piątek, 3 stycznia 2014

6

Po trzech tygodniach Harry nadal się nie obudził. Ale była nadzieja, powtarzał sobie Zayn. Musiała być. Spędził wiele nocy szukając informacji na temat, ile to może trwać, ale nie znalazł nic użytecznego. Nawet natrafił na przypadek, kiedy pewna osoba trwała w śpiączce przez trzydzieści siedem lat. Po przeczytaniu tego natychmiast zamknął laptopa. Nie ma mowy, żeby poradził sobie z tym, że Harry będzie w takim stanie przez trzydzieści siedem lat.

A z Zaynem było coraz gorzej. Znacznie schudł, lecz starał się to ukryć, nie chcąc nikogo martwić podczas całej sytuacji z Harrym. Liam zauważył. Nic nie umykało jego uwadze. Pojawiał się u Zayna niezapowiedziany, zawsze z jedzeniem i zostawał do momentu, kiedy nie został żaden okruszek. Zayn nie był za bardzo rozmowny, więc po wszystkim Liam zbierał swoje rzeczy i wychodził. Zayn był mu wdzięczny. Bez niego prawdopodobnie całkowicie by zniknął.

Chłopcy często odwiedzali Harry’ego. Mówili do niego, opowiadali o codziennym życiu i błagali, żeby wrócił. Nikt nie był pewien, czy ich słyszy, ale to nie miało znaczenia. I tak by się odzywali. Zayn jako jedyny nie mówił do Harry’ego. Odmawiał nawet zbliżenia się do jego łóżka bliżej niż na kilka stóp i zatrzymywał się przy drzwiach. Ani razu w ciągu tych trzech tygodni nie wszedł do sali Harry’ego. Często siedział na zewnątrz, wykręcając swoje palce i starając się zablokować cały hałas razem z rozmową prowadzoną tuż za ścianą.

- Hej, Harry. Wyglądasz nieźle, kolego. - Dobiegł go z sali głos Liama.

- Przytyłeś, co? - odezwał się Niall.

Ostatni był Louis.

- Obudź się, Harry.

Nigdy nie dostawali odpowiedzi, więc kończyło się na tym, że chłopcy rozmawiali między sobą. Tematy były nieistotne, chodziło o desperacką próbę zapełnienia pustej i ciężkiej atmosfery. Tak jakby cisza przypominała im o poobijanym chłopaku śpiącym obok i nikt nie chciał stawić czoła tej rzeczywistości.

Wizyty w szpitalu nigdy nie trwały długo, ale nawet te kilka minut źle działało na chłopaków. Lekarzowi brakowało już słów wsparcia i optymizmu, nie było żadnej rozmowy o światełku w tunelu. Jedyne:

- Robimy wszystko, co w naszej mocy.

Pojawiały się gazety z nagłówkami „CZY TO KONIEC 1D?” i Zayn już wiele razy wpadał w kłopoty z powodu wywalania stojaków z prasą i wyrzucaniem magazynów do kosza. Chociaż najgorsze było to, co czytał w internecie. Mimo że w trendach pojawiały się #ComeBackHarry i #WeLoveHarry*, to właśnie były najbardziej okrutne słowa, jakie wypowiadano odnośnie sytuacji i powodowały u niego irytację. Skutkiem było połamanie telefonu w trzech miejscach. Odmawiał kupna nowego, dopóki Niall nie przyniósł mu nowej komórki, mówiąc, że to prezent i byłby „samolubem bez serca”, gdyby go nie przyjął.

Podobnie jak Zayn, tak i Louis nie bardzo wiedział, jak sobie z tym poradzić, a Zayn zauważył wyrobiony między nimi dystans. Louis prawie nie zamienił z nim słowa od wypadku, a Zayn mógł zgadnąć, że Louis go obwinia i nie chce mieć z nim do czynienia. Ta myśl wywołała tępy ból w piersi Zayna, bo wiedział, że Louis przejmował się tak samo jak on sam. Zayn potrzebował i pragnął od niego pocieszenia, którego nie dostał i wiedział, że nie dostanie.

To stało się pewnego dnia na parkingu przed szpitalem. Louis był wściekły, nagle przytłoczony skrywanymi uczuciami i dłużej nie mógł się powstrzymać.

- Zayn! - Louis złapał go za ramię i szarpnął, nim zdążył wsiąść do samochodu. Ich ochroniarze ruszyli w ich stronę, ale Louis podniósł rękę.

- Nie! Odwalcie się! Po prostu muszę z nim pogadać. Muszę z nim pogadać. - Odsunął się od Zayna, zapewniając tym samym brak dalszego kontaktu fizycznego. - Powiedziałem, że muszę z nim porozmawiać. Na osobności – dodał, co zabrzmiało jak warknięcie. Wszyscy się wycofali.

- Co, Lou? - spytał cicho Zayn.

Louis patrzył na niego przez chwilę, zaciskając usta.

- Wiem, dlaczego nie wchodzisz do tego pokoju – odezwał się niskim głosem, upewniając się, że nikt ich nie słyszy. - To twoja wina, że on tam leży i ty dobrze o tym wiesz. Jesteś taki… jesteś taki winny i praktycznie toniesz w wyrzutach sumienia. Dlatego nie potrafisz tego zrobić.

Zayn nie odezwał się.

- Nawet nie umiesz zaprzeczyć, prawda? Wiem, gdzie Harry miał być tego dnia, bo mi powiedział. I wiedziałem, co ma zamiar zrobić. Odradzałem mu to, ale on chciał jeszcze raz spróbować, bo nie mógł z ciebie zrezygnować, chociaż ja wiedziałem, że go skrzywdzisz. - W oczach Louisa pojawiły się łzy; znów się odsunął, odwracając na chwilę wzrok. - Wiesz, on też zdawał sobie z tego sprawę. Że go odrzucisz. Ale powiedział, że nie mógł skończyć tego, co mieliście bez wyznania ci, jak bardzo cię kocha. A ty na to nie zasługiwałeś. Nie należało ci się nic, co on ci dawał. - Louis podszedł bliżej tak, że ich twarze dzieliły centymetry i zniżył głos do szeptu. - Ja byłem przy nim, kiedy ciebie zabrakło. Ja go kochałem. Mógłbym z nim być w sposób, jaki ty nigdy byś nie mógł, dałbym mu wszystko, czego ty byś nigdy nie zdołał…

Zayn mocno pchnął Louisa i skierował palec w jego pierś.

- Nic o nas nie wiesz! Nie wiesz, co mógłbym mu dać! - krzyknął, zwracając uwagę ich ochroniarzy, którzy zaczęli iść w ich stronę, jednak zatrzymując się w pewnej odległości. Wszyscy wiedzieli, że Zayn i Louis i tak nie uniosą na siebie ręki. Wszyscy tez wiedzieli, że to było potrzebne.

- Co, Zayn? Co mógłbyś mu dać? Kłamstwa? Niedotrzymane obietnice? Kilka potajemnych spotkań, dopóki nie będziesz miał dość eksperymentowania i pozbędziesz się go dla bardziej zwyczajnego życia?

- Nie! To nie jest…

- NO TO DLACZEGO? - wrzasnął Louis, zaciskając dłonie w pięści, a jego oczy dziko błyszczały. - Dlaczego on leży na tym szpitalnym łóżku?! Dlaczego jest tam, a nie tutaj, z tobą?! Ponieważ jesteś tchórzem, Zayn! On wybrał ciebie, a ty jesteś tchórzem! - Jego twarz się zmarszczyła, po czym wybuchnął płaczem.

Zayn stał tam, rozwścieczony słowami Louisa, ale jednocześnie zgadzając się z nimi i poczuł, jak uderza go ból Louisa. Szybko podszedł do przyjaciela i przyciągnął go do siebie, mocno obejmując. Louis się nie opierał.

- Wiesz, co jest najgorsze, Zayn? - spytał głosem roztrzęsionym od łez. - Najgorsze jest to, że ty też jesteś w nim zakochany.

—-

Był sam. Bez Liama, Nialla czy Louisa. Zayn przeszedł korytarzem, czując jakby stopy stawały się cięższe z każdym krokiem, ale musiał to zrobić sam. Teraz stał pod drzwiami. Biorąc głęboki oddech, wszedł do środka. I tam był Harry, zawsze bez ruchu, ciągle bez zmian, nadal na szpitalnym łóżku. Zayn zajął miejsce obok, niezdolny do spojrzenia na twarz drugiego chłopaka, jednak po kilku chwilach zmusił się do tego. Ten widok złamał mu serce.

- Harry – wyszeptał. - Jest coś, co muszę ci powiedzieć.




*Wróć Harry i Kochamy Cię Harry

____________________________

Tłumaczenie należy do mnie. Kopiowanie zabronione.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz