czwartek, 20 marca 2014

*Nie wiedział, dokąd idzie, ale wszędzie, gdzie był z dala od Harry’ego, było dobrze. Cholera, skok ze statku wydawał się być świetnym rozwiązaniem w tym momencie.


Louis warknął pod nosem, kiedy usłyszał kocio-podobne dźwięki i gwizdy, ze strony załogi okrętu. Podobnie jak inni, których spotkał, wyglądali na młodych. W jego wieku, a może troszkę starszych.

Nie wiedział wiele o piratach, ale był pewien, że każdy inny statek nie posiadał załogi z dziewiętnastolatków. Nie mówiąc już o kapitanie, który wyglądał, jakby wciąż chodził do szkoły, a co za tym idzie – Harry wydawał się być najmłodszą osobą na pokładzie, jaką Louis widział do tej pory.

Jeszcze trudniej było uwierzyć w fakt, że Harry Styles w ogóle był kapitanem.

- Louis? - przygotowując się na zlekceważenie drania, który wymawiał jego imię w tak luźny sposób, Louis odwrócił się i stanął twarzą w twarz z Liamem.

Pierwszy oficer statku uśmiechnął się lekko do niego i Louis natychmiast przypomniał sobie o swym wcześniejszym planie. Wziąć Liama na swoją stronę. Oznaczało to wystawienia na próbę jego charyzmatycznych umiejętności dyplomacji.

- Cześć, Liam – Louis uśmiechnął się do pirata, traktując brązowowłosego mężczyzny w przyjazny sposób. To musiał być pierwszy raz, kiedy Louis uśmiechał się, odkąd był na statku. Liam zdawał się być nieco zmieszany, wpatrując się w Louis przymrużonymi oczami.

- Co robisz na pokładzie? Harry cię wypuścił? - jego głos był ostrożny, gdy starannie dobierał słowa.

- Naprawdę nie lubię, jak mówisz, że jestem zabawką Harry’ego. Jestem na pokładzie, bo chcę być. Niech ten niedojrzały pirat będzie potępiony – Louis wyśmiał go. Nie był zadowolony z tego, że jego najmniejszy kawałek może należeć do Harry’ego.

- Och… Przepraszam? Jezu, Harry miał rację. Naprawdę masz ciekawy stosunek – Liam zamrugał, nie spodziewając się takiej odpowiedzi.

- Mam odpowiednią postawę. To wy, piraci, nie macie szacunku.

- To bardzo śmiałe stwierdzenie z twojej strony, zwłaszcza, że jesteś tylko więźniem na tym statku. Wiesz, tylko dlatego, że jestem lojalny wobec Harry’ego i dałem mu słowo, nie zrobię ci krzywdy. Ale inni z załogi mają dziś naprawdę paskudny nastrój – Liam mruknął ogólnikowo, mierząc bruneta wzrokiem. - Jeśli będziesz rozmawiał z nimi w ten sposób, nie będziesz miał języka wcale – Louis zmarszczył nos. Chciał zapytać, dlaczego Liam dał słowo Harry’emu, że go nie skrzywdzi, ale postanowił utrzymać rozmowę, uśmiechając się. Pewna siebie ciota.

- Och! Jak kto? - Louis krzyżując ramiona, uniósł brwi.

- Jak towarzysze, którzy najpierw robią, a potem o tym myślą – wzruszył lekko ramionami Liam. - Jestem pewien, że Harry dopadnie ich później, ale jeśli sam ich sprowokujesz, nie będzie tak miło.

Nie, żeby zrobił coś, co przestraszyło Louisa. Jeśli jakiś idiota przyszedł do niego zgrywając dupka, lepiej być przygotowanym na traktowanie pokroju idiotycznego dupka.

Nagle Louis przypomniał sobie o czymś bardzo ważnym dla jego planów o ucieczce.

- Możesz zabrać mnie do Eleanor? - zapytał poważnie.

Radzenie sobie z Liamem było prawdopodobnie najłatwiejszym osiągnięciem, odkąd postawił stopę na One Direction. Co prawda, jedynymi ludźmi, z którymi miał do czynienia, byli właśnie Liam i Harry, więc Louis wolał grzecznego i uprzejmego bruneta, niż wywyższającego się, wielkogłowego kapitana.

Liam pokierował go na piętro, gdzie znajdowały się wszystkie sypialnie, prowadząc przez najdalsze zakątki statku, gdzie – jak powiedział – swoje kwatery mieli piraci wyższej rangi, ponieważ te pokoje byly większe, niż te na pokładzie przeciętnych piratów. Nie tak duże, jak oczywiście Harry’ego, ale nadal lepsze, niż zwykłych członków załogi.

Zatrzymali się przy jednych z drzwi, przy samym końcu i, ku zaskoczeniu Louisa, Liam rzeczywiście zapukał do drzwi, zamiast po prostu wejść do środka. Rozumiał to, gdy członkowie pukali do pokoju, do którego chcieli wejść, a w którym miał znajdować się Harry. Okazywanie szacunku kapitanowi było bardzo ważne. Jednak Liam, jako zastępca przywódcy, nie musiał tego robić, bo Harry’ego tam nie było, więc miał pełne prawo, by zwyczajnie wejść, lecz posiadał też klasę.

Gdy usłyszałę stłumione “wejdź”, Liam skinął głową w stronę Louisa, zanim popchnął go do środka. Sypialnia miała tylko jedno łóżko oraz małą szafkę nocną, na której stała lampa naftowa. Na podłodze leżał pęk prześcieradeł i poduszki. Na łóżku siedziała brunetka, która z pewnością była piratem, co wynikało z jej stroju, oraz Eleanor.

Louis natychmiast pojaśniał na twarzy, rozkładając ramiona i zamykając ją w ciasnym uścisku. Była cała i zdrowa. To się liczy.

- O mój Boże, Lou! Brakowało mi ciebie! Tak bardzo się bałam i, o mój Boże! - czuł, że jej ciało zaczyna drżeć, gdy przyciągnął ją bliżej, co wywołało u niego uśmiech.

To był zdecydowanie pierwszy raz, gdy Louis szczerze się uśmiechał, odkąd był na statku. Jego przyjaciółka była cała i teraz byli razem. Wszystko nagle stało się lepsze.

- Moglibyście ograniczyć słodycz tego spotkania do minimum? Wasz heteroseksualizm przyprawia mnie o mdłości – obca kobieta dokuczyła im z uśmieszkiem na twarzy. Louis zerknął na nią, gdy on i Eleanor odsunęli się od siebie.

- Nie przejmuj się nią, Louis. Danielle nie jest przyzwyczajona do oglądania męsko-damskich interakcji, że tak powiem – Liam burknął na brunetkę.

- Jeśli nie liczysz mnie z tymi pijakami w barach, gdy zatrzymujemy się w portach – Danielle wzruszyła ramionami. - Mam chwile z nimi, ale kobiety są o wiele bardziej satysfakcjonujące, jeśli mam być szczera. Nie wspominając już, że bycie jedyną kobietą na pokładzie One Direction, otworzyło mnie na oglądanie niczego, a tylko homoseksualizmu bijącego od załogi – westchnęła, dramatycznie odrzucając dramatycznie włosy.

- Z tak pokaźnym licznikiem gejowstwa w powietrzu na tym statku, heteroseksualizm wydaje się być czymś nienaturalnym – parsknął Louis. - W takim razie moje bycie bi jest dobre według was.

W przeciwieństwie do tego, czego spodziewał się Louis, Liam i Danielle nie wydali się być zaskoczeni jego wyznanie. Nie chcąc otrzymać odpowiedzi (oczekiwał dużej ilości kontrowersji, że książę Wielkiej Brytanii był bi, co technicznie było ogromnym wstydem i mogło przyczynić się nawet do jego wygnania, jeśli ojciec lub Kościół Anglikański dowiedziałby się), Louis skrzyżował dłonie na piersi, oceniając strój Eleanor.

- Co ty masz na sobie? - spytał, marszcząc brwi i wzdychając. Eleanor, zaskoczona jego głosem, zerknęła na swoje ubranie i uśmiechnęła się nieśmiało.

- Kapitan Styles dał mi… - urwała, widząc wzrok Louisa.

- Co? Dlaczego? I to wszystko? Nie dotknął cię w niewłaściwy sposób, prawda? - zadał pytanie podejrzliwym tonem.

Jeśli dobrze pamiętał, Harry powiedział mu wtedy w pokoju, że każdy, kto dostanie się na jego statek, jest traktowany tak samo. Nie chciał nawet wyobrażać sobie Harry’ego, robiącego coś takiego…

Danielle parsknęła śmiechem, a Liam zachichotał, gdy oczy Eleanor rozszerzyły się w szoku, a sama dziewczyna pokręciła głową.

- Dostała je, bo jest oficjalnie najnowszą pielęgniarką okrętu One Direction – Liam odpowiedział ze skinieniem głowy, na co Louis załamał się w całkowitym szoku.

Eleanor była członkiem załogi? Co?

- Co? - wykrztusił z niedowierzaniem, po czym zwrócił się do Eleanor z tym samym wyrazem twarzy. - Eleanor, nie! Dołączyłaś do piratów?! Co jest, kurwa? Eleanor, nie możesz…

- Skoro dostała ultimatum, umrzeć lub zostać pielęgniarką, wydaje mi się, iż podjęła inteligentną decyzję – zainterweniowała Danielle. Jej oczy niebezpiecznie wpatrywały się w Louisa, jakby była gotowa rzucić się na niego w obronie Eleanor, przed krytyką Louisa.

- Nie mówiłem do ciebie! - Louis spojrzał na nią. - I nie obchodzi mnie to, co myślisz! Namówiłaś Eleanor do tego! A teraz nie ma dla niej odwrotu i zgodnie z prawem, jeśli zostanie kiedyś złapana przez jakikolwiek, europejski rząd, będzie skazana przez nich! Do kurwy nędzy, jak mogłaś wpakować się w coś takiego, Eleanor? - odwrócił się do niej rozpaczliwie, mając nadzieję usłyszeć jakieś wyjaśnienie, dzięki któremu mogłaby wycofać swe stanowisko i wrócić do normalności.

Eleanor skrzywiła się i cofnęła o krok od swojego wściekłego przyjaciela, gdy Danielle po prostu wpatrywała się w niego z irytacją. Louisa nie obchodziło to. To wszystko było popierdolone. Eleanor naprawdę postanowiła dołączyć do załogi piratów. To było jedno, wielkie, popierdolone gówno. Była teraz piratem. Kryminalistką.

- Hej, nie ma potrzeby się tak denerwować, stary – Liam próbował opanować sytuację, kładąc dłoń na ramieniu Louisa.

- Ależ jest! - Louis zdegustowany, strzepnął rękę i odwrócił się do niego. - Eleanor to moja przyjaciółka! Niewinna obywatelka Anglii, która po prostu przesła od cywili do kryminalistów, a wszystko przez was, ludzie!

- Kapitan Styles kazał Danielle mnie zabić – Eleanor spokojnie stwierdziła, natychmiast uciszając Louisa. Brunet powoli obrócił się w stronę przyjaciółki, która spuściła haniebnie głowę. - Kapitan Styles mnie przeraża, Louis. Kiedy rozmawiał ze mną w pokoju więziennym, tak bardzo starałam się nie płakać, ale to nie działało… Powiedział mi, że jestem zbyt delikatna, by mnie sprzedać i że po prostu wyśle kogoś, kto mnie zabije, bo zrobiłby to sam, lecz nie jestem warta jego cennego czasu – wypuścił drżące westchnienie. - Danielle została wysłana, by mnie zabić, ale zlitowała się nade mną. Rozmawiałyśmy i ona zorganizowała to wszystko, by zostawić mnie przy życiu, co więcej, by przyłączyć mnie do załogi. Nie jestem wojownikiem, nigdy nie byłam. Ale uczyłam się bycia pielęgniarką, odkąd byłam dzieckiem. Taka praca mi pasuje – podniosła głowę z uśmiechem. - Przynajmniej nie zabijam, ani nie ranię. Tylko pomagam. Wiesz, przykro mi, że jesteś zły, ale nie było dla mnie innego wyjścia. Nie jestem przestępcą, nadal jestem Eleanor…

- Tak, pomagasz przestępcom, by mogli pójść i zabijać innych przestępców. Droga do sprawiedliwości na świecie, Eleanor – Louis jęknął, wywracając oczami. - Ale zupełnie to rozumiem. Nie przejmuj się Harry’m. Powiedział, że nie jesteś warta jego czasu? Hah, co za pieprzony żart, biorąc pod uwagę jak niewiele on sam jest wart – Louis wyśmiał kapitana, uspokajając się. W tym momencie uśmiech z twarzy Danielle i Liam zniknął.

- Jest zuchwałą cipą, która wymaga, by zsiąść z jego cholernie wysokiego konia! Książę Szkarłatnego Morza i Książę Siedmiu Mórz! Fałszywe tytuły. Cholernie banalne i tandetne, które nadali mu włóczędzy, a wydaje mu się, że jest na szczycie świata. To żałosne! On jest po prostu piętnastolatkiem…

- On jest osiemnastolatkiem – Liam uśmiechnął się niezręcznie.

Och. Więc tylko dwa lata różnicy? Ale niezależnie od tego, Harry był jeszcze bardzo młody, a miał już tak nieciekawą reputację.

- Okej! Jest tylko osiemnastolatkiem, a ma wszystko to dlatego, że jest hardcore’owym piratem?! Czy mówimy o tym samym Harry’m? Bo szczerze, Kapitan Styles, o którym słyszałem, nie był w niczym podobny do Harry’ego Stylesa, którego poznałem! - Louis przyznał beztrosko.

Podobnie, jak wcześniej, jego głowa nie mogła pojąć Harry’ego i Kapitana Stylesa, jako jednej i tej samej osobie. Gdy w Anglii usłyszał plotki o Kapitanie Stylesie, bezwzględnym mordercy, wyobrażał sobie silnego, doświadczonego, zimnego i śmiercionośnego człowieka, który nie interesuje się byle gównem. Kiedy spotkał Harry’ego, zobaczył bachora, który sam sobie nadał stopień kapitana i nadużywał go cholernie.

- Harry zdobył tytuł tak szybko, ponieważ jest najlepszy w okolicy – Liam zmarszczył brwi, wpatrując się w Louisa.. - Nie daj się oszukać temu, co sobą reprezentuje. Zaufaj mi, Harry jest ostatnią osobą na tym statku, którą chcesz wkurzyć – jego słowa nijak nie podziałały na Louisa, który zaczął ostentacyjnie czyścić paznokcie (co za sassy masta from doncasta! - dop. Tłumaczki xD).

Danielle skrzywiła się, widząc stosunek Louisa, a rozdrażnienie było wyraźnie widoczne w jej oczach.

- Jestem zaskoczona, że zachowujesz się w ten sposób. Kapitan Styles zwykle nie toleruje ludzi takich, jak ty. Powinien był umieścić cię na twoim miejscu – spoglądając ze swoich paznokci na nią, Louis był gotów spoliczkować kobietę, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek, odezwał się jakiś głos za nim.

- Powinienem był umieścić go na jego miejscu z powrotem? Danielle, proszę cię. Jesteś ślepa? Spójrz na jego pieprzoną szyję!

Louis zesztywniał, natomiast Eleanor spuściła wzrok na podłogę. Liam i Danielle wpatrywali się w otwarte drzwi, gdzie niezaprzeczalnie stał Harry.

- Nieważne, co księżniczka mówi lub robi, prędzej czy później, w najbliższej przyszłości smycz od jego obroży wpada w ręce jego prawdziwego właściciela – zauważył Harry, mijając Liama i stając zaraz za plecami Louisa.

Louis zrobił się jeszcze bardziej zdenerwowany, gdy nagle jedna z dłoni Harry’ego złapała go za krocze. Zirytowany i nieco speszony, Louis chrząknął, próbując odepchnąć kędzierzawego kapitana, by uniknąć pełnej sceny w tym pokoju. Jednak żelazny uścisk Harry’ego był zbyt silny i każdy wysiłek, jaki ponosił Louis, wydawał się rozśmieszać kapitana, a ten zachichotał, muskając oddechem ucho księcia.

- Odpierdol się ode mnie – Louis syknął, próbując zdjąć rękę, co spowodowało, że ciało Louis przeszedł dreszcz.

Czując drżenie, Harry uśmiechnął się chytrze, odsuwając rękę z królewskich regionów.

- Dlaczego miałbym to robić, kiedy kocham czuć twoje ciało tak blisko mojego?

- Idź się zastrzel. Wolałbym urodzić się wiejskim idiotą, niż cię dotknąć.

- Och, to zabolało, księżniczko!

- Przestań, kurwa, nazywać mnie księżniczką! To nie jest ani mądre, ani słodkie!

- A jak mam cie nazywać? Książę mego łóżka? - twarz Louisa wykrzywiła się obrzydzeniem, gdy Harry ponownie się zaśmiał, po czym zwrócił się do Liama. - Kurs wciąż ustawiony jest na Irlandię, ale mam w końcu plan odnośnie umieszczenia najdroższego księcia Lou.

Wdzięczny, że jego nazwisko zostało mniej poniżone, niż zwykle, ale zainteresowany tym, co Harry miał do powiedzenia, gdy usiadł na łóżku obok Eleanor, Louis ucichł.

- Skarb jest nadal naszym głównym celem, prawda? - spytał Liam, skinając głową.

- W tej chwili tak – Harry skrzyżował dłonie na piersi. - Ale moje plany co do księcia… - spojrzał prosto w oczy Louisa. - Będę miał brytyjską monarchię praktycznie u swoich stóp, gdy dowiedzą się, że mam w posiadaniu ich cennego księcia. Sprawię, że Król będzie błagał mnie o miłosierdzie, kiedy tylko powiem mu, iż mam jego kochanego synka.

- Co?! Ale mówiłeś, że nie użyjesz mnie dla okupu ani zemsty! - Louis wyprostował się, nie dowierzając. Zacisnął zęby, rzucając krótkie spojrzenie Eleanor, nim ponownie zwrócił się do Harry’ego. - Ponadto, okłamałeś mnie co do Eleanor! Powiedziałeś, że zamierzasz ją sprzedać, a nie zabić!

- Whoa! - Liam wyraźnie zdziwił się i odchrząknął. - Myślę, że to najwyższy czas dla mnie, aby być w tym miejscu, które nie jest tutaj. Danielle, Eleanor, chodźmy.

Ruszył do drzwi, a za nim pospiesznie podążyła Danielle, mamrocząc pod nosem coś o względach, natomiast Eleanor deptała jej po piętach, aż wszyscy zniknęli.

- Nie możesz być taki naiwny – prychnął Harry. - Mój Książę, jestem piratem. Nie jestem kimś, kto mówi prawdę i tylko prawdę – uśmiechnął się, ale był to tak pusty uśmiech, oznaczający nic innego, jak całkowity brak emocji.

- I dlatego nie mam w sobie ani krzty szacunku względem Ciebie – Louis skrzywił się. - Jak dotąd, jedyna porządny pirat na tym statku, którego poznałem, to Liam i według was, nie powinienem mu ufać, bo jest piratem – jego stopy obróciły się, aż przeszedł i usiadł na łóżku. Harry nucił pod nosem.

- Liam może wydawać się przyzwoitym facetem, ale ja też wiem, jak po ludzku zachowywać się w odpowiednim czasie i miejscu.

- Och, ironio. Otwarcie obmacywałeś mnie przed tamtą trójką, dosłownie minutę temu!

- W porównaniu do pieprzenia cię na łóżku, to było ludzkie – Harry uśmiechnął się.

- W twoich snach – Louis przewrócił oczami.

- Szczerze mówiąc, jeśli wiesz, co dla ciebie dobre, lepiej nie wkurzaj mnie, Zayna, Nialla, Liama czy Danielle, bo ta suka potrafi walczyć jak pieprzony facet – Harry usiadł bliżej bruneta.

- Nigdy nie widziałem, nie spotkałem tego Zayna. Niall wygląda na całkiem w porządku, Liam jest świetny, a Danielle wydaje się być trochę suką, ale myślę, że jest okej – to, co powiedział, upewniło go tylko, że chciałby poznać Zayna.

- Zayn jest świetny – Harry zbliżył się do niego jeszcze bardziej, w odpowiedzi na jego wymijające ruchy. - Czasami próżny i jest w nim coś z bad boya, ale jest jednym z najbardziej zaufanych mi ludzi na tym statku.

- To miłe – Louis odpowiedział z roztargnieniem, chcąc odsunąć się od Harry’ego.

Harry, jednak, podążał za nim raz i jeszcze raz, gdy Louis wyraźnie próbował stworzyć przestrzeń między nimi dwoma. Wtedy pirat złapał smycz i owinął linę wokół jego nadgarstka, w wyniku czego Louis siedział w odległości nie większej, niż trzy centymetry.

Starał się nie wyrażać, jak jego ciało wewnętrznie przeklina Harry’ego, który praktycznie go obłapiał.

- Ale co myślisz o mnie? Powiedziałeś, co myślisz o innych. Ale pamiętaj, doprowadzanie mnie do szału nie jest zbyt mądrym posunięciem – Harry przypomniał, a jego ton był rozbawiony i przez głowę Louisa przeleciały słowa, wypowiedziane wcześniej przez Liama. Harry, którego teraz widział, nie był tym samym, z którym na co dzień mieli do czynienia Liam czy Danielle, a Eleanor miała cholernie wielkiego farta.

- Nie lubię cię – powiedział szczerze, nie wspominając, że mimo to, jego ciekawość rosła.

- Czy to twój sposób na nie doprowadzenie mnie do szału? - Harry przekrzywił głowę lekko w bok.

- W porównaniu do innych moich myśli, zgadza się – rzekł, patrząc na liny, które zostały mocniej zaciśnięte, trzymając go bliżej pachnącego solą nastolatka.

- Więc… Chyba nie lubisz mnie, bo mnie kochasz.

- Okej, ale najpierw pomyśl o tym całym gównie, przez które przeszedłem w ciągu ostatnich dwunastu godzin, przez ciebie, a następnie powtórz to zdanie w twojej głowie, zanim zrozumiesz, jak głupio to zabrzmiało – Louis zmrużył oczy, a Harry patrzył na niego z figlarnym uśmieszkiem. - Po drugie, jestem księciem, a ty wieśniakiem. To nie miałoby prawa wyjść. Przykro mi, ale nie.

- W gruncie rzeczy… - Harry przysunął się, muskając oddechem ucho bruneta. - Jestem Księciem Siedmiu Mórz, więc jestem tak samo królewski, ja ty. Więc może by wyszło… - puścił mu oczko.

- Och, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie – Louis jęknął, a Harry roześmiał się, widząc wyraźny dyskomfort na twarzy starszego, po czym zwolnił uchwyt i stanął na równe nogi, tym samym opuszczając jego bańkę przestrzeni osobistej.

- Daję ci trochę luzu. Możesz swobodnie poruszać się po statku jak prosiłeś, ale jeśli kiedykolwiek cię zawołam, lepiej byś biegł do mnie w podskokach, skoro twoje życie ode mnie zależy – mrugnął z krzywym uśmiechem, na co Książę wytrzeszczył oczy. Harry ruszył do wyjścia. - Twoja sypialnia będzie dzielona ze mną. Jeśli więc poczujesz się zmęczony, drzwi są dla ciebie zawsze otwarte – poinformował, a Louis zacisnął usta.

- To wszystko? Jestem wolnym człowiekiem?

- Częściowo wolnym – Harry zerknął na niego przez ramię z uśmiechem. - Kiedy zacznę się nudzić, upewnię się, czy pamiętasz, kto założył ci ten łańcuch – usta Louisa otworzyły się, ale nie potrafił znaleźć żadnych słów, by odpowiedzieć, więc zamiast tego, podążył wzrokiem za kapitanem, który po chwili zniknął w korytarzu, aż wreszcie zaczął rozmyślać, jak on dostosuje się do tego nowego, pirackiego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz