czwartek, 2 stycznia 2014

477

-Niall, możesz przyjechać do mnie?- głos Louisa łamał się z każdym słowem, a między nimi słychać było ciche chlipanie- Proszę…
-Louis, dzisiaj jest premiera „The class od ’92”. Wiesz, że musimy tam być, zarząd nas zabije, jeśli…-wypowiedz blondyna została przerwana
-Przyjedź, proszę- ostatkiem siły wydusił do komórki i się rozłączył.

Niall wiedział, że nie powinien tego robić, ale czego się nie robi dla przyjaciół, prawda? Wsiadł w samochód i 15-minut później znalazł się pod mieszaniem Louisa. Po wyjściu szybko obtoczyła go grupa fanek, przez którą nie mógł się przebić. Kilka zdjęć i autografów później doszedł do szklanych drzwi budynku. Dostrzegł go ochroniarz, który podbiegł i przytrzymał drzwi, gdy fanki nadal napierały na szklaną powierzchnie, a od ich oddechów szkło pokryło się parą. Pobiegł w stronę windy i wcisnął numer odpowiedniego piętra. Jego garnitur był lekko pomięty, ale nie przejął się tym zbytnio.
W półmroku korytarza szedł po bordowej wykładzinie do właściwych drzwi i bez pukanie nacisnął klamkę. Chłopcy z zespołu zawsze wchodzili do swoich mieszkań jak do siebie. Byli dla siebie jak rodzina i niczego przed sobą nie ukrywali. Pokój był pogrążony w mroku i Irlandczyk potknął się o porozrzucane ubrania ledwo łapiąc równowagę zanim upadł na szklany stolik. Na kanapie za nim rozpoznał płacz szatyna. Bez słowa przysunął się do niego i objął mocno ramionami zmuszając go do podniesienia się do pozycji półsiedzącej. Chłopak odwzajemnił jego uścisk mocno chwytając rękami jego talie i kładąc mokry nosek w zagłębienie jego szyi.

-Hej Boo, co się stało?
-Ona znów tu była, znów się kłóciliśmy. Ja już tak nie mogę Ni to mnie wykańcza psychicznie- chlipnął lekko w jego obojczyk.
-Ona nie jest ważna, jest tylko przykrywką , pamiętasz? Wszystko co powiedziała nie ma znaczenia-Niall wzmocnił swój uścisk jakby chciał powiedzieć ‘jestem tu zawsze’.
-Niall…wiesz jak jest. Wykorzystuje ją, a ona myśli że jestem w niej szaleńczo zakochany i wiem, że ma prawo się na mnie złościć i być zazdrosną, bo tacy są ludzie w związkach. Nie chcę jej dłużej okłamywać i patrzeć jak cierpi, niczym mi nie zawiniła…
-Nie masz wyboru, zarząd rozszarpałby Cię na strzępy, gdybyś teraz się z nią rozstał. Ledwo uciszą jedną plotkę o Larrym, a chwilę później powstaje nowa, a gdybyś tak postąpił dałbyś im tylko powód do trzymania Ciebie i Harry’ego jeszcze dalej od siebie. Tego chcesz?- blondyn odsunął się od starszego chłopaka, tak że tamten musiał unieść głowę i spojrzeć mu w oczy.
-Nie wiem czy nadal mam o co walczyć…nie wiem czy mam o kogo- głos Louisa był pełen wątpliwości.

Przysunął się do Irlandczyka i ponownie wczepił się w niego jak małpka pochlipując od czasu do czasu. Serca Nialla podskoczyło mu do gardła, gdy czuł ciepły dotyk ciała drugiego chłopaka przy sobie. Nigdy mu nie powiedział co do niego czuje. Udawany związek z Eleanour i ukryty związek z Harrym był dla szatyna wystarczająco trudny, nie potrzebował stracić swojego najlepszego przyjaciela. Więc blondyn zaciskał język za zębami i z trudem powstrzymywał się od pocałowania chłopaka uczepionego do jego klatki.

-Hej-delikatnie odsunął Boo od siebie świadomy, że nie wytrzyma już ani minuty dłużej jego dotyku, który wręcz palił jego skórę- Przebierz się i pojedziemy tam, okej? Szybko miniemy tłumy paparazzich i Harry’ego…obiecuje, że nie będziesz musiał z nim dzisiaj rozmawiać- posłał mu najbardziej ciepły uśmiech na jaki było go stać w tamtym momencie i wstał z kanapy ciągnąc za ręce potarganego szatyna.
-Nie chce…pójdę tak.
-Proszę Cię Lou. Załóż chociaż ciemne jeansy, zamiast tych dresów-z błagalnym wzrokiem westchną Niall.
-Tylko dla Ciebie Nialler –szatyn wstał i cmoknął blondyna w policzek, zanim skierował się do pomieszczenia obok. Dla niego było to coś zwyczajnego, ale nie dla Nialla. Każdym małym i czułym gestem Louis sprawiał, że jego ciało drżało, a jego kolana miękły. Przyłapał się kilka razy na myśleniu, o tym że mogliby być z Lou razem i byłoby im dużo łatwiej, bo wszystkie oczy są zwrócone na Larrego Stylinsona, a ich nikt by nie podejrzewał, ale szybko potem docierało do niego, że nie ma żadnych szans u obiektu swoich westchnień. Niestety codzienne widywanie go na próbach i koncertach było dla niego prawdziwą udręką. Nie umiał znaleźć sobie nikogo, bo jego serce było już zajęte. Jego wnętrze było całkowicie zapełnione niebieskimi tęczówkami i najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział, ale niestety każdego dnia boleśnie pękało powoli rozpadając się na maleńkie kawałeczki, które mocno go raniły, ale przecież nikt nigdy nie widział go w złym humorze, prawda? Najbardziej zranieni ludzie zawsze śmieją się najgłośniej.

-Jestem gotowy- powiedział Louis gasząc światło i wychodząc z pokoju, a Niall poderwał się z zajmowanego miejsce na kanapie i ruszył w stronę wyjściowych drzwi. Poczuł na swoim ramieniu ciepłą dłoń Louisa, który mocno przycisnął go do swojego rozgrzanego ciała, a drugą ręką gorączkowo wyjmował klucze z kieszeni. Nogi blondyna natychmiastowo stały się jak z waty, a w brzuchu pojawiło się miliony motylków. Wyszli z mieszkania i podążyli w kierunku parkingu.

-Uśmiechnij się kilka razy jak będziemy iść, żeby nie robić zbędnych podejrzeń –Niall szepnął Louisowi na ucho i sekundę później znaleźli się poza samochodem, a z każdej strony rozbłysły flesze aparatów.

Szatyn posłusznie nałożył na siebie maskę z największym uśmiechem i podążył za Irlandczykiem. Kątem oka dostrzegł kiedyś tak dobrze mu znaną burze loków, która stała w oddali z młodą reporterką. Szybko dogonił Nialla i klepnął go w plecy dając mu sygnał, żeby przyśpieszył, a sam przeciskał się przez tłum do szklanych drzwi, za którymi przywitały go serdeczne ramiona Liama. Chwilę później pojawił się wesoły blondynek, a cała trójka została pociągnięta do zdjęcia.

-Gdzie jest Harry i Zayn?- głos młodego, przystojnego fotografa dotarł do uszu chłopaków.
-Um…Harry jest na zewnątrz, a jeśli chodzi o Zayna to może nadal spać. Rozmawiałem z nim dwie godziny temu i powiedział, że zrobi sobie 10-minutową drzemkę, która najwyraźniej się przedłużyła…-wszyscy wybuchli salwą śmiechu.
-Cóż nie ma na co czekać, na pewno się śpieszycie. To jest moja córka Katie – wskazał na stojącą za nim dziewczynę – Bardzo chciałaby mieć z wami zdjęcie.
-Nie ma problemu-radośnie powiedział Liam wyciągając dłonie w kierunku fanki.

Gdy flesz błysnął zaślepiając na chwilę wszystkich do pomieszczenia wszedł Harry z ogromnym uśmiechem ukazując swoje słodkie dołeczki. Ciało Louisa spięło się momentalnie i napięcie odwrócił się w stronę korytarza, który przemierzył szybkim krokiem ignorując głos Nialla za sobą.

Przez cały film Louis kręcił się nerwowo w fotelu. Próbował skupić się na fabule filmu, ale jego myśli zaprzątały loczki, które tego wieczoru były tak idealnie ułożone, że aż prosiły się o dotyk dłoni, albo o mocne szarpnięcie ich podczas pocałunku, które Harry kiedyś tak uwielbiał. Samotna łza spłynęła po jego policzku, ale szybko otarł ją rękawem i próbował odwrócić głowę w drugą stronę. ‘Pieprzony Harry. Czemu musiał siąść akurat przede mną i to jeszcze z Nickiem…przecież wie jak bardzo go nienawidzę’ pomyślał Louis i zamknął powieki powstrzymując łzy, które gromadziły się w kącikach jego oczu.

Szybko ulotnił się po premierze prosząc Paula o podwiezienie do mieszkania. Całą drogę płakał na tylnym siedzeniu, ale ochroniarz nie pytał o nic. Doskonale znał sytuację, która pogarszała się od kilku miesięcy. Zaczęło się od postu Louis na twitterze „Hows this, Larry is the biggest load of bullsh*t I’ve ever heard. I’m happy, why can’t you accept that” , nie był to do końca post Lou, ale osób z Modest!. Niestety Harry’ego zabolało to bardziej niż powinno i zrobił Louisowi wielką awanturę, którą słyszało prawdopodobnie pół hotelu, w którym wtedy mieszkali. Głośny trzask drzwi, który rozniósł się po holu nie oznaczał niczego dobrego. Wtedy chłopcy powoli zaczęli się od siebie oddalać, a Styles krzywdził Lou udając na jego oczach, że nic mu nie jest, że nie przejmuje się tym co się między nimi dzieje. Uśmiechał się jak zwykle i pokazywał na imprezach, szczególnie często z Nickiem. Doskonale wiedział jak Lou go nienawidzi.

Z perspektywy Harrego nie było tak różowo jakby mogło się wydawać. Więcej pił, żeby zapomnieć. Imprezował, a wieczorami zasypiał płacząc w miękką poduszkę na swoim hotelowym łóżku. Nie potrafił już znieść widoku tej cholernej Eleanour, która była w nim tak szaleńczo zakochana i nie była niczego świadoma. Nie powinien być na nią zły, bo to nie była jej wina, ale jego żołądek skręcał się, gdy w głowie pojawiała mu się wizja przytulających się na łóżku Lou i El. Przecież niebieskooki miał być tylko jego…nie mógł znieść słów „Kocham Cię” wypowiadanych przez Boo w kierunku brunetki. To było zarezerwowane tylko dla nich, to miało być tylko ich…

Louis popchną drewniane drzwi i znalazł się w środku pustego i ciemnego przedpokoju. Od dawna czuł samotność, która wypełniała to mieszkanie i jego duszę. Idąc w kierunku łazienki ściągnął z siebie ubrania zostawiając je porozrzucane po mieszkaniu i przekręcił kurek z gorącą wodą, która polała się strumieniem do wanny.

Harry stał przed drzwiami, które kiedyś były mu tak dobrze znane i wahał się co chwila wyciągając rękę, żeby zapukać, a następnie chował ją do kieszeni do kieszeni.

-Idź do niego, chyba i tak za długo już udajecie, że wam na sobie nie zależy?- miękki głos popłyną z ust postaci, która opierał się o ścianę. Hazza nerwowo odwrócił głowę i zobaczył czuprynę blond włosów ułożoną starannie w quiffa.
-Niall? Co ty tu robisz?
-To co powinienem zrobić już dawno. Zbyt wiele razy musiałem go trzymać w ramionach, gdy zalewał się łzami z tęsknoty za tobą. On jest bardziej kruchy niż myślisz- głos Nialla stał się poważny.
-Wiem, ale zrozum, że to nie jest taki proste.
-To nie jest proste, ale chyba warte tego, żeby o to walczyć? Gdybym miał taką szanse nie wahał bym się nawet przez moment, a ty jesteś takim szczęściarzem i tego nie doceniasz…więc, albo przestań przejmować się wszystkim i skupiać się tylko na sobie, albo daj sobie spokój już na zawsze. Nie krzywdź go kolejny raz…-Irlandczyk odwrócił się napięcie i podążył w stronę windy, a jego serce znów się rozpadło. Tak bardzo chciałby być na miejscu Harry’ego…czuł jakby ciężki kamień ciągnął go w dół, ale nie mógł nic zrobić. Wolał widzieć szczęśliwego Louisa z Harrym, niż jego zapłakaną postać, która zamyka się na wszystkich za drzwiami mieszkania.

Harry niepewnie wszedł do środka i rozejrzał się po pokojach. Usiadł na łóżku w sypialni i otworzył szufladę, w której zauważył kawałek wystającej fotografii z pod sterty papierów. Wyciągnął zdjęcie, które przedstawiało ich obu z czasów Xfactora. Byli wtedy tacy szczęśliwi i wolni. Dopiero zaczynali odkrywać rosnące między nimi uczucie, a potem wszystko potoczyło się zbyt szybko. W Internecie pojawiło się zbyt wiele plotek, które Modest! uznał za groźne dla ich kariery.Z dnia na dzień w progu studia nagrań stanęła Eleanour, która od tamtej pory stała się stałym gościem na ich spotkaniach, koncertach, wywiadach. Harry przejechał palcem po uśmiechniętej na fotografii twarzy Louisa, który właśnie w tym momencie przekroczył próg sypialni owinięty jedynie w biały, puchaty ręcznik wokół jego bioder.

-Harry? Cholera…co ty tutaj robisz?- twarz Lou wyrażała coś więcej niż zdziwienie obrazem Harry’ego w jego mieszkaniu, trzymającego ich zdjęcie. W środku pojawiła się mała iskierka nadziei, która została szybko przytłoczona myślami o bólu, tęsknocie i cierpieniu. Harry nie odpowiedział. Wstał jedynie z łóżka z miną wyrażającą niezdecydowanie i kilka razy jego usta otworzyły się jakby miał coś powiedzieć, ale w pokoju nadal panowała cisza.- Harry…nie wiem co cię sprowadza, ale chyba mogę się dowiedzieć co robisz w moim mieszkaniu?- loczek nadal nie odpowiadał, więc Lou ciągnął dalej –Nie chcesz mówić…no dobrze wiec ja zacznę. Pojawiasz się u mnie niespodziewanie, wcześniej ignorując mnie miesiącami i się nie odzywasz? Przeprasza, ale wiesz, że twoja obecność mnie krzywdzi…doskonale wiesz jak mnie ranisz pokazując się wszędzie z Nickiem, w sumie to nie chodzi nawet o niego. Kurwa krzywdzisz mnie codziennie…brakuje mi Cię, brakuje mi twojego porannego ochrypłego głosu, twoich niebieskich tęczówek, malinowych ust, idealnie wyrzeźbionego brzucha na którym mogłem kiedyś kłaść swoją głowę, a ty bawiłeś się moimi włosami, brakuje mi naszych sekretnych gestów, ruchów, spojrzeń, chociaż może nie do końca były tak dyskretne…więc jeśli masz mi zamiar powiedzieć , że nie mam już na co liczyć i że miedzy nami wszystko skończone to mów śmiało, nie możesz mnie złamać bardziej niż teraz.

Harry nadal stał wpatrując się w podłogę i nerwowo zaciskał pięść. Louis stał nie widząc co ma zrobić, ale ostatecznie tylko cicho westchnął ‘Twoje milczenie jest odpowiedzią na wszystko’ i odwrócił się do drzwi, gdy do jego uszu dotarła cicha melodia nucona przez Harry’ego.

Can we take the same road two days in the same clothes
Loczek uniósł wzrok i kontynuował patrząc Lou w oczy.
And I know just what he’ll say if I can make all this pain go
Powolnym wzrokiem zbliżył się do zaskoczonego szatyna, kolejny raz otwierając swoje usta.
Can we stop this for a minute?
You know, I can tell that your heart isn’t in it or with it

Długo nie musiał czekać na odpowiedź. Z gardła Louisa popłynęły lekko piskliwe dźwięki.
Tell me with your mind, body and spirit
I can make your tears fall down like the showers that are British
Whether we’re together or apart
We can both remove the masks and admit we regret it from the start

Refren zaśpiewali wspólnie, oparci o ścianę. Hazza trzymał rękę nad ramieniem Louisa i patrzył mu głęboko w oczy. Tyle czasu tęsknił za widokiem tego błękitu, który był jak wiosenna burza po której nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać, czasem bywała porywcza i łamała drzewa, a czasem przechodziła spokojnie bokiem. I taki był Louis czasem porywczy, wesoły, ale gdy zostawali sami był najczulszym chłopakiem jakiego można było sobie wyobrazić. Kupował kwiaty, przytulał się w nocy i wręcz domagał się pieszczot ze strony Harry’ego, który nigdy mu ich nie odmawiał.

If you’re pretending from the start like this,
With a tight grip, then my kiss
Can mend your broken heart
I might miss everything you said to me
And I can lend you broken parts
That might fit like this
And I will give you all my heart
So we can start it all over again?

Ostatnie zdanie zabrzmiało dla nich najprawdziwiej jak tylko mogło. Oboje zadali sobie w duchu to pytanie czy mogą zacząć wszystko jeszcze raz? Czy mają jeszcze o co walczyć? Harry złapał Louis w talii i przysunął się do jego ucha cicho szepcząc ‘So we can start it all over again?’

Niepewnie odsunął się by spojrzeć na Louisa, którem zebrały się łzy na policzkach. Harry ostrożnie starł je kciukiem czekając na odpowiedź. Sekundy były dla niego wiecznością, której nie mógł znieść i bez ostrzeżenia wdarł się między wargi starszego przejeżdżając językiem po dolnej wardze na co otrzymał cichy gardłowy jęk, który uznał za zaproszenie i wsunął język głębiej błądząc teraz po podniebieniu. Louis początkowo zaskoczony odpowiedział na tą pieszczotę i ich języki kręciły się wokół siebie. Całowali się tęsknie, namiętnie zahaczając o granice brutalności gdy ręce Harry’ego mocno przyparły do ściany dłonie Louisa, a ich palce splotły się razem pasując do siebie tak idealnie.

-Nie opuszczaj mnie więcej- cicho powiedział Louis, gdy na chwilę oderwali od siebie swoje spuchnięte usta, a na jego policzki oblały się szkarłatnym rumieńcem.
-Kocham Cię Boo- nie czekając na odpowiedź Loczek ponownie złączył ich usta razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz