*Oczami Harry’ego*
-Liam…LIAM!-nieskutecznie próbowałem zawołać przyjaciela w sali prób chóru.
Podszedłem do niego szybkim krokiem, ale zauważyłem że rozmawia z trenerem wokalnym, który prowadził chór.
-Harry! Dobrze Cię widzieć, mam Ci do przekazania ważną wiadomość-sor McLevis powitał mnie serdecznie.-Poznałeś już nowego kolegę z chóru?
-Nowego? –zapytałem
-Właśnie opowiadałem Liamowi o nim. Przyszedł do mnie dzisiaj rano i zaśpiewał kilka linijek piosenki, ma naprawdę niesamowity głos-zachwycał się sor McLevis.-Podzielicie się z nim solówkami w nowej piosence.
Popatrzyłem na Liama przerażonym wzrokiem, ale najwyraźniej szatyn zdążył już oswoić się z tą wiadomością. Liam pociągną mnie za rękaw i usiedliśmy na ławkach w sali chóru.
-Przedstawienie się dopiero zaczyna…-powiedział ironicznie i przewrócił oczami.
Usłyszałem pierwsze dźwięki muzyki i od razu rozpoznałem piosenkę Amy Winehouse – Valerie, a na przed nami zobaczyłem jego. Louis stał i bujał się w ryt muzyki. Jego niebieskie oczy błyszczały i wydawało się że jest w swoim żywiole. Otworzył usta i zaczął śpiewać…’anielski głos’ pomyślałem, ale szybko złapałem się na myśleniu o nim i potrząsnąłem energicznie głową, zwracając uwagę śpiewającego chłopaka swoją burzą loków. Popatrzył na mnie i uśmiechną się promiennie nie przerywając śpiewania. Spuściłem wzrok i do końca piosenki patrzyłem w podłogę. Wszyscy zaczęli klaskać i uznałem, że najwyższa pora wyjść.
Do domu wszedłem mocno trzaskając drzwiami. Byłem poirytowany, że ten Louis chce odebrać nam nasze pozycje w chórze, od lat niezmienne.
Harry! Co się stało?- mama wyjrzała z kuchni i popatrzyła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Nic…tylko jestem zmęczony po ciężkim dniu. Pójdę się położyć-pocałowałem mamę w policzek i pobiegłem schodami na górę.
*Oczami Lou*
Dostałem się do chóru i wreszcie będę mógł znów śpiewać. Kilka lat tem porzuciłem śpiewanie dla piłki nożnej, ale do tej pory żałuje tej decyzji. Zadowolony z przebiegu wydarzeń szedłem do domu nucąc piosenki, które dał mi do nauczenia się McLevis.
-Maaaaamo! Dostałem się do chóru- zawołałem z, gdy tylko otworzyłem drzwi wejściowe.
-Och Louis to cudownie-uśmiechnęła się do mnie mama.
-Jak Ci miną dzień?- zapytałem wyciągając karton z sokiem pomarańczowym z lodówki.
-Wyszłam wcześniej z pracy i poszłam na zakupy. Poznałam tam Anne, z którą złapałyśmy naprawdę dobry kontakt i zaprosiła mnie dzisiaj na kolacje-odpowiedziała.
-To świetnie, że poznajesz nowych przyjaciół tutaj-posłałem jej ciepły uśmiech.
-Anne ma syna i zaproponowała, żebyś przyszedł razem ze mną. Moglibyście się poznać.
-No jasne, przyda mi się jakiś nowy przyjaciel tutaj- odpowiedziałem uradowany i zacząłem odkręcać karton z sokiem.-A mogłabyś powtórzyć nazwisko Anne?
-Styles, Anne Styles- odpowiedziała spokojnie, a ja o mało co nie zadławiłem się sokiem, który właśnie zaczął spływać mi po przełyku.
-Louis, nie tak łapczywie- zaśmiała się ze mnie mama, a ja udałem się schodami na górę do swojego pokoju.
‘Czy to możliwe, że idę dzisiaj do domu Harry’ego Stylesa?’ pomyślałem i uśmiechnąłem się do siebie.
_Kilka godzin później_
Staliśmy z mamą przed brązowymi drzwiami poprawiając ubrania. Nacisnąłem dzwonek. W domu dało się usłyszeć krzątaninę i po kilku minutach w progu stanęła wysoka brunetka o pięknym uśmiechu. ‘Taki sam jak Harry’ego’ pomyślałem i wszedłem zaproszony serdeczną dłonią do środka.
-Jestem Anne- powiedziała brunetka i wyciągnęła do mnie ręke.
-Louis, chodzę z pani synem do szkoły, ale jestem w klasie wyżej- odwzajemniłem uścisk dłoni i uśmiechnąłem się szeroko.
Przeszliśmy do salonu w którym stał przygotowany stół. Ciasteczka, sałatki, soki. Po kilkunastu minutach usłyszałem kroki od strony schodów.
-Mamo…co tu się dzieje?- zapytał widząc nas zdezorientowany Harry.
-O Hazza, dobrze że jesteś, chciałabym Ci przedstawić Louisa. Nie zna nikogo w mieście, bo niedawno się przeprowadził, może pokażesz mu uroki Holmes Chapel? –uśmiechnęła się do niego Anne.
-Hm…-po jego twarzy przeszedł grymas- Tak, jasne.
-Świetnie, a teraz zabierz kolegę na góre, a my sobie poplotkujemy z Jay.
Harremu wyraźnie nie spodobała się ta propozycja, ale nie odmówił. Ruszyliśmy schodami na górę. Dom Stylesów był zupełnie inny niż mój. Ciepły w kolorach brązów, na ścianach widniały liczne fotografie. Dotarliśmy do pokoju na końcu korytarza, Harry otworzył drzwi, a moim oczom ukazał się przestronny brązowo-biały pokój z plakatami w antyramach, które byłe powieszone na ścianach. Harry wydawał się mało zainteresowany moją obecnością. Opadł na łóżko i zaczął dynamicznie stukać w ekran swojego telefonu. Nie przejmując się jego zachowaniem obszedłem cały pokój i zatrzymałem się przy komodzie, na której widniały zdjęcia małego Hazzy. Widok był naprawdę uroczy i widać było jak bardzo jest zżyty z mamą. Dostrzegłem zdjęcie chłopca z całą umazaną buzią i nie mogłem powstrzymać śmiechu.
-Harry mam nadzieje, że teraz sobie bardziej radzisz z jedzeniem- śmiejąc się obróciłem zdjęcie w stronę loczka.
Nie spodziewałem się, aż takiej reakcji. Hazza podbiegł do mnie i zaczął wyrywać mi zdjęcie z rąk. Wykorzystałem to ze jestem mniejszy i pochyliłem się do przodu mocno zaciskając zdjęcie przy brzuchu. Harry objął mnie rękami od strony pleców i próbował dosięgnąć ramki, ale nie udawało mu się to. Po kilku chwilach nieudolnej walki obaj zaczęliśmy się śmiać i przez moją niezdarność upadliśmy na łóżko.
-Przegrałeś Styles musisz to przyznać-leżąc na plecach podniosłem w tryumfie ręce z ramką w góre.
*Oczami Harry’ego*
Louis trzymał ramkę z moim zdjęciem w górze…eh czemu jestem taki sentymentalny i wszędzie umieszczam moje kompromitujące zdjęcia? Niebieskooki miał piękny uśmiech, linia biłaych prostych zębów miedzy wargami wygiętymi pod idealnym kątem.
-Czemu mnie unikasz?-głos Louisa wyrwał mnie z zamyślenia.
-Unikam? Tylko Ci się wydaje- odpowiedziałem szybko, chociaż wiedziałem że to nieprawda.
-Czy to przez to co się stało w Doncaster? Tutaj nikt nie wie o twojej orientacji?- ułożył się na boku w moim kierunku i mówił patrząc mi się prosto w oczy.
-Wiesz…to miasto jest inne. Tutaj nie mogę być gejem, bo to mi niszczy reputacje, a to co się stało w Doncaster to tylko jednorazowa przygoda nic więcej- rzuciłem w jego stronę, ale wiedziałem że podświadomie liczę na coś więcej.
-Jednorazowa przygoda?- powiedział z niedowierzaniem szatyn.- To czemu przypatrujesz mi się całymi dniami w szkole i rumienisz się gdy nasz wzrok się spotka?
-Jaaaa? Chyba Ci się wydaje, nic takiego nie ma miej…-nie zdążyłem dokończyć bo poczułem jak ręka Louisa przesuwa się po moim kroczu. Poczułem ciepło w podbrzuszu i jęknąłem cicho.
-Nadal twierdzisz, że to jednorazowa przygoda, która nic nie znaczy?- powiedział nie oczekując odpowiedzi i zaczął całować moją szyje nie przestając pracować ręką. Jego dotyk wywoływał u mnie dreszcze. Poczułem jak zasysa kawałek mojej szyi. Podniósł głowę i przysunął się bliżej moich ust. Mogłem poczuć jego ciepły oddech na moich wargach, gdy…
-Looouis!- usłyszałem wołanie Jay z dołu.-Chodź szybko na dół, musimy iść na występ Daisy!
Szatyn zsuną się ze mnie i pokierował w stronę drzwi. Ruszyłem za nim i popchnąłem go na szafę.
-NIGDY WIĘCEJ TEGO NIE RÓB, SŁYSZSZ?- krzyknąłem ze wściekłością.- Tutaj nikt nie wiem i się nie dowie jakiej jestem orientacji i nie popsujesz mi reputacji! Nic do cienie nie czuje zrozumiałeś?!
Wyszedłem szybko z pokoju i ruszyłem schodami na dół. Po kilku sekundach zobaczyłem jak schodzi niebieskooki, zasłaniając kawałek czoła starannie grzywką. ‘Chyba popchnąłem go za mocno…’ pomyślałem przez chwilę i bardzo żałowałem mojego zachowania i moich słów. Tak naprawdę pragnąłem go bardziej niż kogokolwiek innego. Pożegnałem się z Jay i wróciłem do pokoju, kopiąc plecak który stał obok szafy. Położyłem się na łóżku, które nadal pachniało jego perfumami…’ile bym dał, żeby móc się przy nim budzić każdego dnia’ pomyślałem i zamknąłem oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz