czwartek, 2 stycznia 2014

3

*Oczami Lou*

Obudziłem się i poczułem potworny ból nad skronią. Potarłem lekko czoło i przypomniałem sobie wydarzenia minionego wieczora. Niechętnie zsunąłem się z łóżka i ruszyłem w stronę mojej łazienki. Poczułem zimno na moich bosych stopach, gdy stąpałem po białych płytkach. Odsuwając grzywkę z czoła ujrzałem sporego sinego guza, który wręcz pulsował. Odkręciłem kurek z zimną wodą i zrobiłem sobie okład. Całkiem nie rozumiałem zachowania loczka. Widziałem jak pożerał mnie wzrokiem w szkole i nie sądzę, żeby mu kompletnie na mnie nie zależało, ale co jeśli się myliłem?

Na dole czekała na mnie mama ze świeżo usmażonym pancakesami , których zapach unosił się po całym domu. Moje siostry biegały wokół stołu wyrywając sobie syrop klonowy z rąk.

-Lottie, Fizzy, Phoebe, Daisy siadajcie do stołu i przestańcie tak krzyczeć!- uspokajała je mama.

Zwinnym ruchem zabrałem z rąk Fizzy buteleczkę ze słodkim, o bursztynowym kolorze sosie i uniosłem ją wysoko w góre.

-Do stołu szybko, bo żadna z was go nie zje-powiedziałem do dziewczynek i zaśmiałem się.

-Ale Loooooooois! –powiedziały jednogłośnie ze smutkiem w głosie, ale grzecznie siadły przy stole.

-Dziękuje Boo- mama pocałowała mnie w policzek, a ja podchodziłem do każdej kolejnej dziewczynki i nalewałem im syropu.

Po skończonym śniadaniu usłyszałem dzwonek do drzwi i ku mojemu zaskoczeniu w progu stał Stan. ‘Skąd wiedział gdzie mieszkam?’ przemknęło mi przez myśl, ale zaprosiłem go do środka.

-Mam nadzieje, że szykowałeś się już do wyjścia, bo niedługo zaczynają się nam lekcje, a chyba nie chcesz się spóźniać już w drugim tygodniu szkoły?- uśmiechną się do mnie serdecznie.

-Eee…już ide po książki- pobiegłem szybko po schodach i już kilka minut później wychodziliśmy wspólnie przez bramkę ogrodzenia na ulicę.

-Masz bardzo ładny dom-powiedział do mnie Stan.

-Ładny to pojęcie względne, ja wolę bardziej rodzinne, ale nie miałem wpływu na ten wybór więc musze się pogodzić z mieszkaniem tutaj-westchnąłem.

-Wydajesz się dzisiaj jakiś nieobecny, coś się stało?- zapytał zaniepokojony przyjaciel.

‘Czy coś się stało?’ powtórzyłem sobie w głowie pytanie. Nie miałem tu nikogo bliskiego komu mógłbym się zwierzyć. Niall został w Doncaster, a ja byłem tu kompletnie sam z własnymi myślami. Co czuje do mnie Harry? Czy naprawdę nic dla niego nie znacze?

-Hej Lou-wyrwał mnie z zamyślenia głos Stana.- Gdybyś tylko chciał pogadać to jestem do twojej dyspozycji-posłał mi ciepły uśmiech i poklepał moje ramie.

-Dzięki,ale…Stan nie znamy się zbyt długo nie wiem czy mogę Ci ufać-odpowiedziałem ściszając z każdym wyrazem głos.

-Louis chyba zdążyłeś zauważyć, że nie mam tu zbyt wielu przyjaciół? Nawet nie miał bym komu powiedzieć twoich sekretów-zaśmiał się i popatrzył na mnie wesoło.-Daj spokój możesz mi ufać, naprawdę nie chce Cie skrzywdzić

Chwilę się wahałem, ale może może warto komuś zaufać?

-Widzisz Stan…-zacząłem niepewnie.-Powiedziałem Ci na początku mojej znajomości, ze jestem gejem prawda? -Stan pokiwał znacząco głową.-Pamiętasz tego chłopaka o którego pytałem? Harry’ego…

I tu opowiedziałem mu całą historie o spotykaniu loczka w klubie, o tym co wydarzyło się w moim domu, a potem o tym co stało się wczorajszego wieczoru i pokazałem mu guza ukrytego pod moją grzywką na potwierdzenie moich słów.

-Oh…Lou przepraszam, nie powinienem tak o nim mówić, nie wiedziałem że go lubisz-zaczął posępnie przyjaciel.-Jeśli chcesz możemy zrobić coś, żeby się przekonać co tak naprawdę czuje do Ciebie Harry.-puścił mi oczko i wtajemniczył w plan.

*Oczami Harry’ego*

Siedziałem na szóstej lekcji, a zamiast wzorów chemicznych, które tłumaczył sor Camis w mojej głowie były tylko niebieskie tęczówki, które pochylały się nad moją twarzą, a ja czułem ciepły oddech wydobywający się z pomiędzy jego warg i zaledwie milimetry dzieliły mnie od zatopienia się w jego wargach. Wczorajsze wspomnienia krążyły po mojej głowie cały dzień. Wiedziałem, że powinienem o nim szybko zapomnieć, ale co mogłem poradzić, ze coś mnie do niego tak silnie ciągnęło już od pierwszego wieczora gdy go zobaczyłem? Z rozważań wyrwał mnie dzwonek i silna dłoń Liama który objął moje ramie.

-Chodź Styles czas pokazać temu Louisowi kto tu rządzi-uśmiechną się do mnie i mocniej zacisną ręką na moim ramieniu.

-To tylko głupie solówki w piosence, daj spokój-przewróciłem oczami i w milczeniu udaliśmy się do sali chóru.

Niebieskookiego jeszcze tam nie było, a do pomieszczenia schodziło się coraz więcej osób. Podświadomie czekałem aż on się pojawi w drzwiach, chociaż nie byłem pewien jego reakcji. Po około 5minutach usłyszałem jego śmiech i napięcie odwróciłem się w stronę drzwi. Wszedł do środka, a jego palce były w silnie splecione z palcami chłopaka, którego kojarzyłem ze szkolnego korytarza. Coś w środku ścisnęło mój żołądek i poczułem się nieswojo kiedy Louis na pożegnanie dał chłopakowi buziaka w policzek. Podszedł szybkim krokiem do sora McLevis i mocno gestykulując pokazywał mu coś na kartce papieru. Opuściłem wzrok, żeby nie zobaczył, że znów się w niego wpatruję, ale tajemniczy chłopak z którym przyszedł nie mógł mi dać spokoju. Ciągle myślałem kim jest dla szatyna i kiedy się poznali skoro jeszcze wczoraj Lou był u niego i prawie się pocałowali.

-Dobrze chłopcy-zawołał nauczyciel- Louis, Harry i Liam ustawcie się przy mikrofonach, a resztę zapraszam do ustawianie się za nimi.

Posłusznie skierowałem się do swojego mikrofonu, który na nieszczęście znajdował się obok mikrofonu szatyna. Posłałem spojrzenie Liamowi, który ze złością patrzył na Lou i usłyszeliśmy powolne takty muzyki.

Said I’d never leave her cause her hands fit like my T-shirt,

Tongue tied over three words, cursed.

Running over thoughts that make my feet hurt,

Bodies intertwined with her lips

Popłynęły słowa z ust Liama. A ja przygotowałem się do swojej części nabierając powietrz w usta.

Now she’s feeling so low since she went solo

Hole in the middle of my heart like a polo

And it’s no joke to me

So can we do it all over again?

Zaśpiewałem i wszyscy trzej razem z chórkiem za nami zaczęliśmy śpiewać refren.

If you’re pretending from the start like this,

With a tight grip, then my kiss

Can mend your broken heart

I might miss everything you said to me

And I can lend you broken parts

That might fit like this

And I will give you all my heart

So we can start it all over again

Słowa piosenki pierwszy raz tak bardzo mnie poruszyły, że łzy zebrały się w kącikach moich oczu, ale zebrałem się do kupy i znów biorąc głęboki oddech zacząłem śpiewać kolejną zwrotke.

Can we take the same road two days in the same clothes

And I know just what she’ll say if I can make all this pain go

Can we stop this for a minute?

You know, I can tell that your heart isn’t in it or with it

I wtedy przyszedł czas na Louisa, który wyraźnie odnajdował siebie w śpiewaniu i z uśmiechem na ustach zaczął śpiewać swoim niepowtarzalnym i anielskim ja wcześniej uznałem głosem.

Tell me with your mind, body and spirit

I can make your tears fall down like the showers that are British

Whether we’re together or apart

We can both remove the masks and admit we regret it from the start

Zaśpiewaliśmy wspólnie refren.

You’ll never know how to make it on your own

And you’ll never show weakness for letting go

I guess you’re still hurt if this is over

But do you really want to be alone?

I znów z ust Lou popłynęły cudowne dźwięki, które koiły moją dusze.

You’ll never know how to make it on your own

And you’ll never show weakness for letting go

I guess you’re still hurt if this is over

But do you really want to be alone?

If you’re pretending from the start like this,

With a tight grip, then my kiss

Can mend your broken heart

I might miss everything you said to me

Na koniec powtórzyliśmy jeszcze wspólnie refren i zaczęliśmy bić brawo po skończonej piosence. Sor McLevis wydawał się zachwycony Louisem i zaczął z nim omawiać kolejny utwór.

-Skurwiel zabrał mi moją część piosenki-oburzonym głosem szepną mi do ucha Liam i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że szatyn śpiewał solówki mojego przyjaciela.

Przez godzine ćwiczyliśmy jeszcze kilka utworów, a ja mogłem rozpływać się w głosie Lou dopóki nauczycieli nie powiedział, że na dziś koniec zajęć, a ja zdążyłem tylko zauważyć jak niebieskooki złapał szybko torbę i podbiegł do chłopaka, który wcześniej go odprowadził i rzucił mu się na szyje, a następnie szybko splótł ich ręce razem. Stałem jak wryty wpatrując się w nich i nie zwracając uwagi na Liama, który wygłaszał całe przemówienie w moim kierunku. Wydawało mi się, że Louis przed samymi wyjściem obrócił się i uśmiechną do mnie, ale może tylko to sobie wymyśliłem? Pokręciłem głową, żeby ułożyć loki i zwróciłem twarz w stronę Liama, który nadal był oburzony straconymi solówkami.

-Chodź, stawiam dziś pizze- powiedziałem do niego i pociągnąłem za rękaw do wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz