poniedziałek, 17 marca 2014

*Los nie był zbyt łaskawy i elf obudził się jakiś czas później. Kiedy próbował się podnieść, poczuł ogromny ból w plecach i syknął.

-Louis - przemówił Harry łamiącym się głosem. - Żyjesz, tak się cieszę. - Podszedł do Louisa i przytulił go delikatnie.

Tomlinson jak oparzony odepchnął go od siebie ze strachem w oczach.

-N-nie dotykaj mnie.

Styles ledwo powstrzymywał łzy, widząc jak bardzo szatyn został skrzywdzony. Odsunął się od niego i usiadł naprzeciwko.

-Wszystko w porządku? - spytał Harry, na co Louis pokręcił głową. - Jak się czujesz?

-Źle - wyszeptał.

-Mogę zrobić coś, żebyś poczuł się lepiej? - Spojrzał w oczy elfa, którym brakowało blasku.

-Nie wiem - odpowiedział cicho i rozejrzał się.

Wokół znajdowało się pełno krwi i pięć ciał leżących pod ścianą.

-Zabiłeś ich? - zapytał chłodno.

-Nie… Są nieprzytomni, ale żyją - odrzekł mu lekko zmieszany rzeźbiarz.

-Jeśli ich nie zabijesz to znowu mnie skrzywdzą - zaczął Tomlinson, tępo wpatrując się w ścianę. - Zabij ich - powiedział, patrząc przenikliwie na Harry’ego.

-Louis, co ty mówisz? - Styles zdawał się być coraz bardziej przerażony zachowaniem towarzysza.

-Oni są źli. Trzeba się ich pozbyć.

-Przestań! Nie możesz tak mówić - krzyknął młodszy i szarpnął elfa za ramiona. Ten zamrugał kilka razy i spojrzał na rzeźbiarza, a w jego oczach zaczęły zbierać się łzy.

-Przepraszam - szepnął i rozpłakał się.

Harry przytulił go lekko, próbując zagwarantować mu, że jest bezpieczny. Louis chlipał cichutko, mocząc koszulkę Stylesa. Całe jego ciało się trzęsło przez zimno, ból, przerażenie i szloch. Młodszy próbował go uspokoić, poprzez delikatne masowanie jego pleców, uważając, aby nie dotknąć ran.

-Jestem okropny, Harry.

-Nawet tak nie myśl - zaprzeczył. - To wszystko moja wina. Obiecałem, że cię ochronię, a nie dotrzymałem słowa.

-Nie. To ja uciekłem, a bez ciebie do niczego się nie nadaję. Nawet nie umiem się obronić.

-Jesteś potrzebny wszystkim mieszkańcom! - powiedział Styles, uśmiechając się lekko. - Nie zapominaj, że bez ciebie w wiosce zapanowałby chaos.

-Czemu tak bardzo we mnie wierzysz? - zapytał Tomlinson, patrząc się na niego niewinnie.

Harry chciał odpowiedzieć, naprawdę chciał, ale nie miał pojęcia co. Dlaczego w niego wierzę? Dlaczego jestem taki miły? Takie myśli kołatały się w umyśle rzeźbiarza. Znał odpowiedź, ale nie chciał się przyznać do tego, że naprawdę polubił tego małego, niezdarnego elfa. Przecież Louis go denerwował, prawda? Przecież-

-Harry? - Głos szatyna przerwał jego przemyślenia. - Coś się stało?

-Nie. Już wszystko dobrze - odparł z uśmiechem i podniósł się z ziemi. - Chodźmy, do Zayna już niedaleko.

Elf próbował wstać, ale ból był zbyt duży. Jęknął i osunął się na ziemię.

Harry’emu serce się łamało, widząc Louisa w takim stanie. Nie mógł dłużej stać i patrzeć jak cierpi, więc podszedł do niego i delikatnie wsunął ręce pod jego kolana oraz plecy, a następnie podniósł go.

-Harry… To trochę dziwne.

-Jest dobrze, Lou - szepnął. - Jest dobrze.

Kiedy wyszli z jaskini, Louis dostrzegł dwa koty, czekające na nich.

-Ktoś ma ci coś do powiedzenia - powiedział Styles i spojrzał wymownie na Miłość.

-Przepraszam - wymamrotała od niechcenia.

-Nic nie szkodzi - odpowiedział Tomlinson z lekkim uśmiechem.

Wszystkim przeszło przez myśl Jak wielkie serce ma ten mały elf?

-Harry, jestem zmęczony.

-Śpij - poradził mu młodszy.

-Ale boję się, że jak się obudzę, to ciebie nie będzie - wyszeptał Louis.

-Nic się nie martw, LouLou. Będę przy tobie, obiecuję - przytulił go mocniej na potwierdzenie swoich słów.

Tomlinson nie usłyszał już nic więcej, kiedy zasnął.

*

Droga dłużyła się Harry’emu niemiłosiernie. Krajobraz wokoło nie zmienił się ani trochę od paru godzin. Louis smacznie spał w jego ramionach, a kotki szły przed nim w milczeniu. Chciał po prostu dotrzeć do Zayna i mieć nadzieję, że on będzie wiedział co zrobić. Im szybciej znajdą się w domu tym lepiej.

Piasek cicho skrzypiał pod podeszwami jego butów, a lekki wiatr targał jego włosy. Słońce zaszło około godziny temu i zaczynało robić się coraz chłodniej.

-Czy tu jest bezpiecznie? - zapytał Harry, widząc ogarniający ich mrok.

-Tak. Już niedaleko - odpowiedziała Nadzieja.

Styles nie pytał o nic więcej i posłusznie szedł przez niekończącą się pustynię. Ze względu na porę dnia widoczność była bardzo słaba, ale Harry’emu udało się wychwycić zarys domu w oddali na niewysokiej górce. Im bliżej byli, tym zielonooki bardziej się denerwował. Krążyły pogłoski, że Zayn jest najpotężniejszym czarnoksiężnikiem, jakiego widziała ta kraina. Jako jeden z dziesięciu wybranych zna sekret długowieczności. Podobno żyje już osiemset lat, ale nikt nie ma na to dowodów. Teraz Harry miał być pierwszym mieszkańcem wioski, który go zobaczy w tym stuleciu.

Był tak zamyślony, że nawet nie zauważył, kiedy znalazł się pod drzwiami. Miłość klepnęła go w nogę na znak, że ma zapukać. Styles niepewnie podniósł rękę i uderzył nią w mahoniowe drzwi. Usłyszał kroki, a następnie zgrzyt zamka. Osoba w środku uchyliła drzwi, nie ujawniając się.

-Czego tu szukacie? - odezwał się męski głos.

Harry chciał coś powiedzieć, ale Nadzieja go wyprzedziła. - Wyrocznia kazał ich przyprowadzić.

Postać nie odzywała się chwilę, a następnie otworzyła szerzej drzwi, aby weszli do środka. Rzeźbiarz nie miał pojęcia, kim jest człowiek, który ich wpuścił. Był ubrany w czarną szatę do kostek, a na głowie miał kaptur. Mógł zobaczyć tylko czarne kosmyki, wystające spod nakrycia głowy. Zaprowadził ich do jednego z pokoi i nakazał usiąść. Harry zrobił to, uważając, aby nie obudzić Louisa.

-Jestem Zayn Malik - przedstawił się i ściągnął kaptur, odsłaniając swoją opaloną twarz, brązowe oczy i czarne włosy. Styles nie spodziewał się, że ktoś kto żyje 800 lat wygląda tak młodo.

-Harry. Harry Styles - powiedział i wyciągnął rękę w stronę czarnoksiężnika, ale ten jej nie przyjął. - Pochodzę z rodu rzeźbiarzy.

-Hm… - Zayn przyjrzał się chłopcom. - On jest elfem, prawda?

-Tak.

-I jesteście tutaj, ponieważ on stracił moce?

-Dokładnie - odpowiedział Harry. - To stało się już kiedyś i podobno zapobiegłeś temu.

-Twoje informacje są błędne - rzekł spokojnie Malik. - Faktycznie, 500 lat temu pewien elf i rzeźbiarz poprosili mnie o pomoc, ale nic na to nie poradziłem. W końcu sami znaleźli odpowiedź.

-Znasz ją?

-Nie do końca. Opowiedzieli mi swoją historię, ale nie podali jej głównego wątku.

-Czy ty teraz…?

-Tak, opowiem wam historię Williama i Edwarda.

-W.E. Te znaki wyryte były na drzewie. Czyli to były ich inicjały - skomentował Harry.

-Widocznie oznaczali drogę, którą przebyli - dopowiedział Zayn. - Ale to teraz nie ważne. Słuchaj uważnie, bo nie będę się powtarzać - rzekł poważnie, a Styles przytaknął głową i ułożył sobie wygodniej elfa, który nadal pogrążony był we śnie. - Jak pewnie zauważyłeś, nie często mam gości, dlatego wizyta dwóch mieszkańców wioski była dla mnie sporym zaskoczeniem. Kiedy do mnie dotarli, nie wyglądali najlepiej. Musieli wiele przejść, aby się tu dostać. Porosili o nocleg, na co przystanąłem. Rano opowiedzieli mi całą historię, jak uciekli z wioski. William prawie przez cały czas płakał, a Edward starał się go uspokoić. Byli dokładnie tacy sami jak wy. Młodzi, zagubieni, zakochani-

-Czekaj - przerwał mu Harry. - My nie jesteśmy zakochani.

-Dlatego on śpi w twoich ramionach z uśmiechem na ustach i wtula się w twoją szyję? - spytał Zayn z uniesionym brwiami.

-Nie… My, po prostu… On, on dużo przeszedł - jąkał się Styles.

-Jakby ci na nim nie zależało, to nie obchodziłby cię jego los.

-Zależy mi jak na przyjacielu - bronił się.

-Jasne…

-Mógłbyś dokończyć tę historię? Jestem bardzo ciekawy, jak się skończyła - zielonooki zmienił temat.

-Już, już - westchnął Malik. - No, więc oni-

-Harry? - odezwał się głos zaspanego elfa. - Gdzie jesteśmy?

Zayn przewrócił oczami, widząc, że został całkowicie zignorowany przez tę dwójkę, która świata po za sobą nie widzi.

-Jesteśmy u Zayna - powiedział, uśmiechając się do niego.

Louis rozejrzał się po pomieszczeniu i zatrzymał wzrok na czarnoksiężniku, który do tej pory się nie odzywał.

-Cześć - rzucił w jego stronę.

-Cześć - odpowiedział mu Malik. - Miło, że się w końcu obudziłeś.

-Nadal jestem trochę zmęczony - mówił sennym głosem.

-Tak? A co ci się stało?

Nagle do oczu Tomlinsona napłynęły łzy, kiedy przypomniał sobie, jak został potraktowany.

-Widzę, że to ciężki temat - powiedział, próbując zatrzymać wybuch płaczu. - Porozmawiamy o tym innym razem, teraz pozwólcie, że dokończę moją historię.

-Jaką historię? - zapytał Louis, zwracając głowę w stronę Harry’ego.

-O Williamie i Edwardzie - odpowiedział mu, na co elf spojrzał na niego pytającym wzrokiem. - O elfie i rzeźbiarzu sprzed pięciuset lat.

-Słucham uważnie. - Louis ułożył się tak, że teraz siedział na kolanach młodszego chłopca, a głowę ułożył na jego ramieniu.

-Przyjaciele? - prychnął Malik

-Tak, przyjaciele - odpowiedział mu Harry, próbując zignorować uczucie ciepła, które rozlało się w nim, kiedy małe ciało elfa, wtuliło się w niego.

~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz