Upływające dni były udręką, a Harry nieustannie próbował dorwać Zayna, by porozmawiać z nim sam na sam. Może nawet tylko po to, by przywrócić to, co mieli wcześniej. Sam seks był lepszy niż nic, a Harry był zdesperowany. Zayn był dla niego jak narkotyk. Posiadanie go w jakikolwiek sposób było zaspokajające, a Harry był na siebie wściekły, bo zmienił się w osobę, która kocha, mimo że nie dostaje nic w zamian.
Harry starał się i starał, lecz Zayn był głuchy na błagania. Dostrzegał go jedynie w czasie publicznych wystąpień i robił to tylko dla dobra zespołu. Informacja o konflikcie w One Direction nie mogła dostać się do mediów, gdyż to byłaby kwestia czasu, zanim ludzie dowiedzieliby się, co tak naprawdę się dzieje. Zespół to priorytet, ale Harry i tak cierpiał. Liam i Niall nie chcieli się wtrącać, ale Louis nie umiał pozostać bezstronny.
- Musisz przestać - mówił, wręcz błagał. - Zayn się nie zmieni. Ty zasługujesz na coś lepszego.
Jednak do Harry’ego nic nie docierało. Wiedział, co czuł i był pewien, że to nie tylko przejściowe zauroczenie. Słowa Zayna nie zniechęciły go, bo chodziło o coś więcej i po prostu nie mógł się poddać. Bo było jeszcze… to coś innego. Coś, czego nie umiał określić; jakby wszechświat miał już wszystko zaplanowane, a on nie miał wyboru, jak tylko być bezwarunkowo zakochany w kimś, kto tego nie odwzajemniał. A czuł się z tym w porządku. To właśnie było najgorsze.
Trasa dobiegła końca i wszyscy byli w domu, by pracować nad następnym albumem. Minął ponad tydzień od ich powrotu, a Zayn i Harry nie mieli w ogóle kontaktu. Nie to, że Harry nie próbował. Niezliczone wiadomości pozostały bez odpowiedzi, tak samo jak zignorowane telefony. Wystarczająco dużo, by zniechęcić każdego, ale to był Harry Styles, który nigdy się nie poddaje, a to był Zayn Malik, o którego nie walczyłby tylko idiota.
Tak właśnie Harry skończył pod domem Malika, wpatrując się w drzwi wejściowe. Zayn był zmuszony teraz z nim porozmawiać; na to liczył Harry. Oczywiście Zayn nie wyglądał na zachwyconego, kiedy go ujrzał, ale Harry odsunął go na bok i wszedł do środka.
- Musimy pogadać.
- Jak zwykle, prawda?
Harry podszedł do niego i szturchnął go w ramię.
- Nie, nie będziesz tego robił! Nie możesz mnie odpychać po tym, gdy zachowywałeś się, jakbyś mnie kochał.
- Nigdy cię nie ko…
- Cicho! Boże, mógłbyś się zamknąć na dwie sekundy i wysłuchać to, co mam ci do powiedzenia. - Harry stał teraz twarzą w twarz z Zaynem; jego oczy ciskały błyskawice. - Ja wiem, lubisz myśleć, że jestem głupi, ale nie jestem. Wiem, lubisz myśleć, że mnie nabrałeś, ale to nieprawda. Rozumiem, czego się boisz, Zayn, ja to rozumiem. Też jestem przerażony, ale nie mogę stać bezczynnie, kiedy ty udajesz, że mnie nie kochasz. - Przyłożył palec do ust drugiego chłopaka, kiedy ten chciał zaprzeczyć. - Nie, posłuchaj. Znam twoją twarz i ciało tak dobrze, jak swoje. Znam twoje ruchy i wyrazy twarzy. Widzę, jak na mnie patrzysz… - Harry lekko się uśmiechnął. - Jest jeszcze ten sposób, w jaki mnie dotykasz, kiedy się kochamy. - Tym razem przyłożył całą dłoń do ust Zayna, wiedząc, że ten chce coś odwarknąć. - Nie, to nie nazywa się „pieprzeniem”. Nie w naszym przypadku. I nie mów, że jest inaczej, bo i tak ci nie pozwolę. - Odetchnął głęboko i kontynuował delikatnym głosem. - Kocham cię, Zayn. Ty też mnie kochasz. I ja uważam, że wszystko będzie w porządku.
Oczy Zayna zmiękły, a Harry opuścił dłoń, czekając na jego reakcję. Przez chwilę Zayn się nie odzywał, lekko się pochylając. Położył dłonie na ramionach Harry’ego, lekko je ściskając, po czym zaczął go do siebie przyciągać. Na jego twarzy widoczne było rozdarcie i w pewnym momencie jedna myśl pokonała drugą, kiedy odepchnął od siebie młodszego chłopaka.
- Nie mogę.
Harry podszedł bliżej i ujął twarz Zayna w swoje dłonie.
- Tak, możesz. Nie musiałbyś nikomu mówić. Bylibyśmy tylko my. Ja i ty.
Oddech Zayna uwiązł mu w gardle i otworzył lekko usta. Przekręcił głowę, ocierając się nosem o dłoń Harry’ego.
- Ty i ja – powtórzył.
Podczas tych kilku sekund Harry myślał, że w końcu mu się udało, ale chwila skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Zayn wyrwał się z uścisku Harry’ego i potrząsnął głową.
- Nie, nie mogę.
Serce Harry’ego pękło, prawdopodobnie po raz tysięczny, lecz było to coś, do czego nigdy nie przywykł. Był już tak blisko tym razem, widział to. Do oczu napłynęły mu łzy, ale tylko skinął głową.
- Dobrze. - Potarł dłonią czoło i pociągnął nosem. - Dobrze więc. - Ruszył w stronę drzwi, lecz zanim je otworzył, popatrzył przez ramię na Zayna, smutno się uśmiechając. - Jeśli nie masz nic przeciwko, to nadal będę cię kochał.
Powiedziawszy to, wyszedł.
—-
Rozbrzmiał telefon, natychmiast budząc Zayna z niespokojnego snu. Odkąd Harry wyszedł, wszystko go wykańczało, więc spróbował zwalczyć swoje problemy drzemką. Przerzucał nakrycia w poszukiwaniu komórki. Spojrzawszy na ekran, dostrzegł numer Louisa.
- Co, Lou?
Z głośnika dobiegał nierówny oddech.
- Harry - odezwał się płaczliwy głos.
- Lou, tu Zayn. Zadzwoniłeś do mnie…
- Nie, chodzi o Harry’ego. On… - Głos przeszedł w urywane wdechy. - Był wypadek; jego samochód to wrak, a on…
Wnętrzności Zayna pokryły się lodem, a całe jego ciało zdrętwiało. Nie mógł oddychać; jedyne co wyrwało się z jego ust, to szept.
- Żyje czy… - Ledwie wydusił z siebie następne słowo. - Nie?
Dobiegły go roztrzęsione szlochy Louisa. To była jego odpowiedź.
___________
Tłumaczenie należy do mnie. Kopiowanie zabronione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz