~*~
~ Louis ~
Wszedłem do mojego ulubionego sklepu z płytami i zobaczyłem wysokiego chłopaka z kręconymi włosami, siedzącego na moim miejscu. Podszedłem do niego i chrząknąłem, ale nawet nie podniósł głowy. Powtórzyłem czynność i dopiero po chwili zobaczyłem, że miał w uszach słuchawki; rzeczywiście mnie nie słyszał. Uderzyłem go w tył głowy, po czym w końcu spojrzał na mnie. Wyciągnął z ucha jedną słuchawkę i zapytał.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? – Wow. Jego akcent był taki… taki… seksowny. Głęboki i aksamitny z lekką chrypką. A kiedy mówił, przeciągał każde słowo, co powodowało, że stawał się jeszcze bardziej seksowny.
Szybko otrząsnąłem się z moich rozważań i odkaszlnąłem.
- Taa, siedzisz na moim miejscu – powiedziałem, unosząc brew.
Przewrócił oczami.
- Nie widzę na nim twojego imienia. – Roześmiałem się. I wskazałem mu na malutkie, wydrapane literki Louis T.
- Zaufaj mi, kotku. To moje miejsce. – Uśmiechnąłem się. Usłyszałem jak mamrocze pod nosem przekleństwa i powoli wstaje. Cholera, był wysoki i, whoa, te nogi. Wcześniej nie mogłem dokładnie zobaczyć w co jest ubrany.
Miał na sobie czarne rurki, podobne do moich. Ale ja miałem kształty, a on był szczuplutki, choć wciąż seksowny. Na jego ramionach zwisała swobodnie bluzka z napisem Hipsta Please, która idealnie dolegała mu do szyi. Do tego niebieska kurtka i białe conversy, a na głowie beanie*, spod której wystawały loczki. Gdy dokładniej mu się przyjrzałem, dostrzegłem dołeczek w jego lewym policzku. Kurwa, dołeczki były numerem jeden na liście rzeczy, które mnie podniecają. Boże, mógłbym pieprzyć go tu i teraz.
- Przyglądasz mi się? – usłyszałem cichy chichot. Przysięgam, właśnie mi stanął.
- W sumie tak. Ładny jesteś – powiedziałem, unosząc kącik ust do góry.
Zarumienił się.
- Taa, nie flirtuj ze mną. Myślisz, że nie wiem kim jesteś? – Nagle jego głos stał się całkiem poważny.
- Och, doprawdy? – zapytałem i podszedłem bliżej niego, przesuwając opuszkami palców po jego ramieniu.
- J-jesteś Louis – wydukał. Uśmiechnąłem się. Czyli wiedział kim jestem.
- To prawda. Ale jak ty myślisz kim jestem? – zamruczałem i zsunąłem dłoń na zewnętrzną stronę jego uda. Przełknął ślinę i spojrzał na mnie.
- Jesteś łamaczem serc. Złamałeś serce mojemu przyjacielowi. – Powiedział cicho i strząsnął moją dłoń.
- A kto był twoim przyjacielem, mój drogi? – szepnąłem.
- Liam. Liam Payne – syknął i odsunął się.
Och, on. Dawno z nim nie rozmawiałem. Chyba coś kręci z Niallem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wyrzuciłem ich póki co ze swoich myśli i patrząc mu w oczy, ponownie się przysunąłem.
- A ty jak masz na imię? – zapytałem, przygryzając dolną wargę i liżąc przy tym swój kolczyk.
- Harry. Harry Styles. – W mojej głowie coś jakby kliknęło. Harry? To on?
- Czekaj, czekaj. Powiedziałeś Harry Styles? – Zadałem mu ponownie pytanie, a on skinął głową. Chłopak był małą dziwką, ale nikt o tym nie wiedział, no chyba, że sam mu o tym powiedział. Grał tak jak ja. Wprost idealnie; kogoś takiego szukałem. W końcu ktoś kto wie o co chodzi i ma kasę.
- Harry, chciałbyś zabawić się w pewną grę? – wyszeptałem, ujmując jego dłoń. Przechylił głowę.
- Zależy w jaką?
Zaciągnąłem go w głąb pomieszczenia do małego stolika, gdzie mogliśmy spokojnie usiąść.
- Więc… Ty wiesz kim jestem, a ja wiem kim ty jesteś – uśmiechnąłem się, a chłopak otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
- W-wiesz?
- Jesteś Harry Styles - dziwka numer jeden w mieście, oczywiście poza mną. Chłopakiem, który kocha zasadę bez zobowiązań, tylko seks. A ja mam dla ciebie całkiem miłą propozycję.
Natychmiast się rozpromienił i zauważyłem, że ma dwa dołeczki, a nie jeden.
- Wyjaśnij – roześmiał się, a ja przysunąłem bliżej swoje krzesło.
- Są trzy proste zasady, których musisz przestrzegać i powiem ci tylko, że każdy kto ją ze mną zaczyna, przegrywa.
- Powiedz jakie są zasady, Tomlinson – warknął.
- Okej, zasada pierwsza – Płać mi. - Parsknął.
- Płacić? Tobie?
Przewróciłem oczami.
- Bo wykonuję brudną robotę. Daję, nie biorę. Łapiesz, Loczek? – przytaknął, przygryzając dolną wargę, na co cicho jęknąłem.
Potrząsnąłem głową i kontynuowałem.
- Zasada druga – Zachowuj sekret. Jeśli powiesz o tym komukolwiek, automatycznie przegrywasz. Buzia na kłódkę, dopóki się nie skończy. – Uśmiechnąłem się.
- Dlaczego nikt nie może się dowiedzieć? - Westchnąłem.
- Ponieważ ludzie się dowiedzą. A jeśli się dowiedzą, będą trzymali się ode mnie z daleka. Wiem, że mimo wszystko to się rozchodzi, ale po prostu wmawiam całej reszcie, że to zwykła bzdura. – Roześmiał się.
- Kontynuuj, Louis.
- I zasada trzecia - absolutnie bez żadnych zobowiązań. Tak właśnie większość przegrywa. Zakochują się we mnie i przegrywają wypowiadając dwa proste słowa. – powiedziałem sfrustrowany.
- Więc to tylko dla przyjemności obydwu ze stron? A co się dzieje jeśli gracz się w tobie zakocha, albo vice versa? – zapytał, unosząc brew.
- Louis się nie zakochuje. Powiedzmy, że jeśli wygrasz, dostaniesz cokolwiek zechcesz, ale nikt jeszcze nigdy tego nie zrobił, więc powodzenia. Będziesz go potrzebował. – Uniosłem do góry kącik ust.
Skinął głową.
- Kiedy zaczynamy? – zapytał. Wziąłem do ręki kartkę papieru zapisując na niej trzy zasady i podałem mu długopis.
- Podpiszesz i możemy zaczynać. - Uśmiechnął się szeroko, kiedy to robił. – Och, i tu masz mój numer, adres. Wpadnij, albo zadzwoń gdy będziesz chciał zacząć. – Potrząsnął głową, wymieniając ze mną te same informacje.
- Wiesz Louis, ta gra nie zdaje się być bardzo trudna, czy skomplikowana. Jestem pewien, że potrafię pokonać cię twoją własną bronią. Zakochasz się we mnie i spełnisz jedno moje życzenie. – Roześmiał się, po czym pochylił się nade mną i musnął moje usta, przyprawiając mnie o dreszcze. Odsunąłem się.
- Próbuj, Loczuś**. Nie wiesz, co cię czeka. – I wyszedłem ze sklepu.
Przyszedłem z pomysłem zaciągnięcia jakiegoś faceta do łóżka, a zamiast tego zdobyłem gracza do swojej gry. Do tej pory były to tylko trzy osoby. Liam Payne, Niall Horan i Zayn Malik. Wszyscy przegrali, a ja wygrałem; wkrótce Harry do nich dołączy. Zakocha się w moim seksie, słodkich słówkach szeptanych mu do ucha i kłamstwach, jakie serwowałem pozostałej trójce. To będzie proste, bardzo proste. Jestem tego pewien. Nikt przecież nie pobił Louisa w jego własnej grze. Nigdy.
~*~
*beanie –Nie tłumaczyłam, bo jest charakterystyczna i większość z was wie o co chodzi ;)
** Wybaczcie, ale Curly w jego ustach brzmiało mi tak samo, jak Loczuś xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz