czwartek, 2 stycznia 2014

495

-Przepraszam za spóźnienie. – wymamrotałem do pani od Biologii i zająłem miejsce w ostatniej ławce. Na Biologii zawsze siedziałem sam, bo Liam i Niall siedzieli w pierwszych ławkach, kujony. Jak można lubić Biologię? Boże. Znudzony monologiem pani Brimwock o fotosyntezie, założyłem słuchawki na uszy i puściłem piosenkę mojego ulubionego zespołu Coldplay – Viva la vida. Przymknąłem oczy i wsłuchałem się w rytm. Poczułem szturchnięcie w ramię. Przede mną stał jakiś mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Wysoki brunet z kasztanowymi włosami sterczącymi na wszystkie strony świata. Na sobie miał białą obcisłą koszulę na guziki i tak samo obcisłe miętowe rurki, a na stopach białe Converse przed kostkę, jakie mam ja. Zmierzyłem go kilka razy wzrokiem i napotkałem jego szmaragdowe spojrzenie. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że wpatruję się w niego jak w ósmy cud świata. Odepchnąłem od siebie niepotrzebne myśli na temat jego zniewalającego wyglądu i ściągnąłem słuchawki z uszu. Uniosłem jedną brew ku górze i spojrzałem na niego pytającym wzrokiem.
-Mogę usiąść z Tobą? – o boże. Właśnie umarłam. Miał najwspanialszy głos jakikolwiek słyszałem! Mógłbym nawet rzec, że najpiękniejszy na świecie! Przynajmniej w moim mniemaniu.
-T-tak. – wyjąkałem, dalej wpatrując się w niego. Obrócił się do mnie tyłem, aby za chwilę zająć miejsce obok mnie. Przez te parę sekund mogłem podziwiać jego idealne pośladki. Te spodnie naprawdę idealnie opinają jego pośladki. Boże. Już mi się w głowie miesza i splatam niezrozumiałe zdania. Doszedł do mnie zapach jego męskich perfum. Aż zakręciło mi się w głowie i musiałem na chwilę mocno zacisnąć powieki. Opadłem głową na ręce, które leżały na ławce i westchnąłem cicho.
-Wszystko z Tobą w porządku? – szepnął mi do ucha. Przeszedł po mnie cichy dreszcz. Jęknąłem i podniosłem głowę z ławki.
-Tak. – mruknąłem ledwo słyszalnie. On tylko skinął głową.
-A tak w ogóle to Louis jestem. Louis Tomlinson. – wyciągnął do mnie rękę, ściszając normalny ton głosu o połowę, bo inaczej dostałby ochrzan od nauczycielki.
-Harry Styles. – uścisnąłem jego dłoń. Jaka była gładka, niemalże kobieca. W tym momencie uśmiechnął się do mnie szeroko, a mnie znowu zawirowało w głowie. Odwzajemniłem szeroki uśmiech. Po chwili zdałem sobie sprawę, że wpatrujemy się w swoje oczy od dłuższej chwili. Zabrałem rękę od jego i mógłbym dać skręcić sobie kark, że właśnie się zarumieniłem. Jak on na mnie działa. On także wyraźnie speszony odwrócił wzrok i skierował go na panią Brimwock. Resztę lekcji spędziłem na wpatrywaniu się jego idealne rysy twarzy. On oczywiście udawał, że tego nie widział. Wiem, że udawał. Dawały o tym znać jego czerwone policzki. Ale nic nie mówił. Czyżby to się mu podobało?
Miał twarz niemal idealną. Wąskie, malinowe usta, szmaragdowe tęczówki z przenikliwym spojrzeniem i kobiece brwi. Nos miał zgrabny, a na brodzie widać było delikatny zarost. Włosy miał dość krótkie z grzywką na bok, która delikatnie opadała mu na oczy. Krótsze i dłuższe kosmyki włosów były nażelowane ku górze na wszystkie możliwe strony. Wyglądał niesamowicie. Jak Anioł. Boże. On był naprawdę przystojnym facetem!
Na moje nieszczęście lekcja dobiegła końca. Niechętnie odwróciłem wzrok od mojego Anioła i założyłem swoją torbę na ramię, kierując się do wyjścia z sali lekcyjnej.
-Harry, możesz na chwilę do mnie? – spytała nauczycielka Biologii, która jest także moją wychowawczynią.
-Słucham panią? – spytałem bez większego zainteresowania. Jej wzrok padł na Louis’a, który za chwilę podszedł do nas.
-Mógłbyś oprowadzić Louis’a po szkole? Jest tu nowy i nie bardzo się orientuje. – powiedziała, a mnie zatkało. Czułem się, jakby właśnie spełniło się jedno z moich najskrytszych marzeń.
-Nie ma takiej potrzeby, pani Brimwock. Dam sobie radę sam, nie chcę zawracać głowy Harry’emu. – powiedział miło do pani, spoglądając na mnie.
-Ależ to żaden kłopot! Mogę Cię oprowadzić! – szybko zaprzeczyłem jego słowom i uśmiechnąłem się szeroko, a on mi zawtórował razem z nauczycielką.
-Wspaniale! – zaklaskała w dłonie. –Dostaniesz za to dodatkowe punkty z zachowania. – powiedziała jeszcze i wyszła z sali.
-Tak więc… zapraszam. – powiedziałem, wskazując ręką Louis’owi drogę. Ruszył przodem, a ja za nim.
Szliśmy szkolnym korytarzem dość blisko, a nasze ramiona czasami ocierały się do siebie wywołując tym samym gęsią skórkę na moim ciele. Wskazywałem Louis’owi poszczególne sale lekcyjne, aż wreszcie doszliśmy do mojej szafki. Wpakowałem potrzebne książki, a wypakowałem niepotrzebne.
-Jaki masz numer szafki? – zapytałem Louis’a.
-169. – odpowiedział z uśmiechem, a mi się oczy zaświeciły, kiedy otwierał szafkę obok mojej. –Witaj szafkowy sąsiedzie! – zaświergotał, cicho się śmiejąc. Zareagowałem tak samo. Jaki on miał cudowny śmiech, matko. Naprawdę zaczyna się ze mną robić nieciekawie. Nagle zabrzmiał dzwonek na drugą lekcje. Na szczęście Lou chodził do tej samej klasy do ja, dlatego każdą lekcje mamy razem. Znowu siedzieliśmy razem na tej lekcji. I tak na kolejnej, i kolejnej, i kolejnej. W czasie lunchu poszliśmy także razem na stołówkę, gdzie zapoznałem Louis’a z Liam’em i Niall’em. Polubili go tak samo, jak ja.
Lekcje dobiegły końca i mogłem udać się do domu. Na szczęście w towarzystwie Louis’a. Do domu miałem jakieś 15 minut drogi. Nie wiem czemu Lou chciał mnie odprowadzić, pewnie nie mieszkał tam, gdzie ja, bo akurat na moim osiedlu mieszkają sami starsi ludzie. Przez połowę drogi nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Ale nie było to taka irytująca cicha. Wręcz przeciwnie – bardzo przyjemna. Nie potrzebowaliśmy słów. Rozumieliśmy się bez nich. Przy Lou’im czułem się tak swobodnie, jak przy nikim innym. Nawet przy Niam’ie.
-Harreh? – spytał cicho Lou.
-Tak, Lou? – szepnąłem.
-Mogę Ci coś powiedzieć? – zapytał także pół szeptem.
-Jasne.
-Przy nikim innym nigdy nie czułem się tak, jak przy Tobie. Czuję, jakbyśmy się znali od lat. Też tak masz? – zapytał. Uśmiechnąłem się w duchu.
-Mam to samo, Loueh. – odpowiedziałem. Nie patrzyłem na niego, ale mógłbym przysiąc, że się uśmiechnął. Na samą myśl o jego uśmiechu także się uśmiechnąłem. Wreszcie stanęliśmy przed moim dość dużym domem.
-To tutaj. – oznajmiłem, patrząc na Louis’a.
-Ładnie mieszkasz. – przyznał, patrząc mi w oczy.
-Dziękuję. – odpowiedziałem. –Może wejdziesz? Na herbatę? Jest dość zimno… Możemy odrobić razem lekcje… - zaciąłem się, widząc jego dziwną minę. –Jeśli tylko chcesz oczywiście! – dopowiedziałem szybko.
-Ymm… Chętnie. – przyznał i ruszyliśmy ku drzwiom wejściowym. Szkoda, że nie mogliście widzieć mojej miny, kiedy dowiedziałem się, że w domu nikogo nie ma. Znaczy nie ma tylko mojej mamy. Bo ojca nie mam, a siostra już dawno się wyprowadziła do swojego narzeczonego.
-Jesteśmy sami! – oznajmiłem Louis’owi, odkładając kartkę z informacją od mamy na blat stołu w kuchni. Lou siedział przy stole wpatrując się we mnie, kiedy parzyłem wodę na herbatę. Oczywiście myślał, że tego nie widzę.
-Co mi się tak przyglądasz? – zapytałem z lekkim rozbawieniem, nawet się do niego nie odwracając. Mogłem usłyszeć, jak wierci się zakłopotany na swoim siedzeniu.
-Skąd wiesz, że się na Ciebie patrzyłem? – zapytał drżącym głosem. Przeszedł po mnie miły dreszcz. Panowałem nad sytuacją, czułem to.
-Czuję Twój wzrok na sobie. – powiedziałem, odwracając się do niego przodem. Jego policzki były szaleńczo czerwone, z resztą… moje tak samo.
-Ładne rumieńce. – zaśmiał się cicho Louis.
-Twoje też. – roześmiałem się, a Louis jeszcze bardziej oblał się rumieńcem.
Nie wiem jak, ale nagle Louis znalazł się przy mnie. Byłem zupełnie zahipnotyzowany jego szmaragdowymi oczami. Stał tak blisko, że wyraźnie czułem zapach jego perfum, ciepły oddech na twarzy i widziałem w jego oczach swoje odbicie. Jeszcze trochę bardziej zmniejszyłem odległość między nami. Stykaliśmy się torsami i palcami od stóp. Nagle Lou położył swoje dłonie na moich biodrach, przyciągając mnie do siebie jeszcze bardziej. Nasze miednice się ze sobą zderzyły, a ja poczułem dziwne, ale przyjemne ciepło w podbrzuszu. Objąłem jego kark rękami i przybliżyłem nasze twarze do siebie tak, że stykaliśmy się teraz także nosami. Tomlinson seksownie oblizał spierzchnięte wargi, zrobiłem to samo.
-Mogę? – wyszeptał. Przez chwilę nie wiedziałem, o co mu chodzi. –Mogę Cię pocałować, Harreh? – zapytał pewnie. Przeszedł po mnie ostry, przyjemny dreszcz, aż pewnie Louis go poczuł. Nasze oddechy przyspieszyły i stały się bardziej nierówne niż dotychczas. Skinąłem lekko głową. Lou zbliżył swoje wargi do moich i delikatnie je potarł, wywołując u mnie zawroty głowy. Mocniej zacisnąłem swoje ręce na jego karku, a on na moich biodrach. Po chwili przeniósł je na moje policzki, gładząc je kciukiem.
-Pocałujesz mnie wreszcie? – szepnąłem lekko zirytowany. Pragnąłem go jak nikogo wcześniej. Uśmiechnął się zadziornie, muskając moje usta, aby za chwilę złączyć nasze wargi w namiętnym pocałunku. W brzuchu poczułem stado motyli, a moje dłonie opadły na pośladki Tomlinson’a, delikatnie je ściskając. Nawet pośladki miał tak szaleńczo idealne. Po chwili nasz namiętny pocałunek przerodził się w bardziej gorący i śmielszy. Podniosłem delikatnie Louis’a za pośladki dając mu do zrozumienia, że chcę, aby oplótł mnie swoimi nogami w pasie. Od razu zrozumiał i zrobił to. Był zadziwiająco lekko. Przeniosłem Nas do salonu. Odkładając Louis’a na kanapę i na chwilę odrywając nasze wargi od siebie. Usiadłem na jego kolanach. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Loueh wplótł swoją dłoń w moje brązowe loki, z powrotem łącząc Nas w tym razem szaleńczym pocałunku. Położyłem mu ręce na plecach, delikatnie je masując. Naparł na mnie jeszcze bardziej, co ja odwzajemniłem, w czego rezultacie on opadł na kanapę, a ja na niego. Poczułem, jak jego język stara się otworzyć moje wargi. Pomogłem mu trochę i otworzyłem je. Jego język natychmiastowo wtargnął do moich ust, gładząc podniebienie. Za chwile nasze języki walczyły ze sobą o dominacje, a mnie się kręciło w głowie. Całował tak niesamowicie. Po chwili się od siebie niechętnie oderwaliśmy, a ja widząc stróżkę śliny między nami, uśmiechnąłem się szeroko i opadłem na miejsce obok niego, wtulając się w jego tors.
-Harreh? – mruknął.
-Tak, Loueh?
-Ja… ja chyba Cię kocham… - wyznał. Zamarłem, a serce zabiło mi szybciej, rozgrzewają mnie całego od stóp do głów.
-Ja… Ciebie chyba też kocham. Nie… ja naprawdę Cię kocham Louis… - odpowiedziałem mu. I ponownie pogrążyliśmy się w namiętnym pocałunku. Znaliśmy się zaledwie dzień, a ja go pokochałem. To była zdecydowanie miłość od pierwszego wejrzenia i zdecydowanie będzie trwała do końca. Kocham go i zawsze tak będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz