcej – powtarzałem sobie w myślach. Stuknąłem palcem w ekran i usłyszałem powolny, ochrypły głos po drugiej stronie linii.
- Louis? – odezwał się, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się, wiedząc dlaczego dzwoni.
- Tak, Harry? – odpowiedziałem, zrzucając z siebie kołdrę i udałem się do łazienki.
- Nie ma ich? – zapytał, kiedy wciągałem na siebie białe rurki. Potknąłem się o własną nogę, ale szybko odzyskałem równowagę.
- Um, tak, tak, nie ma ich. Mam po ciebie przyjechać? – Cholera. Pytałem się już go o to wczoraj.
Boże, Louis, zaczynasz brzmieć jakby naprawdę ci się podobał – pomyślałem i zajrzałem do szafki po moje rzeczy. Odłożyłem telefon, włączając tryb głośnomówiący. Wciągnąłem na siebie czarny sweter.
- Um, nie. Właściwie jestem tuż przy twoim mieszkaniu i tak sobie myślałem, że moglibyśmy pójść do Starbucksa? – powiedział, a w tym czasie zdążyłem przytrzasnąć sobie palec drzwiczkami. Skrzywiłem się.
- Kurwa. – Wziąłem telefon z powrotem do ręki, przykładając go do ucha i jednocześnie zasysając palec. – W porządku, brzmi dobrze. Uwielbiam Starbucksa. – wymamrotałem z trudem.
- Okej. Widzimy się za dziesięć minut, czy to za szybko? – zapytał.
- Nie, super. Do zobaczenia. – Pożegnałem i rozłączyłem się.
Poczułem jak zaczynam się denerwować. Dlaczego się denerwowałem? To na pewno nie z powodu spotkanie z Harrym. Pff, to ja jestem Louis i to ja wywieram na wszystkich wrażenie i sprawiam, że się denerwują, nie na odwrót. Potrząsnąłem głową wkładając kolczyki i zrobiłem eyelinerem kreski. Postanowiłem zostawić włosy, ponieważ w fryzurze „prosto z łóżka” wyglądałem cholernie seksownie. (dop.tł. – Sassy Tommo xD) Wyszedłem i udałem się do kuchni, żeby coś przegryźć, zanim przyjdzie Harry.
~*~
Siedziałem na kanapie, jedząc jabłko, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Cholera, cholera, cholera, on tu jest! Chwila. Nie panikuj, spokojnie. Nie ma potrzeby. To tylko twoja seks-zabawka. Wstałem i rzuciłem ogryzek do kosza na śmieci. Szybko przejrzałem się ostatni raz w lustrze i otworzyłem drzwi, żeby wpuścić Harry’ego. Ja pierdolę, kurwa mać! Nie wiem czy coś mi się przywidziało, czy też nie, ale, cholera, wyglądał niesamowicie. Przepraszam, bardziej niż niesamowicie; jak bóg seksu.
Miał na sobie zwykły, biały t-shirt, ciasno dolegający do szyi. Na niej wisiały twa naszyjniki – srebrny samolot i coś w rodzaju jakiegoś kółeczka. Jego jeansy były jeszcze bardziej opięte niż wczoraj; czarne, a do nich białe conversy. Wyglądało to jakby miał tylko jeden styl, ale co tam, ujdzie. Na nadgarstku widniał także zegarek i troszeczkę wyżej mały, pojedynczy tatuaż. Nie zauważyłem go wczoraj, ale, Boże, to było gorące.
Usłyszałem kaszlnięcie i spojrzałem w górę. Śmiał się do mnie.
- Podoba ci się? – zapytał, na co mu przytaknąłem.
- Tak, zdecydowanie – wykrztusiłem z siebie i lekko się uśmiechnąłem. Roześmiał się, podchodząc bliżej. Pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Kidy przeszedł mnie dreszcz, zachichotał.
- Poczekaj, aż zobaczysz co mam pod spodem – wymruczał. O Boże, spojrzałem w dół i zobaczyłem jak mój penis stwardniał. Wow, jestem przy nim słabszy niż myślałem. Ledwie cokolwiek zrobił, a ja już jestem twardy. Hej, Tomlinson, wracaj do gry – odezwał się głos w mojej głowie.
Przebiegłem palcami wzdłuż jego ramienia i czułem jak dostaje gęsiej skórki, co spowodowało, że się uśmiechnąłem. Stanąłem na palcach i delikatnie pocałowałem go w szyję. Przejechałem językiem po ciepłej skórze.
- Och, nie mogę się doczekać – wyszeptałem uwodzicielskim tonem, odsuwając się rozpromieniony. Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczyma, po czym potrząsnął głową; jego loczki były wszędzie.
- Chodźmy – powiedział i wyszedł, a ja podążyłem tuż za nim. Ha, mam go. Teraz na pewno nie wygra.
~ Harry ~
Podszedłem do naszego stolika z kawą w dłoniach, podczas gdy Tomlinson bawił się językiem swoim kolczykiem. Cholera, to było seksowne. Nigdy nie pieprzyłem się z facetem, który nosiłby kolczyki, albo malowałby się eyelinerem. W sumie nie był może i w moim typie, ale, cholera, mógłbym się do tego przyzwyczaić. Uśmiechnąłem się do niego, siadając na krześle i upijając łyk swojej kawy. Nie chciałem teraz spotkać jego elektryzującego, niebieskiego spojrzenia.
Jego oczy nie były niebieskie jak wszystkie inne; z początku myślałem, że nosi soczewki, ale nie. Miał jasnoniebieskie tęczówki, jak kryształki, a wokół źrenicy były lekko szare, co sprawiało, że wyglądał jeszcze bardziej uroczo. Co więcej, jego włosy były koloru czekolady. Oprócz tego, trafiały się w nich jakieś blond kosmyki. Miały całkiem ładny odcień brązu, nie tak jak moje. Był jeszcze jego kolczyki i, cholera, tatuaże – jeden z nich ciągnął się aż od szyi, a na obu ramionach miał sleevy*. Wyglądał w tym wszystkim naprawdę pociągająco.
Ale był tylko graczem i łamaczem serc; jedynym powodem dla którego to robiłem była zemsta za wszystkie złamane serca. Owszem, pieprzę innych, ale w przeciwieństwie do niego rozmawiam z nimi po wszystkim i czasami nawet zostajemy przyjaciółmi.
Louis tylko cię zwodzi, dopóki się w nim nie zakochasz. Dlatego staram się, aby ludzie się do mnie nie przywiązywali. Wolę jednonocne przygody. A on będzie cię zwodził, i zwodził, szepcząc czułe słówka, aż się nie zakochasz. A później BUM! Znika z twojego życia, a ty cierpisz.
Byłem wkurzony, kiedy dowiedziałem się, że to robił. Nie zdawał się być złym facetem, pomijając fakt, że grał w tą pieprzoną grę. Wiedziałem, że był całkiem słodkim facetem, ale po prostu tego nie pokazywał. Nie miałem pojęcia dlaczego. Pomijając fakt, że pieprzył wszystkich facetów wzrokiem, albo bawił się uczuciami. Mógłbym się z nim umówić, kręciłe mnie jego osobowość. Czekaj, Harry. Zapędziłeś się. Nigdy się z nim nie umówisz, nigdy – skarciłem się w myślach.
- Um, nad czym tak mocno** myślisz, Harry? – usłyszałem niski głos. Och, Louis. No tak.
- Taa, po prostu rozkoszuję się tą kawą. Jest naprawdę dobra – skłamałem, po czym oblałem się rumieńcem. Zachichotał.
- Jesteś dziwny.
Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się do niego. Zobaczyłem jak się rumieni i zaczyna bawić się swoim telefonem. O co chodziło?
~*~
Wskoczyliśmy do mojego samochodu i włączyłem radio. Louis niemal pisnął, kiedy usłyszał piosenkę Green Day. Nie lubiłem ich. Może i są fajni, ale nie w moim typie. Już chciałem zmienić stację, ale Lou klepnął moją dłoń.
- Nie, Loczuś – wysyczał, na co przewróciłem oczami i zacząłem wycofywać z parkingu.
Zaczął śpiewać razem z zespołem. Miał niezły głos, naprawdę.
Don’t want to be an American Idiot
Don’t want a nation that under the new media
Can you hear the sound of hysteria?
The subliminal mind fuck America
Zamiast w słowa, wsłuchiwałem się w jego głos. Jego piskliwy Brytyjski akcent był uroczy. Śpiewał idealnie, ale miał swoją intonację. Bosko.
W końcu, piosenka zaczęła doprowadzać mnie do szału i zmieniłem stację. Usłyszałem jak jęczy.
- Serio?
Zachichotałem.
- Mój samochód, moje radio, moja muzyka – odpowiedziałem mu z chytrym uśmieszkiem. Przewrócił oczami.
- Nieważne.
Przełączyłem na Outsider Ramones i zacząłem mruczeć sobie piosenkę pod nosem. Czułem na sobie jego spojrzenie. Kontynuowałem, lecz później, jakimś cudem, zacząłem śpiewać.
I’m an outsider, outside of everything
I’m an outsider, outside of everything
I’m an outsider, outside of everything
Everything you know
Everything you know
It disturbs me so
Everybody tried to push me push me around
Everybody tried to put me try to put me down
Usłyszałem jak piosenka się urywa i zaczyna się Metallica. Louis się uśmiechnął. Zmienił ją. Najwyraźniej fałszowałem.
- Masz naprawdę dobry głos, Harry – usłyszałem jego szept. Uśmiechnąłem się.
- Naprawdę? – zapytałem.
Przytaknął.
- Tak, Loczuś, naprawdę. Bardzo dobrze. – Odwróciłem głowę, żeby na niego spojrzeć, ale natychmiast odwrócił wzrok.
- Ty również masz niezły głos. Jest naprawdę wyjątkowy i uro… - uciąłem – Jest dobry – wymamrotałem i z powrotem skierowałem swój wzrok na drogę.
Zerknąłem jeszcze raz i zobaczyłem jak na jego ustach formuje się mały uśmiech, a jego policzki stają się różowe. Harry, co ty robisz? Nie możesz stracić tego, co zarobiłeś. On tylko gra i wszystko, co mówi to kłamstwo. Wygram, nie złamie mi serca i nikomu innemu. Już nigdy.
Potrząsnąłem głową i westchnąłem. Może nie zakochanie się w nim, było trudniejsze niż myślałem? Potrafi oczarować, ale uodporniłem się już na to. Również wiedziałem, jak go zdobyć. Nasz pierwszy raz z pewnością, nie będzie ostatnim. Ale za pierwszym razem zostawiasz po sobie ślad. I tak właśnie planowałem zrobić.
-
*sleeve (z ang. od rękawa) – tatuaż na całym ramieniu
** hard - oznacza równie mocny jak i twardy; Louis użył go specjalnie dla dwuznaczności ;)
-
5
~ Louis ~
Stukałem palcami o szybę, wpatrując się tępo w krajobraz za oknem. Czułem motylki w brzuchu, kiedy zaparkowaliśmy pod moim blokiem. O Boże, o Boże. Będę pieprzył tylko Harry’ego Stylesa, dlaczego się denerwuję? Pieprzę wielu facetów i nigdy przedtem się nie denerwowałem. Ale to Harry. Powinienem obchodzić się z nim ostrożnie i delikatnie, aby sprawić, żeby się poczuł się kochanym. Chwila… Mam oczywiście na myśli fałszywą miłość. Taa, fałszywą. Pff, wystarczy mi chwila.
Usłyszałem jak Harry odchrząka i odwróciłem się.
- Co? – zapytałem trochę ostro.
- Um, jesteśmy na miejscu – wymamrotał i wyskoczył z pojazdu, kierując się w stronę schodów.
Przebiegłem dłonią po włosach i spojrzałem w lusterko wsteczne, żeby sprawdzić stan mojego makijażu. Żadnych smug, moje kolczyki wyglądały wręcz perfekcyjnie – mogę iść. Pospiesznie wysiadłem z samochodu i podszedłem do Harry’ego czekającego na mnie przy drzwiach. Kiwał się z boku na bok, bawiąc się swoimi palcami. Dziwny chłopaka, ale ład – nie. No dobra, ładny.
- Przesuń się, Loczek. – syknąłem i usunął się z przejścia, tak abym mógł otworzyć drzwi i wejść do środka. Harry podążył za mną.
- No to jak, no wiesz…? – zapytał Harry i odwróciłem twarzą w jego stronę.
- Głupiutki, zaraz zacznę, ale gdzie kasa? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie z uśmieszkiem. Przewrócił oczami, po czym wyciągnął swój portfel i podał pieniądze. - Wciąż nie rozumiem, dlaczego ci płacę.
Uderzyłem go lekko w głowę.
- Nie słuchałeś mnie, kochanie? Daję, nie dostaję, chyba że będziesz tego chciał. A poza tym mam dla ciebie coś dodatkowego. – Uśmiechnąłem się.
- C-co? – wymamrotał i spłonął żywym rumieńcem.
- Kochanie, to niespodzianka. – wyszeptałem, a jego dłonie wsunęły się w kieszenie. Nie przestając się uśmiechać i nie tracąc kontaktu wzrokowego, podszedłem do niego.
- Wiesz Harry, czuję między nami coś. Coś wyjątkowego. To będzie niesamowity dzień. – wymruczałem do jego ucha, przyprawiając go o ciarki. Tak naprawdę sam nie wiedziałem czy kłamię, czy przemawia przeze mnie coś innego. Ale mniejsza o to, kontynuowałem.
- Wiem, że kłamiesz Tomlinson. Wszyscy mówią, że kłamiesz. – powiedział, uśmiechając się. Przewróciłem oczami i przebiegłem palcami wzdłuż jego klatki piersiowej.
- Co jeśli nie kłamię? I nie mówię tu, że przegrałem; mówię o tym co jest między nami. – Liznąłem płatek jego ucha, wywołując u niego falę dreszczy.
- Wiesz, Louis, nieźle uwodzisz, ale czy na tyle dobrze, by mnie zdobyć? – powiedział, ujmując mnie w pasie i przyciskając do ściany.
- Wydaje się, że jestem ekspertem skoro jęczysz, błagając o dotyk. – zachichotałem i polizałem swój kolczyk.
- Skąd wiesz? – Podciągnął do góry kąciki ust.
- Oh, słyszałem po prostu o tobie kilka rzeczy, tak jak i ty o mnie. Ale nie wszystko co o mnie usłyszysz, kotku, to prawda. Mogę grać, ale to, co mówię, może być prawdą lub nie. – Powiedziałem, a jego twarz wyrażała lekką konsternację.
- Jesteś skomplikowany, Louis. Nie wiem , kiedy kłamiesz, a kiedy nie. To frustrujące. – Zmarszczył brwi.
- I to, mój Hazza, nazywa się grą. – Ujrzałem jak jego twarz się rozpromienia na nowe przezwisko. Uznałem, że w końcu wystarczy już słodkich słówek, więc złapałem go za kołnierzyk koszulki, miażdżąc nasze usta w pocałunku.
Poruszyłem szorstko swoimi ustami, ocierając się o jego wargi, na co przygryzł je, pragnąc więcej i powodując dreszcze. – Hazza? – zapytał się, kiedy jego usta badały frakturę mojej szyi.
- P-przezwisko jakie ci dałem.- Wyszeptałem i zbiegłem dłonią w dół, po górnej części jego uda. Warknął i zassał skórę na mojej szyi, przejeżdżając po niej językiem. Uderzały mnie gorące fale powietrza, powodując westchnięcia, które ulatywały z moich ust, podczas gdy chłopak robił kolejne malinki.
Jedną dłoń wplotłem w jego urocze loczki, odciągając tym jego głowę od swojej szyi. Obróciłem go tak, że teraz to on opierał się o ścianę. Złapał mnie w talii i przyciągnął bliżej siebie, wpychając kolano pomiędzy moje nogi. Przeniósł swoje dłonie na dolną część moich pleców, a krótko potem, złapał mnie za pośladki. – Niezły tyłek. – Szepnął. Przyciągnąłem go z powrotem do pocałunku. Przejechałem językiem, smakując jego dolnej wargi – och, Boże, smakował cynamonem – i natychmiast wpuścił mnie do środka.
Mój język zaczął badać każdy ich zakamarek. Jego ciepły oddech pachniał herbatą. Och, uwielbiam facetów, którzy piją herbatę. Zacząłem delikatnie poruszać swoimi biodrami, ocierając się o jego udo. Uśmiechnąłem się przez pocałunek. Nieśmiało przygryzłem wargę na widok jego klatki piersiowej, kiedy zdjął z siebie koszulkę. Boże, mogłem umrzeć tu i teraz; miał cholerny sześciopak. Zbliżył mnie do siebie ponownie, a ja ułożyłem swoje ręce na jego brzuchu; jego skóra była chłodna w porównaniu do moich dłoni, ale i to było elektryzująco miłe.
Czułem jak prześlizguje swoje ręce, starając się unieść mój sweter. – Boże, świetnie wyglądasz. – Wymruczał. Ucałował moją szczękę, schodząc swoimi pocałunkami wzdłuż szyi, w dół brzucha, zostawiając na nim malinki. Po chwili, wrócił do góry, przyciągając mnie do uścisku. Zachichotałem i unieruchomiłem jego ręce, przyciskając do ściany. Oderwałem się od niego, a on spojrzał na mnie zszokowany. Mrugnąłem do niego porozumiewawczo.
Upadłem na kolana, składając pocałunki na jego brzuchu, kierując się w dół za malutkimi włoskami. Szybko ściągnąłem z niego spodnie i po chwili leżały na drugim końcu kuchni. Skinąłem głową i zacząłem pocierać jego długość przez materiał bokserek. Z jego ust wydobył się jęk.
- L-louis, twoje ręce są takie dobre… - jęknął, na co szeroko się uśmiechnąłem. Ześlizgnąłem materiał do kostek i zobaczyłem jak penis podskoczył w stronę jego żołądka. Jasna cholera, myślałem, że to Payne ma dużego, ale jego był ogromny!
Kopnął swoją bieliznę na bok i złapał mnie za włosy. Uśmiechnąłem się i objąłem jego długość, wykonując powolne ruchy dłonią, powodując ciche pisknięcia, który wydobywały się z jego ust.
- Nie drocz się ze mną – warknął, na co przewróciłem oczami. Zbliżyłem się i liznąłem jego główkę, kreśląc w górę i w dół różne wzory. Podniosłem wzrok i zobaczyłem jak jego usta układają się w literkę „o”, głowę miał odrzuconą do tyłu, a powieki mocno zaciśnięte.
Zacząłem szybciej wirować językiem, a Harry jęknął donośnie. – Usta… Teraz. – Objąłem ustami jego wielkość i gdy się przyzwyczaiłem, zacząłem pochłaniać go coraz dalej. Ciasno zacisnąłem na nim swoje usta; za każdym razem, kiedy wysuwałem jego główkę, wraz dźwiękami Harry’ego, mieszało się charakterystyczne pyknięcie. Zachichotałem, co chyba sprawiło, że to obciąganie stało się bardziej erotyczne. Zacząłem mruczeć, wywołując wibracje, a jego jęki przeobraziły się w krzyki mojego imienia.
- Louis, cholera jasna! Kurwa. – Jęczał. Złapał mnie mocno za włosy i zmusił do pochłonięcia całej swojej długości; zakneblował mnie, ale jemu sprawiło to niemałą przyjemność. Cały czas mruczałem, masując przy tym jego jądra – krzyczał coraz głośniej. Kiedy penis w moich ustach zaczął drżeć, wiedziałem, że dochodzi. Kilka minut później wysapał – L-louis, dochodzę. – Wyjąłem go z ust, przejeżdżając językiem po całej długości. Wziąłem go z powrotem do ręki, zaczynając mocno przesuwać dłonią i otworzyłem usta.
- Louis! – krzyknął i poczułem, jak ciepły płyn zaczyn wlewać się do moich ust. Przyjąłem wszystko, co dla mnie przygotował i kokieteryjnie oblizałem swoje wargi, nie przerywając kontaktu wzrokowego. – Ja pierdolę! – westchnął, głośno wypuszczając powietrze. Wstałem i uśmiechnąłem się. Złapał moje biodra i złączył nas w pocałunku, liżąc przy tym mój kolczyk. Pocałunek był delikatny, czuły i powolny - w przeciwieństwie do pierwszego, ociekającego pragnieniem i pożądaniem - spokojny i bardzo namiętny. Żaden z nas się nie spieszył.
Uniosłem lekko swoją głowę, oplatając dłonie wokół jego szyi. Nasze usta się idealnie synchronizowały. Nie uczestniczyły w tym pocałunku nasze języki, tylko i wyłącznie usta. Jego wargi były miękkie i delikatne. Teraz smakował trochę wiśnią od mojego balsamu do ust, ale wciąż czułem jego herbaciany oddech z nutką cynamonu, co wywołało u mnie mały uśmiech; naprawdę nie wiem dlaczego. (dop. tł. Aha, na pewnooo.) Oderwałem się od niego powoli i spojrzałem mu w oczy.
Odwzajemnił uśmiech i złożył pojedynczy pocałunek na moich ustach. Swoimi palcami delikatnie przejechał po moim policzku. Pochyliłem się i oparłem swoje czoło o jego. Nawet nie zauważyłem, że stałem na jego stopach podczas pocałunku, ale to wyjaśniało też, dlaczego było mi tak wygodnie.
- Podobało ci się i chcesz więcej? Czy może następnym razem? – tchnąłem na jego usta. Westchnął cicho.
- Chciałbym mieć na co czekać, więc następnym razem. Też będę musiał ci płacić? – zapytał chichocząc. – Nie żeby mi się nie podobało, bo było definitywnie warte swojej ceny. – Wyszeptał. Poczułem jak palcami przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, wywołując u mnie dreszcze. – N-nie, nie musisz, ponieważ ja również czerpałem z tego korzyści. – jąkałem się.
- Ale nie dałem ci nic w zamian. – Patrzyłem wprost na jego usta. – Właśnie dlatego będzie kolejny raz. – odpowiedziałem mu trochę pewniej i odsunąłem się zadowolony. Usłyszałem dźwięk silnika samochodu dochodzący z zewnątrz. Podbiegłem do okna i zobaczyłem Nialla i Zayna wchodzącego po schodach do domu. CHOLERA!
- Harry, musisz iść. Moi współlokatorzy wrócili! – krzyknąłem szeptem. Jego oczy się rozszerzyły i przerażony, zaczął w pośpiechu zbierać w kuchni swoje ubrania. – Idź do mojej sypialni. Odwrócę ich uwagę, a wtedy jakoś wyjdziesz. – Skinął głową, po czym pobiegł i schował się pod łóżko. Roześmiałem się i poszedłem się umyć, zanim Niall zaczął walić w drzwi.
- Jesteś w domu, Lou?! – usłyszałem.
- Tak, w kuchni! – krzyknąłem, wrzucając moją koszulkę i spodnie pod stół. Nie chcę, żeby cokolwiek zobaczyli. Kiedy podniosłem wzrok, Niall i Zayn gapili się na mnie.
- Dlaczego masz włosy jakbyś przed chwilą kogoś pieprzył, same bokserki i na dodatek jesteś twardy, mój przyjacielu? – zapytał żartobliwie brunet, a Niall kaszał, starając się nie roześmiać. Przewróciłem oczami – B-bo dopiero co wstałem i widziałem na ulicy naprawdę fajnego faceta. – O Boże, Louis, to było beznadziejne kłamstwo.
- Może mogę ci pomóc? – szepnął Niall, a twarz Zayna w jednej chwili stała się czerwona z zazdrości i zacisnął dłonie w pięści, aż pobielały mu knykcie. – Ta, może byś mógł, blondi. – Uśmiechnąłem się, a Zayn trząsł się ze złości. Uwielbiałem się z nim droczyć.
- Nie. Nikt nikogo dzisiaj nie będzie dotykał. – Warknął Zayn. – Kto mówił coś o dotykaniu. Mieliśmy na myśli seks. – odpowiedziałem mu, na co wraz z Niellem wybuchliśmy śmiechem. Podszedłem do bruneta i uszczypnąłem jego policzek. – Hej, żartowałem. Usłyszałem jak odetchnął z ulgą. W sumie mogłem pieprzyć jego albo Nialla jeśli miałbym taką ochotę, ponieważ tak mam w zwyczaju, ale teraz pragnąłem tylko Harry’ego, whoa. Nigdy wcześniej tak nie miałem. Potrząsnąłem głową, wyrzucając z niej myśli i zobaczyłem jak Niall podchodzi do lodówki, a Zayn bacznie mu się przygląda. Tak, to był idealny moment dla Harry’ego do ucieczki.
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem go leżącego na łóżku.
- Naprawdę chciałbym cię teraz przelecieć, ale musisz już iść. – Szepnąłem i zachichotałem. Westchnął ciężko. – W porządku, Boo… Znaczy Louis. – Stop. Co? Boo? Co do jasnej cholery miało znaczyć Boo. – Jak mnie nazwałeś? – zapytałem śmiejąc się.
- Nieważne. Muszę iść, na razie – dotknął mojego policzka i wybiegł. Dziwne.
-
Stukałem palcami o szybę, wpatrując się tępo w krajobraz za oknem. Czułem motylki w brzuchu, kiedy zaparkowaliśmy pod moim blokiem. O Boże, o Boże. Będę pieprzył tylko Harry’ego Stylesa, dlaczego się denerwuję? Pieprzę wielu facetów i nigdy przedtem się nie denerwowałem. Ale to Harry. Powinienem obchodzić się z nim ostrożnie i delikatnie, aby sprawić, żeby się poczuł się kochanym. Chwila… Mam oczywiście na myśli fałszywą miłość. Taa, fałszywą. Pff, wystarczy mi chwila.
Usłyszałem jak Harry odchrząka i odwróciłem się.
- Co? – zapytałem trochę ostro.
- Um, jesteśmy na miejscu – wymamrotał i wyskoczył z pojazdu, kierując się w stronę schodów.
Przebiegłem dłonią po włosach i spojrzałem w lusterko wsteczne, żeby sprawdzić stan mojego makijażu. Żadnych smug, moje kolczyki wyglądały wręcz perfekcyjnie – mogę iść. Pospiesznie wysiadłem z samochodu i podszedłem do Harry’ego czekającego na mnie przy drzwiach. Kiwał się z boku na bok, bawiąc się swoimi palcami. Dziwny chłopaka, ale ład – nie. No dobra, ładny.
- Przesuń się, Loczek. – syknąłem i usunął się z przejścia, tak abym mógł otworzyć drzwi i wejść do środka. Harry podążył za mną.
- No to jak, no wiesz…? – zapytał Harry i odwróciłem twarzą w jego stronę.
- Głupiutki, zaraz zacznę, ale gdzie kasa? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie z uśmieszkiem. Przewrócił oczami, po czym wyciągnął swój portfel i podał pieniądze. - Wciąż nie rozumiem, dlaczego ci płacę.
Uderzyłem go lekko w głowę.
- Nie słuchałeś mnie, kochanie? Daję, nie dostaję, chyba że będziesz tego chciał. A poza tym mam dla ciebie coś dodatkowego. – Uśmiechnąłem się.
- C-co? – wymamrotał i spłonął żywym rumieńcem.
- Kochanie, to niespodzianka. – wyszeptałem, a jego dłonie wsunęły się w kieszenie. Nie przestając się uśmiechać i nie tracąc kontaktu wzrokowego, podszedłem do niego.
- Wiesz Harry, czuję między nami coś. Coś wyjątkowego. To będzie niesamowity dzień. – wymruczałem do jego ucha, przyprawiając go o ciarki. Tak naprawdę sam nie wiedziałem czy kłamię, czy przemawia przeze mnie coś innego. Ale mniejsza o to, kontynuowałem.
- Wiem, że kłamiesz Tomlinson. Wszyscy mówią, że kłamiesz. – powiedział, uśmiechając się. Przewróciłem oczami i przebiegłem palcami wzdłuż jego klatki piersiowej.
- Co jeśli nie kłamię? I nie mówię tu, że przegrałem; mówię o tym co jest między nami. – Liznąłem płatek jego ucha, wywołując u niego falę dreszczy.
- Wiesz, Louis, nieźle uwodzisz, ale czy na tyle dobrze, by mnie zdobyć? – powiedział, ujmując mnie w pasie i przyciskając do ściany.
- Wydaje się, że jestem ekspertem skoro jęczysz, błagając o dotyk. – zachichotałem i polizałem swój kolczyk.
- Skąd wiesz? – Podciągnął do góry kąciki ust.
- Oh, słyszałem po prostu o tobie kilka rzeczy, tak jak i ty o mnie. Ale nie wszystko co o mnie usłyszysz, kotku, to prawda. Mogę grać, ale to, co mówię, może być prawdą lub nie. – Powiedziałem, a jego twarz wyrażała lekką konsternację.
- Jesteś skomplikowany, Louis. Nie wiem , kiedy kłamiesz, a kiedy nie. To frustrujące. – Zmarszczył brwi.
- I to, mój Hazza, nazywa się grą. – Ujrzałem jak jego twarz się rozpromienia na nowe przezwisko. Uznałem, że w końcu wystarczy już słodkich słówek, więc złapałem go za kołnierzyk koszulki, miażdżąc nasze usta w pocałunku.
Poruszyłem szorstko swoimi ustami, ocierając się o jego wargi, na co przygryzł je, pragnąc więcej i powodując dreszcze. – Hazza? – zapytał się, kiedy jego usta badały frakturę mojej szyi.
- P-przezwisko jakie ci dałem.- Wyszeptałem i zbiegłem dłonią w dół, po górnej części jego uda. Warknął i zassał skórę na mojej szyi, przejeżdżając po niej językiem. Uderzały mnie gorące fale powietrza, powodując westchnięcia, które ulatywały z moich ust, podczas gdy chłopak robił kolejne malinki.
Jedną dłoń wplotłem w jego urocze loczki, odciągając tym jego głowę od swojej szyi. Obróciłem go tak, że teraz to on opierał się o ścianę. Złapał mnie w talii i przyciągnął bliżej siebie, wpychając kolano pomiędzy moje nogi. Przeniósł swoje dłonie na dolną część moich pleców, a krótko potem, złapał mnie za pośladki. – Niezły tyłek. – Szepnął. Przyciągnąłem go z powrotem do pocałunku. Przejechałem językiem, smakując jego dolnej wargi – och, Boże, smakował cynamonem – i natychmiast wpuścił mnie do środka.
Mój język zaczął badać każdy ich zakamarek. Jego ciepły oddech pachniał herbatą. Och, uwielbiam facetów, którzy piją herbatę. Zacząłem delikatnie poruszać swoimi biodrami, ocierając się o jego udo. Uśmiechnąłem się przez pocałunek. Nieśmiało przygryzłem wargę na widok jego klatki piersiowej, kiedy zdjął z siebie koszulkę. Boże, mogłem umrzeć tu i teraz; miał cholerny sześciopak. Zbliżył mnie do siebie ponownie, a ja ułożyłem swoje ręce na jego brzuchu; jego skóra była chłodna w porównaniu do moich dłoni, ale i to było elektryzująco miłe.
Czułem jak prześlizguje swoje ręce, starając się unieść mój sweter. – Boże, świetnie wyglądasz. – Wymruczał. Ucałował moją szczękę, schodząc swoimi pocałunkami wzdłuż szyi, w dół brzucha, zostawiając na nim malinki. Po chwili, wrócił do góry, przyciągając mnie do uścisku. Zachichotałem i unieruchomiłem jego ręce, przyciskając do ściany. Oderwałem się od niego, a on spojrzał na mnie zszokowany. Mrugnąłem do niego porozumiewawczo.
Upadłem na kolana, składając pocałunki na jego brzuchu, kierując się w dół za malutkimi włoskami. Szybko ściągnąłem z niego spodnie i po chwili leżały na drugim końcu kuchni. Skinąłem głową i zacząłem pocierać jego długość przez materiał bokserek. Z jego ust wydobył się jęk.
- L-louis, twoje ręce są takie dobre… - jęknął, na co szeroko się uśmiechnąłem. Ześlizgnąłem materiał do kostek i zobaczyłem jak penis podskoczył w stronę jego żołądka. Jasna cholera, myślałem, że to Payne ma dużego, ale jego był ogromny!
Kopnął swoją bieliznę na bok i złapał mnie za włosy. Uśmiechnąłem się i objąłem jego długość, wykonując powolne ruchy dłonią, powodując ciche pisknięcia, który wydobywały się z jego ust.
- Nie drocz się ze mną – warknął, na co przewróciłem oczami. Zbliżyłem się i liznąłem jego główkę, kreśląc w górę i w dół różne wzory. Podniosłem wzrok i zobaczyłem jak jego usta układają się w literkę „o”, głowę miał odrzuconą do tyłu, a powieki mocno zaciśnięte.
Zacząłem szybciej wirować językiem, a Harry jęknął donośnie. – Usta… Teraz. – Objąłem ustami jego wielkość i gdy się przyzwyczaiłem, zacząłem pochłaniać go coraz dalej. Ciasno zacisnąłem na nim swoje usta; za każdym razem, kiedy wysuwałem jego główkę, wraz dźwiękami Harry’ego, mieszało się charakterystyczne pyknięcie. Zachichotałem, co chyba sprawiło, że to obciąganie stało się bardziej erotyczne. Zacząłem mruczeć, wywołując wibracje, a jego jęki przeobraziły się w krzyki mojego imienia.
- Louis, cholera jasna! Kurwa. – Jęczał. Złapał mnie mocno za włosy i zmusił do pochłonięcia całej swojej długości; zakneblował mnie, ale jemu sprawiło to niemałą przyjemność. Cały czas mruczałem, masując przy tym jego jądra – krzyczał coraz głośniej. Kiedy penis w moich ustach zaczął drżeć, wiedziałem, że dochodzi. Kilka minut później wysapał – L-louis, dochodzę. – Wyjąłem go z ust, przejeżdżając językiem po całej długości. Wziąłem go z powrotem do ręki, zaczynając mocno przesuwać dłonią i otworzyłem usta.
- Louis! – krzyknął i poczułem, jak ciepły płyn zaczyn wlewać się do moich ust. Przyjąłem wszystko, co dla mnie przygotował i kokieteryjnie oblizałem swoje wargi, nie przerywając kontaktu wzrokowego. – Ja pierdolę! – westchnął, głośno wypuszczając powietrze. Wstałem i uśmiechnąłem się. Złapał moje biodra i złączył nas w pocałunku, liżąc przy tym mój kolczyk. Pocałunek był delikatny, czuły i powolny - w przeciwieństwie do pierwszego, ociekającego pragnieniem i pożądaniem - spokojny i bardzo namiętny. Żaden z nas się nie spieszył.
Uniosłem lekko swoją głowę, oplatając dłonie wokół jego szyi. Nasze usta się idealnie synchronizowały. Nie uczestniczyły w tym pocałunku nasze języki, tylko i wyłącznie usta. Jego wargi były miękkie i delikatne. Teraz smakował trochę wiśnią od mojego balsamu do ust, ale wciąż czułem jego herbaciany oddech z nutką cynamonu, co wywołało u mnie mały uśmiech; naprawdę nie wiem dlaczego. (dop. tł. Aha, na pewnooo.) Oderwałem się od niego powoli i spojrzałem mu w oczy.
Odwzajemnił uśmiech i złożył pojedynczy pocałunek na moich ustach. Swoimi palcami delikatnie przejechał po moim policzku. Pochyliłem się i oparłem swoje czoło o jego. Nawet nie zauważyłem, że stałem na jego stopach podczas pocałunku, ale to wyjaśniało też, dlaczego było mi tak wygodnie.
- Podobało ci się i chcesz więcej? Czy może następnym razem? – tchnąłem na jego usta. Westchnął cicho.
- Chciałbym mieć na co czekać, więc następnym razem. Też będę musiał ci płacić? – zapytał chichocząc. – Nie żeby mi się nie podobało, bo było definitywnie warte swojej ceny. – Wyszeptał. Poczułem jak palcami przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, wywołując u mnie dreszcze. – N-nie, nie musisz, ponieważ ja również czerpałem z tego korzyści. – jąkałem się.
- Ale nie dałem ci nic w zamian. – Patrzyłem wprost na jego usta. – Właśnie dlatego będzie kolejny raz. – odpowiedziałem mu trochę pewniej i odsunąłem się zadowolony. Usłyszałem dźwięk silnika samochodu dochodzący z zewnątrz. Podbiegłem do okna i zobaczyłem Nialla i Zayna wchodzącego po schodach do domu. CHOLERA!
- Harry, musisz iść. Moi współlokatorzy wrócili! – krzyknąłem szeptem. Jego oczy się rozszerzyły i przerażony, zaczął w pośpiechu zbierać w kuchni swoje ubrania. – Idź do mojej sypialni. Odwrócę ich uwagę, a wtedy jakoś wyjdziesz. – Skinął głową, po czym pobiegł i schował się pod łóżko. Roześmiałem się i poszedłem się umyć, zanim Niall zaczął walić w drzwi.
- Jesteś w domu, Lou?! – usłyszałem.
- Tak, w kuchni! – krzyknąłem, wrzucając moją koszulkę i spodnie pod stół. Nie chcę, żeby cokolwiek zobaczyli. Kiedy podniosłem wzrok, Niall i Zayn gapili się na mnie.
- Dlaczego masz włosy jakbyś przed chwilą kogoś pieprzył, same bokserki i na dodatek jesteś twardy, mój przyjacielu? – zapytał żartobliwie brunet, a Niall kaszał, starając się nie roześmiać. Przewróciłem oczami – B-bo dopiero co wstałem i widziałem na ulicy naprawdę fajnego faceta. – O Boże, Louis, to było beznadziejne kłamstwo.
- Może mogę ci pomóc? – szepnął Niall, a twarz Zayna w jednej chwili stała się czerwona z zazdrości i zacisnął dłonie w pięści, aż pobielały mu knykcie. – Ta, może byś mógł, blondi. – Uśmiechnąłem się, a Zayn trząsł się ze złości. Uwielbiałem się z nim droczyć.
- Nie. Nikt nikogo dzisiaj nie będzie dotykał. – Warknął Zayn. – Kto mówił coś o dotykaniu. Mieliśmy na myśli seks. – odpowiedziałem mu, na co wraz z Niellem wybuchliśmy śmiechem. Podszedłem do bruneta i uszczypnąłem jego policzek. – Hej, żartowałem. Usłyszałem jak odetchnął z ulgą. W sumie mogłem pieprzyć jego albo Nialla jeśli miałbym taką ochotę, ponieważ tak mam w zwyczaju, ale teraz pragnąłem tylko Harry’ego, whoa. Nigdy wcześniej tak nie miałem. Potrząsnąłem głową, wyrzucając z niej myśli i zobaczyłem jak Niall podchodzi do lodówki, a Zayn bacznie mu się przygląda. Tak, to był idealny moment dla Harry’ego do ucieczki.
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem go leżącego na łóżku.
- Naprawdę chciałbym cię teraz przelecieć, ale musisz już iść. – Szepnąłem i zachichotałem. Westchnął ciężko. – W porządku, Boo… Znaczy Louis. – Stop. Co? Boo? Co do jasnej cholery miało znaczyć Boo. – Jak mnie nazwałeś? – zapytałem śmiejąc się.
- Nieważne. Muszę iść, na razie – dotknął mojego policzka i wybiegł. Dziwne.
-
6
~ Harry ~
Tydzień później
Louis – Baw się dobrze na swojej imprezie. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy. Xx
Harry – Dzięki, będę. Obiecuję ;)
Zarumieniłem się na wiadomość jaką dostałem od Louisa. Zastanawiałem się czy naprawdę miał to na myśli … czy może tylko ze mną pogrywał. Ugh, jest taki skomplikowany. Szybko wyrzuciłem to z myśli i wyjechałem z podjazdu na imprezę. Mimo wszystko, Louis wciąż siedział w mojej głowie.
~*~
Wróciłem do domu dość późno. Ale, co za impreza! Jednak, żaden z facet nie miał tak zręcznego języka i pysznych ust jak Louis. Cholera, ja nie… Dobra, tak właśnie myślałem. Siedziałem w samochodzie, wracając myślami do tego co miało miejsce pomiędzy mną a Lou w zeszłym tygodniu. Oczywiście, że tego oczekiwałem wiedziałem za co płacę, ale nie miałem pojęcia, że będzie mi tak… tak dobrze. Nie czułem tylko pożądania, ale również coś ciepłego wypełniało mnie od środka – zakochanie, tak myślę. Uh, Harry, co ty na miłość boską wygadujesz! Louis wykorzystuję cię tylko do zaspokojenia swoich seksualnych potrzeb, tak jak ty jego do zemsty.
Potrząsnąłem głową i postanowiłem wejść do domu z wielką ochota na kubek herbaty. Wysiadłem z samochodu i obszedłem dookoła samochód, żeby sięgnąć swoje okulary. Gdy je wyjmowałem, na ziemię spadł jakiś papierek. Schyliłem się i podniosłem rysunek(?). Spojrzałem bardziej uważnie i dostrzegłem serduszko z napisanymi w środku literkami H+L.
Cholera! Pamiętam jak widziałem Louisa trzymającego w ręku długopis i piszącego coś… ale co to, kurwa, miało znaczyć?! – Założę się, że zrobił to specjalnie. Ale równie dobrze może znaczyć, że się we mnie zakochuje. Nieźle, Tomlinson. – mruknąłem pod nosem i wsunąłem kawałek kartki do kieszeni spodni.
~*~
- Nope, nie, nie, nie, to też nie. O, ma niezły tyłek, ale też nie – mówiłem, skacząc po kanałach w poszukiwaniu tego właściwego. Podskoczyłem i spadłem z kanapy, kiedy usłyszałem donośny śmiech, dochodzący z piętra. Szybko się pozbierałem i wbiegłem po schodach na górę. Zobaczyłem leżącego na łóżku Liama, z twarzą czerwoną ze śmiechu. – Co do cholery?! Stary, przez ciebie dostałem zawału! I dlaczego ciągle się śmiejesz? – krzyknąłem, na co on tylko przewrócił oczami.
- Czekaj – mruknął do telefonu. – Co chcesz? Rozmawiam z kimś ważnym. – syknął. Uniosłem brwi.
- Ważnym! Liam! Szczegóły, kolego, szczegóły poproszę! Kto to? – szepnąłem podekscytowany i wskoczyłem mu na łóżko, podpierając się na łokciu. Zarumienił się.
- Umm… nie bądź zły – wymamrotał.
- Och, no mów! – Zachęciłem go.
- Niall. – szepnął. Patrzyłem jak jego twarz płonie żywym rumieńcem.
- Niall? Niall! – krzyknąłem, a on zasłonił mi usta ręką.
- Shh! Jest na linii! … Niall, oddzwonię! Pa! – powiedział szybko do telefonu i się rozłączył.
- Dlaczego akurat Niall? Czy to nie właśnie on złamał ci serce, zaraz po Louisie? – krzyknąłem, a on potulnie opuścił głowę.
- No… W sumie tak. – Odpowiedział markotnym tonem.
- Liam! Louis. Pieprzył. Nialla. Kiedy. Byliście. Razem. Z technicznego punktu widzenia, on również cię zdradził. Poza tym, on nie spotyka się z Zaynem? – zapytałem go, na co podniósł głowę, przewracając oczami.
- Zayn tak myśli, ale Niall mówi, że tak nie jest.
Warknąłem na niego.
- Liam! On pieprzył Louisa, kiedy to ty się z nim umawiałeś, a wcześniej Zayna. Myślisz, że nie zrobi tego ponownie? – powiedziałem, podnosząc się.
Usłyszałem jak wzdycha i zrównuje się ze mną. – Obiecał mi, że to się nie powtórzy. Poza tym, jesteśmy umówieni jutro do kina w centrum. – Powiedział cicho. Mój umysł starał się zapomnieć o Louisie a skupić na Liamie, kontynuującym opowieść o swojej zaplanowanej randce z Niallem. Może i my moglibyśmy z Louisem obejrzeć film i nie piep – Nie. Nie obejrzałby ze mną filmu, nie uprawiając podczas niego seksu.
Potrząsnąłem swoimi lokami i spojrzałem na Liama – Li, nie sądzę by to był dobry pomysł. Zmarszczył czoło. – Dlaczego nie?
- A co jeśli Zayn będzie zazdrosny i będzie chciał cię skrzywdzić? -
Wyśmiał mnie.
- Nie widziałeś mnie jak się biję, huh, Styles? Brałem lekcje boksu, pamiętasz? – Uśmiechnął się. Racja, brał je jako dziecko.
- Proszę cię, tylko się nie angażuj. Nie chcę, żeby znowu ktoś cię zranił. – szepnąłem i przytuliłem go. Objął mnie swoimi ramionami. – Nie tym razem.
~*~
~ Niall ~
- Że co ty robisz? – krzyknął Zayn. Nie chciałem mu nic mówić, ale „kochany” Louis krzyknął Kim jest Liam?! I jaka randka z filmem?, co oczywiście usłyszał Zayn i wpadł do mojego pokoju, kipiąc ze złości. – Idziemy tylko na film. Możesz się uspokoić i przestać na mnie krzyczeć? Dlaczego w ogóle jesteś na mnie zły? – uniosłem się.
- Myślałem, że idziemy gdzieś jutro razem. – Powiedział przez zęby.
Westchnąłem.
- Zayn, proszę, przestań krzyczeć. – szepnąłem i opadłem na łóżko. Usłyszałem jak brunet siada obok. – Po prostu nie lubię, kiedy mój Nialler spotyka się z innymi facetami. – Wymamrotał i objął mnie ramionami. – Zayn, nie jesteśmy razem, więc nie widzę powodów żebyś był o mnie zazdrosny. – Odpowiedziałem mu i poczułem jak w jednej chwili jego ciało sztywnieje. – Tak, racja. Po prostu się martwię. – Jego ręce opadły i poczułem jak materac podnosi się.
- Idę oglądać z Louisem telewizję, możesz oddzwonić do Liama. Cześć. – I już go nie było. Usłyszałem jak warknął pod nosem, kiedy zostawił mnie w pokoju. – Ugh! – jęknąłem opadając na łóżko. Świetnie, Zayn był na mnie wkurzony. Nie znoszę tego, gdy się na mnie obraża. Ale dlaczego? Nawet mnie specjalnie nie lubił; przecież odrzucił mnie dwa razy. Nasze relacje ograniczają się do przytulania i pieprzenia.
Przebiegłem dłonią po moich blond włosach i ciężko westchnąłem. A co jeśli naprawdę mnie lubi? – Zacząłem myśleć. Co jeśli wybrałbym jego zamiast Liama. Ale z kolei Liam jest naprawdę kochany, dają mi druga szansę, po tym co mu zrobiłem, a Zayn nigdy nie przyznał otwarcie, że jest mną zainteresowany, więc nie mogę być niczego pewny.
Myślę, że po prostu zobaczę jak pójdzie mi randka z Liamem i jeśli będzie ciekawie, umówię się z nim na kolejną. Chyba, że Zayn powie cokolwiek…Chyba powinienem zadzwonić do Liama i ustalić kto po kogo przyjdzie, kiedy i o której pójdziemy. Boże, Zayn jest taki niezdecydowany.
~*~
~ Zayn ~
Kurwa. Dlaczego ze wszystkich osób musiał wybrać akurat Liama? Mam ochotę coś rozwalić. Dosłownie cały się trzęsę ze złości. Wbiegłem do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi najmocniej jak potrafiłem, aż echo rozniosło się po całym domu.
Zrobiłem kilka kroków po pokoju i podszedłem do lustra. Chwilę później moja pięść wbiła się w twarde szkło. Było wszędzie; wbijało się w moje nadgarstki, a dół ciekły małe strużki krwi.
Czy on naprawdę nie wie co do niego czuję? Codziennie daję mu wskazówki! Ale nie, jest głupim blondynkiem i czasami zachowuje się jak Louis, sprawiając wrażenie, że chce pieprzyć wszystkich dookoła. Mam tylko nadzieję, że jego randeczka ze słodkim Liamem, będzie jedną z najgorszych, na których kiedykolwiek był!
Usłyszałem jak drzwi za mną się otwierają i zobaczyłem stojącego w progu Louisa. – Co ty robisz – CHOLERA JASNA! TWOJE LUSTRO! – krzyknął, przebiegając po szkle, które trzaskało pod jego butami. – Tak, wiem – mruknąłem, starając się pozbyć odłamków z mojej dłoni.
- Co się stało?! - zapytał Louis, kiedy zacząłem wyrzucać resztki lustra. – Niall, ot co. – Usłyszałem chichot.
- Od zawsze wiedziałem, że masz słabość do blondynka.
- Od zawsze wiedziałem, że masz słabość do loczka. – Odpłaciłem mu się, na co zastygł w miejscu.
- Nie rozmawiamy o mnie, tylko o tobie.
Roześmiałem się.
- To był żart, ogarnij swojego kutasa. Powiedziałeś blondynek, no to ja loczek. Jeeez.
- Dla twojej wiadomości, póki co leży spokojnie. Niestety nie podniecasz go tak jak inni; może to przez twoją fryzurę. – uśmiechnął się, na co przewróciłem oczami.
- Dobra, ale teraz serio, Louis. Możemy pogadać? – zapytałem. W odpowiedzi chłopak pokiwał głową i wskoczył na łóżko, poklepując miejsce obok.
- Wiem, że lubisz Nialla, ale dlaczego od razu tak wybuchasz? – zapytał.
- Ja nie- No dobra, lubię Nialla i … Idzie na randkę ze swoim byłym! – krzyknąłem, na co twarz Louisa diametralnie się zmieniła. – Liam? Liam Payne? Ten, którego miałem przed nim, a Niall zaczął się z nim umawiać? – roześmiał się.
Skinąłem głową i wbiłem swój wzrok w podłogę. – Co jeśli Niall przekona się do niego na nowo? – powiedziałem żałośnie, na co Louis mnie objął ramieniem. – Zaynie, nie martw się. Może postaraj się zrobić coś by stał się o ciebie zazdrosny? Na przykład, przeleć kogoś, tak żeby wiedział dokładnie. Z pewnością będzie zazdrosny, ponieważ ostatnie dwa miesiące spędził na robieniu tego z tobą.
Louis czasami był prawdziwym skurwielem, ale pomysły to jednak miał dobre. – Louis! To świetny pomysł! A teraz wynocha, bo chcę iść spać. – uśmiechnąłem się, przytulając go po raz ostatni. – Nie ma problemu. A wkrótce możemy iść i kupić ci nowe lustro. – Po czym wyszedł, a ja wślizgnąłem się do swojego łóżka.
Skoro Niall mógł chodzić na ranki, to ja mogłem pieprzyć kogo mi się podoba i tak dokładnie miałem zamiar zrobić.
~*~
~ Louis ~
Ziewnąłem, wchodząc do salonu i opadłem na kanapę. Tak naprawdę wiedziałem, że Niall idzie na randkę z Liamem, bo przecież sam się ode mnie tego „dowiedział”. W tym domu nie ma sekretów. Chociaż… Chyba jestem jedyną osobą, która je ma.
Spauzowałem swoją grę ,kiedy telefon zawibrował na stole. Od: Harry przeczytałem i niemal krzyknąłem w myślach: Hazza do mnie napisał! Cholera, miałem na myśli Harry. Kurwa, Louis, co to było? – zganiłem sam siebie. Oblizałem swoje usta, przejeżdżając po kolczyku, kiedy odczytywałem wiadomość.
Harry – Hej, tak właśnie myślałem, że może mógłbym jutro do ciebie wpaść?
Louis – Um, ale Zayn tu jutro będzie, więc…
Nie musimy się pieprzyć. Wiesz, możemy posiedzieć, spędzić ze sobą trochę czasu… Znaczy, jeżeli nie chcesz to w porządku.
Nie, jasne. Nie ma sprawy. Możemy posiedzieć we trójkę – ty ja i Zayn. Powiem mu, że jesteśmy przyjaciółmi.
Nie uwierzy nam, Lou. Nie z naszymi reputacjami xD
Lol, masz rację. W sumie jesteśmy przyjaciółmi i przyjaciółmi od seksu.
Będę o 12, w porządku?
Tak, jasne! Mógłbyś przynieść coś do jedzenia?
Oczywiście, tylko co?
Pizza. Serowa pizza. Jest łatwa do jedzenia z kolczykiem w wardze. Nie denerwuje mnie.
Haha! Okej, no to serowa pizza.
Dzięki, Haz.
Cholera! Właśnie to napisałem, kurwa, kurwa, kurwa. Chwila, to może być w sumie częścią mojego planu. Każdy ma jakieś przezwisko. Ha, ha. Kurwa.
Haz?
Tak cię nazwałem… ._.
W porządku, ale tylko jeżeli ja też mogę. Xx
Och, Boże, polubił je! Louis, to część planu… Polubił je!
To jak? :)
Boo czy BooBear? :)
Serio? Czy facetowi z kolczykiem, eyelinerem i tatuażami na całym ciele pasuje przezwisko BooBear?
Gejowi? Tak.
Touche. W porządku, lecę pod prysznic!
Pa BooBear. ;) Do zobaczenia jutro!
Pa Hazza. :) Widzimy się.
Rzuciłem swój telefon i udałem się do łazienki. Co się właśnie do chuja pana stało? BooBear? Hazza? Naprawdę się w nim zakochiwałem? Nie chcę przegrać we własnej grze! Westchnąłem, wycierając swój eyeliner i pozbywając się ciuchów do kosza na pranie, po czym wszedłem pod prysznic. Tomlinson, kim ty się stajesz?
Tydzień później
Louis – Baw się dobrze na swojej imprezie. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy. Xx
Harry – Dzięki, będę. Obiecuję ;)
Zarumieniłem się na wiadomość jaką dostałem od Louisa. Zastanawiałem się czy naprawdę miał to na myśli … czy może tylko ze mną pogrywał. Ugh, jest taki skomplikowany. Szybko wyrzuciłem to z myśli i wyjechałem z podjazdu na imprezę. Mimo wszystko, Louis wciąż siedział w mojej głowie.
~*~
Wróciłem do domu dość późno. Ale, co za impreza! Jednak, żaden z facet nie miał tak zręcznego języka i pysznych ust jak Louis. Cholera, ja nie… Dobra, tak właśnie myślałem. Siedziałem w samochodzie, wracając myślami do tego co miało miejsce pomiędzy mną a Lou w zeszłym tygodniu. Oczywiście, że tego oczekiwałem wiedziałem za co płacę, ale nie miałem pojęcia, że będzie mi tak… tak dobrze. Nie czułem tylko pożądania, ale również coś ciepłego wypełniało mnie od środka – zakochanie, tak myślę. Uh, Harry, co ty na miłość boską wygadujesz! Louis wykorzystuję cię tylko do zaspokojenia swoich seksualnych potrzeb, tak jak ty jego do zemsty.
Potrząsnąłem głową i postanowiłem wejść do domu z wielką ochota na kubek herbaty. Wysiadłem z samochodu i obszedłem dookoła samochód, żeby sięgnąć swoje okulary. Gdy je wyjmowałem, na ziemię spadł jakiś papierek. Schyliłem się i podniosłem rysunek(?). Spojrzałem bardziej uważnie i dostrzegłem serduszko z napisanymi w środku literkami H+L.
Cholera! Pamiętam jak widziałem Louisa trzymającego w ręku długopis i piszącego coś… ale co to, kurwa, miało znaczyć?! – Założę się, że zrobił to specjalnie. Ale równie dobrze może znaczyć, że się we mnie zakochuje. Nieźle, Tomlinson. – mruknąłem pod nosem i wsunąłem kawałek kartki do kieszeni spodni.
~*~
- Nope, nie, nie, nie, to też nie. O, ma niezły tyłek, ale też nie – mówiłem, skacząc po kanałach w poszukiwaniu tego właściwego. Podskoczyłem i spadłem z kanapy, kiedy usłyszałem donośny śmiech, dochodzący z piętra. Szybko się pozbierałem i wbiegłem po schodach na górę. Zobaczyłem leżącego na łóżku Liama, z twarzą czerwoną ze śmiechu. – Co do cholery?! Stary, przez ciebie dostałem zawału! I dlaczego ciągle się śmiejesz? – krzyknąłem, na co on tylko przewrócił oczami.
- Czekaj – mruknął do telefonu. – Co chcesz? Rozmawiam z kimś ważnym. – syknął. Uniosłem brwi.
- Ważnym! Liam! Szczegóły, kolego, szczegóły poproszę! Kto to? – szepnąłem podekscytowany i wskoczyłem mu na łóżko, podpierając się na łokciu. Zarumienił się.
- Umm… nie bądź zły – wymamrotał.
- Och, no mów! – Zachęciłem go.
- Niall. – szepnął. Patrzyłem jak jego twarz płonie żywym rumieńcem.
- Niall? Niall! – krzyknąłem, a on zasłonił mi usta ręką.
- Shh! Jest na linii! … Niall, oddzwonię! Pa! – powiedział szybko do telefonu i się rozłączył.
- Dlaczego akurat Niall? Czy to nie właśnie on złamał ci serce, zaraz po Louisie? – krzyknąłem, a on potulnie opuścił głowę.
- No… W sumie tak. – Odpowiedział markotnym tonem.
- Liam! Louis. Pieprzył. Nialla. Kiedy. Byliście. Razem. Z technicznego punktu widzenia, on również cię zdradził. Poza tym, on nie spotyka się z Zaynem? – zapytałem go, na co podniósł głowę, przewracając oczami.
- Zayn tak myśli, ale Niall mówi, że tak nie jest.
Warknąłem na niego.
- Liam! On pieprzył Louisa, kiedy to ty się z nim umawiałeś, a wcześniej Zayna. Myślisz, że nie zrobi tego ponownie? – powiedziałem, podnosząc się.
Usłyszałem jak wzdycha i zrównuje się ze mną. – Obiecał mi, że to się nie powtórzy. Poza tym, jesteśmy umówieni jutro do kina w centrum. – Powiedział cicho. Mój umysł starał się zapomnieć o Louisie a skupić na Liamie, kontynuującym opowieść o swojej zaplanowanej randce z Niallem. Może i my moglibyśmy z Louisem obejrzeć film i nie piep – Nie. Nie obejrzałby ze mną filmu, nie uprawiając podczas niego seksu.
Potrząsnąłem swoimi lokami i spojrzałem na Liama – Li, nie sądzę by to był dobry pomysł. Zmarszczył czoło. – Dlaczego nie?
- A co jeśli Zayn będzie zazdrosny i będzie chciał cię skrzywdzić? -
Wyśmiał mnie.
- Nie widziałeś mnie jak się biję, huh, Styles? Brałem lekcje boksu, pamiętasz? – Uśmiechnął się. Racja, brał je jako dziecko.
- Proszę cię, tylko się nie angażuj. Nie chcę, żeby znowu ktoś cię zranił. – szepnąłem i przytuliłem go. Objął mnie swoimi ramionami. – Nie tym razem.
~*~
~ Niall ~
- Że co ty robisz? – krzyknął Zayn. Nie chciałem mu nic mówić, ale „kochany” Louis krzyknął Kim jest Liam?! I jaka randka z filmem?, co oczywiście usłyszał Zayn i wpadł do mojego pokoju, kipiąc ze złości. – Idziemy tylko na film. Możesz się uspokoić i przestać na mnie krzyczeć? Dlaczego w ogóle jesteś na mnie zły? – uniosłem się.
- Myślałem, że idziemy gdzieś jutro razem. – Powiedział przez zęby.
Westchnąłem.
- Zayn, proszę, przestań krzyczeć. – szepnąłem i opadłem na łóżko. Usłyszałem jak brunet siada obok. – Po prostu nie lubię, kiedy mój Nialler spotyka się z innymi facetami. – Wymamrotał i objął mnie ramionami. – Zayn, nie jesteśmy razem, więc nie widzę powodów żebyś był o mnie zazdrosny. – Odpowiedziałem mu i poczułem jak w jednej chwili jego ciało sztywnieje. – Tak, racja. Po prostu się martwię. – Jego ręce opadły i poczułem jak materac podnosi się.
- Idę oglądać z Louisem telewizję, możesz oddzwonić do Liama. Cześć. – I już go nie było. Usłyszałem jak warknął pod nosem, kiedy zostawił mnie w pokoju. – Ugh! – jęknąłem opadając na łóżko. Świetnie, Zayn był na mnie wkurzony. Nie znoszę tego, gdy się na mnie obraża. Ale dlaczego? Nawet mnie specjalnie nie lubił; przecież odrzucił mnie dwa razy. Nasze relacje ograniczają się do przytulania i pieprzenia.
Przebiegłem dłonią po moich blond włosach i ciężko westchnąłem. A co jeśli naprawdę mnie lubi? – Zacząłem myśleć. Co jeśli wybrałbym jego zamiast Liama. Ale z kolei Liam jest naprawdę kochany, dają mi druga szansę, po tym co mu zrobiłem, a Zayn nigdy nie przyznał otwarcie, że jest mną zainteresowany, więc nie mogę być niczego pewny.
Myślę, że po prostu zobaczę jak pójdzie mi randka z Liamem i jeśli będzie ciekawie, umówię się z nim na kolejną. Chyba, że Zayn powie cokolwiek…Chyba powinienem zadzwonić do Liama i ustalić kto po kogo przyjdzie, kiedy i o której pójdziemy. Boże, Zayn jest taki niezdecydowany.
~*~
~ Zayn ~
Kurwa. Dlaczego ze wszystkich osób musiał wybrać akurat Liama? Mam ochotę coś rozwalić. Dosłownie cały się trzęsę ze złości. Wbiegłem do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi najmocniej jak potrafiłem, aż echo rozniosło się po całym domu.
Zrobiłem kilka kroków po pokoju i podszedłem do lustra. Chwilę później moja pięść wbiła się w twarde szkło. Było wszędzie; wbijało się w moje nadgarstki, a dół ciekły małe strużki krwi.
Czy on naprawdę nie wie co do niego czuję? Codziennie daję mu wskazówki! Ale nie, jest głupim blondynkiem i czasami zachowuje się jak Louis, sprawiając wrażenie, że chce pieprzyć wszystkich dookoła. Mam tylko nadzieję, że jego randeczka ze słodkim Liamem, będzie jedną z najgorszych, na których kiedykolwiek był!
Usłyszałem jak drzwi za mną się otwierają i zobaczyłem stojącego w progu Louisa. – Co ty robisz – CHOLERA JASNA! TWOJE LUSTRO! – krzyknął, przebiegając po szkle, które trzaskało pod jego butami. – Tak, wiem – mruknąłem, starając się pozbyć odłamków z mojej dłoni.
- Co się stało?! - zapytał Louis, kiedy zacząłem wyrzucać resztki lustra. – Niall, ot co. – Usłyszałem chichot.
- Od zawsze wiedziałem, że masz słabość do blondynka.
- Od zawsze wiedziałem, że masz słabość do loczka. – Odpłaciłem mu się, na co zastygł w miejscu.
- Nie rozmawiamy o mnie, tylko o tobie.
Roześmiałem się.
- To był żart, ogarnij swojego kutasa. Powiedziałeś blondynek, no to ja loczek. Jeeez.
- Dla twojej wiadomości, póki co leży spokojnie. Niestety nie podniecasz go tak jak inni; może to przez twoją fryzurę. – uśmiechnął się, na co przewróciłem oczami.
- Dobra, ale teraz serio, Louis. Możemy pogadać? – zapytałem. W odpowiedzi chłopak pokiwał głową i wskoczył na łóżko, poklepując miejsce obok.
- Wiem, że lubisz Nialla, ale dlaczego od razu tak wybuchasz? – zapytał.
- Ja nie- No dobra, lubię Nialla i … Idzie na randkę ze swoim byłym! – krzyknąłem, na co twarz Louisa diametralnie się zmieniła. – Liam? Liam Payne? Ten, którego miałem przed nim, a Niall zaczął się z nim umawiać? – roześmiał się.
Skinąłem głową i wbiłem swój wzrok w podłogę. – Co jeśli Niall przekona się do niego na nowo? – powiedziałem żałośnie, na co Louis mnie objął ramieniem. – Zaynie, nie martw się. Może postaraj się zrobić coś by stał się o ciebie zazdrosny? Na przykład, przeleć kogoś, tak żeby wiedział dokładnie. Z pewnością będzie zazdrosny, ponieważ ostatnie dwa miesiące spędził na robieniu tego z tobą.
Louis czasami był prawdziwym skurwielem, ale pomysły to jednak miał dobre. – Louis! To świetny pomysł! A teraz wynocha, bo chcę iść spać. – uśmiechnąłem się, przytulając go po raz ostatni. – Nie ma problemu. A wkrótce możemy iść i kupić ci nowe lustro. – Po czym wyszedł, a ja wślizgnąłem się do swojego łóżka.
Skoro Niall mógł chodzić na ranki, to ja mogłem pieprzyć kogo mi się podoba i tak dokładnie miałem zamiar zrobić.
~*~
~ Louis ~
Ziewnąłem, wchodząc do salonu i opadłem na kanapę. Tak naprawdę wiedziałem, że Niall idzie na randkę z Liamem, bo przecież sam się ode mnie tego „dowiedział”. W tym domu nie ma sekretów. Chociaż… Chyba jestem jedyną osobą, która je ma.
Spauzowałem swoją grę ,kiedy telefon zawibrował na stole. Od: Harry przeczytałem i niemal krzyknąłem w myślach: Hazza do mnie napisał! Cholera, miałem na myśli Harry. Kurwa, Louis, co to było? – zganiłem sam siebie. Oblizałem swoje usta, przejeżdżając po kolczyku, kiedy odczytywałem wiadomość.
Harry – Hej, tak właśnie myślałem, że może mógłbym jutro do ciebie wpaść?
Louis – Um, ale Zayn tu jutro będzie, więc…
Nie musimy się pieprzyć. Wiesz, możemy posiedzieć, spędzić ze sobą trochę czasu… Znaczy, jeżeli nie chcesz to w porządku.
Nie, jasne. Nie ma sprawy. Możemy posiedzieć we trójkę – ty ja i Zayn. Powiem mu, że jesteśmy przyjaciółmi.
Nie uwierzy nam, Lou. Nie z naszymi reputacjami xD
Lol, masz rację. W sumie jesteśmy przyjaciółmi i przyjaciółmi od seksu.
Będę o 12, w porządku?
Tak, jasne! Mógłbyś przynieść coś do jedzenia?
Oczywiście, tylko co?
Pizza. Serowa pizza. Jest łatwa do jedzenia z kolczykiem w wardze. Nie denerwuje mnie.
Haha! Okej, no to serowa pizza.
Dzięki, Haz.
Cholera! Właśnie to napisałem, kurwa, kurwa, kurwa. Chwila, to może być w sumie częścią mojego planu. Każdy ma jakieś przezwisko. Ha, ha. Kurwa.
Haz?
Tak cię nazwałem… ._.
W porządku, ale tylko jeżeli ja też mogę. Xx
Och, Boże, polubił je! Louis, to część planu… Polubił je!
To jak? :)
Boo czy BooBear? :)
Serio? Czy facetowi z kolczykiem, eyelinerem i tatuażami na całym ciele pasuje przezwisko BooBear?
Gejowi? Tak.
Touche. W porządku, lecę pod prysznic!
Pa BooBear. ;) Do zobaczenia jutro!
Pa Hazza. :) Widzimy się.
Rzuciłem swój telefon i udałem się do łazienki. Co się właśnie do chuja pana stało? BooBear? Hazza? Naprawdę się w nim zakochiwałem? Nie chcę przegrać we własnej grze! Westchnąłem, wycierając swój eyeliner i pozbywając się ciuchów do kosza na pranie, po czym wszedłem pod prysznic. Tomlinson, kim ty się stajesz?
7
~ Harry ~
Obudził mnie odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. – Liam – wychrypiałem. Czułem suchość w gardle, a moje oczy nie chciały się otworzyć. Odwróciłem się, narzucając sobie poduszkę na głowę i jęknąłem, kiedy usłyszałem dźwięk telefonu. Sięgnąłem dłonią po niego, gdzie leżał na stoliku obok.
Podniosłem się, przecierając oczy, głośno ziewając i prostując przy tym ręce. Spojrzałem na wiadomość, która była od Louisa. Dlaczego pisał do mnie tak wcześnie? Odwróciłem głowę, szukając zegarka. Cholera! Wskazywał 11:30. Mówiłem Louisowi, że będę koło 12. Odblokowałem telefon i odczytałem wiadomość.
Louis – Hej Harry! Próbowałem wykopać stąd Zayna, ale nie mogę się go pozbyć, więc powiedziałem mu, że się poznacie i razem spędzimy chwilę.
Spojrzałem po raz kolejny i przeanalizowałem każde słowo, starając się odczytać ton wiadomości. Był szczęśliwy? Zły? Zdenerwowany? Nie miałem pojęcia, ale wiedziałem jedno – jego osobowość powoli zaczyna się zmieniać, czyli mój plan działał. Ale czy kiedy on się zakochiwał we mnie, ja też się w nim zakochiwałem? Uh, nie lubiłem tej gry. I czasami wolałbym by wcale jej nie było.
Potrząsnąłem burzą swoich loków i wygramoliłem się powoli z łóżka, kierując się prosto do łazienki. – O Boże – wymamrotałem, kiedy zobaczyłem zamiast loczków, kołtuny - każdy powykręcany w inną stronę. Lekko zbladłem i wydałem z siebie dźwięk obrzydzenia. Wskoczyłem pod prysznic, myjąc przede wszystkim twarz i włosy. Poczułem się orzeźwiony, kiedy wyszedłem spod niego. Najpierw wysuszyłem swoje loki, a następnie umyłem zęby.
Wróciłem do pokoju, zastanawiając się co byłoby idealne na dzisiejszy dzień. Mam na myśli fakt, że muszę wyglądać dobrze dla Louisa; w końcu powiedział, że lubi facetów z poczuciem stylu. Haha, stylu, Styles, Harry Styles (dop.tł. Harry, co ty odwalasz, dziecko drogie? xD) Sięgnąłem po moją ulubioną koszulkę i najbardziej ciasne jeansy, jakie miałem w szafie, mając nadzieję, że Louis przez to nie będzie mógł się skupić na niczym innym. Na stopy wsunąłem białe conversy.
Spojrzałem w lustro, okręcając się wokół własnej osi czy dobrze wyglądam. – Czegoś tu brakuje… - powiedziałem do siebie. Oh, wiem! Wyciągnąłem z szuflady zieloną beanie i powkładałem pod nią część swoich włosów. Idealnie, pomyślałem i poszedłem do kuchni, zgarniając batonika z musli. Wziąłem do ręki kluczyki i udałem się w drogę do Louisa, wcześniej zahaczając o pizzerię.
~*~
~ Louis ~
- Kto? – roześmiał się Zayn, na co przewróciłem oczami.
- Nie kłamię, Harry i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. – skłamałem, patrząc chłopakowi prosto w oczy.
Udał, że ociera łzy i znowu wybuchł śmiechem. – Harry? Harry Styles? Największy podrywacz w mieście, który może przeleciał więcej osób od ciebie? Okeeej. Tylko przyjaciele – szydził ze mnie.
- Być może kilka razy się pieprzyliśmy, ale jesteśmy tez przyjaciółmi, więc przyjdzie tu za chwilę. – Powiedziałem, wyciszając ostatnia część zdania najbardziej jak tylko się dało. Zayn wpatrywał się we mnie. - Na jak długo? – zapytał.
- Uh, nie wiem. – Przewróciłem oczami, przełączając kanały.
- Tylko przyjaciele, ha! – Po raz kolejny mnie wyśmiał i poszedł do kuchni. Okej, może coś więcej, zacząłem myśleć. Whoa, Louis, pamiętaj, to tylko gra. Ale mam też nadzieję, że zaczął do mnie czuć coś więcej.
DING DONG
Usłyszałem dzwonek i zerwałem się na równe nogi. Przemierzyłem korytarz w podskokach, czując łaskoczące motylki w brzuchu. Skąd one się biorą? Otworzyłem drzwi i usłyszałem głęboki, ochrypły głos z idealnym Brytyjskim akcentem – Hej, Lou. – Oh, to było gorące.
- Um, hej. Wejdź. – odpowiedziałem. Zobaczyłem jak marszczy noc, przekraczając próg mieszkania.
- Pachnie tu papierosami i piwem – powiedział chichocząc, na co zarumieniłem się.
- Eh, Zayn pali, ja czasami i wszyscy pijemy. Oczekiwałeś ładnego zapachu róży i karmelu? Plus byłeś już tu i będziesz z pewnością nie raz, więc przyzwyczaj się. – Roześmiałem się, prowadząc go do salonu.
- A gdzie Zayn? – zapytał, opadając na kanapę. Usiadłem obok i już miałem mu wyjaśnić, lecz uprzedził mnie ktoś inny.
- Ja jestem Zayn, a ty Harry Styles. Miło mi. – Odezwał się Zayn, wchodząc do pokoju i zajmując miejsce obok. – Przyjaźnisz się z Liamem, prawda? – zapytał, na co chłopak mu przytaknął. - A ty, zgaduję, z Niallem. – odpowiedział mu Harry, uśmiechając się.
Zayn zakaszlał – Tak, można tak powiedzieć. – Oboje patrzyli się na siebie przyjaźnie, a ja tylko siedziałem z boku, przyglądając się im. Okej, robiło się trochę niezręcznie.
- To co oglądamy? – zapytałem i obydwaj nagle się obudzili.
- Lubię Love Actually. – Powiedział Harry, prezentując przede mną swój uśmiech.
Oboje z Zaynem roześmialiśmy się, ale szybko przestałem, widząc jak marszczy twarz. – To niezły film – usłyszałem jak Zayn, nie może się opanować i dźgnąłem go łokciem – ale nie jestem w nastroju. – Dokończyłem, a Harry się rozpromienił.
- Nienawidzisz tego filmu, Louis – szepnął do mnie Zayn.
- Shh! Był niepocieszony; jest bardzo delikatny. A teraz zamknij się, jeśli możesz. – odpowiedziałem mu.
Czekaj, czekaj. Chwila. Kurwa. Chwila. Czy mnie właśnie obchodziły uczucia Harry’ego? Louisa nigdy nie obchodziły uczucia innych, chyba że był to Zayn lub Niall, ale poza nimi, nie dawałem dupy. Co ja robiłem? Nie mogłem lubić tego chłopaka z kręconymi włosami. Nie było takiej opcji. Musiałem wygrać tą grę, bo Bóg wie czego Harry mógłby zażądać w zamian, a ja nie mogłem mieć znów złamanego serca.
Ale powiedzmy sobie szczerze, owszem, lubiłem go, ale on w życiu by się ze mną normalnie nie umówił. Nie z wiedząc ile osób przed nim skrzywdziłem, w tym jego przyjaciela. Okej, Louis, skup się. Musisz przestać się przejmować. Pokerowa twarz i jedziesz dalej.
Kaszlnięcie wyrwało mnie z zamyślenia. – Wyglądałeś jakbyś miał zaraz wybuchnąć. O czym myślałeś? – zapytał mnie Harry.
- Nie twój interes, Loczuś. Przymknij się i wybierzmy w końcu jakiś film. – Zobaczyłem w jego oczach smutek i odepchnąłem go, wstając z kanapy. W końcu jestem Louis i nie daję dupy. (dop.tł. Tak, tak, Lou, jakkolwiek to zabrzmiało…)
- Oglądamy 21 Jump Street – powiedziałem, siadając z powrotem na kanapę pomiędzy Zayna a Harry’ego. Usłyszałem ciche westchnięcie i zerknąłem na szatyna, który się krzywił. Czułem się troszeczkę winny, kiedy się ode mnie odsunął. Ależ proszę, odsuwaj się.
~*~
Zobaczyłem jak Zayn wychodzi z pokoju, kiedy film się kończy.
- I jak, podobało ci się? – zapytałem Harry’ego, który w końcu na mnie spojrzał.
- Taa – mruknął, a ja ciężko westchnąłem.
- To mój ulubiony, i Nialla też. – powiedziałem i zobaczyłem jak wykrzywia powoli swoją twarz w delikatnym uśmiechu, kiedy zacząłem go dźgać w bok. – Oh, Loczuś, uśmiechnij się. – Zachichotałem, łaskocząc go. Wspiąłem się na niego, na co wybuchł śmiechem, a ja razem z nim. Usłyszałem chrząknięcie i zobaczyłem Zayna z charakterystycznym uśmieszkiem na ustach.
- Lou, chodź tu na chwilę! – krzyknął, na co przewróciłem oczami i spojrzałem w dół na Harry’ego. - Dźgnąłem jego dołeczek i ześlizgnąłem się z niego, podążając do kuchni.
- Czego? – syknąłem.
- Czy ja właśnie widziałem nie-zakochującego-się-Tomlinsona, zakochującego się? – zapytał, unosząc brew. Na co się roześmiałem.
- Nie, nic z tych rzeczy. – odpowiedziałem, ale z drugiej strony obawiałem się, że to może być prawdą.
- Okej, ale, stary, on jest jak dziwka i kutas, w jednym czasie. Chłopak z tatuażami, kolczykami i eyelinerem, nie powinien widywać się z panem Lubię Love Actually.* - powiedział, co uznałem za wręcz komiczne.
Poczułem jak moje policzki płoną rumieńcem i uderzyłem go po ramieniu. – Hej, nie mów tak! Nie nazywaj go kutasem. Sam jesteś kutasem, nazywając go kutasem. Kutas. – zadrwiłem z niego i wróciłem z powrotem do Harry’ego. Wskoczyłem na kanapę i ups
- Ała! – jęknął Harry, kiedy wylądowałem na jego kroczu. Przysięgam, nie chciałem. – Przepraszam, kolego! – krzyknąłem i szybko z niego zszedłem.
- Może ci pomasować? – usłyszałem flirciarski głos Zayna i zgromiłem go spojrzeniem.
- Odpierdol się. – powiedziałem bezgłośnie, na co pokazał mi środkowy palec. – Przepraszam, Haz. – szepnąłem, klękając, żeby zobaczyć jego twarz.
- J-jest w porządku, tylko trochę boli. – wykrztusił, zaciskając powieki. Siedziałem tak prze około pięć minut, czekając aż Harry się w końcu wyprostuje i przestanie trzymać za jądra.
- I jak? – zapytałem ponownie, kiedy w końcu usiadł w miarę normalnie.
- Dlaczego nagle tak cię to obchodzi? – zapytał, spoglądając na mnie.
Cholera. Nabrałem głęboko powietrza – Bo takie uderzenie bardzo boli. Boże, tylko pytałem, dupku. – Wkurzyłem się i wyszedłem do swojego pokoju.
Trzasnąłem drzwiami i osunąłem się na łóżko, wzdychając.
- Mogę wejść? – doszedł mnie głęboki głos Harry’ego.
- Nie wyjdź – warknąłem, wślizgując się pod kołdrę. Chwilę później poczułem jak ciężkie ciało się na mnie układa. – H-Harry, zejdź. Nie mogę oddychać. – odetchnąłem i poczułem jak układa się obok mnie pod kołdrą. – Mogę dołączyć? – zapytał.
- Jasne, ale jestem zimny jak lód – szepnąłem.
Poczułem jak owija swoje ramiona wokół mnie i przyciska bliżej do swojej klatki piersiowej. – Ogrzeję cię – szepnął, a ja wsunąłem swoją głowę w zagłębienie jego szyi. Westchnąłem szczęśliwy, kiedy się do niego przytuliłem, ale skrzywił się. – Przepraszam – powiedziałem i zaczął odsuwać się od niego, ale zamiast tego Harry przytrzymał mnie jeszcze mocnej. – Twój kolczyk w ustach mnie zakłuł, to wszystko – wymamrotał, na co skinąłem głową i lekko się przesunąłem. Nasze nogi leżały zaplątane, a on trzymał mnie w uścisku swojego ciała; ciasnym, ale delikatnym. To było takie przyjemne.
- Naprawdę jestem dupkiem? – zapytał mnie szeptem. Zachichotałem – Nie. – odpowiedziałem mu.
- To dobrze. – odetchnął, a ja wtuliłem się w niego tak, że pomiędzy nami nie było żadnej przestrzeni.
Czekaj. Louis. Musisz przestać i skupić się na rzeczywistości. Zawarłeś z nim umowę, w której wszystko dzieje się bez zobowiązań. W grze była mowa o seksie i o tym, kto się pierwszy zakocha. Nie zamierzam przegrać w swojej własnej grze i mieć złamanego serca. Nie potrzebuję tego, dlatego właśnie gram.
~*~
Obudziłem się wciąż w objęciach Harry’ego. Spojrzałem w górę i zobaczyłem jego wciąż zamknięte powieki, wydętą dolną wargę, a loczki przysłaniały mu twarz. Nasze nogi były wciąż zaplątane, a jego głowa wtulona w mój tors. Boże, był taki uroczy.
Usłyszałem skrzypnięcie drzwi i zobaczyłem Nialla oraz kogoś za nim. Liam. Ups, zrobiło się niezręcznie. Blondyn przeszedł obok na palcach i spojrzałem na niego. – Co? – syknąłem, na co on się uśmiechnął. – Ty i Loczek, eh? – powiedział, na co potrząsnęłam głową. – Nie, my, um, my tylko, um… - zatrzymałem się w środku zdania i spojrzałem w dół na Harry’ego. Świetnie, teraz i Zayn i Niall myślą, że coś do niego czuję, kiedy to tylko idiotyczne przedstawienie. No, bynajmniej coś w tym rodzaju.
Usłyszałem ciche westchnięcie Liama, a jego oczy złapały moje. Poczułem się trochę winny, gdy jego brązowe tęczówki wpatrywały się we mnie w ten hipnotyzujący sposób. Zobaczyłem w jego oczach ból i żal. Ach. Odwróciłem się i spojrzałem z powrotem na Nialla. – Ty i ja, musimy dzisiaj porozmawiać – szepnąłem, a on tylko jęknął, ale się zgodził. - Teraz wyjdź. – warknąłem, na co zaśmiał się pod nosem i podążył za wychodzącym już Liamem.
Kątem oka dostrzegłem Zayna, który gromił Liama wzrokiem, cały czerwony, aż się trząsł i… Czy on płakał? Nie wiem, ale zobaczyłem tylko jak ucieka i zatrzaskuje drzwi. Poczułem jak Harry się zaczyna wiercić i usłyszałem ziewnięcie. – Gdzie jestem? – zapytał ochrypłym głosem, Boże, to było takie podniecające.
Zachichotałem – Wciąż w moim mieszkaniu – wymamrotałem, na co zerwał się.
- Cholera, Liam! – krzyknął i wyskoczył z mojego łóżka.
- Jest tutaj, widziałem go. - Zastygł.
- Muszę wracać i powiedzieć mu..
- Harry! Harold! Hazza! – krzyknąłem i w końcu się odwrócił. – On tu jest. I nas widział. Co z tego? – zapytałem, lekko zraniony(?).
- Dlatego! – uciął. – Na razie, Louis. Cześć. – Wymamrotał i opuścił mój pokój. Oookej? Po prostu tam siedziałem, gapiąc się na swoje drzwi, czekając aż wróci, aby porządnie się ze mną pożegnać, ale tak się nie stało. Westchnąłem i spadłem z łóżka. Jęknąłem, mocno szarpiąc zębami za swój kolczyk.
Co jest ze mną nie tak?! Dlaczego czułem się tak dziwnie i czułem się zraniony, kiedy Harry tak po prostu wyszedł. Potrzebowałem przytulenia, uwielbiałem słodko się obściskiwać, ale też czułem się winny, za rzeczy, za które nigdy się tak nie czułem. Boże, ten chłopak zmieniał mnie z każdym dniem jak… Um, kiedyś ktoś również mnie zmienił, ale w łamacza serc, którym jestem. Ale Harry powodował, że z powrotem czułem się kochany, a ja pragnąłem kochać jego. – Mój Boże – powiedziałem do siebie.
-
*W oryginale Zayn powiedział “Mr. I like Love Actually”.
Obudził mnie odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. – Liam – wychrypiałem. Czułem suchość w gardle, a moje oczy nie chciały się otworzyć. Odwróciłem się, narzucając sobie poduszkę na głowę i jęknąłem, kiedy usłyszałem dźwięk telefonu. Sięgnąłem dłonią po niego, gdzie leżał na stoliku obok.
Podniosłem się, przecierając oczy, głośno ziewając i prostując przy tym ręce. Spojrzałem na wiadomość, która była od Louisa. Dlaczego pisał do mnie tak wcześnie? Odwróciłem głowę, szukając zegarka. Cholera! Wskazywał 11:30. Mówiłem Louisowi, że będę koło 12. Odblokowałem telefon i odczytałem wiadomość.
Louis – Hej Harry! Próbowałem wykopać stąd Zayna, ale nie mogę się go pozbyć, więc powiedziałem mu, że się poznacie i razem spędzimy chwilę.
Spojrzałem po raz kolejny i przeanalizowałem każde słowo, starając się odczytać ton wiadomości. Był szczęśliwy? Zły? Zdenerwowany? Nie miałem pojęcia, ale wiedziałem jedno – jego osobowość powoli zaczyna się zmieniać, czyli mój plan działał. Ale czy kiedy on się zakochiwał we mnie, ja też się w nim zakochiwałem? Uh, nie lubiłem tej gry. I czasami wolałbym by wcale jej nie było.
Potrząsnąłem burzą swoich loków i wygramoliłem się powoli z łóżka, kierując się prosto do łazienki. – O Boże – wymamrotałem, kiedy zobaczyłem zamiast loczków, kołtuny - każdy powykręcany w inną stronę. Lekko zbladłem i wydałem z siebie dźwięk obrzydzenia. Wskoczyłem pod prysznic, myjąc przede wszystkim twarz i włosy. Poczułem się orzeźwiony, kiedy wyszedłem spod niego. Najpierw wysuszyłem swoje loki, a następnie umyłem zęby.
Wróciłem do pokoju, zastanawiając się co byłoby idealne na dzisiejszy dzień. Mam na myśli fakt, że muszę wyglądać dobrze dla Louisa; w końcu powiedział, że lubi facetów z poczuciem stylu. Haha, stylu, Styles, Harry Styles (dop.tł. Harry, co ty odwalasz, dziecko drogie? xD) Sięgnąłem po moją ulubioną koszulkę i najbardziej ciasne jeansy, jakie miałem w szafie, mając nadzieję, że Louis przez to nie będzie mógł się skupić na niczym innym. Na stopy wsunąłem białe conversy.
Spojrzałem w lustro, okręcając się wokół własnej osi czy dobrze wyglądam. – Czegoś tu brakuje… - powiedziałem do siebie. Oh, wiem! Wyciągnąłem z szuflady zieloną beanie i powkładałem pod nią część swoich włosów. Idealnie, pomyślałem i poszedłem do kuchni, zgarniając batonika z musli. Wziąłem do ręki kluczyki i udałem się w drogę do Louisa, wcześniej zahaczając o pizzerię.
~*~
~ Louis ~
- Kto? – roześmiał się Zayn, na co przewróciłem oczami.
- Nie kłamię, Harry i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. – skłamałem, patrząc chłopakowi prosto w oczy.
Udał, że ociera łzy i znowu wybuchł śmiechem. – Harry? Harry Styles? Największy podrywacz w mieście, który może przeleciał więcej osób od ciebie? Okeeej. Tylko przyjaciele – szydził ze mnie.
- Być może kilka razy się pieprzyliśmy, ale jesteśmy tez przyjaciółmi, więc przyjdzie tu za chwilę. – Powiedziałem, wyciszając ostatnia część zdania najbardziej jak tylko się dało. Zayn wpatrywał się we mnie. - Na jak długo? – zapytał.
- Uh, nie wiem. – Przewróciłem oczami, przełączając kanały.
- Tylko przyjaciele, ha! – Po raz kolejny mnie wyśmiał i poszedł do kuchni. Okej, może coś więcej, zacząłem myśleć. Whoa, Louis, pamiętaj, to tylko gra. Ale mam też nadzieję, że zaczął do mnie czuć coś więcej.
DING DONG
Usłyszałem dzwonek i zerwałem się na równe nogi. Przemierzyłem korytarz w podskokach, czując łaskoczące motylki w brzuchu. Skąd one się biorą? Otworzyłem drzwi i usłyszałem głęboki, ochrypły głos z idealnym Brytyjskim akcentem – Hej, Lou. – Oh, to było gorące.
- Um, hej. Wejdź. – odpowiedziałem. Zobaczyłem jak marszczy noc, przekraczając próg mieszkania.
- Pachnie tu papierosami i piwem – powiedział chichocząc, na co zarumieniłem się.
- Eh, Zayn pali, ja czasami i wszyscy pijemy. Oczekiwałeś ładnego zapachu róży i karmelu? Plus byłeś już tu i będziesz z pewnością nie raz, więc przyzwyczaj się. – Roześmiałem się, prowadząc go do salonu.
- A gdzie Zayn? – zapytał, opadając na kanapę. Usiadłem obok i już miałem mu wyjaśnić, lecz uprzedził mnie ktoś inny.
- Ja jestem Zayn, a ty Harry Styles. Miło mi. – Odezwał się Zayn, wchodząc do pokoju i zajmując miejsce obok. – Przyjaźnisz się z Liamem, prawda? – zapytał, na co chłopak mu przytaknął. - A ty, zgaduję, z Niallem. – odpowiedział mu Harry, uśmiechając się.
Zayn zakaszlał – Tak, można tak powiedzieć. – Oboje patrzyli się na siebie przyjaźnie, a ja tylko siedziałem z boku, przyglądając się im. Okej, robiło się trochę niezręcznie.
- To co oglądamy? – zapytałem i obydwaj nagle się obudzili.
- Lubię Love Actually. – Powiedział Harry, prezentując przede mną swój uśmiech.
Oboje z Zaynem roześmialiśmy się, ale szybko przestałem, widząc jak marszczy twarz. – To niezły film – usłyszałem jak Zayn, nie może się opanować i dźgnąłem go łokciem – ale nie jestem w nastroju. – Dokończyłem, a Harry się rozpromienił.
- Nienawidzisz tego filmu, Louis – szepnął do mnie Zayn.
- Shh! Był niepocieszony; jest bardzo delikatny. A teraz zamknij się, jeśli możesz. – odpowiedziałem mu.
Czekaj, czekaj. Chwila. Kurwa. Chwila. Czy mnie właśnie obchodziły uczucia Harry’ego? Louisa nigdy nie obchodziły uczucia innych, chyba że był to Zayn lub Niall, ale poza nimi, nie dawałem dupy. Co ja robiłem? Nie mogłem lubić tego chłopaka z kręconymi włosami. Nie było takiej opcji. Musiałem wygrać tą grę, bo Bóg wie czego Harry mógłby zażądać w zamian, a ja nie mogłem mieć znów złamanego serca.
Ale powiedzmy sobie szczerze, owszem, lubiłem go, ale on w życiu by się ze mną normalnie nie umówił. Nie z wiedząc ile osób przed nim skrzywdziłem, w tym jego przyjaciela. Okej, Louis, skup się. Musisz przestać się przejmować. Pokerowa twarz i jedziesz dalej.
Kaszlnięcie wyrwało mnie z zamyślenia. – Wyglądałeś jakbyś miał zaraz wybuchnąć. O czym myślałeś? – zapytał mnie Harry.
- Nie twój interes, Loczuś. Przymknij się i wybierzmy w końcu jakiś film. – Zobaczyłem w jego oczach smutek i odepchnąłem go, wstając z kanapy. W końcu jestem Louis i nie daję dupy. (dop.tł. Tak, tak, Lou, jakkolwiek to zabrzmiało…)
- Oglądamy 21 Jump Street – powiedziałem, siadając z powrotem na kanapę pomiędzy Zayna a Harry’ego. Usłyszałem ciche westchnięcie i zerknąłem na szatyna, który się krzywił. Czułem się troszeczkę winny, kiedy się ode mnie odsunął. Ależ proszę, odsuwaj się.
~*~
Zobaczyłem jak Zayn wychodzi z pokoju, kiedy film się kończy.
- I jak, podobało ci się? – zapytałem Harry’ego, który w końcu na mnie spojrzał.
- Taa – mruknął, a ja ciężko westchnąłem.
- To mój ulubiony, i Nialla też. – powiedziałem i zobaczyłem jak wykrzywia powoli swoją twarz w delikatnym uśmiechu, kiedy zacząłem go dźgać w bok. – Oh, Loczuś, uśmiechnij się. – Zachichotałem, łaskocząc go. Wspiąłem się na niego, na co wybuchł śmiechem, a ja razem z nim. Usłyszałem chrząknięcie i zobaczyłem Zayna z charakterystycznym uśmieszkiem na ustach.
- Lou, chodź tu na chwilę! – krzyknął, na co przewróciłem oczami i spojrzałem w dół na Harry’ego. - Dźgnąłem jego dołeczek i ześlizgnąłem się z niego, podążając do kuchni.
- Czego? – syknąłem.
- Czy ja właśnie widziałem nie-zakochującego-się-Tomlinsona, zakochującego się? – zapytał, unosząc brew. Na co się roześmiałem.
- Nie, nic z tych rzeczy. – odpowiedziałem, ale z drugiej strony obawiałem się, że to może być prawdą.
- Okej, ale, stary, on jest jak dziwka i kutas, w jednym czasie. Chłopak z tatuażami, kolczykami i eyelinerem, nie powinien widywać się z panem Lubię Love Actually.* - powiedział, co uznałem za wręcz komiczne.
Poczułem jak moje policzki płoną rumieńcem i uderzyłem go po ramieniu. – Hej, nie mów tak! Nie nazywaj go kutasem. Sam jesteś kutasem, nazywając go kutasem. Kutas. – zadrwiłem z niego i wróciłem z powrotem do Harry’ego. Wskoczyłem na kanapę i ups
- Ała! – jęknął Harry, kiedy wylądowałem na jego kroczu. Przysięgam, nie chciałem. – Przepraszam, kolego! – krzyknąłem i szybko z niego zszedłem.
- Może ci pomasować? – usłyszałem flirciarski głos Zayna i zgromiłem go spojrzeniem.
- Odpierdol się. – powiedziałem bezgłośnie, na co pokazał mi środkowy palec. – Przepraszam, Haz. – szepnąłem, klękając, żeby zobaczyć jego twarz.
- J-jest w porządku, tylko trochę boli. – wykrztusił, zaciskając powieki. Siedziałem tak prze około pięć minut, czekając aż Harry się w końcu wyprostuje i przestanie trzymać za jądra.
- I jak? – zapytałem ponownie, kiedy w końcu usiadł w miarę normalnie.
- Dlaczego nagle tak cię to obchodzi? – zapytał, spoglądając na mnie.
Cholera. Nabrałem głęboko powietrza – Bo takie uderzenie bardzo boli. Boże, tylko pytałem, dupku. – Wkurzyłem się i wyszedłem do swojego pokoju.
Trzasnąłem drzwiami i osunąłem się na łóżko, wzdychając.
- Mogę wejść? – doszedł mnie głęboki głos Harry’ego.
- Nie wyjdź – warknąłem, wślizgując się pod kołdrę. Chwilę później poczułem jak ciężkie ciało się na mnie układa. – H-Harry, zejdź. Nie mogę oddychać. – odetchnąłem i poczułem jak układa się obok mnie pod kołdrą. – Mogę dołączyć? – zapytał.
- Jasne, ale jestem zimny jak lód – szepnąłem.
Poczułem jak owija swoje ramiona wokół mnie i przyciska bliżej do swojej klatki piersiowej. – Ogrzeję cię – szepnął, a ja wsunąłem swoją głowę w zagłębienie jego szyi. Westchnąłem szczęśliwy, kiedy się do niego przytuliłem, ale skrzywił się. – Przepraszam – powiedziałem i zaczął odsuwać się od niego, ale zamiast tego Harry przytrzymał mnie jeszcze mocnej. – Twój kolczyk w ustach mnie zakłuł, to wszystko – wymamrotał, na co skinąłem głową i lekko się przesunąłem. Nasze nogi leżały zaplątane, a on trzymał mnie w uścisku swojego ciała; ciasnym, ale delikatnym. To było takie przyjemne.
- Naprawdę jestem dupkiem? – zapytał mnie szeptem. Zachichotałem – Nie. – odpowiedziałem mu.
- To dobrze. – odetchnął, a ja wtuliłem się w niego tak, że pomiędzy nami nie było żadnej przestrzeni.
Czekaj. Louis. Musisz przestać i skupić się na rzeczywistości. Zawarłeś z nim umowę, w której wszystko dzieje się bez zobowiązań. W grze była mowa o seksie i o tym, kto się pierwszy zakocha. Nie zamierzam przegrać w swojej własnej grze i mieć złamanego serca. Nie potrzebuję tego, dlatego właśnie gram.
~*~
Obudziłem się wciąż w objęciach Harry’ego. Spojrzałem w górę i zobaczyłem jego wciąż zamknięte powieki, wydętą dolną wargę, a loczki przysłaniały mu twarz. Nasze nogi były wciąż zaplątane, a jego głowa wtulona w mój tors. Boże, był taki uroczy.
Usłyszałem skrzypnięcie drzwi i zobaczyłem Nialla oraz kogoś za nim. Liam. Ups, zrobiło się niezręcznie. Blondyn przeszedł obok na palcach i spojrzałem na niego. – Co? – syknąłem, na co on się uśmiechnął. – Ty i Loczek, eh? – powiedział, na co potrząsnęłam głową. – Nie, my, um, my tylko, um… - zatrzymałem się w środku zdania i spojrzałem w dół na Harry’ego. Świetnie, teraz i Zayn i Niall myślą, że coś do niego czuję, kiedy to tylko idiotyczne przedstawienie. No, bynajmniej coś w tym rodzaju.
Usłyszałem ciche westchnięcie Liama, a jego oczy złapały moje. Poczułem się trochę winny, gdy jego brązowe tęczówki wpatrywały się we mnie w ten hipnotyzujący sposób. Zobaczyłem w jego oczach ból i żal. Ach. Odwróciłem się i spojrzałem z powrotem na Nialla. – Ty i ja, musimy dzisiaj porozmawiać – szepnąłem, a on tylko jęknął, ale się zgodził. - Teraz wyjdź. – warknąłem, na co zaśmiał się pod nosem i podążył za wychodzącym już Liamem.
Kątem oka dostrzegłem Zayna, który gromił Liama wzrokiem, cały czerwony, aż się trząsł i… Czy on płakał? Nie wiem, ale zobaczyłem tylko jak ucieka i zatrzaskuje drzwi. Poczułem jak Harry się zaczyna wiercić i usłyszałem ziewnięcie. – Gdzie jestem? – zapytał ochrypłym głosem, Boże, to było takie podniecające.
Zachichotałem – Wciąż w moim mieszkaniu – wymamrotałem, na co zerwał się.
- Cholera, Liam! – krzyknął i wyskoczył z mojego łóżka.
- Jest tutaj, widziałem go. - Zastygł.
- Muszę wracać i powiedzieć mu..
- Harry! Harold! Hazza! – krzyknąłem i w końcu się odwrócił. – On tu jest. I nas widział. Co z tego? – zapytałem, lekko zraniony(?).
- Dlatego! – uciął. – Na razie, Louis. Cześć. – Wymamrotał i opuścił mój pokój. Oookej? Po prostu tam siedziałem, gapiąc się na swoje drzwi, czekając aż wróci, aby porządnie się ze mną pożegnać, ale tak się nie stało. Westchnąłem i spadłem z łóżka. Jęknąłem, mocno szarpiąc zębami za swój kolczyk.
Co jest ze mną nie tak?! Dlaczego czułem się tak dziwnie i czułem się zraniony, kiedy Harry tak po prostu wyszedł. Potrzebowałem przytulenia, uwielbiałem słodko się obściskiwać, ale też czułem się winny, za rzeczy, za które nigdy się tak nie czułem. Boże, ten chłopak zmieniał mnie z każdym dniem jak… Um, kiedyś ktoś również mnie zmienił, ale w łamacza serc, którym jestem. Ale Harry powodował, że z powrotem czułem się kochany, a ja pragnąłem kochać jego. – Mój Boże – powiedziałem do siebie.
-
*W oryginale Zayn powiedział “Mr. I like Love Actually”.
8
~ Harry ~
Cholera. Cholera. Wszystko się pierdoli.
Kiedy odjechałem do domu, wiedziałem, że nie uniknę spotkania z Liamem. Pamiętam jak wychodziłem z pokoju Louisa i zobaczyłem Liama z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Boże, tkwiłem w jakimś totalnym gównie. Przecież byłem z Louisem tylko dlatego, żeby się na nim zemścić i sprawić by się we mnie zakochał. Ugh, życie jest do dupy; Louis jest do dupy.
Przyjechałem pod dom, zaparkowałem samochód i chciałem jak najszybciej pobiec do środka, ale zamiast tego siedziałem bezsilnie w samochodzie. Liam był mocno wkurzony, kiedy wychodziłem, a Louis zraniony. Chwila, dlaczego mnie to w ogóle obchodzi? Ale prawda jest taka, że obchodziło mnie to. Kiedy nie krzywdziłem Louisa, krzywdziłem za to Liama, będąc z nim, a Li był moim najlepszym przyjacielem, kiedy Louis był, hm, Louisem.
Jęknąłem, spuszczając głowę w dół i opierając ją o kierownicę, aż zatrąbiłem. Nie miałem pojęcia ile jeszcze tam siedziałem, dopóki nie zobaczyłem samochodu Liama na podjeździe. Świetnie, nawet nie miałem ochoty tu być. Mogę wrócić i wtulić się w Louisa? Czekaj, Harry… Nie możesz. W sumie to chyba rozmowa z Liamem będzie lepszym rozwiązaniem.
~*~
- Przepraszam – wymamrotałem po raz setny, kiedy on wciąż patrzył się na mnie tymi czekoladowymi oczami małego psiaka.
- Nie, Harry! Obiecałeś, że robisz to tylko dla zemsty, a wszystko co widziałem to to jak się miziacie. Co to jest, do kurwy nędzy! Dobrze wiesz co mi zrobił, ty draniu! Chociaż nie, wiesz co, wracaj do tej małej dziwki, co to w ogóle mnie obchodzi?! Przecież tego chcesz! – Liam krzyknął, na co spojrzałem na niego skruszony.
- Li, proszę! Przysięgam, że nie jestem w nim zakochany! Po prostu dobrze kłamie. Obiecuję, że już do niego nie napiszę. – Wyszeptałem i ciężko westchnąłem.
- Jeżeli nie będziesz do niego pisał, jak ma się w tobie zakochać?
-Nie jestem w nim zakochany, po prostu jest przystojny i dobrze przytula, to wszystko. – Krzyknąłem i wstałem z kanapy. Przejechał dłonią po swoich ciemnych włosach i spojrzał na mnie.
- Obiecaj mi, że się nie zakochasz. Po prostu, obiecaj. Proszę. Nie chcę patrzeć na to jak Louis po raz kolejny łamie komuś serce, a przede wszystkim nie tobie, więc proszę. – powiedział, na co odpowiedziałem mu, podchodząc i owijając swoje ramiona wokół niego.
- Liam, obiecuję. Louis mnie nie kręci, a nawet jeżeli zacznie, to szybko się z tego wywiążę. Przysięgam. – Cholernie dobrze wiedziałem, że to było jedno wielkie kłamstwo, ale mogłem spróbować, prawda? Liam oddał uścisk, po czym ciężko westchnął i ucałował mnie w czoło. – Pójdę wziąć prysznic, okej? – powiedziałem, odsuwając się od niego i poszedłem do łazienki.
Poczułem jak telefon wibruje w mojej kieszeni i otworzyłem szybko wiadomość, zgadując, że jest ona od Lou- Zayn?! Skąd on, kurwa, ma mój numer? Pewnie od Louisa, ale czego chce?
Zayn – Więc ty i Louis, huh? A, z tej strony Zayn.
Harry – Um, skąd masz mój numer? I nie, nie jesteśmy razem. Wcale…
Zayn – Przestań kłamać i od Louisa.
Harry – Nie kłamię… Jesteśmy tylko przyjaciółmi… z korzyściami.
Zayn – Mógłbym dołączyć? ;)
Harry – Jasne ;) Ale, czekaj, czy ty przypadkiem nie szalejesz za Niallem?
Zayn – Tak, to prawda, ale aktualnie umawia się z twoim przyjacielem, Liamem.
Harry – Racja… Wolałbym, żeby tego nie robił.
Zayn – Naprawdę? Dlaczego?
Harry – To oczywiste, że cię lubi; poza tym raz już go oszukał, więc czemu nie miałby zrobić tego ponownie, dlatego.
Zayn – Oh, więc może chciałbyś wyświadczyć mi pewnego rodzaju przysługę?
Harry - … Jaką przysługę?
Zayn – Sprawić by zerwali ze sobą.
Harry – Ha. Okej, ale jak?
Zayn – Mój Nialler łatwo jest zazdrosny, więc może jeśli byśmy trochę poflirtowali ze sobą na jego oczach, zerwałby z nim, ponieważ sam chciałby się znaleźć na twoim miejscu i, bum, przestają się ze sobą umawiać. Ty jesteś szczęśliwy i ja też.
Harry – Tylko po to do mnie pisałeś, huh? -.-
Zayn - …Taa…
Harry – Pomyślę o tym, a teraz idę wziąć prysznic. Na razie, Zayn.
Zayn – Zastanów się naprawdę dobrze. To zadowoli nas obu ;)
Odłożyłem telefon i wzdrygnąłem się na samą myśl o tym co właśnie miało miejsce. Nienawidziłem Nialla. Znaczy, może i był słodki, ale nie po tym co zrobił Liamowi, jak i mi, sprawiając, że znienawidziłem Louisa.
Ale nie mogłem powiedzieć sobie prosto w twarz, że nienawidziłem Louisa, ponieważ była to jedna wielka bzdura. Mimo, że czasami działał mi na nerwy, nie należał do najgorszych. Może gdyby się we mnie zakochał, zmieniłby się i uspokoił. Nie mam pojęcia. Być może. Ale tylko może.
~*~
~ Louis ~
Harry – Wpadnę rano, okej?
Louis - ;))))))) Okejkaaaa, pewnie. Do zobaczenia, kocieeee ;) 8=====D
Harry – Okej. Pijany Louisie, idź spać. Xx
Louis – Hehehehehjnd, okejalkdf
Odłożyłem swój telefon na podłogę, po czym wspiąłem się na łóżko.
- Cześć – wymamrotałem, dostając lekkich zawrotów głowy na widok przystojnego chłopaka, który właśnie leżał pode mną nagi na moim łóżku. Boże, był naprawdę gorący, ale, chwila, Harry będzie wkurzony. Louis, przecież kochasz Harry’ego. Ale z ciebie idiota.
- Myślę, że wypiłeś już wystarczająco dużo, kochanie – zwrócił się do mnie brunet i podczołgał, aby zabrać mi mój kieliszek z winem i odłożyć go na stolik.
- Nieeeeeee! Moje wino – jęknąłem, na co zachichotał.
Odwróciłem zwoją głowę i wszystko było rozmazane. Whoa, chyba coś sobie skręciłem haha, skręciłem. Chcę, żeby Harry skręcał sobie głowę, obciągając mi, haha. A kiedy tak myślałem, poczułem ciepłe usta na swoich. – Smakujesz alkoholem – chłopak szepnął w moje usta, a ja uśmiechnąłem się. Ugh, to było nie w porządku, ale było mi tak dobrze i byłem tak napalony, więc miałem to gdzieś.
Złapałem go za włosy i mocno popchnąłem go na materac. Wspiąłem się na niego i złączyłem nasz usta. Nie były takie jak miał Harry – delikatne, miękkie i gładkie; smakowały cynamonem i herbatą.
Jęknął, kiedy zacząłem ocierać się o wybrzuszenie w jego spodniach. – Boże, Louis, mocniej. – Wymamrotał i zaczął rozpinać moją koszulę. Uśmiechnąłem się podczas pocałunku i odsunąłem się na chwilę, żeby mógł zdjąć moje spodnie.
Oboje byliśmy nadzy i, cholera, ten chłopak miał zajebiście dobre ciało, ale i tak tęskniłem za sześciopakiem Harry’ego. Pociągnął mnie nad siebie, na co zachichotałem. – Niecierpliwy – wymruczałem mu do ucha, a on zaczął delikatnie ssać skórę mojej szyi, sprawiając że jęczałem. Powoli sunąłem dłońmi w dół jego ciała, a chłopak drżał pod moim dotykiem.
Kiedy dotarłem do wewnętrznej strony jego uda i potarłem go kciukiem, usłyszałem jak jęknął z rozkoszy. – Nie drażnij się ze mną – syknął. Powoli przejechałem dłonią po jego długości, na co odpowiedział przeciągłym jękiem, przygryzając płatek mojego ucha.
Po kilku minutach, zatrzymał mnie i schylił się, wyjmując coś z kieszeni swoich jeansów. – Góra czy dół? – zapytał, trzymając w ręku tubkę lubrykantu.
- Góra, zawsze góruję – powiedziałem przekornie, uśmiechając się szeroko do chłopaka.
~*~
Następnego dnia
Poczułem jakieś ciepłe ciało, oplatające mnie w pasie i przysunąłem się bliżej, myśląc że to Harry. Ale kiedy przerzuciłem ramię na jego drugą stronę, zauważyłem że nie było ono długie, a nasze nogi nie leżały splątane, jak to zwykle bywało.
- CHOLERA JASNA! – krzyknąłem i spadłem z łóżka. Głowa zaczęła mi pulsować nie tylko od uderzenia, ale również od potwornego kaca.
- Wszystko w porządku, kochanie? – zapytał nieznajomy mi głos. Spojrzałem w dół i zobaczyłem swoje nagie ciało, cholera, proszę, nie.
- Kim ty, do kurwy nędzy, jesteś?! – zakląłem, a chłopak potrząsnął głową w zdziwieniu.
- Nie pamiętasz? Jestem Josh. Poszliśmy do ciebie, kiedy wyciągnąłeś mnie z baru.
Uderzyłem się mocno w twarz i jęknąłm.
- Wyjdź, teraz. – warknąłem, przymykając oczy.
- Ale…
- Kurwa, wyjdź. – powtórzyłem, na co chłopak ciężko westchnął.
Podniosłem się na nogi i obserwowałem jak chłopak zbiera swoje rzeczy. – A teraz grzecznie pokażę ci, gdzie są drzwi. – syknąłem.
- Ludzie mają rację względem ciebie – wymamrotał pod nosem. Przewróciłem tylko oczami, z wielką ochotą uderzenia go, ale powstrzymałem się, powoli odprowadzając go do wyjścia.
- Nigdy nie wracaj i się do mnie nie odzywaj – uśmiechnąłem się szyderczo i otworzyłem mu drzwi.
W tym samym momencie, moim oczom ukazał się szczupły chłopak, na którego twarz nachodziły pojedyncze loczki. – Och, cześć, Louis! Przyszedłem trochę wcześniej, ponie- Zatrzymał się wpół słowa, lustrując mnie wzrokiem. O, cholera, dlaczego Harry tu był?! Gapił się na mnie, a potem na Josha. Oczy miał szeroko otwarte ze zdziwienia, badając wzrokiem moje nagie ciało pokryte malinkami oraz innymi śladami chłopaka i roztrzepane włosy.
- Wyjdź – warknął do szatyna, który skinął głową i uciekł. Harry wszedł do środka, zatrzaskując za sobą drzwi i złapał mnie za nadgarstek, prowadząc do mojej sypialni. Kiedy weszliśmy, zamknął kolejne drzwi i zerknął dookoła na mój syf – nie pościelone łóżko, pusta tubka lubrykantu, leżąca na podłodze.
A ja po prostu tam stałem, nie będąc w stanie się poruszyć. Po kilku minutach ciszy spojrzał na mnie. - Co. To. Kurwa. Jest. – Jego oczy wręcz płonęły ze złości. Zastygłem.
- J-ja nawet nie pamiętam! Byłem pijany i nic nie pamiętam. Przysięgam! – krzyknąłem, czując jak moje oczy stają się wilgotne.
- Nie było mnie przez kilka dni i nie mogłeś wytrzymać?! – zganił mnie, a ja trząsłem się ze strachu, gdy zaczął podchodzić coraz bliżej. Był jeszcze bardziej przerażający, kiedy się złościł; przede wszystkim chyba dlatego, że sporo mnie przewyższał.
- Przepraszam – wymamrotałem i spuściłem głowę w dół, lecz nagle coś mnie olśniło. – Chwila! Dlaczego na mnie krzyczysz? Nie jesteśmy w jakimś pierdolonym związku, więc dlaczego obchodzi cię fakt, że przespałem się z kimś innym?! Umowa nie zobowiązuje do pieprzenia się tylko z jedną osobą.- Krzyknąłem, ale szybko tego pożałowałem, widząc w jego oczach ból i drżącą dolną wargę, którą starał się przygryźć.
- Myślałem… Myślałem… Wiesz co, pieprz się Louis. To oczywiste dlaczego nie możesz sobie nikogo znaleźć, ponieważ za każdym razem, kiedy ktoś się do ciebie zbliży, odwracasz się napięcie i wszystko pierdolisz. Musisz być niezłym, bezmózgim kutasem. I wiesz co, zakochiwałem się w tobie! Ha. Do zobaczenia wkrótce, kolego. Gra wciąż aktualna, ale pamiętaj, że już zawsze pozostanie tylko grą. – Wykrzyczał mi prosto w twarz i opuścił mieszkanie.
Osunąłem się na podłogę i zacząłem szlochać. Dlaczego płakałem? Często ludzie mnie wyzywali i ani razu nie czułem się winny, czy nie płakałem. Kiedy usłyszałem jak jego samochód odjeżdża spod domu, zacząłem płakać jeszcze bardziej. Słowa odbijały się echem w mojej głowie.
I wiesz co, zakochiwałem się w tobie!
…ale pamiętaj, że już zawsze pozostanie tylko grą.
Czyli naprawdę się we mnie zakochiwał? Otarłem oczy, pociągnąłem nosem i wstałem, opadając tym razem na łóżko. Dlaczego to tak mnie bolało? Przecież to tylko gra, prawda? Gra, która miała złamać komuś serce i w tym momencie wyglądało na to, że mści się właśnie na mnie. Dlaczego?
Jeszcze raz przeanalizowałem słowa Harry’ego i coś mi się przypomniało. Zakochiwał się we mnie, czyli mój plan działał, ale niepokoiło mnie jedno. Dlaczego cały w środku byłem rozbity, dlaczego bolał mnie fakt, że Harry się wkurzył na mnie, dlaczego czułem się winny.
Zakochiwałem się w Harrym Stylesie. I to bardzo, bardzo mocno. Zakochiwałem się w nim. Wiele razy próbowałem temu zaprzeczyć, ale to wracało do mnie jak bumerang. Nie chciałem w to wierzyć, ale to najczystsza prawda. Nie chciałem się do tego przyznawać, ponieważ Harry by wygrał, a teraz z pewnością nie czuł do mnie tego samego.
Spieprzyłem. Spieprzyłem to po całości. Wciąż mieliśmy się spotykać, ale to nie będzie bogate w te wszystkie romantyczne pierdoły, które mieliśmy w zwyczaju robić. Będzie inaczej, mniej namiętnie. To jak uprawiać seks z prostytutką, a tego właśnie nie chciałem. Ale spieprzyłem i mam teraz to co mam. Brawo, Tomlinson. Właśnie straciłeś wszelkie szanse na faceta, który mógł uleczyć twoje złamane serce, a przez twoją głupotę, łamie ci je podwójnie. A teraz leżałem w łóżku, myśląc nad wszystkim co mógłbym dalej z tym zrobić.
~*~
~ Harry ~
Byłem wkurzony! Nie mogłem uwierzyć, że zakochiwałem się w Louisie Tomlinsonie. Powinienem był to przewidzieć. To bolało – patrzenie na niego z innym, nawet jeśli był wtedy pijany, to wciąż on. Miałem wrażenie, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce.
W drodze do domu poczułem jak łzy zaczynają spływać po moich policzkach. Zatrzymałem się, nie chcąc spowodować żadnego wypadku. Lubiłem Louisa i chciałem by to zauważył. Teraz dla mnie to była tylko gra i nic więcej. Ale nie mam pojęcia czy mówiłem to sobie tylko, żeby poczuć się lepiej, czy może wciąż go lubiłem. Nie miałem pojęcia, ale z pewnością, on nie czuł do mnie tego samego.
Wyciągnąłem telefon i zdecydowałem się napisać do Zayna.
Harry – Hej, Zayn. Czy Louis staje się tak samo łatwo zazdrosny jak Niall?
Zayn – Tak, a nawet jeszcze bardziej, a co? Och, chyba wiem dlaczego…
Harry – Taa… Więc wciąż potrzebujesz tej przysługi? ;)
Zayn – Potrzebuję. Tak długo jak tego chcesz jestem chętny.
Harry – Definitywnie chcę tego.
Zayn – Świetnie. Louis jest w domu cały czas, a Niall praktycznie cały czas. Tylko upewnij się, żeby przyjść, wtedy gdy Liam nie jest z Niallem.
Harry – Okej, postaram się. :) Dzięki, Zayn.
Zayn – Nie, to ja dziękuję tobie. Ty będziesz szczęśliwy i ja. Jesteśmy kwita.
Harry – Tak, tak. Narka.
Zayn – Pa.
Uśmiechnąłem się i włożyłem telefon z powrotem do kieszeni. W końcu Louis miał dostać za swoje. Z pewnością Liam na tym ucierpi, ale tak było dla niego najlepiej; dla Nialla zresztą też. Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej na słowa Jesteśmy kwita. Zachichotałem maniakalnie i wróciłem na drogę do domu. – Jeszcze bardziej niż myślisz. – Szepnąłem i uśmiechnąłem się do siebie. Louis w końcu dostanie niezłego kopa w tyłek i to się nazywa złamane serce. Nie ważne czy mnie lubił, czy nie; będzie źle się z tym czuł i będzie zazdrosny jak ja dzisiaj rano. – Uważaj, Tommo, twoje serduszko jest następne w kolejce – powiedziałem do nosem i docisnąłem mocniej pedał gazu.
-
Cholera. Cholera. Wszystko się pierdoli.
Kiedy odjechałem do domu, wiedziałem, że nie uniknę spotkania z Liamem. Pamiętam jak wychodziłem z pokoju Louisa i zobaczyłem Liama z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Boże, tkwiłem w jakimś totalnym gównie. Przecież byłem z Louisem tylko dlatego, żeby się na nim zemścić i sprawić by się we mnie zakochał. Ugh, życie jest do dupy; Louis jest do dupy.
Przyjechałem pod dom, zaparkowałem samochód i chciałem jak najszybciej pobiec do środka, ale zamiast tego siedziałem bezsilnie w samochodzie. Liam był mocno wkurzony, kiedy wychodziłem, a Louis zraniony. Chwila, dlaczego mnie to w ogóle obchodzi? Ale prawda jest taka, że obchodziło mnie to. Kiedy nie krzywdziłem Louisa, krzywdziłem za to Liama, będąc z nim, a Li był moim najlepszym przyjacielem, kiedy Louis był, hm, Louisem.
Jęknąłem, spuszczając głowę w dół i opierając ją o kierownicę, aż zatrąbiłem. Nie miałem pojęcia ile jeszcze tam siedziałem, dopóki nie zobaczyłem samochodu Liama na podjeździe. Świetnie, nawet nie miałem ochoty tu być. Mogę wrócić i wtulić się w Louisa? Czekaj, Harry… Nie możesz. W sumie to chyba rozmowa z Liamem będzie lepszym rozwiązaniem.
~*~
- Przepraszam – wymamrotałem po raz setny, kiedy on wciąż patrzył się na mnie tymi czekoladowymi oczami małego psiaka.
- Nie, Harry! Obiecałeś, że robisz to tylko dla zemsty, a wszystko co widziałem to to jak się miziacie. Co to jest, do kurwy nędzy! Dobrze wiesz co mi zrobił, ty draniu! Chociaż nie, wiesz co, wracaj do tej małej dziwki, co to w ogóle mnie obchodzi?! Przecież tego chcesz! – Liam krzyknął, na co spojrzałem na niego skruszony.
- Li, proszę! Przysięgam, że nie jestem w nim zakochany! Po prostu dobrze kłamie. Obiecuję, że już do niego nie napiszę. – Wyszeptałem i ciężko westchnąłem.
- Jeżeli nie będziesz do niego pisał, jak ma się w tobie zakochać?
-Nie jestem w nim zakochany, po prostu jest przystojny i dobrze przytula, to wszystko. – Krzyknąłem i wstałem z kanapy. Przejechał dłonią po swoich ciemnych włosach i spojrzał na mnie.
- Obiecaj mi, że się nie zakochasz. Po prostu, obiecaj. Proszę. Nie chcę patrzeć na to jak Louis po raz kolejny łamie komuś serce, a przede wszystkim nie tobie, więc proszę. – powiedział, na co odpowiedziałem mu, podchodząc i owijając swoje ramiona wokół niego.
- Liam, obiecuję. Louis mnie nie kręci, a nawet jeżeli zacznie, to szybko się z tego wywiążę. Przysięgam. – Cholernie dobrze wiedziałem, że to było jedno wielkie kłamstwo, ale mogłem spróbować, prawda? Liam oddał uścisk, po czym ciężko westchnął i ucałował mnie w czoło. – Pójdę wziąć prysznic, okej? – powiedziałem, odsuwając się od niego i poszedłem do łazienki.
Poczułem jak telefon wibruje w mojej kieszeni i otworzyłem szybko wiadomość, zgadując, że jest ona od Lou- Zayn?! Skąd on, kurwa, ma mój numer? Pewnie od Louisa, ale czego chce?
Zayn – Więc ty i Louis, huh? A, z tej strony Zayn.
Harry – Um, skąd masz mój numer? I nie, nie jesteśmy razem. Wcale…
Zayn – Przestań kłamać i od Louisa.
Harry – Nie kłamię… Jesteśmy tylko przyjaciółmi… z korzyściami.
Zayn – Mógłbym dołączyć? ;)
Harry – Jasne ;) Ale, czekaj, czy ty przypadkiem nie szalejesz za Niallem?
Zayn – Tak, to prawda, ale aktualnie umawia się z twoim przyjacielem, Liamem.
Harry – Racja… Wolałbym, żeby tego nie robił.
Zayn – Naprawdę? Dlaczego?
Harry – To oczywiste, że cię lubi; poza tym raz już go oszukał, więc czemu nie miałby zrobić tego ponownie, dlatego.
Zayn – Oh, więc może chciałbyś wyświadczyć mi pewnego rodzaju przysługę?
Harry - … Jaką przysługę?
Zayn – Sprawić by zerwali ze sobą.
Harry – Ha. Okej, ale jak?
Zayn – Mój Nialler łatwo jest zazdrosny, więc może jeśli byśmy trochę poflirtowali ze sobą na jego oczach, zerwałby z nim, ponieważ sam chciałby się znaleźć na twoim miejscu i, bum, przestają się ze sobą umawiać. Ty jesteś szczęśliwy i ja też.
Harry – Tylko po to do mnie pisałeś, huh? -.-
Zayn - …Taa…
Harry – Pomyślę o tym, a teraz idę wziąć prysznic. Na razie, Zayn.
Zayn – Zastanów się naprawdę dobrze. To zadowoli nas obu ;)
Odłożyłem telefon i wzdrygnąłem się na samą myśl o tym co właśnie miało miejsce. Nienawidziłem Nialla. Znaczy, może i był słodki, ale nie po tym co zrobił Liamowi, jak i mi, sprawiając, że znienawidziłem Louisa.
Ale nie mogłem powiedzieć sobie prosto w twarz, że nienawidziłem Louisa, ponieważ była to jedna wielka bzdura. Mimo, że czasami działał mi na nerwy, nie należał do najgorszych. Może gdyby się we mnie zakochał, zmieniłby się i uspokoił. Nie mam pojęcia. Być może. Ale tylko może.
~*~
~ Louis ~
Harry – Wpadnę rano, okej?
Louis - ;))))))) Okejkaaaa, pewnie. Do zobaczenia, kocieeee ;) 8=====D
Harry – Okej. Pijany Louisie, idź spać. Xx
Louis – Hehehehehjnd, okejalkdf
Odłożyłem swój telefon na podłogę, po czym wspiąłem się na łóżko.
- Cześć – wymamrotałem, dostając lekkich zawrotów głowy na widok przystojnego chłopaka, który właśnie leżał pode mną nagi na moim łóżku. Boże, był naprawdę gorący, ale, chwila, Harry będzie wkurzony. Louis, przecież kochasz Harry’ego. Ale z ciebie idiota.
- Myślę, że wypiłeś już wystarczająco dużo, kochanie – zwrócił się do mnie brunet i podczołgał, aby zabrać mi mój kieliszek z winem i odłożyć go na stolik.
- Nieeeeeee! Moje wino – jęknąłem, na co zachichotał.
Odwróciłem zwoją głowę i wszystko było rozmazane. Whoa, chyba coś sobie skręciłem haha, skręciłem. Chcę, żeby Harry skręcał sobie głowę, obciągając mi, haha. A kiedy tak myślałem, poczułem ciepłe usta na swoich. – Smakujesz alkoholem – chłopak szepnął w moje usta, a ja uśmiechnąłem się. Ugh, to było nie w porządku, ale było mi tak dobrze i byłem tak napalony, więc miałem to gdzieś.
Złapałem go za włosy i mocno popchnąłem go na materac. Wspiąłem się na niego i złączyłem nasz usta. Nie były takie jak miał Harry – delikatne, miękkie i gładkie; smakowały cynamonem i herbatą.
Jęknął, kiedy zacząłem ocierać się o wybrzuszenie w jego spodniach. – Boże, Louis, mocniej. – Wymamrotał i zaczął rozpinać moją koszulę. Uśmiechnąłem się podczas pocałunku i odsunąłem się na chwilę, żeby mógł zdjąć moje spodnie.
Oboje byliśmy nadzy i, cholera, ten chłopak miał zajebiście dobre ciało, ale i tak tęskniłem za sześciopakiem Harry’ego. Pociągnął mnie nad siebie, na co zachichotałem. – Niecierpliwy – wymruczałem mu do ucha, a on zaczął delikatnie ssać skórę mojej szyi, sprawiając że jęczałem. Powoli sunąłem dłońmi w dół jego ciała, a chłopak drżał pod moim dotykiem.
Kiedy dotarłem do wewnętrznej strony jego uda i potarłem go kciukiem, usłyszałem jak jęknął z rozkoszy. – Nie drażnij się ze mną – syknął. Powoli przejechałem dłonią po jego długości, na co odpowiedział przeciągłym jękiem, przygryzając płatek mojego ucha.
Po kilku minutach, zatrzymał mnie i schylił się, wyjmując coś z kieszeni swoich jeansów. – Góra czy dół? – zapytał, trzymając w ręku tubkę lubrykantu.
- Góra, zawsze góruję – powiedziałem przekornie, uśmiechając się szeroko do chłopaka.
~*~
Następnego dnia
Poczułem jakieś ciepłe ciało, oplatające mnie w pasie i przysunąłem się bliżej, myśląc że to Harry. Ale kiedy przerzuciłem ramię na jego drugą stronę, zauważyłem że nie było ono długie, a nasze nogi nie leżały splątane, jak to zwykle bywało.
- CHOLERA JASNA! – krzyknąłem i spadłem z łóżka. Głowa zaczęła mi pulsować nie tylko od uderzenia, ale również od potwornego kaca.
- Wszystko w porządku, kochanie? – zapytał nieznajomy mi głos. Spojrzałem w dół i zobaczyłem swoje nagie ciało, cholera, proszę, nie.
- Kim ty, do kurwy nędzy, jesteś?! – zakląłem, a chłopak potrząsnął głową w zdziwieniu.
- Nie pamiętasz? Jestem Josh. Poszliśmy do ciebie, kiedy wyciągnąłeś mnie z baru.
Uderzyłem się mocno w twarz i jęknąłm.
- Wyjdź, teraz. – warknąłem, przymykając oczy.
- Ale…
- Kurwa, wyjdź. – powtórzyłem, na co chłopak ciężko westchnął.
Podniosłem się na nogi i obserwowałem jak chłopak zbiera swoje rzeczy. – A teraz grzecznie pokażę ci, gdzie są drzwi. – syknąłem.
- Ludzie mają rację względem ciebie – wymamrotał pod nosem. Przewróciłem tylko oczami, z wielką ochotą uderzenia go, ale powstrzymałem się, powoli odprowadzając go do wyjścia.
- Nigdy nie wracaj i się do mnie nie odzywaj – uśmiechnąłem się szyderczo i otworzyłem mu drzwi.
W tym samym momencie, moim oczom ukazał się szczupły chłopak, na którego twarz nachodziły pojedyncze loczki. – Och, cześć, Louis! Przyszedłem trochę wcześniej, ponie- Zatrzymał się wpół słowa, lustrując mnie wzrokiem. O, cholera, dlaczego Harry tu był?! Gapił się na mnie, a potem na Josha. Oczy miał szeroko otwarte ze zdziwienia, badając wzrokiem moje nagie ciało pokryte malinkami oraz innymi śladami chłopaka i roztrzepane włosy.
- Wyjdź – warknął do szatyna, który skinął głową i uciekł. Harry wszedł do środka, zatrzaskując za sobą drzwi i złapał mnie za nadgarstek, prowadząc do mojej sypialni. Kiedy weszliśmy, zamknął kolejne drzwi i zerknął dookoła na mój syf – nie pościelone łóżko, pusta tubka lubrykantu, leżąca na podłodze.
A ja po prostu tam stałem, nie będąc w stanie się poruszyć. Po kilku minutach ciszy spojrzał na mnie. - Co. To. Kurwa. Jest. – Jego oczy wręcz płonęły ze złości. Zastygłem.
- J-ja nawet nie pamiętam! Byłem pijany i nic nie pamiętam. Przysięgam! – krzyknąłem, czując jak moje oczy stają się wilgotne.
- Nie było mnie przez kilka dni i nie mogłeś wytrzymać?! – zganił mnie, a ja trząsłem się ze strachu, gdy zaczął podchodzić coraz bliżej. Był jeszcze bardziej przerażający, kiedy się złościł; przede wszystkim chyba dlatego, że sporo mnie przewyższał.
- Przepraszam – wymamrotałem i spuściłem głowę w dół, lecz nagle coś mnie olśniło. – Chwila! Dlaczego na mnie krzyczysz? Nie jesteśmy w jakimś pierdolonym związku, więc dlaczego obchodzi cię fakt, że przespałem się z kimś innym?! Umowa nie zobowiązuje do pieprzenia się tylko z jedną osobą.- Krzyknąłem, ale szybko tego pożałowałem, widząc w jego oczach ból i drżącą dolną wargę, którą starał się przygryźć.
- Myślałem… Myślałem… Wiesz co, pieprz się Louis. To oczywiste dlaczego nie możesz sobie nikogo znaleźć, ponieważ za każdym razem, kiedy ktoś się do ciebie zbliży, odwracasz się napięcie i wszystko pierdolisz. Musisz być niezłym, bezmózgim kutasem. I wiesz co, zakochiwałem się w tobie! Ha. Do zobaczenia wkrótce, kolego. Gra wciąż aktualna, ale pamiętaj, że już zawsze pozostanie tylko grą. – Wykrzyczał mi prosto w twarz i opuścił mieszkanie.
Osunąłem się na podłogę i zacząłem szlochać. Dlaczego płakałem? Często ludzie mnie wyzywali i ani razu nie czułem się winny, czy nie płakałem. Kiedy usłyszałem jak jego samochód odjeżdża spod domu, zacząłem płakać jeszcze bardziej. Słowa odbijały się echem w mojej głowie.
I wiesz co, zakochiwałem się w tobie!
…ale pamiętaj, że już zawsze pozostanie tylko grą.
Czyli naprawdę się we mnie zakochiwał? Otarłem oczy, pociągnąłem nosem i wstałem, opadając tym razem na łóżko. Dlaczego to tak mnie bolało? Przecież to tylko gra, prawda? Gra, która miała złamać komuś serce i w tym momencie wyglądało na to, że mści się właśnie na mnie. Dlaczego?
Jeszcze raz przeanalizowałem słowa Harry’ego i coś mi się przypomniało. Zakochiwał się we mnie, czyli mój plan działał, ale niepokoiło mnie jedno. Dlaczego cały w środku byłem rozbity, dlaczego bolał mnie fakt, że Harry się wkurzył na mnie, dlaczego czułem się winny.
Zakochiwałem się w Harrym Stylesie. I to bardzo, bardzo mocno. Zakochiwałem się w nim. Wiele razy próbowałem temu zaprzeczyć, ale to wracało do mnie jak bumerang. Nie chciałem w to wierzyć, ale to najczystsza prawda. Nie chciałem się do tego przyznawać, ponieważ Harry by wygrał, a teraz z pewnością nie czuł do mnie tego samego.
Spieprzyłem. Spieprzyłem to po całości. Wciąż mieliśmy się spotykać, ale to nie będzie bogate w te wszystkie romantyczne pierdoły, które mieliśmy w zwyczaju robić. Będzie inaczej, mniej namiętnie. To jak uprawiać seks z prostytutką, a tego właśnie nie chciałem. Ale spieprzyłem i mam teraz to co mam. Brawo, Tomlinson. Właśnie straciłeś wszelkie szanse na faceta, który mógł uleczyć twoje złamane serce, a przez twoją głupotę, łamie ci je podwójnie. A teraz leżałem w łóżku, myśląc nad wszystkim co mógłbym dalej z tym zrobić.
~*~
~ Harry ~
Byłem wkurzony! Nie mogłem uwierzyć, że zakochiwałem się w Louisie Tomlinsonie. Powinienem był to przewidzieć. To bolało – patrzenie na niego z innym, nawet jeśli był wtedy pijany, to wciąż on. Miałem wrażenie, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce.
W drodze do domu poczułem jak łzy zaczynają spływać po moich policzkach. Zatrzymałem się, nie chcąc spowodować żadnego wypadku. Lubiłem Louisa i chciałem by to zauważył. Teraz dla mnie to była tylko gra i nic więcej. Ale nie mam pojęcia czy mówiłem to sobie tylko, żeby poczuć się lepiej, czy może wciąż go lubiłem. Nie miałem pojęcia, ale z pewnością, on nie czuł do mnie tego samego.
Wyciągnąłem telefon i zdecydowałem się napisać do Zayna.
Harry – Hej, Zayn. Czy Louis staje się tak samo łatwo zazdrosny jak Niall?
Zayn – Tak, a nawet jeszcze bardziej, a co? Och, chyba wiem dlaczego…
Harry – Taa… Więc wciąż potrzebujesz tej przysługi? ;)
Zayn – Potrzebuję. Tak długo jak tego chcesz jestem chętny.
Harry – Definitywnie chcę tego.
Zayn – Świetnie. Louis jest w domu cały czas, a Niall praktycznie cały czas. Tylko upewnij się, żeby przyjść, wtedy gdy Liam nie jest z Niallem.
Harry – Okej, postaram się. :) Dzięki, Zayn.
Zayn – Nie, to ja dziękuję tobie. Ty będziesz szczęśliwy i ja. Jesteśmy kwita.
Harry – Tak, tak. Narka.
Zayn – Pa.
Uśmiechnąłem się i włożyłem telefon z powrotem do kieszeni. W końcu Louis miał dostać za swoje. Z pewnością Liam na tym ucierpi, ale tak było dla niego najlepiej; dla Nialla zresztą też. Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej na słowa Jesteśmy kwita. Zachichotałem maniakalnie i wróciłem na drogę do domu. – Jeszcze bardziej niż myślisz. – Szepnąłem i uśmiechnąłem się do siebie. Louis w końcu dostanie niezłego kopa w tyłek i to się nazywa złamane serce. Nie ważne czy mnie lubił, czy nie; będzie źle się z tym czuł i będzie zazdrosny jak ja dzisiaj rano. – Uważaj, Tommo, twoje serduszko jest następne w kolejce – powiedziałem do nosem i docisnąłem mocniej pedał gazu.
-
9
~Harry~
- Hazza. Haz. Hazza, misiaczku. – Szeptał do mojego ucha słodki głos.
- Mmm… - wymruczałem w poduszkę, naciągając jeszcze bardziej na siebie kołdrę.
- Kochanie, to ja. Przyszedłem za wszystko przeprosić. – Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i zobaczyłem jak się nade mną pochyla. Jego błyszczące jak ocean oczy hipnotyzowały mnie, a kąciki ust miał lekko uniesione do góry. Kolczyk w ustach idealnie komponował się z ich różowym kolorem. Brązowe kosmyki miał w nieładzie, a grzywka delikatnie opadała mu na prawą skroń. Muśnięta słońcem skóra, pokryta tatuażami mieniła się, oświetlając mój pokój.
Uśmiechnął się, po czym pochylił i złożył pocałunek na moich ustach. Zamarłem. Jak on w ogóle się tu dostał? – Jak wszedłeś? – Liam najprawdopodobniej nie mógł go wpuścić.
- Tym się nie martw. Przepraszam cię za wszystko – wyszeptał i ostrożnie pocałował mnie w czoło. Jego drobna i aksamitna dłoń gładziła moją twarz.
- N-nie wierzę ci – odpowiedziałem, zamykając oczy.
- Harry, proszę. Ja… - zatrzymał się i spojrzał na mnie. – Nie chcę tego – nachylił się. – Nie chcę, żeby to było tylko grą. – Otworzyłem szeroko usta ze zdziwienia. Nie kłamał? – Chciałbym zacząć od początku. Chciałbym być kimś więcej niż tylko zabawką i nie chcę już nigdy łamać nikomu serca, a przed wszystkim nie tobie. Chcę, aby moje serce należało do ciebie, a twoje do mnie. Możemy zacząć od początku, proszę – wyszeptał.
- J-ja… Louis, kłamiesz czy mówisz to wszystko naprawdę? – zapytałem, na co zachichotał i zaczął nucić melodię.
If you’re pretending from the start like this,
With a tight grip, then my kiss
Can mend your broken heart
I might miss everything you said to me
And I can lend you broken parts
That might fit like this
And I will give you all my heart
So we can start it all over again
Kiedy zaśpiewał ostatni wers pochylił się i pocałował mnie. Matko, jego usta były takie miękkie, a jego kolczyk tak seksownie ocierał się o moje usta, kiedy poruszały się w idealnej harmonii. Odsunął się lekko i uroczo uśmiechnął. – Proszę, Harry – szepnął, a ja kiwnąłem głową w geście wybaczenia.
- Kocham Cię, Louis. – Wyznałem.
- Tak samo jak ja kocham ciebie, zawsze cię kochałem.
Uśmiechnąłem się, co mój ukochany odwzajemnił i szepnął – Hazza.
- Co?
- Harold. Harry. HAZZA, DO CHOLERY!
~*~
Spadłem z łóżka i w panice owijając wokół siebie prześcieradło. Kurwa, to był tylko sen? Tak bardzo chciałem, żeby był prawdziwy, cholera. Podniosłem swój wzrok i ujrzałem Liama, mającego całkiem niezły ubaw. – Dobry sen? – zachichotał, a ja przewróciłem oczami, wstając na nogi i ułożyłem kołdrę z powrotem na łóżku.
- Tak szczerze to był zajebiście dobry, ale nigdy się nie spełni – warknąłem i przeszedłem obok. Wtedy złapał mnie za rękę.
- Czekaj. Przyszedłem ci powiedzieć, że nie będzie mnie przez kilka dnia. Jadę odwiedzić swoją rodzinę w New Mexico. – Chłopak uśmiechnął się szeroko. Tak, to był idealny pomysł.
- Aw, naprawdę? – zapytałem marszcząc czoło, ale w głębi duszy cieszyłem się jak mała dziewczynka.
- Tak , więc przypilnuj Nialla za mnie – odpowiedział, a ja po raz kolejny przewróciłem oczami.
- Li, przecież oficjalnie nie jesteście razem – rzekłem, a on ciężko westchnął.
- Tak myślałem… W każdym razie, jeśli zrobi cokolwiek, nie chcę mieć z nim nic więcej od czynienia. A teraz za trzydzieści minut mam samolot i za pięć będą moi rodzice, więc na razie! – I mocno mnie przytulił.
- Nie mogę oddychać – wysapałem i wtedy wypuścił mnie, śmiejąc się.
- Pa, Hazza. Ach, i niech lepiej pomiędzy tobą a Louisem nic więcej się nie dzieje pod moją nieobecność. – Warknął jego imię z niesmakiem, a ja nie miałem pojęcia dlaczego wciąż go to tak drażniło. Przecież on… A dobra, to w końcu Liam. Ugh, chciałbym żeby Louis nigdy z nim nie był. Cholera, to rujnowało wszystkie moje dotychczasowe pomysły, ale w przynajmniej miałem tym sposobem szansę poznania go bez większych problemów.
- Cześć, Liam! Kocham cię! Trzymaj się! – krzyknąłem, kiedy już schodził po schodach.
- Będę! Zadzwonię, kiedy wyląduję! Pa! – I podekscytowany wyszedł z domu.
Odetchnąłem z ulgą i usłyszałem dzwonek telefonu dochodzący z łazienki. Przyspieszyłem kroku i zobaczyłem na wyświetlaczu imię Zayna.
- Halo?
- Hej, Harry. Z tej strony Zayn!
- Hej, Zayn! Chcesz coś?
- Niall właśnie mi powiedział, że Liam wyjeżdża na wakacje na kilka dni, więc myślałem, że może chciałbyś wpaść, no wiesz.
- Och! Czyli Niall i Louis są w domu?
- Louis wyszedł wczoraj późno w nocy i do tej pory nie wrócił, ale pisałem do Nialla i mówił, że będzie popołudniu w domu.
- Świetnie. Przyjdę, tylko jeszcze wezmę prysznic.
- Okej! Na razie, Haz.
Wzdrygnąłem się, kiedy użył zdrobnienia jakiego używał Louis. Po prostu w jego ustach nie brzmiał on tak dobrze; tylko wtedy kiedy Lou mnie tak nazywał. Jego anielski głos przyprawiał mnie o dreszcze i motylki w brzuchu.
- Och, pa.
Rozłączyłem się i westchnąłem. Poszedłem do łazienki i wskoczyłem pod prysznic. Czyli najprawdopodobniej przelecę Zayna (albo on mnie), świetnie. Znaczy, jest ładny i w ogóle, ale… ugh. Whatever, niech będzie.
~*~
~Zayn~
Uśmiechnąłem się i odłożyłem telefon n półkę. Zobaczyłem, że Niall mnie obserwuje. – Dlaczego jesteś cały w skowronkach? – zapytał i zauważyłem jak zazdrość przejmuje nad nim kontrolę. Uśmiechnąłem się
- Och. Mam dzisiaj randkę. Z Harrym Stylesem. – Odpowiedziałem mrucząc jego imię, na co Niall zrobił się cały czerwony. Czyli plan działa.
- Z Harrym?! Czy on nie umawia się z Louisem? – niemal krzyknął, a ja wywróciłem oczami jak gdyby nigdy nic.
- To tylko „przyjaciele z korzyściami”, tak jak wszyscy przyjaciele Louisa. Jeżeli w ogóle możesz nazywać Harry’ego jego przyjacielem. – Niall patrzył na mnie zdziwiony.
- Przyjaciele z korzyściami? Wydaje mi się, że nie to ostatnio widziałem. Louis wczoraj wyglądał na… zakochanego, kiedy Harry wyszedł – odpowiedział, a ja nie mogłem zareagować inaczej jak się uśmiechnąć. Miał rację. Nigdy nie widziałem, żeby Louis przez kogoś płakał. Ale dlaczego miałoby mnie to obchodzić; robiłem to tylko po to, by odzyskać Nialla. - To nie moja sprawa. W każdym razie będzie tu za dziesięć minut, więc, jak chcesz, moźesz zostać, ale ostrzegam, że może być głośno - oznajmiłem mu, znacząco poruszając przy tym brwiami i sekundę później wyskoczył z pokoju jak poparzony.
- Zostaję! - krzyknął i zatrzasnął za sobą drzwi do sypialni.
Świetnie. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Niall stanie się przez to wszystko jeszcze bardziej zazdrosny, zacznie krzyczeć na Harry’ego, może nawet go uderzy, ale potem mnie pocałuje i przyzna, że kocha mnie równie mocno. To był plan idealny.
~*~
~Niall~
- Harry? Ze wszystkich to musiał być właśnie Harry? – jęknąłem i uderzyłem pięścią w ścianę, lekko ją wgniatając. – Ał, kurwa – mruknąłem, podnosząc obolałą dłoń. Potrząsnąłem nią i opadłem na łóżko.
Tak nie powinno być. Chociaż, dlaczego mnie to obchodzi? Mam Liam. Ale Liam to nie Zayn; jest za słodki i za miły – zupełnie nie w moim typie. Sądzę, że potrzebowałem kogoś w zamian, kiedy Zayn zaczął się ode mnie oddalać.
Nie rozumiem, dlaczego po prostu nie przyjdzie, nie pocałuje mnie i nie powie, że mnie kocha. (dop. tł. Ja również, Niall…) No, kurwa, dlaczego. Jestem niemal pewien, że Zayn i Harry nie zrobią tego, gdy wróci Louis; nie pozwoli na to. Znam Louisa lepiej niż ktokolwiek i wiem, że cholernie cierpiał, kiedy Harry zostawił go ostatnio.
Mógł temu zaprzeczyć, ale widziałem to w jego oczach, gdy zatrzasnęły się za nim drzwi. Był zakochany i w końcu zraniony, nie ranił. Źle się czułem z tą myślą, ale z drugiej strony, dobrze mu tak. Kiedy Liam wróci z New Mexico też muszę mu powiedzieć, że nie jestem nim zainteresowany; może moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Ale Zayn był mój i niczyj więcej. Matko, Louis, wracaj do domu.
~*~
~Harry~
Wjechałem na znajomy podjazd i wyszedłem z samochodu. Spojrzałem w okno i poprawiłem grzywkę, zanim wszedłem po schodach. Zadzwoniłem do drzwi i w mgnieniu oka otworzyłey się, a za nimi zobaczyłem Zayna oraz Nialla gdzieś w oddali.
- Wchodź, wchodź do środka Hazza! – przywitał mnie dumnie, po czym wyszeptał. – Możesz mówić na mnie Zaynie. – Odsunął się, a ja skinąłem głową.
- Cześć Niall – pomachałem do chłopaka, ale tylko pokazał mi środkowy palec, a ja wszedłem do kuchni. Zgaduję, że plan działał, ale gdzie Louis?
- Możemy obejrzeć jakiś film, jeśli chcesz – zaproponował.
- Tak, jasne. Wybiorę nam coś, a ty zrób popcorn.
Starałem się poszukać filmu, który choć odrobinę by mnie podniecił, ale wszystkiego które stały na półce to albo horrory, albo filmy akcji. Westchnąłem, poddając się i sięgnąłem po Avengersów.
Chwilę później wszedł Zayn z miską popcornu i usiadł obok. Nie musieliśmy czekać długo by Niall pojawił się w naszym towarzystwie, cicho przeklinając pod nosem. Świdrował mnie wzrokiem.
Zayn podniósł z podłogi koc, którym okrył naszą dwójkę, uśmiechając się. Odwzajemniłem go słabo, kiedy zaczął przesuwać dłonią po moim udzie. Ujrzałem jego twarz pełną satysfakcji i zadowolenia, gdy dotarł do wypuklenia w moich spodniach. Cicho jęknąłem, co nie umknęło uwadze Nialla, który przeszył mnie wzrokiem, marszcząc brwi.
- Idę zrobić sobie coś do jedzenia – warknął i wyszedł z pokoju, czerwony ze złości.
- Może przenieśmy się w bardziej ustronne miejsce – wymruczał Zayn, prowadząc mnie do swojego pokoju.
Pachniał papierosami i wodą kolońską; nie tak jak Louisa – karmelem i herbatą. Zamknął za nami drzwi i niemal natychmiast przyparł mnie do ściany. – Spokojnie, tygrysie – zachichotałem, kiedy chłopak zaczął pieścić językiem moją szyję, powodując, że jęczałem jego imię.
- Jestem szybki, dasz radę dotrzymać mi kroku, Curly? – Zaczął rozpinać najpierw swoja, a potem moją koszulę.
- Spróbujmy – przytaknąłem.
Gwałtownie złączył nasze usta, wędrując dłońmi po moim ciele, kiedy ja oplatałem jego szyję, złączając nasz jeszcze bliżej. Jego język rozdzielił moje wargi, przedzierając się do środka. Walczyliśmy o dominację; badałem każdy zakątek jego ust – smakował papierosami i piwem, fuj. Podczas pocałunku zaczął odpinać guzik moich spodni.
Pomogłem mu w tym ześlizgują je z siebie, podczas gdy sam zrobił to samo. Czułem jak mój członek pulsuje z niecierpliwości, kiedy drażnił go swoją dłonią. Upadł na kolana i uśmiechnął się. – Zobaczmy, co chowasz pod spodem – szepnął uwodzicielsko, a ja odrzuciłem głowę do tyłu, kiedy zaczął przesuwać ręką w górę i w dół. – Duży, taki jak lubię… - warknął i zaczął szybciej pracować, sprawiając że krzyczałem jego imię. Przesunął językiem wzdłuż całej mojej długości, a pod jego gorącym oddechem, drżałem.
- Boże, Zayn – jęknąłem, a on tylko zachichotał. Wirował językiem wokół członka, a ja krzyczałem coraz głośniej. Było mi tak dobrze… Nawet nie kontrolowałem swoich odgłosów.
Złapałem go za włosy i pociągnąłem za głowę, tak aby pochłonął mnie całego. Zębami delikatnie się ze mną drażnił, a ja krzyczałem z rozkoszy. Czułem znajome ciepło gromadzące się w podbrzuszu, gdy dotykałem ścianek jego gardła.
- Zayn, ja-ja dochodzę - wymamrotałem i odrzuciłem głowę do tyłu.
Wciąż ssał mnie i lizał doprowadzając na szczyt, a w końcu nie wytrzymałem i wytrysnąłem ciepłym płynem do jego ust. Wyczyścił mnie do samego końca, po czym przyciągnąłem go do siebie, smakując tego co przed chwilą mu dałem.
Poprowadził mnie do łóżka i ściągnął z siebie bokserki, uwalniając swojego twardego penisa.
- Ja na górze - warknął, a ja mu tylko przytaknąłem. Wziął do ręki tubkę lubrykantu i podał w moją stronę. Odebrałem ją od niego, uśmiechając się i rozprowadzając go po swojej dłoni. Powoli owinąłem ją wokół jego członka, na co cicho jęknął. Zacząłem mu obciągać, ale szybko mnie powstrzymał.
- Wystarczy, odwróć się - rozkazał.
Wykonałem jego polecenie, tak że teraz klęczałem na kolanach z tyłkiem przed jego twarzą. Zastygłem, kiedy wsunął we mnie swój palec; nie spodziewałem się tego.
W końcu przyzwyczaiłem się i rozkoszowałem się ruchem jego palca; chwilę później dodał kolejne dwa. Krzyczałem, gdy przyspieszył - miałem wrażenie, że robił to z pierdoloną prędkością światła. - Zayn, pieprz mnie. Teraz - sapnąłem.
Czułem jak główką napiera na moje wejście i jęknąłem. - Nie drażnij się ze mną. Teraz! - krzyknąłem i w tym samym czasie poczułem jak wsuwa się we mnie; ból rozrywał mnie od środka. Kurwa. Zaczął powoli, pozwalając mi przyzwyczaić się do niego, ale gdy tylko wymknęło mi się z ust jego imię, uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Ująłem własnego członka i obciągałem sobie w rytmie jego pchnięć. Za każdym razem robił to szybciej i mocniej. - ZAYN - wrzasnąłem, kiedy obrał inny kąt, sprawiając mi jeszcze większą przyjemność. - O tak, właśnie tam. Kurwa - szeptałem pod nosem, przyspieszając swoje ruchy dłonią.
Pchnął we mnie jeszcze głębiej; myślałem, że już co najmniej pół ulicy mnie usłyszało, wiedziałem że się uśmiechał. Później wszystko zaczęło mi się zlewać w całość i po raz kolejny poczułem ucisk w brzuchu. - Zayn, dochodzę.
- Ja też - warknął i oboje doszliśmy równocześnie.
Leżeliśmy na łóżku, ciężko oddychając.
- Boże, to było niezłe - wymamrotał Zayn, a ja w odpowiedzi skinąłem mu głową.
Nigdy nie uprawiałem seksu z Louisem, ale wiedziałem, że jego obciąganie ustami było o wiele lepsze.
Wstałem i wyczyściłem się, ale wciąż obaj z Zaynem byliśmy nadzy.
- Dzięki, Harry, za wszystko - chłopak uśmiechnął się szeroko. Naciągnął na siebie czystą parę bokserek, a drugą rzucił mi.
- Dzięki - ubrałem się w nie szybko. Wyszedłem z pokoju, kompletnie nie przejmując się swoim wyglądem po niezłym seksie. Poczułem czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu i zobaczyłem Nialla. Kurwa.
- Tylko się pieprzyliśmy, jaki w tym problem? - zapytałem i poczułem jak został mi wymierzony siarczysty policzek. Ta mała dziwka właśnie mnie uderzyła. -CO DO KURWY! - krzyknąłem, a on tylko się uśmiechnął.
- Naucz się pieprzyć z innymi, koleś.
~*~
~ Zayn ~
Zobaczyłem jak Harry kieruje się w stronę kuchni, najprawdopodobniej po lód. W sumie przypuszczałem, że tak może się stać, więc nie byłem zbytnio zdziwiony.
- Co do jasnej cholery, Zayn?! - krzyknął Niall, podchodząc do mnie.
- Ale co? - udałem niewinnego.
- Wiesz co - spojrzał w dół, przygryzając dolną wargę.
Westchnąłem.
- Nie, nie wiem. - Tym razem spojrzał mi prosto w oczy.
- Zayn, lubię cię i nie chcę byś pieprzył nikogo innego poza mną - powiedział ze łzami w oczach, a dolna warga mu drżała. Wyglądał tak nawet całkiem seksownie.
- W końcu - szepnąłem, przytulając go. - Harry nic dla mnie nie znaczy i dobrze o tym wie. Nialler, chcę żebyś był tylko mój i niczyj więcej. Wybacz mi i zostań moim chłopakiem - powiedziałem mu na ucho.
- Oczywiście! - pisnął i pocałował mnie. Brakowało mi tego słodkiego smaku jego ust. Odwzajemniłem go i poprowadziłem do siebie.
- Czas na naszą kolej, Nialler - poruszyłem znacząco brwiami.
- Mogę być na górze? - zapytał, a ja zachichotałem.
- Dla własnego chłopaka, wszystko.
W końcu byłem szczęśliwy i Niall był mój. Plan zadziałał idealnie, ale nie wiem jak z Harrym.
~*~
~Louis~
Siedziałem w pokoju kompletnie zdruzgotany po tym, co przed chwilą usłyszałem. Nikt nie wiedział, że wróciłem, a słyszałem wszystko. Nie mogłem uwierzyć w to, że Zayn przeleciał Harry’ego, kiedy wiedział, że czuję do niego coś więcej. Boże, przyznałem się nawet do tego samemu sobie - zakochuję się w nim. A tak właściwie to już jestem zakochany w Harrym. Kurwa, ta gra to jakiś koszmar.
Westchnąłem i ułożyłem twarz w dłoniach, pociągając nosem. Jestem takim idiotą, chciałbym móc zacząć wszystko od początku. Chciałem tego, chciałem, żebyśmy byli kimś więcej niż przyjaciółmi z korzyściami, chciałem, żeby to było czymś więcej niż tylko grą.
Ale nigdy się do tego nie przyznam, ponieważ bym przegrał, a po drugie, on i tak nie czuł tego samego. Musiałem to jakoś przetrwać i grać. Musiałem.
Powoli wstałem ocierając łzy i poprawiając włosy oraz kolczyk. Wyszedłem z pokoju i zaraz zobaczyłem Harry’ego z loczkami powykręcanymi w każdą stronę. Jebana fryzura „po seksie” i to nie byłem ja. Wkurzyłem się i chciałem się zemścić. Cholera, nawet tego z nim nie robiłem, a pragnę go. Boże, zauważył mnie.
- Och, cześć, Louis – przywitał się ze mną, uśmiechając się. Przewróciłem oczami i usiadłem od niego najdalej jak tylko mogłem.
- Dlaczego tu jesteś, nie dzwoniłem – warknąłem, ale przecież oczywiście dobrze, wiedziałem dlaczego tu jest.
- Nie muszę pieprzyć tylko ciebie, pamiętaj. Znudziło mi się i już dłużej mi się nie podobasz, więc spróbowałem z Zaynem. – Ała. To zabolało i na dodatek przyznał to z taką łatwością. Mała dziweczka.
- Och. On i Niall są teraz razem. Powinieneś przekazać wieści Liamowi – syknął, wpatrując się w telewizor.
- Niall jutro do niego zadzwoni, więc nie ma takiej potrzeby. – Wywróciłem oczami, bawiąc się moim kolczykiem na ustach. Głupi Harry, głupi Zayn. Głupie wszystko. Pierdolić życie. – Gra wciąż aktualna – wymamrotał.
- Chyba wiem, Curly. – Usłyszałem ciche westchnienie. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jak bawi się swoimi palcami.
- Co? - zapytałem, a on tylko potrząsnął głową.
- Nic - wymamrotał w odpowiedzi.
Siedzieliśmy w takiej ciszy przez dłuższy czas i w końcu miałem dość. - Wychodzę. Powiedz chłopakom, że sobie gdzieś poszedłem. Zadzwoń kiedy będziesz czegoś potrzebował - syknąłem i wyszedłem za drzwi. Pomacałem kieszenie i zorientowałem się, że klucze zostały w pokoju. Kurwa.
Wróciłem się i zobaczyłem w progu uśmiechniętego Harry’ego.
- Czyżbyś czegoś zapomniał? - zapytał, obracając klucze w ręce. Uśmiechnąłem się ironicznie.
- Ta, rzeczywiście - odpowiedziałem i wyrwałem mu je. - Na razie, Curly.
Nie miałem pojęcia dokąd pójdę, ale od razu wsiadłem do samochodu. Chyba pojadę do baru i tam zostanę, znaczy do takiego 24/7. Odjechałem ze łzami w oczach rozmazując swój eyeliner.
Cholera, dlaczego ja w to gram! To pali mnie od środka, karma przyszła po mnie i teraz dostaję po dupie. Teraz wiem jak czuli się wszyscy inni; byłem takim dupkiem, ekhem, jestem. Otarłem łzy. Pierdolić Harry’ego, pierdolić cała resztę.
-
- Hazza. Haz. Hazza, misiaczku. – Szeptał do mojego ucha słodki głos.
- Mmm… - wymruczałem w poduszkę, naciągając jeszcze bardziej na siebie kołdrę.
- Kochanie, to ja. Przyszedłem za wszystko przeprosić. – Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i zobaczyłem jak się nade mną pochyla. Jego błyszczące jak ocean oczy hipnotyzowały mnie, a kąciki ust miał lekko uniesione do góry. Kolczyk w ustach idealnie komponował się z ich różowym kolorem. Brązowe kosmyki miał w nieładzie, a grzywka delikatnie opadała mu na prawą skroń. Muśnięta słońcem skóra, pokryta tatuażami mieniła się, oświetlając mój pokój.
Uśmiechnął się, po czym pochylił i złożył pocałunek na moich ustach. Zamarłem. Jak on w ogóle się tu dostał? – Jak wszedłeś? – Liam najprawdopodobniej nie mógł go wpuścić.
- Tym się nie martw. Przepraszam cię za wszystko – wyszeptał i ostrożnie pocałował mnie w czoło. Jego drobna i aksamitna dłoń gładziła moją twarz.
- N-nie wierzę ci – odpowiedziałem, zamykając oczy.
- Harry, proszę. Ja… - zatrzymał się i spojrzał na mnie. – Nie chcę tego – nachylił się. – Nie chcę, żeby to było tylko grą. – Otworzyłem szeroko usta ze zdziwienia. Nie kłamał? – Chciałbym zacząć od początku. Chciałbym być kimś więcej niż tylko zabawką i nie chcę już nigdy łamać nikomu serca, a przed wszystkim nie tobie. Chcę, aby moje serce należało do ciebie, a twoje do mnie. Możemy zacząć od początku, proszę – wyszeptał.
- J-ja… Louis, kłamiesz czy mówisz to wszystko naprawdę? – zapytałem, na co zachichotał i zaczął nucić melodię.
If you’re pretending from the start like this,
With a tight grip, then my kiss
Can mend your broken heart
I might miss everything you said to me
And I can lend you broken parts
That might fit like this
And I will give you all my heart
So we can start it all over again
Kiedy zaśpiewał ostatni wers pochylił się i pocałował mnie. Matko, jego usta były takie miękkie, a jego kolczyk tak seksownie ocierał się o moje usta, kiedy poruszały się w idealnej harmonii. Odsunął się lekko i uroczo uśmiechnął. – Proszę, Harry – szepnął, a ja kiwnąłem głową w geście wybaczenia.
- Kocham Cię, Louis. – Wyznałem.
- Tak samo jak ja kocham ciebie, zawsze cię kochałem.
Uśmiechnąłem się, co mój ukochany odwzajemnił i szepnął – Hazza.
- Co?
- Harold. Harry. HAZZA, DO CHOLERY!
~*~
Spadłem z łóżka i w panice owijając wokół siebie prześcieradło. Kurwa, to był tylko sen? Tak bardzo chciałem, żeby był prawdziwy, cholera. Podniosłem swój wzrok i ujrzałem Liama, mającego całkiem niezły ubaw. – Dobry sen? – zachichotał, a ja przewróciłem oczami, wstając na nogi i ułożyłem kołdrę z powrotem na łóżku.
- Tak szczerze to był zajebiście dobry, ale nigdy się nie spełni – warknąłem i przeszedłem obok. Wtedy złapał mnie za rękę.
- Czekaj. Przyszedłem ci powiedzieć, że nie będzie mnie przez kilka dnia. Jadę odwiedzić swoją rodzinę w New Mexico. – Chłopak uśmiechnął się szeroko. Tak, to był idealny pomysł.
- Aw, naprawdę? – zapytałem marszcząc czoło, ale w głębi duszy cieszyłem się jak mała dziewczynka.
- Tak , więc przypilnuj Nialla za mnie – odpowiedział, a ja po raz kolejny przewróciłem oczami.
- Li, przecież oficjalnie nie jesteście razem – rzekłem, a on ciężko westchnął.
- Tak myślałem… W każdym razie, jeśli zrobi cokolwiek, nie chcę mieć z nim nic więcej od czynienia. A teraz za trzydzieści minut mam samolot i za pięć będą moi rodzice, więc na razie! – I mocno mnie przytulił.
- Nie mogę oddychać – wysapałem i wtedy wypuścił mnie, śmiejąc się.
- Pa, Hazza. Ach, i niech lepiej pomiędzy tobą a Louisem nic więcej się nie dzieje pod moją nieobecność. – Warknął jego imię z niesmakiem, a ja nie miałem pojęcia dlaczego wciąż go to tak drażniło. Przecież on… A dobra, to w końcu Liam. Ugh, chciałbym żeby Louis nigdy z nim nie był. Cholera, to rujnowało wszystkie moje dotychczasowe pomysły, ale w przynajmniej miałem tym sposobem szansę poznania go bez większych problemów.
- Cześć, Liam! Kocham cię! Trzymaj się! – krzyknąłem, kiedy już schodził po schodach.
- Będę! Zadzwonię, kiedy wyląduję! Pa! – I podekscytowany wyszedł z domu.
Odetchnąłem z ulgą i usłyszałem dzwonek telefonu dochodzący z łazienki. Przyspieszyłem kroku i zobaczyłem na wyświetlaczu imię Zayna.
- Halo?
- Hej, Harry. Z tej strony Zayn!
- Hej, Zayn! Chcesz coś?
- Niall właśnie mi powiedział, że Liam wyjeżdża na wakacje na kilka dni, więc myślałem, że może chciałbyś wpaść, no wiesz.
- Och! Czyli Niall i Louis są w domu?
- Louis wyszedł wczoraj późno w nocy i do tej pory nie wrócił, ale pisałem do Nialla i mówił, że będzie popołudniu w domu.
- Świetnie. Przyjdę, tylko jeszcze wezmę prysznic.
- Okej! Na razie, Haz.
Wzdrygnąłem się, kiedy użył zdrobnienia jakiego używał Louis. Po prostu w jego ustach nie brzmiał on tak dobrze; tylko wtedy kiedy Lou mnie tak nazywał. Jego anielski głos przyprawiał mnie o dreszcze i motylki w brzuchu.
- Och, pa.
Rozłączyłem się i westchnąłem. Poszedłem do łazienki i wskoczyłem pod prysznic. Czyli najprawdopodobniej przelecę Zayna (albo on mnie), świetnie. Znaczy, jest ładny i w ogóle, ale… ugh. Whatever, niech będzie.
~*~
~Zayn~
Uśmiechnąłem się i odłożyłem telefon n półkę. Zobaczyłem, że Niall mnie obserwuje. – Dlaczego jesteś cały w skowronkach? – zapytał i zauważyłem jak zazdrość przejmuje nad nim kontrolę. Uśmiechnąłem się
- Och. Mam dzisiaj randkę. Z Harrym Stylesem. – Odpowiedziałem mrucząc jego imię, na co Niall zrobił się cały czerwony. Czyli plan działa.
- Z Harrym?! Czy on nie umawia się z Louisem? – niemal krzyknął, a ja wywróciłem oczami jak gdyby nigdy nic.
- To tylko „przyjaciele z korzyściami”, tak jak wszyscy przyjaciele Louisa. Jeżeli w ogóle możesz nazywać Harry’ego jego przyjacielem. – Niall patrzył na mnie zdziwiony.
- Przyjaciele z korzyściami? Wydaje mi się, że nie to ostatnio widziałem. Louis wczoraj wyglądał na… zakochanego, kiedy Harry wyszedł – odpowiedział, a ja nie mogłem zareagować inaczej jak się uśmiechnąć. Miał rację. Nigdy nie widziałem, żeby Louis przez kogoś płakał. Ale dlaczego miałoby mnie to obchodzić; robiłem to tylko po to, by odzyskać Nialla. - To nie moja sprawa. W każdym razie będzie tu za dziesięć minut, więc, jak chcesz, moźesz zostać, ale ostrzegam, że może być głośno - oznajmiłem mu, znacząco poruszając przy tym brwiami i sekundę później wyskoczył z pokoju jak poparzony.
- Zostaję! - krzyknął i zatrzasnął za sobą drzwi do sypialni.
Świetnie. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Niall stanie się przez to wszystko jeszcze bardziej zazdrosny, zacznie krzyczeć na Harry’ego, może nawet go uderzy, ale potem mnie pocałuje i przyzna, że kocha mnie równie mocno. To był plan idealny.
~*~
~Niall~
- Harry? Ze wszystkich to musiał być właśnie Harry? – jęknąłem i uderzyłem pięścią w ścianę, lekko ją wgniatając. – Ał, kurwa – mruknąłem, podnosząc obolałą dłoń. Potrząsnąłem nią i opadłem na łóżko.
Tak nie powinno być. Chociaż, dlaczego mnie to obchodzi? Mam Liam. Ale Liam to nie Zayn; jest za słodki i za miły – zupełnie nie w moim typie. Sądzę, że potrzebowałem kogoś w zamian, kiedy Zayn zaczął się ode mnie oddalać.
Nie rozumiem, dlaczego po prostu nie przyjdzie, nie pocałuje mnie i nie powie, że mnie kocha. (dop. tł. Ja również, Niall…) No, kurwa, dlaczego. Jestem niemal pewien, że Zayn i Harry nie zrobią tego, gdy wróci Louis; nie pozwoli na to. Znam Louisa lepiej niż ktokolwiek i wiem, że cholernie cierpiał, kiedy Harry zostawił go ostatnio.
Mógł temu zaprzeczyć, ale widziałem to w jego oczach, gdy zatrzasnęły się za nim drzwi. Był zakochany i w końcu zraniony, nie ranił. Źle się czułem z tą myślą, ale z drugiej strony, dobrze mu tak. Kiedy Liam wróci z New Mexico też muszę mu powiedzieć, że nie jestem nim zainteresowany; może moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Ale Zayn był mój i niczyj więcej. Matko, Louis, wracaj do domu.
~*~
~Harry~
Wjechałem na znajomy podjazd i wyszedłem z samochodu. Spojrzałem w okno i poprawiłem grzywkę, zanim wszedłem po schodach. Zadzwoniłem do drzwi i w mgnieniu oka otworzyłey się, a za nimi zobaczyłem Zayna oraz Nialla gdzieś w oddali.
- Wchodź, wchodź do środka Hazza! – przywitał mnie dumnie, po czym wyszeptał. – Możesz mówić na mnie Zaynie. – Odsunął się, a ja skinąłem głową.
- Cześć Niall – pomachałem do chłopaka, ale tylko pokazał mi środkowy palec, a ja wszedłem do kuchni. Zgaduję, że plan działał, ale gdzie Louis?
- Możemy obejrzeć jakiś film, jeśli chcesz – zaproponował.
- Tak, jasne. Wybiorę nam coś, a ty zrób popcorn.
Starałem się poszukać filmu, który choć odrobinę by mnie podniecił, ale wszystkiego które stały na półce to albo horrory, albo filmy akcji. Westchnąłem, poddając się i sięgnąłem po Avengersów.
Chwilę później wszedł Zayn z miską popcornu i usiadł obok. Nie musieliśmy czekać długo by Niall pojawił się w naszym towarzystwie, cicho przeklinając pod nosem. Świdrował mnie wzrokiem.
Zayn podniósł z podłogi koc, którym okrył naszą dwójkę, uśmiechając się. Odwzajemniłem go słabo, kiedy zaczął przesuwać dłonią po moim udzie. Ujrzałem jego twarz pełną satysfakcji i zadowolenia, gdy dotarł do wypuklenia w moich spodniach. Cicho jęknąłem, co nie umknęło uwadze Nialla, który przeszył mnie wzrokiem, marszcząc brwi.
- Idę zrobić sobie coś do jedzenia – warknął i wyszedł z pokoju, czerwony ze złości.
- Może przenieśmy się w bardziej ustronne miejsce – wymruczał Zayn, prowadząc mnie do swojego pokoju.
Pachniał papierosami i wodą kolońską; nie tak jak Louisa – karmelem i herbatą. Zamknął za nami drzwi i niemal natychmiast przyparł mnie do ściany. – Spokojnie, tygrysie – zachichotałem, kiedy chłopak zaczął pieścić językiem moją szyję, powodując, że jęczałem jego imię.
- Jestem szybki, dasz radę dotrzymać mi kroku, Curly? – Zaczął rozpinać najpierw swoja, a potem moją koszulę.
- Spróbujmy – przytaknąłem.
Gwałtownie złączył nasze usta, wędrując dłońmi po moim ciele, kiedy ja oplatałem jego szyję, złączając nasz jeszcze bliżej. Jego język rozdzielił moje wargi, przedzierając się do środka. Walczyliśmy o dominację; badałem każdy zakątek jego ust – smakował papierosami i piwem, fuj. Podczas pocałunku zaczął odpinać guzik moich spodni.
Pomogłem mu w tym ześlizgują je z siebie, podczas gdy sam zrobił to samo. Czułem jak mój członek pulsuje z niecierpliwości, kiedy drażnił go swoją dłonią. Upadł na kolana i uśmiechnął się. – Zobaczmy, co chowasz pod spodem – szepnął uwodzicielsko, a ja odrzuciłem głowę do tyłu, kiedy zaczął przesuwać ręką w górę i w dół. – Duży, taki jak lubię… - warknął i zaczął szybciej pracować, sprawiając że krzyczałem jego imię. Przesunął językiem wzdłuż całej mojej długości, a pod jego gorącym oddechem, drżałem.
- Boże, Zayn – jęknąłem, a on tylko zachichotał. Wirował językiem wokół członka, a ja krzyczałem coraz głośniej. Było mi tak dobrze… Nawet nie kontrolowałem swoich odgłosów.
Złapałem go za włosy i pociągnąłem za głowę, tak aby pochłonął mnie całego. Zębami delikatnie się ze mną drażnił, a ja krzyczałem z rozkoszy. Czułem znajome ciepło gromadzące się w podbrzuszu, gdy dotykałem ścianek jego gardła.
- Zayn, ja-ja dochodzę - wymamrotałem i odrzuciłem głowę do tyłu.
Wciąż ssał mnie i lizał doprowadzając na szczyt, a w końcu nie wytrzymałem i wytrysnąłem ciepłym płynem do jego ust. Wyczyścił mnie do samego końca, po czym przyciągnąłem go do siebie, smakując tego co przed chwilą mu dałem.
Poprowadził mnie do łóżka i ściągnął z siebie bokserki, uwalniając swojego twardego penisa.
- Ja na górze - warknął, a ja mu tylko przytaknąłem. Wziął do ręki tubkę lubrykantu i podał w moją stronę. Odebrałem ją od niego, uśmiechając się i rozprowadzając go po swojej dłoni. Powoli owinąłem ją wokół jego członka, na co cicho jęknął. Zacząłem mu obciągać, ale szybko mnie powstrzymał.
- Wystarczy, odwróć się - rozkazał.
Wykonałem jego polecenie, tak że teraz klęczałem na kolanach z tyłkiem przed jego twarzą. Zastygłem, kiedy wsunął we mnie swój palec; nie spodziewałem się tego.
W końcu przyzwyczaiłem się i rozkoszowałem się ruchem jego palca; chwilę później dodał kolejne dwa. Krzyczałem, gdy przyspieszył - miałem wrażenie, że robił to z pierdoloną prędkością światła. - Zayn, pieprz mnie. Teraz - sapnąłem.
Czułem jak główką napiera na moje wejście i jęknąłem. - Nie drażnij się ze mną. Teraz! - krzyknąłem i w tym samym czasie poczułem jak wsuwa się we mnie; ból rozrywał mnie od środka. Kurwa. Zaczął powoli, pozwalając mi przyzwyczaić się do niego, ale gdy tylko wymknęło mi się z ust jego imię, uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Ująłem własnego członka i obciągałem sobie w rytmie jego pchnięć. Za każdym razem robił to szybciej i mocniej. - ZAYN - wrzasnąłem, kiedy obrał inny kąt, sprawiając mi jeszcze większą przyjemność. - O tak, właśnie tam. Kurwa - szeptałem pod nosem, przyspieszając swoje ruchy dłonią.
Pchnął we mnie jeszcze głębiej; myślałem, że już co najmniej pół ulicy mnie usłyszało, wiedziałem że się uśmiechał. Później wszystko zaczęło mi się zlewać w całość i po raz kolejny poczułem ucisk w brzuchu. - Zayn, dochodzę.
- Ja też - warknął i oboje doszliśmy równocześnie.
Leżeliśmy na łóżku, ciężko oddychając.
- Boże, to było niezłe - wymamrotał Zayn, a ja w odpowiedzi skinąłem mu głową.
Nigdy nie uprawiałem seksu z Louisem, ale wiedziałem, że jego obciąganie ustami było o wiele lepsze.
Wstałem i wyczyściłem się, ale wciąż obaj z Zaynem byliśmy nadzy.
- Dzięki, Harry, za wszystko - chłopak uśmiechnął się szeroko. Naciągnął na siebie czystą parę bokserek, a drugą rzucił mi.
- Dzięki - ubrałem się w nie szybko. Wyszedłem z pokoju, kompletnie nie przejmując się swoim wyglądem po niezłym seksie. Poczułem czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu i zobaczyłem Nialla. Kurwa.
- Tylko się pieprzyliśmy, jaki w tym problem? - zapytałem i poczułem jak został mi wymierzony siarczysty policzek. Ta mała dziwka właśnie mnie uderzyła. -CO DO KURWY! - krzyknąłem, a on tylko się uśmiechnął.
- Naucz się pieprzyć z innymi, koleś.
~*~
~ Zayn ~
Zobaczyłem jak Harry kieruje się w stronę kuchni, najprawdopodobniej po lód. W sumie przypuszczałem, że tak może się stać, więc nie byłem zbytnio zdziwiony.
- Co do jasnej cholery, Zayn?! - krzyknął Niall, podchodząc do mnie.
- Ale co? - udałem niewinnego.
- Wiesz co - spojrzał w dół, przygryzając dolną wargę.
Westchnąłem.
- Nie, nie wiem. - Tym razem spojrzał mi prosto w oczy.
- Zayn, lubię cię i nie chcę byś pieprzył nikogo innego poza mną - powiedział ze łzami w oczach, a dolna warga mu drżała. Wyglądał tak nawet całkiem seksownie.
- W końcu - szepnąłem, przytulając go. - Harry nic dla mnie nie znaczy i dobrze o tym wie. Nialler, chcę żebyś był tylko mój i niczyj więcej. Wybacz mi i zostań moim chłopakiem - powiedziałem mu na ucho.
- Oczywiście! - pisnął i pocałował mnie. Brakowało mi tego słodkiego smaku jego ust. Odwzajemniłem go i poprowadziłem do siebie.
- Czas na naszą kolej, Nialler - poruszyłem znacząco brwiami.
- Mogę być na górze? - zapytał, a ja zachichotałem.
- Dla własnego chłopaka, wszystko.
W końcu byłem szczęśliwy i Niall był mój. Plan zadziałał idealnie, ale nie wiem jak z Harrym.
~*~
~Louis~
Siedziałem w pokoju kompletnie zdruzgotany po tym, co przed chwilą usłyszałem. Nikt nie wiedział, że wróciłem, a słyszałem wszystko. Nie mogłem uwierzyć w to, że Zayn przeleciał Harry’ego, kiedy wiedział, że czuję do niego coś więcej. Boże, przyznałem się nawet do tego samemu sobie - zakochuję się w nim. A tak właściwie to już jestem zakochany w Harrym. Kurwa, ta gra to jakiś koszmar.
Westchnąłem i ułożyłem twarz w dłoniach, pociągając nosem. Jestem takim idiotą, chciałbym móc zacząć wszystko od początku. Chciałem tego, chciałem, żebyśmy byli kimś więcej niż przyjaciółmi z korzyściami, chciałem, żeby to było czymś więcej niż tylko grą.
Ale nigdy się do tego nie przyznam, ponieważ bym przegrał, a po drugie, on i tak nie czuł tego samego. Musiałem to jakoś przetrwać i grać. Musiałem.
Powoli wstałem ocierając łzy i poprawiając włosy oraz kolczyk. Wyszedłem z pokoju i zaraz zobaczyłem Harry’ego z loczkami powykręcanymi w każdą stronę. Jebana fryzura „po seksie” i to nie byłem ja. Wkurzyłem się i chciałem się zemścić. Cholera, nawet tego z nim nie robiłem, a pragnę go. Boże, zauważył mnie.
- Och, cześć, Louis – przywitał się ze mną, uśmiechając się. Przewróciłem oczami i usiadłem od niego najdalej jak tylko mogłem.
- Dlaczego tu jesteś, nie dzwoniłem – warknąłem, ale przecież oczywiście dobrze, wiedziałem dlaczego tu jest.
- Nie muszę pieprzyć tylko ciebie, pamiętaj. Znudziło mi się i już dłużej mi się nie podobasz, więc spróbowałem z Zaynem. – Ała. To zabolało i na dodatek przyznał to z taką łatwością. Mała dziweczka.
- Och. On i Niall są teraz razem. Powinieneś przekazać wieści Liamowi – syknął, wpatrując się w telewizor.
- Niall jutro do niego zadzwoni, więc nie ma takiej potrzeby. – Wywróciłem oczami, bawiąc się moim kolczykiem na ustach. Głupi Harry, głupi Zayn. Głupie wszystko. Pierdolić życie. – Gra wciąż aktualna – wymamrotał.
- Chyba wiem, Curly. – Usłyszałem ciche westchnienie. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jak bawi się swoimi palcami.
- Co? - zapytałem, a on tylko potrząsnął głową.
- Nic - wymamrotał w odpowiedzi.
Siedzieliśmy w takiej ciszy przez dłuższy czas i w końcu miałem dość. - Wychodzę. Powiedz chłopakom, że sobie gdzieś poszedłem. Zadzwoń kiedy będziesz czegoś potrzebował - syknąłem i wyszedłem za drzwi. Pomacałem kieszenie i zorientowałem się, że klucze zostały w pokoju. Kurwa.
Wróciłem się i zobaczyłem w progu uśmiechniętego Harry’ego.
- Czyżbyś czegoś zapomniał? - zapytał, obracając klucze w ręce. Uśmiechnąłem się ironicznie.
- Ta, rzeczywiście - odpowiedziałem i wyrwałem mu je. - Na razie, Curly.
Nie miałem pojęcia dokąd pójdę, ale od razu wsiadłem do samochodu. Chyba pojadę do baru i tam zostanę, znaczy do takiego 24/7. Odjechałem ze łzami w oczach rozmazując swój eyeliner.
Cholera, dlaczego ja w to gram! To pali mnie od środka, karma przyszła po mnie i teraz dostaję po dupie. Teraz wiem jak czuli się wszyscy inni; byłem takim dupkiem, ekhem, jestem. Otarłem łzy. Pierdolić Harry’ego, pierdolić cała resztę.
-
Subskrybuj:
Posty (Atom)