Podczas lunchu Harry usiadł na zewnątrz, z dala od wszystkich by móc zjeść w spokoju. Jadł kanapki, które zapakowała mu mama i choć nie był już małym chłopcem uwielbiał, gdy wkładała mu do środka małe karteczki. Otworzył i zaczął czytać.
Drogi Harry,
Nie mogę uwierzyć, że jesteś już na ostatnim roku. Mam nadzieję, że Twój dzień jest w porządku! Do zobaczenia w domu mój dorosły chłopcze! – Kocham, mama.
Harry uśmiechnął się ciepło patrząc na kawałek papieru, po czym odłożył go na bok, a sam zabrał się za konsumowanie posiłku – kanapka z grillowanym serem i butelka wody do picia. Podczas jedzenia w spokoju zaczął się zastanawiać nad Louisem jako jego nowym sąsiadem. Chyba nie powinno być tak źle, prawda?
W tej samej chwili, jak na zawołanie, obok niego pojawił się Louis, ze swoim złośliwym uśmieszkiem, a za nim jego grupka Stanley Lucas i Niall Horan.
- Witaj Harold. – uśmiechnął się głupawo chłopak i usiadł obok niego, tak jak Stan i Niall.
Teraz Harry został otoczony przez wytatuowanych dupków.
„Cudownie”, stęknął loczek w swojej głowie zirytowany faktem, że Louis nazwał go Harold.
- Oh, a co my tu mamy? – zapytał Stan podnosząc karteczkę, którą zostawiła Harry’emu mama.
- N-nic takiego. Oddaj to. – serce Harry’ego przyspieszyło, gdy próbował złapać kawałek papieru, lecz nie mógł dosięgnąć.
Chłopak przeklął siebie w myślach.
Stan przeczytał głośno to co było napisane na karteczce i przyłożył ją sobie do serca.
- Ooh, czyż to nie urocze? – zagruchał rzucając ją Niallowi i Louisowi, którzy przeczytali ją jeszcze raz i zaczęli się głośno śmiać.
- Wow cioto, czy mamusia wciąż pisze liściki swojemu dzieciaczkowi? – powiedział Niall swoim Irlandzkim akcentem, po czym zachichotał głośno.
- P-przestańcie – powiedział Harry płaczliwym głosem modląc się by to się już skończyło.
- Naprawdę myślisz, że zostawimy cię w spokoju cioto? – odezwał się Louis wyrywając Niallowi z ręki karteczkę, drąc na małe kawałki i rzucając nimi w twarz bruneta.
Po wszystkim wstali i odeszli śmiejąc się w niebogłosy. Oczy Harry’ego zaszkliły się, gdy patrzył na podartą na strzępy notatkę od swojej mamy. Zwinął się w kulkę ukrywając oczy.
Dlaczego zawsze musi zostać zraniony?
*Koniec dnia*
Po ostatnich zajęciach Harry udał się do swojej szafki, gdy niespodziewanie został po drodze popchnięty. Gdy udało mu się dosięgnąć szafki, spakował wszystko do plecaka i powoli podniósł głowę spoglądając na Louisa.
- Hej – Louis skinął głową w stronę Harry’ego, wieszając na ramieniu torbę i razem z chłopakiem ruszając w stronę wyjścia.
- H-hej – odparł chłopak i przez resztę drogi do domu patrzył w ziemię.
Gdy znaleźli się w domu usiedli na kanapie jedząc chipsy i inne przekąski.
- Dlaczego nie jesteś dla mnie podły? – wyrwało się Harry’emu, gdy spoglądał na niego spod swoich grubych oprawek.
- Dlaczego? Chciałbyś żebym był? – Louis wzruszył ramionami przyglądając mu się.
- N-nie dziękuję. – szepnął Harry przygryzając nerwowo dolną wargę.
- Jako dziecko nigdy nie miałem przyjaciół. Mój ojciec mnie nienawidził. – powiedział cicho szatyn.
Harry skinął głową i słuchał dalej mając nadzieję, że w końcu dostanie jakieś odpowiedzi.
- Taa, mój ojciec nienawidził mnie tylko dlatego, że zachowywałem się bardziej kobieco niż inni chłopcy. Dorastałem z samymi dziewczynami. Więc w szkole byłem słabym, dziewczęcym chłopaczkiem. To dlatego mam teraz tyle tatuaży, są męskie. – Louis wzruszył ramionami i oparł się o oparcie kanapy.
Wkrótce tatuaże Louisa zaczęły intrygować Harry’ego. Teraz po prostu się przyglądał.
- Dobrze, więc… hm… chciałbyś obejrzeć coś innego? – zachichotał cicho Louis.
- Ah tak, przepraszam. Tak, tak, obejrzyjmy coś. – rzucił szybko Harry rumieniąc się odrobinę.
Twarz Louisa rozświetlił szczery uśmiech, gdy włączał telewizor.
„To wcale nie musi być takie złe.”, pomyśleli równocześnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz