piątek, 3 stycznia 2014

9

Powiedzieli im, że z Harrym będzie wszystko w porządku. Zayn im wierzył. Oczywiście, że Harry wydobrzeje. Życie bez Harry’ego Stylesa nie było wcale życiem, a Zayn wolał wierzyć, że jakakolwiek siła u góry nie skazałaby go na taką torturę. Szczególnie, że był zdecydowany się zmienić. Już się zmienił.

Mijały tygodnie, a oni zdali sobie sprawę, że śpiączka była jedynie połową problemów. Harry wyzdrowiał, ale miał przed sobą długą drogę, zanim powróci do dawnej formy. Frustracja go dobijała, a terapia była męczarnią. Bolało go całe ciało, a ostatnie wizyty u doktora wywoływały u niego zły humor, jednak wiedział, że potrzebował tego. Więc nigdy nie narzekał. Zayn wszędzie mu towarzyszył, poświęcając każdą chwilę, kiedy nie spał, Harry’emu. Stał się dodatkową kończyną Harry’ego, nigdy nie opuszczając jego boku, zawsze kilka metrów od niego. Zayn wyrobił sobie również nawyk ciągłego dotykania Harry’ego. Przez większość czasu było to coś banalnego jak dłoń na plecach lub podtrzymywanie ramienia. Czasem za zamkniętymi drzwiami zdarzały się delikatne pocałunki i dotyki lekkie niczym piórko.

Dzisiejszy dzień niczym się nie różnił. Wrócili ze szpitala i Harry rozłożył się na łóżku pełen zmęczenia. Ale nigdy nie spał, dopóki na dworze było jasno. Zawsze odmawiał. Zayn przekonywał go, że wszystko w porządku i że nic mu się złego nie stanie, ale do Harry’ego to nie przemawiało. Za to zmuszał Zayna, by nie pozwalał mu zasnąć aż do wieczora.

- Na pewno nie chcesz się zdrzemnąć? - Zayn pocałował ramię Harry’ego, po czym złożył ścieżkę pocałunków aż do szyi, co wywołało u Harry’ego pomruk niczym u kota.

- Nie – odpowiedział Harry. Grymas niezadowolenia można było nawet usłyszeć w jego głosie. Wtulił się w bok Zayna, trącając go łokciem. To oznaczało, że pragnie więcej uwagi, a Zayn z chęcią spełniał to życzenie. Otarł się nosem o policzek Harry’ego, składając delikatne pocałunki w dołeczku na policzku, który pogłębiał się z powodu rosnącego uśmiechu. - Tutaj też. - Harry wskazał na swój nos, a Zayn natychmiast ucałował jego koniuszek. - I tutaj. - Harry wskazał swoje usta, wywołując uśmiech na twarzy Zayna. Oczywiście, było to jego ulubione miejsce do całowania; lekko przygryzł dolną wargę drugiego chłopaka, po czym złączył ich usta razem.

Zayn poczuł, jak się wtapia w Harry’ego. To zdarzało się za każdym razem, kiedy się dotykali, nawet jeszcze przed wypadkiem. Ale teraz, gdy z łatwością to sobie uświadomił, czuł, jakby jego zmysły się wyostrzyły. Zapach Harry’ego go oszałamiał, jego smak uzależniał i nigdy nie miał dość tego, jak ciepła i gładka w dotyku była jego skóra. Zayn lubił przykładać dłoń do szyi Harry’ego tam, gdzie czuć było jego puls. Często musiał sobie przypominać, że Harry naprawdę tu jest i że to nie kolejny wytwór jego wyobraźni. Każdej nocy przed zaśnięciem kładł swoją rękę tam lub na klatce piersiowej Harry’ego, by ukołysał go do snu mocny dźwięk bicia jego serca.

Poranki były jeszcze lepsze. Zayn zaczął budzić się wcześniej od Harry’ego, a on nigdy nie budził się wcześniej od nikogo. Obserwował wtedy śpiącego Harry’ego. Na początku myślał, że ten widok będzie straszny, jednak okazało się, że jest odwrotnie. Zdał sobie sprawę, że istnieje ogromna różnica między Harrym leżącym na szpitalnym łóżku, a Harrym śpiącym obok niego, z równym oddechem i poruszającym się od czasu do czasu. Niekiedy Harry uśmiechał się przez sen. Zayn uważał, że to urocze i mógłby na to patrzeć cały dzień. Harry, bez koszulki, zaplątany w pościel, z niesfornymi włosami, dołeczkami w policzkach, śniący o czymś przyjemnym. Zayn zawsze miał nadzieję, że chłopak śni o nim. Po jakichś trzydziestu minutach Zayn budził go pocałunkiem. Drobnymi całusami na klatce piersiowej, szyi i twarzy. Powoli, lecz dokładnie Harry powracał ze świata marzeń do rzeczywistości. W tym okresie rzeczywistość była zawsze lepsza od snów. Wtedy Harry uśmiechał się do niego sennie, mruczał coś mało inteligentnego, co Zaynowi udawało się zrozumieć. Było to coś w stylu „Pocałuj mnie jeszcze raz” i Zayn to robił.

- Jesteś mój? - pytał Harry swoim zachrypniętym, porannym głosem. Często to robił.

- Tak – odpowiadał Zayn, potwierdzając słowa pocałunkiem.

- Cały mój? - Harry kontynuował; jego głos stawał się nieco wyższy.

- Cały twój – mówił zawsze Zayn. I zawsze była to prawda.

Wtedy dotyk Harry’ego stawał się rozpaczliwy, pocałunki pogłębiały się. Zayn często się opierał, lecz Harry nalegał, więc dłużej nie mógł odmawiać. Lecz zawsze był ostrożny i utrzymywał wzrok na twarzy Harry’ego, odczytując każdą emocję i zawsze starał się nie zatracić całkowicie, ale w końcu był to Harry i było to niemożliwe. Zayn nie nazywał już tego „pieprzeniem”. Nawet w myślach. Kochał się z Harrym. Kochał się z nim każdego ranka, po południu i co najmniej dwa razy w nocy. Zawsze powoli, zawsze delikatnie.Przynajmniej na razie, mówił Harry. Mimo jego próśb, Zayn jeszcze nie chciał być gwałtowny. Ale przyszłość wyglądała obiecująco.

One Direction wróciło. Zayn nie był pewien, czy to dobry pomysł i uważał, że to zbyt wcześnie, by Harry zaczął pracować; poparła go też reszta chłopaków. Ale Harry nalegał i wszyscy doszli do wniosku, że zadowoli to wszystkich. Mogli kontynuować pracę nad następnym albumem, ale jeszcze bez trasy, choć Harry’ego już świerzbiło, by znów występować. Typowy Styles, który pragnął świateł, tłumów i fanatycznych krzyków. Ale Zayn na razie mówił nie. I Harry z chęcią wybrał Zayna zamiast sceny.

Jednak trasy nie dało się uniknąć. Szczególnie, że byli największym boysbandem na świecie i wszyscy wiedzieli, że takie zespoły przybywały i odchodziły niczym moda. Ale czas One Direction jeszcze się nie skończył i nie skończy jeszcze przez jakiś czas, więc musieli podtrzymywać zainteresowanie świata. Wokół stanu zdrowia Harry’ego wytworzyło się niezłe zamieszanie, więc wszyscy musieli ujrzeć na własne oczy, że czuje się dobrze. Bilety sprzedały się bez problemu.

Pierwszy koncert trwał w najlepsze i Harry dawał z siebie wszystko, mimo że nakazywano mu, by się oszczędzał. Tęsknił za tym i bez przerwy przełykał gulę w gardle, by nie rozpłakać się na scenie. Był tam też jego Zayn, w świetle reflektorów, taki piękny, tak idealny, taki… jego. Chociaż jeszcze nie do końca. Ale Harry nigdy nie nalegał, by cokolwiek określać.

Właśnie skończyli piosenkę, a Louis z Liamem wplątali się w zajmującą przekomarzankę. Zayn podszedł do Harry’ego i położył mu dłoń na szyi, uśmiechając się lekko, kiedy poczuł szybki puls pod palcami. Przyciągnął go bliżej, by chłopak mógł usłyszeć jego szept – było to coś, co robili często. Harry pomyślał, że może Zayn chce dla żartów zmienić tekst piosenki lub harmonię. Jednak tych słów się nie spodziewał.

- Bądź moim chłopakiem.

Kiedy Zayn odsunął się, by spojrzeć na Harry’ego, ujrzał uśmiech z dołeczkami, co było odpowiedzią, której potrzebował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz