~ Louis ~
Stukałem palcami o szybę, wpatrując się tępo w krajobraz za oknem. Czułem motylki w brzuchu, kiedy zaparkowaliśmy pod moim blokiem. O Boże, o Boże. Będę pieprzył tylko Harry’ego Stylesa, dlaczego się denerwuję? Pieprzę wielu facetów i nigdy przedtem się nie denerwowałem. Ale to Harry. Powinienem obchodzić się z nim ostrożnie i delikatnie, aby sprawić, żeby się poczuł się kochanym. Chwila… Mam oczywiście na myśli fałszywą miłość. Taa, fałszywą. Pff, wystarczy mi chwila.
Usłyszałem jak Harry odchrząka i odwróciłem się.
- Co? – zapytałem trochę ostro.
- Um, jesteśmy na miejscu – wymamrotał i wyskoczył z pojazdu, kierując się w stronę schodów.
Przebiegłem dłonią po włosach i spojrzałem w lusterko wsteczne, żeby sprawdzić stan mojego makijażu. Żadnych smug, moje kolczyki wyglądały wręcz perfekcyjnie – mogę iść. Pospiesznie wysiadłem z samochodu i podszedłem do Harry’ego czekającego na mnie przy drzwiach. Kiwał się z boku na bok, bawiąc się swoimi palcami. Dziwny chłopaka, ale ład – nie. No dobra, ładny.
- Przesuń się, Loczek. – syknąłem i usunął się z przejścia, tak abym mógł otworzyć drzwi i wejść do środka. Harry podążył za mną.
- No to jak, no wiesz…? – zapytał Harry i odwróciłem twarzą w jego stronę.
- Głupiutki, zaraz zacznę, ale gdzie kasa? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie z uśmieszkiem. Przewrócił oczami, po czym wyciągnął swój portfel i podał pieniądze. - Wciąż nie rozumiem, dlaczego ci płacę.
Uderzyłem go lekko w głowę.
- Nie słuchałeś mnie, kochanie? Daję, nie dostaję, chyba że będziesz tego chciał. A poza tym mam dla ciebie coś dodatkowego. – Uśmiechnąłem się.
- C-co? – wymamrotał i spłonął żywym rumieńcem.
- Kochanie, to niespodzianka. – wyszeptałem, a jego dłonie wsunęły się w kieszenie. Nie przestając się uśmiechać i nie tracąc kontaktu wzrokowego, podszedłem do niego.
- Wiesz Harry, czuję między nami coś. Coś wyjątkowego. To będzie niesamowity dzień. – wymruczałem do jego ucha, przyprawiając go o ciarki. Tak naprawdę sam nie wiedziałem czy kłamię, czy przemawia przeze mnie coś innego. Ale mniejsza o to, kontynuowałem.
- Wiem, że kłamiesz Tomlinson. Wszyscy mówią, że kłamiesz. – powiedział, uśmiechając się. Przewróciłem oczami i przebiegłem palcami wzdłuż jego klatki piersiowej.
- Co jeśli nie kłamię? I nie mówię tu, że przegrałem; mówię o tym co jest między nami. – Liznąłem płatek jego ucha, wywołując u niego falę dreszczy.
- Wiesz, Louis, nieźle uwodzisz, ale czy na tyle dobrze, by mnie zdobyć? – powiedział, ujmując mnie w pasie i przyciskając do ściany.
- Wydaje się, że jestem ekspertem skoro jęczysz, błagając o dotyk. – zachichotałem i polizałem swój kolczyk.
- Skąd wiesz? – Podciągnął do góry kąciki ust.
- Oh, słyszałem po prostu o tobie kilka rzeczy, tak jak i ty o mnie. Ale nie wszystko co o mnie usłyszysz, kotku, to prawda. Mogę grać, ale to, co mówię, może być prawdą lub nie. – Powiedziałem, a jego twarz wyrażała lekką konsternację.
- Jesteś skomplikowany, Louis. Nie wiem , kiedy kłamiesz, a kiedy nie. To frustrujące. – Zmarszczył brwi.
- I to, mój Hazza, nazywa się grą. – Ujrzałem jak jego twarz się rozpromienia na nowe przezwisko. Uznałem, że w końcu wystarczy już słodkich słówek, więc złapałem go za kołnierzyk koszulki, miażdżąc nasze usta w pocałunku.
Poruszyłem szorstko swoimi ustami, ocierając się o jego wargi, na co przygryzł je, pragnąc więcej i powodując dreszcze. – Hazza? – zapytał się, kiedy jego usta badały frakturę mojej szyi.
- P-przezwisko jakie ci dałem.- Wyszeptałem i zbiegłem dłonią w dół, po górnej części jego uda. Warknął i zassał skórę na mojej szyi, przejeżdżając po niej językiem. Uderzały mnie gorące fale powietrza, powodując westchnięcia, które ulatywały z moich ust, podczas gdy chłopak robił kolejne malinki.
Jedną dłoń wplotłem w jego urocze loczki, odciągając tym jego głowę od swojej szyi. Obróciłem go tak, że teraz to on opierał się o ścianę. Złapał mnie w talii i przyciągnął bliżej siebie, wpychając kolano pomiędzy moje nogi. Przeniósł swoje dłonie na dolną część moich pleców, a krótko potem, złapał mnie za pośladki. – Niezły tyłek. – Szepnął. Przyciągnąłem go z powrotem do pocałunku. Przejechałem językiem, smakując jego dolnej wargi – och, Boże, smakował cynamonem – i natychmiast wpuścił mnie do środka.
Mój język zaczął badać każdy ich zakamarek. Jego ciepły oddech pachniał herbatą. Och, uwielbiam facetów, którzy piją herbatę. Zacząłem delikatnie poruszać swoimi biodrami, ocierając się o jego udo. Uśmiechnąłem się przez pocałunek. Nieśmiało przygryzłem wargę na widok jego klatki piersiowej, kiedy zdjął z siebie koszulkę. Boże, mogłem umrzeć tu i teraz; miał cholerny sześciopak. Zbliżył mnie do siebie ponownie, a ja ułożyłem swoje ręce na jego brzuchu; jego skóra była chłodna w porównaniu do moich dłoni, ale i to było elektryzująco miłe.
Czułem jak prześlizguje swoje ręce, starając się unieść mój sweter. – Boże, świetnie wyglądasz. – Wymruczał. Ucałował moją szczękę, schodząc swoimi pocałunkami wzdłuż szyi, w dół brzucha, zostawiając na nim malinki. Po chwili, wrócił do góry, przyciągając mnie do uścisku. Zachichotałem i unieruchomiłem jego ręce, przyciskając do ściany. Oderwałem się od niego, a on spojrzał na mnie zszokowany. Mrugnąłem do niego porozumiewawczo.
Upadłem na kolana, składając pocałunki na jego brzuchu, kierując się w dół za malutkimi włoskami. Szybko ściągnąłem z niego spodnie i po chwili leżały na drugim końcu kuchni. Skinąłem głową i zacząłem pocierać jego długość przez materiał bokserek. Z jego ust wydobył się jęk.
- L-louis, twoje ręce są takie dobre… - jęknął, na co szeroko się uśmiechnąłem. Ześlizgnąłem materiał do kostek i zobaczyłem jak penis podskoczył w stronę jego żołądka. Jasna cholera, myślałem, że to Payne ma dużego, ale jego był ogromny!
Kopnął swoją bieliznę na bok i złapał mnie za włosy. Uśmiechnąłem się i objąłem jego długość, wykonując powolne ruchy dłonią, powodując ciche pisknięcia, który wydobywały się z jego ust.
- Nie drocz się ze mną – warknął, na co przewróciłem oczami. Zbliżyłem się i liznąłem jego główkę, kreśląc w górę i w dół różne wzory. Podniosłem wzrok i zobaczyłem jak jego usta układają się w literkę „o”, głowę miał odrzuconą do tyłu, a powieki mocno zaciśnięte.
Zacząłem szybciej wirować językiem, a Harry jęknął donośnie. – Usta… Teraz. – Objąłem ustami jego wielkość i gdy się przyzwyczaiłem, zacząłem pochłaniać go coraz dalej. Ciasno zacisnąłem na nim swoje usta; za każdym razem, kiedy wysuwałem jego główkę, wraz dźwiękami Harry’ego, mieszało się charakterystyczne pyknięcie. Zachichotałem, co chyba sprawiło, że to obciąganie stało się bardziej erotyczne. Zacząłem mruczeć, wywołując wibracje, a jego jęki przeobraziły się w krzyki mojego imienia.
- Louis, cholera jasna! Kurwa. – Jęczał. Złapał mnie mocno za włosy i zmusił do pochłonięcia całej swojej długości; zakneblował mnie, ale jemu sprawiło to niemałą przyjemność. Cały czas mruczałem, masując przy tym jego jądra – krzyczał coraz głośniej. Kiedy penis w moich ustach zaczął drżeć, wiedziałem, że dochodzi. Kilka minut później wysapał – L-louis, dochodzę. – Wyjąłem go z ust, przejeżdżając językiem po całej długości. Wziąłem go z powrotem do ręki, zaczynając mocno przesuwać dłonią i otworzyłem usta.
- Louis! – krzyknął i poczułem, jak ciepły płyn zaczyn wlewać się do moich ust. Przyjąłem wszystko, co dla mnie przygotował i kokieteryjnie oblizałem swoje wargi, nie przerywając kontaktu wzrokowego. – Ja pierdolę! – westchnął, głośno wypuszczając powietrze. Wstałem i uśmiechnąłem się. Złapał moje biodra i złączył nas w pocałunku, liżąc przy tym mój kolczyk. Pocałunek był delikatny, czuły i powolny - w przeciwieństwie do pierwszego, ociekającego pragnieniem i pożądaniem - spokojny i bardzo namiętny. Żaden z nas się nie spieszył.
Uniosłem lekko swoją głowę, oplatając dłonie wokół jego szyi. Nasze usta się idealnie synchronizowały. Nie uczestniczyły w tym pocałunku nasze języki, tylko i wyłącznie usta. Jego wargi były miękkie i delikatne. Teraz smakował trochę wiśnią od mojego balsamu do ust, ale wciąż czułem jego herbaciany oddech z nutką cynamonu, co wywołało u mnie mały uśmiech; naprawdę nie wiem dlaczego. (dop. tł. Aha, na pewnooo.) Oderwałem się od niego powoli i spojrzałem mu w oczy.
Odwzajemnił uśmiech i złożył pojedynczy pocałunek na moich ustach. Swoimi palcami delikatnie przejechał po moim policzku. Pochyliłem się i oparłem swoje czoło o jego. Nawet nie zauważyłem, że stałem na jego stopach podczas pocałunku, ale to wyjaśniało też, dlaczego było mi tak wygodnie.
- Podobało ci się i chcesz więcej? Czy może następnym razem? – tchnąłem na jego usta. Westchnął cicho.
- Chciałbym mieć na co czekać, więc następnym razem. Też będę musiał ci płacić? – zapytał chichocząc. – Nie żeby mi się nie podobało, bo było definitywnie warte swojej ceny. – Wyszeptał. Poczułem jak palcami przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, wywołując u mnie dreszcze. – N-nie, nie musisz, ponieważ ja również czerpałem z tego korzyści. – jąkałem się.
- Ale nie dałem ci nic w zamian. – Patrzyłem wprost na jego usta. – Właśnie dlatego będzie kolejny raz. – odpowiedziałem mu trochę pewniej i odsunąłem się zadowolony. Usłyszałem dźwięk silnika samochodu dochodzący z zewnątrz. Podbiegłem do okna i zobaczyłem Nialla i Zayna wchodzącego po schodach do domu. CHOLERA!
- Harry, musisz iść. Moi współlokatorzy wrócili! – krzyknąłem szeptem. Jego oczy się rozszerzyły i przerażony, zaczął w pośpiechu zbierać w kuchni swoje ubrania. – Idź do mojej sypialni. Odwrócę ich uwagę, a wtedy jakoś wyjdziesz. – Skinął głową, po czym pobiegł i schował się pod łóżko. Roześmiałem się i poszedłem się umyć, zanim Niall zaczął walić w drzwi.
- Jesteś w domu, Lou?! – usłyszałem.
- Tak, w kuchni! – krzyknąłem, wrzucając moją koszulkę i spodnie pod stół. Nie chcę, żeby cokolwiek zobaczyli. Kiedy podniosłem wzrok, Niall i Zayn gapili się na mnie.
- Dlaczego masz włosy jakbyś przed chwilą kogoś pieprzył, same bokserki i na dodatek jesteś twardy, mój przyjacielu? – zapytał żartobliwie brunet, a Niall kaszał, starając się nie roześmiać. Przewróciłem oczami – B-bo dopiero co wstałem i widziałem na ulicy naprawdę fajnego faceta. – O Boże, Louis, to było beznadziejne kłamstwo.
- Może mogę ci pomóc? – szepnął Niall, a twarz Zayna w jednej chwili stała się czerwona z zazdrości i zacisnął dłonie w pięści, aż pobielały mu knykcie. – Ta, może byś mógł, blondi. – Uśmiechnąłem się, a Zayn trząsł się ze złości. Uwielbiałem się z nim droczyć.
- Nie. Nikt nikogo dzisiaj nie będzie dotykał. – Warknął Zayn. – Kto mówił coś o dotykaniu. Mieliśmy na myśli seks. – odpowiedziałem mu, na co wraz z Niellem wybuchliśmy śmiechem. Podszedłem do bruneta i uszczypnąłem jego policzek. – Hej, żartowałem. Usłyszałem jak odetchnął z ulgą. W sumie mogłem pieprzyć jego albo Nialla jeśli miałbym taką ochotę, ponieważ tak mam w zwyczaju, ale teraz pragnąłem tylko Harry’ego, whoa. Nigdy wcześniej tak nie miałem. Potrząsnąłem głową, wyrzucając z niej myśli i zobaczyłem jak Niall podchodzi do lodówki, a Zayn bacznie mu się przygląda. Tak, to był idealny moment dla Harry’ego do ucieczki.
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem go leżącego na łóżku.
- Naprawdę chciałbym cię teraz przelecieć, ale musisz już iść. – Szepnąłem i zachichotałem. Westchnął ciężko. – W porządku, Boo… Znaczy Louis. – Stop. Co? Boo? Co do jasnej cholery miało znaczyć Boo. – Jak mnie nazwałeś? – zapytałem śmiejąc się.
- Nieważne. Muszę iść, na razie – dotknął mojego policzka i wybiegł. Dziwne.
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz