sobota, 4 stycznia 2014

11

~*~


~ Harry ~

Wspiąłem się na wysoki płot, rozrywając przy tym koszulę i zadrapując sobie ramię, ale jedyne o czym myślałem to jak wydostać stamtąd Louisa. Zanurkowałem w ubraniach, i w tej chwili mało obchodził mnie fakt, czy były one jednymi z moich ulubionych, czy też nie. Zobaczyłem go na samym dnie basenu. Coraz bardziej tracąc powietrze płynąłem ile sił.

W końcu udało mi się złapać go za nadgarstek i pociągnąć na powierzchnię. Uniosłem jego ciało i ułożyłem na posadzce, a sekundę później sam byłem na powierzchni, drżący i próbujący złapać oddech. Jego klatka piersiowa się nie unosiła, a twarz miał przerażająco bladą. Zastygłem i rozejrzałem się szybko dookoła. – Pomocy! – krzyknąłem i odczekałem chwilę, ale nikt się nie odezwał.

Spojrzałem w dół, przesunąłem mu głowę i przystąpiłem do pierwszej pomocy. Dwa razy tchnąłem powietrze w jego usta, smakując jednocześnie mocnej wódki. Wyglądał gorzej niż półtora nieszczęścia. Kiedy zobaczyłem, że nic nie pomaga, ułożyłem dłonie na jego nagiej klatce piersiowej i zacząłem ją uciskać. Starałem się przykładać do tego jak najwięcej siły, aby jak najszybciej usunąć resztki chlorowanej wody z jego organizmu.

Nagle usłyszałem jak wciąga głęboko powietrze i zaczyna kasłać. Usiadł i powoli jego organizm pozbywał się wody, którą się zakrztusił. Oczy miał szeroko otwarte z przerażenia. Czekałem aż skończy, a później siedzieliśmy spokojnie w ciszy. Nie przestałem go obserwować, kiedy spuścił swój wzrok, zaczynając się bawić swoimi palcami i natychmiast otrzeźwiał.

Odchrząknąłem resztki wody zalegające w gardle i wtedy dopiero na mnie spojrzał. W oczach stały mu łzy.

- Harry! – jęknął i przytulił się do mnie, oplatając dłonie wokół mojego ciała. W pierwszym momencie byłem zaskoczony, ale szybko odwzajemniłem jego uścisk, przytulając jego drobne ciałko do siebie i dając mu poczucie bezpieczeństwa. Gdy zaczął trząść się z zimna, przysunąłem go jeszcze bliżej siebie i zacząłem pocierać jego plecy, aby go ogrzać.

Wokół była kompletna cisza; jedynymi dźwiękami jakie dało się usłyszeć to ciche szlochanie Louisa i wiatr szumiący między drzewami. W końcu zdecydowałem się coś powiedzieć.

- Dlaczego? – zapytałem, ale jedyne co usłyszałem to pociąganie nosem. – Louis, odpowiedz mi, dlaczego? – ponowiłem pytanie, lecz tym razem trochę ostrzejszym tonem.

Westchnął, ocierając łzy z oczu. Dolna warga mu drżała, kiedy polizał swój kolczyk.

- N-nie mogę ci powiedzieć. – Wyszeptał i spojrzał w drugą stronę.

- Tak, możesz, Louis – odpowiedziałem mu cicho, a kiedy już chciałem dotknąć jego ramię, odepchnął moją dłoń i zmroził mnie wzrokiem.

- Nie! Nie mogę! J-jeśli to zrobię, stracę wszystko. Wszystko na co do tej pory pracowałem i będę jeszcze bardziej cierpiał niż teraz! - krzyknął mi prosto w twarz. Przygryzłem nieśmiało wargę, nie chcąc patrzeć w jego rozwścieczone oczy.

- Louis, proszę. Dlaczego uciekłeś? Dlaczego prawie się zabiłeś? – zapytałem ponowni, ciszej niż poprzednio.

Prychnął.

- Nie chciałem się zabić, idioto! – Swoim krzykiem łamał mi serce, naprawdę. Idiota – jedno słowo, które odbijało się głośnym echem w mojej głowie i bolało bardziej niż powinno.

- Ale wskoczyłeś tam i… - nie dał mi dokończyć.

- Byłem pijanym i głupim dupkiem, a to nie jest twój interes dlaczego uciekłem i się upiłem. – krzyknął, a wtedy wstałem i podszedłem bliżej.

- Tak, jest – warknąłem i zrobiłem krok w przód, tak aby nasze klatki piersiowe się stykały. –.

- Wcale nie. Nie ma tego w zasadach. Nie muszę ci nic mówić – splunął, a ja wzdrygnąłem się na dźwięk tonu jakiego użył w tamtym momencie. Boże, ale z niego kutas.

- Louis, mam prawo wiedzieć. Uratowałem cię – zaprzeczyłem jego słowom, unosząc brwi.

- W takim razie zmarnowałeś swój czas. Powinieneś mnie zostawić na dnie tego basenu; życie beze mnie byłoby łatwiejsze dla ciebie i całej reszty. – Naprawdę, Louis? Czułem się jak śmieć. Naprawdę tak uważał? Naprawdę tak czuł?

- Lou, nie zmarnowałem swojego czasu – szepnąłem, ale on tylko wywrócił oczami.

- Czyli mówisz mi, że tęskniłbyś za mną, jeśli bym utonął? – Skrzyżował ramiona.

- Tak. Umarłbym bez ciebie, zabiłbym się zaraz po tobie, bo- bo… - zasłoniłem sobie dłonią usta w ostatniej chwili, a Louis wpatrywał się we mnie.

- Bo co? – wymamrotał.

- Bo bym płakał – powiedziałem i szybko odwróciłem głowę, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy.

- Tak myślałem –szepnął i zaczął odchodzić. Nie. Złapałem go za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. Uniosłem palcem jego brodę i złączyłem nasze usta.

Czułem jak przesuwamy się w tył, aż opadliśmy na jedno z krzeseł stojących obok basenu. Leżałem na nim, opierając swoje dłonie po obu stronach jego ciała, tak aby nic mu nie zrobić. Oplótł mnie nogami w pasie, a dłonie wplótł pomiędzy moje włosy.

Czułem słaby smak wódki pomieszanej z chlorem, ale naprawdę mało mnie to obchodziło. Poruszałem brutalnie ustami, rozkoszując się ich miękkością. Rozdzieliłem swoim językiem jego usta, prześlizgując je po jego kolczyku, aż w końcu pozwolił mi całkiem przejąć nad sobą kontrolę.

Badałem każdy zakątek jego ust, sprawiając, że jęknął w moje usta. Zachichotałem, trochę maniakalnie i wtedy odsunął się ode mnie roześmiany. Chwilę po tym, czułem jego ciepłe i delikatne wargi przesuwają się wzdłuż mojej szczęki, aż do ucha. Kiedy polizał delikatnie jego płatek, jęknąłem ciche „tak”.

Składał leniwe pocałunki na mojej szyi w górę i w dół, powtarzając kilka razy tą czynność. Zadrżałem, kiedy zaczął językiem pieścić moją skórę. W połączeniu chłodu i jego gorącego oddechu, wszystko było tak przyjemne i elektryzujące.

Czułem jak delikatnie przygryzał moją skórę i jedyne do czego byłem zdolny to pojękiwania, powodujące zadowolenie Louisa. Zassał delikatnie jej kawałek, ale bardzo subtelnie. Ale kiedy zauważył, że jedynie pojękiwałem wzmocnił swoją pracę. – Louis! – wyrwało mi się, kiedy trafił w mój czuły punkt. Boże, był w tym naprawdę dobry. Kiedy się odsunął, pozwoliłem mu na chwilę chwały – przypatrywał się zrobionej prze siebie idealnej malince. Przesunąłem dłonią do swojej szyi i lewie dotknąłem jego dzieła. Skrzywiłem się, na co zachichotał. Chwila. On, kurwa, zachichotał. Jakie to cholernie słodkie. Uśmiechnąłem się i oblizałem swoje usta. – Twoja kolej – zamruczałem i, przysięgam, że właśnie zobaczyłem jak jego policzki stają się zaróżowione.

~Louis~

Uśmiechnął się, po czym złapał mnie za nadgarstki i złączył nas w pocałunku. Tak t tęskniłem za jego cynamonowym oddechem i karmelowymi ustami. Tym razem nie czułem smaku herbaty, ale wciąż był bardzo słodki. Miałem wrażenie jakby stale jadł te rzeczy, a nigdy go nie widziałem.

Przygryzł moją wargę, powodując, że coraz bardziej poddawałem się jego delikatnemu dotykowi. Językiem bawił się moim kolczykiem; nigdy bym nie przypuszczał , iż to może być tak erotyczne doznanie.

Gdy rozłączył nasze usta, aby wziąć oddech, usłyszałem jak się śmieje. Zarumieniłem się.

- Co? – Spojrzał w dół, lustrując moje nagie ciało i twardego już penisa.

Cholera, kompletnie zapomniałem o fakcie, iż byłem całkiem nagi. Jęknąłem, kiedy jego usta wędrowały w dół mojego brzucha, lekko zasysając skórę i drażniąc ją swoimi zębami. Mruknąłem niezadowolony, kiedy przestał sprawiać mi przyjemność, ale za to on był z siebie dumny jak paw.

- Nie mamy żadnego lubrykantu – szepnął, a ja westchnąłem.

- Drogi Harry, to ja zawsze jestem na górze – uśmiechnąłem się lekko i zacząłem rozpinać jego koszulę, w tym samym czasie, kiedy on sprawiał mi przyjemność, obciągając. Jęknąłem w jego ramię i lekko zacisnąłem na nim zęby, zostawiając drobne ślady moich zębów, ale nie przeszkadzało mu to.

Zaczął poruszać swoją ręką coraz szybciej i mocniej, doprowadzając mnie bardzo blisko szczytu. W końcu, gdy odpiąłem już wszystkie guziki, zsunąłem go ze swoich kola.

- Spodnie. W dół. – Rozkazałem, a Harry tylko przytaknął i szybko jego ubrania znalazły się na ziemi.

Polizałem swój kolczyk, na co zobaczyłem pożądanie w jego oczach. Popchnąłem go na krzesło i palcami delikatnie pieściłem jego boki. W końcu dotarłem do jego członka i powoli zacząłem poruszać swoją dłonią w górę i w dół. Gdy jego plecy wygięły się w delikatny łuk, wiedziałem, że jest lepiej niż dobrze.

Zacząłem składać drobne pocałunki i liźnięcia wzdłuż jego penisa.

- P-przestań mnie drażnić – wychrypiał. Uśmiechnąłem się i zacząłem kreślić językiem wzory na jego główce. – Kurwa, Louis – wstrzymał oddech.

Wsunąłem w swoje usta połowę jego długości, a pozostałą część pocierałem palcami. Poruszałem głową coraz szybciej, słysząc jak krzyczy moje imię w euforii. Trochę za późno zdecydowałem się, aby pochłonąć całość, gdyż sam wsunął dłoń pomiędzy moje włosy i zmusił mnie do tego. Zassałem go do samego końca, aż nic nie było widać. Zachichotałem, a wtedy wibracje mojego głosu, sprawiły, iż wessał powietrze. Odrzucił swoją głowę do tyłu, a loczki przysłoniły mu twarz. Uniosłem na niego swój wzrok i wtedy zobaczyłem jego zamknięte powieki i ust uformowane w małe „o”.

Czułem jak jego penis zaczyna drgać w moich ustach i usłyszałem:

- L-Louis, zaraz dojdę – wydyszał i wtedy wysunąłem go z ust.

Miał szeroko otwarte oczy, a jego erekcja boleśnie pulsowała.

- Dlaczego- Dlaczego przestałeś? – zapytał i już chciał samemu sobie zrobić dobrze, ale uderzyłem go po rękach.

- Nie dojdziesz, póki ci nie pozwolę. A to się stanie dopiero, kiedy się w tobie znajdę, ty mała dziwko. – Przełknął głośno ślinę. – Odwróć się i na kolana – rozkazałem mu, a on posłusznie wykonał moje polecenie.

Teraz miałem przed sobą jego idealny tyłek. Polizałem wokół jego wejście, uśmiechając się pod nosem. Jęknął głośno, a ja sprawiałem mu przyjemność wsuwając go i wysuwając z niego.

Odsunąłem się, po czym oblizałem swoje usta i bez ostrzeżenia wsunąłem w niego palec. Kiedy wciągnął powietrze, dołączyłem kolejny. – Ałć, Louis – wymamrotał. Próbowałem go rozciągnąc najbardziej jak tylko mogłem, dołączając również trzeci palec.

Robiłem to coraz szybciej i szybciej, skręcając i zginając je w środku, ocierając o jego mięśnie.

- Kurwa – jęknął. Wiedziałem, że był gotowy. Uśmiechnąłem się i mocno uderzyłem go w pośladki. Poczułem jak się spina.

- Gotowy, kochanie? – wyszeptałem do jego ucha, całując go przy tym w policzek. Skninął głową.

- Pieprz mnie, Tomlinson.

Ukląkłem na kolana i powoli wsunąłem się w niego. Cicho zaskomlał i odetchnął, kiedy zacząłem się w nim poruszać. – Jesteś taki ciasny, kochanie – mruknąłem, przyśpieszając swoje ruchy. Jego jęki z bólu, wkrótce przekształciły się w pojękiwania z przyjemności jaką mu sprawiałem.

Mój Boże, to było tak dobre jak nigdy. Złapałem go za biodra i uderzałem w niego coraz mocniej. – Boże, Louis! Kurwa. – krzyczał, kiedy stałem się jeszcze bardziej brutalny. Moje paznokcie wbijały się w jego boki i dobrze wiedziałem, że zostaną mu po tym ślady; przynajmniej będzie miał pamiątkę co wspominać. W dole brzucha czułem jak kumuluje się ciepło, a moje ruchy stają się coraz bardziej niechlujne.

- Louis, z-zaraz dojdę – jęknął Harry. Jeszcze kilka razy pchnąłem w niego mocniej i odpowiedziałem:

- Ja też, kochanie. Na trzy. – Widziałem jak ciężko oddycha. – Raz. Dwa. Trzy. – Powiedziałem i wypełniłem go. Kiedy wysunąłem się z niego, obrócił się i zobaczyłem jak się ubrudził.

Rozpromieniłem się i wspiąłem na niego, po czym zacząłem zlizywać z niego cały bałagan. Stał się w tym momencie jeszcze bardziej czerwony niż piwonia.

- To było świetne – powiedział, z trudem jeszcze łapiąc oddech. Skinąłem głową, a on przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, tak, że moja głowa spoczywała na jego ciele. – Powiedz mi, dlaczego uciekłeś – szepnął mi do ucha. Westchnąłem i przymknąłem oczy, kiedy przytulił mnie jeszcze mocniej.

- Nie mogę, Hazza. – Wysunąłem się z jego objęć i wstałem, a wiatr musnął moje nagie ciało.

- Masz, włóż je na siebie. – Podał mi swoje bokserki, uśmiechając się.

- A co ty założysz? – zapytałem, unosząc brew.

- Twoje, mokre – zachichotał. Wolę, żeby tobie było ciepło i byś się nie przeziębił – zarumienił się.

Otworzyłem oczy szeroko ze zdziwienia. Nie, muszę iść, zanim powiem mu, że go kocham. Nie mogę mieć po raz kolejny złamanego serca, nie przez niego. Odrzuciłem z powrotem jego bokserki i uciekłem. Popchnąłem drzwi i uciekłem do swojego mieszkania.

Boże, co Niall i Zayn pomyślą, kiedy wejdę nagi do mieszkania. Widziałem niedaleko nasz dom, a za sobą słyszałem nawoływania mojego imienia, głębokim i ochrypłym głosem. Tego z którym się kochałem i którego kochałem. Potrząsnąłem głową i pobiegłem do domu.

Drzwi były otwarte? Zatrzasnąłem za sobą drzwi i wszedłem do środka, drżąc z zimna. Dwie głowy uniosły się znad kanapy i wkrótce po tym, śmiechy wypełniły całe pomieszczenie.

- Stary, dlaczego jesteś nagi? – zapytał Niall i wstał.

- Mógłbym zadać to samo pytanie – odpowiedziałem, kiedy zobaczyłem dokładnie to samo. Zarumienił się, a wtedy wstał Zayn i owinął ich oboje kocem, zakrywając nagie ciała.

- Nie, ale serio – zapytał Zayn, na co jedynie westchnąłem.

- Nic. Jestem zmęczony i idę się położyć – wymamrotałem i poszedłem do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Czułem jak łzy zaczynają spływać po mojej twarzy, kiedy wskoczyłem pod kołdrę.

- Dlaczego!? Dlaczego on nie może mnie kochać! – szlochałem. Wiedziałem, że nie przepadał za mną. I teraz otwarcie się do tego przyznaję – zakochałem się w Harrym Stylesie. Złamałem swoją zasadę numer jeden i nie ważne kto wygra, i tak będę cierpiał. Nie chciałem tego i zachowywałem się jak samolubny dupek. Już powinienem przegrać. Pewnie wszystkiego się już domyśla.

Nigdy nie chciałem się do tego przyznać. Nie chciałem się zmagać z kolejnym złamanym serce, ale wygląda na to, że jednak będę musiał, tak jak moi poprzedni kochankowie. Wiedziałem jak to jest, dlatego właśnie grałem. Pociągnąłem nosem, kiedy myślałem o sobie w ten sposób – byłem żałosny.

Nigdy nie czułem się z nią tak jak z Harrym, (tak, z nią, przez kilka lat byłem Bi, ale później stwierdziłem, że tak naprawdę kręcą mnie tylko i wyłącznie faceci).Dlatego tak bardzo chciałem, by to on właśnie się przyznał, żebym ja też mógł i żylibyśmy długo i szczęśliwie. Ale to się nigdy nie stanie.

To była ewidentnie moja przegrana i cholernie bolała. Wstałem, głęboko odetchnąłem i potarłem swoje opuchnięte, czerwone oczy. Podszedłem do mojej szafki i wyciągnąłem z niej parę bokserek, po czym wróciłem z powrotem do łóżka. Zamknąłem oczy i jedyne na co miałem ochotę to głośno krzyczeć.

Złapałem poduszkę, przycisnąłem ją sobie do twarzy i krzyknąłem najgłośniej jak potrafiłem. Usłyszałem skrzypnięcie drzwi i odrzuciłem poduszkę, aby zobaczyć burzę loków.

- Czego – syknąłem.

- Musimy porozmawiać – powiedział spokojnie. Wywróciłem oczami i odwróciłem się do Harry’ego.

- Rozmawialiśmy dziś wystarczająco, Harold – odpowiedziałem, a on zachichotał, siadając na brzegu łóżka.

- Serio, Lou. Musimy pogadać o wszystkim. – Wszystkim… Co on ma przez to na myśli? Obróciłem się w jego stronę i utonąłem w jego szmaragdowych tęczówkach.

- Wyjdź – warknąłem.

- Naprawdę, Boo? – wzdrygnąłem się słysząc swoje przezwisko i zmarszczyłem brwi.

- Tak, wyjdź, teraz. Zanim cię wyrzucę – syknąłem. Harry tylko wstał i patrzył się na mnie. – Harry! Powiedziałem, wyjdź! – Tylko skinął głową i zobaczyłem pojedynczą łzę spływającą w dół jego policzka. Ja czułem się winny, ale co on miał do tego? Przecież wiedział, że ma wygrać, bo moje emocje chyba wystarczająco mówiły same za siebie.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz