sobota, 4 stycznia 2014

9

~Harry~

- Hazza. Haz. Hazza, misiaczku. – Szeptał do mojego ucha słodki głos.

- Mmm… - wymruczałem w poduszkę, naciągając jeszcze bardziej na siebie kołdrę.

- Kochanie, to ja. Przyszedłem za wszystko przeprosić. – Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i zobaczyłem jak się nade mną pochyla. Jego błyszczące jak ocean oczy hipnotyzowały mnie, a kąciki ust miał lekko uniesione do góry. Kolczyk w ustach idealnie komponował się z ich różowym kolorem. Brązowe kosmyki miał w nieładzie, a grzywka delikatnie opadała mu na prawą skroń. Muśnięta słońcem skóra, pokryta tatuażami mieniła się, oświetlając mój pokój.

Uśmiechnął się, po czym pochylił i złożył pocałunek na moich ustach. Zamarłem. Jak on w ogóle się tu dostał? – Jak wszedłeś? – Liam najprawdopodobniej nie mógł go wpuścić.

- Tym się nie martw. Przepraszam cię za wszystko – wyszeptał i ostrożnie pocałował mnie w czoło. Jego drobna i aksamitna dłoń gładziła moją twarz.

- N-nie wierzę ci – odpowiedziałem, zamykając oczy.

- Harry, proszę. Ja… - zatrzymał się i spojrzał na mnie. – Nie chcę tego – nachylił się. – Nie chcę, żeby to było tylko grą. – Otworzyłem szeroko usta ze zdziwienia. Nie kłamał? – Chciałbym zacząć od początku. Chciałbym być kimś więcej niż tylko zabawką i nie chcę już nigdy łamać nikomu serca, a przed wszystkim nie tobie. Chcę, aby moje serce należało do ciebie, a twoje do mnie. Możemy zacząć od początku, proszę – wyszeptał.

- J-ja… Louis, kłamiesz czy mówisz to wszystko naprawdę? – zapytałem, na co zachichotał i zaczął nucić melodię.

If you’re pretending from the start like this,
With a tight grip, then my kiss
Can mend your broken heart
I might miss everything you said to me
And I can lend you broken parts
That might fit like this
And I will give you all my heart
So we can start it all over again

Kiedy zaśpiewał ostatni wers pochylił się i pocałował mnie. Matko, jego usta były takie miękkie, a jego kolczyk tak seksownie ocierał się o moje usta, kiedy poruszały się w idealnej harmonii. Odsunął się lekko i uroczo uśmiechnął. – Proszę, Harry – szepnął, a ja kiwnąłem głową w geście wybaczenia.

- Kocham Cię, Louis. – Wyznałem.

- Tak samo jak ja kocham ciebie, zawsze cię kochałem.

Uśmiechnąłem się, co mój ukochany odwzajemnił i szepnął – Hazza.

- Co?

- Harold. Harry. HAZZA, DO CHOLERY!

~*~

Spadłem z łóżka i w panice owijając wokół siebie prześcieradło. Kurwa, to był tylko sen? Tak bardzo chciałem, żeby był prawdziwy, cholera. Podniosłem swój wzrok i ujrzałem Liama, mającego całkiem niezły ubaw. – Dobry sen? – zachichotał, a ja przewróciłem oczami, wstając na nogi i ułożyłem kołdrę z powrotem na łóżku.

- Tak szczerze to był zajebiście dobry, ale nigdy się nie spełni – warknąłem i przeszedłem obok. Wtedy złapał mnie za rękę.

- Czekaj. Przyszedłem ci powiedzieć, że nie będzie mnie przez kilka dnia. Jadę odwiedzić swoją rodzinę w New Mexico. – Chłopak uśmiechnął się szeroko. Tak, to był idealny pomysł.

- Aw, naprawdę? – zapytałem marszcząc czoło, ale w głębi duszy cieszyłem się jak mała dziewczynka.

- Tak , więc przypilnuj Nialla za mnie – odpowiedział, a ja po raz kolejny przewróciłem oczami.

- Li, przecież oficjalnie nie jesteście razem – rzekłem, a on ciężko westchnął.

- Tak myślałem… W każdym razie, jeśli zrobi cokolwiek, nie chcę mieć z nim nic więcej od czynienia. A teraz za trzydzieści minut mam samolot i za pięć będą moi rodzice, więc na razie! – I mocno mnie przytulił.

- Nie mogę oddychać – wysapałem i wtedy wypuścił mnie, śmiejąc się.

- Pa, Hazza. Ach, i niech lepiej pomiędzy tobą a Louisem nic więcej się nie dzieje pod moją nieobecność. – Warknął jego imię z niesmakiem, a ja nie miałem pojęcia dlaczego wciąż go to tak drażniło. Przecież on… A dobra, to w końcu Liam. Ugh, chciałbym żeby Louis nigdy z nim nie był. Cholera, to rujnowało wszystkie moje dotychczasowe pomysły, ale w przynajmniej miałem tym sposobem szansę poznania go bez większych problemów.

- Cześć, Liam! Kocham cię! Trzymaj się! – krzyknąłem, kiedy już schodził po schodach.

- Będę! Zadzwonię, kiedy wyląduję! Pa! – I podekscytowany wyszedł z domu.

Odetchnąłem z ulgą i usłyszałem dzwonek telefonu dochodzący z łazienki. Przyspieszyłem kroku i zobaczyłem na wyświetlaczu imię Zayna.

- Halo?

- Hej, Harry. Z tej strony Zayn!

- Hej, Zayn! Chcesz coś?

- Niall właśnie mi powiedział, że Liam wyjeżdża na wakacje na kilka dni, więc myślałem, że może chciałbyś wpaść, no wiesz.

- Och! Czyli Niall i Louis są w domu?

- Louis wyszedł wczoraj późno w nocy i do tej pory nie wrócił, ale pisałem do Nialla i mówił, że będzie popołudniu w domu.

- Świetnie. Przyjdę, tylko jeszcze wezmę prysznic.

- Okej! Na razie, Haz.

Wzdrygnąłem się, kiedy użył zdrobnienia jakiego używał Louis. Po prostu w jego ustach nie brzmiał on tak dobrze; tylko wtedy kiedy Lou mnie tak nazywał. Jego anielski głos przyprawiał mnie o dreszcze i motylki w brzuchu.

- Och, pa.

Rozłączyłem się i westchnąłem. Poszedłem do łazienki i wskoczyłem pod prysznic. Czyli najprawdopodobniej przelecę Zayna (albo on mnie), świetnie. Znaczy, jest ładny i w ogóle, ale… ugh. Whatever, niech będzie.

~*~

~Zayn~

Uśmiechnąłem się i odłożyłem telefon n półkę. Zobaczyłem, że Niall mnie obserwuje. – Dlaczego jesteś cały w skowronkach? – zapytał i zauważyłem jak zazdrość przejmuje nad nim kontrolę. Uśmiechnąłem się

- Och. Mam dzisiaj randkę. Z Harrym Stylesem. – Odpowiedziałem mrucząc jego imię, na co Niall zrobił się cały czerwony. Czyli plan działa.

- Z Harrym?! Czy on nie umawia się z Louisem? – niemal krzyknął, a ja wywróciłem oczami jak gdyby nigdy nic.

- To tylko „przyjaciele z korzyściami”, tak jak wszyscy przyjaciele Louisa. Jeżeli w ogóle możesz nazywać Harry’ego jego przyjacielem. – Niall patrzył na mnie zdziwiony.

- Przyjaciele z korzyściami? Wydaje mi się, że nie to ostatnio widziałem. Louis wczoraj wyglądał na… zakochanego, kiedy Harry wyszedł – odpowiedział, a ja nie mogłem zareagować inaczej jak się uśmiechnąć. Miał rację. Nigdy nie widziałem, żeby Louis przez kogoś płakał. Ale dlaczego miałoby mnie to obchodzić; robiłem to tylko po to, by odzyskać Nialla. - To nie moja sprawa. W każdym razie będzie tu za dziesięć minut, więc, jak chcesz, moźesz zostać, ale ostrzegam, że może być głośno - oznajmiłem mu, znacząco poruszając przy tym brwiami i sekundę później wyskoczył z pokoju jak poparzony.

- Zostaję! - krzyknął i zatrzasnął za sobą drzwi do sypialni.

Świetnie. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Niall stanie się przez to wszystko jeszcze bardziej zazdrosny, zacznie krzyczeć na Harry’ego, może nawet go uderzy, ale potem mnie pocałuje i przyzna, że kocha mnie równie mocno. To był plan idealny.

~*~

~Niall~

- Harry? Ze wszystkich to musiał być właśnie Harry? – jęknąłem i uderzyłem pięścią w ścianę, lekko ją wgniatając. – Ał, kurwa – mruknąłem, podnosząc obolałą dłoń. Potrząsnąłem nią i opadłem na łóżko.

Tak nie powinno być. Chociaż, dlaczego mnie to obchodzi? Mam Liam. Ale Liam to nie Zayn; jest za słodki i za miły – zupełnie nie w moim typie. Sądzę, że potrzebowałem kogoś w zamian, kiedy Zayn zaczął się ode mnie oddalać.

Nie rozumiem, dlaczego po prostu nie przyjdzie, nie pocałuje mnie i nie powie, że mnie kocha. (dop. tł. Ja również, Niall…) No, kurwa, dlaczego. Jestem niemal pewien, że Zayn i Harry nie zrobią tego, gdy wróci Louis; nie pozwoli na to. Znam Louisa lepiej niż ktokolwiek i wiem, że cholernie cierpiał, kiedy Harry zostawił go ostatnio.

Mógł temu zaprzeczyć, ale widziałem to w jego oczach, gdy zatrzasnęły się za nim drzwi. Był zakochany i w końcu zraniony, nie ranił. Źle się czułem z tą myślą, ale z drugiej strony, dobrze mu tak. Kiedy Liam wróci z New Mexico też muszę mu powiedzieć, że nie jestem nim zainteresowany; może moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Ale Zayn był mój i niczyj więcej. Matko, Louis, wracaj do domu.

~*~

~Harry~

Wjechałem na znajomy podjazd i wyszedłem z samochodu. Spojrzałem w okno i poprawiłem grzywkę, zanim wszedłem po schodach. Zadzwoniłem do drzwi i w mgnieniu oka otworzyłey się, a za nimi zobaczyłem Zayna oraz Nialla gdzieś w oddali.

- Wchodź, wchodź do środka Hazza! – przywitał mnie dumnie, po czym wyszeptał. – Możesz mówić na mnie Zaynie. – Odsunął się, a ja skinąłem głową.

- Cześć Niall – pomachałem do chłopaka, ale tylko pokazał mi środkowy palec, a ja wszedłem do kuchni. Zgaduję, że plan działał, ale gdzie Louis?

- Możemy obejrzeć jakiś film, jeśli chcesz – zaproponował.

- Tak, jasne. Wybiorę nam coś, a ty zrób popcorn.

Starałem się poszukać filmu, który choć odrobinę by mnie podniecił, ale wszystkiego które stały na półce to albo horrory, albo filmy akcji. Westchnąłem, poddając się i sięgnąłem po Avengersów.

Chwilę później wszedł Zayn z miską popcornu i usiadł obok. Nie musieliśmy czekać długo by Niall pojawił się w naszym towarzystwie, cicho przeklinając pod nosem. Świdrował mnie wzrokiem.

Zayn podniósł z podłogi koc, którym okrył naszą dwójkę, uśmiechając się. Odwzajemniłem go słabo, kiedy zaczął przesuwać dłonią po moim udzie. Ujrzałem jego twarz pełną satysfakcji i zadowolenia, gdy dotarł do wypuklenia w moich spodniach. Cicho jęknąłem, co nie umknęło uwadze Nialla, który przeszył mnie wzrokiem, marszcząc brwi.

- Idę zrobić sobie coś do jedzenia – warknął i wyszedł z pokoju, czerwony ze złości.

- Może przenieśmy się w bardziej ustronne miejsce – wymruczał Zayn, prowadząc mnie do swojego pokoju.

Pachniał papierosami i wodą kolońską; nie tak jak Louisa – karmelem i herbatą. Zamknął za nami drzwi i niemal natychmiast przyparł mnie do ściany. – Spokojnie, tygrysie – zachichotałem, kiedy chłopak zaczął pieścić językiem moją szyję, powodując, że jęczałem jego imię.

- Jestem szybki, dasz radę dotrzymać mi kroku, Curly? – Zaczął rozpinać najpierw swoja, a potem moją koszulę.

- Spróbujmy – przytaknąłem.

Gwałtownie złączył nasze usta, wędrując dłońmi po moim ciele, kiedy ja oplatałem jego szyję, złączając nasz jeszcze bliżej. Jego język rozdzielił moje wargi, przedzierając się do środka. Walczyliśmy o dominację; badałem każdy zakątek jego ust – smakował papierosami i piwem, fuj. Podczas pocałunku zaczął odpinać guzik moich spodni.

Pomogłem mu w tym ześlizgują je z siebie, podczas gdy sam zrobił to samo. Czułem jak mój członek pulsuje z niecierpliwości, kiedy drażnił go swoją dłonią. Upadł na kolana i uśmiechnął się. – Zobaczmy, co chowasz pod spodem – szepnął uwodzicielsko, a ja odrzuciłem głowę do tyłu, kiedy zaczął przesuwać ręką w górę i w dół. – Duży, taki jak lubię… - warknął i zaczął szybciej pracować, sprawiając że krzyczałem jego imię. Przesunął językiem wzdłuż całej mojej długości, a pod jego gorącym oddechem, drżałem.

- Boże, Zayn – jęknąłem, a on tylko zachichotał. Wirował językiem wokół członka, a ja krzyczałem coraz głośniej. Było mi tak dobrze… Nawet nie kontrolowałem swoich odgłosów.

Złapałem go za włosy i pociągnąłem za głowę, tak aby pochłonął mnie całego. Zębami delikatnie się ze mną drażnił, a ja krzyczałem z rozkoszy. Czułem znajome ciepło gromadzące się w podbrzuszu, gdy dotykałem ścianek jego gardła.

- Zayn, ja-ja dochodzę - wymamrotałem i odrzuciłem głowę do tyłu.

Wciąż ssał mnie i lizał doprowadzając na szczyt, a w końcu nie wytrzymałem i wytrysnąłem ciepłym płynem do jego ust. Wyczyścił mnie do samego końca, po czym przyciągnąłem go do siebie, smakując tego co przed chwilą mu dałem.
Poprowadził mnie do łóżka i ściągnął z siebie bokserki, uwalniając swojego twardego penisa.

- Ja na górze - warknął, a ja mu tylko przytaknąłem. Wziął do ręki tubkę lubrykantu i podał w moją stronę. Odebrałem ją od niego, uśmiechając się i rozprowadzając go po swojej dłoni. Powoli owinąłem ją wokół jego członka, na co cicho jęknął. Zacząłem mu obciągać, ale szybko mnie powstrzymał.

- Wystarczy, odwróć się - rozkazał.

Wykonałem jego polecenie, tak że teraz klęczałem na kolanach z tyłkiem przed jego twarzą. Zastygłem, kiedy wsunął we mnie swój palec; nie spodziewałem się tego.

W końcu przyzwyczaiłem się i rozkoszowałem się ruchem jego palca; chwilę później dodał kolejne dwa. Krzyczałem, gdy przyspieszył - miałem wrażenie, że robił to z pierdoloną prędkością światła. - Zayn, pieprz mnie. Teraz - sapnąłem.

Czułem jak główką napiera na moje wejście i jęknąłem. - Nie drażnij się ze mną. Teraz! - krzyknąłem i w tym samym czasie poczułem jak wsuwa się we mnie; ból rozrywał mnie od środka. Kurwa. Zaczął powoli, pozwalając mi przyzwyczaić się do niego, ale gdy tylko wymknęło mi się z ust jego imię, uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Ująłem własnego członka i obciągałem sobie w rytmie jego pchnięć. Za każdym razem robił to szybciej i mocniej. - ZAYN - wrzasnąłem, kiedy obrał inny kąt, sprawiając mi jeszcze większą przyjemność. - O tak, właśnie tam. Kurwa - szeptałem pod nosem, przyspieszając swoje ruchy dłonią.

Pchnął we mnie jeszcze głębiej; myślałem, że już co najmniej pół ulicy mnie usłyszało, wiedziałem że się uśmiechał. Później wszystko zaczęło mi się zlewać w całość i po raz kolejny poczułem ucisk w brzuchu. - Zayn, dochodzę.

- Ja też - warknął i oboje doszliśmy równocześnie.

Leżeliśmy na łóżku, ciężko oddychając.

- Boże, to było niezłe - wymamrotał Zayn, a ja w odpowiedzi skinąłem mu głową.

Nigdy nie uprawiałem seksu z Louisem, ale wiedziałem, że jego obciąganie ustami było o wiele lepsze.

Wstałem i wyczyściłem się, ale wciąż obaj z Zaynem byliśmy nadzy.

- Dzięki, Harry, za wszystko - chłopak uśmiechnął się szeroko. Naciągnął na siebie czystą parę bokserek, a drugą rzucił mi.

- Dzięki - ubrałem się w nie szybko. Wyszedłem z pokoju, kompletnie nie przejmując się swoim wyglądem po niezłym seksie. Poczułem czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu i zobaczyłem Nialla. Kurwa.

- Tylko się pieprzyliśmy, jaki w tym problem? - zapytałem i poczułem jak został mi wymierzony siarczysty policzek. Ta mała dziwka właśnie mnie uderzyła. -CO DO KURWY! - krzyknąłem, a on tylko się uśmiechnął.

- Naucz się pieprzyć z innymi, koleś.

~*~

~ Zayn ~

Zobaczyłem jak Harry kieruje się w stronę kuchni, najprawdopodobniej po lód. W sumie przypuszczałem, że tak może się stać, więc nie byłem zbytnio zdziwiony.

- Co do jasnej cholery, Zayn?! - krzyknął Niall, podchodząc do mnie.

- Ale co? - udałem niewinnego.

- Wiesz co - spojrzał w dół, przygryzając dolną wargę.

Westchnąłem.

- Nie, nie wiem. - Tym razem spojrzał mi prosto w oczy.

- Zayn, lubię cię i nie chcę byś pieprzył nikogo innego poza mną - powiedział ze łzami w oczach, a dolna warga mu drżała. Wyglądał tak nawet całkiem seksownie.

- W końcu - szepnąłem, przytulając go. - Harry nic dla mnie nie znaczy i dobrze o tym wie. Nialler, chcę żebyś był tylko mój i niczyj więcej. Wybacz mi i zostań moim chłopakiem - powiedziałem mu na ucho.

- Oczywiście! - pisnął i pocałował mnie. Brakowało mi tego słodkiego smaku jego ust. Odwzajemniłem go i poprowadziłem do siebie.

- Czas na naszą kolej, Nialler - poruszyłem znacząco brwiami.

- Mogę być na górze? - zapytał, a ja zachichotałem.

- Dla własnego chłopaka, wszystko.

W końcu byłem szczęśliwy i Niall był mój. Plan zadziałał idealnie, ale nie wiem jak z Harrym.

~*~

~Louis~

Siedziałem w pokoju kompletnie zdruzgotany po tym, co przed chwilą usłyszałem. Nikt nie wiedział, że wróciłem, a słyszałem wszystko. Nie mogłem uwierzyć w to, że Zayn przeleciał Harry’ego, kiedy wiedział, że czuję do niego coś więcej. Boże, przyznałem się nawet do tego samemu sobie - zakochuję się w nim. A tak właściwie to już jestem zakochany w Harrym. Kurwa, ta gra to jakiś koszmar.
Westchnąłem i ułożyłem twarz w dłoniach, pociągając nosem. Jestem takim idiotą, chciałbym móc zacząć wszystko od początku. Chciałem tego, chciałem, żebyśmy byli kimś więcej niż przyjaciółmi z korzyściami, chciałem, żeby to było czymś więcej niż tylko grą.
Ale nigdy się do tego nie przyznam, ponieważ bym przegrał, a po drugie, on i tak nie czuł tego samego. Musiałem to jakoś przetrwać i grać. Musiałem.
Powoli wstałem ocierając łzy i poprawiając włosy oraz kolczyk. Wyszedłem z pokoju i zaraz zobaczyłem Harry’ego z loczkami powykręcanymi w każdą stronę. Jebana fryzura „po seksie” i to nie byłem ja. Wkurzyłem się i chciałem się zemścić. Cholera, nawet tego z nim nie robiłem, a pragnę go. Boże, zauważył mnie.

- Och, cześć, Louis – przywitał się ze mną, uśmiechając się. Przewróciłem oczami i usiadłem od niego najdalej jak tylko mogłem.

- Dlaczego tu jesteś, nie dzwoniłem – warknąłem, ale przecież oczywiście dobrze, wiedziałem dlaczego tu jest.

- Nie muszę pieprzyć tylko ciebie, pamiętaj. Znudziło mi się i już dłużej mi się nie podobasz, więc spróbowałem z Zaynem. – Ała. To zabolało i na dodatek przyznał to z taką łatwością. Mała dziweczka.

- Och. On i Niall są teraz razem. Powinieneś przekazać wieści Liamowi – syknął, wpatrując się w telewizor.

- Niall jutro do niego zadzwoni, więc nie ma takiej potrzeby. – Wywróciłem oczami, bawiąc się moim kolczykiem na ustach. Głupi Harry, głupi Zayn. Głupie wszystko. Pierdolić życie. – Gra wciąż aktualna – wymamrotał.

- Chyba wiem, Curly. – Usłyszałem ciche westchnienie. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jak bawi się swoimi palcami.

- Co? - zapytałem, a on tylko potrząsnął głową.

- Nic - wymamrotał w odpowiedzi.

Siedzieliśmy w takiej ciszy przez dłuższy czas i w końcu miałem dość. - Wychodzę. Powiedz chłopakom, że sobie gdzieś poszedłem. Zadzwoń kiedy będziesz czegoś potrzebował - syknąłem i wyszedłem za drzwi. Pomacałem kieszenie i zorientowałem się, że klucze zostały w pokoju. Kurwa.

Wróciłem się i zobaczyłem w progu uśmiechniętego Harry’ego.

- Czyżbyś czegoś zapomniał? - zapytał, obracając klucze w ręce. Uśmiechnąłem się ironicznie.

- Ta, rzeczywiście - odpowiedziałem i wyrwałem mu je. - Na razie, Curly.

Nie miałem pojęcia dokąd pójdę, ale od razu wsiadłem do samochodu. Chyba pojadę do baru i tam zostanę, znaczy do takiego 24/7. Odjechałem ze łzami w oczach rozmazując swój eyeliner.

Cholera, dlaczego ja w to gram! To pali mnie od środka, karma przyszła po mnie i teraz dostaję po dupie. Teraz wiem jak czuli się wszyscy inni; byłem takim dupkiem, ekhem, jestem. Otarłem łzy. Pierdolić Harry’ego, pierdolić cała resztę.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz