sobota, 4 stycznia 2014

14

~*~

~ Louis ~

Chodziłem po pokoju w tę i z powrotem, odsłuchując po raz trzeci skrzynki głosowej Harry’ego. – Cholera jasna! – krzyknąłem i wybrałem numer ponownie, mając nadzieję, iż tym razem odbierze. Przebiegłem palcami przez włosy, a kiedy usłyszałem niski, chrypiący głos, zamarłem.

- Halo? – zapytał, brzmiąc jakby dopiero co się obudził. Seksownie.

- Hej, Harry. Z tej strony Louis.

- Louis! Tak się cieszę, że dzwonisz! Od miesiąca próbowałem się z tobą skontaktować! – Niemal krzyczał z ekscytacji do telefonu.

Cieszył się?

- Uhm, tak… Przepraszam, po prostu nie czułem się na siłach by rozmawiać z kimkolwiek. A tak poza tym zastanawiałem się czy… nie chciałbyś… wpaść, żebyśmy mogli pogadać. – Zapytałem drżącym głosem. Już myślałem, żeby jakoś to odkręcić, ale zaskoczył mnie.

- Jasne! Będę za dziesięć minut – odpowiedział i się rozłączył.

- Tak, okej. – Mruknąłem i odłożyłem telefon na stół.



~*~

Siedzieliśmy w ciszy przez ponad dwadzieścia minut. Patrzyliśmy się na siebie, bawiąc się palcami; żaden z nas nie wiedział co powiedzieć.

- Louis? – zaczął Harry, a ja podniosłem głowę, przeczesując grzywkę, żebym mógł go dobrze zobaczyć.

- Tak? – zapytałem, przejeżdżając językiem po moim kolczyku.

- Przyszedłem tu, żeby z tobą porozmawiać, a zamiast tego siedzimy bezczynnie.

Westchnąłem.

- A co ty na to, żebyśmy zagrali w dwadzieścia pytań. Zaczynaj – zachęciłem go, na co się lekko uśmiechnął.

- Kto złamał ci serce? – powiedział bez zastanowienia, ale zaraz zakrył sobie usta rękoma jakby wiedział, że to nie takie proste. Patrzyłem się na niego zdziwiony. Nikt nigdy wprost mnie o to nie zapytał. Wiedzieli, że mogę się jedynie wkurzyć i mogą ode mnie oberwać.

Wypuściłem drżący oddech i skinąłem głową. – Nazywała się Hannah Walker. – Harry obserwował mnie bez mrugnięcia okiem, a ja starałem się w tym czasie zignorować swoje drżące dłonie i ogromną gulę w gardle, gdy o niej myślałem.

Zauważył to i przysunął się bliżej, tak że nasze kolana się stykały i potarł moją dłoń swoim kciukiem.

- Nie musisz mi mówić, Boo – szepnął, a ja uśmiechnąłem się delikatnie.

- N-nie, w porządku. Powinienem ci powiedzieć, powinienem w końcu to z siebie wyrzucić.

- Czekaj chwilkę. Myślałem, że jesteś gejem, nie biseksualistą – zapytał, trochę zdezorientowany.

Zaśmiałem się – Byłem, ale po tym, em, jak się rozstaliśmy, doszedłem do tego, że zdecydowanie wolę facetów – odpowiedziałem. Harry skinął i czekał, aż znowu zacznę mówić.

- Tak więc, była moją dziewczyną przez dwa lata, uważałem ją za najcudowniejszą pod słońcem. Zawsze szczęśliwa i uśmiechnięta, nigdy smutna. Coś jak damska wersja mnie – uśmiechnąłem się.

- Nigdy cię takiego nie widziałem. Zachowywałeś się do tej pory jak dupek – powiedział, na co ja wywróciłem oczami.

- Wiesz, Haz, nie miałem wcześniej ani tatuaży, ani kolczyka. Zrobiłem je dopiero rok temu. – Spuścił głowę w dół i wymamrotał ciche „przepraszam”.

- Okej, masz zamiar mi przeszkadzać czy – przerwał mi.

- Przestanę, przepraszam – uśmiechnął się szeroko, a ja zarumieniłem się i zmierzwiłem jego loczki.

- Wybaczone, ale teraz cicho – zachichotał, a ja położyłem mu palce na usta. – Była słodka, mała, miała piękne niebieskie oczy i gładkie blond włosy; dla mnie idealna. Była wszystkim czego chciałem. Rzadko kiedy się kłóciliśmy. Nasze rodziny się kochały i akceptowały nas.

Pamiętam tę noc bardzo dobrze. Po prostu nie mogłem uwierzyć, iż miłość mojego życia, ta która zawładnęła moim sercem, ot tak je złamie.

Podziękowałem sprzedawcy ze sklepu jubilerskiego i wyszedłem, trzymając w ręku piękny pierścionek, który wiedziałem, iż będzie Hannah idealnie pasował. Dwukaratowy pierścionek, wysadzany diamentami dookoła. Musiał jej się spodobać.

Zamknąłem czerwone, aksamitne pudełko, włożyłem je do kieszeni i wsiadłem do samochodu. Nie mogłem przestać się uśmiechać. To miał być najlepszy dzień w moim życiu. Dziś mijały dwa lata odkąd byliśmy razem, ale Hannah znałem już od ósmej klasy* i już od tamtego momentu wiedziałem, że jest ta jedyną.

Czułem motylki w brzuchu, kiedy zobaczyłem na horyzoncie jej dom. Miałem zamiar zapukać, wejść i należycie się oświadczyć. Nie miało to wyglądać jakoś nadzwyczajnie, ale nie mniej jednak to oznaczało, że ją kocham, a ona mnie i będzie moja na zawsze.

Wysiadłem z samochodu i zobaczyłem na górze zapalone światło w jej sypialni. Och, była w domu, to dobrze. Zapukałem do drzwi, ciężko oddychając i czując jak mój żołądek skręca się z nerwów.

Wyglądałem jak pomidor, czułem jak twarz płonęła mi rumieńcem. Czekałem cierpliwie, ale nikt nie odpowiadał, więc zapukałem ponownie.

- Hannah? – krzyknąłem i usłyszałem krzątaninę wewnątrz domu.

Nagle drzwi otworzyły się i stała przede mną piękna, we własnej osobie.

- Jesteś naga – zachichotałem, na co zarumieniła się i pobiegła okryć się kocem. – Dlaczego jesteś naga? Nie masz mokrych włosów… - zapytałem, ale zignorowała mnie.

- Dlaczego jesteś tak wcześnie, kochanie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, przygryzając dolną wargę i spuszczając swój wzrok.

- Po pierwsze, dziś jest nasza rocznica, a po drugie, chciałem ci zrobić niespodziankę.

Sapnęła i spojrzała na mnie.

- Pozwól mi się ubrać – mruknęła i pobiegła po schodach na górę. Dziwne, jakoś bardzo się spieszyła.

Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Postanowiłem poczekać na kanapie i oglądałem nasze wspólne zdjęcia z wakacji, które wisiały w pokoju. W końcu zniecierpliwiony wszedłem po schodach, ale po drodze potknąłem się o coś.

- Ugh! – warknąłem i podniosłem się z podłogi.

But? Chwila, to za duże jak na buty Hannah, a poza tym mieszka tu sama i to również nie są moje buty. Moje oczy wypełniły się łzami, kiedy pomyślałem o najgorszym. Zrzuciłem go i pobiegłem czym prędzej do góry, skąd dochodziły szeptane krzyki.

Otworzyłem z hukiem drzwi do jej sypialni i zamarłem, widząc stojącego przed nią blond chłopaka. Zacząłem się trząść ze złości, a łzy spływały mi po policzku.

- CO TO, DO KURWY NĘDZY, MA ZNACZYĆ, HANNAH?! – krzyknąłem.

A ona po prostu tam stała, wbijając swój wzrok w ziemię, a ten dzieciak stanął koło niej i zaczął ją przytulać. Odepchnąłem go dość mocno.

- Whoa, stary, wyluzuj! – powiedział, kiedy złapałem go za szyję.

- Wyluzuj? Pieprzyłeś się z moją dziewczyną i mówisz mi, że mam wyluzować?! Powinienem skopać ci tyłek! Ty kutasie! – wrzasnąłem i uderzyłem go pięścią.

- Louis! – Hannah krzyknęła i podbiegła do chłopaka, żeby sprawdzić czy nic mu nie jest.

Nawet nie przejęła się mną, nie przeprosiła. Nic.

- Louis, przepraszam. – Wyszeptała i zaczęła płakać. O, mamy przeprosiny.

- PRZEPRASZAM?! PRZYKRO CI, BO MNIE, KURWA, ZDRADZIŁAŚ? W NASZĄ ROCZNICĘ? – nakrzyczałem na nią.

- J-ja… Zdradzam cię od dziewięciu miesięcy – mruknęła cicho i rozpłakała się jeszcze bardziej.

Dziewięć miesięcy? Od dziewięciu miesięcy nasz związek nie istniał?!

- Dziewięć miesięcy? Ty ździro! Moja miłość nic dla ciebie nie znaczyła? Każde słowo z twoich ust było gówno warte? Ty pieprzona kłamczucho! Wracaj do swojego jebanego chłoptasia, między nami skończone! I pomyśleć, że chciałem ci się oświadczyć i wziąć z tobą ślub!

Rzuciłem również pod jej nogi aksamitne pudełeczko. – Zachowaj sobie pierścionek i sprzedaj dla swoich własnych potrzeb. Nie chcę nic, co by przypominało mi, że kiedykolwiek byłem ze ździrą taką jak ty! – Przekląłem ją, a ona schyliła się po pudełeczko.

Wybiegłem z domu i wskoczyłem do samochodu, zaczynając krzyczeć.

- Dlaczego ja!? – Głos łamał mi się, kiedy zacząłem płakać. W drodze do domu obiecałem obie, że już nigdy więcej się nie zakocham, do tego wmawiając sobie, iż miłość to tylko głupia gra, a od teraz nie będę tym ze złamanym serem, tylko będę je łamał.

- Wow – powiedział Harry, a łzy spływały po moich policzkach; najprawdopodobniej mój eyeliner razem z nimi. – Hej, nie płacz. Nie warto przez nią płakać – szepnął i przytulił mnie do siebie.

- K-kochałem ją, a ona z-złamała mi serce – pociągnąłem nosem, wtulając się jego klatkę piersiową. Pocałował mnie w czubek głowy i zaczął szeptać czułe słówka, ale mimo to nie mogłem przestać płakać.

- Chciałbyś, żebym ci coś zaśpiewał, BooBear? – zapytał, a moje serce zabiło szybciej., kiedy położył się ze mną na łóżku. Ułożyłem swoją głowę w zagłębieniu jego szyi, kiedy zaczął cicho śpiewać.

If you’re pretending from the start like this,

With a tight grip, then my kiss

Can mend your broken heart

I might miss everything you said to me

And I can lend you broken parts

That might fit like this

And I will give you all my heart

So we can start it all over again

Kiedy skończył śpiewać, podniosłem głowę i zobaczyłem jak obseruje mnie.

- Cudownie śpiewasz, wiesz o tym – szepnąłem i podsunąłem się tak, że nasze twarze były naprzeciwko siebie.

Zarumienił się. –Ty też, ale twój kolczyk w ustach sprawia, że to jest dziesięć razy bardziej seksowne – uśmiechnął się.

Odwzajemniłem jego gest. Może teraz powinienem mu powiedzieć. Znaczy, Niall mówił mi, że Harry odwzajemnia moje uczucie i może warto by zaryzykować. Harry ujął mój podbródek.

- Wiesz, że każde słowo, które ci zaśpiewałem było prawdziwe. Do tej pory nie znałem przyczyny twojego zachowania, ale teraz wszystko jest jasne i chcę to naprawić, chcę sprawić, żebyś czuł się dobrze.

Przełknąłem głośno ślinę, kiedy przygryzł swoją wargę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Jego zielone oczy rozbłysły, kiedy odezwałem się.

- Ja również. Nie chcę dłużej grać i udawać. Od początku chciałem by to wszystko było prawdziwe. – Martwiłem się, że teraz po prostu przegrałem i Harry odejdzie.

Uniósł palcem moją głowę, żeby mógł spojrzeć mi w oczy.

- W takim razie odpuśćmy sobie tą grę, Lou.

Czułem jak uśmiech pojawia się na moje twarzy, a nasze usta łączą się w pocałunku. Nie był taki jak nasze poprzednie; emanował miłością i ciepłem. Jego wargi były tak miękkie i delikatne. Trzymał mnie mocno i blisko swojego ciała, a ja pragnąłem tego uczucia.

To było cudowne, może Harry naprawdę mnie kochał.

-

* W Anglii jest inny system szkolnictwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz