Zayn musiał coś powiedzieć Harry’emu. Właściwie, miał mu do powiedzenia wiele rzeczy, jednak nie wiedział, jak zacząć. Chociaż zdawał sobie sprawę, że chłopak nic nie usłyszy, musiał przez to przejść dla własnego spokoju. Ale była też możliwość, najmniejsza z możliwych, że może jednak Harry będzie go słyszał.
Pomimo swojego stanu, Harry wyglądał pięknie. Śpiąca królewna, pomyślał Zayn, prychając. Zaczął się nawet zastanawiać, czy aby nie pocałunek jest jedynym sposobem na to, by chłopak się obudził, ale to była głupota zarezerwowana tylko dla bajek. Niestety, to działo się naprawdę, a szczęśliwe zakończenia zdarzały się rzadko. I choć Zayn żył według tej myśli przez całe lata, to nadal miał nadzieję i wierzył całym sobą, że cała ta sytuacja skończy się dobrze.
- Harry. - Pochylił się nad chłopakiem. - Pamiętasz, kiedy byliśmy w Nowym Jorku? Staliśmy przed windą, a ja chciałem poderwać dziewczynę. Tę blondynkę, która miała za dużo makijażu. Powiedziałeś jej wtedy: „nie zajmuj się nim, ma opryszczkę”. Byłem na ciebie wściekły. - Zayn zaśmiał się, kręcąc głową. - Później tej nocy przyznałeś, że zrobiłeś to tylko dlatego, żeby nie stracić towarzystwa. Byłem zdolny cię wtedy udusić. Dziwne, ale wiedziałem jednak, że bawiłbym się lepiej paląc i grając z tobą w durne gry planszowe. Zdaje się, że długo się nie gniewałem, prawda?
Zayn za bardzo bał się dotknąć jakąkolwiek część ciała Harry’ego w obawie, że ją złamie lub już jest ona złamana. Mały palec u ręki wydawał się być w porządku, więc lekko przejechał po nim opuszkiem, niemalże się dusząc, bo tak dużo czasu minęło, odkąd go dotykał. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo można tęsknić za dotykiem skóry drugiej osoby.
- Tej nocy doszedłem do wniosku, że wolę nic nie robić z tobą niż robić coś z kimkolwiek innym. To był idiotyczny wniosek i uznałem go za dziwaczny, bo niby dlaczego coś takiego miałoby mi przychodzić do głowy? W środku papierosa i butelki alkoholu po prostu pomyślałem „wolę robić to”. - Zayn uśmiechnął się lekko. - Myślisz, że to głupie, Harry?
To był jakiś początek. Nie to chciał wyznać Harry’emu, jednak nadal nie wiedział, jak do tego dotrzeć. Nie miało znaczenia to, że Harry był w śpiączce. Zayn i tak był przerażony tym, co musiał powiedzieć. Tym, cochciał powiedzieć. Ale jak w ogóle mógł być teraz tchórzem, jeśli to właśnie jego tchórzostwo doprowadziło do tej całej sytuacji? Zayn brzydził się sobą przez to, że nawet teraz się bał. Ale będzie starał się pokonać tę słabość.
- Myślę, że najłatwiej jest czuć strach. Nie wiem, dlaczego przychodzi on ludziom tak łatwo, ale taka prawda. Strach jest najgorszym uczuciem, bo nie pozwala im ruszyć się z miejsca, nie pozwala gonić za czymś, czego pragną. Przez długi czas pozwalałem, żeby mną kierował. Przywykłem do „nie mogę” zamiast do „mogę”, ponieważ tak było łatwiej. „Nie mogę tańczyć. Nie mogę prowadzić samochodu. Nie mogę pływać”. - Zayn wziął głęboki oddech. - „Nie mogę cię kochać”. Wszystkie te sprawy mają to wspólnego, że ja chcę i tak naprawdę… mogę. Widzisz, to ten strach. Strach przed porażką. I ze wszystkiego, co mnie przerażało, to ty działałeś na mnie najbardziej. Nie mogłem cię zawieść, więc doszedłem do wniosku, że jeśli się nie zaangażuję, to nie będę musiał bez przerwy się tego obawiać.
Pochylił się na swoim miejscu, zakrywając twarz dłońmi, po czym opuścił je wzdłuż policzków z jękiem.
- Boże, a ty jeszcze bez przerwy wyskakiwałeś z tą gadką o chłopakach i tą potrzebą określenia nas. Łatwiej było pozostać przyjaciółmi z czymś na boku, ale nie mogłeś odpuścić, prawda? - Zaśmiał się. - Byłeś nieustępliwy, Harry, za to muszę cię pochwalić. Powodem, dla którego cały czas się od ciebie odcinałem, było to, że gdybym choć na chwilę przestał się pilnować, musiałbym się poddać i uczynić cię moim. Ale nie pozwalał mi na to strach. Więc pozostawiłem wokół siebie te mury.
Zayn delikatnie przejechał kciukiem po małym placu Harry’ego.
- Ciężej było mi utrzymywać tę ochronę za każdym razem, kiedy lądowałeś u mnie w łóżku albo ja u ciebie. Twoje ciało, Harry… - Przymknął oczy, przytłoczony wspomnieniami, pragnieniem i niezmiernym bólem. - Odnajdywałem spokój w twojej skórze, palcach, ustach. Znalazłem wszystko, czego potrzebowałem w tej ciemności z tobą. W hotelowych łóżkach. Potrzebowałem cię, potrzebowałem dotykać cię cały czas i to nawet nie chodziło o seks. Mógłbym cię po prostu obejmować i byłbym szczęśliwy.
Zastanawiał się, czy powinien wyjawić swój sekret. Doszedł do wniosku, że nic go to nie zaboli.
- Nie spałem z nikim po tobie. – Zayn nerwowo przełknął ślinę i popatrzył na Harry’ego, prawie oczekując jego reakcji. - Nie mogłem tego zrobić. Widziałbym ciebie, myślałbym o tobie i porównywałbym. I jak miałbym to zrobić, Harry? Jak ktokolwiek mógłby to robić po byciu z tobą? Jesteś narkotykiem, uzależniasz i nie ma mowy, bym był z kimś innym, fizycznie lub psychicznie.
Nastała chwila ciszy.
- Co to wszystko znaczyło? Powinienem się nad tym zastanawiać? Powinienem był dokładnie się w to zgłębić czy może już znałem odpowiedź? - Zayn osunął się na swoim miejscu. - To było tak oczywiste. Ty to dostrzegłeś. I Louis. Wszyscy to dostrzegli, zanim i ja zdałem sobie z tego sprawę. Przez ten cały czas nie mogłem przyznać się do czegoś, co było jasne jak słońce; czegoś, co mogło wszystko zmienić. A ty nie zasługujesz tylko na słowa, Harry, zasługujesz na więcej. Dlatego potrzebuję, żebyś się obudził.
Zayn poczuł gulę w gardle, więc zacisnął zęby.
- Musisz się obudzić, żebym mógł ci wszystko powiedzieć. - Wziął głęboki oddech i położył dłonie na oczach, niezdolny powstrzymać łzy, przeciskające się przez jego palce i płynące w dół policzków. - Umrę, jeśli mnie opuścisz.
Pochylił się, aby położyć głowę na poduszce Harry’ego, nosem lekko ocierając się o ramię chłopaka. I pozostał w takiej pozycji, szlochając, wypuszczał wszystkie łzy, które do tej pory wstrzymywał, całą frustrację, poczucie winy oraz stłumione emocje, które ukrywał przed chłopakami i samym sobą. Nie był pewien, ile czasu tak siedział, lecz kiedy spojrzał na zegarek, okazało się, że minęła godzina.
Ocierając policzki, wyprostował się i popatrzył na twarz Harry’ego. Nic nie uległo zmianie. Zayn lekko się uśmiechnął i znów się pochylił, by delikatnie pocałować mały palec Harry’ego. Potem podniósł się i zaczął kierować w stronę drzwi. Wtedy przypomniał sobie ostatnie słowa, jakie skierował do niego Harry i uznał, że nadszedł najlepszy czas, by je powtórzyć. Więc znów odwrócił się do śpiącego chłopaka. Nawet jeśli nigdy się nie obudzi, uczucia Zayna się nie zmienią. Harry musiał wiedzieć.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to nadal będę cię kochał.
Po czym zamknął za sobą drzwi.
Jest wiele śmiesznych rzeczy w życiu i w tym, jak ono się toczy. To, czy magia jest prawdziwa, zależy od osoby. To, czy cuda się zdarzają, również zależy od osoby.
Kilka sekund po wyjściu Zayna, mały palec Harry’ego się poruszył.
____________
Tłumaczenie należy do mnie. Kopiowanie zabronione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz