*Oczami Harry’ego*
-Liam?-moje oczy zatrzymały się na chłopaku siedzącym naprzeciwko.-Właściwie czemu mi pomagasz?
-Harry, jesteś moim przyjacielem od wielu lat i pierwszy raz widzę Cię tak szczęśliwego od bardzo. Nigdy nie pytałem po co jeździsz do Doncaster, a ostatnio nie bywałeś tam od kilku weekendów. Myślę, że cokolwiek ma w sobie ten chłopak to warte twojej zmiany - uśmiechnął się szatyn.
To prawda odkąd w moje szkole pojawił się chłopak z klubu przestałem tam jeździć. Byłałem u Zayna, żeby się zabawić, odpocząć i poderwać chłopaka na jedną noc. Rozmawialiśmy długo w kawiarni niedaleko naszej szkoły o tym jak poznałem Louisa , co wydarzyło się w Doncaster, a potem tutaj. Powiedziałem mu również o swetrze, który pożyczyłem od niebieskookiego i Liam uznał to za świetny pretekst do odwiedzin. Wiedziałem, że Louis kończy lekcje za 30minut, wiec uznałem, że nie ma na co czekać. Pożegnałem się z Liamem i pobiegłem do kwiaciarni naprzeciwko kupując bukiet czerwonych, pachnących róż. Podążyłem w stronę szkoły, a po drodze zabrałem świeżo uprany i pachnący proszkiem sweter. Usadowiłem się pod dużym dębem i nie mięło kilkanaście minut gdy rozbrzmiał dźwięk dzwonka i uczniowie powoli zaczęli opuszczać szkołę. Minuty dłużyły się i dłużyły, a Louisa nie było widać. W końcu wyszedł ze szkoły obok Stana i zauważyłem, że nie trzymali się za ręce. Pożegnali się jedynie ciasnym uściskiem i Lou zaczął podążać ścieżką w stronę domów jednorodzinnych. Zerwałem się z miejsca i podążyłem za szatynem powolnym krokiem, tak żeby nie zauważył mojej obecności. Chciałem mieć pewność, że dotrze do domu i tam go zaskoczę. Po drodze Lou wstąpił do pobliskiego, małego sklepiku i kupił w nim drożdżówkę, której zapach dotarł nawet do moich nozdrzy. Pochłonął ją w kilka minut i przyśpieszył tępo. Tuż za rogiem znajdował się dom Tomlinsonów i zdążyłem jedynie dostrzec jak Lou przekręcił kluczyk w drzwiach i wpadł do domu pośpiechu. W mojej głowie panował prawdziwy bałagan, nie wiedziałem nawet czy wpuści mnie do środka…po chwili spędzonej przed drzwiami zdecydowałem się pokonać moje słabości i stanowczym ruchem nacisnąłem dzwonek drzwi. Nie było żadnego odzewu więc powtórzyłem poprzednią czynność…nadal nic. Delikatnie nacisnąłem na klamkę i popchnąłem drzwi. Kilka kroków później byłem już w środku i nie zauważyłem obecności nikogo z jego bliskich. Na podłodze leżała torba, a na poręczy wisiała niebieska koszula, którą szatyn miał dzisiaj w szkole. Trzymając kwiaty i swoją torbę na ramieniu ruszyłem w stronę schodów, powoli przełykając ślinę. W moim umyśle toczyła się prawdziwa wojna na myśli. Niektóre z nich kazały mi wycofać się, ale próbowałem je ignorować i dalej podążałem w górę. Na piętrze zbliżyłem się do pokoju Tommo i uchyliłem jego drzwi, ale ku mojemu zaskoczeniu nie zastałem tam nikogo. ‘Gdzie ty do cholery jesteś?’-przeszło mi przez głowę, gdy z dźwięk z łazienki dobiegł do moich uszu zduszony dźwięk. Na palcach u stóp podkradłem się pod drzwi łazienki i przyłożyłem ostrożnie ucho do białych, zimnych drzwi.
-LOUIS DO CHOLERY!-krzyknąłem.-OTWIERAJ SŁYSZYSZ! Czy ty wymiotujesz? LOOOUIS!
Nie usłyszałem odzewu, a jedynie kolejny odgłos wymiocin uderzających o muszlę toalety.
-Co ty robisz….Lou!-nie byłem już tak pewien czy krzyk pomoże.-Proszę, otwórz mi drzwi…
-Ja…ja nie mogę teraz-odpowiedział cichym i zmęczonym głosem ledwie dosłyszalnym z zamkniętego pomieszczenia.
-Źle się czujesz? Proszę to dla mnie nic strasznego, ale Lou martwię się o Ciebie, proszę otwórz mi…-błagałem.
-Ja…ja….ja po prostu nie mogę póki nie skończę-usłyszałem zrezygnowany głos szatyna, odgłosy krztuszenia się i kolejne wymioty.
-Jeśli ty mi nie otworzysz wywarzę te drzwi, rozumiesz?!-próbowałem być stanowczy, ale moje postulaty nie skutkowały. Oderwałem się od klamki i spojrzałem na zamek w drzwiach. Był prosty, taki który można otworzyć poprzez przekręcenie go w zagłębieniu monetą. Nerwowo zacząłem przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu drobnych i gdy znalazłem złotówkę od razu stanąłem blisko drzwi i próbowałem uporać się z zamkiem. Nie było to tak proste jak mi się wydawało, ale gdy słyszałem jak LouLou nadal wymiotuje jednym ruchem przekręciłem wgłębienie i nacisnąłem na klamkę szybkim ruchem. Zastałem go w skulonej pozycji nad toaletą z dwoma palcami głęboko w gardle, które ociekały śliną. Jego oczy były mocno zaczerwienione i łzawiły. -Przestań!-podbiegłem do niego i wyjąłem jego palce z ust.- Co ty kurwa robisz?! Wiesz jak się martwiłem za tymi drzwiami? –widziałem w jego oczach upokorzenie, smutek i strach. Błękit jego oczu przeszywał mnie na wskroś. Niewiele myśląc przytuliłem go mocno do swojego torsu i tylko cicho szeptałem –shhh…będzie dobrze, jestem tutaj…shhh.
I nagle potok myśli przeszedł przez moją głowę niczym tornado. Louis zawsze wychodząc ze stołówki szedł w stronę toalet. Czasami, gdy mijałem go w drzwiach szkolnej łazienki widziałem jego zaczerwienione i przekrwione spojówki ,ale wtedy nie zwracałem na to uwagi…niebieskooki miał problem i to musiało trwać już dłuższy czas. Mocniej przytuliłem go do siebie, a on zaczął płakać rzewnymi łzami jak małe dziecko i nie mogłem go w żaden sposób uspokoić. Zachodził płaczem i bałem się, że już nie przestanie, gdy na czułem jak na mojej koszulce powstaje coraz większa mokra plama. Nie zważając na jego protesty wziąłem go na ręce i zaniosłem na miękkie, fioletowe łóżko. Z chwilą dotknięcia materaca zwinął się w kulkę, obrócił się w drugą stronę i szlochał dalej.
-Hej Lou -zacząłem niepewnie.-Porozmawiaj ze mną proszę. Rozumiem, że masz problem…ja…ja-nie do końca wiedziałem jak mam ubrać słowa i nie myśląc za wiele mówiłem to co mi ślina przyniosła w tamtym momencie na język.-Ja…no wiesz zrozumiem. Ty tam w łazience…masz bulimie prawda? Długo to już trwa…?-zawahałem się, ale delikatnie dotknąłem jego ramienia, na co całe jego ciało się spięło i lekkim ruchem strącił moją dłoń.-Lou, wiem że to nie jest proste, ale…
-TAK TO KURWA NIE JEST PROSTE!-odwrócił się i krzyknął tak szybko w moją stronę, że byłem mocno zaskoczony jego reakcją. Jego oczy były czerwone, a policzki miał całe mokre od słonych łez. Grzywka była spocona i odrzucona w bok.-Myślisz, że mi jest łatwo?! Myślisz, że robię to bo chcę?! Nie to jest cholernie trudne…całe życie byłem niedoskonały dla nikogo! Śpiewając odnalazłem sens mojego życia, który brutalnie mi potem odebrano…mój ojciec chciał, żebym był jak inni chłopcy w moim wieku, żebym był pieprzoną gwiazdką tej drużyny piłkarskiej, a na dodatek cięgle mi powtarzał, że musze zadbać o siebie, odtrącał mi od ust każdego cholernego cukierka, a potem…a potem-spuścił głowę w dół i zaczął ponownie płakać, a na fioletowej pościeli powstała plama z łez.
Dotknąłem jego dłoni i powiedziałem cicho- Jestem tutaj Lou, nic Ci nie grozi.
Nadal nie podniósł na mnie wzroku, ale kontynuował
- Pewnego dnia złapał mnie, gdy jadłem żelki na kanapie w salonie. Wpadł w furię i mocno poobijał mi policzki, brzuch i ciągnąc za rękę zaprowadził mnie do łazienki i popchnął w stronę toalety. Upadłem na kolana, a on kazał mi włożyć palce do gardła i zwrócić wszystko co zjadłem…to nie było łatwe Harry, to było cholernie trudne dla 16-letniego chłopaka zrobić coś takiego. Krztusiłem się i płakałem, ale zrobiłem to co mi kazała, po czym podszedł do mnie kopną mnie kilkukrotnie w brzuch i powiedział, że od tej pory będę regularnie to robił…i pomimo że moja mam go teraz zostawiła ja nadal się z tym zmagam. To stało się jak mój nawyk i to jest cholernie, kurwa cholernie popieprzone, ale nie ważne co zjem muszę iść i to wyrzygać…nawet w szkole! Nawet kurwa jak byłem u Stana i zjadłem paczkę chipsów to udałem, że zalałam się sokiem i poprosiłem o to żebym mógł się umyć i przebrać i gdy byłem już w łazience puszczając wodę zwymiotowałem wszystko, a potem wyszedłem jakby nic się nie stało, rozumiesz?! Jakby to było normalne! Kurwa…jestem taki żałosny…-zgiął ręce w łokciach i ponownie opadł na łóżko zwijając się w kulkę.
Siedziałem z otwartymi ustami nie wiedząc co powinienem zrobić. To było takie okropne, takie nieludzkie, takie nie realne…Lou robił to już 3lata i nie wiedziałem jak to możliwe, żeby nikt z jego rodziny tego nie zauważył i mu nie pomógł. Niewiele myśląc poszedłem i podniosłem róże, które wcześniej rzuciłem w bok, gdy próbowałem wyciągnąć szatyna z łazienki. Położyłem je delikatnie między nami i chwyciłem rękę, którą ocierał łzy. Mocno zacisnąłem nasze palce razem i czułem jak jego delikatna skóra muska moją, a jego ciemnobłękitne jak burza oczy patrzą się na mnie z wątpliwością.
-Dla mnie jesteś piękny- powiedziałem mu prosto w oczy i zbliżyłem się do jego twarzy.-Jesteś najpiękniejszą osobą jaką spotkałem i ze wszystkich rzeczy jakie pragnę na świecie, Ciebie chcę najbardziej. Myślę o tobie każdego wieczór zanim zasnę i już dłużej nie mogę tego ukrywać Lou-nie czekając na odzew z jego strony wpiłem się w jego lekko rozchylone usta i korzystając z okazji wepchnąłem swój język między jego zęby i zacząłem błądzić po jego podniebieniu. Czułem jak drży, a po jego policzkach płyną kolejne słone łzy, ale jego język zaczął tańczyć z moim i wydałem cichy pomruk przyjemności i spełnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz