sobota, 4 stycznia 2014

16

- Louis? Louis? Gdzie jesteś do cholery?! – krzyczał Harry denerwując się z każdym krokiem coraz bardziej.

Po godzinie biegania jak wariat Harry wrócił do domu. Było jeszcze jedno miejsce, którego nie sprawdzał i naprawdę nie chciał iść, ale wiedział, że musi. Wskoczył do samochodu i pojechał w dół ulicą znów w stronę lasu. W środku była mała, opuszczona chatka, gdzie spotykała się większa część uczniów liceum. Harry zaparkował samochód zanim pobiegł w kierunku drzew.

- Louis? Gdzie ty kurwa jesteś? – wrzasnął Harry ze złamanym głosem, gdy tylko dostał się pod chatkę. Dźwięki płaczu i bólu dotarły do jego uszu ze środka.

Louis, pomyślał Harry, gdy popchnął drzwi. Był tam, siedział na ziemi.

- Louis! – zawołał Harry siadając obok niego.

- Wynoś się stąd! T-ty pieprzony dupku. – zaszlochał Louis i odsunął się dalej od chłopaka.

- C-co to j-jest? – zapytał Harry wskazując na plamy krwi na podłodze.

- N-nic, po prostu wróć d-do Liama. – Louis schował swoją rękę i popatrzył na bok.

- L-Louis… coś ty zrobił? – wyszeptał Harry, a jego oczy powiększyły się ze strachu.

- Spójrzmy prawdzie w oczy Harry, Liam jest o wiele lepszy ode mnie, prawda? Nigdy nie traktował cię tak jak ja cię traktowałem. Widziałem jak odwzajemniałeś jego pocałunek. Mnie nigdy tak nie całowałeś. Chcę żebyś był szczęśliwy Harry, więc dalej… zostaw mnie bym i ja mógł być szczęśliwy jeśli naprawdę ci zależy. – powiedział cicho Louis, podciągając poplamione rękawy skórzanej kurtki – Kocham cię Harry – wyszeptał słabo, gdy jego oczy zaczęły opadać, a oddech stawał się krótszy i bardziej niepewny.

- Nie, nie, nie. Nie. Louis to był głupi błąd, przepraszam, j-ja poniosłem się chwili. Nie mogę cię stracić. Nie stracę cię Louis. Kocham cię za bardzo by pozwolić ci odejść. Musimy cię zabrać do szpitala. – wyrzucił z siebie Harry, gdy przecierał mu ramię.

- Harry… - wyszeptał Louis.

- Słucham kochanie? – zapytał loczek, gdy pomagał mu wsiąść do samochodu. Po policzkach spływały mu łzy.

- Ja naprawdę… naprawdę cię kocham. – wymamrotał Louis.

- Kocham cię bardzo, bardzo, bardzo, bardzo Louis. Bardziej niż mogą opisać to słowa. – powiedział Harry i zdjął z siebie marynarkę, a później białą koszulę i oderwał z niej kawałek, by przyłożyć ją do ramienia Louisa i chociaż na chwilę zatamować krwawienie. Zaraz po tym Harry wskoczył na miejsce kierowcy i popędził w stronę szpitala, ignorując innych kierowców, którzy krzyczeli na niego i trąbili.

Gdy tylko dotarli do szpitala sanitariusze zabrali Louisa do środka na oddział intensywnej terapii, podczas, gdy Harry czekał przed drzwiami. Nie miał nawet czasu, by włożyć na siebie drugą koszulkę, ale nawet nie obchodziło go to, że jest bez niej.

Jakieś trzy godziny później Harry czekał na zewnątrz oddziału intensywnej terapii z jego mama i mamą Louisa. Johanna chlipała trzymając Anne, która również płakała razem z nią. Harry płakał w ciszy, patrząc na drzwi i czekając na dobre albo złe wieści.

Wkrótce lekarz wyszedł ze środka.

- Chcielibyście najpierw dobre wiadomości, czy złe? – westchnął.

- Z-złe. – wyszeptali wszyscy przyglądając się mężczyźnie.

- Louis przez jakiś czas będzie nieprzytomny, ponieważ stracił bardzo dużo krwi i energii. Więc, dobra wiadomość jest taka, że Louis ma większe szanse na przeżycie. – uśmiechnął się lekarz – Zeszyliśmy jego ręce, więc możecie go odwiedzić jeśli chcecie. – powiedział i przytrzymał całej trójce otwarte drzwi. Wszyscy szybko wpadli do środka i stanęli po stronie Louisa.

- Tak mi przykro Boo. – powiedział Harry i zalał się głośno łzami, trzymając dłoń Louisa – Johanna i Anne stanęły po drugiej stronie leżącego chłopaka i patrzyły na wszystkie kabelki do których był podłączony.

Harry w końcu zrozumiał.

Oczywiście, Louis był dla niego całkowitym dupkiem w przeszłości, ale teraz to wszystko nie miało żadnego znaczenia. Louis zawsze był dla Harry’ego na dobre i na złe. Louis był jego miłością, drugą połówką Harry’ego. Nie Liam. Liam wciąż będzie przyjacielem Harry’ego, ale to Louis zawsze będzie jego jedyną i prawdziwą miłością.

~Koniec~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz