Piątek był dniem, w którym o piątej popołudniu mama Harry’ego miała wrócić z wyjazdu biznesowego. I gdy wróciła była wkurzona.
- Harry Edwardzie Styles! – wrzasnęła, gdy tylko rzuciła swoje torby na podłogę – Dlaczego opuszczałeś lekcję?! Co jest z tobą nie tak? – patrzyła na niego rzucając piorunujące spojrzenia dopóki nie usiadł na kanapie.
- Przepraszam mamo, po prostu Louis chciał spędzić ze mną trochę czasu. Odkąd obydwoje siedzimy po uszy w pracy domowej nie mamy czasu na to żeby być razem. Poza tym, opuściliśmy tylko jeden cały dzień, a kolejnego nie poszliśmy jedynie na matematykę. Nie ma się o co martwić mamo. – powiedział Harry, którego oczy wypełniły się łzami. Nienawidził, gdy ktoś na niego krzyczał.
- A więc to był pomysł Louisa? – odwróciła się powoli, by na niego spojrzeć.
- Tak, p-proszę, on nie chciał nikomu zaszkodzić. – zapiszczał chłopak.
- Harry Edwardzie Styles, zabraniam ci rozmawiać, albo nawet patrzeć na Louisa Tomlinsona w szkole lub w domu przez cały tydzień. Wyraziłam się jasno? – powiedziała surowo.
- Mamo! On jest moim chłopakiem! N-nie możesz mi tego zrobić! – zapiszczał ponownie Harry i wstał ocierając łzy z policzków.
- Harry, kochanie uspokój się. – westchnęła – On ma na ciebie zły wpływ. – dodała chwytając ramię swojego syna.
- Ale m-mamo! On pokazuje, że w-woli być ze mną niż skupiać się na swojej własnej pracy. – zapłakał.
- Harry, to tylko tydzień. Jestem pewna, że Louis zrozumie. – westchnęła Anne i pocałowała jego policzek, a chwilę później odeszła do kuchni, by przygotować dla nich obiad.
- Ty kompletnie n-nic nie rozumiesz! Ty… suko! – wybuchnął płaczem zalewając się łzami i pobiegł do swojego pokoju, by wypłakać swoje serce.
Anna odeszła wzdychając. Wiedziała, że Harry był w tym trudnym wieku. Postanowiła trzymać dystans i pozwolić mu trochę się uspokoić.
- Dlaczego nikt nie może mnie zrozumieć? – zapłakał Harry, leżąc na łóżku i przytulając swoje kolana do piersi – Pieprzyć wszystkich, próbowałem być dupkiem i nikt tego nienawidził. Próbuję być sobą i tego też nikt nie lubi. Kim w takim razie powinienem być? Dlaczego nikt nie może mnie zaakceptować? – załkał Harry czując jak świat rozpada się pod nim – Przysięgam, że jedyną osobą, która się o mnie troszczy w tym popieprzonym świecie jest Louis. – pociągnął nosem.
*
Kilka ostatnich dni były dla Harry’ego prawdziwym piekłem. Louis również go ignorował, po tym jak dowiedział się, że nie chce, by się spotykali. Chłopak wpadł na pomysł, że porozmawia z mamą Harry’ego następnego dnia.
Harry wrócił ze szkoły do pustego domu. Jego mama wciąż była w pracy. Anne nawet powiedziała o wszystkim Johannie i ona również zgodziła się, że Harry i Louis powinni być odseparowani - dopóki Louis się nie uporządkuje. Więc, Johanna miała oko na Louisa i pilnowała, by nie wymknął się z domu.
- Świetnie, spójrz na siebie Harry. Louis cię ignoruje, a twoja mama ma cię za idiotę, przez to, że się z nim spotykasz. Jesteś bezwartościowy i popieprzony. Wiesz to Harry? – powiedział sobie, gdy patrzył na swoje odbicie w łazienkowym lustrze.
I wtedy zrobił coś czego nigdy by się po sobie nie spodziewał. Wszedł pod prysznic, chwycił brzytwę swojej mamy i otworzył ją wyjmując małe, metalowe ostrza. Wziął drżący oddech i podciągnął do góry swoje rękawy. Chwycił żyletkę przykładając ją do swojego nadgarstka, nawet nie na centymetr i spanikował wyrzucając ją na ziemię.
- Ty słaba kupo gówna! – krzyknął do siebie zanim pobiegł do swojego pokoju. I znów chciał krzyczeć, gdy zastał kogoś na swoim łóżku.
Tym kimś był Louis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz