sobota, 4 stycznia 2014

7

~ Harry ~

Obudził mnie odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. – Liam – wychrypiałem. Czułem suchość w gardle, a moje oczy nie chciały się otworzyć. Odwróciłem się, narzucając sobie poduszkę na głowę i jęknąłem, kiedy usłyszałem dźwięk telefonu. Sięgnąłem dłonią po niego, gdzie leżał na stoliku obok.

Podniosłem się, przecierając oczy, głośno ziewając i prostując przy tym ręce. Spojrzałem na wiadomość, która była od Louisa. Dlaczego pisał do mnie tak wcześnie? Odwróciłem głowę, szukając zegarka. Cholera! Wskazywał 11:30. Mówiłem Louisowi, że będę koło 12. Odblokowałem telefon i odczytałem wiadomość.

Louis – Hej Harry! Próbowałem wykopać stąd Zayna, ale nie mogę się go pozbyć, więc powiedziałem mu, że się poznacie i razem spędzimy chwilę.

Spojrzałem po raz kolejny i przeanalizowałem każde słowo, starając się odczytać ton wiadomości. Był szczęśliwy? Zły? Zdenerwowany? Nie miałem pojęcia, ale wiedziałem jedno – jego osobowość powoli zaczyna się zmieniać, czyli mój plan działał. Ale czy kiedy on się zakochiwał we mnie, ja też się w nim zakochiwałem? Uh, nie lubiłem tej gry. I czasami wolałbym by wcale jej nie było.

Potrząsnąłem burzą swoich loków i wygramoliłem się powoli z łóżka, kierując się prosto do łazienki. – O Boże – wymamrotałem, kiedy zobaczyłem zamiast loczków, kołtuny - każdy powykręcany w inną stronę. Lekko zbladłem i wydałem z siebie dźwięk obrzydzenia. Wskoczyłem pod prysznic, myjąc przede wszystkim twarz i włosy. Poczułem się orzeźwiony, kiedy wyszedłem spod niego. Najpierw wysuszyłem swoje loki, a następnie umyłem zęby.

Wróciłem do pokoju, zastanawiając się co byłoby idealne na dzisiejszy dzień. Mam na myśli fakt, że muszę wyglądać dobrze dla Louisa; w końcu powiedział, że lubi facetów z poczuciem stylu. Haha, stylu, Styles, Harry Styles (dop.tł. Harry, co ty odwalasz, dziecko drogie? xD) Sięgnąłem po moją ulubioną koszulkę i najbardziej ciasne jeansy, jakie miałem w szafie, mając nadzieję, że Louis przez to nie będzie mógł się skupić na niczym innym. Na stopy wsunąłem białe conversy.

Spojrzałem w lustro, okręcając się wokół własnej osi czy dobrze wyglądam. – Czegoś tu brakuje… - powiedziałem do siebie. Oh, wiem! Wyciągnąłem z szuflady zieloną beanie i powkładałem pod nią część swoich włosów. Idealnie, pomyślałem i poszedłem do kuchni, zgarniając batonika z musli. Wziąłem do ręki kluczyki i udałem się w drogę do Louisa, wcześniej zahaczając o pizzerię.

~*~

~ Louis ~

- Kto? – roześmiał się Zayn, na co przewróciłem oczami.

- Nie kłamię, Harry i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. – skłamałem, patrząc chłopakowi prosto w oczy.

Udał, że ociera łzy i znowu wybuchł śmiechem. – Harry? Harry Styles? Największy podrywacz w mieście, który może przeleciał więcej osób od ciebie? Okeeej. Tylko przyjaciele – szydził ze mnie.

- Być może kilka razy się pieprzyliśmy, ale jesteśmy tez przyjaciółmi, więc przyjdzie tu za chwilę. – Powiedziałem, wyciszając ostatnia część zdania najbardziej jak tylko się dało. Zayn wpatrywał się we mnie. - Na jak długo? – zapytał.

- Uh, nie wiem. – Przewróciłem oczami, przełączając kanały.

- Tylko przyjaciele, ha! – Po raz kolejny mnie wyśmiał i poszedł do kuchni. Okej, może coś więcej, zacząłem myśleć. Whoa, Louis, pamiętaj, to tylko gra. Ale mam też nadzieję, że zaczął do mnie czuć coś więcej.

DING DONG

Usłyszałem dzwonek i zerwałem się na równe nogi. Przemierzyłem korytarz w podskokach, czując łaskoczące motylki w brzuchu. Skąd one się biorą? Otworzyłem drzwi i usłyszałem głęboki, ochrypły głos z idealnym Brytyjskim akcentem – Hej, Lou. – Oh, to było gorące.

- Um, hej. Wejdź. – odpowiedziałem. Zobaczyłem jak marszczy noc, przekraczając próg mieszkania.

- Pachnie tu papierosami i piwem – powiedział chichocząc, na co zarumieniłem się.

- Eh, Zayn pali, ja czasami i wszyscy pijemy. Oczekiwałeś ładnego zapachu róży i karmelu? Plus byłeś już tu i będziesz z pewnością nie raz, więc przyzwyczaj się. – Roześmiałem się, prowadząc go do salonu.

- A gdzie Zayn? – zapytał, opadając na kanapę. Usiadłem obok i już miałem mu wyjaśnić, lecz uprzedził mnie ktoś inny.

- Ja jestem Zayn, a ty Harry Styles. Miło mi. – Odezwał się Zayn, wchodząc do pokoju i zajmując miejsce obok. – Przyjaźnisz się z Liamem, prawda? – zapytał, na co chłopak mu przytaknął. - A ty, zgaduję, z Niallem. – odpowiedział mu Harry, uśmiechając się.

Zayn zakaszlał – Tak, można tak powiedzieć. – Oboje patrzyli się na siebie przyjaźnie, a ja tylko siedziałem z boku, przyglądając się im. Okej, robiło się trochę niezręcznie.

- To co oglądamy? – zapytałem i obydwaj nagle się obudzili.

- Lubię Love Actually. – Powiedział Harry, prezentując przede mną swój uśmiech.

Oboje z Zaynem roześmialiśmy się, ale szybko przestałem, widząc jak marszczy twarz. – To niezły film – usłyszałem jak Zayn, nie może się opanować i dźgnąłem go łokciem – ale nie jestem w nastroju. – Dokończyłem, a Harry się rozpromienił.

- Nienawidzisz tego filmu, Louis – szepnął do mnie Zayn.

- Shh! Był niepocieszony; jest bardzo delikatny. A teraz zamknij się, jeśli możesz. – odpowiedziałem mu.

Czekaj, czekaj. Chwila. Kurwa. Chwila. Czy mnie właśnie obchodziły uczucia Harry’ego? Louisa nigdy nie obchodziły uczucia innych, chyba że był to Zayn lub Niall, ale poza nimi, nie dawałem dupy. Co ja robiłem? Nie mogłem lubić tego chłopaka z kręconymi włosami. Nie było takiej opcji. Musiałem wygrać tą grę, bo Bóg wie czego Harry mógłby zażądać w zamian, a ja nie mogłem mieć znów złamanego serca.

Ale powiedzmy sobie szczerze, owszem, lubiłem go, ale on w życiu by się ze mną normalnie nie umówił. Nie z wiedząc ile osób przed nim skrzywdziłem, w tym jego przyjaciela. Okej, Louis, skup się. Musisz przestać się przejmować. Pokerowa twarz i jedziesz dalej.

Kaszlnięcie wyrwało mnie z zamyślenia. – Wyglądałeś jakbyś miał zaraz wybuchnąć. O czym myślałeś? – zapytał mnie Harry.

- Nie twój interes, Loczuś. Przymknij się i wybierzmy w końcu jakiś film. – Zobaczyłem w jego oczach smutek i odepchnąłem go, wstając z kanapy. W końcu jestem Louis i nie daję dupy. (dop.tł. Tak, tak, Lou, jakkolwiek to zabrzmiało…)

- Oglądamy 21 Jump Street – powiedziałem, siadając z powrotem na kanapę pomiędzy Zayna a Harry’ego. Usłyszałem ciche westchnięcie i zerknąłem na szatyna, który się krzywił. Czułem się troszeczkę winny, kiedy się ode mnie odsunął. Ależ proszę, odsuwaj się.

~*~

Zobaczyłem jak Zayn wychodzi z pokoju, kiedy film się kończy.

- I jak, podobało ci się? – zapytałem Harry’ego, który w końcu na mnie spojrzał.

- Taa – mruknął, a ja ciężko westchnąłem.

- To mój ulubiony, i Nialla też. – powiedziałem i zobaczyłem jak wykrzywia powoli swoją twarz w delikatnym uśmiechu, kiedy zacząłem go dźgać w bok. – Oh, Loczuś, uśmiechnij się. – Zachichotałem, łaskocząc go. Wspiąłem się na niego, na co wybuchł śmiechem, a ja razem z nim. Usłyszałem chrząknięcie i zobaczyłem Zayna z charakterystycznym uśmieszkiem na ustach.

- Lou, chodź tu na chwilę! – krzyknął, na co przewróciłem oczami i spojrzałem w dół na Harry’ego. - Dźgnąłem jego dołeczek i ześlizgnąłem się z niego, podążając do kuchni.

- Czego? – syknąłem.

- Czy ja właśnie widziałem nie-zakochującego-się-Tomlinsona, zakochującego się? – zapytał, unosząc brew. Na co się roześmiałem.

- Nie, nic z tych rzeczy. – odpowiedziałem, ale z drugiej strony obawiałem się, że to może być prawdą.

- Okej, ale, stary, on jest jak dziwka i kutas, w jednym czasie. Chłopak z tatuażami, kolczykami i eyelinerem, nie powinien widywać się z panem Lubię Love Actually.* - powiedział, co uznałem za wręcz komiczne.

Poczułem jak moje policzki płoną rumieńcem i uderzyłem go po ramieniu. – Hej, nie mów tak! Nie nazywaj go kutasem. Sam jesteś kutasem, nazywając go kutasem. Kutas. – zadrwiłem z niego i wróciłem z powrotem do Harry’ego. Wskoczyłem na kanapę i ups

- Ała! – jęknął Harry, kiedy wylądowałem na jego kroczu. Przysięgam, nie chciałem. – Przepraszam, kolego! – krzyknąłem i szybko z niego zszedłem.

- Może ci pomasować? – usłyszałem flirciarski głos Zayna i zgromiłem go spojrzeniem.

- Odpierdol się. – powiedziałem bezgłośnie, na co pokazał mi środkowy palec. – Przepraszam, Haz. – szepnąłem, klękając, żeby zobaczyć jego twarz.

- J-jest w porządku, tylko trochę boli. – wykrztusił, zaciskając powieki. Siedziałem tak prze około pięć minut, czekając aż Harry się w końcu wyprostuje i przestanie trzymać za jądra.

- I jak? – zapytałem ponownie, kiedy w końcu usiadł w miarę normalnie.

- Dlaczego nagle tak cię to obchodzi? – zapytał, spoglądając na mnie.

Cholera. Nabrałem głęboko powietrza – Bo takie uderzenie bardzo boli. Boże, tylko pytałem, dupku. – Wkurzyłem się i wyszedłem do swojego pokoju.

Trzasnąłem drzwiami i osunąłem się na łóżko, wzdychając.

- Mogę wejść? – doszedł mnie głęboki głos Harry’ego.

- Nie wyjdź – warknąłem, wślizgując się pod kołdrę. Chwilę później poczułem jak ciężkie ciało się na mnie układa. – H-Harry, zejdź. Nie mogę oddychać. – odetchnąłem i poczułem jak układa się obok mnie pod kołdrą. – Mogę dołączyć? – zapytał.

- Jasne, ale jestem zimny jak lód – szepnąłem.

Poczułem jak owija swoje ramiona wokół mnie i przyciska bliżej do swojej klatki piersiowej. – Ogrzeję cię – szepnął, a ja wsunąłem swoją głowę w zagłębienie jego szyi. Westchnąłem szczęśliwy, kiedy się do niego przytuliłem, ale skrzywił się. – Przepraszam – powiedziałem i zaczął odsuwać się od niego, ale zamiast tego Harry przytrzymał mnie jeszcze mocnej. – Twój kolczyk w ustach mnie zakłuł, to wszystko – wymamrotał, na co skinąłem głową i lekko się przesunąłem. Nasze nogi leżały zaplątane, a on trzymał mnie w uścisku swojego ciała; ciasnym, ale delikatnym. To było takie przyjemne.

- Naprawdę jestem dupkiem? – zapytał mnie szeptem. Zachichotałem – Nie. – odpowiedziałem mu.

- To dobrze. – odetchnął, a ja wtuliłem się w niego tak, że pomiędzy nami nie było żadnej przestrzeni.

Czekaj. Louis. Musisz przestać i skupić się na rzeczywistości. Zawarłeś z nim umowę, w której wszystko dzieje się bez zobowiązań. W grze była mowa o seksie i o tym, kto się pierwszy zakocha. Nie zamierzam przegrać w swojej własnej grze i mieć złamanego serca. Nie potrzebuję tego, dlatego właśnie gram.

~*~

Obudziłem się wciąż w objęciach Harry’ego. Spojrzałem w górę i zobaczyłem jego wciąż zamknięte powieki, wydętą dolną wargę, a loczki przysłaniały mu twarz. Nasze nogi były wciąż zaplątane, a jego głowa wtulona w mój tors. Boże, był taki uroczy.

Usłyszałem skrzypnięcie drzwi i zobaczyłem Nialla oraz kogoś za nim. Liam. Ups, zrobiło się niezręcznie. Blondyn przeszedł obok na palcach i spojrzałem na niego. – Co? – syknąłem, na co on się uśmiechnął. – Ty i Loczek, eh? – powiedział, na co potrząsnęłam głową. – Nie, my, um, my tylko, um… - zatrzymałem się w środku zdania i spojrzałem w dół na Harry’ego. Świetnie, teraz i Zayn i Niall myślą, że coś do niego czuję, kiedy to tylko idiotyczne przedstawienie. No, bynajmniej coś w tym rodzaju.

Usłyszałem ciche westchnięcie Liama, a jego oczy złapały moje. Poczułem się trochę winny, gdy jego brązowe tęczówki wpatrywały się we mnie w ten hipnotyzujący sposób. Zobaczyłem w jego oczach ból i żal. Ach. Odwróciłem się i spojrzałem z powrotem na Nialla. – Ty i ja, musimy dzisiaj porozmawiać – szepnąłem, a on tylko jęknął, ale się zgodził. - Teraz wyjdź. – warknąłem, na co zaśmiał się pod nosem i podążył za wychodzącym już Liamem.

Kątem oka dostrzegłem Zayna, który gromił Liama wzrokiem, cały czerwony, aż się trząsł i… Czy on płakał? Nie wiem, ale zobaczyłem tylko jak ucieka i zatrzaskuje drzwi. Poczułem jak Harry się zaczyna wiercić i usłyszałem ziewnięcie. – Gdzie jestem? – zapytał ochrypłym głosem, Boże, to było takie podniecające.

Zachichotałem – Wciąż w moim mieszkaniu – wymamrotałem, na co zerwał się.

- Cholera, Liam! – krzyknął i wyskoczył z mojego łóżka.

- Jest tutaj, widziałem go. - Zastygł.

- Muszę wracać i powiedzieć mu..

- Harry! Harold! Hazza! – krzyknąłem i w końcu się odwrócił. – On tu jest. I nas widział. Co z tego? – zapytałem, lekko zraniony(?).

- Dlatego! – uciął. – Na razie, Louis. Cześć. – Wymamrotał i opuścił mój pokój. Oookej? Po prostu tam siedziałem, gapiąc się na swoje drzwi, czekając aż wróci, aby porządnie się ze mną pożegnać, ale tak się nie stało. Westchnąłem i spadłem z łóżka. Jęknąłem, mocno szarpiąc zębami za swój kolczyk.

Co jest ze mną nie tak?! Dlaczego czułem się tak dziwnie i czułem się zraniony, kiedy Harry tak po prostu wyszedł. Potrzebowałem przytulenia, uwielbiałem słodko się obściskiwać, ale też czułem się winny, za rzeczy, za które nigdy się tak nie czułem. Boże, ten chłopak zmieniał mnie z każdym dniem jak… Um, kiedyś ktoś również mnie zmienił, ale w łamacza serc, którym jestem. Ale Harry powodował, że z powrotem czułem się kochany, a ja pragnąłem kochać jego. – Mój Boże – powiedziałem do siebie.

-

*W oryginale Zayn powiedział “Mr. I like Love Actually”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz