czwartek, 2 stycznia 2014

7

*Oczami Harry’ego*

Zayn nie pytał mnie o nic jakby przeczuwał, że nie jest to dobry czas na rozmowę. Przywitał mnie przyjacielskim uściskiem i zaprowadził do salonu, gdzie czekały ustawione kieliszki i kilka butelek mocnego alkoholu. Piekący płyn palił mój przełyk, gdy wlewałem w siebie kolejne porcje i gdy oboje byliśmy już mocno wstawieni ruszyliśmy w stronę klubu, klubu w którym pierwszy raz zobaczyłem te niebieskie tęczówki i moje życie nabrało sensu.

Szybko wyrzuciłem z głowy myśli o Louisie, gdy tylko do mojego nosa dostał się tak charakterystyczny dla mnie zapach alkoholu, papierosów i czegoś co trudno było mi określić, ale był to zapach typowy dla miejsc takich jak to. Przeciskając się między tańczącymi i mokrymi od potu parami, dotarłem do baru i szybko dostrzegłem blond czuprynę. Pamiętałem ten widok i gdy chłopak odwrócił się w moją stronę przypomniałem sobie jego delikatne rysy. Pewnym krokiem podszedłem i wyciągnąłem do niego rękę

-Przyjaciel Louisa?- zapytałem uśmiechając się firmowym uśmiechem z dołeczkami i czekałem na odpowiedź z jego strony.
-Um…tak, jestem Niall- niepewnie odstawił pity przez siebie trunek i wyciągną do mnie rękę.
-Harry- nadal szeroko się do niego uśmiechałem – Więc Niall, często tu przychodzisz?
-Właściwie co weekend. Kiedyś bywałem tu z Lou, ale teraz się przeprowadził i przychodzę tu z przyzwyczajenia- odpowiedział i wrócił do picia swojego drinka. Zauważyłem, że nie był to jego pierwszy napój tego wieczora, bo na blacie baru stało kilka kieliszków i kufli.
-Nie za dużo pijesz dzisiaj? – powiedziałem i wskazałem na naczynia stojące obok.
-Oh…i tak nie mam nic lepszego do roboty- odparł i zauważyłem w jego oczach cień smutku. Wydawał się dla mnie łatwym celem, a przez buzujący alkohol w mojej głowie i chęć odegrania się na Lousie pociągnąłem Nialla na parkiet i mocno przycisnąłem go do siebie w talii. Zaskoczony blondyn początkowo nie odpowiadał na moje ruchy, ale poczułem jak jego ciało się rozluźnia i obejmuje ramionami przy szyi i tak kontynuowaliśmy nasz taniec, a raczej ocieranie się o siebie przez kilka utworów, gdy przysunąłem się do jego ust i mocno złapałem za kark kładąc na nim ręce. Czułem jak jego język wdziera się do moich ust i wtedy poczułem ciemność przed oczami i całkowicie odpłynąłem, odzyskując świadomość w łóżku Zayna, który spał obejmując mnie swoją nogą. Delikatnie zsunąłem ją z siebie i udałem się do łazienki, w której przemyłem twarz lodowatą wodą, żeby pobudzić moje ciało i mózg do myślenia. Spojrzałem w lustro na swoje odbicie i dostrzegłem mały mocno siny ślad na mojej szyi. ‘Nie…proszę nie, nie zrobiłem tego…’ mówiłem jak mantrę dotykając fioletowej plamy.

-Zayn! Obudź się, Zayn!- wybiegłem z pokoju i zacząłem szturchać przyjaciele za ramię.
-Harry? Um…co…co się stało?- wydukał z siebie mocno zaspany i zaskoczony moim zachowaniem.
-Co się wczoraj działo? Proszę powiedz mi, że wiesz…-moje oczy musiały wyrażać przerażenie i w duchu modliłem się, żeby moje wspomnienia były tylko złym snem.
-Wróciłem do domu, bo źle się poczułem, a ty zniknąłeś mi w tłumie, więc pomyślałem, że znalazłeś siebie kogoś do zabawy i nie będziesz chciał wracać do domu. Potem usłyszałem głośnie dobijanie się do drzwi i wpuściłem cię całego zapłakanego do środka i próbowałem pytać co się stało, ale przez potoki łez z twoich ust przebijało się jedynie ‘Louis…Louis’ , a potem zasnąłeś w moich ramionach na kanapie i przeniosłem Cię tutaj. Prawdę mówiąc miałem nadzieje, że sam mi wytłumaczysz co się stało, ale…Harry? Czy ty znów płaczesz?-mulat potrząsną moje ramie, gdy próbowałem ukryć swoje łzy zakrywając oczy łzami.
-Cholera jasna Zayn…wszystko spieprzyłem- udało mi się z siebie wydusić, zanim objął mnie silnie ramieniem, a ja znów płakałem jak małe dziecko.

*Oczami Lou*

Nie widziałem Harry’ego od chwili gdy obudziłem się w szpitalu. Już wtedy, że nie mogę pozwolić na to, żeby marnował swój czas na moje problemy i na zmartwianie się mną. Wystarczyło, że zobaczyłem zapłakaną mamę i wiedziałem, że to nie będzie łatwy i przyjemny czas. Od tamtego wydarzenia minęły dwa tygodnie, a ja nie chodziłem do szkoły pozostając pod stałą obserwacją lekarzy, psychologów o psychiatrów, którzy codziennie zasypywali mnie milinami pytań i kontrolowali każdy mój posiłek, każdy mój ruch. Byłem im za to wdzięczny, bo sam nie dałbym sobie z tym rady, chociaż czasem wydawało mi się to naprawdę krępujące gdy musiałem o każdym wyjściu do łazienki powiadamiać pielęgniarkę, która szła ze mną i czekała aż załatwię swoją potrzebę lub się umyje. Wczoraj zostałem wypisany do domu i dokładnie rozpisali mi codzienny plan żywienia, stawiania się na kontrolach i sesjach z psychiatrą. Widziałem się ze Stanem, któremu chodź bardzo chciałem powiedzieć prawdziwą historie, powiedziałem, że poślizgnąłem się w łazience na płytkach i teraz mam robione kontrole w razie niewykrytego krwiaka lub wstrząśnienia mózgu. Stan przytulił mnie do siebie i powiedział, że zawsze mogę na niego liczyć…jego perfumy były bardzo podobne do zapachu Harry’ego przez co rozpłakałem się na jego oczach i opowiedziałem o zerwaniu z Loczkiem.

Korzystając z wolnego czasu porządkowałem nierozpakowane pudła od czasu wyjazdu, gdy usłyszałem głośny dzwonek do drzwi wejściowych. Zszedłem śliskimi schodami i chwyciłem za klamkę, a moim oczom ukazał się niebieskooki blondyn ze smutną miną. Nialler nigdy nie bywał smutny, zawsze miał najgłupsze pomysły i potrafił mnie rozśmieszyć do łez nawet najgorszego dnia, wiec tym bardziej zdziwiła mnie jego wizyta. Zobaczyłem jak otwiera swoje usta, żeby coś powiedzieć, ale uczucie tęsknoty kłębiące się we mnie pękło i szybko zarzuciłem na niego swoje ramiona i wciągnąłem do środka, nogą popychając drzwi. Tuliłem go do siebie, ale zamiast odwzajemnionego uścisku usłyszałem tylko ciche ‘Przepraszam Lou…tak bardzo przepraszam…’ po czym Ni upadł na kolana i zaczął cicho szlochać.

-Hej Niall popatrz na mnie- podciągnąłem jego podbródek tak, że musiał na mnie spojrzeć- przecież wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko.
-Nie to Boo…nie to- wybuchną głośnym płaczem i odsunął się od mojej ręki – Tego mi nigdy nie wybaczysz.
- Nie ma rzeczy, której nie mógłbym Ci wybaczyć, przecież tyle się przyjaźnimy. Jesteś dla mnie jak młodszy brat, a poza tym co takiego mógłbyś zrobić skoro mieszkasz w Doncastera, a ja tu…
-CAŁOWAŁEM SIĘ Z HARRYM!- przerwał mój wywód, a moje ciało momentalnie się spięło i mimowolnie odsunąłem się na bok siadając pod ścianą.
-Widzisz! Mówiłem….mówiłem, ze mi nie wybaczysz. Boże byłem taki głupi…-powiedział łamiący się głosem i schował głowę między swoje kolana, które mocno przyciągał do siebie.

Przez chwilę musiałem oswoić się z myślą co właśnie powiedział mi Niall. Jak mógł się całować z Harrym? Co brunet robił w Doncaster i czemu do cholery musiał to zrobić akurat z nim? Czy był aż tak okrutny, żeby odgrywać się na nim za to stało się w szpitalu? Tego było dal mnie za dużo, ale nie mogłem pozostawić tak po prostu Nialla bez odpowiedzi,

-Nialler proszę popatrz na mnie – blondyn podniósł delikatnie głowę i zobaczyłem jego mokre od słonych łez policzki i mocno napuchnięte oczy – To nie ma znaczenia. Nadal jesteś moim młodszym, kochanym i zabawnym braciszkiem – przysunąłem się bliżej i objąłem go ramieniem na co odpowiedział mi cichym ‘kocham Cie Louis’ i przytulił mnie z całej siły. Na chwilę wszystkie złe emocje odpłynęły daleko ode mnie, a ja wiedziałem, że wybaczyłem mu zanim zaczął mówić.

*Oczami Harry’ego*

Moja mama wyjechała na przymusowe, dwumiesięczne szkolenie do Londynu zostawiając mnie samego w domu. Starałem chodzić się do szkoły i udawać przed wszystkimi, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale od 3dni nie byłem w stanie wstać z łóżka. Tęskniłem za Louisem tak mocno, że nie chciałem jeść, pić, rozmawiać z nikim…nie chciałem żyć…nie chciałem żyć bez niego. Nie przypomniałem sobie co stało się w Doncaster, ale byłem pewien, że cokolwiek to było LouLou nigdy mi tego nie przebaczy.

Po południu zwlokłem się z łóżka do kuchni zmuszony zrobieniem sobie czegoś do picia, bo przez suchość w moim gardle ciężko mi było oddychać. Upijając kojący łyk herbaty usłyszałem stukanie w wejściowe drzwi, ale nie przejmując się dalej siedziałem na stołku upijając kolejne łyki gorącego napoju. Uciążliwe pukanie nie ustawało, więc postanowiłem je otworzyć z przekonaniem, że to znów Liam, który miał w zwyczaju od kilku dni odwiedzać mnie codziennie po szkole. Jednak moim oczom ukazała się twarz Louisa, która topiła się w gniewie, żalu i niezrozumieniu.

-JAK MOGŁEŚ TO ZROBIĆ?! JAK MOGŁEŚ TO ZROBIĆ AKURAT Z NIM?! – pchnął mnie mocno do środka nie czekając na moją odpowiedź i głośno trzaskając drzwiami.
-Lou, wiesz, że nie chciałem. To wszystko potoczyło się tak szybko, byłem kompletnie pijany- poczułem jak łzy napływają mi do oczu.
-Pijany? I co z tego kurwa, ze byłeś pijany? Czy to pozwala Ci przelecieć mojego najlepszego przyjaciela? – Louis popchną mnie mocno na ścianę i przycisną ramionami tak, że mogłem poczuć jego oddech na sobie.
-Nie spałem z nim Lou! –syknąłem z bólu gdy jego ręka przycisnęła moje gardło.
- No dalej Harry, może od razu mi opowiedz wszystko ze szczegółami – rzucił ironicznie i wpił się w moje usta powodując całkowity paraliż mojego ciała. Całował mnie tęsknie i namiętnie, a ja nie mogąc się powstrzymać złapałem go za uda i skierowałem się w kanapy w salonie. Jego ręce nerwowo podnosiły moją koszulkę, a on przeniósł swoje pocałunki na moją szyje i szczypał mnie swoimi zębami. Położyłem go na siedzeniu i wplotłem ręce w jego włosy. Wsunąłem nogę pomiędzy jego uda przez co oboje mogliśmy poczuć nasze pocierające się erekcje i nerwowo szukaliśmy tarcia między nami. Szatyn wyginał ciało w łuk, a ja szukałem rękami jego zamka. Pozbawiłem go dolnej części ubrania i sam zająłem się zdjęciem mojej koszulki, której nie zmieniałem od kilku dni gdy leżałem w łóżku. Poczułem na moich pośladkach zimne zaciskające się ręce i cicho szepnąłem w jego ucho ‘Chcę, żebyś to ty mnie dzisiaj pieprzył ‘.
Niebieskookiemu nie było trzeba długo powtarzać i chwilę później leżeliśmy już na podłodze, a ja czułem jak moje plecy pokrywają się czerwonymi zadrapaniami od szorstkiego dywanu, ale wtedy to nie miało znaczenia, liczył się tylko Louis i to że był we mnie, a ja jęczałem jego imię. Doszliśmy kilka pchnięć później głośno wykrzykując nasze imiona i padliśmy zmęczeni obok siebie.

Tego wieczora mój Boo został u mnie i zachowywaliśmy się jakby wydarzenia kilku ostatnich tygodni nie miały miejsca. Wspólnie przyrządziliśmy sałatkę na kolacje, mówiąc przy tym czułe słówka, łapiąc się za plecy od tyłu i przytulając, skradając sobie małe, mokre pocałunki na karku. Było idealnie, zbyt idealnie do czasu aż Louis zaczął cichym, ale poważnym głosem wlepiając swój wzrok w talerz z sałatką leżący nad nim na stole

-Musimy porozmawiać Hazza
-Um…dobrze, ale akurat teraz? – zapytałem, bo nie miałem ochoty psuć tego nastroju, którego tak długo mi brakowało.
-Tak, jest coś, a raczej jest kilka rzeczy, o których powinieneś wiedzieć- zacisnął mocniej widelec w swojej dłoni tak że skóra na jego kostkach pobledła – Wtedy w szpitalu…um…nie chciałem, żebyś musiał patrzeć na mnie i się mną zajmować. Chciałem poradzić sobie z tym sam i mam teraz psychiatrę, który bardzo mi pomaga…
-Hm…więc powinieneś się cieszyć z tego powodu?- zagadnąłem, bo twarz szatyna nie wyrażała radości.
-Tak tylko, gdy wyszedłem ze szpitala byłem bardzo samotny, prawie z nikim się nie widywałem i gdy wpadł do mnie Stan…
-Nie Lou, nie kończ proszę Cię- przerwałem szatynowi, ale on udawał że nie usłyszał moich słów i kontynuował
-Przyszedł do mnie Stan i starał się mnie pocieszyć, a wtedy, on pachniał twoimi perfumami, a ja tak bardzo tęskniłem i nie wiem kiedy to się stało, a my się pocałowaliśmy…-upuścił widelec, a po kuchni rozniósł się brzęk, który był jedynym dźwiękiem jaki przerwał naszą ciszę.

I chociaż widziałem, że skrzywdziłem go dokładnie w ten sam sposób nie mogłem powstrzymać nerwów.

-Ze Stanem!? Myślałem, że z nim skończyłeś, przecież powiedziałeś, że już Cię nic z nim nie łączy!- krzyknąłem wstając i lekko popychając stół tak, że uderzył Boo w brzuch.
-Nigdy tak naprawdę nie byliśmy razem! Byłem z nim, żeby zwrócić twoją uwagę!- wstał i pojedyncza kropla spłynęła po jego policzku.
-Nie byliście?! Jeszcze mnie okłamywałeś…i Louis wiem, że dokładnie to samo zrobiłem względem Ciebie, ale cholera ja byłem pijany, a ty doskonale wiedziałeś co robisz!
-Proszę Cię Harry, potrzebuje Cię –próbował mnie przytulić, ale odepchnąłem jego ręce.
-Nie…to nie ma sensu- wypowiadając te słowa czułem jak moje serce krzyczy bym tego nie robił, a mój żołądek skręca się i całe jedzenie podchodzi mi do gardła. Louis stał chwile w osłupieniu, ale nie powiedział już ani słowa. Odwrócił się nie patrząc mi w oczy i usłyszałem już tylko kilka przekleństw
i trzask drzwi. Pobiegłem do łazienki i zwróciłem wszystko co zjadłem kilkanaście minut wcześniej. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko się stało, że obaj zabrnęliśmy tak daleko. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy, zamknąłem mieszkanie i poszedłem dworzec. Czekałem na właściwy pociąg i wsiadłem do pustego przedziału, gdzie nie wytrzymałem i jedna kropla spłynęła na podłogę, a jej śladem popłyną cały potok łez. Donośny, męski głos krzykną ‘Pociąg do Doncaster, ODJAZD’ i poczułem jak wagon szarpnął moim ciałem do przodu, a zaraz potem wbił się we właściwy rytm i jechałem zapomnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz