Kiedy Louis zebrał już wszystkie jadalne maskawki z krzaka, chciał zanieść je Harry’emu. Podszedł do Stylesa i zorientował się, że on śpi. Tomlinson usiadł obok niego tak, że stykali się ramionami i zaczął pałaszować owoce. Były bardzo słodkie i smaczne. Elf zjadł mniej niż połowę, decydując, że resztę zostawi młodszemu. Oparł się o drzewo i zamknął oczy. Krótka drzemka nikomu nie zaszkodzi pomyślał i spokojnie odpłynąl do krainy snów.
Harry powoli otwierał oczy i starał się przypomnieć sobie, co tu robi. Kiedy odzyskał w pełni świadomość, zauważył, że na jego ramieniu śpi w najlepsze Louis. Rzeźbiarz parsknął śmiechem, widząc jego umorusaną na różowo twarz i koszyk maskawek na kolanach. Wziął jedną do ust i delektował się jej smakiem. Po zjedzeniu reszty Styles wyjął z kieszeni chusteczkę od jego babci i namoczył ją wodą. Najpierw wytarł dokładnie swoje dłonie, a potem wziął się za twarz elfa.
Tomlinson poczuł na swojej twarzy coś mokrego. Otworzył oczy i zobaczył twarz Harry’ego bardzo blisko swojej oraz jego rękę, która starannie wycierała usta Louisa. Starszy zarumienił, kiedy zdał sobie sprawę, co się dzieje. Czuł palec Stylesa na swoich wargach przez cienki materiał chusteczki. Tak bardzo chciałby, aby swoją rękę zastąpił ustami. Przeniósł swoje spojrzenie na zielone tęczówki. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, rzeźbiarz uśmiechnął się do niego słodko. Elf spuścił wzrok i zaczął nerwowo bawić się swoimi palcami. Gdy Harry wreszcie skończył i odsunął się od starszego, ten był pewien, że wygląda jak dorodny pomidor. Bliskość drugiego chłopaka przez tak długi czas, na pewno mu nie służyła. Jednak widok zielonookiego bez koszulki, to było za wiele. Poczuł jak robi się twardy, więc przyciągnął kolana do siebie próbując to ukryć. Rzeźbiarz popatrzył na niego dziwnie, ale nie skomentował tego, że chłopak siedzi skulony pod drzewem. Sam położył się niedaleko, wystawiając swoją skórę na promienie słoneczne. Takie zachowanie ani trochę nie pomagało Tomlinsonowi. Nie wiedział, czy bardziej chce zabić Stylesa za bycie tak perfekcyjnym czy siebie, że nie potrafił się kontrolować w jego obecności. Jeśli kiedyś dane mu będzie kąpać się z Harrym, to na pewno nie wyjdzie z tego cało.
*
Louis obserwował uważnie ciało Stylesa. Mięśnie na jego brzuchu były doprawdy zachwycające. Jego wzrok śledził równomierne ruchy klatki piersiowej. Wtedy zorientował się, że młodszy zasnął. Tomlinson nie chciał, aby jego towarzysz nabawił się jakiegoś poparzenia, więc postanowił rzucić trochę cienia, na jego rozłożone ciało. Wyobraził sobie jak liście otulają Harry’ego, chroniąc jego mleczną skórę. Delikatnie muskają go, niczym opuszki palców. Louis chciał go dotknąć, poczuć powierzchnię jego skóry i-
-Co do cholery?! - wrzasnął Styles.
Elf otworzył oczy i zobaczył nachylone drzewo tak, że swoimi gałęziami zakryło całego chłopaka. Zrobiło mu się głupio i starał się naprawić to jak najszybciej. Kiedy udało mu się przywrócić drzewo do pionu, spotkał się ze złowrogim spojrzeniem Harry’ego. Przełknął nerwowo ślinę, spuszczając wzrok.
-Co ty wyczyniasz, Tomlinson?
-Przepraszam, to był wypadek - odpowiedział żałośnie.
-O czym ty w ogóle myślałeś? - zapytał Styles. Zapadła chwila ciszy, po której rzeźbiarz kontynuował. - Chyba jednak nie chcę wiedzieć - skomentował i wytrzepał ze swoich włosów ostatnie kawałki liści. - Chodźmy stąd, zanim coś narobisz niezdaro.
Pomimo, że Harry obraził Louisa, ten nie czuł w jego głosie złośliwości. To taka, jakby przyjacielska sprzeczka. Byli przyjaciółmi? Oboje nie wiedzieli jakie dokładnie relacje ich łączą, ale Tomlinson nie mógł przestać o tym myśleć. Wciąż miał nadzieję na głębsze uczucie. Jak to mówią nadzieja umiera ostatnia.
-Harry?
-Mhm.
-Wiesz gdzie jesteśmy? Długo będziemy jeszcze iść? - dopytywał się Louis.
-Nie mam pojęcia. Nigdy tu nie byłem.
-To dokąd nasz prowadzisz? - zapytał lekko zaniepokojony tym, że się zgubili.
-Spójrz - zatrzymał się i wskazał na drzewo. - Zauważyłem, że widnieją na nim takie same znaki, jak na najstarszym drzewie w moim ogrodzie.
Tomlinson podszedł do pnia i dostrzegł na nim wyryte „W.E.”.
-W.E. - przeczytał. - Co oznaczają te litery?
-Sam chciałbym wiedzieć - powiedział młodszy i wzruszył ramionami.
Louis podszedł do drzewa i wydrapał „+”.
-Co ty robisz? - spytał zdziwiony Harry.
-Oznaczam drogę, którą już przebyliśmy. W razie, gdybyśmy się zgubili, nie będziemy krążyć w kółko - wyjaśnił Louis.
-Całkiem sprytne - pochwalił rzeźbiarz.
Tomlinson posłał mu szeroki uśmiech i doskoczył do jego boku. Kontynuowali wędrówkę przez las. Na ich nieszczęście zdawał się nie mieć końca. Gigantyczne drzewa otaczały ich z każdej strony. Pomimo swojej wielkości były bardzo kruche i do niczego się nie nadawały. Louis starał się nie utrudniać ich wędrówki, ale po czterech godzinach przedzierania się przez zarośla, nie miał już kompletnie siły. Kiedy Harry zobaczył jego zmęczony wyraz twarzy i o nic nie pytając, wziął go na plecy. Tomlinson oplótł rękami ramiona, a nogami biodra Stylesa. Twarz zatopił w bujnych lokach zielonookiego. Harry był taki ciepły i miękki, że Louis wprost rozpływał się na jego plecach. Elf przylegał całym torsem do pleców rzeźbiarza. Pasowali do siebie idealnie i nawet nie zdawali sobie z tego sprawy.
Po około godzinie Louis zasnął. Harry czuł jego miarowy oddech na swojej szyi. Nie przeszkadzało mu noszenie mniejszego chłopca. To tak jakby, jakiś miś koala przytulał się do jego pleców. Bardzo ciepły miś koala. Im dalej od wioski byli, tym było zimniej. Louis zdawał się tego nie zauważyć, ale Styles świetnie zdawał sobie z tego sprawę. Coraz bardziej obawiał się nocy. Nie wiedział co może ich zaatakować, a niska temperatura jeszcze bardziej zmniejszała ich szanse.
Słońce zaczęło chować się za horyzontem. Harry znalazł drzewo, które było w stanie utrzymać ich obu. Umieścił w nim prowizoryczne posłanie i położył na nim elfa, po chwili dołączając do niego. Otulił go ramieniem i przyciągnął do siebie, aby było im cieplej. Niedługo potem zasnął.
Louisa obudził nieprzyjemny chłód. Zaszczękał zębami i otworzył powoli oczy. Przez małe okienko w chatce dostrzegł granatowe niebio, domyślił się, że była noc. Tomlinson starał się zignorować ziąb i wrócić do dalszego snu. Kiedy przekręcił się na drugi bok, zorientował się, że śpi razem z Harrym. Na początku chciał się odsunąć, myśląc, że z powodu zimna przysunął się do młodszego chłopca. Ku jego zaskoczeniu w domku było tylko jedno „łóżko”. To znaczyło, że Styles spał z nim. Na początku to było dla elfa nierealne, ale potem przypomniał sobie jak zimno jest i spanie razem to jedyny sposób, aby nie zamarznąć. Przemyślawszy sobie wszystko Louis przysunął się bardziej do Harry’ego, przykładając głowę do jego klatki piersiowej. Młodszy coś mruknął i otoczył Tomlinsona ramieniem. Louisowi zrobiło się ciepło i przyjemnie. Wreszcie mógł ponownie zasnąć.
Kiedy się obudził, zobaczył parę zielonych tęczówek wpatrujących się w niego.
-Dzień dobry - szepnął Harry i przetarł oczy dłonią, odpędzając z nich resztki snu.
-Dobry - odpowiedział Louis i wkopał się głębiej pod pierzyną zrobioną z liści.
-Jak się spało?
-Było trochę zimno w nocy - uśmiechnął się elf na wspomnienie wczorajszej nocy.
-Tak. Będziesz musiał do tego przywyknąć - powiedział Styles, obracając się na plecy.
Mam przyzwyczaić się do spania w twoich ramionach? Rozmyślał Louis Trudniej będzie mi się od tego odzwyczaić. Westchnął i podniósł się do pozycji siedzącej.
-Czeka nas kolejny długi dzień wędrówki przez las? - zapytał zrezygnowany Tomlinson.
-Nie narzekaj. Nie przeszedłeś nawet połowy tego co ja.
Louis wywrócił oczami i uderzył go w ramię. Harry zaśmiał się i zaczął łaskotać jego brzuch. Po kilku sekundach elf leżał przygwożdżony do podłogi przez ręce Stylesa.
-Boże, Harry! Prze-przestań! - usiłował się wyrywać, ale wyższy chłopak był silniejszy.
Rzeźbiarz przestał dopiero, kiedy Louis stracił kompletnie siły, a jego policzki były czerwone od śmiechu. Tomlinson odgarnął grzywkę, która opadła mu na czoło. Spojrzał na rozbawionego Stylesa. Loki miał nadal potargane od snu, jego oczy świeciły, a usta rozciągały w szeroki uśmiech. Nagle jego twarz wyglądała, jakby wpadł na świetny pomysł. Okręcił palcem dookoła, a wszystkie ściany chatki zniknęły, dając świetny widok na dół z piętnastometrowego drzewa. Mina Louisa zrzedła. Przysunął się jak najbliżej Harry’ego i uczepił się jego ramienia.
-Harry… Tak, było zabawnie, ale teraz możemy być już na dole? - zapytał elf mocno zaciskając oczy.
-A nie boisz się, że coś cię zaatakuje? - droczył się z nim Styles.
-Harry… - Louis był już na granicy płaczu. - Błagam.
Młodszy chłopiec widząc, że to naprawdę przestało być zabawne, wstał ostrożnie przytrzymując elfa. Tomlinson otworzył oczy i rozluźnił uścisk.
Nagle znikąd pojawił się ptak lecący prosto na elfa. Ten w ostatniej chwili zdążył zrobić unik, ale wtedy zorientował się, że stoi na granicy przepaści. Wyciągnął rękę do Harry’ego, ale zanim chłopiec zdążył ją złapać, deska złamała się. Tomlinson zamknął oczy przygotowując się na upadek, którego zapewne nie przeżyje.
~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz