sobota, 4 stycznia 2014

8

~ Harry ~

Cholera. Cholera. Wszystko się pierdoli.

Kiedy odjechałem do domu, wiedziałem, że nie uniknę spotkania z Liamem. Pamiętam jak wychodziłem z pokoju Louisa i zobaczyłem Liama z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Boże, tkwiłem w jakimś totalnym gównie. Przecież byłem z Louisem tylko dlatego, żeby się na nim zemścić i sprawić by się we mnie zakochał. Ugh, życie jest do dupy; Louis jest do dupy.

Przyjechałem pod dom, zaparkowałem samochód i chciałem jak najszybciej pobiec do środka, ale zamiast tego siedziałem bezsilnie w samochodzie. Liam był mocno wkurzony, kiedy wychodziłem, a Louis zraniony. Chwila, dlaczego mnie to w ogóle obchodzi? Ale prawda jest taka, że obchodziło mnie to. Kiedy nie krzywdziłem Louisa, krzywdziłem za to Liama, będąc z nim, a Li był moim najlepszym przyjacielem, kiedy Louis był, hm, Louisem.

Jęknąłem, spuszczając głowę w dół i opierając ją o kierownicę, aż zatrąbiłem. Nie miałem pojęcia ile jeszcze tam siedziałem, dopóki nie zobaczyłem samochodu Liama na podjeździe. Świetnie, nawet nie miałem ochoty tu być. Mogę wrócić i wtulić się w Louisa? Czekaj, Harry… Nie możesz. W sumie to chyba rozmowa z Liamem będzie lepszym rozwiązaniem.

~*~

- Przepraszam – wymamrotałem po raz setny, kiedy on wciąż patrzył się na mnie tymi czekoladowymi oczami małego psiaka.

- Nie, Harry! Obiecałeś, że robisz to tylko dla zemsty, a wszystko co widziałem to to jak się miziacie. Co to jest, do kurwy nędzy! Dobrze wiesz co mi zrobił, ty draniu! Chociaż nie, wiesz co, wracaj do tej małej dziwki, co to w ogóle mnie obchodzi?! Przecież tego chcesz! – Liam krzyknął, na co spojrzałem na niego skruszony.

- Li, proszę! Przysięgam, że nie jestem w nim zakochany! Po prostu dobrze kłamie. Obiecuję, że już do niego nie napiszę. – Wyszeptałem i ciężko westchnąłem.

- Jeżeli nie będziesz do niego pisał, jak ma się w tobie zakochać?

-Nie jestem w nim zakochany, po prostu jest przystojny i dobrze przytula, to wszystko. – Krzyknąłem i wstałem z kanapy. Przejechał dłonią po swoich ciemnych włosach i spojrzał na mnie.

- Obiecaj mi, że się nie zakochasz. Po prostu, obiecaj. Proszę. Nie chcę patrzeć na to jak Louis po raz kolejny łamie komuś serce, a przede wszystkim nie tobie, więc proszę. – powiedział, na co odpowiedziałem mu, podchodząc i owijając swoje ramiona wokół niego.

- Liam, obiecuję. Louis mnie nie kręci, a nawet jeżeli zacznie, to szybko się z tego wywiążę. Przysięgam. – Cholernie dobrze wiedziałem, że to było jedno wielkie kłamstwo, ale mogłem spróbować, prawda? Liam oddał uścisk, po czym ciężko westchnął i ucałował mnie w czoło. – Pójdę wziąć prysznic, okej? – powiedziałem, odsuwając się od niego i poszedłem do łazienki.

Poczułem jak telefon wibruje w mojej kieszeni i otworzyłem szybko wiadomość, zgadując, że jest ona od Lou- Zayn?! Skąd on, kurwa, ma mój numer? Pewnie od Louisa, ale czego chce?

Zayn – Więc ty i Louis, huh? A, z tej strony Zayn.

Harry – Um, skąd masz mój numer? I nie, nie jesteśmy razem. Wcale…

Zayn – Przestań kłamać i od Louisa.

Harry – Nie kłamię… Jesteśmy tylko przyjaciółmi… z korzyściami.

Zayn – Mógłbym dołączyć? ;)

Harry – Jasne ;) Ale, czekaj, czy ty przypadkiem nie szalejesz za Niallem?

Zayn – Tak, to prawda, ale aktualnie umawia się z twoim przyjacielem, Liamem.

Harry – Racja… Wolałbym, żeby tego nie robił.

Zayn – Naprawdę? Dlaczego?

Harry – To oczywiste, że cię lubi; poza tym raz już go oszukał, więc czemu nie miałby zrobić tego ponownie, dlatego.

Zayn – Oh, więc może chciałbyś wyświadczyć mi pewnego rodzaju przysługę?

Harry - … Jaką przysługę?

Zayn – Sprawić by zerwali ze sobą.

Harry – Ha. Okej, ale jak?

Zayn – Mój Nialler łatwo jest zazdrosny, więc może jeśli byśmy trochę poflirtowali ze sobą na jego oczach, zerwałby z nim, ponieważ sam chciałby się znaleźć na twoim miejscu i, bum, przestają się ze sobą umawiać. Ty jesteś szczęśliwy i ja też.

Harry – Tylko po to do mnie pisałeś, huh? -.-

Zayn - …Taa…

Harry – Pomyślę o tym, a teraz idę wziąć prysznic. Na razie, Zayn.

Zayn – Zastanów się naprawdę dobrze. To zadowoli nas obu ;)

Odłożyłem telefon i wzdrygnąłem się na samą myśl o tym co właśnie miało miejsce. Nienawidziłem Nialla. Znaczy, może i był słodki, ale nie po tym co zrobił Liamowi, jak i mi, sprawiając, że znienawidziłem Louisa.

Ale nie mogłem powiedzieć sobie prosto w twarz, że nienawidziłem Louisa, ponieważ była to jedna wielka bzdura. Mimo, że czasami działał mi na nerwy, nie należał do najgorszych. Może gdyby się we mnie zakochał, zmieniłby się i uspokoił. Nie mam pojęcia. Być może. Ale tylko może.

~*~

~ Louis ~

Harry – Wpadnę rano, okej?

Louis - ;))))))) Okejkaaaa, pewnie. Do zobaczenia, kocieeee ;) 8=====D

Harry – Okej. Pijany Louisie, idź spać. Xx

Louis – Hehehehehjnd, okejalkdf

Odłożyłem swój telefon na podłogę, po czym wspiąłem się na łóżko.

- Cześć – wymamrotałem, dostając lekkich zawrotów głowy na widok przystojnego chłopaka, który właśnie leżał pode mną nagi na moim łóżku. Boże, był naprawdę gorący, ale, chwila, Harry będzie wkurzony. Louis, przecież kochasz Harry’ego. Ale z ciebie idiota.

- Myślę, że wypiłeś już wystarczająco dużo, kochanie – zwrócił się do mnie brunet i podczołgał, aby zabrać mi mój kieliszek z winem i odłożyć go na stolik.

- Nieeeeeee! Moje wino – jęknąłem, na co zachichotał.

Odwróciłem zwoją głowę i wszystko było rozmazane. Whoa, chyba coś sobie skręciłem haha, skręciłem. Chcę, żeby Harry skręcał sobie głowę, obciągając mi, haha. A kiedy tak myślałem, poczułem ciepłe usta na swoich. – Smakujesz alkoholem – chłopak szepnął w moje usta, a ja uśmiechnąłem się. Ugh, to było nie w porządku, ale było mi tak dobrze i byłem tak napalony, więc miałem to gdzieś.

Złapałem go za włosy i mocno popchnąłem go na materac. Wspiąłem się na niego i złączyłem nasz usta. Nie były takie jak miał Harry – delikatne, miękkie i gładkie; smakowały cynamonem i herbatą.

Jęknął, kiedy zacząłem ocierać się o wybrzuszenie w jego spodniach. – Boże, Louis, mocniej. – Wymamrotał i zaczął rozpinać moją koszulę. Uśmiechnąłem się podczas pocałunku i odsunąłem się na chwilę, żeby mógł zdjąć moje spodnie.

Oboje byliśmy nadzy i, cholera, ten chłopak miał zajebiście dobre ciało, ale i tak tęskniłem za sześciopakiem Harry’ego. Pociągnął mnie nad siebie, na co zachichotałem. – Niecierpliwy – wymruczałem mu do ucha, a on zaczął delikatnie ssać skórę mojej szyi, sprawiając że jęczałem. Powoli sunąłem dłońmi w dół jego ciała, a chłopak drżał pod moim dotykiem.

Kiedy dotarłem do wewnętrznej strony jego uda i potarłem go kciukiem, usłyszałem jak jęknął z rozkoszy. – Nie drażnij się ze mną – syknął. Powoli przejechałem dłonią po jego długości, na co odpowiedział przeciągłym jękiem, przygryzając płatek mojego ucha.

Po kilku minutach, zatrzymał mnie i schylił się, wyjmując coś z kieszeni swoich jeansów. – Góra czy dół? – zapytał, trzymając w ręku tubkę lubrykantu.

- Góra, zawsze góruję – powiedziałem przekornie, uśmiechając się szeroko do chłopaka.

~*~

Następnego dnia

Poczułem jakieś ciepłe ciało, oplatające mnie w pasie i przysunąłem się bliżej, myśląc że to Harry. Ale kiedy przerzuciłem ramię na jego drugą stronę, zauważyłem że nie było ono długie, a nasze nogi nie leżały splątane, jak to zwykle bywało.

- CHOLERA JASNA! – krzyknąłem i spadłem z łóżka. Głowa zaczęła mi pulsować nie tylko od uderzenia, ale również od potwornego kaca.

- Wszystko w porządku, kochanie? – zapytał nieznajomy mi głos. Spojrzałem w dół i zobaczyłem swoje nagie ciało, cholera, proszę, nie.

- Kim ty, do kurwy nędzy, jesteś?! – zakląłem, a chłopak potrząsnął głową w zdziwieniu.

- Nie pamiętasz? Jestem Josh. Poszliśmy do ciebie, kiedy wyciągnąłeś mnie z baru.

Uderzyłem się mocno w twarz i jęknąłm.

- Wyjdź, teraz. – warknąłem, przymykając oczy.

- Ale…

- Kurwa, wyjdź. – powtórzyłem, na co chłopak ciężko westchnął.

Podniosłem się na nogi i obserwowałem jak chłopak zbiera swoje rzeczy. – A teraz grzecznie pokażę ci, gdzie są drzwi. – syknąłem.

- Ludzie mają rację względem ciebie – wymamrotał pod nosem. Przewróciłem tylko oczami, z wielką ochotą uderzenia go, ale powstrzymałem się, powoli odprowadzając go do wyjścia.

- Nigdy nie wracaj i się do mnie nie odzywaj – uśmiechnąłem się szyderczo i otworzyłem mu drzwi.

W tym samym momencie, moim oczom ukazał się szczupły chłopak, na którego twarz nachodziły pojedyncze loczki. – Och, cześć, Louis! Przyszedłem trochę wcześniej, ponie- Zatrzymał się wpół słowa, lustrując mnie wzrokiem. O, cholera, dlaczego Harry tu był?! Gapił się na mnie, a potem na Josha. Oczy miał szeroko otwarte ze zdziwienia, badając wzrokiem moje nagie ciało pokryte malinkami oraz innymi śladami chłopaka i roztrzepane włosy.

- Wyjdź – warknął do szatyna, który skinął głową i uciekł. Harry wszedł do środka, zatrzaskując za sobą drzwi i złapał mnie za nadgarstek, prowadząc do mojej sypialni. Kiedy weszliśmy, zamknął kolejne drzwi i zerknął dookoła na mój syf – nie pościelone łóżko, pusta tubka lubrykantu, leżąca na podłodze.

A ja po prostu tam stałem, nie będąc w stanie się poruszyć. Po kilku minutach ciszy spojrzał na mnie. - Co. To. Kurwa. Jest. – Jego oczy wręcz płonęły ze złości. Zastygłem.

- J-ja nawet nie pamiętam! Byłem pijany i nic nie pamiętam. Przysięgam! – krzyknąłem, czując jak moje oczy stają się wilgotne.

- Nie było mnie przez kilka dni i nie mogłeś wytrzymać?! – zganił mnie, a ja trząsłem się ze strachu, gdy zaczął podchodzić coraz bliżej. Był jeszcze bardziej przerażający, kiedy się złościł; przede wszystkim chyba dlatego, że sporo mnie przewyższał.

- Przepraszam – wymamrotałem i spuściłem głowę w dół, lecz nagle coś mnie olśniło. – Chwila! Dlaczego na mnie krzyczysz? Nie jesteśmy w jakimś pierdolonym związku, więc dlaczego obchodzi cię fakt, że przespałem się z kimś innym?! Umowa nie zobowiązuje do pieprzenia się tylko z jedną osobą.- Krzyknąłem, ale szybko tego pożałowałem, widząc w jego oczach ból i drżącą dolną wargę, którą starał się przygryźć.

- Myślałem… Myślałem… Wiesz co, pieprz się Louis. To oczywiste dlaczego nie możesz sobie nikogo znaleźć, ponieważ za każdym razem, kiedy ktoś się do ciebie zbliży, odwracasz się napięcie i wszystko pierdolisz. Musisz być niezłym, bezmózgim kutasem. I wiesz co, zakochiwałem się w tobie! Ha. Do zobaczenia wkrótce, kolego. Gra wciąż aktualna, ale pamiętaj, że już zawsze pozostanie tylko grą. – Wykrzyczał mi prosto w twarz i opuścił mieszkanie.

Osunąłem się na podłogę i zacząłem szlochać. Dlaczego płakałem? Często ludzie mnie wyzywali i ani razu nie czułem się winny, czy nie płakałem. Kiedy usłyszałem jak jego samochód odjeżdża spod domu, zacząłem płakać jeszcze bardziej. Słowa odbijały się echem w mojej głowie.

I wiesz co, zakochiwałem się w tobie!

…ale pamiętaj, że już zawsze pozostanie tylko grą.

Czyli naprawdę się we mnie zakochiwał? Otarłem oczy, pociągnąłem nosem i wstałem, opadając tym razem na łóżko. Dlaczego to tak mnie bolało? Przecież to tylko gra, prawda? Gra, która miała złamać komuś serce i w tym momencie wyglądało na to, że mści się właśnie na mnie. Dlaczego?

Jeszcze raz przeanalizowałem słowa Harry’ego i coś mi się przypomniało. Zakochiwał się we mnie, czyli mój plan działał, ale niepokoiło mnie jedno. Dlaczego cały w środku byłem rozbity, dlaczego bolał mnie fakt, że Harry się wkurzył na mnie, dlaczego czułem się winny.

Zakochiwałem się w Harrym Stylesie. I to bardzo, bardzo mocno. Zakochiwałem się w nim. Wiele razy próbowałem temu zaprzeczyć, ale to wracało do mnie jak bumerang. Nie chciałem w to wierzyć, ale to najczystsza prawda. Nie chciałem się do tego przyznawać, ponieważ Harry by wygrał, a teraz z pewnością nie czuł do mnie tego samego.

Spieprzyłem. Spieprzyłem to po całości. Wciąż mieliśmy się spotykać, ale to nie będzie bogate w te wszystkie romantyczne pierdoły, które mieliśmy w zwyczaju robić. Będzie inaczej, mniej namiętnie. To jak uprawiać seks z prostytutką, a tego właśnie nie chciałem. Ale spieprzyłem i mam teraz to co mam. Brawo, Tomlinson. Właśnie straciłeś wszelkie szanse na faceta, który mógł uleczyć twoje złamane serce, a przez twoją głupotę, łamie ci je podwójnie. A teraz leżałem w łóżku, myśląc nad wszystkim co mógłbym dalej z tym zrobić.

~*~

~ Harry ~

Byłem wkurzony! Nie mogłem uwierzyć, że zakochiwałem się w Louisie Tomlinsonie. Powinienem był to przewidzieć. To bolało – patrzenie na niego z innym, nawet jeśli był wtedy pijany, to wciąż on. Miałem wrażenie, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce.

W drodze do domu poczułem jak łzy zaczynają spływać po moich policzkach. Zatrzymałem się, nie chcąc spowodować żadnego wypadku. Lubiłem Louisa i chciałem by to zauważył. Teraz dla mnie to była tylko gra i nic więcej. Ale nie mam pojęcia czy mówiłem to sobie tylko, żeby poczuć się lepiej, czy może wciąż go lubiłem. Nie miałem pojęcia, ale z pewnością, on nie czuł do mnie tego samego.

Wyciągnąłem telefon i zdecydowałem się napisać do Zayna.

Harry – Hej, Zayn. Czy Louis staje się tak samo łatwo zazdrosny jak Niall?

Zayn – Tak, a nawet jeszcze bardziej, a co? Och, chyba wiem dlaczego…

Harry – Taa… Więc wciąż potrzebujesz tej przysługi? ;)

Zayn – Potrzebuję. Tak długo jak tego chcesz jestem chętny.

Harry – Definitywnie chcę tego.

Zayn – Świetnie. Louis jest w domu cały czas, a Niall praktycznie cały czas. Tylko upewnij się, żeby przyjść, wtedy gdy Liam nie jest z Niallem.

Harry – Okej, postaram się. :) Dzięki, Zayn.

Zayn – Nie, to ja dziękuję tobie. Ty będziesz szczęśliwy i ja. Jesteśmy kwita.

Harry – Tak, tak. Narka.

Zayn – Pa.

Uśmiechnąłem się i włożyłem telefon z powrotem do kieszeni. W końcu Louis miał dostać za swoje. Z pewnością Liam na tym ucierpi, ale tak było dla niego najlepiej; dla Nialla zresztą też. Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej na słowa Jesteśmy kwita. Zachichotałem maniakalnie i wróciłem na drogę do domu. – Jeszcze bardziej niż myślisz. – Szepnąłem i uśmiechnąłem się do siebie. Louis w końcu dostanie niezłego kopa w tyłek i to się nazywa złamane serce. Nie ważne czy mnie lubił, czy nie; będzie źle się z tym czuł i będzie zazdrosny jak ja dzisiaj rano. – Uważaj, Tommo, twoje serduszko jest następne w kolejce – powiedziałem do nosem i docisnąłem mocniej pedał gazu.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz