sobota, 22 marca 2014

*- Byliście przyjaciółmi z korzyściami.


Słowa te wyszły z ust Louisa powoli i nie brzmiały dość pochlebnie. Liam skrzywił się, natomiast Zayn nie wyglądał na zawstydzonego. Pierwszy oficer One Direction westchnął i spojrzał na ocean.

- To dla ciebie dziwne? Wydawało mi się, że byłoby… Ah, Zayn, czemu mu powiedziałeś?

- Dziwne? - Zayn odezwał się z uśmiechem na ustach, gdy patrzył na Louisa, który już miał zamiar się bronić, lecz szybko zrezygnował. Malik, nie mogąc się powstrzymać, zaczął śmiać się z wyrazu twarzy księcia. Louis zacisnął usta i uderzył go w ramię.

- W porządku, przyznaję, to jest po prostu trochę dziwne - Louis wyznał niepewnie, po czym spojrzał na Liama, a ten skinął głową. - Nie, żebym was osądzał, czy coś.

- Ty mały kłamco - Zayn prychnął, krzyżując ramiona na piersi, zanim spiorunował Louisa wzrokiem. - Osądzasz nas.

Louis nie mógł powstrzymać się przed wybuchem śmiechu. Rozmowa z Zaynem i Liamem była bardziej orzeźwiająca, niż mógł sobie wyobrazić, zwłaszcza po trzech ostatnich dniach, wypełnionych mgłą i deszczem. Był zmuszony wówczas siedzieć w kabinie Harry’ego.

Oczywiście, to było prawdopodobnie dobre dla Louisa, biorąc pod uwagę, jak by skończył uderzając twarzą o maszt, gdyby poślizgnął się na mokrym pokładzie. Jednak siedzenie w pokoju kapitana było nudne i w jego gabinecie też było nudno, ale na szczęście Dusty sprawiała, że jakoś to znosił.

Dziś deszcz ustał, dzięki czemu książę planował odwiedzić Eleanor i porozmawiać z nią prywatnie o rzeczach, które męczyły jego umysł w ostatnim czasie. W efekcie pobiegł do Zayna i Liama, po czym rozmowa jakoś sama się rozwinęła.

- Ale hej, nie obchodzi mnie, jeśli osądzasz. Nie jestem zamierzam się obrazić na kogoś, kto krytykuje ludzi za rodzaj peruki, jaki noszą – Zayn powiedział, na co Louis przewrócił oczami.

- Nie robiłem tego.

- Oh, mój błąd. Krytykowałeś ich za rodzaj sukienek, jakie nosili. Wybaczysz mi, Wasza Wysokość?

- Dobra, dość tego sarkazmu, zanim zemdleję - Liam machnął dłonią w kierunku Zayna. Brunet zacisnął usta w odpowiedzi. Louis oparł się plecami o drewnianą półkę.

- Bycie przyjaciółmi z korzyściami jest w rzeczywistości bardzo interesujące, jak na sposób rozpoczęcia znajomości, skoro rozmawiamy już szczerze – powiedział luźno.

- To nie tak się zaczęło – Liam oblizał wargi z dezaprobatą. - Mieszasz.

- Nieee, jestem pewien, że właśnie tak to się zaczęło.

- Mów, co chcesz. A na koniec dnia Harry pobłogosławił nasz związek, a nawet pomógł nam go rozwinąć, więc ssij, albo i nie, bo wiem, że jedyną rzeczą jaką chcesz ssać, jest dosłownie przytwierdzona do Harry’ego.

- Zayn.

- Co?

Mrużąc oczy, Louis walczył z rozdrażnieniem, gdy Liam skarcił Zayna, chociaż szeroki uśmiech nie znikał z jego twarzy.

- To takie typowe dla ciebie, że przytaczasz Harry’ego. Prawie przewidywalne - Louis krótko zauważył, próbując pozostać tak spokojnym, jak to możliwe. Usta Zayna wygięły się w uśmiechu/

- Nie zachowuj się tak, jakby ci się to nie podobało – zanucił, a Louis obrócił się w stronę oceanu. Czuł, że Zayn przysunął się bliżej, po czym mężczyzna przewiesił rękę przez jego ramię. - Nie myśl, że nie widzę tych małych uśmieszków, ilekroć przywołam Harry’ego. Nie odnosząc się do waszego życia seksualnego, ale kiedy przytaczam go tak po prostu, w jego całkowitym poświęceniu dla całej tej sprawy, jaką jest twoja obecność, wiedzę że to cię rozwesela.

- Hah, nie – Louis wzruszył ramionami. Mimo tego czuł, że jego twarz robi się gorąca.

- Aww, rumienisz się – zauważył Liam, uderzając palcem wskazującym w policzek księcia.

Zayn zachichotał, gdy przyciągnął Louisa bliżej, a ten tylko czuł jak jego twarz sztywnieje od molestowania przez palec Liama. Najstarszy starał się odsunąć, jednocześnie chcąc ukryć swe zakłopotanie, jednak ciemnowłosy pirat zacisnął dłoń.

- Szczerze zastanawiam się nad tobą, a nim, Louis - jego słowa spowodowały, że Louis zaprzestał walczyć, a spojrzał na Zayna z rozbawieniem. Jego niebieskie oczy patrzyły w czekoladowe tęczówki pirata, by kontynuował.- Harry nie informuje mnie o sytuacji między tobą, a nim. Wiem, że coś wyraźnie się dzieje, ale nie chce mi powiedzieć, co.

Louis zmarszczył brwi, ale zanim zdążył się odezwać, Liam wtrącił się z podniesioną ręką, a jego wyraz twarzy był bardzo poważny.

- Jeśli nie powiedział tobie, nie wymagaj tego od Louisa - jego ton był surowy, na co książę spojrzał na niego zaskoczony. Pierwszy oficer patrzył wyczekująco na Zayna. - Idąc do drugiego źródła informacji, ponieważ jesteś uparty, nie jest w porządku, Zayn. Uszanuj to.

- Poczekaj – Zayn zerknął na kochanka. - Nie mówisz o tym, o czym myślę, że mówisz? O Boże, Li… Ja nie…

- Czy mogę już iść? - Louis niepewnie zapytał z podniesioną ręką, gdy stał między piratami.

Nie chciał być w środku kłótni tej dwójki, więc najlepiej by było, gdyby po prostu uciekł. Zayn zaczął się bronić, a Liam był coraz bardziej poirytowany. Louis zaczął się wycofywać. Żaden z tamtej dwójki nie wydawał się być tym zainteresowany, więc ruszył do schodów.

Odejście od Harry’ego było prawie niemożliwe w czasie deszczu, przez który trzymany był w pokoju. Nie, że to wszystko było winą Harry’ego, czy coś. Louis z własnej woli nie wychodził z sypialni, a bawił się z Dusty, kiedy kapitan pracował nad jakimiś dokumentami. Zwłaszcza fakt, że Louis raz po raz specjalnie mu przeszkadzał, a ten jedynie prosił go o ciszę, był niesamowicie zabawny.

Wspomnienie to wywołało uśmiech na jego twarzy. Dodatkowo poszerzył się, gdy Louis zauważył Harry’ego, który chichotał razem z Niallem, po drugiej stronie statku. Obaj opierali się o parapet i rozmawiali o czymś, a w oczach Harry’ego było coś jak błysk szczęścia. Ciekawość wzięła górę i ruszył w ich kierunku.

Harry nieco się wyprostował, zagryzając dolną wargę, jakby chciał ukryć uśmiech. Louis podszedł do ncih z uprzejmym uśmiechem.

- Hej, co robicie? - zapytał, a mężczyźni spojrzeli na niego. - Słyszałem wasz śmiech z drugiej strony.

- Rozmawialiśmy o syrenach – Niall zaśmiał się, a kędzierzawy kapitan potrząsnął głową.

- Jak nonszalancko. Zawsze rozmawiacie tak o syrenach? - Louis zapytał, a Niall złapał go za ramię i przyciągnął go krawędzi statku.

Książę pozwolił piratowi złapać się za szyję i pociągnąć w dół, gdzie pieniła się woda. - Na co konkretnie mam patrzeć?

Niski pomruk i dźwięk uderzania fal o statek wypełniły jego uszy. Kiedy ręka Nialla zniknęła, książę wyprostował się i zerknął na Harry’ego, którego zielone oczy wpatrywały się w Irlandczyka. Wyczuwając, że napięcie rośnie, Louis odchrząknął i uderzył szybko Harry’ego w pierś, by zwrócić na siebie uwagę. Ten spojrzał na niego z uniesioną brwią.

- Nadal nie rozumiem. O jakich syrenach rozmawialiście?

- Och, żadna wielka sprawa. Właśnie rozmawiałem z Niallem o syrence, którą tu spotkałem – Harry odpowiedział, poprawiając kapelusz na głowie. Louis nie spodziewając się takiej odpowiedzi, zmrużył oczy.

- Spotkałeś syrenę?

- Nie syrenę – Niall odezwał się, nim Harry zdążył odpowiedzieć. - Spotkał syreny.

- To prawda, tak myślę.

- Więc, spotkałeś więcej syren?

- Tak.

- Jak dokładnie?

Wydawało się to być naciągane i Louis nie mógł nic poradzić, więc skrzyżował ręce na klatce piersiowej, oczekując odpowiedzi kapitana.

- Co za głupie pytanie! - parsknął Niall. - Jak do cholery ma odpowiedzieć? Spotyka się je, gdy wynurzą się z wody, Louis.

Uśmiech, który błysnął na ustach Harry’ego był niewątpliwy i Louis był natychmiast zrozumiał. Odwrócił się do Nialla, by spytać, czy zdaje sobie sprawę, że Harry go okłamał, lecz nie zdążył.

- Nazywała się Tashie – powiedział kapitan, wyglądając za burtę.

- Co – to nawet nie było pytanie.

- Syrena, którą tu spotkał, nazywała się Tashie. Rany, Louis, nawet ja nie byłem taki powolny, gdy mi to opowiadał. Ogarnij się.

Nie wierzył w ani jedno słowo. Miał rzucić jakąś ripostę w stronę Nialla, ale zamiast tego, z dezaprobatą spojrzał na Harry’ego.

- Więc, spotkałeś tu syrenkę Tashie?

- Tak.

- Naprawdę? Miała kręcone, blond włosy? Niebieskie oczy? - zapytał sarkastycznie, przewracając oczami, gdy Harry spojrzał na niego tępo.

- Miała kręcone, brązowe włosy i brązowe oczy, naprawdę.

- Daj spokój, Harry – westchnął, po czym znów zerknął na Nialla. - Naprawdę mu wierzysz, Niall?

- Huh, tak? - Niall zapytał z roztargnieniem, nie odrywając wzroku od wody. Harry prychnął, a Louis ponownie odwrócił się do kapitana.

- Dlaczego?

- Dlaczego co, księżniczko? - jego usta wygięły się w krzywym uśmieszku, który ujawnił jeden z dołeczków w policzkach.

- Dokładnie wiesz, co, Curly – Louis odpowiedział krótko, idąc w jego stronę, a zatrzymał się wtedy, gdy Harry’emu ucieczkę uniemożliwiła skrzynia.

- Lubię, gdy mnie tak nazywasz. To o wiele lepsze, niż Haz lub Hazza – pirat zachichotał.

- Wczoraj nie wydawałeś się być z tego powodu szczęśliwy – Louis uniósł brwi, krzyżując ramiona na piersi.

To prawda, biorąc pod uwagę, że Harry prawie rzucił się na niego, aby tak go nie nazywał.

- Zmieniłem zdanie. Z Haz i Hazza nie jesteś jedyny, ale z Curly tak, więc… Dlatego to jest lepsze – powiedział, zbliżając się do niego, po czym spojrzał w dół i złapał go za rękę.

Czując, że Harry splata ich palce, Louis zaśmiał się cicho, po czym spojrzał w oczy kapitanowi i poczuł, iż jego twarz znów się rumieni.

- Jeśli wymyśliłbym jakieś przezwisko, które zdegradowałoby cię do roli marnego chłopa, to i tak byłoby lepsze? - zapytał, na co Harry uśmiechnął się.

- Dbasz o mnie wystarczająco, by myśleć o czymś takim… Byłbym nieco urażony, ale jednocześnie schlebiałoby mi to.

- Jesteś szalony.

- Jesteś tym, który doprowadza mnie do szaleństwa.

- Skoro tak mówisz, Curly – powiedział. Po namyśle odchylił głowę do tyłu. - Te syreny prawdopodobnie sprawiły, że oszalałeś.

- Niall, chyba ktoś cię woła – Harry nagle zauważył. Niall ostatni raz spojrzał na ocean, jakby się dąsał, nim zerknął na Harry’ego.

- Jeśli zobaczysz jakąś to mnie zawołasz, prawda, kapitanie? - zapytał, cofając się, by dołączyć do Josha. Harry wzruszył ramionami i Louis chciał już go skrytykować za taką niedbałą odpowiedź. Niall jednak uniósł w górę kciuki i skinął głową.

- Dzięki, Haz!

- Nie.

Śmiejąc się, Niall zaczął biec na przód statku, zostawiając Harry’ego i Louisa samych. Louis pokręcił głową z dezaprobatą, choć nie powiedział nic więcej.

- Ładny dzień, prawda? - Harry zapytał, zajmując miejsce obok Louisa, który oparł się o parapet.

- Ja…

- Zabawne, jak pogoda z ponurej zmieniła się w tak jasną, w tak krótkim czasie, hm?

Louis milczał. Słowa Harry’ego z jakiegoś dziwnego powodu, uderzyły go w sposób dość szczególny. Może dlatego, że brzmiały tk ironicznie? To było zabawne, jak rzeczy w jego życiu zmieniły się tak szybko. Jego poczucie czasu już dawno się zgubiło, ale wydawało mu się, że jest na statku od jakichś trzech tygodni.

Jak szalone było to, że jeśli jego statek opuściłby Londyn parę godzin wcześniej, albo później, obecnie byłby we Francji, na studiach. Nie spotkałby Harry’ego.

- Byłbym we Francji, gdybyś nie… No, wiesz… Nie opanował mojego statku.

- Jeśli insynuujesz, bym cię tam zawiózł, to wiesz, że to zrobię. Nie musisz być taki słodki – odpowiedział po prostu. Louis uniósł brwi i spojrzał na Harry’ego z irytacją.

- Och, zamknij się. To nie to. Ja tylko głośno myślę, bo minęły już chyba trzy tygodnie, odkąd tu jestem i wszystko w moim życiu się zmieniło, z twojego powodu i to dziwne – podniósł się ze swojej zgarbionej pozycji z niespokojnym uśmiechem.

Louis patrzył na Harry’ego, który wydawał się go nie słuchać. On na pewno nie chce, by ta rozmowa poszła na marne z powodu niewielkiego nieporozumienia. To było trudne, aby to wszystko wyjaśnić. Nie chciał powiedzieć, że był wdzięczny za porwanie, ale trzeba przyznać, gdyby nie on, Louis nadal byłby ślepy. Ślepy na to, co zrobiła Korona.

- Nie wiem, czy powinienem powiedzieć dziękuję, ale myślę, że powinienem, a w rzeczywistości jest to bardzo mylące - książę zaśmiał się nisko.

Harry odwrócił się lekko łapiąc kontakt wzrokowy z Louisem, obserwując go sceptycznie, ale z zaciekawieniem. Louis wzruszył ramionami, czując, że pierwszy raz się otwiera.

- Okay, wiesz co? - Louis wypuścił uspokajający oddech. - Harry, Haz, Hazza, Curly, ty - wskazał na niego mocno.

- Ja - Harry powoli skinął głową, na co Louis zrobił młynka oczami.

- Ty, ty mnie porwałeś.

- Nie jestem pewien, czy chcę przez to przecho…

- Nie! Zamknij się! Daj mi skończyć, człowieku! - Louis nakazał, na co kędzierzawy mężczyzna uniósł ręce w geście obrony. - Okej, więc od początku. W zasadzie, Harry, zatrzymałeś mnie od wyjazdu do Francji, na studia. Można by pomyśleć, że to będzie złe, a tak naprawdę nie jest, ale w tym samym czasie, po prostu chcę powiedzieć, dziękuję.

Zaskoczenie pojawiło się na twarzy pirata i wyglądało to co najmniej śmiesznie. Szybko wyprostował się, a wszystko, co był w stanie zrobić Louis, to krzywo się uśmiechnąć.

- Szalone, prawda? Ale… - zachichotał, gdy odwrócił się z powrotem do oceanu. - Otworzyłeś mi oczy, Curly. Nie wiedziałem, że tak wiele ludzi cierpi… Tak, jak ty cierpiałeś… Mój ojciec jest prawdopodobnie gównianym władcą i przykro mi, w jego imieniu, nawet jeśli wiem, że to nie zmieni nic, ale ja ja nie chcę być kolejnym… Kolejnym fatalnym królem – przyznał się. Pewnie brzmiał niewiarygodnie banalnie, ale nie dbał o to i nie mógł się powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. -Nie jesteś święty, ale sam nie byłem. Harry, uratowałeś mnie i jestem ci wdzięczny za to - Louis odwrócił się, by na niego spojrzeć.

Przyjemne uczucie pojawiło się w brzuchu, a chwilę potem policzki Harry’ego oblały się różem, gdy mężczyzna odwzajemnił uśmiech. Louis nie mógł się powstrzymać od chichotu.

- Rumienisz się – powiedział, ruszając palcem w stronę Harry’ego. Ten natychmiast prychnął i odwrócił twarz.

- Nie, wcale nie.

- Jak słodki jesteś - Louis dokuczał mu, gdy wyprostował się. Gdy to zrobił, Harry wyciągnął rękę i chwycił go za ramię z uśmiechem na twarzy.

- Kradniesz teraz moje teksty?

- Och, proszę – Louis odrzucił włosy. - Zrobiłem to lepiej. Powinieneś mi dziękować.

Harry pochylił się bliżej jego twarzy i Louis zamarł na tę bezpośrednią bliskość.

- Mam różne sposoby dziękowania ludziom, wiesz to – jego głos stał się niższy, a ciało Louisa zaczęło dziwnie reagować. Harry cofnął się, a książę instynktownie się do niego przysunął.

- Tak, wiem. Teraz już idę - Louis mruknął.

- Czekaj, dlaczego? - Harry wymamrotał, a jego głos był ledwie słyszalny, choć Louis był jeszcze w stanie go usłyszeć. Oferując mu uspokajający uśmiech, aby upewnić się, że kapitan wie, iż to nie jego wina, westchnął.

- Po prostu idę. Puść mnie już.

- To, co powiedziałem, sprawiło ci przykrość? Wiesz, że żartowałem, prawda?

- Możesz przestać? - Louis warknął teraz i natychmiast ręka Harry’ego zniknęła z jego ramienia. - Nie schodzę ze statku, ani nic. Idę porozmawiać z Eleanor.

- Dlaczego, do cholery, masz taką cholerną obsesję na punkcie Eleanor? - Harry zapytał wrogo, a Louis zmrużył oczy.

- Teraz mam obsesję na punkcie najlepszej przyjaciółki?

- Możesz rozmawiać ze mną tak samo, jak z nią. Zawsze mnie odpychasz i unikasz, by z nią porozmawiać. Nawet nie wiem, czy ona potrafi mówić, nigdy nie słyszałem jej głosu!

- O czym ty, do cholery, mówisz? - syknął zdenerwowany Louis. Wiedział, że Harry nie lubił Eleanor, ale czy naprawdę musiał być tak niegrzeczny?

Harry skrzywił się i nic nie powiedział, na co Louis zrobił młynka oczami.

- Jesteś dzieckiem.

- Nie jestem dzieckiem, bo chcę, byś ze mną został i obejrzał wyspę, do której się zbliżamy, ale nieważne. Idź do Eleanor, jeśli chcesz – Harry odwrócił się w stronę oceanu. Louis obejrzał się za siebie powoli.

- Wyspa? Jaka wyspa?

- Aha. Idź zapytaj Eleanor. Jestem pewien, że ci powie. Cholera, ona prawdopodobnie powie, czego tam szukamy. Ale ja nie wiem. Jestem Harry, nic wielkiego, Księżniczko.

- Twój sarkazm sprawia, że ​​chcę krzywdzić ludzi. O mój Boże - Louis prychnął, gdy przysunął się do kapitana, by zmniejszyć odległość między nimi. Pocieszająco, złapał Harry’ego za rękę, na co ten zesztywniał.

- Pocałujesz mnie, by zdobyć informację? Co dalej? Pokażesz mi swoje nagie ciało? - Harry prychnął bezpośrednio.

- Ale poważnie, o jakiej wyspie mówisz? - Louis spojrzał na horyzont, szukając jakichkolwiek oznak ziemi, ale gdy jego wysiłki okazały się niewystarczające, musiał spojrzeć na Harry’ego, który teraz położył głowę na ramieniu Louisa. Harry wydał z siebie gardłowy śmiech.

- Myślę, że musisz zostać tu ze mną, aby się tego dowiedzieć, księżniczko.

- Hej, wrobiłeś mnie.

- A tak z innej beczki, Francja wydaje się ładnym miejscem do studiowania. Byłem tam wcześniej kilka razy. Ale to było ściśle biznesowe - jego słowa sprawiły, że Louis westchnął z frustracją.

- Tak. Byłem tam raz. To było miłe, tak sądzę. Pewnego dnia, nie wiem… Jeśli kiedykolwiek będziemy mieć szansę, to może pokażę ci trochę więcej, w czasie jakichś wakacji? - niepewnie zapytał. Kapitan zmrużył oczy.

- Pytasz mnie?

W tej chwili pełne znaczenie jego słów wróciło do Louisa i książę miał ochotę uderzyć się w czoło za swoją głupotę. Czuł wstyd, ale w tym momencie nie dbał o to. Odetchnął dramatycznie i przesunął dłonią po twarzy, by nie przeszkodzić Harry’emu w jego odpoczynku.

- Tak, Harry. Zapraszam cię na randkę we Francji, któregoś dnia. Proszę, powiedzieć “tak”?

- W porządku, ale musisz obiecać, że się nie wycofasz – Harry zaśmiał się. Louis parsknął, po czym potrząsnął głową.

- Dobra, obiecuję.

- Spodziewam się kolacji.

- Jesteś taka księżniczką. Oczywiście, Curly, zapłacę za kolację i za resztę – powiedział Louis, a następnie dźgnął palcem w dołeczek w policzku Harry’ego, na co ten się zarumienił.

To były dziwne zmiany, ale również dobre, jeśli Louis nie miał nic do powiedzenia. To było naprawdę zabawne, jak szybko wszystko może się zmienić…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz