czwartek, 2 stycznia 2014

1

*Oczami Lou*
Jechaliśmy kilka godzin, a ja musiałem się cisnąć z siostrami na tylnym siedzeniu. Skąd te dzieci mają tyle energii?! Eh…odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem że wjeżdżamy na podjazd dużego domu, który wydawał się nowoczesny. Otworzyłem drzwi samochodu i szybko z niego wyszedłem, a raczej zostałem wypchnięty przez moją siostrę nogą. Poszedłem po torby do bagażnika i kilka minut później stałem już przy białych drzwiach nowego domu. Moja mama otworzyła je kluczami i moim oczom ukazało się biało-brązowo-czarne wnętrze, tak jak się spodziewałem nowoczesne i minimalistyczne. Myślałem, że rodzice wybiorą bardziej przytulne i rodzinne wnętrze, ale nie miałem wpływu na tą decyzje więc będę musiał się przyzwyczaić. Usłyszałem klakson samochodu, to duży tir podjechał z naszymi rzeczami. Czas zacząć się rozpakowywać.
*Oczami Harry’ego*
Wróciłem do domu Zayana, który nadal spał. Rzuciłem się na przyjaciela, który ze złością zrzucił mnie z łóżka. Przetarł oczy, siadł na rogu i zaczął się ze mnie śmiać. Leżałem nieruchomo na ziemi udając, że nie żyje. Popychał mnie nogą, aż w końcu nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać razem z nim . Opowiedziałem mu o chłopaku z którym wczoraj spędziłem noc. Zayan od razu skojarzył jego opis.
-To Louis. Wszyscy go tu znają, bo należy do lokalnej drużyny piłkarskiej -powiedział mulat wstając z łóżka i kierując się w stronę łazienki.
-Louis…- powiedziałem cicho i uświadomiłem sobie, że nawet się sobie nie przedstawiliśmy.
-Ale jeśli liczysz na to, że jeszcze go przelecisz to mi przykro Harry-krzyknął Zayan śmiejąc się i wychodząc z łazienki.
-Czemu? Uważasz, że to nie moja liga?- zapytałem przyjaciela zaciekawiony.
-Wyprowadza się z rodziną, chyba to nawet dzisiaj.
Nie wiem czemu trochę mnie to zmartwiło. Miałem cichą nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy, a tak nie będę mu mógł nawet oddać swetra.
Kilka godzin później siedziałem już w pociągu do domu i rozmyślałem o Louisie. ‘Lou…on nawet nie wie jak ja się nazywam’ pomyślałem i nie wiem czemu myśli o tym chłopaku zaprzątały mi głowę. Muszę przestać o nim myśleć, jutro idę do szkoły, a przede mną jeszcze dużo książek i materiału do opracowania. Oparłem głowę o okno i przespałem resztę drogi.
_Następnego dnia_
Biegłem w stronę szkoły, bo zapomniałem nastawić wczoraj budzika i zaspałem na pierwszą lekcje. Wpadłem przez główne drzwi szkoły i z trudem łapiąc oddech zatrzymałem się przy swojej szafce. Zabrałem potrzebne książki i pobiegłem do klasy.
W przerwie na lunch siadłem z Liamem. On też należał do szkolnego chóru. Żartowaliśmy i gadaliśmy w najlepsze, gdy w jednej chwili znieruchomiałem całkowicie. Liam popatrzył na mnie zaskoczony, nie widząc co wprawiło mnie w takie osłupienie. On. Louis.’ Louis? Tutaj? Czy to możliwe, czy to tylko sen? Może wmówiłem sobie, że go widziałem?’ pomyślałem.
-Liam…spójrz w prawy róg. Tam przy drzwiach, czerwone spodnie, biała bluzka w czarne paski, trzyma tackę z sałatką-zagadnąłem niepewnie Liama.-Widzisz go prawda?
-A czemu miałbym go nie widzieć Harry?-spytał rozbawiony Liam, który zupełnie nie rozumiał mojego przerażenia.
Miałem dzisiaj na sobie jego granatowy sweter, to pierwsze co leżało rano na krześle, a że bardzo się śpieszyłem nałożyłem go odruchowo. Nie wiedziałem co zrobić. Uciekać, mieć nadzieje że mnie nie zauważy czy pójść się przywitać?
*Oczami Lou*
Pierwszy dzień w nowej szkole. Zupełnie się tu nie mogę odnaleźć. Przerwy spędzam na szukaniu sali lekcyjnej, dobrze że znalazłem sobie kogoś kto pomaga mi się nie zgubić. Stan przedstawił mi się na angielskim i zaproponował, żebym z nim siadł. Przynajmniej nie jestem tu całkiem sam.
O 11.50 Stan powiedział mi, że jest przerwa na lunch, więc udałem się na stołówkę. Jedzenie nie wglądało najgorzej więc zdecydowałem się na sałatkę z kurczakiem i wzrokiem okrążyłem salę w poszukiwaniu wolnego miejsca. I wtedy nie będąc pewien czy dobrze widzę, zacząłem wytężać wzrok. Burza brązowych loków i przenikliwie wpatrujące się we nie zielone oczy sprawiły, że upuściłem tackę. Cała sala spojrzała na mnie, a on podniósł się z miejsca i wtedy zobaczyłem, że wychodzi z sali w swetrze łudząco podobnym do mojego. Szybko podniosłem tackę i udałem się w kierunku Stana, który widząc moje zawstydzenie pomachał do mnie ręką ze stolika obok.
-Widziałeś chłopaka, który wychodził? Kim on był?- zapytałem nowego kolegi.
-To Styles. Harry Styles taka nasza szkolna gwiazdka- odpowiedział Stan z pogardą w głosie.
-Gwiazdka?- zaciekawiłem się.
-Widzisz tamtego bruneta, który z nim siedział? To Liam. Obaj należą do szkolnego chóru, a to w naszym liceum wyznacznik popularności. Ci dwaj dostają najwięcej solówek i są powszechnie uwielbiani- wywrócił oczami i zaśmiał się.
‘Harry…a więc tak masz na imię’ pomyślałem i zabrałem się za swoją sałatke.
*Oczami Harry’ego*

Po wybiegnięciu ze stołówki resztę przez resztę lekcji myślałem o Louise. Czy to możliwe, że przeprowadził się akurat tutaj i trafił do mojej szkoły? Gdyby ktokolwiek dowiedział się co się miedzy nami stało w Doncaster straciłbym tutejszą reputacje, moi rodzice dowiedzieliby się o mojej orientacji, a ja straciłbym powszechny szacunek u osób w szkole. Co miałem zrobić? Dalej go ignorować…? Coś sprawiało, że wcale nie chciałem go ignorować, wręcz przeciwnie chciałem z nim spędzać każdą chwile i powtórzyć to co się wtedy zdarzyło po wyjściu z klubu. Uderzyłem się mocno ręką w czoło ‘HARRY OGARNIJ SIĘ!’ pomyślałem i próbowałem przestać myśleć o niebieskookim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz