sobota, 22 marca 2014

1

Wydawało się, że czas mija szybciej niż Louis mógłby to przewidzieć. Dosłownie w jednej chwili obaj siadali i zaczynami swój piknik. A następnym razem gdy Louis mrugnął, czas skoczył jakby kilka skoków naprzód i słońce zawisło nad lasem przy którym byli. W tym czasie całe jedzenie pozostało nietknięte i ani on, ani Harry nie zadał sobie trudu by faktycznie tracić czas na jedzenie, a jedynie leżeli na plecach po prostu oglądając niebo.

Cisza pomiędzy nimi nie była krępująca, co nie uszło uwadze Louisa. Od czasu do czasu rzucał jakieś słowo, aby upewnić się, że Harry nie zasnął, a ten jedynie krótko mu odpowiadał.

W tym czasie Louis myślał o tym jakie właściwie było życie w pałacu. Nie było wątpliwości, że nie zauważył żadnej reakcji na to, że książę Wielkiej Brytanii po raz kolejny zniknął, biorąc pod uwagę ostrzeżenie jakie Louis dał im do ręki tym razem nie było ku temu żadnego prawdziwego powodu poza hipotezami, że uciekł.


Nie wiedział jak usprawiedliwi swoje wycofanie się w ostatniej chwili kiedy wróci, ale wiedział, że powód musi być dobry i wiarygodny.

Wiedział, że nie powinien się teraz tym niepokoić, biorąc pod uwagę, że miał przynajmniej 2 miesiące żeby poskładać to wszystko do kupy.

Kiedy Louis pozwolił przytłaczającym myślą zawładnąć jego umysłem, w tym samym czasie ogarnęła go senność. Zasnął nawet nie zdając sobie z tego sprawy dopóki nie został lekko wstrząśnięty na jawie. W tym momencie czuł jakby zamknął oczy zaledwie na 2 sekundy choć w rzeczywistości były to 2 godziny.

Słońce ukryte już pomiędzy gałęziami lasu, przy którym on i Harry nadal siedzieli, szybko zabarwiło linię horyzontu pomarańczowo-czerwoną poświatą.

Harry pochylił się nad nim, wciąż ściskając dłonią jego ramię, na co Louis uniósł głowę w górę by, nawiązać kontakt wzrokowy z ciemnowłosym mężczyzną.

Niespodziewanie jak zwykle, Harry puścił go z pustym wyrazem twarzy, podnosząc się do klęczek tak, że teraz górował nad Louisem.

- Nie chciałem Cię budzić z drzemki – poinformował i spojrzał ostro na Louisa – ale robi się późno – przeczesał ręką włosy i w milczeniu spojrzał w las.

Louis otworzył usta, żeby coś powiedzieć ale powstrzymał się, gdy usłyszał jak ochryple brzmi jego głos. Książę odchrząknął i chciał podeprzeć się na łokciach aby unieść się nad kocem kiedy poczuł coś ciężkiego na swojej klatce piersiowej.

Kiedy jego oczy dostrzegły znajomy ciemno czerwony płaszcz Harry’ego zwrócił się do kapitana piratów, który właśnie zaczynał pakować pozostałe ilości jedzenia.

- Twój płaszcz…? - Louis nie wiedział jak poprawnie sformułować pytanie, choć nadal był ciekawy dlaczego leżał na nim. Wygląd Harry’ego był znacznie subtelniejszy bez ciężkiego i grubego płaszcza na jego ramionach, i przez ten fakt Louis nie mógł oprzeć się pokusie obserwowania ciała kapitana.

- Co z nim? - Harry nie oszczędził mu spojrzenia.

Ten beznamiętny ton był jednym z tym, do których Louis mógł się przyzwyczaić, ale nie pomagał w tej chwili.

- Magicznie zleciał z Twojego ciała i położył się na mnie czy co? - ścisnął mocniej w dłoni materiał i nie przejął się tym ile irytacji było w jego słowach.

- Kiedy spałeś wyglądałeś jakby było Ci zimno, nie chciałem żebyś zmarzł – Harry parsknął i wzruszył ramionami.

Tego Louis kompletnie się nie spodziewał i mógł jedynie skinąć głową. Oblizał dolną wargę, jednocześnie spoglądając jeszcze raz na płaszcz. Był ciemno czerwony, ale jeśli patrzyło się na niego wystarczająco długo, można było dostrzec niewątpliwie różne odcienie brązowego. Próbując zająć czymś myśli zaczął wpatrywać się w Harry’ego z uśmiechem.

- Dziękuję – powiedział Louis przykładając dłoń do ust aby stłumić ziewnięcie.

Harry po raz kolejny wzruszył ramionami, choć tym razem nic nie odpowiedział, na co Louis mógł tylko pokręcić głową stając na równych nogach. Podniósł koc i okrył nim Harry’ego aby zwrócić jego uwagę w stronę lasu, gdzie kilka godzin temu stała mała dziewczynka.

Jeśli istniała jedna rzecz jakiej był świadomy, to fakt, że Francja była w tam złym a może nawet gorszym stanie, niż cała Wielka Brytania. Była to myśl, która nie przyszła mu nawet do głowy kiedy się o tym uczył, a miejsce to powoli stawało się ruiną i szczerze mówiąc, Louis nie zdziwiłby się, gdyby w końcu stało się to coś wielkiego.

Dziewczynka była tak chuda i nieśmiała, że fakt, iż miała dość odwagi by żebrać o jedzenie u dwóch nieznajomych, mówił coś o tym jak bardzo była głodna.

- Harry, tych resztek jedzenia nie da się już do niczego użyć, prawda? - zapytał z ciekawością. Pytanie najwyraźniej zainteresowało Harry’ego gdyż zerknął na Louisa przez ramię.

- Dlaczego pytasz?

- Jeśli odpowiedziałbyś poprawnie, może wtedy bym Ci powiedział.

- Jestem pewien, że nasze definicje „użycia” są od siebie różne, Księżniczko – prychnął Harry. – Resztki jedzenia to wciąż jedzenie, więc nadal mogą być zjedzone. Nie do końca wiem jak to pasuje do Twojego pomysłu przydatności jedzenia, choć nie mają one innego celu, o ile jest to społecznie akceptowane.

- Wspaniale. Więc to oznacza, że możemy je rozdać – skinął Louis nieco bardziej oświecony.

Jego twarz milczała, a oczy krytycznie obserwowały Louisa.

- Och, daj spokój. To nie tak, że my ich nie potrzebujemy – nie doceniając tego rodzaju reakcji Louis cmoknął.

- I śmiesz próbować powiedzieć to ponownie, kiedy będziemy na środku Oceanu Atlantyckiego przez prawie tydzień bez racji żywności.

- Harry.

Młodszy mężczyzna mruknął niskim głosem, choć nie powiedział nic więcej, gdy Louis podszedł do niego, nim wziął torbę żywności pozostającą w ręce Harry’ego, przycisnął ciemny płaszcz do piersi pirata.

- Wątpię, że dwa bochenki chleba i jakiś owoc utrzymałyby nas przez tydzień na morzu – przewrócił oczami, a Harry uniósł brew.

- Fakt, iż jesteś już niemal dwa dni oficjalnie piratem i nagle myślisz, że wiesz wszystko na temat naszego życia jest fascynujący, Księżniczko. - Louis przygotował się do riposty, ale Harry kontynuował – Przypuszczam, że prawdopodobnie przejmiesz moją pozycję jako kapitan w ciągu najbliższych dwóch dni.

- Zamknij się do cholery i zatrzymaj to dla siebie. Cz to naprawdę takie przestępstwo, że chcę po prostu dać jedzenie osobom, które potrzebują go bardziej od nas? To znaczy, widziałeś jak ta mała dziewczynka na nas patrzyła. Była tak bardzo szczęśliwa i mogę się założyć, że to dlatego, że jest biedna i nigdy nie dostała takich rzeczy?

Tak naprawdę nie widział czy przejął się jego argumentem, jeśli w ogóle można to było uznać za argument. Miał zamiar dostać to czego chciał, bez względu na to czy Harry się z tym zgadza czy nie.

- Teraz, gdy w końcu odpowiedziałeś poprawnie na mojego pytanie… - Harry stwierdził dobitnie, a jego twarzy zbliżyła się do Louisa i lekki uśmieszek wkradł się na usta. – daję Ci specjalne pozwolenie od kapitana, aby wykorzystać to jedzenie jak należy.

- Specjalne pozwolenie? - Louis prychnął. – Nieważne.

Zrobił krok wokół wyższego bruneta i zaczął iść w kierunku drzew, gdzie poza małymi domkami, były widoczne kolejne w oddali.

Było wiele domów, które musiał ocenić kiedy znalazł się po drugiej stronie lasu, przynajmniej znajomość języka mogła mu pomóc. Po mniej więcej dziesięciu krokach, Louis usłyszał za sobą głos Harry’ego.

- To o wiele za mało. Wystarczy to zostawić na podłodze, a oni zabiorą to kiedy pójdziemy. - zdanie w pierwszym momencie wydało się dziwne, więc Louis uniósł brew w górę i obrócił się aby spojrzeć na Harry’ego i zakwestionować to co mówi, ale gdy tylko to zrobił Harry wskazał przed siebie w głąb lasu, między drzewa.

Louis cicho skierował wzrok tam gdzie wskazywał Harry. Zajęło mu kilka sekund, zanim zobaczył coś za drzewem. Zobaczył małe palce zaciśnięte na skraju jednego z ciemnych pni drzew i nawet włosy. Po użyciu przez Harry’ego liczby mnogiej, Louis mógł tylko przypuszczać, że jest ich więcej.

- Daj spokój, Księżniczko – Harry skinął kiedy Louis zawahał się odkładając torbę, skoncentrował się na dzieciach, które bez wątpienia ukrywały się tam już od jakiegoś czasu. Położył torbę na ziemi, a jego tęczówki w końcu oderwały się od lasu.

- Możecie to wziąć! - powiedział i szybko obrócił się na pięcie, aby spotkać się z Harry’n, który już był na dobrej drodze z lasu prowadzącej w stronę mostu nad niewielką rzeką. Harry nie włożył płaszcza z powrotem, a jedynie trzymał ciężkie ubranie w rękach. Kiedy Louis go dogonił posłał kapitanowi uśmiech.

- Wiesz jak długo nas obserwowali?

- Od kiedy daliśmy jedzenie tej dziewczynce, wiedziałem, że została albo sama albo z przyjaciółmi, więc można założyć, że przyszli chwilę po tym jak ona uciekła – odpowiedział, a Louis przeczesał dłonią włosy. Zastanawiał się czy chce dalej ciągnąć temat, ale wiedział, że szybko może okazać się problematyczny i obrócić przeciwko niemu. Zamiast tego, przeniósł swoją uwagę na wspomnienia z pikniku.

To było zastanawiające jak taka osoba może być słynnym przestępcom. Jego czyny stale sprawiały, że Louis zapominał z kim ma do czynienia.

Choć trzymany przez niego płaszcz przypominał jak Harry zachowywał się w kontaktach z innymi. To była przerażająca perspektywa, która sprawiła, że Louis chciał szczerze pomyśleć o życiu w ogóle, kiedy przypomniał sobie, jak Harry rzeczywiście zabił kogoś na jego oczach. Nie mógł pomóc, ale jak zahipnotyzowany wiedział, że Harry to praktycznie trzy osoby w jednym ciele.

Bezwzględny kapitan, arogancki pirat i kruchy chłopiec.

Pewnego dnia musiał powiedzieć Harry’emu o swoich spostrzeżeniach. Co najlepsze Louis był pewny, że jego reakcja będzie zabawna.

- To była miła randka – Louisowi w końcu udało się wydostać. Obaj zostali pochłonięci przez ciszę, przez co czuł jak napięcie rośnie z każdą sekundą. Słowo „randka” wypadło z jego ust w dziwny sposób, więc próbował to zamaskować – Używam słowa „randka” luźno – wyjaśnił spoglądając uważnie na Harry’ego.

- Tak myślisz? - Louis poczuł jak Harry go obserwuje – Cieszę się, że Ci się podobało. Louis wsadził ręce do kieszeni.

- Tak. Jedzenie było dobre. Naprawdę lubię chleb. Któryś z członków załogi kupił go gdy byliśmy w Londynie?

- Nie, ja go zrobiłem.

- Ty, co? - Louis zwrócił całą swoją uwagę na Harry’m. Kapitan piratów wyraźnie nie pokazywał po sobie żadnej zamiany i jedynie pokiwał głową, aby pozbawić Louisa wątpliwości, choć postawa pirata sprawiała, że wyglądał w oczach Luisa niemal nieomylnie, jednak ten parsknął – Nie zrobiłeś.

- Nie muszę Ci niczego udowadniać – teraz to Harry prychnął.

- Czy naprawdę oczekujesz ode mnie, że uwierzę, że Harry Styles, niesławny Książę Siedmiu Mórz, przerażający kapitan piratów, który wypełnił morze krwią swoich wrogów, piecze? - Louis zapytał dramatycznie, a rosnący uśmiech rozświetlił jego twarz - Nie tylko piecze, ale piecze na piknikowe randki we Francji dla członków swojej załogi, aww – zagruchał złośliwie.

- Nie dla każdego członka załogi. Tylko dla Ciebie – teraz to Harry przewrócił oczami, nie zadając sobie nawet trudu by ukryć swoje emocje.

- To miło z Twojej strony – Louis zaśmiał się lekko – Ale tak szczerze, to dziękuję. To było naprawdę zabawne – pochylił się aby być bliżej wyższego mężczyzny.

Ich ramiona i ręce zetknęły się i poczuł jak ręka Harry’ego drży jakby po prostu walczył z myślą aby się przesunąć, na co Louis mógł jedynie próbować ponownie skupić swoją uwagę na chodzeniu.

- Przespałeś połowę czasu, więc myślę, że źle oceniłem Twój pomysł na zabawę – Harry westchnął nisko.

- Psh. Nie ważne. Próbuję prawić Ci komplementy, a Ty jeszcze mnie obrażasz, doceniam to, Harry.

- Witaj w moim świecie, Księżniczko – odparł Harry, na co Louis natychmiast cmoknął by mu się przeciwstawić.

- Jedyną różnicą jest to, że moje komplementy są prawdziwe, a Twoje zazwyczaj są na granicy wyśmiania*, więc… - urwał z wyczekującym spojrzeniem.

- Jesteś słodki – Kapitan pokręcił głową z krótkim chichotem.

- I znów.

- To prawda. Jesteś.

- Skoro tak mówisz – nie mogąc nic z tym zrobić Louis jedynie wzruszył ramionami.

Harry wydał z siebie niski pomruk w odpowiedzi i Louis postanowił nie kontynuować rozmowy, uznając to za zbyt kłopotliwe.

Szli tą samą drogą, którą szli wcześniej w ciągu dnia do miejsca pikniku. Co jakiś czas Harry prosił o przetłumaczenie jakiegoś słowa z angielskiego na francuski, Louis odpowiadał, ale nie był to powód do rozmowy.

- Więc gdzie teraz idziemy? - zapytał monarcha, trzymając się dłonią Harry’ego gdy młodszy mężczyzna prowadził go przez tłum na rynku. Nie odwracając się, Harry otworzył dłoń próbując złapać dłoń Louisa.

- Wracamy na statek.

Usta Louisa zacisnęły się mocniej w irytacji, że wracają tak wcześniej, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę, że nie było tak nawet w Wielkiej Brytanii gdzie musieli podjąć wszelkie środki ostrożności aby nikt go nie rozpoznał. Jednak Louis wyszedł przed Harry’ego który zaczął przeciskać się między ludźmi w drodze do doków.

- Jest tak wcześnie – Louis mruknął gdy weszli na molo. Słońce jeszcze nie zachodziło… - Myślałem, że chcesz spędzić ten dzień tylko we dwoje. Prawie nic nie zrobiliśmy – jęknął, krzywiąc się.

- To nie tak, że nie możemy być na statu razem, jeśli o to Ci chodzi – Harry spojrzał na niego z uniesionymi brwiami.

- Zapomniałeś o jednym. Chciałem poznać Calais, a nie tylko iść na piknik i wrócić. To nudne. Jesteś piratem, Harry. Gdzie do cholery Twoja żądza przygody? - sapiąc Louis potrząsnął głową, podczas gdy jego stopa uderzyła o ziemię aby zatrzymać Harry’ego.

Harry już otworzył usta aby zaprotestować, ale zanim zdążył się odezwać interweniował jakiś inny głos.

- Czy ja się, czy to naprawdę Harry Styles we Francji? - śmiech towarzyszył pozdrowieniu nim Harry i Louis jednocześnie obrócili głowy w kierunku, z którego pochodził. Louis instynktownie przysunął się do Harry’ego patrząc na nieznanego mężczyznę stojącego przy jednym ze statków na początku molo, z którego najwyraźniej właśnie zszedł. Jego kroki były szybkie, ale jak stwierdził Louis nie był on jednym z tych, których należało się bać, ani tym który mógłby się czuć zagrożonym. Mężczyzna sądząc po twarzy był starszy niż on i Harry.

Harry bez wahania na powrót przyjął spokojny wyraz twarzy i przyjaźnie skinął głową, a Louis starał się ocenić zakres tych dwóch reakcji jednocześnie. Harry był otwarty i bierny zarazem, więc nie mógł być to nikt ważny, oznaczało to, że byli po prostu znajomymi.

- Jestem zaskoczony widząc Cię tutaj. Jaki powód? - Louis skrzywił się mocno widząc jak uśmiech mężczyzny się poszerzył.

- Jak zwykle, interesy, Nick. Wypływamy jutro popołudniu, tak sądzę. A Ty co tutaj robisz? - kapitan One Direction wzruszył ramionami, wciąż trzymając ręce w kieszeni płaszcza.

- Tak, Ty zawsze robisz interesy. A ja wracam z powrotem do Londynu. Zatrzymałem się tu w drodze z Paryża – zachichotał Nick i pokręcił głową słysząc powód wizyty.

- Oh, ostatni raz widziałem Cię właśnie w Londynie.

- To było z pół roku temu – zanucił Nick – Ludzie mają tendencję do sporego przemieszczania się w przeciągu pół roku, tak myślę.

- Uważam, że to ironia, mówić to do człowieka, który odwiedził więcej krajów w przeciągu pół roku niż Tu przez całe swoje życie.

- Uhm – mruknął Louis niezręcznie, gdy okazało się, że jego obecność jest ignorowana.

Natychmiast Harry i Nick przenieśli wzrok na niego, a ten zacisnął lekko usta.

- Zamierzasz przedstawić mnie swojemu przyjacielowi czy co, Harry? - Nick przybrał rozbawiony uśmiech, podczas gdy Harry odchrząknął. Nick zrobił krok do przodu i wyciągnął przed siebie rękę.

- Gdzie są moje maniery? Haha, miło Cię poznać, Nick Grimshaw, niektórzy nazywają mnie Grimmy.

- Nick, dzięki – odpowiedział krótko Louis – Jestem Louis – musiał pamiętać żeby nie wypowiedzieć swojego nazwiska kiedy sztywno uścisnął dłoń Nicka. Mężczyzna puścił jego i uniósł brew.

- Louis? To interesujące. Wiesz, że przypominasz Księcia… - Zanim Louis miał szansę wpaść w panikę, Harry interweniował.

- To najnowszy członek mojej załogi. Nazywa się Louis, a że wygląda trochę jak Książę Zjednoczonego Królestwa wszyscy mają zwyczaj nazywać go Księżniczką. To trochę zabawne.

Twarz Louisa wykrzywiła się w mieszaninie rozdrażnienia i zamętu, gdy popatrzył na Harry’ego z irytacją i ulgą. Nick nie wydawał się wziąć usprawiedliwienia Harry’ego na poważnie i zamiast patrzeć na niego, ponownie skupił swoją uwagę na twarzy Louisa. Zagryzając dolną wargę, Louis spojrzał w tył.

- To niegrzecznie się tak patrzeć.

- Och, wiem. Niestety, nic nie mogę na to poradzić. Podobieństwo jest niesamowite… Gdybym nie wiedział lepiej chyba powiedziałbym, że to on.

- Tak czy inaczej – Harry dobitnie stwierdził. – Zostajesz do jutra rana, tak? Jakieś plany w Londynie? - teraz Nick zwrócił uwagę w stronę Harry’ego.

- A owszem. Prawdopodobnie skończy się na rozsiewaniu plotek, sądząc po tym jak wiele informacji wyciekło do jednego z filozoficznych salonów, w których byłem.

- To fascynujące, ale Harry i ja musimy już iść – Louis zauważył gdy położył rękę na ramieniu Harry’ego starając się go odciągnąć. Nie czuł się komfortowo w towarzystwie tego człowieka i zaczynał się irytować. Harry cofnął się o krok, ciągnięty przez Louisa.

- Ty zawsze plotkujesz.

- To nawet nie ja, szczerze. Po prostu to usłyszałem – Nick poprawił się, gdy Louis próbował odciągnąć Harry’ego z dala. Teraz Harry nawet nie stawiał oporu i pozwolił Louisowi pociągnąć go w kierunku miejsca gdzie znajdował się One Direction.

- Skoro już idziesz, to może dziś wieczorem moglibyśmy się spotkać, napić i porozmawiać o tym? To znaczy wie, że nie lubisz królewskich doniesień, ale jedna z plotek, które słyszałem dotyczy dziedzica – końcówka spowodowała, że zatrzymały się nie tylko stopy Louisa, ale również jego serce. Tego się nie spodziewał. Poczuł jak postawa Harry’ego nieco się zmienia, kapitan piratów wyprostował się, aby spojrzeć na Nicka z o wiele poważniejszym wyrazem twarzy.

- Dziedzica? - Harry zapytał marszcząc czoło, a Nick leniwie wzruszył ramionami.

- Tak, tak. Jest naprawdę sporo rzeczy, które dzieją się w całej monarchii Wielkiej Brytanii, ale dziedzic tronu ma zdecydowanie najwięcej plotek, które wyciekły. To trochę skandaliczne.

- Co to za plotki? - Louis musiał rozwiać wątpliwości, bo czuł jak w jego brzuchu rośnie niepokój związany z nowymi informacjami i próbował jak mógł, zachowywać się racjonalnie, ale bezskutecznie. Nick przechylił głowę lekko w bok.

- To rodzaj układu, ale najwyraźniej powodem, dla którego król Tomlinson odbył tournée po Europie było znalezienie i wynegocjowanie małżeństwa dla syna. Był w Świętym Cesarstwie Rzymskim przez bardzo długi czas i ludzie mówią, że znalazł jakaś niemiecką księżniczkę dla księcia Louisa - w momencie, w którym słowa dotarły do umysłu Louisa, poczuł jak wszystko się wali. Jego umysł zaczął szybko analizować wszystko.

Tak, miał dwadzieścia lat, a fakt, że jeszcze nie miał zaaranżowanego małżeństwa biorąc pod uwagę jego wiek był osobliwy. Wiedział o tym, przed spotkaniem w piratami, ale teraz gdy miał Harry’ego cały plan z poślubieniem kogoś kogo wybrał jego ojciec wydawał się tylko fantazją.

Miał poślubić jakąś niemiecką dziewczynę, której nie znał. Nawet jeśli była to tylko plotka i nie było możliwości, że to w tym momencie prawda, przecież w końcu się tak stanie. Jego wzrok przeniósł się na Harry’ego aby zobaczyć jak on przyjął tę wiadomość, ale stał z boku więc jego widoczność była ograniczona.

- Wyglądasz trochę blado Louis – powiedział Nick.

- Pogłoski pogłoskami – odpowiedział słabo Louis kiedy okazało się, że Nick nadal się w niego wpatruje. Musiał ignorować fakt, że jego reakcja na wiadomość została zauważona przez starszego mężczyznę – Skąd w ogóle wiesz, że to prawda? Każdy mógł to powiedzieć.

- Nie musisz mi wierzyć, jeśli nie chcesz. Choć jestem pewien, że mam rację. Kiedy król Tomlinson wróci do Londynu ta wiadomość zostanie prawdopodobnie ogłoszona.

- Ja… - Lousi nawet nie wiedział o powiedzieć. Nie chciał wierzyć, że to prawda, ale była spora szansa, że jest.

- Nick, myślę, że powinniśmy się iść napić, teraz – Harry przerwał ciszę pomiędzy ich trójką. Nick i Louis odwrócili się do kędzierzawego mężczyzny, który skrzyżował ręce na piersi z pustym wyrazem twarzy – Możemy omówić więcej informacji, które usłyszałeś.

Louis poczuł ucisk w żołądku, gdy patrzyła jak Nick kiwa na Harry’ego z uśmiechem.

- Oczywiście.

Harry odwrócił się przodem do Louisa, który szukał wyrazu bólu lub innego rodzaju emocji, które miał nadzieję zobaczyć.. Jego twarzy była pusta, a on wydawał się srogi, kiedy wyciągnął rękę by podać Louisowi swój płaszcz, nie dając księciu innego wyboru jak tylko przyjąć go z dezaprobatą.

- Weź go z powrotem dla nie mnie na pokład. Prawdopodobnie nie wrócę późno – rozkazał cicho.

Domniemanie w słowach nie podobało się Louisowi na co skrzywił się.

- Pozwól mi iść z Tobą – było jasne, że Harry nie pozwoli Louisowi iść, ale musiał spróbować.

- Nie, będzie lepiej jeśli zostaniesz – Harry pokręcił głową.

Louis odchrząknął groźnie i ściszył głos.

- Ale cała ta sprawa dotyczy mnie! Jak możesz mówić, że lepiej będzie jeśli zostanę! Mam prawo iść…

- Nick już coś podejrzewa. Byłbym głupcem, gdybym rzeczywiście pozwolił Ci pójść tam, że będzie mógł poznać Cię dokładniej – jego rozumowanie sprawiło, że Louis ugryzł się w język, ale wciąż nie chciał puścić Harry’ego i Nicka samych. Chciał usłyszeć więcej plotek o sobie. Chciał dowiedzieć się czegoś na temat jego „małżeństwa” z niemiecką księżniczką. Chciał więcej. Musiał wiedzieć więcej. Rozpaczliwie pozwolił by jego czy spojrzały błagalnie w zielone tęczówki Harry’ego.

- Harry, proszę…

Harry pokręcił głową zanim przybrał surowy ton i a jego oczy spoważniały.

- Louis, to jest rozkaz Twojego kapitana. Nie pozwolę Ci iść z nami i nie pozwolę Ci zostać poza statkiem. Teraz jako członek mojej załogi oczekuję, że będziesz posłuszny.

- Chyba sobie kurwa żartujesz – Louis warknął, gdy okazało się, że nie ma szans postawić na swoim. Gdy dało się wyczuć jak niespokojny się staje, oczy Harry’ego wyraźnie złagodniały gdy wypuszczał płytki oddech.

- Przykro mi, że ten dzień nie był taki jaki chciałeś, kochanie – Harry westchnął, a jedna z jego dłoni chwyciła delikatnie dłoń Louisa.

- Nie ważne – wciąż zdenerwowany Louis pozwolił piratowi na uspokajające gładzenie jego dłoni.

- Obiecuję, że pewnego dnia zabiorę Cię na taką randkę we Francji, która nie będzie nudna i będzie świetnie się bawił, dobrze? - powiedział Harry z pocieszającym uśmiechem na ustach na co Louis jedynie wzruszył ramionami – Zaufaj mi torchę bardziej, Księżniczko – stwierdził i przybliżył swoją twarz by dać Louisowi szybki pocałunek w usta. Nie spodziewając się tego, oczy Louisa rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy Harry oderwał się od niego z chytrym uśmieszkiem na twarzy i zaczął się cofać – Zobaczymy się wieczorem.

Zagryzł dolną wargę gdy poczuł jak się rumieni.

- Tak. Tylko pamiętaj żeby opowiedzieć mi wszystko albo będę bardzo wkurzony – zaszydził.

- Nigdy nie chcę zdenerwować mojej księżniczki. Nie martw się, opowiem Ci wszystko… a teraz do widzenia – Harry pomachał krótko zanim odwrócił się do Nicka, który powitał go czymś co brzmiało jak śmiech i pozdrowienie w jednym.

Louis nadal trzymając mocno płaszcz Harry’ego w rękach ze zmarszczonym czołem obserwował jak obaj odchodzą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz