~ Louis ~
Wślizgnąłem swój język do ust chłopaka, penetrując jego wnętrze i smakując nic więcej poza trawką i papierosami. Ugh, ten facet mógłby wziąć jakąś gumę albo miętówki zanim mnie pocałuje i wessie mój malinowy języczek do swojego gardła. Usłyszałem jak jęknął w moje usta i uśmiechał się podczas pocałunku. Popchnąłem czerwono-włosego chłopaka na ramę mojego łóżka i wspiąłem się na jego ciało, nie przerywając pocałunku.
- Mój Boże, Louis – jęknął, kiedy potarłem swoimi szerokimi biodrami o twardą erekcję.
Zachichotałem i zacząłem obdarowywać jego szczękę pocałunkami, kierując się w stronę szyi.
Uśmiechnąłem się i przycisnąłem swoje usta do jego wyeksponowanej szyi. Wzdrygnął się.
- Zimno Ci? – mruknąłem.
- Nie. Chcę ciebie – wyszeptał.
Rozdzieliłem swoje usta i podrażniłem jego skórę swoim językiem.
Połaskotałem jego szyję, powodując, że wypchnął biodra, a kolejny jęk opuścił jego usta.
- Shh – uciszyłem go i zaprzestałem swojej czynności, odrywając się od niego. Spojrzałem w jego karmelowe tęczówki, a on się uśmiechnął i wślizgnął swoją głowę w zagłębienie mojej szyi, robiąc malinkę.
- Kocham cię, Louis.
Wyszeptał w moje ramię, gdy rozpinałem jego koszulę. Tylko skinąłem głową, ignorując trzy słowa jakie przed chwilą do mnie skierował i zabrałem się do roboty. Miałem nadzieję, że niedługo zaśnie i będę mógł wyjść, zostawiając kolejne złamane serduszko. Ojej.
*~*~*~*
Ziewnąłem i wyprostowałem swoje nogi na małej kanapie, na której spędziłem ostatnią noc. Rozejrzałem się dookoła w panice, ale zobaczyłem znajome przedmioty, które świadczyły o fakcie, że jestem w domu.
-Uff – westchnąłem i wstałem leniwie, ciągnąc stopy po zimnych kafelkach. Zajrzałem za róg do małej sypialni i zobaczyłem blond czuprynę wystającą spod kołdry. Uśmiechnąłem się i postanowiłem wkręcić słodkiego Irlandczyka. Cicho przeszedłem przez korytarz do kuchni, kierując się do jego skarbca – lodówki. Lodówki, w której powinno być jedzenie.
Zacząłem się śmiać, kiedy przełożyłem wszystko co się w niej znajdowało do spiżarki. Gdy tylko skończyłem, usłyszałem obijające się echem czyjeś ciężkie kroki . Odwróciłem się i zobaczyłem Nialla, jednego z moich współlokatorów, ziewającego i jeszcze słabo kontaktującego ze światem.
- Co tam? – powiedział, na wpół śpiąc.
- Hej Niall, Zayn już wstał?
Wziął głęboki wdech.
- A jak myślisz? – Przewrócił oczami i przeszedł obok, kierując się w stronę lodówki. Próbowałem powstrzymać swój śmiech, ale zachichotałem i odwrócił się.
- Co? – zapytał, unosząc brwi.
- Nic. Przypomniało mi się coś śmiesznego – powiedziałem i wróciłem do salonu, kładąc się na kanapę, zrzucając z niej poduszki i koce.
- Co do to do jasnej cholery ma znaczyć?! – Niall krzyknął i obejrzałem się na otwartą lodówkę.
- Ale co? – zapytałem niewinnie.
- Jedzenie. Moje jedzenie. Zniknęło! Musimy zadzwonić na policję, ktoś tu był i zabrał jedzenie. Kurwa, wziął nawet donuty! – wrzasnął i zamknął z hukiem drzwiczki. Nie mogłem się powstrzymać i w końcu wybuchnąłem śmiechem.
- Dlaczego się śmiejesz, Tomlinson?! – warknął, a oczy błyszczały mu ze złości.
- J-jedzenie jest w s-spiżarce. – Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa, śmiejąc się jak opętany.
Spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma i pobiegł do szafy. Słyszałem jak odetchnął z ulgą.
- Ty kutasie! – krzyknął i zaczął odkładać jedzenie na miejsce. Gdy tylko wstałem, poczułem jak coś rozpryskuje się na mojej twarzy. Poniosłem dłoń i poczułem na swojej skórze jednocześnie coś śliskiego i ostrego. Pobiegłem do lustra i zobaczyłem rozbite jajko na moim policzku.
- Horan, dostaniesz za swoje! – krzyknąłem, sięgając z lodówki kolejny karton jajek.
- No, dawaj, Tommo! – odpowiedział, rzucając jajko w moją stronę równocześnie ze mną. Zobaczyłem jak ogarnia go panika i w jednej chwili wybiegł z pomieszczenia. No tak, jego karton był pusty.
- Wygrałem! Jak zawsze! – powiedziałem triumfalnie i zacząłem go gonić. – Ała!
Moje ciało zderzyło się z silna ręką i upadłem na podłogę. Wszystkie jajka rozbiły się na moim brzuchu.
- Co wy, do jasnej cholery, robicie? – warknął głos nade mną i podniosłem głowę do góry, spoglądając na Zayna, który mroził mnie wzrokiem, z założonymi rękoma, stukając stopą o podłogę.
- Uch, walka na jedzenie… - odpowiedziałem i wstałem, ściągając z siebie spodnie; niedbale rzuciłem je w kąt pokoju. – Wyczyszczę je później – mruknąłem.
- Ałć. – Czyjaś ręka uderzyła mnie w głowę. – Za co?! – wrzasnąłem, masując sobie bolące miejsce.
- Goniłeś mojego Niallerka, dupku. Nie ruszaj go albo ja ruszę ciebie! – uśmiechnął się i usłyszałem jak Niall głośno się śmieje ze schodów.
- On nie jest twój. Łączy was tylko seks. – Zaśmiałem się, a on spojrzał na mnie lekko zdekoncentrowany.
- Przynajmniej to coś więcej niż twoje jednonocne przygody! – krzyknął w odwecie.
- Wiesz, mówiłem ci to kiedy cię pieprzyłem. Bez zobowiązań. To tylko dla przyjemności, to tylko gra – powiedziałem z uśmiechem. Mmm… Niezły jestem.
Spojrzałem na niego przelotnie. Jego twarz był czerwona z zawstydzenia, a usta otwarte szeroko, jakby chciał dosięgnąć nimi ziemi.
- Zamknij swoje ustka, kocie, inaczej będziesz miał w nich penisy, które i tak chciałbyś possać.
Usłyszałem za sobą ciche parsknięcie.
- Tak, wiemy, że o tym marzysz, księżniczko.
Zachichotałem.
- I tak mnie kochacie. Pieprzenie mnie również się do tego zalicza. – I zamknąłem za sobą drzwi do łazienki.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Moje włosy były powykręcane w różne strony. Ugh. Wziąłem do ręki żel i zrobiłem sobie małego quiffa. Otworzyłem szafkę, wyciągając z niej eyeliner i kolczyki.
- Co by tu wziąć? Czaszki, zwykłe czarne, a może tęczowe… - szepnąłem do siebie.
Zdecydowałem się na czarne i założyłem je. Pociągnąłem kreskę eyelinerem po dole powieki i uśmiechnąłem się do swojego odbicia. – Dobrze wyglądasz, Louis.
Spojrzałem na swój tatuaż, ciągnący się wzdłuż mojego ciała, i wziąłem kolczyk do ust. Zerknąłem jeszcze raz, poprawiając włosy, eyeliner i włożyłem resztę kolczyków.
- Dobrze wyglądasz, Lou. – Usłyszałem Zayna, który przytulił się do mnie. Wywróciłem oczami. – Chcesz łazienkę? – zapytałem, a on skinął głową.
- Tylko mi się nie obrażaj za wcześniej – uśmiechnąłem się i zaraz po tym mnie wykopał. Poszedłem do Nialla i wyciągnąłem od niego czerwoną koszulkę razem z moimi czarnymi rurkami, które leżały koło vansów. Ubrałem się i stanąłem przed lustrem. – No, mogę iść… - mruknąłem pod nosem i wyszedłem.
- Chłopaki, wychodzę! Narka – rzuciłem i opuściłem mieszkanie.
- Gdzie by tu iść… - szepnąłem, wsiadając do samochodu. Stukałem palcami o kierownicę, zastanawiając się przez dłuższą chwilę. Wpadłem na pomysł, żeby iść do sklepu z płytami. Tam sobie odpocznę i może kogoś sobie znajdę – pomyślałem. Wycofałem się z podjazdu i pojechałem w stronę sklepu, obmyślając plan dla mojego kolejnego chłopca do zabawy.
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz