Siedzę na kanapie tępo wpatrując się w ekran telewizora. Co jakiś czas czuje na sobie spojrzenie Zayna, siedzącego samotnie na fotelu i smsującego z Perrie oraz Liama i Louisa, którzy przytulają się na kanapie. Rzucam im krzywy uśmiech, a gdy ta dwójka planuje dogłębnie zbadać wnętrze swoich gardeł.
- Jesteście obleśni – stwierdzam po chwili. – Wyglądacie jak dwie pijawki.
- Nie mam nic przeciwko, żebyś wysysał moją krew Louis. A ty? – Pyta Liam, zezując w kierunku szatyna.
- Ani trochę – odpowiada, rzucając mi głupkowate spojrzenie.
Wznoszę oczy do nieba, głośno wypuszczając powietrze. – I to ja jestem tym nienormalnym tak?
- Hm, zastanówmy się – mówi Louis. – Co powiesz na…. Tak to zdecydowanie ty Harreh.
- Nienawidzę cię – syczę w jego kierunku.
- Nienawidzę cię bardziej kochanie – odpowiada wystawiając język.
- Pieprz się – mówię pod nosem.
- Z chęcią Styles, ale sądzę, że wolałbyś, żeby zrobił to nasz mały leprechaun.
Otwieram usta, chcąc odpowiedzieć mu jakąś ripostą, jednak żadna z nich nie przychodzi mi do głowy. Zamiast tego ukrywam płonącą twarz w poduszce, nasłuchując jakiś odgłosów z góry, gdzie Niall siedzi w pokoju z Joshem. Dlaczego jest tam tak cicho? Co oni tam robią? Chyba się nie gwałcą do cholery? W myślach zadaje sobie pytania, na które naprawdę nie mam odpowiedzi.
- Bo może się uczą? Po drugie, w sumie odpowiedź jest taka sama jak na to pierwsze, a poza tym myślę, że Josh nie jest w typie Nialla – odpowiada Zayn zmęczonym głosem, rzucając mi karcące spojrzenie.
- Co? – Pytam przygłupio, spoglądając w jego twarz. – Czy ty czytałeś mi w myślach?
- Tak Harry – odpowiada, obrzucając mnie zniecierpliwionym spojrzeniem. – Wróżb Zajan prawdę ci powie. – Mulat przewraca oczami, wracając do filmu. A ja zatapiam się w poduszce, chcąc znowu poczuć te drobne, irlandzkie paluszki na moim ciele.
XXX
Opieram się o framugę drzwi, oddychając jak rozjuszony byk. Przenoszę spojrzenie z blondyna na szatyna, wypalając dziurę w jego plecach. Zaciskam szczęki, widząc jak chłopak pochyla się i składa pocałunek na policzku Nialla. Fukam cicho, odprowadzając go mrożącym krew w żyłach wzrokiem. Niall zamyka za nim drzwi, a ja życzę mu krzyżyk na drogę. Irlandczyk odwraca się w moją stronę, a ja nie mogę wyczytać nic z wyrazu jego twarzy.
- Co to było Hazz? - Pyta, rzucając mi zdenerwowane spojrzenie.
- Nie wiem, o czym mówisz - mamrocze pod nosem, unikając jego spojrzenia. - Dobrze się bawiliście przy “nauce”?
- Tłumaczyłem mu angielski, Hazz.
- Tak, a Liam jest zakonnicą. - Przewracam oczami w jego kierunku.
- Co to miało znaczyć? - Pyta, mrużąc oczy.
- Och może ty mi powiedz Panie Pocałowałem-swojego-nowego-najlepszego-przyjaciela!
- Harry całuje cię w policzek przynajmniej dwa razy dziennie, wiec nie rozumiem, o co cała ta afera - mówi, opuszczając ramiona i patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- Cieszę się, że znalazłeś godne zastępstwo mojej osoby Ni. Baw się dobrze z tym, jak mu tam, Sroshem, o! - Odpowiadam, kierując się w stronę schodów.
- Dlaczego zawsze musisz wszystko zepsuć? - Pyta blondyn, smutnym głosem.
- Bo taki już jestem Niall i nie mam zamiaru zmieniać się na czyjąś prośbę. Żyj z tym albo mnie zostaw. A teraz daj mi spokój, nie chce już na ciebie patrzeć - mówię, wchodząc po schodach.
Niemal od razu wpadam do swojego pokoju, zamykając drzwi i rzucając się na łóżku. Chowam twarz w poduszce wyklinając swoją głupotę.
Nie mija długi czas, gdy ktoś dobija się do moich drzwi. Jęczę w poduszkę, mamrocząc ciche przekleństwa.
- Przesadziłeś Styles! Jesteś idiotą, naprawdę! Myślałem, że masz jeszcze trochę mózgu, ale widzę, że zazdrość wypaliła ci go do reszty. Bo Niall praktycznie płacze przez ciebie, kutasie! - Krzyczy Louis, a ja mam ochotę zwymiotować. - Lepiej żebyś go przeprosił Styles!
Zagryzam wargi, niemal do krwi, nienawidząc siebie bardziej za krzywdzenie osoby, która kocham nad życie.
- Chce widzieć twoją dupę w salonie za piętnaście minut. I naprawdę nie interesuje mnie to, co teraz przeżywasz, bo chwila, przypomnę ci: To twoja wina! – Mówi Tommo pod drzwiami, a ja krzywię się na każdego jego słowo.
XXX
Przecierając oczy, wchodzę do pokoju, rzucając zirytowane spojrzenie Louisowi, który stoi oparty o komodę. Chłopak szczerzy się od ucha do ucha, jakby, co najmniej wygrał w totka. Badam jego twarz, zwężając źrenice. Przygryzam wargę, gdy dostrzegam cwaniacki uśmiech na jego twarzy i wiem, co on oznacza. Szatyn ma cholernego asa w rękawie, a ja aż przełykam ślinę z wrażenia.
- Nie Louis – mówię, zwilżając usta. – Cokolwiek siedzi w twojej głowie, moja odpowiedź to wciąż nie.
- Widzisz Harry. Daje ci szansę to naprawić, więc nie spieprz tego.
Szatyn wzrusza ramionami, wychodząc z pokoju i zatrzaskując drzwi, po czym zamyka je na klucz. Przełykam ślinę, przyciągając nogi do klatki piersiowej. Rozglądam się po pokoju, zastanawiając się, co dobrego jest tu do roboty. Zamykam oczy, opierając czoło o kolana. Wzdycham. Niemal podskakuje, gdy drzwi ponownie otwierają się, po czym zamykają. Odwracam się w tamtą stronę, by znaleźć parę niebieskich, przepełnionych smutkiem, najpiękniejszych oczu, jakie kiedykolwiek widziałem.
Patrzymy się na siebie. Zieleń spotyka błękit, a ja czuję jak zapiera mi dech w piersiach. Zatapiam się w jego spojrzeniu, podobnie jak Titanic, po uderzeniu w skałę. Zagryzam wargę, czując, że nie mogę oderwać od niego spojrzenia.
- Skoro i tak tam siedzicie to, chociaż ubierzcie choinkę – dobiega do nas głos Louisa, a ja zgrzytam zębami.
- Skoro i tak jesteś kutasem to możesz iść się pieprzyć – odgryzam się, wstając z kanapy i zrywając kontakt wzrokowy z Niallerem. Moje policzki oblewają się szkarłatem, który staram się zatuszować swoimi lokami.
Chwytam choinkę, stojącą w rogu i stawiam ją na właściwe miejsce. Ni podchodzi do mnie, a ja widzę jego zaczerwienione od płaczu oczy. Czuje się tak, jakby ktoś właśnie uderzył mnie w brzuch. Krzywię się, kręcąc głową i unosząc ją nieznacznie, gdy blondyn stoi obok mnie – za blisko. Jego perfumy obezwładniają całe moje ciało. Wtedy moje oczy dostrzegają jemiołę.
- Tomlinson – krzyczę. – Jeśli kiedykolwiek się stąd wydostanę, wiedz, że nawet Payne nie zdoła uratować twojego tyłka, idioto.
- Hazz – mówi cicho Ni, a ja jestem pewny, że w tym momencie przewraca oczyma. – To tradycja.
Nawet nie wiem, kiedy chłopak staje na palcach, zamykając moje usta swoimi. Mija sekunda, zanim czuje jego miękkie wargi i kolejna, gdy uświadamiam sobie, co właśnie robimy. Oplatam ręką jego talię przyciągając go do siebie, a drugą umieszczam w jego włosach. Blondyn splata ręce na mojej szyi. Jęczę, gdy przygryza moją dolną wargę, ssąc ją delikatnie. Nasze języki walczą o dominację w powolnym tańcu miłości. Mój organizm niemal gotuje się od bliskości drugiego chłopaka. Moja krew wybija jeden rytm, który składa się na jeden wyraz. Niall.
To Horan odsuwa się pierwszy, patrząc na mnie spod wachlarza rzęs. Na jego bladych policzkach widnieją teraz dwa ogromne rumieńce.
- To było… - mówię, próbując znaleźć odpowiednie słowo.
- Tak, Hazzabear, tak.
XXX
Siedzę oparty o kaloryfer, a moje nogi wyciągnięte są na podłodze. Niall leży na kanapie bawiąc się bombką, niczym kot ze Shreka swoim pomponem od czapki. Wzdycham, zamykając oczy. Mieliśmy sobie wszystko wyjaśnić, zamiast tego rzeczy skomplikowały się jeszcze bardziej, bo to Niall pocałował mnie, a nie na odwrót. Otwieram oczy, a moje serce staje, gdy widzę ekspresję twarzy blondyna, który teraz siedzi na kanapie.
- Co się stało Ni? – Pytam, a chłopak odwraca się w moją stronę.
- Nie mamy gwiazdy – mówi rozżalony, a ja zagryzam usta, by nie wybuchnąć śmiechem. – No wiesz, na czubku – dodaje.
- Wystarczy, że ty jesteś w pokoju. Wtedy więcej gwiazd nam nie potrzeba maluchu.
- Hej! Jestem wysoki, to nie moja wina, że pragniesz upodobnić się do Statuy Wolności – mówi, wystawiając język w moim kierunku.
Już mam otwierać usta, gdy drzwi otwierają się, a w szczelinie pojawia się głowa Louisa.
- Widzisz? – Krzyczy Liam, wpychając szatyna do pokoju. – Mówiłem, że się nie całują. Wisisz mi funta.
Na wzmiankę o pocałunku moje policzki palą mnie żywym ogniem i szybko uciekam z pokoju, pragnąc, by nikt tego nie zauważył.
XXX
Leże już w łóżku, obserwując gwiazdy na atramentowym niebie. Księżyc rzuca poświatę na moje rozrzucone na poduszce loki. Wzdycham, starając się odliczać barany, jednak wiem, że największym z nich jestem ja sam.
Przekręcam się na łóżku. I wtedy słyszę cichy zgrzyt klamki, a po chwili drzwi otwierają się, wpuszczając trochę zimnego powietrza z przedpokoju. Gęsia skóra przebiega po moim ciele.
- Hazz? – Słyszę cichy głos Niallera i o mało, co nie spadam z łóżka. – Śpisz? – Pyta, a ja czuje, że się rozpływam.
- Nie – odpowiadam, unosząc głowę. – Coś się stało?
- Nie mogę zasnąć – mówi bezradnie, przejeżdżając stopą nieśmiało po moim miękkim dywanie.
- Chodź tutaj.
Ni wdrapuje się na łóżko, upadając na miejscu obok mnie. Po chwili wchodzi pod kołdrę, przylegając do mojego ciała. Jego zimne stopy łączą się z moimi. Przyciągam go do siebie, przytulając go. Odsuwam włosy wpadające mu do oczu, przyciskając swoje usta do jego czoła. Jego zimne palce drażnią wrażliwą skórę na moim brzuchu, a ja staram się nie jęknąć.
Trzymam go, dopóki jego oddech się nie staje się płytki. Wtedy pochylam się, łącząc nasze usta razem i szepcząc: - Kocham cię Ni.
- To dobrze się składa Hazz – odpowiada, a ja momentalnie odsuwam się od niego, chowając twarz w poduszce.
Chłopak przekręca się, górując nade mną.
- Spójrz na mnie – prosi. Unoszę wzrok, a jego błękitne tęczówki zdając się wręcz świecić w ciemności. – Dlaczego…? – Pyta, a ja przerywam mu w poł słowa.
- Nie lubię go. – Blondyn unosi brew, a ja krzywie się nieznacznie. – Byłem zazdrosny?
Perlisty śmiech chłopaka roznosi się po pokoju, a na moich policzkach pojawiają się rumieńce.
- Och Harreh, jesteś słodki.
Przejeżdża kciukiem po mojej twarzy, obrysowując moje usta. Pochyla się, spoglądając w moje kocie oczy.
- Kochałem cię wczoraj – szepcze, przy każdym słowie muskając moje usta. – Kocham cię dzisiaj i będę kochał cię…
- Zawsze.
- Dokładnie Hazz, na zawsze razem. Pinky promise? – Pyta wystawiając mały palec w moim kierunku.
- Pinky promise – odpowiadam, łącząc nasze palce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz