sobota, 4 stycznia 2014

1

~ Louis ~

Wślizgnąłem swój język do ust chłopaka, penetrując jego wnętrze i smakując nic więcej poza trawką i papierosami. Ugh, ten facet mógłby wziąć jakąś gumę albo miętówki zanim mnie pocałuje i wessie mój malinowy języczek do swojego gardła. Usłyszałem jak jęknął w moje usta i uśmiechał się podczas pocałunku. Popchnąłem czerwono-włosego chłopaka na ramę mojego łóżka i wspiąłem się na jego ciało, nie przerywając pocałunku.

- Mój Boże, Louis – jęknął, kiedy potarłem swoimi szerokimi biodrami o twardą erekcję.

Zachichotałem i zacząłem obdarowywać jego szczękę pocałunkami, kierując się w stronę szyi.

Uśmiechnąłem się i przycisnąłem swoje usta do jego wyeksponowanej szyi. Wzdrygnął się.

- Zimno Ci? – mruknąłem.

- Nie. Chcę ciebie – wyszeptał.

Rozdzieliłem swoje usta i podrażniłem jego skórę swoim językiem.

Połaskotałem jego szyję, powodując, że wypchnął biodra, a kolejny jęk opuścił jego usta.

- Shh – uciszyłem go i zaprzestałem swojej czynności, odrywając się od niego. Spojrzałem w jego karmelowe tęczówki, a on się uśmiechnął i wślizgnął swoją głowę w zagłębienie mojej szyi, robiąc malinkę.

- Kocham cię, Louis.

Wyszeptał w moje ramię, gdy rozpinałem jego koszulę. Tylko skinąłem głową, ignorując trzy słowa jakie przed chwilą do mnie skierował i zabrałem się do roboty. Miałem nadzieję, że niedługo zaśnie i będę mógł wyjść, zostawiając kolejne złamane serduszko. Ojej.

*~*~*~*

Ziewnąłem i wyprostowałem swoje nogi na małej kanapie, na której spędziłem ostatnią noc. Rozejrzałem się dookoła w panice, ale zobaczyłem znajome przedmioty, które świadczyły o fakcie, że jestem w domu.

-Uff – westchnąłem i wstałem leniwie, ciągnąc stopy po zimnych kafelkach. Zajrzałem za róg do małej sypialni i zobaczyłem blond czuprynę wystającą spod kołdry. Uśmiechnąłem się i postanowiłem wkręcić słodkiego Irlandczyka. Cicho przeszedłem przez korytarz do kuchni, kierując się do jego skarbca – lodówki. Lodówki, w której powinno być jedzenie.

Zacząłem się śmiać, kiedy przełożyłem wszystko co się w niej znajdowało do spiżarki. Gdy tylko skończyłem, usłyszałem obijające się echem czyjeś ciężkie kroki . Odwróciłem się i zobaczyłem Nialla, jednego z moich współlokatorów, ziewającego i jeszcze słabo kontaktującego ze światem.

- Co tam? – powiedział, na wpół śpiąc.

- Hej Niall, Zayn już wstał?

Wziął głęboki wdech.

- A jak myślisz? – Przewrócił oczami i przeszedł obok, kierując się w stronę lodówki. Próbowałem powstrzymać swój śmiech, ale zachichotałem i odwrócił się.

- Co? – zapytał, unosząc brwi.

- Nic. Przypomniało mi się coś śmiesznego – powiedziałem i wróciłem do salonu, kładąc się na kanapę, zrzucając z niej poduszki i koce.

- Co do to do jasnej cholery ma znaczyć?! – Niall krzyknął i obejrzałem się na otwartą lodówkę.

- Ale co? – zapytałem niewinnie.

- Jedzenie. Moje jedzenie. Zniknęło! Musimy zadzwonić na policję, ktoś tu był i zabrał jedzenie. Kurwa, wziął nawet donuty! – wrzasnął i zamknął z hukiem drzwiczki. Nie mogłem się powstrzymać i w końcu wybuchnąłem śmiechem.

- Dlaczego się śmiejesz, Tomlinson?! – warknął, a oczy błyszczały mu ze złości.

- J-jedzenie jest w s-spiżarce. – Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa, śmiejąc się jak opętany.

Spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma i pobiegł do szafy. Słyszałem jak odetchnął z ulgą.

- Ty kutasie! – krzyknął i zaczął odkładać jedzenie na miejsce. Gdy tylko wstałem, poczułem jak coś rozpryskuje się na mojej twarzy. Poniosłem dłoń i poczułem na swojej skórze jednocześnie coś śliskiego i ostrego. Pobiegłem do lustra i zobaczyłem rozbite jajko na moim policzku.

- Horan, dostaniesz za swoje! – krzyknąłem, sięgając z lodówki kolejny karton jajek.

- No, dawaj, Tommo! – odpowiedział, rzucając jajko w moją stronę równocześnie ze mną. Zobaczyłem jak ogarnia go panika i w jednej chwili wybiegł z pomieszczenia. No tak, jego karton był pusty.

- Wygrałem! Jak zawsze! – powiedziałem triumfalnie i zacząłem go gonić. – Ała!

Moje ciało zderzyło się z silna ręką i upadłem na podłogę. Wszystkie jajka rozbiły się na moim brzuchu.

- Co wy, do jasnej cholery, robicie? – warknął głos nade mną i podniosłem głowę do góry, spoglądając na Zayna, który mroził mnie wzrokiem, z założonymi rękoma, stukając stopą o podłogę.

- Uch, walka na jedzenie… - odpowiedziałem i wstałem, ściągając z siebie spodnie; niedbale rzuciłem je w kąt pokoju. – Wyczyszczę je później – mruknąłem.

- Ałć. – Czyjaś ręka uderzyła mnie w głowę. – Za co?! – wrzasnąłem, masując sobie bolące miejsce.

- Goniłeś mojego Niallerka, dupku. Nie ruszaj go albo ja ruszę ciebie! – uśmiechnął się i usłyszałem jak Niall głośno się śmieje ze schodów.

- On nie jest twój. Łączy was tylko seks. – Zaśmiałem się, a on spojrzał na mnie lekko zdekoncentrowany.

- Przynajmniej to coś więcej niż twoje jednonocne przygody! – krzyknął w odwecie.

- Wiesz, mówiłem ci to kiedy cię pieprzyłem. Bez zobowiązań. To tylko dla przyjemności, to tylko gra – powiedziałem z uśmiechem. Mmm… Niezły jestem.

Spojrzałem na niego przelotnie. Jego twarz był czerwona z zawstydzenia, a usta otwarte szeroko, jakby chciał dosięgnąć nimi ziemi.

- Zamknij swoje ustka, kocie, inaczej będziesz miał w nich penisy, które i tak chciałbyś possać.

Usłyszałem za sobą ciche parsknięcie.

- Tak, wiemy, że o tym marzysz, księżniczko.

Zachichotałem.

- I tak mnie kochacie. Pieprzenie mnie również się do tego zalicza. – I zamknąłem za sobą drzwi do łazienki.

Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Moje włosy były powykręcane w różne strony. Ugh. Wziąłem do ręki żel i zrobiłem sobie małego quiffa. Otworzyłem szafkę, wyciągając z niej eyeliner i kolczyki.

- Co by tu wziąć? Czaszki, zwykłe czarne, a może tęczowe… - szepnąłem do siebie.

Zdecydowałem się na czarne i założyłem je. Pociągnąłem kreskę eyelinerem po dole powieki i uśmiechnąłem się do swojego odbicia. – Dobrze wyglądasz, Louis.

Spojrzałem na swój tatuaż, ciągnący się wzdłuż mojego ciała, i wziąłem kolczyk do ust. Zerknąłem jeszcze raz, poprawiając włosy, eyeliner i włożyłem resztę kolczyków.

- Dobrze wyglądasz, Lou. – Usłyszałem Zayna, który przytulił się do mnie. Wywróciłem oczami. – Chcesz łazienkę? – zapytałem, a on skinął głową.

- Tylko mi się nie obrażaj za wcześniej – uśmiechnąłem się i zaraz po tym mnie wykopał. Poszedłem do Nialla i wyciągnąłem od niego czerwoną koszulkę razem z moimi czarnymi rurkami, które leżały koło vansów. Ubrałem się i stanąłem przed lustrem. – No, mogę iść… - mruknąłem pod nosem i wyszedłem.

- Chłopaki, wychodzę! Narka – rzuciłem i opuściłem mieszkanie.

- Gdzie by tu iść… - szepnąłem, wsiadając do samochodu. Stukałem palcami o kierownicę, zastanawiając się przez dłuższą chwilę. Wpadłem na pomysł, żeby iść do sklepu z płytami. Tam sobie odpocznę i może kogoś sobie znajdę – pomyślałem. Wycofałem się z podjazdu i pojechałem w stronę sklepu, obmyślając plan dla mojego kolejnego chłopca do zabawy.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz