Harry został w domu, w swoim pokoju z płaczącym sercem. Podniósł swoje ramię, by zobaczyć tatuaż i zaczął płakać jeszcze bardziej.
- Ty pieprzony draniu Louis. – zachlipał chcąc zdrapać tatuaż.
Chciał żeby Louis był tym jedynym, który naprawdę go kochał. Najwyraźniej tak jednak nie było.
Tymczasem w szkole, Louis nie mógł przestać czuć się jak kompletny dupek. Snuł się po szkole, a wszyscy rzucali mu złowrogie spojrzenia. Stan i Niall zostawili go, wiedząc, że to wszystko tym razem poszło o wiele za daleko. Teraz nie obchodziło ich nawet to, że Louis pocałował Harry’ego. Zazwyczaj to wszystko kończyło się na pchnięciu w ramię chłopaka, które nie zostawiały nigdy siniaków, ran ani łez.
W końcu Louis zauważył dwójkę swoich przyjaciół.
- Hej, Stan! Hej, Niall! – zawołał próbując ich dogonić – Spójrzcie, nie chciałem zranić go tak bardzo. Mógł mi oddać, walczyć. – wzruszył ramionami.
- Poważnie? On nie ma nic do ciebie Louis, po prostu zostaw go w spokoju zanim naprawdę go zranisz. Po prostu zostaw nas samych. – powiedział Niall kręcąc głową w rozczarowaniu. Chwilę później odwrócił się by odejść.
- Nieźle ci poszło, dupku. – skrzywił się Stan i ruszył za blondynem.
Louis westchnął i przez resztę dnia cierpiał z powodu miażdżących, chamskich uwag i wrednych spojrzeń, a gdy przyszłą pora na lunch, zdecydował by zerwać się z lekcji by zobaczyć Harry’ego.
Po drodze zatrzymał się w kwiaciarni, która była blisko szkoły i kupił Harry’emu jakieś kwiaty. Był niemal pewien, że to i tak nie pomoże, ale postanowił spróbować.
Gdy dotarł do domu bruneta zapukał cicho w drzwi, czekając z kwiatami w swojej ręce.
- K-kto tam? – zapytał Harry, gdy podniósł się z kanapy. Wcześniej oglądał jakiś film, by wyrzucić ze swojej głowy te wszystkie rzeczy.
- To ja, Louis. – powiedział miękko chłopak i spuścił głowę patrząc w dół.
- Wynoś się stąd dupku! – krzyknął loczek czując, że jego dolna warga zaczyna drżeć.
- Wysłuchaj mnie Harry, byłem dla ciebie chujem. Nie chciałem wyglądać jak gej i delikatny chłopak przed Stanem i Niallem. Nienawidzą mnie teraz, cała szkoła mnie nienawidzi i do tego ty mnie nienawidzisz. Więc jeśli tego właśnie chciałeś to twoje życzenie się spełniło. Chciałbym jeszcze żebyś wiedział, że bardo, bardzo cię kocham. – powiedział delikatnie Louis, myśląc, że teraz powinien odejść.
- Jeśli naprawdę mnie kochałeś to nigdy byś mnie tak nie skrzywdził. – powiedział Harry opierając się o drzwi i zastanawiając czy powinien otworzyć.
- Wiem… po prostu, proszę, daj mi kolejną szansę. Nigdy więcej nie pozwolę byś czuł się tak jak teraz. Przekroczę próg szkoły, trzymając twoją rękę i całując cię przed każdym, by wszyscy wiedzieli, że ten piękny chłopak jest mój na zawsze. – błagał Louis patrząc na drzwi z załzawionymi oczami.
- W porządku, tylko jedna szansa. – westchnął Harry i otworzył drzwi.
Jego prawe oko było opuchnięte i zaczerwienione, łokieć krwawiący, kolano również krwawiące, a na jego nosie była zaschnięta krew. Louis o mały włos nie wybuchnął płaczem, gdy zobaczył jak źle wygląda Harry. Podszedł do niego i przytulił go lekko, a potem dał mu kwiaty.
- Dziękuję, są bardzo ładne. – pociągnął nosem Harry i uśmiechnął się delikatnie do Louisa.
- Tak strasznie, strasznie przepraszam Harry. – powiedział wchodząc do środka i zamykając drzwi, a potem pociągnął Harry’ego do kuchni by móc doprowadzić go do porządku.
- Wiem. – westchnął brunet pozwalając, by Louis wszystko naprawił – Myślę, że jesteś teraz szczęśliwy bo nie będę mógł nosić swoich okularów przez jakiś czas. – zaśmiał się cicho.
- Kochanie, kocham cię takiego jaki jesteś. – szepnął miękko Louis i pocałował Harry’ego delikatnie.
Harry oddał pocałunek popychając go trochę do tyłu.
- Możemy obejrzeć film i się poprzytulać? – zapytał niewinnie, a potem zaczął ciągnąć Louisa w stronę kanapy.
- Oczywiście. – odpowiedział delikatnie i przez cały czas trzymał młodszego, gdy oglądali Pamiętnik.
Zrobili sobie mały maraton filmowy, z dużą ilością przytulania i całowania do końca dnia. I wszystko było w porządku, dopóki mama Harry’ego nie zatrzymała się na podjeździe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz