*- Okej, po prostu najpierw napij się tego – Eleanor nalegała, wskazując na kubek z purpurowym płynem, odrzucając włosy z ramienia, gdy nadal przeszukiwała torbę medyczną, która leżała miedzy jej nogami.
Louis przyłożył kubek do ust. Spojrzał na płyn z niesmakiem. Nie mogąc się powstrzymać, zerknął na przyjaciółkę.
- Co to jest? - spytał, krzywiąc się.
Po tym, jak udało mu się opuścić jadalnię, poszedł prosto do Eleanor, by zobaczyć, czy może pomóc mu z bólem, którym krzyczało ramię, nie wspominając o mdłościach, które jeszcze nie znikły. Danielle oparła się o ścianę, dla czystej rozrywki obserwując zdenerwowanego Louisa i książę nie mógł jej zaatakować, bo Eleanor skutecznie by go zatrzymała.
- To nie tylko złagodzi ból, ale powstrzyma wszelkie wirusy i zakażenia, które mogą cię atakować – poinformowała go, a jej dłonie ciągle grzebały w torbie.
- Nie łapię tego, że przewróciłeś się na ramię – Danielle uśmiechnęła się bezczelnie, patrząc jak Louis ogląda napój. - Haha. Myślę, że los ma zabawne sposoby działania, czyż nie?
- Możesz odejść? - odrywając uwagę od kubka, Louis spojrzał groźnie na brunetkę.
- Obawiam się, że nie – uśmiechając się podstępnie, potrząsnęła głową.
- Dajcie spokój – Eleanor westchnęła, po czym podniosła się, ściskając dużą rolkę bandażu chirurgicznego. - Okej, Lou, po prostu pij, a ja owinę rękę.
Louis żachnął się dziecinnie, by zobaczyć, czy może wykręcić się od picia lekarstwa, ale Eleanor pokręciła mocno głowę, co zmusiło go do jęczenia jeszcze głośniej, nim przechylił filiżankę i zaczął pić jej zawartość.
Gdy gorzki płyn wpadł mu do gardła, Louis zdał sobie sprawę, jak bardzo suche było jego gardło. Był zmęczony przez cały czas, który spędził na dolnym pokładzie, w pokoju, a przecież do tej pory nic nie zjadł. Jego ciało stawało się coraz słabsze i przeklinał fakt, że nie jadł. Po wypiciu napoju, beztrosko odłożył kubek i potknął się o własne nogi, gdy chciał usiąść na łóżku obok Eleanor.
Nie zwracając uwagi na jego dziwne kroki, Eleanor wyciągnęła ręce do Louisa, by ten rozłożył swą lewą rękę, nim wyjęła długie bandaże. Louis patrzył w milczeniu, jak ona wzdycha cicho i zaczyna owijać jego ramię.
- To może wydawać się dziwne, ale czy któraś z was wie, jak mogę wrócić do łask Harry’ego? - mruknął ze zmarszczonymi brwiami.
Ręce Eleanor zatrzymały się w zdziwieniu, a gdy Louis podniósł głowę, by napotkać jej spojrzenie, uśmiechnęła się smutno.
- Jestem ostatnią osobą, którą powinieneś o to pytać.
Natychmiast obrócił się do Danielle, która opierała podbródek na swej dłoni.
- Rozumiem, że plan Nialla “pocałujcie się i zejdźcie” nie wypalił?
- Nie, naprawdę nie – Louis uprzejmie zauważył, wzdychając.
- Nie jestem najbliższą osobą Kapitana Stylesa na statku, - kobieta o kręconych włosach przechyliła głowę na bok, spojrzawszy miłym wzrokiem. - ale mogę powiedzieć, że wkupienie się w jego łaski na początku nie będzie łatwe. Powinieneś próbować przepraszać. Jeśli weźmiesz winę na siebie, nawet jeśli to nieprawda, to powinien być względem ciebie, jak ja wobec El.
Eleanor natychmiast poderwała się, a jej twarz rozciągnęła się w uśmiechu.
- Tak! To wydaje się dobre! - odwróciła uwagę Louisa. - Lou, jestem pewna, że jeśli tylko będziesz miły i uprzejmy, Kapitan Styles po prostu zapomni o twojej ucieczce i wszystko będzie w porządku.
- Próbowałem przepraszać i to nie działa. Więc to odpada – Louis jęknął.
- Wow, naprawdę? - Danielle słuchała z niedowierzaniem, na co książę kiwnął głową z grymasem. - No, cholera! Jeśli przeprosiłeś i byłeś dla niego słodki, a on nadal nie wybaczył, śmiem twierdzić, że nasz drogi kapitan wreszcie wraca.
- Co masz na myśli? - zapytał zmieszany książę. Kobieta wzruszyła ramionami.
- Mała cipka, z którą miałeś do czynienia i która rozklejała się przez twoje bzdury odchodzi, a prawdziwy Książę Siedmiu Mórz powraca. Nie chcę cię zniechęcać, ani nic, ale rozmawiałeś z Kapitanem Stylesem wiele razy i on nigdy nie zrobił nic, prócz dokuczania tobie. Zanim pojawiłeś się na statku, gdyby ktokolwiek z nas mówił coś podobnego, przywiązałby nad do kadłuba statku na cały dzień! - zacisnęła usta. - Twoja ucieczka musiała coś wywołać w jego głowie. Przez te cztery dni, kiedy odbywałeś karę, był niestabilny i wręcz pękał. Wraz z twoim powrotem, powiedziałabym, że wraca “stary, dobry Kapitan Styles”, który… Cóż, jest zarówno dobry jak i zły, hm?
Louis przeczesał palcami włosy, spoglądając z powrotem na Eleanor, jakby namawiał ją, by nadal owijała rękę. Danielle złapała spojrzenie i kontynuowała pracę, choć uważała to, co mówiła Danielle, za ciekawe.
- Okej, skoro więc wraca do tego, kim był przedtem, jest jakaś inna droga, by Louis mógł wrócić do dobrych stosunków z nim?
- Zawsze możesz próbować go uwieść – po raz kolejny brunetka oparła dłoń na podbródku.
Eleanor otworzyła szeroko oczy i Louis patrzył na Danielle jak na wariatkę.
- Co – to nawet nie było pytanie.
- Gdybym była na jego miejscu, szczerze mówiąc, i przyszedłbyś do mnie, oferując swoje ciało, weszłabym w to. Znaczy się, jeśli pieprzyłbyś mnie, wszystko zostałoby wybaczone.
- Danielle!
- Nie tylko ja! - szybko podkreśliła, rzucając Louisowi obronne spojrzenie. - Zayn, Liam i Niall robią to cały czas, gdy się na siebie wściekają! Jestem pewna, że Harry ma tak samo!
To było śmieszne. Louis mógł tylko wyobrazić sobie tę scenę jako największą porażkę. To było coś, co całkowicie pożarłoby jego dumę, gdyby przyznał się do złych rzeczy, które nie do końca były jego winą. Nie wspominając już o praktycznym włażeniu na Harry’ego nago i błaganiu go o przebaczenie. A gdyby Harry odebrał to w niewłaściwy sposób, Louis mógłby tylko pogorszyć sytuację.
Gdy Eleanor skończyła bandażować rękę, potrząsnęła głową.
- Jeśli pytacie mnie, uwodzenie jest rzeczą, którą naprawdę powinieneś zrobić, gdy jesteś super zdesperowany, ponieważ kiedy o tym myślę, to nie kończy się dobrze dla ciebie, Louis – spojrzała w górę, na co dwójka przymknęła oczy. Uśmiechnęła się, pochylając ku niemu. - Wystarczy być słodkim. Traktuj go, jak mnie. Każdy mówi, że polubi cię wcześniej czy później i myślę, że to się uda. To niemożliwe, by to wszystko tak po prostu znikło, ale jestem przekonany, że on nie jest zły. Raczej zraniony i to jego sposób na pokazanie tego.
- Zraniony? Czym? - oszołomiony jej słowami, Louis pochylił się bliżej.
- Nie wiem. Słyszałam od Liama, że Harry powiedział mu, iż obiecałeś go nie opuścić, a mimo to zrobiłeś to. Pewnie ci zaufał.
Dopiero teraz Louis sobie to uświadomił. Zapomniał, że złożył Harry’emu obietnicę. Był wycieńczony i nawet nie pamiętał, co Harry kazał mu obiecać, to działo się tak szybko. Louis był zbyt zajęty odreagowaniem po seksie, by w pełni myśleć, a potem pochłonęła go myśl o mieście.
Harry nienawidził kłamców i Louis miał już pojęcie, na jaki temat toczyła się wewnętrzna bitwa w głowie kapitana. Jęcząc, Louis uderzył się w czoło.
- Teraz wiem, co najbardziej go niepokoi. Muszę to jakoś rozwiązać…
Z potężnym i głośnym hukiem, drzwi do pokoju otworzyły się nagle z niesamowitą siłą, po czym uderzyły w ścianę za nimi. Wszystkie trzy osoby przebywające w pokoju spojrzały na wejście w zdumieniu, gdzie stał Zayn, jego ciemne oczy były wściekłe, kiedy skupił uwagę na Louisie. Nim książę zdołał zareagować, Mulat był nad nim. Złapał w garść jego koszulę i szarpnął go w górę, przez co szatyn wisiał w powietrzu. Nie był w stanie zrobić nic, gdy pirat uderzył plecami Louisa w ścianę bez żadnego wysiłku.
Eleanor niemalże krzyknęła, a Louis wreszcie odzyskał świadomość, próbując odepchnąć od siebie Zayna, który przypierał go do ściany. (OMNOMNOM, ZOUIS <3 – tłum.)
- Jaki, kurwa, masz problem?! - Louis warknął gniewnie, a jego tęczówki wpatrywały się w Zayna, gdy ten uśmiechnął się ze wściekłością.
- Jestem zmęczony tymi pierdolonymi bzdurami! - Zayn powiedział głośno. Louis chrząknął.
- Ja…
- Jesteś, kurwa, obrzydliwy, jasne?! Jestem zmęczony tobą i istnieniem twojego gównianego tyłka! Jesteś taki sam, jak twój ojciec i cała, pierdolona, królewska rodzina, które posiadały tron w ciągu kilku ostatnich pokoleń! Dbasz tylko o siebie! Jesteś takim sukinsynem!
Bez słowa, Louis mógł tylko patrzeć, jak Zayn kontynuował swój monolog.
- Zraniłeś Harry’ego, a on nie pozwolił nikomu z nas, och, nie, zabronił mi zrobić cokolwiek! To wszystko twoja, pierdolona wina! Ale ciebie to nie obchodzi – Zayn zawrzał ponuro. - Nie dbasz o nikogo poza sobą – uścisk na koszuli Louisa wyraźnie się zaostrzył i szatyn napiął mięśnie, kiedy Zayn spuścił głowę. - Kurwa, ostrzegałem cię, byś nie zadzieraj z moją bratnią duszą.
- Zayn, musisz się uspokoić i mnie wysłuchać – Louis skrzywił się, gdy obserwował go spokojnie.
- Dlaczego, do cholery, mam to robić, skoro ty nigdy nie zrobiłeś tego dla Harry’ego?!
- Okej, już wiem, że zrobiłem mu coś złego, ale…
- Wy, królewskie nasienie, jesteście doskonali w wymówkach, by ratować własne tyłki – Zayn spojrzał w górę. - Może działało to na Harry’ego, ale nie na mnie, księżniczko.
- Zayn, wystarczy! - Eleanor krzyknęła głośno za Zaynem, a Louis zobaczył ją stojąca z paniką na twarzy, kiedy oglądała scenę z troską.
- Fakt, że zrobiłeś Eleanor pranie mózgu jest kolejną rzeczą, która mnie wkurwia. Broni cię w bitwie, z której nie ma żadnej korzyści – Pirat chrząknął, szydząc. Louis posłał mu spojrzenie pełne kpiny.
- A ty bronisz Harry’ego w bitwie, z której także nie masz żadnej korzyści, która nawet cię nie dotyczy! Pomyśl nad tym, co mówisz, zanim opuści to twoje cholerne usta! Jeśli czegoś chcesz, to po prostu się zamknij i wreszcie daj mi, kurwa, mówić, skoro wiesz, że mam trochę racji, i zabierz ode mnie te swoje pieprzone łapy!
- Kiedy to ma związek z moim kapitanem, bitwa ma ze mną wiele wspólnego – Zayn napiął mięśnie.
On nie myślał o prawdziwej walce, ale teraz było to nieuchronne. Bez ostrzeżenia, Zayn szarpnął się w tył. Nie spodziewając się ataku, cofnął się dwa kroki. Louis zerknął za niego, po czym ujrzał Danielle, stojącą zaraz za piratem.
- Okej, miałeś już swoje dwie sekundy męskości, więc teraz możesz porzucić mentalność jaskiniowca i powrócić na Ziemię? - zapytała poirytowana.
- Pilnuj swojego, cholernego interesu, Danielle.
- Pewnie bym to robiła, gdybyś ty nie zrobił dwóch rzeczy – uniosła w górę dwa palce, mrużąc oczy. - Po pierwsze, próbowałeś uderzyć go w twarz, nawet nie pozwalając mu się wytłumaczyć, a po drugie, twoje brudna usta wypowiedziały imię Eleanor – zrobiła krok do tyłu, obejmując się ramionami. - Jeśli będziesz walczyć z kimkolwiek tutaj, to tylko e mną. Ale informuję cię, że jeśli się, kurwa, zamkniesz na minutę, dowiesz się, że Jego Wysokości jest przykro za to, co zrobił i planował pogodzić się z kapitanem, nim wpadłeś tutaj, szaleńcu.
Zayn zatrzymał się na jej słowa, a na jego twarzy toczyła się bitwa uczuć, po czym odwrócił głowę od Danielle i spojrzał pytająco na Louisa. Książę skrzywił się, patrząc z irytacją na Zayna.
- Tak, ma rację.
- A teraz, jestem dupkiem – Zayn westchnął z głośnym jękiem.
- Zawsze byłeś dupkiem. Nic się nie zmieniło – Danielle prychnęła, opierając się plecami o ścianę. Rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie, po czym westchnął ciężko i skrzyżował dłonie na piersi, wpatrując się w Louisa.
- Przepraszam, po prostu… - potarł kark ze wstydem. - Mam instynkt obronny, gdy ktoś bawi się moimi kumplami, w porządku?
- Tak, widzę to – Louis skinął głową. Nie ma krwi, nie ma żalu, tak myślę. Możemy po prostu wrócić do życia i udawać, że nigdy nie rzuciłeś się na mnie, jak anioł zemsty Harry’ego – przeczesał palcami włosy.
- Zanim przyszedłeś, - Eleanor odezwała się, chcąc rozluźnić atmosferę. - rozmawialiśmy o sposobach na Kapitana Stylesa i Louisa, by wrócili do tego, co było, bo prawdopodobnie kapitan już nie jest taki przyjazny – wyjaśniła krótko skinieniem głowy w stronę mężczyzny.
- Ciężko tego nie zauważyć – westchnął Zayn. - To wyjaśnia część mojej agresji. Przepraszam jeszcze raz, Louis.
- Przyjmuję przeprosiny ponownie, Zayn. Ale z innej beczki, jesteś jego bliską osobą… Co mogę zrobić, by z powrotem było dobrze? - Louis zapytał poważnie, na co Zayn zareagował zaskoczeniem.
Przez kilka sekund, mężczyzna z założonymi na piersi rękami, zastanawiał się nad pytaniem. Pozostała trójka obserwowała go wyczekująco. Zayn patrzyła na Louis, przez co książę czuł się spięty, gdy pirat mierzył jego ciało wzrokiem, nim coś błysnęło w jego głowie, jak błyskawica.
- Chodź, księżniczko. Mam pomysł – zwrócił się do Louisa, po czym skinął na niego, by ruszył z nim do drzwi.
- Mam nadzieję, że jest dobry – Louis prychnął, gdy zaczął iść za ciemnowłosym mężczyzną, po czym spojrzał na Eleanor i Danielle, które ruszyły szybko razem z nimi.
Jego kroki wciąż były wolne i przez chwilę próbował biec, ale jego płuca zacisnęły się boleśnie. Zaczęli iść schodami, by wyjść na pokład. Kiedy Zayn otworzył drzwi, byli na zewnątrz. Louis cicho trzymał się pirata, czekając aż ten wyjaśni plan. Zayn zatrzymał się i książę z zaciekawieniem patrzył, gdy mężczyzna odwrócił się do niego z uśmiechem.
- Teraz zaczynamy plan.
- Okej. Co to takiego? - Louis spytał radośnie.
Zayn bez ostrzeżenia złapał obandażowaną rękę Louisa. Nieco zdziwiony Louis, pozwolił trzymać mu jego wrażliwą część ciała, jedynie patrząc, jak pirata rozplątuje bandaże.
- Zayn…
- Zaufaj mi.
- Czy możesz mi powiedzieć, w czym mam ci zaufać?
- Naprawdę tego chcesz? Przeprosić? Nie bawisz się nim znów, prawda? - pirat zamrugał, prostując się i ignorując wcześniejsze słowa Louisa.
- Jestem szczery – sapnął, marszcząc brwi.
- Dobrze. Przepraszam za ból już teraz, ale później mi podziękujesz.
- Czekaj, co masz na myśli…
Zayn walnął w sam środek jego lewego ramienia z zaskakującą siłą, co natychmiast wysłało ekstremalną ilość bólu wzdłuż ciała Louisa. Krzyk agonii opuścił usta szatyna, kiedy przybliżył rękę do piersi, nie mogą powstrzymać cierpienia. Nagle Zayn złapał go pod ramię i ułożył na ziemi. Książę nie był w stanie o niczym myśleć, więc upadł bardzo łatwo. Nie wiedział, co pirat wyprawia, póki ten nie zaczął krzyczeć.
- Harry! Harry! Ktokolwiek! - jego brzmiał na zmartwionego, a książę tylko jęczał z bólu, wpatrując się w Zayna, która przeczesywał palcami włosy.
- Zayn, ty…
- Co się, do cholery, stało?!
Louis natychmiast przerwał, słysząc blisko głos Nialla, gdy Zayn klęknął obok niego.
- Chłopaki! To Louis! Przybiegłem tu, gdy usłyszałem jego krzyk! Coś nie tak z jego ręką!
To działo się szybciej, niż Louis myślał, że to możliwe, ale Harry właśnie klęczał przy jego boku. To było naprawdę cholernie szybkie.
- Co się stało? - Kapitan piratów chwycił rękę mocno, a Louis skrzywił się z bólu. Harry spojrzał poważnie na Zayna.
- Nie wiem, stary – Zayn ponownie przesunął dłonią po włosach. - Wychodziłem z jadalni i usłyszałem, jak krzyczał, więc przybiegłem i zobaczyłem go na podłodze.
Louis patrzył na Zayna z czystym niedowierzaniem. Naprawdę kłamał Harry’ego w żywe oczy. Ten zaś jęknął, nim spojrzał na Louisa z grymasem.
- Co ty tu, do cholery, jeszcze robisz? Mówiłem ci, byś szedł do Eleanor, idioto – mruknął, delikatnie badając rękę.
- Nie jesteś lekarzem. Przestań patrzeć się na moje ramię w ten magiczny sposób, skoro wiem, że coś jest nie tak – Louis słabo powiedział, na co Harry zmrużył oczy.
- Chłopaki, co się stało? - Liam zapytał, gdy razem z Niallem obsereowali zajście.
- Louis miał wypadek i jego ręka boli – Zayn zakaszlał w rękę.
Twarze dwóch piratów natychmiast skrzywiły się w przerażeniu, gdy pochylili się nad księciem.
- Whoa! Louis, nie powiedziałeś Eleanor, by ci pomogła? - Niall szybko zapytał sięgając, by pocieszyć Louisa, ale nim to zrobił, Harry spojrzał na niego ciemnym wzrokiem.
- Przyprowadź Eleanor, by mu pomogła, teraz!
- Przepraszam, już się robi, Kapitanie! - Niall uniósł ręce w obronie, po czym ruszył biegiem do klatki schodowej. Zayn ponownie zakaszlał.
- Elenor nie może zdiagnozować go tutaj. Trzeba zabrać go do pokoju, Harry.
Harry w milczeniu obserwował bruneta i Louis nagle zrozumiał plan Zayna. Cwany drań.
- Możesz wstać? - kapitan spytał, podkładając rękę pod głowę Louisa, aby pomóc mu usiąść. Louis próbował grać osobę chorą najlepiej jak mógł, gdy ręce Harry’ego pomagały mu się podnieść.
Kiedy Liam był gotów, by iść za Harry’m do jego kwatery, Zayn wyciągnął rękę, w której miał bandaże Louisa, po czym uśmiechnął się.
- Liam, pomóż Niallowi, niech Eleanor się pospieszy!
- Czekaj, co? - Liam zapytał, gdy patrzył na triumfującą twarz Zayna. Wiedząc, co się dzieje, jęknął. - Zayn, co ty wyprawiasz?
- Najlepszą rzecz, jakiej kiedykolwiek ten statek mógł chcieć – Zayn skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - Ale hej, wiesz, to nic wielkiego.
*
Z ręką Harry’ego, obejmującą Louisa, książę próbował odciążyć trochę ciało kapitana. Kiedy weszli do gabinetu, poczuł potrzebę powiedzenia czegoś do pirata, ale instynkt zdecydował, że lepiej nie, bo będzie miał przejebane.
Drzwi do sypialni otworzyły się i mężczyzna o kręconych włosach ruszył do łóżka, a oczy Louisa rozszerzyły się, gdy zobaczył kilka talerzy jedzenia i dużą butelkę wody, zaraz przy łóżku. Harry pomógł mu usiąść i westchnął, gdy rzucił kurtkę na podłogę.
- Jesteś taki kłopotliwy, przysięgam – mruknął, marszcząc brwi, po czym zdjął koszulkę i Louis obserwował niepewnie, jak zaczął owijać nią lewe ramię księcia szybko i starannie.
- Tak, dziękuję – Louis skinął głową.
- To nic. Jestem trochę ciekawy, co stało się stało z twoją ręką, że to tak wielki problem – Harry stwierdził, kiedy pochylił się, by podnieść swój płaszcz. Wiedząc, że lepiej nic nie mówić, Louis zakaszlał w dłoń, a płuca znów zaczęły go boleć.
- Dlaczego masz tu tyle jedzenia? - spytał w lekkim wysiłku, by zmienić temat. Harry otworzył usta, nim spuścił głowę.
- To dla ciebie, gdybyś przyszedł do łóżka, dziś wieczorem.
Louis zamarła w szoku, jak Harry niezdarnie przeniósł się, by zająć miejsce po drugiej stronie łóżka.
- Och, cóż, dziękuję – odpowiedział grzecznie.
Harry wyszedł ze swojej skóry, by po prostu zrobić to wszystko dla niego? Nawet, kiedy był na niego zły? Nagle atmosfera w powietrzu zrobiła się gęsta i Louis oniemiał. Musiał przeprosić Harry’ego. Nawet, jeśli nie chce, a okazało się, że Harry jest zdenerwowany, musiał to zrobić.
Będzie przeklęty, skoro spędził ostatnio jakąś część życia na martwieniu się o swoją ścieżkę, krzyżującą się z kapitanem statku, który zdawał się kochać spacery tymi samymi drogami.
- Przepraszam.
Louis ożywił się w chwili, gdy słowo przedarło ciszę, która trwała między nimi. Nie odważył się spojrzeć w górę, na Harry’ego, gdy te niewiarygodne słowa brzmiały w uszach księcia. Czekaj. On nie powiedział…
- Przepraszam za wszystko, Louis. Naprawdę przepraszam – jego głos był cichy i poważny, ale nawet, jeśli Louis nie mógł zobaczyć jego twarzy, miał wrażenie w sercu, iż Harry wygląda na smutnego.
Może nie miał racji, a Harry wyglądał jak zwykle, utrzymując stoicki spokój. Może… Ale i tak w jego umyśle pozostała twarz kapitana ze złamanym sercem.
Obaj siedzieli w milczeniu, gdy Louis przygotowywał się, aby usłyszeć więcej, ale kiedy okazało się, że Harry nie będzie kontynuował, Louis odezwał się.
- Jest w porządku. Przepraszam, że… Próbował uciec - słowa wyszły z jego ust z mieszanymi uczuciami.
Część z niego wiedziała, że to w porządku, Harry Styles przepraszał go i wiedział, że nie było to codziennością. Ale inna część jego wiedziała, że to kłamstwo. To nie było w porządku. Po tym wszystkim. Nie było. Dlaczego?
Harry nie zrobił mu nic, by mógł zasłużyć na coś takiego. Był poza kontrolą, zwyczajnym egoistycznym dupkiem. Tak przynajmniej kreowało go jego nazwisko. Ciężko było uwierzyć, że Harry miał tylko osiemnaście lat. Był jeszcze młody . Był młody i miał tyle krwi na rękach. Był młody i zrobił więcej w ciągu kilku lat, niż Louis mógł kiedykolwiek doświadczyć w życiu.
Książę wpatrywał się w dół w milczeniu. Zastanawiał się, jak wiele osób miało okazję przebywać z Księciem Siedmiu Mórz w jego czasie wrażliwości?
- Myślę, że byłoby najlepiej, gdybyśmy po prostu zaczęli od początku - Louis westchnął, odwracając się w kierunku Harry’ego na łóżku. Ten zaś przyglądał mu się uważnie.
- Nie wiem, co robisz w swoim ozdobnym pałacu, ale tu, w prawdziwym życiu, nie da się po prostu “zacząć od nowa”. To nigdy nie jest takie proste. Gdy coś się stało, nie można tego cofnąć.
- A co dokładniej dzieje się z nami dwoma? - Louis zapytał z grymasem.
- Idziemy dalej – Harry odpowiedział, pochylając głowę.
Louis zamrugał oczami, gdy Harry przeczołgał się na łóżku bliżej, na kolanach i bez koszulki, przez co książę poczuł niepokój, gdy kapitan wpatrywał się w niego tak intensywnie. Dwójka patrzyła sobie w oczy przez krótką chwilę, nim Harry westchnął głęboko, a jego zielone tęczówki schowały się ze zmęczenia pod powiekami.
- Kurwa, nienawidzę tego, co ze mną wyprawiasz.
- Ja… Co? - Louis zdziwił się, na co Harry pokręcił głową i wstał z łóżka. Pirat wypuścił głośno powietrze z ust.
- Po prostu jedz, pij i postaraj się nie umrzeć tej nocy. Dobranoc – powiedział szybko, nim wyszedł.
Gdy drzwi się zamknęły, Louis zaczął myśleć o tym wszystkim. O tym, co inni mówili mu na temat Harry’ego. Cóż… Może mieli rację?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz