czwartek, 2 stycznia 2014

8

*Oczami Zayna *

Harry wpadł do mojego mieszkania mocno pijany. Miałem nadzieje, że po ostatnich wydarzeniach trochę zmądrzeje, ale widocznie stoczył się jeszcze bardziej.

-Zayn! Mój przyjacielu, idziemy się zabawić – krzyknął pijackim głosem i pociągnął mnie za rękaw marynarki.
-Myślę, że tobie wystarczy na dzisiaj- przytrzymałem jego rękę i puściłem wymowne oczko.
-Nie marudź, potrzebuję się napić- znów mocniej pociągnął mnie za rękaw w stronę drzwi. Wiedziałem, że rozmowa z nim w tym stanie nie ma sensu, więc posłusznie podążyłem za nim, żeby pilnować go w klubie.

Curly pomieszkiwał u mnie od tygodnia, a raczej odsypiał nocne przygody. Wychodził wieczorem i wracał nad ranem z kolejnym rządkiem malinek na jego ciele. Początkowo nie przeszkadzało mi jego zachowanie, bo niejednokrotnie widywałem go w gorszym stanie, szczególnie gdy przyprowadzał do mieszania po trzy-cztery dziewczyny jednego wieczora, ale tym razem było inaczej. Nie miałem możliwości z nim porozmawiać, bo widywaliśmy się tylko przez kilka godzin, gdy ja akurat nie byłem w szkole, a on nie spał.

W sobotę obudził mnie cichy szloch zza zamkniętych drzwi łazienki. Bez pukania wszedłem do środka, gdzie zastałem skulonego na zimnych płytkach Harry’ego, który mocno tulił się do swoich kolan.
W czasie ostatniego tygodnia kilka razy słyszałem dźwięki płaczu kiedy loczek przebywał w łazience, ale bałem się spytać. Znaliśmy się bardzo długo, jednak gdy wyjechałem trochę się od siebie oddaliliśmy. Bez pytania kazałem mu wstać i przestać udawać, że nic się nie dzieje. Może byłem trochę zbyt porywczy, a głos o kilka tonów za wysoki, ale chciałem wyciągnąć z niego cokolwiek. Niestety zamiast tego otrzymałem tylko pchnięcie na szafkę i głośne trzaśnięcie drzwiami wyjściowymi. Tego było już za wiele, chwyciłem telefon i wystukałem numer na klawiaturze, a potem usiadłem na kanapie i obracałem nim kilkanaście razy w palcach. ‘Nie rozmawialiśmy od mojego wyjazdu…’ to jedyne o czym myślałem. Na wyświetlaczu widniał numer Liama…nie rozmawiałem z nim od czasu naszej ostatniej kłótni dokładnie w dzień mojego wyjazdu do Doncaster. Kiedyś całą trójką byliśmy przyjaciółmi- ja, Liam i Harry, ale wszystko się skomplikowało, gdy miedzy mną, a Li zaiskrzyło coś czego na pewno nie można było nazwać przyjaźnią. Spotykaliśmy się pół roku, a nasz biedny Loczek się niczego nie domyślił…Zwlekałem parę tygodni zanim zdecydowałem się zerwać z Liamem. Uznałem, że nam obojgu wyjdzie to na dobre, nie mogłem od niego oczekiwać, że będzie chciał ciągnąć związek na odległość, poza tym ja tego nie chciałem. To było prostsze wyjście dla mnie, zacząć tutaj wszystko od nowa i starać się zapomnieć. Mimo tego wspomnienia do mnie wracały pomimo kolejnych przelotnych romansów, ale teraz musiałem zapomnieć o naszych sporach, bo sam już nie dawałem sobie rady z Hazzą. Beep…beep…’Nie ma już odwrotu’…beep

-Halo?- ciepły głos odezwał się po drugiej stronie
-Hej Liam…tu Zayn i proszę nie odkładaj słuchawki! Dzwonię w sprawie Harry’ego
-Zayn? Um…zmieniłeś numer? To pewnie dlatego nie mogłem się dodzwonić, eh nie ważne. Co z Harrym?- jego głos zmienił się z wesołego na zmartwiony i głośno westchnął do słuchawki.
-Próbowałeś do mnie dzwonić? –w moim brzuchu zawirowały motylki, sam nie wiem czemu.
-Tak, ale to nie jest teraz ważne. Chciałeś powiedzieć coś o Harrym – przypomniałem sobie o Curlym, który prawie godzinę temu wyszedł z mieszkania mocno zdenerwowany.
-Tak, tak już mówię. Ostatnio często do mnie przyjeżdża i chociaż mi to nie przeszkadza to widzę, że coś się z nim dzieje i to nie jest nic dobrego. Próbowałem z nim rozmawiać, ale poskutkowało to tylko tym, że wybiegł ode mnie z mieszkania i pewnie znów pije w klubie…ostatnio jest tam częstym gościem i barman zna już jego imię…martwię się o niego Li- zadrżałem, uświadamiając sobie jak dawno nie mówiłem do niego zdrobnieniem. Kiedyś często się o to kłóciliśmy, bo szatyn nie lubił jak się tak do niego mówiło, ale ja uważałem to za wyjątkowo słodkie. Po drugiej stronie słuchawki nastała cisza- Li? Wszystko okej?
-Ja…-zawahał się jakby miał powiedzieć coś ważnego, ale najwyraźniej porzucił tę myśli – Harry ostatnio pokłócił się z Louisem, rozmawiałem z nim, ale nie chciał mi niczego powiedzieć. Nie wiem w czym dokładnie tkwi problem, ale mam do Ciebie prośbę, mogę?
-Co tylko chcesz- uderzyłem się otwartą dłonią w głowę uświadamiając sobie jak to musiało zabrzmieć.
-Znajdź Harry’ego i przywieź do domu, do jego domu. Ja postaram się znaleźć Louisa.
-To może trochę zająć, ale postaram się do wieczora znaleźć w Homes Chapel.
-Dzięki Zayn- powiedział już milszym głosem.
-Nie ma za co, wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć – uśmiechnąłem się do siebie.
-Właśnie sęk w tym, że już pokazałeś, że nie zawsze –odpowiedział oschle i rozłączył się.

Schowałem twarz w dłoniach i próbowałem nie płakać. Nie, nie będę płakać, mam teraz inne sprawy na głowie. Przetarłem oczy i złapałem w progu kurtkę. ‘Gdzie jesteś Styles?’ pomyślałem i ruszyłem schodami w dół.

Znalezienie go okazało się łatwiejsze niż przypuszczałem. Siedział w barze, a raczej leżał twarzą na blacie. Obok stały kieliszki, więc domyśliłem się, że jego stan nie jest za dobry. Nawet nie bronił się, gdy wziąłem go pod ramię, wyciągnąłem z klubu i rzuciłem na tylnie siedzenie samochodu. ‘3 godziny i znajdziemy się w Holmes Chaple…3godziny i zobaczę Liama’

*Oczami Lou*

-Idziemy! Nie mam teraz czasu na tłumaczenie, sam zobaczysz i zrozumiesz- Liam ciągnął mnie do swojego samochodu.
-Mogę przynajmniej wiedzieć gdzie jedziemy?- mój głos był lekko oburzony.
-Zobaczysz.
-Mam nadzieje, że mnie nie porywasz…
-Nawet jeśli to obiecuję, ze nie pożałujesz- zaśmiał się i ruszyliśmy z podjazdu mojego domu.

Chwilę później wiedziałem, gdzie jestem, jednak nadal nie wiedziałem do czego to wszystko zmierza. Silnik samochodu zgasł i bez słowa ruszyliśmy w stronę drzwi. Otworzył nam wysoki mulat, prawdę powiedziawszy dla mnie każdy był wysoki…ten mój krasnali wzrost często mnie irytował. Liam i tajemniczy chłopak przywitali się jedynie zwykłym ‘hej’ przez co byłem zdezorientowany jeszcze bardziej.

-Jestem Zayn- brunet wyciągnął do mnie dłoń.
-Louis- czułem się trochę niezręcznie, byłem w domu Harry’ego, a przywitał mnie jakiś obcy chłopak. Naprawdę miałem nadzieje, że wszystko się zaraz wyjaśni. Chłopaki trochę mnie zignorowali odchodząc na bok i rozmawiając szeptem.- Hej ja tu nadal jestem, może mi ktoś powiedzieć co się dzieje?

-Jestem Zayn, ale to już wiesz. Trochę mnie dziwi, że mnie nie kojarzysz, ale przecież nie musisz rozpoznawać każdego ze swojego miasta- mulat odwrócił się w moją stronę i faktycznie przypomniałem sobie, że widywałem go w Doncaster – Myślę, że musicie sobie z Harrym wyjaśnić parę spraw, bo rola jego niańki przez kilka ostatnich tygodni była naprawdę wyczerpująca. Jest w łazience na górze i um…nie czuje się najlepiej, ale takie są skutki picia bez umiaru.
-On raczej nie chce ze mną rozmawiać- powiedziałem cicho i spojrzałem na buty.
-Jemu jest teraz wszystko jedno, nawet gdyby chciał Cie wyrzucić to nie będzie w stanie- Liam i Zayn zaśmiali się jednocześnie. – Stary, to twoja szansa, nie spieprz tego- puścił mi oczko i ruszyli w stronę wyjścia – Mój numer telefonu zostawiłem na szafce, dzwoń jeśli nasz królewna coś nabroi.

Stałem chwile na dole opierając się o ścianę salonu. Usłyszałem kłapnięcie drzwi i już miałem ruszać na górę, gdy dźwięk mocnego uderzenia oderwał mnie od wewnętrznych przemyśleń. Wyjrzałem niepewnie przez okno i dostrzegłem Zayna, który najwyraźniej pchnął Liama na maskę swojego samochodu nie trudząc się o jakąkolwiek delikatność. Wiedziałem od początku, że coś miedzy nimi jest na rzeczy. Posyłali sobie niepewne spojrzenia i unikali kontaktu fizycznego, jakby bali się co może się wydarzyć po najmniejszym dotyku ze strony któregoś z nich. Nie chcąc kontynuować przyglądania się ich pieszczotom, wszedłem schodami na górę zatrzymując się przed drzwiami od łazienki. Zapukałem, ale nie otrzymując odzewu wkroczyłem do środka zastając bladego jak ściana z potarganymi ,mokrymi od potu włosami Harry’ego, który kurczowo trzymał się deski od toalety wymiotując co chwile. Rozchylił lekko oczy spoglądając w moim kierunku, ale prawdopodobnie nie zdążył rozpoznać mojej twarzy, gdy ponownie wyrzucił całą zawartość swojego żołądka do kibla. Wziąłem wiszący na szczebelkach grzejnika ręcznik i kucnąłem przy nim ocierając mu zmęczoną twarz.

-Wszystko będzie dobrze Hazza- złożyłem mu lekki pocałunek na policzku – Zaraz wrócę.
-…Louis? – jego głos był ochrypnięty i przepełniony bólem.
-Tak kochanie, poczekaj na mnie- kątem oka dostrzegłem jak ułożył swoją twarz na desce nie zdolny do wypowiedzenia czegokolwiek.

Zabrałem się do zrobienia mocnej herbaty z dwoma łyżeczkami cukru. W między czasie poszukałem małych ręczników, które posłużą mi za okłady na głowę Loczka. Zaniosłem wszystko i postawiłem na stoliczku obok jego łóżka, a sam wróciłem do łazienki, gdzie zastałem bruneta w tej samej pozycji w jakiego go zostawiłem. Zaśmiałem się pod nosem jak można w jego wieku upić się tak bardzo, żeby nie móc nawet wstać…a jeszcze niedawno był taki grzecznym, uśmiech nie zstępował z mojej twarzy. Podniosłem go za ramiona w duchu modląc się, żeby już nie wymiotował, bo nie skończyłoby się to dla mnie najlepiej. Powoli go rozebrałem starając się nie patrzeć na jego idealne, wysportowane ciało, ale to było naprawdę ciężkie. Umieściłem jego wiotkie ciało w wannie i uważając by sobie czegoś nie zrobił umyłem go jabłkowym żelem pod prysznic, a następnie zabrałem się za mycie jego cudownych loków, które tym razem pachniały naprawdę okropnie…Jednak już po kilku minutach wróciły do swojej normalniej postaci i całe pokrywał aromat cynamonu. Mimowolnie pomyślałem, że jest jak szarlotka, kolejny raz uśmiechnąłem się do siebie i ostrożnie przeniosłem go do pokoju wycierając ręcznikiem , a następnie zakładając mu jedynie bokserki i układając pod puchatą kołdrą. Wtulił się w poduszkę tak niewinnie, że nie miałem siły go budzić i prosić, żeby wypił herbatę. Zamiast tego położyłem mu na czole zimny okład, a sam zdjąłem z siebie ubrania i wsunąłem się na miejsce obok niego ciasno splatając nasze nogi razem.

-Louis?- rozchylił powieki i spojrzał na mnie tymi idealnymi szmaragdowymi tęczówkami- Przepraszam…- ledwo mogłem zrozumieć co mówi przez jego ochrypnięty do granic możliwości głos. Pogładziłem go jedynie po policzku na co odpowiedział mi położeniem ręki na mojej tali i wtuleniem się w mój obojczyk. Jego loczki łaskotały moją szyje, a ja delektowałem się jego dotykiem, bo strasznie za tym tęskniłem. Czekałem aż twardo zaśnie, dlatego gdy jego oddech się unormował i zaczął lekko pochrapywać odsunąłem się od niego wychodząc z łóżka. Było już grubo po północy, więc wsunąłem na siebie spodnie i pomiętą koszulką, a następnie na paluszkach wyszedłem z jego pokoju. Chwilę zajęło mi odnalezienie kluczy, którymi mogłem zamknąć wejściowe drzwi, a moment później kroczyłem już ciemnymi uliczkami w stronę własnego domu. Dobrze wiedziałem, że dzisiejszy wieczór niczego nie załatwił, ale miałem pomysł jak sprawić, żeby znów było między nami dobrze…przynajmniej miałem nadzieje, że tak będzie.

‘Potrzebuję pomocy w poniedziałek, chodzi o Harry’ego’ –wyślij do Niall, Zayn, Liam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz