sobota, 22 marca 2014

1

Wydawało się, że czas mija szybciej niż Louis mógłby to przewidzieć. Dosłownie w jednej chwili obaj siadali i zaczynami swój piknik. A następnym razem gdy Louis mrugnął, czas skoczył jakby kilka skoków naprzód i słońce zawisło nad lasem przy którym byli. W tym czasie całe jedzenie pozostało nietknięte i ani on, ani Harry nie zadał sobie trudu by faktycznie tracić czas na jedzenie, a jedynie leżeli na plecach po prostu oglądając niebo.

Cisza pomiędzy nimi nie była krępująca, co nie uszło uwadze Louisa. Od czasu do czasu rzucał jakieś słowo, aby upewnić się, że Harry nie zasnął, a ten jedynie krótko mu odpowiadał.

W tym czasie Louis myślał o tym jakie właściwie było życie w pałacu. Nie było wątpliwości, że nie zauważył żadnej reakcji na to, że książę Wielkiej Brytanii po raz kolejny zniknął, biorąc pod uwagę ostrzeżenie jakie Louis dał im do ręki tym razem nie było ku temu żadnego prawdziwego powodu poza hipotezami, że uciekł.


Nie wiedział jak usprawiedliwi swoje wycofanie się w ostatniej chwili kiedy wróci, ale wiedział, że powód musi być dobry i wiarygodny.

Wiedział, że nie powinien się teraz tym niepokoić, biorąc pod uwagę, że miał przynajmniej 2 miesiące żeby poskładać to wszystko do kupy.

Kiedy Louis pozwolił przytłaczającym myślą zawładnąć jego umysłem, w tym samym czasie ogarnęła go senność. Zasnął nawet nie zdając sobie z tego sprawy dopóki nie został lekko wstrząśnięty na jawie. W tym momencie czuł jakby zamknął oczy zaledwie na 2 sekundy choć w rzeczywistości były to 2 godziny.

Słońce ukryte już pomiędzy gałęziami lasu, przy którym on i Harry nadal siedzieli, szybko zabarwiło linię horyzontu pomarańczowo-czerwoną poświatą.

Harry pochylił się nad nim, wciąż ściskając dłonią jego ramię, na co Louis uniósł głowę w górę by, nawiązać kontakt wzrokowy z ciemnowłosym mężczyzną.

Niespodziewanie jak zwykle, Harry puścił go z pustym wyrazem twarzy, podnosząc się do klęczek tak, że teraz górował nad Louisem.

- Nie chciałem Cię budzić z drzemki – poinformował i spojrzał ostro na Louisa – ale robi się późno – przeczesał ręką włosy i w milczeniu spojrzał w las.

Louis otworzył usta, żeby coś powiedzieć ale powstrzymał się, gdy usłyszał jak ochryple brzmi jego głos. Książę odchrząknął i chciał podeprzeć się na łokciach aby unieść się nad kocem kiedy poczuł coś ciężkiego na swojej klatce piersiowej.

Kiedy jego oczy dostrzegły znajomy ciemno czerwony płaszcz Harry’ego zwrócił się do kapitana piratów, który właśnie zaczynał pakować pozostałe ilości jedzenia.

- Twój płaszcz…? - Louis nie wiedział jak poprawnie sformułować pytanie, choć nadal był ciekawy dlaczego leżał na nim. Wygląd Harry’ego był znacznie subtelniejszy bez ciężkiego i grubego płaszcza na jego ramionach, i przez ten fakt Louis nie mógł oprzeć się pokusie obserwowania ciała kapitana.

- Co z nim? - Harry nie oszczędził mu spojrzenia.

Ten beznamiętny ton był jednym z tym, do których Louis mógł się przyzwyczaić, ale nie pomagał w tej chwili.

- Magicznie zleciał z Twojego ciała i położył się na mnie czy co? - ścisnął mocniej w dłoni materiał i nie przejął się tym ile irytacji było w jego słowach.

- Kiedy spałeś wyglądałeś jakby było Ci zimno, nie chciałem żebyś zmarzł – Harry parsknął i wzruszył ramionami.

Tego Louis kompletnie się nie spodziewał i mógł jedynie skinąć głową. Oblizał dolną wargę, jednocześnie spoglądając jeszcze raz na płaszcz. Był ciemno czerwony, ale jeśli patrzyło się na niego wystarczająco długo, można było dostrzec niewątpliwie różne odcienie brązowego. Próbując zająć czymś myśli zaczął wpatrywać się w Harry’ego z uśmiechem.

- Dziękuję – powiedział Louis przykładając dłoń do ust aby stłumić ziewnięcie.

Harry po raz kolejny wzruszył ramionami, choć tym razem nic nie odpowiedział, na co Louis mógł tylko pokręcić głową stając na równych nogach. Podniósł koc i okrył nim Harry’ego aby zwrócić jego uwagę w stronę lasu, gdzie kilka godzin temu stała mała dziewczynka.

Jeśli istniała jedna rzecz jakiej był świadomy, to fakt, że Francja była w tam złym a może nawet gorszym stanie, niż cała Wielka Brytania. Była to myśl, która nie przyszła mu nawet do głowy kiedy się o tym uczył, a miejsce to powoli stawało się ruiną i szczerze mówiąc, Louis nie zdziwiłby się, gdyby w końcu stało się to coś wielkiego.

Dziewczynka była tak chuda i nieśmiała, że fakt, iż miała dość odwagi by żebrać o jedzenie u dwóch nieznajomych, mówił coś o tym jak bardzo była głodna.

- Harry, tych resztek jedzenia nie da się już do niczego użyć, prawda? - zapytał z ciekawością. Pytanie najwyraźniej zainteresowało Harry’ego gdyż zerknął na Louisa przez ramię.

- Dlaczego pytasz?

- Jeśli odpowiedziałbyś poprawnie, może wtedy bym Ci powiedział.

- Jestem pewien, że nasze definicje „użycia” są od siebie różne, Księżniczko – prychnął Harry. – Resztki jedzenia to wciąż jedzenie, więc nadal mogą być zjedzone. Nie do końca wiem jak to pasuje do Twojego pomysłu przydatności jedzenia, choć nie mają one innego celu, o ile jest to społecznie akceptowane.

- Wspaniale. Więc to oznacza, że możemy je rozdać – skinął Louis nieco bardziej oświecony.

Jego twarz milczała, a oczy krytycznie obserwowały Louisa.

- Och, daj spokój. To nie tak, że my ich nie potrzebujemy – nie doceniając tego rodzaju reakcji Louis cmoknął.

- I śmiesz próbować powiedzieć to ponownie, kiedy będziemy na środku Oceanu Atlantyckiego przez prawie tydzień bez racji żywności.

- Harry.

Młodszy mężczyzna mruknął niskim głosem, choć nie powiedział nic więcej, gdy Louis podszedł do niego, nim wziął torbę żywności pozostającą w ręce Harry’ego, przycisnął ciemny płaszcz do piersi pirata.

- Wątpię, że dwa bochenki chleba i jakiś owoc utrzymałyby nas przez tydzień na morzu – przewrócił oczami, a Harry uniósł brew.

- Fakt, iż jesteś już niemal dwa dni oficjalnie piratem i nagle myślisz, że wiesz wszystko na temat naszego życia jest fascynujący, Księżniczko. - Louis przygotował się do riposty, ale Harry kontynuował – Przypuszczam, że prawdopodobnie przejmiesz moją pozycję jako kapitan w ciągu najbliższych dwóch dni.

- Zamknij się do cholery i zatrzymaj to dla siebie. Cz to naprawdę takie przestępstwo, że chcę po prostu dać jedzenie osobom, które potrzebują go bardziej od nas? To znaczy, widziałeś jak ta mała dziewczynka na nas patrzyła. Była tak bardzo szczęśliwa i mogę się założyć, że to dlatego, że jest biedna i nigdy nie dostała takich rzeczy?

Tak naprawdę nie widział czy przejął się jego argumentem, jeśli w ogóle można to było uznać za argument. Miał zamiar dostać to czego chciał, bez względu na to czy Harry się z tym zgadza czy nie.

- Teraz, gdy w końcu odpowiedziałeś poprawnie na mojego pytanie… - Harry stwierdził dobitnie, a jego twarzy zbliżyła się do Louisa i lekki uśmieszek wkradł się na usta. – daję Ci specjalne pozwolenie od kapitana, aby wykorzystać to jedzenie jak należy.

- Specjalne pozwolenie? - Louis prychnął. – Nieważne.

Zrobił krok wokół wyższego bruneta i zaczął iść w kierunku drzew, gdzie poza małymi domkami, były widoczne kolejne w oddali.

Było wiele domów, które musiał ocenić kiedy znalazł się po drugiej stronie lasu, przynajmniej znajomość języka mogła mu pomóc. Po mniej więcej dziesięciu krokach, Louis usłyszał za sobą głos Harry’ego.

- To o wiele za mało. Wystarczy to zostawić na podłodze, a oni zabiorą to kiedy pójdziemy. - zdanie w pierwszym momencie wydało się dziwne, więc Louis uniósł brew w górę i obrócił się aby spojrzeć na Harry’ego i zakwestionować to co mówi, ale gdy tylko to zrobił Harry wskazał przed siebie w głąb lasu, między drzewa.

Louis cicho skierował wzrok tam gdzie wskazywał Harry. Zajęło mu kilka sekund, zanim zobaczył coś za drzewem. Zobaczył małe palce zaciśnięte na skraju jednego z ciemnych pni drzew i nawet włosy. Po użyciu przez Harry’ego liczby mnogiej, Louis mógł tylko przypuszczać, że jest ich więcej.

- Daj spokój, Księżniczko – Harry skinął kiedy Louis zawahał się odkładając torbę, skoncentrował się na dzieciach, które bez wątpienia ukrywały się tam już od jakiegoś czasu. Położył torbę na ziemi, a jego tęczówki w końcu oderwały się od lasu.

- Możecie to wziąć! - powiedział i szybko obrócił się na pięcie, aby spotkać się z Harry’n, który już był na dobrej drodze z lasu prowadzącej w stronę mostu nad niewielką rzeką. Harry nie włożył płaszcza z powrotem, a jedynie trzymał ciężkie ubranie w rękach. Kiedy Louis go dogonił posłał kapitanowi uśmiech.

- Wiesz jak długo nas obserwowali?

- Od kiedy daliśmy jedzenie tej dziewczynce, wiedziałem, że została albo sama albo z przyjaciółmi, więc można założyć, że przyszli chwilę po tym jak ona uciekła – odpowiedział, a Louis przeczesał dłonią włosy. Zastanawiał się czy chce dalej ciągnąć temat, ale wiedział, że szybko może okazać się problematyczny i obrócić przeciwko niemu. Zamiast tego, przeniósł swoją uwagę na wspomnienia z pikniku.

To było zastanawiające jak taka osoba może być słynnym przestępcom. Jego czyny stale sprawiały, że Louis zapominał z kim ma do czynienia.

Choć trzymany przez niego płaszcz przypominał jak Harry zachowywał się w kontaktach z innymi. To była przerażająca perspektywa, która sprawiła, że Louis chciał szczerze pomyśleć o życiu w ogóle, kiedy przypomniał sobie, jak Harry rzeczywiście zabił kogoś na jego oczach. Nie mógł pomóc, ale jak zahipnotyzowany wiedział, że Harry to praktycznie trzy osoby w jednym ciele.

Bezwzględny kapitan, arogancki pirat i kruchy chłopiec.

Pewnego dnia musiał powiedzieć Harry’emu o swoich spostrzeżeniach. Co najlepsze Louis był pewny, że jego reakcja będzie zabawna.

- To była miła randka – Louisowi w końcu udało się wydostać. Obaj zostali pochłonięci przez ciszę, przez co czuł jak napięcie rośnie z każdą sekundą. Słowo „randka” wypadło z jego ust w dziwny sposób, więc próbował to zamaskować – Używam słowa „randka” luźno – wyjaśnił spoglądając uważnie na Harry’ego.

- Tak myślisz? - Louis poczuł jak Harry go obserwuje – Cieszę się, że Ci się podobało. Louis wsadził ręce do kieszeni.

- Tak. Jedzenie było dobre. Naprawdę lubię chleb. Któryś z członków załogi kupił go gdy byliśmy w Londynie?

- Nie, ja go zrobiłem.

- Ty, co? - Louis zwrócił całą swoją uwagę na Harry’m. Kapitan piratów wyraźnie nie pokazywał po sobie żadnej zamiany i jedynie pokiwał głową, aby pozbawić Louisa wątpliwości, choć postawa pirata sprawiała, że wyglądał w oczach Luisa niemal nieomylnie, jednak ten parsknął – Nie zrobiłeś.

- Nie muszę Ci niczego udowadniać – teraz to Harry prychnął.

- Czy naprawdę oczekujesz ode mnie, że uwierzę, że Harry Styles, niesławny Książę Siedmiu Mórz, przerażający kapitan piratów, który wypełnił morze krwią swoich wrogów, piecze? - Louis zapytał dramatycznie, a rosnący uśmiech rozświetlił jego twarz - Nie tylko piecze, ale piecze na piknikowe randki we Francji dla członków swojej załogi, aww – zagruchał złośliwie.

- Nie dla każdego członka załogi. Tylko dla Ciebie – teraz to Harry przewrócił oczami, nie zadając sobie nawet trudu by ukryć swoje emocje.

- To miło z Twojej strony – Louis zaśmiał się lekko – Ale tak szczerze, to dziękuję. To było naprawdę zabawne – pochylił się aby być bliżej wyższego mężczyzny.

Ich ramiona i ręce zetknęły się i poczuł jak ręka Harry’ego drży jakby po prostu walczył z myślą aby się przesunąć, na co Louis mógł jedynie próbować ponownie skupić swoją uwagę na chodzeniu.

- Przespałeś połowę czasu, więc myślę, że źle oceniłem Twój pomysł na zabawę – Harry westchnął nisko.

- Psh. Nie ważne. Próbuję prawić Ci komplementy, a Ty jeszcze mnie obrażasz, doceniam to, Harry.

- Witaj w moim świecie, Księżniczko – odparł Harry, na co Louis natychmiast cmoknął by mu się przeciwstawić.

- Jedyną różnicą jest to, że moje komplementy są prawdziwe, a Twoje zazwyczaj są na granicy wyśmiania*, więc… - urwał z wyczekującym spojrzeniem.

- Jesteś słodki – Kapitan pokręcił głową z krótkim chichotem.

- I znów.

- To prawda. Jesteś.

- Skoro tak mówisz – nie mogąc nic z tym zrobić Louis jedynie wzruszył ramionami.

Harry wydał z siebie niski pomruk w odpowiedzi i Louis postanowił nie kontynuować rozmowy, uznając to za zbyt kłopotliwe.

Szli tą samą drogą, którą szli wcześniej w ciągu dnia do miejsca pikniku. Co jakiś czas Harry prosił o przetłumaczenie jakiegoś słowa z angielskiego na francuski, Louis odpowiadał, ale nie był to powód do rozmowy.

- Więc gdzie teraz idziemy? - zapytał monarcha, trzymając się dłonią Harry’ego gdy młodszy mężczyzna prowadził go przez tłum na rynku. Nie odwracając się, Harry otworzył dłoń próbując złapać dłoń Louisa.

- Wracamy na statek.

Usta Louisa zacisnęły się mocniej w irytacji, że wracają tak wcześniej, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę, że nie było tak nawet w Wielkiej Brytanii gdzie musieli podjąć wszelkie środki ostrożności aby nikt go nie rozpoznał. Jednak Louis wyszedł przed Harry’ego który zaczął przeciskać się między ludźmi w drodze do doków.

- Jest tak wcześnie – Louis mruknął gdy weszli na molo. Słońce jeszcze nie zachodziło… - Myślałem, że chcesz spędzić ten dzień tylko we dwoje. Prawie nic nie zrobiliśmy – jęknął, krzywiąc się.

- To nie tak, że nie możemy być na statu razem, jeśli o to Ci chodzi – Harry spojrzał na niego z uniesionymi brwiami.

- Zapomniałeś o jednym. Chciałem poznać Calais, a nie tylko iść na piknik i wrócić. To nudne. Jesteś piratem, Harry. Gdzie do cholery Twoja żądza przygody? - sapiąc Louis potrząsnął głową, podczas gdy jego stopa uderzyła o ziemię aby zatrzymać Harry’ego.

Harry już otworzył usta aby zaprotestować, ale zanim zdążył się odezwać interweniował jakiś inny głos.

- Czy ja się, czy to naprawdę Harry Styles we Francji? - śmiech towarzyszył pozdrowieniu nim Harry i Louis jednocześnie obrócili głowy w kierunku, z którego pochodził. Louis instynktownie przysunął się do Harry’ego patrząc na nieznanego mężczyznę stojącego przy jednym ze statków na początku molo, z którego najwyraźniej właśnie zszedł. Jego kroki były szybkie, ale jak stwierdził Louis nie był on jednym z tych, których należało się bać, ani tym który mógłby się czuć zagrożonym. Mężczyzna sądząc po twarzy był starszy niż on i Harry.

Harry bez wahania na powrót przyjął spokojny wyraz twarzy i przyjaźnie skinął głową, a Louis starał się ocenić zakres tych dwóch reakcji jednocześnie. Harry był otwarty i bierny zarazem, więc nie mógł być to nikt ważny, oznaczało to, że byli po prostu znajomymi.

- Jestem zaskoczony widząc Cię tutaj. Jaki powód? - Louis skrzywił się mocno widząc jak uśmiech mężczyzny się poszerzył.

- Jak zwykle, interesy, Nick. Wypływamy jutro popołudniu, tak sądzę. A Ty co tutaj robisz? - kapitan One Direction wzruszył ramionami, wciąż trzymając ręce w kieszeni płaszcza.

- Tak, Ty zawsze robisz interesy. A ja wracam z powrotem do Londynu. Zatrzymałem się tu w drodze z Paryża – zachichotał Nick i pokręcił głową słysząc powód wizyty.

- Oh, ostatni raz widziałem Cię właśnie w Londynie.

- To było z pół roku temu – zanucił Nick – Ludzie mają tendencję do sporego przemieszczania się w przeciągu pół roku, tak myślę.

- Uważam, że to ironia, mówić to do człowieka, który odwiedził więcej krajów w przeciągu pół roku niż Tu przez całe swoje życie.

- Uhm – mruknął Louis niezręcznie, gdy okazało się, że jego obecność jest ignorowana.

Natychmiast Harry i Nick przenieśli wzrok na niego, a ten zacisnął lekko usta.

- Zamierzasz przedstawić mnie swojemu przyjacielowi czy co, Harry? - Nick przybrał rozbawiony uśmiech, podczas gdy Harry odchrząknął. Nick zrobił krok do przodu i wyciągnął przed siebie rękę.

- Gdzie są moje maniery? Haha, miło Cię poznać, Nick Grimshaw, niektórzy nazywają mnie Grimmy.

- Nick, dzięki – odpowiedział krótko Louis – Jestem Louis – musiał pamiętać żeby nie wypowiedzieć swojego nazwiska kiedy sztywno uścisnął dłoń Nicka. Mężczyzna puścił jego i uniósł brew.

- Louis? To interesujące. Wiesz, że przypominasz Księcia… - Zanim Louis miał szansę wpaść w panikę, Harry interweniował.

- To najnowszy członek mojej załogi. Nazywa się Louis, a że wygląda trochę jak Książę Zjednoczonego Królestwa wszyscy mają zwyczaj nazywać go Księżniczką. To trochę zabawne.

Twarz Louisa wykrzywiła się w mieszaninie rozdrażnienia i zamętu, gdy popatrzył na Harry’ego z irytacją i ulgą. Nick nie wydawał się wziąć usprawiedliwienia Harry’ego na poważnie i zamiast patrzeć na niego, ponownie skupił swoją uwagę na twarzy Louisa. Zagryzając dolną wargę, Louis spojrzał w tył.

- To niegrzecznie się tak patrzeć.

- Och, wiem. Niestety, nic nie mogę na to poradzić. Podobieństwo jest niesamowite… Gdybym nie wiedział lepiej chyba powiedziałbym, że to on.

- Tak czy inaczej – Harry dobitnie stwierdził. – Zostajesz do jutra rana, tak? Jakieś plany w Londynie? - teraz Nick zwrócił uwagę w stronę Harry’ego.

- A owszem. Prawdopodobnie skończy się na rozsiewaniu plotek, sądząc po tym jak wiele informacji wyciekło do jednego z filozoficznych salonów, w których byłem.

- To fascynujące, ale Harry i ja musimy już iść – Louis zauważył gdy położył rękę na ramieniu Harry’ego starając się go odciągnąć. Nie czuł się komfortowo w towarzystwie tego człowieka i zaczynał się irytować. Harry cofnął się o krok, ciągnięty przez Louisa.

- Ty zawsze plotkujesz.

- To nawet nie ja, szczerze. Po prostu to usłyszałem – Nick poprawił się, gdy Louis próbował odciągnąć Harry’ego z dala. Teraz Harry nawet nie stawiał oporu i pozwolił Louisowi pociągnąć go w kierunku miejsca gdzie znajdował się One Direction.

- Skoro już idziesz, to może dziś wieczorem moglibyśmy się spotkać, napić i porozmawiać o tym? To znaczy wie, że nie lubisz królewskich doniesień, ale jedna z plotek, które słyszałem dotyczy dziedzica – końcówka spowodowała, że zatrzymały się nie tylko stopy Louisa, ale również jego serce. Tego się nie spodziewał. Poczuł jak postawa Harry’ego nieco się zmienia, kapitan piratów wyprostował się, aby spojrzeć na Nicka z o wiele poważniejszym wyrazem twarzy.

- Dziedzica? - Harry zapytał marszcząc czoło, a Nick leniwie wzruszył ramionami.

- Tak, tak. Jest naprawdę sporo rzeczy, które dzieją się w całej monarchii Wielkiej Brytanii, ale dziedzic tronu ma zdecydowanie najwięcej plotek, które wyciekły. To trochę skandaliczne.

- Co to za plotki? - Louis musiał rozwiać wątpliwości, bo czuł jak w jego brzuchu rośnie niepokój związany z nowymi informacjami i próbował jak mógł, zachowywać się racjonalnie, ale bezskutecznie. Nick przechylił głowę lekko w bok.

- To rodzaj układu, ale najwyraźniej powodem, dla którego król Tomlinson odbył tournée po Europie było znalezienie i wynegocjowanie małżeństwa dla syna. Był w Świętym Cesarstwie Rzymskim przez bardzo długi czas i ludzie mówią, że znalazł jakaś niemiecką księżniczkę dla księcia Louisa - w momencie, w którym słowa dotarły do umysłu Louisa, poczuł jak wszystko się wali. Jego umysł zaczął szybko analizować wszystko.

Tak, miał dwadzieścia lat, a fakt, że jeszcze nie miał zaaranżowanego małżeństwa biorąc pod uwagę jego wiek był osobliwy. Wiedział o tym, przed spotkaniem w piratami, ale teraz gdy miał Harry’ego cały plan z poślubieniem kogoś kogo wybrał jego ojciec wydawał się tylko fantazją.

Miał poślubić jakąś niemiecką dziewczynę, której nie znał. Nawet jeśli była to tylko plotka i nie było możliwości, że to w tym momencie prawda, przecież w końcu się tak stanie. Jego wzrok przeniósł się na Harry’ego aby zobaczyć jak on przyjął tę wiadomość, ale stał z boku więc jego widoczność była ograniczona.

- Wyglądasz trochę blado Louis – powiedział Nick.

- Pogłoski pogłoskami – odpowiedział słabo Louis kiedy okazało się, że Nick nadal się w niego wpatruje. Musiał ignorować fakt, że jego reakcja na wiadomość została zauważona przez starszego mężczyznę – Skąd w ogóle wiesz, że to prawda? Każdy mógł to powiedzieć.

- Nie musisz mi wierzyć, jeśli nie chcesz. Choć jestem pewien, że mam rację. Kiedy król Tomlinson wróci do Londynu ta wiadomość zostanie prawdopodobnie ogłoszona.

- Ja… - Lousi nawet nie wiedział o powiedzieć. Nie chciał wierzyć, że to prawda, ale była spora szansa, że jest.

- Nick, myślę, że powinniśmy się iść napić, teraz – Harry przerwał ciszę pomiędzy ich trójką. Nick i Louis odwrócili się do kędzierzawego mężczyzny, który skrzyżował ręce na piersi z pustym wyrazem twarzy – Możemy omówić więcej informacji, które usłyszałeś.

Louis poczuł ucisk w żołądku, gdy patrzyła jak Nick kiwa na Harry’ego z uśmiechem.

- Oczywiście.

Harry odwrócił się przodem do Louisa, który szukał wyrazu bólu lub innego rodzaju emocji, które miał nadzieję zobaczyć.. Jego twarzy była pusta, a on wydawał się srogi, kiedy wyciągnął rękę by podać Louisowi swój płaszcz, nie dając księciu innego wyboru jak tylko przyjąć go z dezaprobatą.

- Weź go z powrotem dla nie mnie na pokład. Prawdopodobnie nie wrócę późno – rozkazał cicho.

Domniemanie w słowach nie podobało się Louisowi na co skrzywił się.

- Pozwól mi iść z Tobą – było jasne, że Harry nie pozwoli Louisowi iść, ale musiał spróbować.

- Nie, będzie lepiej jeśli zostaniesz – Harry pokręcił głową.

Louis odchrząknął groźnie i ściszył głos.

- Ale cała ta sprawa dotyczy mnie! Jak możesz mówić, że lepiej będzie jeśli zostanę! Mam prawo iść…

- Nick już coś podejrzewa. Byłbym głupcem, gdybym rzeczywiście pozwolił Ci pójść tam, że będzie mógł poznać Cię dokładniej – jego rozumowanie sprawiło, że Louis ugryzł się w język, ale wciąż nie chciał puścić Harry’ego i Nicka samych. Chciał usłyszeć więcej plotek o sobie. Chciał dowiedzieć się czegoś na temat jego „małżeństwa” z niemiecką księżniczką. Chciał więcej. Musiał wiedzieć więcej. Rozpaczliwie pozwolił by jego czy spojrzały błagalnie w zielone tęczówki Harry’ego.

- Harry, proszę…

Harry pokręcił głową zanim przybrał surowy ton i a jego oczy spoważniały.

- Louis, to jest rozkaz Twojego kapitana. Nie pozwolę Ci iść z nami i nie pozwolę Ci zostać poza statkiem. Teraz jako członek mojej załogi oczekuję, że będziesz posłuszny.

- Chyba sobie kurwa żartujesz – Louis warknął, gdy okazało się, że nie ma szans postawić na swoim. Gdy dało się wyczuć jak niespokojny się staje, oczy Harry’ego wyraźnie złagodniały gdy wypuszczał płytki oddech.

- Przykro mi, że ten dzień nie był taki jaki chciałeś, kochanie – Harry westchnął, a jedna z jego dłoni chwyciła delikatnie dłoń Louisa.

- Nie ważne – wciąż zdenerwowany Louis pozwolił piratowi na uspokajające gładzenie jego dłoni.

- Obiecuję, że pewnego dnia zabiorę Cię na taką randkę we Francji, która nie będzie nudna i będzie świetnie się bawił, dobrze? - powiedział Harry z pocieszającym uśmiechem na ustach na co Louis jedynie wzruszył ramionami – Zaufaj mi torchę bardziej, Księżniczko – stwierdził i przybliżył swoją twarz by dać Louisowi szybki pocałunek w usta. Nie spodziewając się tego, oczy Louisa rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy Harry oderwał się od niego z chytrym uśmieszkiem na twarzy i zaczął się cofać – Zobaczymy się wieczorem.

Zagryzł dolną wargę gdy poczuł jak się rumieni.

- Tak. Tylko pamiętaj żeby opowiedzieć mi wszystko albo będę bardzo wkurzony – zaszydził.

- Nigdy nie chcę zdenerwować mojej księżniczki. Nie martw się, opowiem Ci wszystko… a teraz do widzenia – Harry pomachał krótko zanim odwrócił się do Nicka, który powitał go czymś co brzmiało jak śmiech i pozdrowienie w jednym.

Louis nadal trzymając mocno płaszcz Harry’ego w rękach ze zmarszczonym czołem obserwował jak obaj odchodzą.
Życie było krótkie. Zwłaszcza, gdy uświadamiasz sobie, że przez cały czas nie miałeś na nic wpływu, aż wreszcie zostawiasz wszystko i twoje oczy wreszcie się otwierają. W miesiącu były tylko cztery tygodnie.


Tydzień miał siedem dni. Dzień to tylko dwadzieścia cztery godziny, a przez około połowę z tego człowiek po prostu spał. Nie wiedząc nawet, że jak bardzo życie ludzkie może się zmienić w krótkim czasie. Jak różne wydarzenia na nas wpływają. To niemal przerażające, jak miesiące, który niegdyś były całym życiem, a teraz wydają się być tylko snem.

Jego czas na pokładzie One Direction był już tylko odległym wspomnieniem, choć tak naprawdę opuścił statek zaledwie tydzień temu. Louis spojrzał w lewo, gdzie z szerokich okien miał widok na ogród różany. Dzień był typowym, szarym dniem i książę zauważył ogrodników, zmierzających do pracy.

To, co widział, przyprawiło go o pustkę w żołądku. Praca była dla nich tym, czym była nawet wtedy, kiedy zaginął. Oni nadal pracowali w ogrodzie, pielęgnując róże, przycinając rośliny i upewniając się, że wszystko pozostało schludne, mimo jego nieobecności.

Kiedy po raz pierwszy pojawił się w porcie, w jednej z mniejszych łodzi One Direction, natychmiast otrzymał olbrzymią pomoc i został zaprowadzony do pałacu, gdzie spotkał się ze wszystkimi. Płakał razem z siostrami, gdy je przytulał, potem płakał z matką, gdy objął także i ją i wydawało się to być najdłuższym czasem w jego życiu. Po tym, jak zauważono go w Whiteheaven, podobno szukali go na wodach irlandzkich, ale Louis zapewnił ich, że statek zatonął podczas burzy, a on ocalał jako jedyny. Aby zachować swe kłamstwo w miarę spójnym, opowiadał o holenderskich żeglarzach, który go znaleźli i pomogli dostać się do Londynu.

Wszyscy kupili jego historyjkę i chociaż bolało go to, że musi kłamać, wiedział, iż lepiej, aby usłyszeli taką wersję, niż to, co stało się naprawdę. Jego ojciec podróżował po Europie, ale miał wkrótce wrócić. Zaczął więc studiować prawo w miejscu, gdzie praktyki religijne nie były tolerancyjne.

Bardziej, niż prawdopodobne było, że jego sugestie odnośnie polityki zostaną przez ojca zignorowane, ale mógł spróbować, prawda?
Cały tydzień trzymał głowę w jego książkach, starając się patrzeć na każdy aspekt stronniczości i nierówności prawa, które może być podważone, choć było to trudne. Jego matka podarowała mu jak najwięcej czasu wolnego od jego rzeczywistych zajęć, aby mógł się zaaklimatyzować, a biorąc pod uwagę, jak bardzo Louis nienawidził swego nauczyciela, wiedział, że to będzie długi czas zanim się “zaaklimatyzuje”. Louis oblizał wargi, gdy podniósł się z krzesła, które z kolei zapiszczało przez kontakt z posadzką, po czym ruszy, by odłożyć książkę na półkę.

W pewnym momencie zorientował się, że musi dogłębniej poznać sytuację w Irlandii. Ale do tej pory przyjął już tyle informacji, że czuł, iż jeszcze chwila, a jego mózg eksploduje. Myśląc o Irlandii, do głowy przyszedł mu Niall. Nie miał okazji nawet dłużej z nim porozmawiać i gdy opuszczał statek, pirat zapytał, czy naprawdę chce odejść. Louis był w stanie tylko powiedzieć, że nie jest tak silny jak on. By móc opuścić swoją rodzinę dla kogoś, kogo kochał.

Gdy odchodził, Liam i Zayn obiecali zająć się Harry’m. Wspomnienie przybrało gorzki uśmiech, kiedy szukał nowej książki. Dotknął głonią grubej, w twardej oprawie, po czym zaczął studiować ją strona po stronie.
Upewnił się, czy powiedział Danielle jak ma zająć się Eleanor; by szanowała wybory jego najlepszej przyjaciółki. Louisowi było smutno, że musi ją opuścić i pewnie by się rozpłakał, gdyby nie Harry.

Dźwięk otwieranych z lekkim zgrzytem, drewnianych drzwi, rozległ się w pokoju. Louis spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył służącą, najwyraźniej była nowa, gdyż wcześniej jej nie spotkał.

- W czym mogę pomóc? - zapytał, kartkując jedną z książek. Kobieta skłoniła się.

- Jej Majestat prosi o spotkanie w Białym Saloniku, Wasza Wysokość.

Ta nagła prośba ze strony matki sprawiła, iż Louis zamrugał zaskoczony. Skinął głową w stronę służącej.

- Och, w porządku – powiedział, po czym podniósł się i opuścił pokój.

Gdy szedł korytarzem, dziwne uczucie kotłowało się w jego żołądku. Nigdy nie pomyślałby, że będzie tęsknić za spacerowaniem bo ciągle ruchomym statku. Pierwszego dnia poszedł spać, jakby chciał zapomnieć o tym, co go spotkało, ale w efekcie Louis czuł się z godziny na godzinę jedynie bardziej samotny.

To dziwne, że przez całe życie praktycznie nie spał z nikim, kogo mógłby trzymać w swoich ramionach, a te kilka tygodni sprawiło, iż naprawdę brakowało mu z łóżku drugiej osoby. Nawet teraz przyjrzał się pałacowi, który był o wiele większy, niż okręt i jednocześnie był taki pusty, samotny. Eleanor z nim ni wróciła, więc nie miał z kim porozmawiać.

- Louis! - zatrzymał się, po czym odwrócił się i zobaczył Lottie, która zbliżała się do niego z niespokojnym wyrazem twarzy.

Młoda księżniczka urosła tak szybko. tak znacznie więcej niż Louis przypomniał sobie w ciągu miesiąca. Kiedy wrócił, dowiedział się, że kiedy był uważany za martwego, Lottie zaręczyła się z młodym szlachcicem, gdyż w przypadku śmierci Louisa, to ona miała przejąć tron. Oczywiście, wraz z powrotem księcia, plany zaślubin zostały wstrzymane.

- Hm? - zagaił z zaciekawieniem, kiedy zatrzymała się przy nim. Jej suknia ściśle opinała jej ciało, przez zapewne miała problemy z oddychaniem.

- Czy możesz coś mi powiedzieć, bo nikt inny nie chce mnie słuchać. Piraci porywają księżniczki, prawda?

Większość pirackich opowieści, które Louis opowiadał rodzeństwu, tak naprawdę mijały się z prawdą. Wiele razy mówił o Harry’m, ale jakby był tylko legendą. Louis wzruszył ramionami.

- Cóż… – zaczął niepewnie.

- Tak, porywają księżniczki.

Oczy księcia rozszerzyły się ze zdziwienia na dźwięk głosu, który zdawał się być tak blisko, że to aż niemożliwe. Lottie zamrugała oczami, przechylając głowę, by spojrzeć za Louisa, a serce księcia zdawało się na moment zatrzymać, kiedy usłyszał za sobą kroki.

- Powiedz jej, Louis. Powinieneś wiedzieć te rzeczy lepiej, niż ktokolwiek inny.

Nie chciał się obrócić. Jeśli to wszystko tylko działo się w jego głowie… To był pierwszy raz, gdy mózg płata mu takie figle i musiał przyznać, iż wizyta u lekarza w najbliższym czasie jest nieunikniona. Niestety jednak, halucynacje były ostatnim, czego by chciał.

Ale głos był niepowtarzalny i Louis przeczesał palcami włosami, po czym obrócił się powoli, aż stanął twarzą w twarz z Harrym, a spojrzenie, którym został obdarzony, zdawało się przyspieszyć bicie jego serca.
Harry wyglądał zupełnie nieświadomi jego szoku, gdy odrzucił z czoła grzywkę.

- Wyglądasz, jakbyś obaczył ducha, Księżniczko - Harry przywitał się z uśmiechem na twarzy.

Ostatnim razem, gdy widział Harry’ego, było to zaraz przed tym, jak wsadził go na łódź, aby mógł dostać się do Londynu. Pożegnał się z załogą i Eleanor czując, że właśnie tak ma być. Ale gdy podszedł do Harry’ego, który trzymał w ramionach małą Dusty, Louis czuł, iż pęka mu serce. Gdy ich oczy się spotkały, Louis naprawdę starał się nie wybuchnąć płaczem.

Zamienili kilka słów, gdy reszta zostawiła ich w spokoju i książę wiedział, że łzy cisnęły się młodemu kapitanowi do oczu. Harry poprosił go, aby był bezpieczny i nigdy o nim nie zapomniał. Wtedy Louis wybuchnął płaczem.

Ale Harry naprawdę miał nadzieję, że Louis o nim zapomni, kiedy książę podjął decyzję, że wraca do Londynu. Dwójka przytuliła się i pocałowała krótko, po czym się rozstali. Lecz teraz, Harry tak po prostu zjawił się w pałacu. Cały i zdrowy. To było niemożliwe.

- Jak ty..? - oddech uwiązł księciu w gardle, gdy był w stanie po prostu patrzeć na wyższego bruneta, który zdawał się natomiast być rozbawiony całą sytuacją.

- Jestem wyszkolonym drapieżnikiem, pamiętasz? - Harry uśmiechnął się, na co Louis pokręcił głową i pociągnął kapitana za ramię.

- Zwariowałeś? Musisz się stąd wydostać! Jeśli ktoś cię widział, złapią cię, a wtedy zdajesz sobie sprawę, że udasz się prosto na szubienicę? - Louis powiedział niespokojnie, a grymas pojawił się na jego twarzy, gdy rozglądał się dookoła, czy aby na pewno nikt ich nie obserwuje.

- Tak, zdaję sobie sprawę, że zobaczenie się z tobą jest ryzykowne - Harry rzekł, wsuwając dłonie do kierzeni. Louis jęknął, nim odwrócił się do Lottie.

- Myślę, że powinnaś wrócić do innych i z nimi porozmawiać. Zobaczymy się później.

Jego siostra powoli oderwała wzrok od twarzy Harry’ego, po czym spojrzała na brata jak w transie i Louis oparł się pokusie, by się powtórzyć. Lottie skinęła głową, uśmiechając się radośnie.

- Tak, oczywiście. Ale mogę poznać twoje imię, sir? - zapytała grzecznie Harry’ego.

- Harry.

- W takim razie, do widzenia, Louis, Harry – dziewczynka skinęła głową, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w dół korytarza.

- Do zobaczenia później, Lottie - Louis zawołał do niej, gdy zniknęła za rogiem. Westchnął i spojrzał na Harry’ego, po raz kolejny marszcząc brwi we frustracji. - Musimy cię stąd wydostać, zanim ktoś cię zobaczy. Jak w ogóle się tu dostałeś? Nikt cię nie widział? Strażnicy są wszędzie!

Harry zachichotał, gdy, Louis złapał go za rękę i zaczął prowadzić go korytarzem.

- Przychodzę, aby zobaczyć, jak się masz, a ty po prostu chcesz się mnie pozbyć. Jakiś ty grzeczny, księżniczko.

- Och, cicho. Próbuję ci pomóc, ty nieznośny palancie - Louis szorstko odparł, a szczęście rozlało się w jego brzuchu.

Nie zdawał sobie sprawy, jak mu brakowało przekomarzania się z Harry’m. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tęsknił za trzymaniem dłoni Harry’ego w swojej. Szczerze mówiąc, nie zauważył, kiedy tak emocjonalnie związał się z piratem.

- Nie, poważnie, wszystko jest w porządku, Księżniczko. Nie martw się o mnie tak bardzo. Po prostu chciałem zobaczyć, jak się masz, to wszystko – rzekł kapitan piratów, gdy zatrzymał się, ciągnąc Louisa do siebie. Ten odchrząknął i odwrócił się, aby spojrzeć na Harry’ego.

- Nie mówisz poważnie.

- A jednak. Jak się masz? - Harry wpatrywał się w niego, na co Louis przygryzł język.

- W porządku, chyba. Wciąż próbuję dostosować się do mojego starego życia – jego odpowiedź sprawiła, że pirat zmarszczył czoło.

- Starego życia? Byłeś tu jakieś pięć tygodni temu, prawda?

- Tak, ale… - Louis przerwał, kręcąc głową z zakłopotaniem. - To trwa dłużej, z jakiegoś powodu.

- Co masz na myśli? - Harry zapytał z ciekawości, na co Louis westchnął, wzruszając ramionami.

- Nie wiem, szczerze mówiąc. To tak, jakby wielki kawałek mojego życia został wycięty i nic z niego nie pamiętam. Cały ten tydzień minął tak szybko, że mam wrażenie, iż przed tak naprawdę nic nie miało miejsca. A jednak tu jesteś, stoisz przede mną tak prawdziwy jak wszystko inne w tym miejscu.

- Po prostu potrzebujesz czasu – kędzierzawy mężczyzna skinął głową, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Życie pirata naprawdę cię zachwyciło.

Nie do końca będąc pewnym, czy było to żartobliwe, Louis wywrócił oczami.

- W sumie, oprócz tego uczucia oszołomienia, jest w porządku. A co u ciebie? Jak załoga? Eleanor? Wszyscy mają się dobrze? - zapytał, na co Harry się uśmiechnął.

- Niedawno doszedłem do wniosku, iż Skrzynia Stuarta nie jest na Wyspach Brytyjskich, ponieważ nasze poszukiwania zostały sfingowane przez Kapitana Cowella, który okazał się fałszywym źródłem - Harry wyjaśnił. - Zostawiamy ten obszar, a po południu odpływamy, więc po prostu chciałem zobaczyć cię przed wyjazdem – wzrok Harry’ego znacznie złagodniał, gdy patrzył na Louisa. - Cieszę się, że jesteś w porządku i jesteś szczęśliwy.

- Nazywanie mnie szczęśliwym jest tematem do dyskusji – Louis westchnął.

- Nie jesteś szczęśliwy?

- Nie tak bardzo jak myślałem, że będę – jęknął, przeczesując ręką włosy. - Jestem z moją rodziną i jestem szczęśliwy, że znów jest przy nich, ale po prostu czuję się tak… Nie wiem… Nie na miejscu, tak jak powiedziałem wcześniej. Jakbym tu nie należał – urwał, po czym zmienił temat. - Kiedy dokładnie macie zamiar tu wrócić? W pobliże Londynu, mam na myśli.

- Nie jestem pewien – Harry przechylił głowę na bok. - Nim znajdziemy skrzynię, może minąć kilka miesięcy lub więcej.

Louis skinął głową, przyjmując odpowiedzieć, a jego niebieskie oczy spotkały się z zielonymi Harry’ego. Przez chwilę milczeli i Louis wiedział, o co chce spytać, a co najlepsze, Harry także był tego świadomy.

- Mogę jechać z tobą? - zapytał. Harry z obojętnym wyrazem twarzy, oblizał wargi.

- Jesteś tego pewien?

- Cóż, skoro macie zamiar wrócić do Londynu za parę miesięcy, nie widzę żadnego problemu - Louis szybko odpowiedział.

Po raz kolejny Harry milczał i Louis zaczął czuć się nieco nieswojo, że zapewne zostanie odrzucony. Gdyby tak się stało, nie wiedziałby, co zrobić ze sobą w tym wielkim pałacu. Musiałby spać sam w ogromnym łóżku, pełnym poduszek.

- Mogę jechać? - książę zapytał ponownie.

- Nie wiem, czy życie pirata jest dla Ciebie.

Nie spodziewając się tego typu reakcji, Louis otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, a jego żołądek zrobił fikołka, jednak zaraz po tym kąciki ust Harry’ego drgnęły ku górze, na co książę odetchnął z niemałą ulgą.

- Ale jestem pewien, że będziemy w stanie dokonać pewnych korekt dla twojego dobra, Wasza Wysokość – jego zęby lśniły w szerokim uśmiechu. - Tak więc, cokolwiek zechcesz, Louis.

Louis nie mógł powstrzymać się od śmiechu, gdy podszedł do Harry’ego i rzucił mu się na szyję, aż poczuł, jak ramiona kapitana obejmują go w biodrach, by przyciągnąć jego drobne ciało bliżej.

- Dziękuję, Księżniczko.
* Oddech uwiązł Louisowi w gardle. Jego kończyny odmówiły posłuszeństwa, jednocześnie chcąc zrobić coś w błyskawicznym tempie. Jednak nie był w stanie. Harry właśnie został zastrzelony.


Słowa kłębiły się w jego głowie i za każdym razem wywoływało to ogromny ból. Louis czuł, że ciało wręcz błagało go, aby odwrócił się od uzbrojonego mężczyzny. I nawet, gdy jego wzrok spoczął na brązowookim człowieku, nie mógł przestać myśleć o bezwładnie leżącym ciele Harry’ego. Było to dla księcia jak kopnięcie w brzuch.

- Dlaczego go zastrzeliłeś?! - jego głos brzmiał mocniej, niż by się tego spodziewał, a jego ciało nadal było zmrożone w szoku. Ciemnowłosy, dobrze zbudowany mężczyzna, trzymający w dłoni pistolet, wyglądał na kilka lat starszego od Louisa.

- Był zbyt niebezpieczny, aby zostawić go przy życiu, oczywiście – odpowiedział z uśmiechem człowiek. - Nie wiem, czy jesteś świadomy, czy nie, Wasza Wysokość, ale to podobno jeden z najlepszych piratów.

- Wiem, kto to, kurwa, jest, w porządku? - Louis krzyknął niemal natychmiast, a jego oczy błysnęły niebezpiecznie. Harry potrzebował opieki lekarskiej, jeśli nie był już martwy, a teraz ten człowiek wszystko komplikuje. Louis zaczynał wariować. - On nie robił nic, prócz chodzenia! Jak niebezpieczne to było, kurwa?! Daj mi prawdziwy powód, dla którego go teraz zabiłeś?! - poczuł, jak jego ciało napina się na wskutek emocji, po czym ponownie przyłożył dłoń do szyi Harry’ego, by sprawdzić jego tętno.

W tym momencie naprawdę chciał, żeby Eleanor była tutaj i podzieliła się z nim jakąś wiedzą o tym, jak długo organizm pracuje. miał jakieś prawdziwej wiedzy o tym, jak organizm pracował kiedy jeden był martwy. Harry nadal nie reagował. Żaden jęk nie wydobył się z jego ust, gdy Louis dotknął jego jeszcze ciepłej skóry i książę starał się ignorować ból i łzy, które cisnęły mu się do oczu.

To zbyt bardzo bolało i musiał skupić się na tym, by chociaż on zdołał wydostać się z lasu żywy. Spojrzał ponownie na mężczyznę, który zabił Harry’ego na jego oczach. Zerknął też na pirata, który został postrzelony razem z Harry’m.

- Jestem tutaj, by zabrać się z powrotem do Londynu.

Oczy księcia rozszerzyły się natychmiast, gdy zwrócił uwagę na mężczyznę z bronią. Jeśli naprawdę był tu, by zabrać go do Londynu, to znaczy, że ktoś zaalarmował marynarkę. Oczywiście, że zastrzeliliby Harry’ego, ze względu na jego status.

Tak szybko, jak na pytanie jak oni go znaleźli trafiło do jego umysłu, Louis znalazł odpowiedź. Powrót do Whiteheaven, kiedy został zauważony i omal nie wyskoczył za burtę. To oznaczało, że cała flota wojenna albo była już na wyspie, albo właśnie tu zmierzała.

- Ja… - nie potrafił wydukać ani słowa. Louis kompletnie nie wiedział, co powiedzieć. Jeśli ten człowiek był z Londynu i pracował na rzecz Korony, miał całkowite prawo strzelać do Harry’ego. Niemniej jednak… - Życie jest życiem, naprawdę nie musiałeś go zastrzelić! On potrzebuje pomocy medycznej, dobrze? - Louis wiedział, że brzmi na zdesperowanego, ale nie dbał o to. Jeśli Harry umrze z jego powodu, nigdy sobie tego nie wybaczy.

- Pomoc medyczną? - mężczyzna uniósł jedną brew w górę niemalże z rozbawieniem. - Książę Louisie, proszę wybaczyć brak szacunku, ale on jest przestępcą. Zostaw go i niech zgnieje na ten ziemi tak, jak na to zasłużył, a teraz chodź, bo statek ratunkowy na ciebie czeka. Londyn tęskni za tobą

- Wiem, ale…

- Twoja rodzina tęskni za tobą.

- Rozumiem to – Louis zagryzł dolną wargę i zmarszczył brwi na wspomnienie o swojej rodzinie. - Ale przestępca, czy nie, nikt nie zasługuje na śmierć w taki sposób.

- Harry Styles… On cię porwał, a ty go teraz broni, skoro i tak nie żyje? Wasza Wysokość, czy rozumiesz jak śmiesznie to brzmi? - mężczyzna zachichotał. - Chodźmy, zanim reszta się zniecierpliwi.

Louis potrząsnął głową i pochylił się, aby spojrzeć na wciąż nieruchome ciało Harry’ego i pozwolił sobie przeczesać dłonią włosy młodszego mężczyzny. Nie mógł uwierzyć, że Harry nie żyje. Tak czy siak, potrzebował pomocy medycznej.

Książę trzymał uparcie głowę Harry’ego w swoich dłoniach, ale tak delikatnie, jakby chciał mu pokazać, że kapitan piratów jest dla niego ważny.

- Nigdzie nie idę, chyba że przyprowadzisz pomoc. I nie obchodzi mnie, co mi powiesz. To rozkaz księcia, zrozumiano? - Louis rozkazał stanowczo, nie odrywając wzroku od Harry’ego, jakby czekając, że brunet nagle się poruszy.

- Tak, ale mogę nakazać jednemu z moich ludzi, by przyszedł tu po niego – mężczyzna odchrząknął po chwili ciszy. - Ty i ja możemy iść teraz…

- Chciałbym pogryźć jedną z twoich kul, zanim zrobiłbym coś tak głupiego jak to – Louis warknął, spoglądając na pojedyncze loki w jego palcach. Wiedział, że jeśli teraz odejdzie, ciało Harry’ego zostanie tu bez nadziei na jakąkolwiek uwagę.

- Dlaczego? Nie ufasz mi?

- Mam cię dość – Louis rzucił ostro. - Niech ktoś, kurwa, po prostu mu pomoże, bo nigdzie z tobą nie pójdę.

Słysząc ten wybuch ze strony księcia, mężczyzna otworzył szeroko oczy, a po chwili Louis usłyszał dźwięk ładowania pistoletu. Spojrzał na nieznajomego, który podniósł broń w kierunku księcia.

- Szczerze mówiąc, nie chciałem tracić żadnego pocisku na ciebie, jak było w przypadku Kapitana Stylesa, ale jesteś bardziej irytujący, niż myślałem. Jestem pewien, że mogę podarować ci jedną kulkę w nogę, skoro jesteś tyle wart.

Louis siedział, gapiąc się w przerażeniu na mężczyznę, który przed chwilą wydawał się być sojusznikiem, a teraz był po prostu wrogiem. Otworzył usta, by krzyknął w proteście, lecz nim zdołał to zrobić, zauważył, jak palec przesuwa się na spust.

- Padnij!

Louis ciężko oddychał w zdziwieniu, gdy coś przyciągnęło go do ziemi, a głos, który rozbrzmiał w powietrzu był tak znajomy, że natychmiast dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Jego oczy otworzyły się szeroko na widok bladej szyi Harry’ego, która nie była już tak nieruchoma.

- Do kurwy nędzy - Harry syknął w ostrzeżeniu, gdy nadal trzymał w ramionach Louisa, a jego zielone oczy wpatrywały się w strzelającego mężczyznę.

- Harry! - Louis zawołał radośnie, nie mogąc się powstrzymać. Kapitan jednak nie zaszczycił go spojrzeniem, gdyż nadal wpatrywał się w tamtego człowieka.

- Ty… Ty nie powinieneś być żywy – mężczyzna jąkał się, a Harry wypuścił Louisa z objęć i podniósł się z ziemi.

- A ty nie powinieneś jeszcze tutaj stać, jak to dziecko, którego dopiero co nauczyło się, jak trzymać broń – Styles wyprostował się, poprawiając swój płaszcz.

- Kpisz ze mnie, a jeśli dobrze pamiętam, to ja byłem tym, który stawił ci czoła parę sekund temu. Nie myśl, że nie strzelę ponownie, Styles!

- Możesz spróbować – Harry wzruszył ramionami i w tym momencie Louis skrzywił się na widok ponownie podnoszonego w górę pistoletu. Usłyszał strzał, jednak krzyk wydobył się właśnie z ust ich wroga, po czym osunął się na ziemię, upuszczając broń i łapiąc się za udo, które natychmiast splamiło się krwią.

Książę przyłożył dłoń do ust, nie mogąc w to wszystko uwierzyć, a Harry skorzystał z okazji, by strzelić jeszcze raz i tym razem pocisk trafił w drugą nogę.

- Wątpię, jednak, że jeszcze strzelisz – kapitan piratów mruknął znudzonym głosem, po czym ruszył w stronę swojego napastnika.

Książę podniósł się z ziemi i przyglądał się, jak młody kapitan piratów podniósł jego miecz i wbił go dokładnie w miejsce, gdzie przed chwilą trafiła kula. Louis odwrócił wzrok, nie mogąc wytrzymać widoku krwi.
Harry pochylił się do przodu, by być z mężczyzną twarzą w twarz.

- Z tego, co słyszałem z rozmowy między tobą, a Księciem, zrozumiałem, iż zostałeś tu przez kogoś przysłany. Moje pytanie brzmi, kto cię przysłał i czego chciał od Louisa. Odpowiedz, a zabiję cię tak bezboleśnie, jak to możliwe.

- Nie sądzę, że… - Louis zrobił niepewnie krok do przodu, marszcząc brwi.

- Jeśli nie odpowiesz, będę przekręcał ten miecz, aż pozostawi on naprawdę duży otwór – Harry zagroził, a jego dłoń zaczęła sunąć po rękojeści miecz, który nadal tkwił w udzie mężczyzny. Ten skinął głową.

- Wysłał mnie człowiek z Wielkiej Brytanii. Odwiedziłeś go wcześniej ode mnie i gdy do niego poszedłem, powiedział mi, że masz Księcia i szukasz Skrzyni Stuarta. Powiedział, że jeśli zdobędę od ciebie zarówno Księcia, jak i skarb, wynagrodzi mnie.

Z opisu, jaki usłyszał, Louis szybko powrócił myślami do kapitana, którego odwiedził Harry w Irlandii, nie tak dawno temu. A przecież nie tak dawno, jak w jaskini, Harry powiedział Louisowi, że jego dawny mentor był szalony.

- Kapitan Cowell cię tu przysłał? - pirat zapytał, po czym pchnął miecz mocniej, na co mężczyzna krzyknął z bólu.

- Ta..a..Tak.

- Dlaczego mam ci wierzyć? - Harry pochylił głowę, obracając nieco broń i nawet Louis drgnął na wyobrażenie bólu.

- Nie mam po co kłamać, przysięgam - mężczyzna chrząknął w bólu.

- Kłamiesz teraz. Kapitan Cowell nie mógł cię posłać. Powiedz mi, kto to zrobił teraz, albo zostawię cię tutaj, aż umrzesz z mieczem w nodze.

- Myślę, że on mówi prawdę, Harry – Louis odezwał się. - Kto inny mógłby mu powiedzieć o tym, gdzie byliśmy? Tylko z nim rozmawiałeś wtedy, w Wielkiej Brytanii, prawda?

- Nie, rozmawiałem jeszcze z kimś innym – Harry chłodno odpowiedział. - I nawet, jeśli ten bezużyteczny złodziej boi się mi powiedzieć, to nie ma znaczenia. Wiem, kim on jest i to mi wystarczy.

- Skoro już rozmawiamy, możesz mi wyjaśnić, jak cudem nie jesteś martwy, skoro jeszcze jakieś dwie minuty temu nie żyłeś, po czym wskoczyłeś do akcji tak szybko? - Louis zapytał sarkastycznie.

- Myślałeś, że umarłem? - Harry zakpił, a Louis poczuł, że się czerwieni. Kapitan westchnął, po czym spojrzał na księcia z uśmiechem. - To, że myślisz, iż mógłbym umrzeć tak szybko, mnie zraniło.

- Ale ty… - Louis zamarł, nie wiedząc, co powiedzieć. Podszedł do kapitana i drżącymi dłońmi przeczesał jego włosy. Harry był w porządku. Był cały i zdrowy.

- Jestem wyszkolonym drapieżnikiem, Księżniczko – Harry powiedział znudzonym głosem. - Wiem, jak działa umysł tego, który zabija. Udawanie martwego, kiedy dostało się kulkę w pierś nie jest łatwe, ale do zrealizowania – podniósł ręce by rozpiąć płaszcz i koszulę, po czym pokazał dość szerokie cięcie, którego dokonała zapewne kula.

Blada skóra Harry’ego była lekko podrażniona, ale nie było to nic wielkiego, nawet na tyle, by zostawić jakąkolwiek bliznę. Niezwyciężony Harry Styles kontynuował swoją passę od lat. Nawet wtedy, gdy upadł na ziemię od strzału, która przecież mogła być śmiertelną. A on tylko czekał na odpowiednią okazję, by pokazać, że żyje, co najzwyczajniej stało się nieco wcześniej, bo Louis był w niebezpieczeństwie.

- Sprawa wygląda tak - Harry zauważył, gdy jego ręka przesunęła się po piersi, a na twarzy pojawił się grymas, gdy spojrzał na leżącego mężczyznę. - Szczerze mówiąc, nie byłem przygotowany na zasadzkę, gdy wyszedłem na zewnątrz. Prawie mnie miałeś – jego wzrok był pełen pretensji. - Niestety, nie zrozum mnie źle, ale twój los był przesądzony już od chwili, gdy podniosłeś na mnie broń, niezależnie od twoich zamiarów.

- Które były gówniane już na samym początku – Louis dokończył sucho. - Nie jest pierdolonym przedmiotem, dupku.

- Nazywanie go dupkiem to zbyt dobre, jak na jego charakter – Harry stwierdził. - To żałosny, zakłamany robal. Potrafi tylko kraść i oszukiwać. Nawet w obliczu śmierci nie potrafi mówić prawdy, chociaż został złapany na kłamstwie. Jakie to obrzydliwe – kapitan piratów zaśmiał się ironicznie.

Z napiętym wyrazem twarzy Louis zauważył, jak mężczyzna podnosi głosi, by złapać kontakt wzrokowy z Harry’m, zaciskając zęby.

- Uważam, że to strasznie ironiczne, jak właśnie ty nazywasz mnie obrzydliwym, kiedy to właśnie ty i Książę macie jakieś dziwne sprawy, Styles.

Serce Louisa zabiło mocno, kiedy usłyszał te słowa. Zarówno on jak i Harry zesztywniali w milczeniu.

- Książę nie jest lepszy od najgorszych przestępców! Odrzucił swe oddanie Koronie, swoją własną krew! Tylko po to, by spać z jednym z najokrutniejszych, grzesznych istot, jakie siedem mórz kiedykolwiek widziały. Książę zdradził nie tylko swoją rodzinę, ale takżę cały kraj! Jeśli myślisz, że ja jestem obrzydliwy, to chyba nie chcę wiedzieć, co myśli jego rodzina o nim i tobie, Styles.

Słowa te uderzyły w Louisa mocniej, niż się spodziewał. Naprawdę zabolało.

- Tomlinsonowie myślą, że stracili swego syna z winy piratów, gdy w rzeczywistości on sam oddał się w wasze ręce. Wydaje ci się, że on lubi z tobą przebywać, że jest w stanie porzucić swoją rodzinę tylko po to, by kochać ciebie? Księcia Szkarłatnego Morza? Najbardziej poszukiwanego przez Zjednoczone Królestwo? Obaj postradaliście zmysły.

Nie chcąc tego słuchać, Louis odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Nie wiedział, gdzie idzie, ale nie dbał o to. Musiał uciec od tych natrętnych myśli.

Znów usłyszał dźwięk pistoletu i zadrżał, gdy szedł między drzewami. W ciągu ostatnich czterech tygodni usłyszał wystrzał broni więcej razy, niż w swoim całym, poprzednim życiu. To było szalone, gdy teraz o tym myślał.

Praktycznie zapomniał o swojej rodzinie i wyglądało to tak, jakby właśnie z niej zrezygnował na rzecz życia na One Direction. Naprawdę był obrzydliwy. Słyszał, jak Harry go nawołuje, ale po prostu szedł przed siebie, nie zwalniając nawet na moment.

Jeśli jest coś, co Louis cenił bardziej niż własne życie, to właśnie jego rodzina. Kochał swoje siostry i rodziców tak bardzo, że bolało go, iż w ich oczach był niczym więcej, a zdrajcą.

- Poczekaj! Louis, to ty?

- Liam, opuść broń, to Louis!

Zaskoczony, Louis zatrzymał się i obrócił, po czym dostrzegł Zayna, Liama i Nialla. Liam odłożył broń, nim spojrzał z powrotem na swoich kochanków, którzy siłowali się z koszulą blondyna, by pokryć nią krwawiące ramię Zayna.

Dopiero teraz dostrzegł cztery ciała, leżące u nóg Liama, a widok krwi tak mocno uderzył Louisa, że wręcz zakręciło mu się w głowie. Chciał zapytać, czy wszystko w porządku, ale zamiast tego pokręcił głową i odszedł szybko. Słyszał, że go wołają, ale nie zatrzymał się. Nagle ktoś złapał go za rękę i już miał się wyrwać, kiedy stanął z Harry’m twarzą w twarz.

- Nie możesz tak po prostu iść sam, jesteś głupi w tym momencie. Nie wiem, czy ten facet nie miał jakichś swoich przyjaciół na wyspie. Musisz trzymać się blisko mnie.

- Okej, nieważne, po prostu mnie puść – Louis rzucił, odpychając Harry’ego.

Po prostu patrzył na Harry’ego i zaczynał czuć wyrzuty sumienia. Nie miał wątpliwości, że człowiek, który próbował go zabić, sam jest teraz martwy, to było bardziej, niż pewne. Harry zamarł na chwilę, otwierając usta, jakby już miał coś powiedzieć. Louis westchnął.

- Dlaczego jesteś zdenerwowany? - kapitan piratów zapytał po chwili.

- Jestem zły na siebie, dobrze? Myślę, że mam prawo być – Louis odpowiedział zirytowany. Harry uniósł brwi w zaciekawieniu.

- Zły na siebie? Zwariowałeś? Przecież nie zrobiłeś nic złego!

- On miał rację – Louis wziął głęboki wdech, gdy zacisnął dłonie w pięści. - Moja siostra, moja matka, mój ojciec, wszyscy w domy mnie nienawidzą, muszą być mną naprawdę rozczarowani, Harry. Przez cały czas wmawiałem sobie, że mogę przyzwyczaić się do życia na statku i wszystko będzie w porządku, ale jestem takim cholernym egoistą, że to aż śmieszne! Jestem dziedzicem tronu! - krzyknął, ale oczywistym było, że Harry go nie powstrzyma. Pirat po prostu stał i słuchał. Louis wziął jego milczenie za prośbę o kontynuowanie. - Mam prowadzić cały pieprzony naród przez wiele lat! Mam tak wiele obowiązków, nie tylko wobec rodziny, ale wszystkich tych ludzi w Europie i na koloniach! Wszystko robiłem dla własnej wygody, pomijając najważniejsze dobro i jestem najgorszą osobą na świecie, kurwa! Gdyby mój ojciec mnie zobaczył, powiedziałby jak wielką hańbę przyniosłem. Moje siostry będą wstydzić się nazywać mnie bratem, a moja mama… Gdyby mnie widziała… Ona… - nie potrafił nawet sobie wyobrazić, jak zachowałaby się jego matka. Poczuł, że się rozpada, gdy schował twarz w dłoniach i po prostu się rozpłakał. Czuł się, jakby każdy był przeciwko niemu. - Harry… Jeśli oni wszyscy by mnie teraz zobaczyli, byłbym dla nich martwy.

Zaczął drżeć i wtedy Harry wziął go w ramiona, mocno obejmując i tuląc do swego ciała.

- Nie rozumiem, jakim cudem ktokolwiek na tej planecie mógłby być tobą rozczarowany – Harry powiedział spokojnie, a Louis wziął głęboki oddech i przymknął oczy.

Czuł się bezpiecznie w ramionach Harry’ego i gdy kapitan trzymał go tak blisko, po prostu trwał i milczał.

- Jeśli ktokolwiek z nich myśli o tobie w taki sposób, to po prostu na ciebie nie zasługuje, Louis.

Jego słowa uderzyły jak piorun w księcia, który potrząsnął głową i otworzył usta, by zaprotestować.

- Nie, Harry, to nie…

- Po prostu nic nie mów i posłuchaj mnie, dobrze? - przerwał mu Harry.

- Okej – Louis odpowiedział po kilku sekundach ciszy.

- Ty naprawdę nie zrobiłeś nic złego. Zaufaj mi, zrobiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny i rozumiem, jak to jest myśleć, że twoja rodzina cię nienawidzi. Jak to jest, gdy wszyscy uważają cię za najgorszego człowieka na tej planecie. Ale musisz mi uwierzyć, kiedy mówię, że twoja rodzina nie będzie czuła wobec ciebie nic innego niż miłość. Możesz wierzyć mi na słowo, bo w przeciwieństwie do mojej, twoja rodzina nadal żyje i możesz ją zobaczyć. Ja nie mam pojęcia, czy moja mama i siostra byłyby w stanie spojrzeć mi w oczy po tym, co zrobiłem.

Jego słowa sprawiły, że Louis zaczął czuć się winny, ale nie miał zbyt wiele czasu, by o tym myśleć, bo Harry kontynuował wypowiedź.

- Louis, jesteś najbardziej wyrozumiałą i najmilszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem w moim życiu. Zmieniłem twoje życie w piekło, co mi wybaczyłeś i dzięki temu nadal potrafię spojrzeć na siebie w lustrze. Zraniłem cię więcej razy, niżbym chciał, a mimo to, wszystko mi przebaczyłeś. Byłeś gotów zacząć od nowa. Jesteś współczujący i otwarty, sympatyczny i pocieszający, i jesteś doskonały. Nienawidzę tego, że możesz myśleć inaczej. Kocham cię zbyt mocno, by móc patrzeć jak przechodzisz przez coś, z czym ja mierzę się każdego dnia.

Louis natychmiast przytulił go mocno, chowając twarz w ramieniu Harry’ego, jednocześnie walcząc ze łzami, cisnącymi się do jego oczu. Dwójka stała tak przez parę chwil, z ramionami owiniętymi wokół siebie i książę naprawdę przestał czuć do siebie obrzydzenie. Harry go kochał, chociaż go nie znał. Wiedział, że ostatnim razem niemal stracił szansę, by dać Harry’emu odpowiedź.

- Powiedziałeś wcześniej, że mnie kochasz, a ja ci nie odpowiedziałem, prawda? - Louis zapytał cicho i poczuł, jak ciało Harry’ego napina się na tę wzmiankę. - Cóż, Harry Stylesie, nie mogę dokładnie powiedzieć, że też cię kocham, to denerwujące. Naprawdę nie wiem, co jest ze mną nie tak, ale jeśli dałbyś mi trochę czasu, myślę, iż mógłbym pokochać cię równie mocno – powiedział z uśmiechem, wpatrując się w młodszego mężczyznę. - Wiem, że to może nie być dla ciebie wystarczająco dobre, ale…

Jego słowa zostały przerwane przez usta Harry’ego, który pocałował go stanowczo. Pocałunek trwał kilka sekund, po czym Harry odsunął się i uśmiechnął się szeroko.

- Dziesięć lat czekałem na ciebie. Myślę, ze mogę poczekać jeszcze parę miesięcy.

- Nie jestem wyjątkowy.

- Dla mnie jesteś.

Louis zaśmiał się cicho, a jego policzki zapłonęły czerwienią, gdy zsunął dłonią w dół, aby złapać Harry’ego za rękę. W momencie, kiedy jego śmiech ucichł, wrócił myślami do rodziny. Wiedział, że nie może zatrzymać się na pokładzie One Direction na stałe, póki nie zobaczy swojej rodziny chociaż raz.

- Chcę wrócić do domu – wymamrotał. Wiedział, że brzmiał jak dziecko, ale nie dbał o to. Spuścił wzrok na podłogę, nie potrafiąc tym razem spojrzeć Harry’emu w oczy.

Tęsknota doprowadzała go do obłędu. Był świadom, że gdy wróci do domu, to będzie musiał zostawić Eleanor. Zostawi statek, załogę, Danielle, Liama, Nialla i Zayna, a przede wszystkim, zostawi Harry’ego.

Nawet jeśli tak musiało być, wiedział, że musi zobaczyć się z rodziną tak szybko jak to możliwe. Tak długo był z dala od nich, iż mimo uspokajających słów Harry’ego musiał upewnić się, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli oznaczało to późniejsze rozstanie.

Zielone oczy Harry’ego, zwykle zimne i puste, w tym momencie emanowały spokojem i szczęściem, gdy kapitan skinął głową w zrozumieniu.

- Cokolwiek zechcesz, Księżniczko.

Louis ponownie odetchnął ciężko, nim ukrył twarz w ramieniu Harry’ego, a ten przytulił go mocno do siebie.

- Dziękuję, Harry.
* Słońce zaczynało świecić silniej, niż wcześniej, gdy tylko sięgnęło zenitu. Louis nie mógł odciągnąć swej uwagi od pogody, która zmieniała się tak szybko. Zauważył małą, obskurną łódź, którą wziął za łódź ratunkową. Wyspa była coraz bliżej, a Harry był dziwnie milczący na temat tego, czego tu szukał.


Po prostu patrząc na nią, nawet w oddali widać było, że wyspa była pozbawiona życia ludzkiego. To fakt, że Louis był nieco nieufny względem intencji załogi. Zatrzymali okręt, a książę wpatrywał się z zainteresowaniem w Harry’ego, który rozdzielał obowiązki i wybierał tych, którzy pójdą z nim na wyspę.

Kiedy podszedł do niego, tylko siedemnastu z nich zostało wybranych i Louis miał pewność, że będzie jednym z nich, mimo wyraźnego niezadowolenia Harry’ego. Jego oczy przesunęły się w lewo, gdzie zobaczył dwie pozostałe łodzie, dryfujące niezbyt daleko od miejsca, w którym on, Harry, Zayn, Niall i Liam się znajdowali.

Niall i Liam umieścili swe drewniane wiosła i obaj natychmiast odebrali pomoc od Zayna, który stał zaraz przy nich. Louis obserwował, jak trójka wszystko robi jednocześnie, a ich nogi pracując w tym samym tempie. Wydawało się, że zawsze tak było, ale jeśli historia Liama i Zayna zaczyna się wtedy, gdy Niall pojawił się na pokładzie, oczywiste było, że to nie są tylko przyjaciele.

- Czy oglądanie relacji Zayna i Liama było dla ciebie dziwne, Harry? - bezmyślnie zapytał, po czym wystawił nogi za burtę i ześlizgnął się na wilgotny piasek, po czym odwrócił głowę w stronę kapitana.

Louis odczekał chwilę, jego niebieskie oczy obserwowały Harry’ego, gdy młodszy mężczyzna w milczeniu studiował cienki arkusz papieru w jego dłoni. Zimna fala wody oblała nogę i Louis skrzywił się, gdy okazało się, że został zignorowany.

- Zadałem pytanie - lakonicznie poinformował, chociaż Harry nadal nie zwrócił na niego uwagi. - Wciąż jesteś zły, bo nie słuchałem cię wcześniej? - Louis zapytał z założonymi na piersi rękami. - Powiedziałem, że mi przykro, tak?

Jego ton był sarkastyczny i wiedział, że puste przeprosiny są wbrew poleceniom Harry’ego. Kiedy ten nie odpowiedział, Louis zanucił fałszywie:

- Czy chcesz, bym zapytał jeszcze raz, bo nie byłem wystarczająco głośny? Jeśli chcesz - starał się pozostać niewinnym, ale nawet wtedy Harry nie uniósł głowy, przez co Louis westchnął. - Harry, zadałem ci pytanie – powtórzył znudzony.

- A ja zdecydowałem się ci nie odpowiadać – Harry rzucił szybko. Książę zmarszczył brwi.

- Wow, sprawdź swoje nastawienie. Nie byłem taki poważny! - Louis natychmiast odparował, lekko zirytowany, podczas gdy mierzył kędzierzawego mężczyznę, który spieszył się, by skupić się na swojej pracy.

Ich oczy spotkały się i Louis zorientował się, że tęczówki kapitana straciły ten swój blask.

- Wszystko w porządku? Zjadłeś wystarczająco dużo śniadanie? A może Dusty powiedziała, że już cię nie kocha?

W przeciwieństwie do tego, co sobie wyobrażał, Usta Harry’ego nie wykrzywiły się w uśmieszku i kapitan nie zaczął komentować dowcipu. Jego twarz pozostała poważna i Louis stwierdził, że jego zdezorientowanie rośnie. Harry prychnął, przerywając kontakt wzrokowy i odwracając głowę.

- Tylko dlatego, że pozwoliłem ci tu być, nie znaczy, że dam robić z siebie durnia, księżniczko. Wydaje mi się, że ciągle zapominasz, iż jestem nie tylko piratem, ale też kapitanem piratów. Ostrzegałem cię przed przekroczeniem granicy, ale nie słuchasz. Cóż, tak długo jak tu jesteś i jesteś częścią mojej załogi, masz słuchać moich rozkazów, niezależnie, czy chcesz, czy nie.

- Żartujesz, prawda? - Louis odparował natychmiast, nie mogąc w to uwierzyć.

- A wyglądam, jakbym żartował? - Harry spytał retorycznie. On z reguły zawsze był poważny, ale nigdy aż tak. Poprawiając kapelusz, zmierzył Louisa wzrokiem. - Chcę coś, co tutaj jest i twoje żarty są bynajmniej nie na miejscu. Jesteś teraz w zmowie z piratami, księżniczko. Nie z każdym piratem, a z moimi piratami. Weź się w garść - Harry odwrócił się i zaczął zbliżać się do większej grupy piratów. Louis nie był przygotowany na taką reakcję.

- Weź się w garść? Jesteś cholernie poważny, Curly? - książę zapytał, ruszając za Harry’m. Sposób, w jaki sformułowane były jego słowa sprawił, że wydawało się, iż Harry nie traktuje go poważnie. Pirat zignorował go jeszcze raz i Louis wydał sfrustrowany jęk. Nawiązał kontakt wzrokowy z Danielle i Zaynem, którzy także wydawali się być świeżo po kłótni, a następnie z Eleanor, która szła u boku Liama, z pochyloną głową.

Kiedy Harry zatrzymał się, Louis niedbale i celowo zderzył się z ramieniem pirata, nie szczędząc mu spojrzenia, po czym zerknął w tył, gdzie Niall uśmiechał się nieznacznie. Ten, w przeciwieństwie do Louisa, nie starał się ukrywać zadowolenia z tego, co zrobił książę, chociaż reszta załogi zdawała się w ogóle nie być tym zainteresowana. Odwrócił się ponownie, by spojrzeć na Harry’ego.

W tym momencie wydawało się, że wszystkie rozmowy i krzyki ucichły, a wszelka uwaga skupiła się na kapitanie. Irytacja zniknęła z jego twarzy, lecz Louis był w stanie wyczuć rosnące napięcie. Sprawa była poważna.

- W porządku. Wszyscy wiecie, że marnujemy nasz czas na tej wyspie, by coś znaleźć – Harry mówił wyraźnie, krzyżując ramiona na piersi. Wyglądało to tak, jakby to był jego czas, aby pojawić się w obliczu prowadzenia własnej załogi. Louis przygryzł dolną wargę, gdy obserwował kapitana, który spoglądał surowo na swoich ludzi. - To coś nazywa się Skrzynią Stuarta i według moich źródeł, jest gdzieś na wyspie – przerwał na chwilę, by zerknąć na Louisa, ale ten był tak zmrożony, że nie był w stanie się ruszyć. Kontynuował. - Dzięki, Liam, za radę, bym udał się do dobrego źródła, bo gdyby nie to, nadal dryfowalibyśmy bez celu.

- Nie ma sprawy – Liam skinął głową. Harry sięgnął do kieszeni i wyjął plik pomiętych kartek. Rozłożył je i przyjrzał się im dokładnie.

- Myślę, że powinniśmy z tym skończyć. Im szybciej znajdziemy skarb, tym prędzej opuścimy wyspę. Standardowe zasady polowania są do zastosowania, jeśli nie chcecie zostać zastrzeleni.

W chwili, gdy skończył, jak na sygnał, załoga skręciła w prawo i zaczęła chodzić po plaży, kierując się w ciemną roślinność. Louis zawahał się, odwracając się, by spojrzeć na Harry’ego.

- Nie zamierzasz mi podziękować za to, że na ciebie czekam? - Louis spytał, gdy kapitan ruszył do przodu. Słowa księcia nie sprawiły, że zwolnił czy zatrzymał się, ale przynajmniej na niego spojrzał.

- A chcesz, żebym to zrobił? - zapytał, oblizując wargi. Louis spuścił wzrok na jego usta.

- To byłoby niegrzecznie, gdybyś nie zrobił. Pirat, czy nie – odpowiedział monarcha, obserwując reakcję Harry’ego, a kiedy zobaczył nikły uśmieszek, westchnął. - Masz wahania nastrojów, Harry?

- Sprawiasz, że bycie liderem jest naprawdę trudne – kapitan pokręcił głową. Louis parsknął, krzyżując ręce na piersi.

- Ponieważ przetrzymywanie księcia jest idealnym znakiem lidera dla kędzierzawego, śmiercionośnego, niesławnego pirata, prawda?

- Tylko w moim życiu – Harry powiedział beznamiętnie.

- Tylko dlatego, że jestem trochę głupi, nie znaczy, że nie potrafię ocenić, jak wpływasz na swoich ludzi. Dorośnij, Harry.

Wraz z tymi słowami, podskoczył na widok kłody. Podrapał drzewo, po czym zdmuchnął pył ze swoich dłoni. Obrócił się, by spojrzeć na Harry’ego, który stał nieco z tyłu. Wtedy dostrzegł wielką cieć pająka, zaledwie kilka metrów od miejsca, w którym stał.

- Boisz się pająków, Haz? - zapytał z ciekawości.

- Kiedy byłem młodszy.

- Och, przez co to się zmieniło?

- Przez mój pobyt na LionHeart – Harry odpowiedział spokojnie.

- W jaki sposób? Co zrobiłeś? Magicznie obudziłeś się pewnego dnia i zdecydowałeś, że już się nie boisz?

Perspektywa nie była zbyt szalona biorąc pod uwagę, jaki był Kapitan Styles, budzący największy postrach wśród piratów na morzach świata, który jednocześnie miał słabość do rudego kota w swoim gabinecie.

- Nie – Harry pokręcił głową. - Kapitan Cowell ma swoje własne sposoby na zniszczenie drobnych niedociągnięć, jak te. - Dlaczego pytasz? Boisz się pająków?

- Chciałem tylko wiedzieć… - Louis rozejrzał się dookoła. - Nie, nie boję się. Moje siostry tak. Pamiętam, jak kiedyś znalazłem jednego, małego i goniłem z nim za Lottie.

- Jesteś okrutny – Harry stwierdził, mrużąc oczy. - Gemma robiła to samo względem mnie. Wiesz, jak straszne to jest?

- Twoja siostra ścigała cię z pająkiem, Curly? Wow, jak wiele osób o tym wie? - Louis uśmiechnął się do niego z rozbawieniem.

- Zdecydowaliśmy się zachować to w sekrecie – Harry odpowiedział, na co książę zachichotał.

To nie było tak, że on jest kimś ważniejszym, by móc o tym wiedzieć. Ale podobało mu się to, gdy Harry opowiadał mu o swojej rodzinie w sposób pozytywny. Gdy Harry to robił w sposób melancholijny, Louis czuł się nieswojo i niespokojnie.

- Jeśli znów gramy w pytania, chciałbym się upewnić… Charlotte jest najstarszą z sióstr, prawda? Lottie?

- Tak – Louis skinął głową. - Potem jest Fizzy.

- Jej pełne imię to Felicite?

- Dokładnie. Wow, Harry, jesteś dobry w pamiętaniu takich rzeczy – Louis powiedział, na co otrzymał ironiczną odpowiedź.

- Twoja rodzina chce mnie zabić, dobrze pamiętam? Jestem pewien, że znam nazwiska większej liczby monarchów w Europie, niż ty.

- Każdego jednego w Świętym Cesarstwie Rzymskim?

- Podaj stan, a dam odpowiedź – Harry rzekł z uśmiechem na ustach, jak dorównał Louisowi kroku.

- Jak wielu w Europie chciałeś mieć?

- Jeśli uprawiałbym z nimi wszystkimi seks, już dawno umarłbym z wyczerpania.

- Jesteś uosobieniem komedii, Harry. Powinieneś pisać sztuki, w razie gdyby kariera pirata się skończyła – Louis zaśmiał się szyderczo się do bruneta.

Wystarczyło oglądać go, gdy się śmieje, by przypomnieć sobie, jak ciężko było odróżnić Harryego od Kapitana Stylesa.

- Masz skłonność do śmiechu i uśmiechu, gdy pokazuję niechęć do żartów - Louis rzekł, na co Harry zerknął na niego krótko.

- Bo Twoje reakcje są słodkie, Księżniczko.

- Jestem pewien, że nie śmiejesz się z niczyjej innej reakcji, oprócz mojej.

- Co?

- Kapitanie Styles, masz do mnie słabość. Przyznaj się – Louis zanucił, potrząsając gałązką, która akurat wisiała nad jego głową.

Zatrzymał się, gdy zauważył, że załoga stoi przed jakąś jaskinią. Rośliny pokrywały jej ściany. Wnętrze było całkowicie ciemne i nawet, gdyby Louis zmrużył oczy, nie byłby w stanie nic zobaczyć.

- Więc ten skarb, czy coś, jest w środku tej jaskini, tak? - Louis natychmiast zapytał, kiedy obaj szli w stronę Nialla i Zayna. Zayn poruszył głową na ramieniu swego chłopaka.

- Nie wiem, szczerze mówiąc. I pozwolę Liamowi oraz Harry’emu sobie z tym radzić na własną rękę. Także to jest skrzynia.

- Skrzynia jest kufrem – Louis mruknął, a Zayn natychmiast uniósł ręce w geście obrony.

- Mój błąd, Wasza Wysokość.

- Tak, jeśli mam rację, to skrzynie i kufry to to samo? - Niall zaśmiał się, patrząc na Louisa w oczekiwaniu na odpowiedź. Zayn przewrócił oczami.

- To rzecz, której wszyscy będziemy szukać… To się nazywa Skrzynia Stuarta, prawda?

- Tak, jestem pewien, że tak się nazywa – westchnął Niall.

- Tak, to jest to. Harry chciał go od miesięcy - po tych słowach, Zayn spojrzał na Harry’ego, który mówił coś Liamowi. Louis zerknął na nich, po czym przemówił, nie odrywając wzroku.

- Co jest w nim takiego szczególnego?

Nie pamiętał nic o skrzyni lub jakiejś legendy o Stuartach. Jeśli miał rację, jedynie Królowa została oskarżona o zamordowanie swojego ojca na tronie, chociaż była osiemnastolatką… Ona sama została zamordowana nie zbyt długo po tym, jak objęła tron, a ona nie nie miała żadnych dzieci. Louis był też pewien, że ród Stuartów ma jakiś związek z jego rodziną. Idąc aż do Lottie, Fizzy, Daisy i Phoebe. Nie wiedział jednak nic o skrzyni, czy czymś podobnym.

- Nie mam pojęcia - Niall odpowiedział.

Zayn nic nie powiedział, a jego oczy wciąż wpatrywały się w Harry’ego i Liama, gdy ci dwaj ruszyli do jasnini z latarniami.

- Myślę, że czas już iść – blondyn mruknął, łapiąc Zayna za rękę i ciągnąc go za sobą. Książę szybko ruszył za nimi, a chwilę potem wszyscy znaleźli się w wilgotnej jaskini. Widział z przodu Danielle i Eleanor, które obejmowały sie mocno.

Tempo Liama ​​z jego podniesioną latarnią sprawiło, iż znalazł się na czele grupy, prowadząc ją w dół tunelu, podczas gdy Harry cofnął się w tył, przez Louis zdziwił się, bo przecież to Harry był kapitanem. Odwrócił się do Nialla, by o to spytać.

- Czy to ma sens, że Harry jest z tyłu, a Liam z przodu? Czy to nie Harry jest liderem?

- Jestem pewien, że to jest w przypadku ataku czy coś - Niall krótko wyjaśnił, po czym spojrzał na Harry’ego, zanim uniósł wzrok z powrotem do Louisa. - Liam podjął się przyjęcia ataku jako pierwszy, potem Zayn, dlatego, że jest w środku, a następnie plecy Harry’ego w przypadku, gdyby coś poszło nie tak.

- Ciekawe, ale nie bardzo skuteczne, jeśli ktoś zdecydował się na atak od tyłu?

- To miejsce jest opuszczone, więc wątpię – Niall zaśmiał się krótko. Louis pokręcił głową.

- Jesteś piratem i jesteś tak niedbały. Dobre, jak na ciebie, Niall.

- Sarkazm?

- Nie, jesteś rzeczywiście najciekawszym piratem, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Zaufaj mi. Nigdy nie spotkałem się z piratem, który ma tak zrelaksowany pogląd na niebezpieczeństwo.

- Jesteśmy pierwszymi piratami, jakich spotkałeś! - Niall uderzył go w ramię.

- Oh, tak. Zapomniałem - Louis parsknął śmiechem. - Ale szczerze mówiąc, jestem pewien, że jeszcze kiedyś spotkam piratów, zupełnie jak ty.

- Nigdzie nie znajdziesz drugiego Nialla Horana, szlachetnego pirata, więc jestem w stu procentach pewien, że masz rację, Wasza Wysokość.

Szlachetny pirat. Było to niewiarygodne, ale prawdziwe. Niall porzucił wszystko, aby być z Zaynem i Liamem, a ich cała historia brzmi nierealnie, biorąc pod uwagę zakres ich związku. Jak przejść od bogactwa do zera, tak szybko? Niall powiedział mu, że pewnego dnia zrozumie. Miał nadzieję.

Zmarszczył brwi i spojrzał w górę, gdzie Liam stał i teraz zauważył, że tunel ma dwa odrębne korytarze. Jakieś szepty zaczęły rozlegać się w jaskini, na co Liam odchrząknął.

- No, to jest to, gdzie mapa każe nam iść, ale jaskinia jest podzielona… - urwał niepewnie.

Louis nie mógł nie zauważyć, jak głowy wszystkich skinęły w zgodzie, po czym zerknęli na Harry’ego. Minęło kilka sekund, zanim Harry ruszył do przodu, aby obejrzeć dwa korytarze w jaskini. Louis z zaciekawieniem spoglądał na kapitana piratów.

Każdy zachowywał się bezgłośnie, obserwując poczynania Harry’ego, kiedy schylił się, by coś podnieść, a następnie rzucił kamień w obydwa wejścia. Rozległo się puste echo, po czym pirat obrócił się do zgromadzenia.

- Ten po lewej jest węższy. Większość idzie prawym, mniejszość skręca w lewo. Ja idę lewym, reszta decydujcie za siebie.

- Idę z kapitanem! - Niall zapowiedział głośno i Harry natychmiast westchnął, jak Zayn i Liam zeszli na bok, nie chcąc zostać rozdzielonymi.
Eleanor spojrzała przelotnie na Louisa, po czym została pociągnięta w prawo przez Danielle. Książę skinął głową, uśmiechając się delikatnie. Następnie spojrzał na Harry’ego wyczekująco i wzruszył ramionami, sygnalizując, że idzie z nimi.

- Czy to naprawdę taki dobry pomysł, aby kapitan, pierwszy oficer i ty szli z jednej strony, a reszta załogi z drugiej?

- Jestem zaszczycony, że myślisz o mnie tak bardzo, że mam swój własny tytuł, Księżniczko -. Zayn uśmiechnął się. - Ale to jest po prostu spacer po jaskini, Harry wie, co robi. Każdy jest w stanie walczyć, jakby co. Nawet Eleanor prawdopodobnie mogłaby zdjąć kogoś, kto przewyższa jej rozmiar dwukrotnie! Widziałeś jej walkę? Pft, dziewczyna jest jak ukryta bestia!

- Ona nie może nawet mówić bez płaczu, a co dopiero odebrać broń? - Harry przerwał, jak dorównał kroku Louisowi z grymasem na ustach. Z rozbawieniem, Zayn podniósł ręce w obronie.

- Mój błąd, Hazza. Ale nigdy nie wiadomo, rozmawiałem z nią wiele razy, bez łez i dziewczyna umawia się z Danielle. Jestem pewien, że podłapie co nieco z tyh zapalczywości.

- Nie.

- Albo i nie - Zayn skwitował. - Tak czy inaczej, myślę, że Liam i Niall mnie wołają, do widzenia - przyspieszył kroku, aby dogonić swoich chłopaków.

Fakt, mówił tak niemiło o Eleanor, ale Louis wiedział, że nic teo nie zmieni. Louis skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał z zaciekawieniem na pirata.

- Jak dokładnie dowiedziałeś się za pomocą kamienia, który tunel jest węższy?

- Wsłuchiwałem się w echo, księżniczko – Harry prychnął. - Myślałem, że będziesz to wiedział, biorąc pod uwagę twoją prestiżową edukację.

- Och, zamknij się! - Louis sapnął z irytacją, po czym uderzył pirata lekko w ramię.

Oczywiście nie mogąc przewidzieć tego ataku, Harry potknął się i w ostatniej chwili złapał Louisa, by się przytrzymać. Louis chrząknął, kiedy został przyciągnięty do wyższego mężczyzny i nie było między nimi żadnej odległości. Harry poprawił kapelusz, po czym jego oczy spotkały się z Louisa.

W głowie usłyszał jak Liam mówi do Zayna i Nialla, że muszą czekać na tę dwójkę, ale cała uwaga Louisa spoczywała na Harry’m, który obserwował go z uśmiechem.

- Nie masz pojęcia, jak wiele dla mnie znaczysz - Harry westchnął. Louis poczuł, że jego twarz robi się gorąca.

- Chyba nie - niechętnie odpowiedział, gdy nieco się wyprostował, choć Harry wciąż opierał się na jego ramieniu.

- Ale masz jakiś pomysł, prawda? - brunet spytał poważnie.

Louis poczuł nagłą zmianę nastroju rozmowy i wiedział, że nadszedł czas, aby wyciągnąć pewne wnioski. Potrząsnął głową, próbując wyrwać rękę z uścisku Harry’ego.

- Jeśli naprawdę chcesz, aby twoje uczucia wyszły na jaw, czyny mówią więcej niż słowa, w porządku? Zwłaszcza, gdy nie zostały nawet powiedziane słowa… Wszystko, co zrobiłeś oczekuje, że domyślę się automatycznie. Nie jestem jasnowidzem, Harry.

- Nie możesz być aż tak nieświadomy, księżniczko - Harry zamrugał, a jego uścisk się rozluźnił.

- Rozwiąż to samemu. Czy jestem nieświadomy lub nie, nie znaczy nic, bo jeśli naprawdę chcesz, bym wiedział, to mi to po prostu powiesz – Louis westchnął, nim ponownie ruszył do przodu.

- Kocham cię.

Louis zatrzymał się w pół kroku i niemalże potknął się o duży kamień. Złapał go i szybko przeczesał dłonią włosy, a jego umysł natychmiast odrzucił słowa, które spowodowały, iż zamarł. Jego serce biło gwałtownie i Louis chciał się odwrócić, by stawić czoła tamtemu mężczyźnie, ale nie był w stanie się ruszyć.

- Ty nie…

- Nie waż się, kurwa, mówić mi, co robię i czuję. Nie pozwolę ci na to, Louis!

Gula zaczęła formować się w jego gardle i książę zorientował sie, że nie oddycha prawidłowo. Westchnął zirytowany, po czym wreszcie zdołał się obrócić i stanąć z Harry’m twarzą w twarz. Nie wiedział, co ma powiedzieć, widząc błyszczące, zielone oczy pirata.

- Nie słyszałeś mnie? Powiedziałem, że cię kocham. Jesteś niesamowity, Louis. Jesteś więcej niż niesamowity, do cholery, nie potrafię nawet opisać tego, jak idealny jesteś dla mnie, okej? Mówiłem ci, że podobałeś mi się przez długi czas i nadal mi się podobasz. Nigdy nie przestałem cię kochać i wiem, że nieważne, jak bardzo będę się starał, już nigdy tego nie zatrzymam – Harry powiedział, wpatrując się w Louisa, który starał się przeanalizować słowa.

- Słyszę cię, Harry – Louis wziął głęboki oddech. - Naprawdę cie słyszę, ale nie wiem, czy to, co mówisz jest prawdą. Jak możesz mówić, że mnie kochasz, skoro praktycznie mnie nie znasz? - Louis powiedział cicho.

To prawda. Znali się może z miesiąc. Czy to wystarczająco czasu, by kogoś pokochać? W bajkach książę i księżniczka zakochiwali się w sobie już po jednym pocałunku, ale to było w książkach. W prawdziwym życi wyglądało to całkiem inaczej.

- Wiem, że boisz się pokazać wszystkim prawdziwego siebie – Harry bronił się, marszcząc brwi. - Nie możesz zaprzeczyć.

Książę spuścił głowę, gdy przypomniał sobie wszystkie rozmowy z Harry’m, kiedy wyznawali sobie różne szczegóły swego życia. Zorientował się, że wciąż stoi przed mężczyzną, który zadał mu pytanie, na co zagryzł dolną wargę w milczeniu. Co miał powiedzieć? Nigdy wcześniej nie byl w takiej sytuacji.

Wiedział, że dziewczyny w całym królestwie na niego leciały, ale Harry zbliżył się do niego w tak poważny sposób i Louis po prostu wiedział, że nie jest w stanie odwzajemnić tego uczucia tak szybko, jakby kapitan tego chciał.

- Nic? Nie masz mi nic do powiedzenia? - Harry zaśmiał się sucho, po czym zaczął się cofać. - W porządku. Tak myślałem.

- Harry, to nie tak… - Louis złapał go za ramię, chcąc go zatrzymać. Harry odsunął się, a jego oczy zabłysły, gdy napotkał spojrzenie księcia.

- Nie martw się, księżniczko. Obiecuję, że po tym, jak zdobędę skrzynię, zawiozę cię z powrotem do Anglii – jego głos był pusty do tego stopnia, że Louis nie wiedział, co może zrobić.

- Czekaj, co? - Louis zapytał z niedowierzaniem, bo nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

Skinąwszy głową, Harry nie powiedział już nic więcej, a jedynie ruszył w stronę światła, które tliło się przy wyjściu z jaskini.

- Co masz na myśli? Zabierasz mnie z powrotem do Londynu? - książę zapytał, gdy dogonił kapitana.

- Nie jestem wystarczająco dobry, aby cię tu zatrzymać, a nie chcę cię, jeśli masz po prostu tęsknić – powiedział szczerze.

Dopiero teraz Louis zrozumiał. Uczucia Harry’ego były prawdziwe. Były od momentu, gdy zdjął mu z szyi łańcuch. Książę nie mógł w to uwierzyć. Czy naprawdę ma do czynienia z tą samą osoba, którą poznał miesiąc temu? Czy to ten sam Harry Styles, który trzymał go w celi? Ten sam Harry Styles, który bezlitośnie zabił człowieka na jego oczach? Czy to ten sam Harry Styles, który torturował go przez cztery dni za to, że chciał uciec?

Harry zmienił się w jego oczach i nie miał pojęcia, kiedy to się stało. Czy to w ogóle możliwe, by osoba zmieniła się tak szybko? Fakt, to Louis był powodem, dla którego Harry tak diametralnie się zmienił, ale przerażało księcia to, że uczucia Harry’ego były prawdziwsze, niż kiedykolwiek.

Harry kiedyś miał tylko trzy osoby w jego życiu, które kochał tak bardzo. Dwie zniknęły i tylko jedna pozostała. Myśl, że ta jedna, jedyna osoba nie chce mieć z nim nic wspólnego, prawdopodobnie zabijała kapitana od środka. Louis poczuł ukłucie w sercu.

- Harry – powiedział zbolałym głosem.

Nie miał pojęcia, czy go słyszał, czy nie, ale Harry szedł dalej dalej do wyjścia z jaskini, nie zamierzając wrócić po Louisa. Książę wiedział, że musi dołożyć wszelkich starań, aby móc wyjaśnić wszystko.

- Harry! - Louis zawołał głośniej, przyspieszając kroku. Harry wyszedł z jaskini i Louis poczuł, że jego irytacja rośnie, gdy został tak bezczelnie zignorowany.

Louis otworzył usta, by ponownie zawołać kędzierzawego kapitana i w tej chwili dźwięk strzały rozbrzmiał w jego uszach, a jedyne, co książę zarejestrował, to ciało Harry’ego, upadające bezwładnie na ziemię.

Kolejny strzał przeszył powietrze i Louis zamarł, nie potrafił wydobyć z siebie nawet słowa. Jego nogi same poprowadziły go do leżącego na brudnej ziemi Harry’ego, który znajdował się tuż przy wejściu do jaskini.

Upadł na kolana u boku kapitana, a jego zdenerwowanie zawładnęło nim do granic możliwości mimo, że starał się zachować trzeźwy umysł. Dotknął dłonią czoła młodszego mężczyzny.

- Harry, wszystko w porządku? Harry, chodź – wypowiadał Louis przez zaciśnięte zęby, biorąc w dłonie ciężką głowę pirata. Nie było możliwości, aby Harry nie był w porządku. Harry musiał być w porządku.

Kliknięcie pistoletu zabrzmiało w powietrzu i Louis natychmiast poderwał się w górę, obracając się w stronę, z której dobiegał hałas. Jego oczy spotkały się ze wzrokiem innego mężczyzny, który wyszedł właśnie z gęstwiny roślin, trzymając pistolet w ramach obrony.

- Książę Louis Tomlinson z Wielkiej Brytanii! Miło cię widzieć.
*- Byliście przyjaciółmi z korzyściami.


Słowa te wyszły z ust Louisa powoli i nie brzmiały dość pochlebnie. Liam skrzywił się, natomiast Zayn nie wyglądał na zawstydzonego. Pierwszy oficer One Direction westchnął i spojrzał na ocean.

- To dla ciebie dziwne? Wydawało mi się, że byłoby… Ah, Zayn, czemu mu powiedziałeś?

- Dziwne? - Zayn odezwał się z uśmiechem na ustach, gdy patrzył na Louisa, który już miał zamiar się bronić, lecz szybko zrezygnował. Malik, nie mogąc się powstrzymać, zaczął śmiać się z wyrazu twarzy księcia. Louis zacisnął usta i uderzył go w ramię.

- W porządku, przyznaję, to jest po prostu trochę dziwne - Louis wyznał niepewnie, po czym spojrzał na Liama, a ten skinął głową. - Nie, żebym was osądzał, czy coś.

- Ty mały kłamco - Zayn prychnął, krzyżując ramiona na piersi, zanim spiorunował Louisa wzrokiem. - Osądzasz nas.

Louis nie mógł powstrzymać się przed wybuchem śmiechu. Rozmowa z Zaynem i Liamem była bardziej orzeźwiająca, niż mógł sobie wyobrazić, zwłaszcza po trzech ostatnich dniach, wypełnionych mgłą i deszczem. Był zmuszony wówczas siedzieć w kabinie Harry’ego.

Oczywiście, to było prawdopodobnie dobre dla Louisa, biorąc pod uwagę, jak by skończył uderzając twarzą o maszt, gdyby poślizgnął się na mokrym pokładzie. Jednak siedzenie w pokoju kapitana było nudne i w jego gabinecie też było nudno, ale na szczęście Dusty sprawiała, że jakoś to znosił.

Dziś deszcz ustał, dzięki czemu książę planował odwiedzić Eleanor i porozmawiać z nią prywatnie o rzeczach, które męczyły jego umysł w ostatnim czasie. W efekcie pobiegł do Zayna i Liama, po czym rozmowa jakoś sama się rozwinęła.

- Ale hej, nie obchodzi mnie, jeśli osądzasz. Nie jestem zamierzam się obrazić na kogoś, kto krytykuje ludzi za rodzaj peruki, jaki noszą – Zayn powiedział, na co Louis przewrócił oczami.

- Nie robiłem tego.

- Oh, mój błąd. Krytykowałeś ich za rodzaj sukienek, jakie nosili. Wybaczysz mi, Wasza Wysokość?

- Dobra, dość tego sarkazmu, zanim zemdleję - Liam machnął dłonią w kierunku Zayna. Brunet zacisnął usta w odpowiedzi. Louis oparł się plecami o drewnianą półkę.

- Bycie przyjaciółmi z korzyściami jest w rzeczywistości bardzo interesujące, jak na sposób rozpoczęcia znajomości, skoro rozmawiamy już szczerze – powiedział luźno.

- To nie tak się zaczęło – Liam oblizał wargi z dezaprobatą. - Mieszasz.

- Nieee, jestem pewien, że właśnie tak to się zaczęło.

- Mów, co chcesz. A na koniec dnia Harry pobłogosławił nasz związek, a nawet pomógł nam go rozwinąć, więc ssij, albo i nie, bo wiem, że jedyną rzeczą jaką chcesz ssać, jest dosłownie przytwierdzona do Harry’ego.

- Zayn.

- Co?

Mrużąc oczy, Louis walczył z rozdrażnieniem, gdy Liam skarcił Zayna, chociaż szeroki uśmiech nie znikał z jego twarzy.

- To takie typowe dla ciebie, że przytaczasz Harry’ego. Prawie przewidywalne - Louis krótko zauważył, próbując pozostać tak spokojnym, jak to możliwe. Usta Zayna wygięły się w uśmiechu/

- Nie zachowuj się tak, jakby ci się to nie podobało – zanucił, a Louis obrócił się w stronę oceanu. Czuł, że Zayn przysunął się bliżej, po czym mężczyzna przewiesił rękę przez jego ramię. - Nie myśl, że nie widzę tych małych uśmieszków, ilekroć przywołam Harry’ego. Nie odnosząc się do waszego życia seksualnego, ale kiedy przytaczam go tak po prostu, w jego całkowitym poświęceniu dla całej tej sprawy, jaką jest twoja obecność, wiedzę że to cię rozwesela.

- Hah, nie – Louis wzruszył ramionami. Mimo tego czuł, że jego twarz robi się gorąca.

- Aww, rumienisz się – zauważył Liam, uderzając palcem wskazującym w policzek księcia.

Zayn zachichotał, gdy przyciągnął Louisa bliżej, a ten tylko czuł jak jego twarz sztywnieje od molestowania przez palec Liama. Najstarszy starał się odsunąć, jednocześnie chcąc ukryć swe zakłopotanie, jednak ciemnowłosy pirat zacisnął dłoń.

- Szczerze zastanawiam się nad tobą, a nim, Louis - jego słowa spowodowały, że Louis zaprzestał walczyć, a spojrzał na Zayna z rozbawieniem. Jego niebieskie oczy patrzyły w czekoladowe tęczówki pirata, by kontynuował.- Harry nie informuje mnie o sytuacji między tobą, a nim. Wiem, że coś wyraźnie się dzieje, ale nie chce mi powiedzieć, co.

Louis zmarszczył brwi, ale zanim zdążył się odezwać, Liam wtrącił się z podniesioną ręką, a jego wyraz twarzy był bardzo poważny.

- Jeśli nie powiedział tobie, nie wymagaj tego od Louisa - jego ton był surowy, na co książę spojrzał na niego zaskoczony. Pierwszy oficer patrzył wyczekująco na Zayna. - Idąc do drugiego źródła informacji, ponieważ jesteś uparty, nie jest w porządku, Zayn. Uszanuj to.

- Poczekaj – Zayn zerknął na kochanka. - Nie mówisz o tym, o czym myślę, że mówisz? O Boże, Li… Ja nie…

- Czy mogę już iść? - Louis niepewnie zapytał z podniesioną ręką, gdy stał między piratami.

Nie chciał być w środku kłótni tej dwójki, więc najlepiej by było, gdyby po prostu uciekł. Zayn zaczął się bronić, a Liam był coraz bardziej poirytowany. Louis zaczął się wycofywać. Żaden z tamtej dwójki nie wydawał się być tym zainteresowany, więc ruszył do schodów.

Odejście od Harry’ego było prawie niemożliwe w czasie deszczu, przez który trzymany był w pokoju. Nie, że to wszystko było winą Harry’ego, czy coś. Louis z własnej woli nie wychodził z sypialni, a bawił się z Dusty, kiedy kapitan pracował nad jakimiś dokumentami. Zwłaszcza fakt, że Louis raz po raz specjalnie mu przeszkadzał, a ten jedynie prosił go o ciszę, był niesamowicie zabawny.

Wspomnienie to wywołało uśmiech na jego twarzy. Dodatkowo poszerzył się, gdy Louis zauważył Harry’ego, który chichotał razem z Niallem, po drugiej stronie statku. Obaj opierali się o parapet i rozmawiali o czymś, a w oczach Harry’ego było coś jak błysk szczęścia. Ciekawość wzięła górę i ruszył w ich kierunku.

Harry nieco się wyprostował, zagryzając dolną wargę, jakby chciał ukryć uśmiech. Louis podszedł do ncih z uprzejmym uśmiechem.

- Hej, co robicie? - zapytał, a mężczyźni spojrzeli na niego. - Słyszałem wasz śmiech z drugiej strony.

- Rozmawialiśmy o syrenach – Niall zaśmiał się, a kędzierzawy kapitan potrząsnął głową.

- Jak nonszalancko. Zawsze rozmawiacie tak o syrenach? - Louis zapytał, a Niall złapał go za ramię i przyciągnął go krawędzi statku.

Książę pozwolił piratowi złapać się za szyję i pociągnąć w dół, gdzie pieniła się woda. - Na co konkretnie mam patrzeć?

Niski pomruk i dźwięk uderzania fal o statek wypełniły jego uszy. Kiedy ręka Nialla zniknęła, książę wyprostował się i zerknął na Harry’ego, którego zielone oczy wpatrywały się w Irlandczyka. Wyczuwając, że napięcie rośnie, Louis odchrząknął i uderzył szybko Harry’ego w pierś, by zwrócić na siebie uwagę. Ten spojrzał na niego z uniesioną brwią.

- Nadal nie rozumiem. O jakich syrenach rozmawialiście?

- Och, żadna wielka sprawa. Właśnie rozmawiałem z Niallem o syrence, którą tu spotkałem – Harry odpowiedział, poprawiając kapelusz na głowie. Louis nie spodziewając się takiej odpowiedzi, zmrużył oczy.

- Spotkałeś syrenę?

- Nie syrenę – Niall odezwał się, nim Harry zdążył odpowiedzieć. - Spotkał syreny.

- To prawda, tak myślę.

- Więc, spotkałeś więcej syren?

- Tak.

- Jak dokładnie?

Wydawało się to być naciągane i Louis nie mógł nic poradzić, więc skrzyżował ręce na klatce piersiowej, oczekując odpowiedzi kapitana.

- Co za głupie pytanie! - parsknął Niall. - Jak do cholery ma odpowiedzieć? Spotyka się je, gdy wynurzą się z wody, Louis.

Uśmiech, który błysnął na ustach Harry’ego był niewątpliwy i Louis był natychmiast zrozumiał. Odwrócił się do Nialla, by spytać, czy zdaje sobie sprawę, że Harry go okłamał, lecz nie zdążył.

- Nazywała się Tashie – powiedział kapitan, wyglądając za burtę.

- Co – to nawet nie było pytanie.

- Syrena, którą tu spotkał, nazywała się Tashie. Rany, Louis, nawet ja nie byłem taki powolny, gdy mi to opowiadał. Ogarnij się.

Nie wierzył w ani jedno słowo. Miał rzucić jakąś ripostę w stronę Nialla, ale zamiast tego, z dezaprobatą spojrzał na Harry’ego.

- Więc, spotkałeś tu syrenkę Tashie?

- Tak.

- Naprawdę? Miała kręcone, blond włosy? Niebieskie oczy? - zapytał sarkastycznie, przewracając oczami, gdy Harry spojrzał na niego tępo.

- Miała kręcone, brązowe włosy i brązowe oczy, naprawdę.

- Daj spokój, Harry – westchnął, po czym znów zerknął na Nialla. - Naprawdę mu wierzysz, Niall?

- Huh, tak? - Niall zapytał z roztargnieniem, nie odrywając wzroku od wody. Harry prychnął, a Louis ponownie odwrócił się do kapitana.

- Dlaczego?

- Dlaczego co, księżniczko? - jego usta wygięły się w krzywym uśmieszku, który ujawnił jeden z dołeczków w policzkach.

- Dokładnie wiesz, co, Curly – Louis odpowiedział krótko, idąc w jego stronę, a zatrzymał się wtedy, gdy Harry’emu ucieczkę uniemożliwiła skrzynia.

- Lubię, gdy mnie tak nazywasz. To o wiele lepsze, niż Haz lub Hazza – pirat zachichotał.

- Wczoraj nie wydawałeś się być z tego powodu szczęśliwy – Louis uniósł brwi, krzyżując ramiona na piersi.

To prawda, biorąc pod uwagę, że Harry prawie rzucił się na niego, aby tak go nie nazywał.

- Zmieniłem zdanie. Z Haz i Hazza nie jesteś jedyny, ale z Curly tak, więc… Dlatego to jest lepsze – powiedział, zbliżając się do niego, po czym spojrzał w dół i złapał go za rękę.

Czując, że Harry splata ich palce, Louis zaśmiał się cicho, po czym spojrzał w oczy kapitanowi i poczuł, iż jego twarz znów się rumieni.

- Jeśli wymyśliłbym jakieś przezwisko, które zdegradowałoby cię do roli marnego chłopa, to i tak byłoby lepsze? - zapytał, na co Harry uśmiechnął się.

- Dbasz o mnie wystarczająco, by myśleć o czymś takim… Byłbym nieco urażony, ale jednocześnie schlebiałoby mi to.

- Jesteś szalony.

- Jesteś tym, który doprowadza mnie do szaleństwa.

- Skoro tak mówisz, Curly – powiedział. Po namyśle odchylił głowę do tyłu. - Te syreny prawdopodobnie sprawiły, że oszalałeś.

- Niall, chyba ktoś cię woła – Harry nagle zauważył. Niall ostatni raz spojrzał na ocean, jakby się dąsał, nim zerknął na Harry’ego.

- Jeśli zobaczysz jakąś to mnie zawołasz, prawda, kapitanie? - zapytał, cofając się, by dołączyć do Josha. Harry wzruszył ramionami i Louis chciał już go skrytykować za taką niedbałą odpowiedź. Niall jednak uniósł w górę kciuki i skinął głową.

- Dzięki, Haz!

- Nie.

Śmiejąc się, Niall zaczął biec na przód statku, zostawiając Harry’ego i Louisa samych. Louis pokręcił głową z dezaprobatą, choć nie powiedział nic więcej.

- Ładny dzień, prawda? - Harry zapytał, zajmując miejsce obok Louisa, który oparł się o parapet.

- Ja…

- Zabawne, jak pogoda z ponurej zmieniła się w tak jasną, w tak krótkim czasie, hm?

Louis milczał. Słowa Harry’ego z jakiegoś dziwnego powodu, uderzyły go w sposób dość szczególny. Może dlatego, że brzmiały tk ironicznie? To było zabawne, jak rzeczy w jego życiu zmieniły się tak szybko. Jego poczucie czasu już dawno się zgubiło, ale wydawało mu się, że jest na statku od jakichś trzech tygodni.

Jak szalone było to, że jeśli jego statek opuściłby Londyn parę godzin wcześniej, albo później, obecnie byłby we Francji, na studiach. Nie spotkałby Harry’ego.

- Byłbym we Francji, gdybyś nie… No, wiesz… Nie opanował mojego statku.

- Jeśli insynuujesz, bym cię tam zawiózł, to wiesz, że to zrobię. Nie musisz być taki słodki – odpowiedział po prostu. Louis uniósł brwi i spojrzał na Harry’ego z irytacją.

- Och, zamknij się. To nie to. Ja tylko głośno myślę, bo minęły już chyba trzy tygodnie, odkąd tu jestem i wszystko w moim życiu się zmieniło, z twojego powodu i to dziwne – podniósł się ze swojej zgarbionej pozycji z niespokojnym uśmiechem.

Louis patrzył na Harry’ego, który wydawał się go nie słuchać. On na pewno nie chce, by ta rozmowa poszła na marne z powodu niewielkiego nieporozumienia. To było trudne, aby to wszystko wyjaśnić. Nie chciał powiedzieć, że był wdzięczny za porwanie, ale trzeba przyznać, gdyby nie on, Louis nadal byłby ślepy. Ślepy na to, co zrobiła Korona.

- Nie wiem, czy powinienem powiedzieć dziękuję, ale myślę, że powinienem, a w rzeczywistości jest to bardzo mylące - książę zaśmiał się nisko.

Harry odwrócił się lekko łapiąc kontakt wzrokowy z Louisem, obserwując go sceptycznie, ale z zaciekawieniem. Louis wzruszył ramionami, czując, że pierwszy raz się otwiera.

- Okay, wiesz co? - Louis wypuścił uspokajający oddech. - Harry, Haz, Hazza, Curly, ty - wskazał na niego mocno.

- Ja - Harry powoli skinął głową, na co Louis zrobił młynka oczami.

- Ty, ty mnie porwałeś.

- Nie jestem pewien, czy chcę przez to przecho…

- Nie! Zamknij się! Daj mi skończyć, człowieku! - Louis nakazał, na co kędzierzawy mężczyzna uniósł ręce w geście obrony. - Okej, więc od początku. W zasadzie, Harry, zatrzymałeś mnie od wyjazdu do Francji, na studia. Można by pomyśleć, że to będzie złe, a tak naprawdę nie jest, ale w tym samym czasie, po prostu chcę powiedzieć, dziękuję.

Zaskoczenie pojawiło się na twarzy pirata i wyglądało to co najmniej śmiesznie. Szybko wyprostował się, a wszystko, co był w stanie zrobić Louis, to krzywo się uśmiechnąć.

- Szalone, prawda? Ale… - zachichotał, gdy odwrócił się z powrotem do oceanu. - Otworzyłeś mi oczy, Curly. Nie wiedziałem, że tak wiele ludzi cierpi… Tak, jak ty cierpiałeś… Mój ojciec jest prawdopodobnie gównianym władcą i przykro mi, w jego imieniu, nawet jeśli wiem, że to nie zmieni nic, ale ja ja nie chcę być kolejnym… Kolejnym fatalnym królem – przyznał się. Pewnie brzmiał niewiarygodnie banalnie, ale nie dbał o to i nie mógł się powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. -Nie jesteś święty, ale sam nie byłem. Harry, uratowałeś mnie i jestem ci wdzięczny za to - Louis odwrócił się, by na niego spojrzeć.

Przyjemne uczucie pojawiło się w brzuchu, a chwilę potem policzki Harry’ego oblały się różem, gdy mężczyzna odwzajemnił uśmiech. Louis nie mógł się powstrzymać od chichotu.

- Rumienisz się – powiedział, ruszając palcem w stronę Harry’ego. Ten natychmiast prychnął i odwrócił twarz.

- Nie, wcale nie.

- Jak słodki jesteś - Louis dokuczał mu, gdy wyprostował się. Gdy to zrobił, Harry wyciągnął rękę i chwycił go za ramię z uśmiechem na twarzy.

- Kradniesz teraz moje teksty?

- Och, proszę – Louis odrzucił włosy. - Zrobiłem to lepiej. Powinieneś mi dziękować.

Harry pochylił się bliżej jego twarzy i Louis zamarł na tę bezpośrednią bliskość.

- Mam różne sposoby dziękowania ludziom, wiesz to – jego głos stał się niższy, a ciało Louisa zaczęło dziwnie reagować. Harry cofnął się, a książę instynktownie się do niego przysunął.

- Tak, wiem. Teraz już idę - Louis mruknął.

- Czekaj, dlaczego? - Harry wymamrotał, a jego głos był ledwie słyszalny, choć Louis był jeszcze w stanie go usłyszeć. Oferując mu uspokajający uśmiech, aby upewnić się, że kapitan wie, iż to nie jego wina, westchnął.

- Po prostu idę. Puść mnie już.

- To, co powiedziałem, sprawiło ci przykrość? Wiesz, że żartowałem, prawda?

- Możesz przestać? - Louis warknął teraz i natychmiast ręka Harry’ego zniknęła z jego ramienia. - Nie schodzę ze statku, ani nic. Idę porozmawiać z Eleanor.

- Dlaczego, do cholery, masz taką cholerną obsesję na punkcie Eleanor? - Harry zapytał wrogo, a Louis zmrużył oczy.

- Teraz mam obsesję na punkcie najlepszej przyjaciółki?

- Możesz rozmawiać ze mną tak samo, jak z nią. Zawsze mnie odpychasz i unikasz, by z nią porozmawiać. Nawet nie wiem, czy ona potrafi mówić, nigdy nie słyszałem jej głosu!

- O czym ty, do cholery, mówisz? - syknął zdenerwowany Louis. Wiedział, że Harry nie lubił Eleanor, ale czy naprawdę musiał być tak niegrzeczny?

Harry skrzywił się i nic nie powiedział, na co Louis zrobił młynka oczami.

- Jesteś dzieckiem.

- Nie jestem dzieckiem, bo chcę, byś ze mną został i obejrzał wyspę, do której się zbliżamy, ale nieważne. Idź do Eleanor, jeśli chcesz – Harry odwrócił się w stronę oceanu. Louis obejrzał się za siebie powoli.

- Wyspa? Jaka wyspa?

- Aha. Idź zapytaj Eleanor. Jestem pewien, że ci powie. Cholera, ona prawdopodobnie powie, czego tam szukamy. Ale ja nie wiem. Jestem Harry, nic wielkiego, Księżniczko.

- Twój sarkazm sprawia, że ​​chcę krzywdzić ludzi. O mój Boże - Louis prychnął, gdy przysunął się do kapitana, by zmniejszyć odległość między nimi. Pocieszająco, złapał Harry’ego za rękę, na co ten zesztywniał.

- Pocałujesz mnie, by zdobyć informację? Co dalej? Pokażesz mi swoje nagie ciało? - Harry prychnął bezpośrednio.

- Ale poważnie, o jakiej wyspie mówisz? - Louis spojrzał na horyzont, szukając jakichkolwiek oznak ziemi, ale gdy jego wysiłki okazały się niewystarczające, musiał spojrzeć na Harry’ego, który teraz położył głowę na ramieniu Louisa. Harry wydał z siebie gardłowy śmiech.

- Myślę, że musisz zostać tu ze mną, aby się tego dowiedzieć, księżniczko.

- Hej, wrobiłeś mnie.

- A tak z innej beczki, Francja wydaje się ładnym miejscem do studiowania. Byłem tam wcześniej kilka razy. Ale to było ściśle biznesowe - jego słowa sprawiły, że Louis westchnął z frustracją.

- Tak. Byłem tam raz. To było miłe, tak sądzę. Pewnego dnia, nie wiem… Jeśli kiedykolwiek będziemy mieć szansę, to może pokażę ci trochę więcej, w czasie jakichś wakacji? - niepewnie zapytał. Kapitan zmrużył oczy.

- Pytasz mnie?

W tej chwili pełne znaczenie jego słów wróciło do Louisa i książę miał ochotę uderzyć się w czoło za swoją głupotę. Czuł wstyd, ale w tym momencie nie dbał o to. Odetchnął dramatycznie i przesunął dłonią po twarzy, by nie przeszkodzić Harry’emu w jego odpoczynku.

- Tak, Harry. Zapraszam cię na randkę we Francji, któregoś dnia. Proszę, powiedzieć “tak”?

- W porządku, ale musisz obiecać, że się nie wycofasz – Harry zaśmiał się. Louis parsknął, po czym potrząsnął głową.

- Dobra, obiecuję.

- Spodziewam się kolacji.

- Jesteś taka księżniczką. Oczywiście, Curly, zapłacę za kolację i za resztę – powiedział Louis, a następnie dźgnął palcem w dołeczek w policzku Harry’ego, na co ten się zarumienił.

To były dziwne zmiany, ale również dobre, jeśli Louis nie miał nic do powiedzenia. To było naprawdę zabawne, jak szybko wszystko może się zmienić…