sobota, 22 marca 2014

* Słońce zaczynało świecić silniej, niż wcześniej, gdy tylko sięgnęło zenitu. Louis nie mógł odciągnąć swej uwagi od pogody, która zmieniała się tak szybko. Zauważył małą, obskurną łódź, którą wziął za łódź ratunkową. Wyspa była coraz bliżej, a Harry był dziwnie milczący na temat tego, czego tu szukał.


Po prostu patrząc na nią, nawet w oddali widać było, że wyspa była pozbawiona życia ludzkiego. To fakt, że Louis był nieco nieufny względem intencji załogi. Zatrzymali okręt, a książę wpatrywał się z zainteresowaniem w Harry’ego, który rozdzielał obowiązki i wybierał tych, którzy pójdą z nim na wyspę.

Kiedy podszedł do niego, tylko siedemnastu z nich zostało wybranych i Louis miał pewność, że będzie jednym z nich, mimo wyraźnego niezadowolenia Harry’ego. Jego oczy przesunęły się w lewo, gdzie zobaczył dwie pozostałe łodzie, dryfujące niezbyt daleko od miejsca, w którym on, Harry, Zayn, Niall i Liam się znajdowali.

Niall i Liam umieścili swe drewniane wiosła i obaj natychmiast odebrali pomoc od Zayna, który stał zaraz przy nich. Louis obserwował, jak trójka wszystko robi jednocześnie, a ich nogi pracując w tym samym tempie. Wydawało się, że zawsze tak było, ale jeśli historia Liama i Zayna zaczyna się wtedy, gdy Niall pojawił się na pokładzie, oczywiste było, że to nie są tylko przyjaciele.

- Czy oglądanie relacji Zayna i Liama było dla ciebie dziwne, Harry? - bezmyślnie zapytał, po czym wystawił nogi za burtę i ześlizgnął się na wilgotny piasek, po czym odwrócił głowę w stronę kapitana.

Louis odczekał chwilę, jego niebieskie oczy obserwowały Harry’ego, gdy młodszy mężczyzna w milczeniu studiował cienki arkusz papieru w jego dłoni. Zimna fala wody oblała nogę i Louis skrzywił się, gdy okazało się, że został zignorowany.

- Zadałem pytanie - lakonicznie poinformował, chociaż Harry nadal nie zwrócił na niego uwagi. - Wciąż jesteś zły, bo nie słuchałem cię wcześniej? - Louis zapytał z założonymi na piersi rękami. - Powiedziałem, że mi przykro, tak?

Jego ton był sarkastyczny i wiedział, że puste przeprosiny są wbrew poleceniom Harry’ego. Kiedy ten nie odpowiedział, Louis zanucił fałszywie:

- Czy chcesz, bym zapytał jeszcze raz, bo nie byłem wystarczająco głośny? Jeśli chcesz - starał się pozostać niewinnym, ale nawet wtedy Harry nie uniósł głowy, przez co Louis westchnął. - Harry, zadałem ci pytanie – powtórzył znudzony.

- A ja zdecydowałem się ci nie odpowiadać – Harry rzucił szybko. Książę zmarszczył brwi.

- Wow, sprawdź swoje nastawienie. Nie byłem taki poważny! - Louis natychmiast odparował, lekko zirytowany, podczas gdy mierzył kędzierzawego mężczyznę, który spieszył się, by skupić się na swojej pracy.

Ich oczy spotkały się i Louis zorientował się, że tęczówki kapitana straciły ten swój blask.

- Wszystko w porządku? Zjadłeś wystarczająco dużo śniadanie? A może Dusty powiedziała, że już cię nie kocha?

W przeciwieństwie do tego, co sobie wyobrażał, Usta Harry’ego nie wykrzywiły się w uśmieszku i kapitan nie zaczął komentować dowcipu. Jego twarz pozostała poważna i Louis stwierdził, że jego zdezorientowanie rośnie. Harry prychnął, przerywając kontakt wzrokowy i odwracając głowę.

- Tylko dlatego, że pozwoliłem ci tu być, nie znaczy, że dam robić z siebie durnia, księżniczko. Wydaje mi się, że ciągle zapominasz, iż jestem nie tylko piratem, ale też kapitanem piratów. Ostrzegałem cię przed przekroczeniem granicy, ale nie słuchasz. Cóż, tak długo jak tu jesteś i jesteś częścią mojej załogi, masz słuchać moich rozkazów, niezależnie, czy chcesz, czy nie.

- Żartujesz, prawda? - Louis odparował natychmiast, nie mogąc w to uwierzyć.

- A wyglądam, jakbym żartował? - Harry spytał retorycznie. On z reguły zawsze był poważny, ale nigdy aż tak. Poprawiając kapelusz, zmierzył Louisa wzrokiem. - Chcę coś, co tutaj jest i twoje żarty są bynajmniej nie na miejscu. Jesteś teraz w zmowie z piratami, księżniczko. Nie z każdym piratem, a z moimi piratami. Weź się w garść - Harry odwrócił się i zaczął zbliżać się do większej grupy piratów. Louis nie był przygotowany na taką reakcję.

- Weź się w garść? Jesteś cholernie poważny, Curly? - książę zapytał, ruszając za Harry’m. Sposób, w jaki sformułowane były jego słowa sprawił, że wydawało się, iż Harry nie traktuje go poważnie. Pirat zignorował go jeszcze raz i Louis wydał sfrustrowany jęk. Nawiązał kontakt wzrokowy z Danielle i Zaynem, którzy także wydawali się być świeżo po kłótni, a następnie z Eleanor, która szła u boku Liama, z pochyloną głową.

Kiedy Harry zatrzymał się, Louis niedbale i celowo zderzył się z ramieniem pirata, nie szczędząc mu spojrzenia, po czym zerknął w tył, gdzie Niall uśmiechał się nieznacznie. Ten, w przeciwieństwie do Louisa, nie starał się ukrywać zadowolenia z tego, co zrobił książę, chociaż reszta załogi zdawała się w ogóle nie być tym zainteresowana. Odwrócił się ponownie, by spojrzeć na Harry’ego.

W tym momencie wydawało się, że wszystkie rozmowy i krzyki ucichły, a wszelka uwaga skupiła się na kapitanie. Irytacja zniknęła z jego twarzy, lecz Louis był w stanie wyczuć rosnące napięcie. Sprawa była poważna.

- W porządku. Wszyscy wiecie, że marnujemy nasz czas na tej wyspie, by coś znaleźć – Harry mówił wyraźnie, krzyżując ramiona na piersi. Wyglądało to tak, jakby to był jego czas, aby pojawić się w obliczu prowadzenia własnej załogi. Louis przygryzł dolną wargę, gdy obserwował kapitana, który spoglądał surowo na swoich ludzi. - To coś nazywa się Skrzynią Stuarta i według moich źródeł, jest gdzieś na wyspie – przerwał na chwilę, by zerknąć na Louisa, ale ten był tak zmrożony, że nie był w stanie się ruszyć. Kontynuował. - Dzięki, Liam, za radę, bym udał się do dobrego źródła, bo gdyby nie to, nadal dryfowalibyśmy bez celu.

- Nie ma sprawy – Liam skinął głową. Harry sięgnął do kieszeni i wyjął plik pomiętych kartek. Rozłożył je i przyjrzał się im dokładnie.

- Myślę, że powinniśmy z tym skończyć. Im szybciej znajdziemy skarb, tym prędzej opuścimy wyspę. Standardowe zasady polowania są do zastosowania, jeśli nie chcecie zostać zastrzeleni.

W chwili, gdy skończył, jak na sygnał, załoga skręciła w prawo i zaczęła chodzić po plaży, kierując się w ciemną roślinność. Louis zawahał się, odwracając się, by spojrzeć na Harry’ego.

- Nie zamierzasz mi podziękować za to, że na ciebie czekam? - Louis spytał, gdy kapitan ruszył do przodu. Słowa księcia nie sprawiły, że zwolnił czy zatrzymał się, ale przynajmniej na niego spojrzał.

- A chcesz, żebym to zrobił? - zapytał, oblizując wargi. Louis spuścił wzrok na jego usta.

- To byłoby niegrzecznie, gdybyś nie zrobił. Pirat, czy nie – odpowiedział monarcha, obserwując reakcję Harry’ego, a kiedy zobaczył nikły uśmieszek, westchnął. - Masz wahania nastrojów, Harry?

- Sprawiasz, że bycie liderem jest naprawdę trudne – kapitan pokręcił głową. Louis parsknął, krzyżując ręce na piersi.

- Ponieważ przetrzymywanie księcia jest idealnym znakiem lidera dla kędzierzawego, śmiercionośnego, niesławnego pirata, prawda?

- Tylko w moim życiu – Harry powiedział beznamiętnie.

- Tylko dlatego, że jestem trochę głupi, nie znaczy, że nie potrafię ocenić, jak wpływasz na swoich ludzi. Dorośnij, Harry.

Wraz z tymi słowami, podskoczył na widok kłody. Podrapał drzewo, po czym zdmuchnął pył ze swoich dłoni. Obrócił się, by spojrzeć na Harry’ego, który stał nieco z tyłu. Wtedy dostrzegł wielką cieć pająka, zaledwie kilka metrów od miejsca, w którym stał.

- Boisz się pająków, Haz? - zapytał z ciekawości.

- Kiedy byłem młodszy.

- Och, przez co to się zmieniło?

- Przez mój pobyt na LionHeart – Harry odpowiedział spokojnie.

- W jaki sposób? Co zrobiłeś? Magicznie obudziłeś się pewnego dnia i zdecydowałeś, że już się nie boisz?

Perspektywa nie była zbyt szalona biorąc pod uwagę, jaki był Kapitan Styles, budzący największy postrach wśród piratów na morzach świata, który jednocześnie miał słabość do rudego kota w swoim gabinecie.

- Nie – Harry pokręcił głową. - Kapitan Cowell ma swoje własne sposoby na zniszczenie drobnych niedociągnięć, jak te. - Dlaczego pytasz? Boisz się pająków?

- Chciałem tylko wiedzieć… - Louis rozejrzał się dookoła. - Nie, nie boję się. Moje siostry tak. Pamiętam, jak kiedyś znalazłem jednego, małego i goniłem z nim za Lottie.

- Jesteś okrutny – Harry stwierdził, mrużąc oczy. - Gemma robiła to samo względem mnie. Wiesz, jak straszne to jest?

- Twoja siostra ścigała cię z pająkiem, Curly? Wow, jak wiele osób o tym wie? - Louis uśmiechnął się do niego z rozbawieniem.

- Zdecydowaliśmy się zachować to w sekrecie – Harry odpowiedział, na co książę zachichotał.

To nie było tak, że on jest kimś ważniejszym, by móc o tym wiedzieć. Ale podobało mu się to, gdy Harry opowiadał mu o swojej rodzinie w sposób pozytywny. Gdy Harry to robił w sposób melancholijny, Louis czuł się nieswojo i niespokojnie.

- Jeśli znów gramy w pytania, chciałbym się upewnić… Charlotte jest najstarszą z sióstr, prawda? Lottie?

- Tak – Louis skinął głową. - Potem jest Fizzy.

- Jej pełne imię to Felicite?

- Dokładnie. Wow, Harry, jesteś dobry w pamiętaniu takich rzeczy – Louis powiedział, na co otrzymał ironiczną odpowiedź.

- Twoja rodzina chce mnie zabić, dobrze pamiętam? Jestem pewien, że znam nazwiska większej liczby monarchów w Europie, niż ty.

- Każdego jednego w Świętym Cesarstwie Rzymskim?

- Podaj stan, a dam odpowiedź – Harry rzekł z uśmiechem na ustach, jak dorównał Louisowi kroku.

- Jak wielu w Europie chciałeś mieć?

- Jeśli uprawiałbym z nimi wszystkimi seks, już dawno umarłbym z wyczerpania.

- Jesteś uosobieniem komedii, Harry. Powinieneś pisać sztuki, w razie gdyby kariera pirata się skończyła – Louis zaśmiał się szyderczo się do bruneta.

Wystarczyło oglądać go, gdy się śmieje, by przypomnieć sobie, jak ciężko było odróżnić Harryego od Kapitana Stylesa.

- Masz skłonność do śmiechu i uśmiechu, gdy pokazuję niechęć do żartów - Louis rzekł, na co Harry zerknął na niego krótko.

- Bo Twoje reakcje są słodkie, Księżniczko.

- Jestem pewien, że nie śmiejesz się z niczyjej innej reakcji, oprócz mojej.

- Co?

- Kapitanie Styles, masz do mnie słabość. Przyznaj się – Louis zanucił, potrząsając gałązką, która akurat wisiała nad jego głową.

Zatrzymał się, gdy zauważył, że załoga stoi przed jakąś jaskinią. Rośliny pokrywały jej ściany. Wnętrze było całkowicie ciemne i nawet, gdyby Louis zmrużył oczy, nie byłby w stanie nic zobaczyć.

- Więc ten skarb, czy coś, jest w środku tej jaskini, tak? - Louis natychmiast zapytał, kiedy obaj szli w stronę Nialla i Zayna. Zayn poruszył głową na ramieniu swego chłopaka.

- Nie wiem, szczerze mówiąc. I pozwolę Liamowi oraz Harry’emu sobie z tym radzić na własną rękę. Także to jest skrzynia.

- Skrzynia jest kufrem – Louis mruknął, a Zayn natychmiast uniósł ręce w geście obrony.

- Mój błąd, Wasza Wysokość.

- Tak, jeśli mam rację, to skrzynie i kufry to to samo? - Niall zaśmiał się, patrząc na Louisa w oczekiwaniu na odpowiedź. Zayn przewrócił oczami.

- To rzecz, której wszyscy będziemy szukać… To się nazywa Skrzynia Stuarta, prawda?

- Tak, jestem pewien, że tak się nazywa – westchnął Niall.

- Tak, to jest to. Harry chciał go od miesięcy - po tych słowach, Zayn spojrzał na Harry’ego, który mówił coś Liamowi. Louis zerknął na nich, po czym przemówił, nie odrywając wzroku.

- Co jest w nim takiego szczególnego?

Nie pamiętał nic o skrzyni lub jakiejś legendy o Stuartach. Jeśli miał rację, jedynie Królowa została oskarżona o zamordowanie swojego ojca na tronie, chociaż była osiemnastolatką… Ona sama została zamordowana nie zbyt długo po tym, jak objęła tron, a ona nie nie miała żadnych dzieci. Louis był też pewien, że ród Stuartów ma jakiś związek z jego rodziną. Idąc aż do Lottie, Fizzy, Daisy i Phoebe. Nie wiedział jednak nic o skrzyni, czy czymś podobnym.

- Nie mam pojęcia - Niall odpowiedział.

Zayn nic nie powiedział, a jego oczy wciąż wpatrywały się w Harry’ego i Liama, gdy ci dwaj ruszyli do jasnini z latarniami.

- Myślę, że czas już iść – blondyn mruknął, łapiąc Zayna za rękę i ciągnąc go za sobą. Książę szybko ruszył za nimi, a chwilę potem wszyscy znaleźli się w wilgotnej jaskini. Widział z przodu Danielle i Eleanor, które obejmowały sie mocno.

Tempo Liama ​​z jego podniesioną latarnią sprawiło, iż znalazł się na czele grupy, prowadząc ją w dół tunelu, podczas gdy Harry cofnął się w tył, przez Louis zdziwił się, bo przecież to Harry był kapitanem. Odwrócił się do Nialla, by o to spytać.

- Czy to ma sens, że Harry jest z tyłu, a Liam z przodu? Czy to nie Harry jest liderem?

- Jestem pewien, że to jest w przypadku ataku czy coś - Niall krótko wyjaśnił, po czym spojrzał na Harry’ego, zanim uniósł wzrok z powrotem do Louisa. - Liam podjął się przyjęcia ataku jako pierwszy, potem Zayn, dlatego, że jest w środku, a następnie plecy Harry’ego w przypadku, gdyby coś poszło nie tak.

- Ciekawe, ale nie bardzo skuteczne, jeśli ktoś zdecydował się na atak od tyłu?

- To miejsce jest opuszczone, więc wątpię – Niall zaśmiał się krótko. Louis pokręcił głową.

- Jesteś piratem i jesteś tak niedbały. Dobre, jak na ciebie, Niall.

- Sarkazm?

- Nie, jesteś rzeczywiście najciekawszym piratem, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Zaufaj mi. Nigdy nie spotkałem się z piratem, który ma tak zrelaksowany pogląd na niebezpieczeństwo.

- Jesteśmy pierwszymi piratami, jakich spotkałeś! - Niall uderzył go w ramię.

- Oh, tak. Zapomniałem - Louis parsknął śmiechem. - Ale szczerze mówiąc, jestem pewien, że jeszcze kiedyś spotkam piratów, zupełnie jak ty.

- Nigdzie nie znajdziesz drugiego Nialla Horana, szlachetnego pirata, więc jestem w stu procentach pewien, że masz rację, Wasza Wysokość.

Szlachetny pirat. Było to niewiarygodne, ale prawdziwe. Niall porzucił wszystko, aby być z Zaynem i Liamem, a ich cała historia brzmi nierealnie, biorąc pod uwagę zakres ich związku. Jak przejść od bogactwa do zera, tak szybko? Niall powiedział mu, że pewnego dnia zrozumie. Miał nadzieję.

Zmarszczył brwi i spojrzał w górę, gdzie Liam stał i teraz zauważył, że tunel ma dwa odrębne korytarze. Jakieś szepty zaczęły rozlegać się w jaskini, na co Liam odchrząknął.

- No, to jest to, gdzie mapa każe nam iść, ale jaskinia jest podzielona… - urwał niepewnie.

Louis nie mógł nie zauważyć, jak głowy wszystkich skinęły w zgodzie, po czym zerknęli na Harry’ego. Minęło kilka sekund, zanim Harry ruszył do przodu, aby obejrzeć dwa korytarze w jaskini. Louis z zaciekawieniem spoglądał na kapitana piratów.

Każdy zachowywał się bezgłośnie, obserwując poczynania Harry’ego, kiedy schylił się, by coś podnieść, a następnie rzucił kamień w obydwa wejścia. Rozległo się puste echo, po czym pirat obrócił się do zgromadzenia.

- Ten po lewej jest węższy. Większość idzie prawym, mniejszość skręca w lewo. Ja idę lewym, reszta decydujcie za siebie.

- Idę z kapitanem! - Niall zapowiedział głośno i Harry natychmiast westchnął, jak Zayn i Liam zeszli na bok, nie chcąc zostać rozdzielonymi.
Eleanor spojrzała przelotnie na Louisa, po czym została pociągnięta w prawo przez Danielle. Książę skinął głową, uśmiechając się delikatnie. Następnie spojrzał na Harry’ego wyczekująco i wzruszył ramionami, sygnalizując, że idzie z nimi.

- Czy to naprawdę taki dobry pomysł, aby kapitan, pierwszy oficer i ty szli z jednej strony, a reszta załogi z drugiej?

- Jestem zaszczycony, że myślisz o mnie tak bardzo, że mam swój własny tytuł, Księżniczko -. Zayn uśmiechnął się. - Ale to jest po prostu spacer po jaskini, Harry wie, co robi. Każdy jest w stanie walczyć, jakby co. Nawet Eleanor prawdopodobnie mogłaby zdjąć kogoś, kto przewyższa jej rozmiar dwukrotnie! Widziałeś jej walkę? Pft, dziewczyna jest jak ukryta bestia!

- Ona nie może nawet mówić bez płaczu, a co dopiero odebrać broń? - Harry przerwał, jak dorównał kroku Louisowi z grymasem na ustach. Z rozbawieniem, Zayn podniósł ręce w obronie.

- Mój błąd, Hazza. Ale nigdy nie wiadomo, rozmawiałem z nią wiele razy, bez łez i dziewczyna umawia się z Danielle. Jestem pewien, że podłapie co nieco z tyh zapalczywości.

- Nie.

- Albo i nie - Zayn skwitował. - Tak czy inaczej, myślę, że Liam i Niall mnie wołają, do widzenia - przyspieszył kroku, aby dogonić swoich chłopaków.

Fakt, mówił tak niemiło o Eleanor, ale Louis wiedział, że nic teo nie zmieni. Louis skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał z zaciekawieniem na pirata.

- Jak dokładnie dowiedziałeś się za pomocą kamienia, który tunel jest węższy?

- Wsłuchiwałem się w echo, księżniczko – Harry prychnął. - Myślałem, że będziesz to wiedział, biorąc pod uwagę twoją prestiżową edukację.

- Och, zamknij się! - Louis sapnął z irytacją, po czym uderzył pirata lekko w ramię.

Oczywiście nie mogąc przewidzieć tego ataku, Harry potknął się i w ostatniej chwili złapał Louisa, by się przytrzymać. Louis chrząknął, kiedy został przyciągnięty do wyższego mężczyzny i nie było między nimi żadnej odległości. Harry poprawił kapelusz, po czym jego oczy spotkały się z Louisa.

W głowie usłyszał jak Liam mówi do Zayna i Nialla, że muszą czekać na tę dwójkę, ale cała uwaga Louisa spoczywała na Harry’m, który obserwował go z uśmiechem.

- Nie masz pojęcia, jak wiele dla mnie znaczysz - Harry westchnął. Louis poczuł, że jego twarz robi się gorąca.

- Chyba nie - niechętnie odpowiedział, gdy nieco się wyprostował, choć Harry wciąż opierał się na jego ramieniu.

- Ale masz jakiś pomysł, prawda? - brunet spytał poważnie.

Louis poczuł nagłą zmianę nastroju rozmowy i wiedział, że nadszedł czas, aby wyciągnąć pewne wnioski. Potrząsnął głową, próbując wyrwać rękę z uścisku Harry’ego.

- Jeśli naprawdę chcesz, aby twoje uczucia wyszły na jaw, czyny mówią więcej niż słowa, w porządku? Zwłaszcza, gdy nie zostały nawet powiedziane słowa… Wszystko, co zrobiłeś oczekuje, że domyślę się automatycznie. Nie jestem jasnowidzem, Harry.

- Nie możesz być aż tak nieświadomy, księżniczko - Harry zamrugał, a jego uścisk się rozluźnił.

- Rozwiąż to samemu. Czy jestem nieświadomy lub nie, nie znaczy nic, bo jeśli naprawdę chcesz, bym wiedział, to mi to po prostu powiesz – Louis westchnął, nim ponownie ruszył do przodu.

- Kocham cię.

Louis zatrzymał się w pół kroku i niemalże potknął się o duży kamień. Złapał go i szybko przeczesał dłonią włosy, a jego umysł natychmiast odrzucił słowa, które spowodowały, iż zamarł. Jego serce biło gwałtownie i Louis chciał się odwrócić, by stawić czoła tamtemu mężczyźnie, ale nie był w stanie się ruszyć.

- Ty nie…

- Nie waż się, kurwa, mówić mi, co robię i czuję. Nie pozwolę ci na to, Louis!

Gula zaczęła formować się w jego gardle i książę zorientował sie, że nie oddycha prawidłowo. Westchnął zirytowany, po czym wreszcie zdołał się obrócić i stanąć z Harry’m twarzą w twarz. Nie wiedział, co ma powiedzieć, widząc błyszczące, zielone oczy pirata.

- Nie słyszałeś mnie? Powiedziałem, że cię kocham. Jesteś niesamowity, Louis. Jesteś więcej niż niesamowity, do cholery, nie potrafię nawet opisać tego, jak idealny jesteś dla mnie, okej? Mówiłem ci, że podobałeś mi się przez długi czas i nadal mi się podobasz. Nigdy nie przestałem cię kochać i wiem, że nieważne, jak bardzo będę się starał, już nigdy tego nie zatrzymam – Harry powiedział, wpatrując się w Louisa, który starał się przeanalizować słowa.

- Słyszę cię, Harry – Louis wziął głęboki oddech. - Naprawdę cie słyszę, ale nie wiem, czy to, co mówisz jest prawdą. Jak możesz mówić, że mnie kochasz, skoro praktycznie mnie nie znasz? - Louis powiedział cicho.

To prawda. Znali się może z miesiąc. Czy to wystarczająco czasu, by kogoś pokochać? W bajkach książę i księżniczka zakochiwali się w sobie już po jednym pocałunku, ale to było w książkach. W prawdziwym życi wyglądało to całkiem inaczej.

- Wiem, że boisz się pokazać wszystkim prawdziwego siebie – Harry bronił się, marszcząc brwi. - Nie możesz zaprzeczyć.

Książę spuścił głowę, gdy przypomniał sobie wszystkie rozmowy z Harry’m, kiedy wyznawali sobie różne szczegóły swego życia. Zorientował się, że wciąż stoi przed mężczyzną, który zadał mu pytanie, na co zagryzł dolną wargę w milczeniu. Co miał powiedzieć? Nigdy wcześniej nie byl w takiej sytuacji.

Wiedział, że dziewczyny w całym królestwie na niego leciały, ale Harry zbliżył się do niego w tak poważny sposób i Louis po prostu wiedział, że nie jest w stanie odwzajemnić tego uczucia tak szybko, jakby kapitan tego chciał.

- Nic? Nie masz mi nic do powiedzenia? - Harry zaśmiał się sucho, po czym zaczął się cofać. - W porządku. Tak myślałem.

- Harry, to nie tak… - Louis złapał go za ramię, chcąc go zatrzymać. Harry odsunął się, a jego oczy zabłysły, gdy napotkał spojrzenie księcia.

- Nie martw się, księżniczko. Obiecuję, że po tym, jak zdobędę skrzynię, zawiozę cię z powrotem do Anglii – jego głos był pusty do tego stopnia, że Louis nie wiedział, co może zrobić.

- Czekaj, co? - Louis zapytał z niedowierzaniem, bo nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

Skinąwszy głową, Harry nie powiedział już nic więcej, a jedynie ruszył w stronę światła, które tliło się przy wyjściu z jaskini.

- Co masz na myśli? Zabierasz mnie z powrotem do Londynu? - książę zapytał, gdy dogonił kapitana.

- Nie jestem wystarczająco dobry, aby cię tu zatrzymać, a nie chcę cię, jeśli masz po prostu tęsknić – powiedział szczerze.

Dopiero teraz Louis zrozumiał. Uczucia Harry’ego były prawdziwe. Były od momentu, gdy zdjął mu z szyi łańcuch. Książę nie mógł w to uwierzyć. Czy naprawdę ma do czynienia z tą samą osoba, którą poznał miesiąc temu? Czy to ten sam Harry Styles, który trzymał go w celi? Ten sam Harry Styles, który bezlitośnie zabił człowieka na jego oczach? Czy to ten sam Harry Styles, który torturował go przez cztery dni za to, że chciał uciec?

Harry zmienił się w jego oczach i nie miał pojęcia, kiedy to się stało. Czy to w ogóle możliwe, by osoba zmieniła się tak szybko? Fakt, to Louis był powodem, dla którego Harry tak diametralnie się zmienił, ale przerażało księcia to, że uczucia Harry’ego były prawdziwsze, niż kiedykolwiek.

Harry kiedyś miał tylko trzy osoby w jego życiu, które kochał tak bardzo. Dwie zniknęły i tylko jedna pozostała. Myśl, że ta jedna, jedyna osoba nie chce mieć z nim nic wspólnego, prawdopodobnie zabijała kapitana od środka. Louis poczuł ukłucie w sercu.

- Harry – powiedział zbolałym głosem.

Nie miał pojęcia, czy go słyszał, czy nie, ale Harry szedł dalej dalej do wyjścia z jaskini, nie zamierzając wrócić po Louisa. Książę wiedział, że musi dołożyć wszelkich starań, aby móc wyjaśnić wszystko.

- Harry! - Louis zawołał głośniej, przyspieszając kroku. Harry wyszedł z jaskini i Louis poczuł, że jego irytacja rośnie, gdy został tak bezczelnie zignorowany.

Louis otworzył usta, by ponownie zawołać kędzierzawego kapitana i w tej chwili dźwięk strzały rozbrzmiał w jego uszach, a jedyne, co książę zarejestrował, to ciało Harry’ego, upadające bezwładnie na ziemię.

Kolejny strzał przeszył powietrze i Louis zamarł, nie potrafił wydobyć z siebie nawet słowa. Jego nogi same poprowadziły go do leżącego na brudnej ziemi Harry’ego, który znajdował się tuż przy wejściu do jaskini.

Upadł na kolana u boku kapitana, a jego zdenerwowanie zawładnęło nim do granic możliwości mimo, że starał się zachować trzeźwy umysł. Dotknął dłonią czoła młodszego mężczyzny.

- Harry, wszystko w porządku? Harry, chodź – wypowiadał Louis przez zaciśnięte zęby, biorąc w dłonie ciężką głowę pirata. Nie było możliwości, aby Harry nie był w porządku. Harry musiał być w porządku.

Kliknięcie pistoletu zabrzmiało w powietrzu i Louis natychmiast poderwał się w górę, obracając się w stronę, z której dobiegał hałas. Jego oczy spotkały się ze wzrokiem innego mężczyzny, który wyszedł właśnie z gęstwiny roślin, trzymając pistolet w ramach obrony.

- Książę Louis Tomlinson z Wielkiej Brytanii! Miło cię widzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz