niedziela, 16 marca 2014

*Harry budzi się po raz drugi z własnej woli, czując ciężar na klatce piersiowej, kiedy uczucie spokoju przejmuje go całego. Obracając się tak subtelnie, jak tylko to możliwe, aby nie obudzić drugiego chłopaka, spogląda na zegarek obok niego, który pokazuje prawie dwunastą popołudniu. Nie mogąc dłużej wytrzymać, Harry rozplątuje się i kieruje się w poszukiwaniu łazienki, chwytając po drodze swoją torbę. Kiedy wychodzi na korytarz, dziewczyna, która ma około siedemnastu lat (i wygląda przerażająco podobnie do chłopaka, który śpi), zagradza mu drogę. Wygląda jakby dopiero się obudziła, jej włosy są w nieładzie i nadal ubrana jest w pidżamę. Jej oczy są czerwone w kącikach i kiedy widzi nieznajomego na korytarzu, jej usta zaciskają się. Jej wzrok (głębokie, niebieskie tęczówki, jak u Louisa) skanuje szybko chłopaka od stóp do głowy i Harry orientuje się, że nie ma na sobie nic poza niebieskimi bokserkami. Podnosi torbę, aby subtelnie zakryć to, co powinno być zakryte i otwiera usta (oczywiście nie ma pojęcia, co powinien powiedzieć, więc jest możliwe że po prostu czeka aż muchy wlecą tam i złożą jajka), ale dziewczyna unosi dłoń, aby go uciszyć.

- Kim jesteś i co robisz w moim domu? – Jej głos jest bardzo wysoki (nawet jak na nastoletnią dziewczynę), ale jej ton jest gładki i mocny, co z jakiegoś powodu sprawia, że Harry zaczyna się czuć, jak mały chłopiec karcony w przedszkolu.

- Jestem Harry, ja uh, jestem przyjacielem twojego brata. Ja… - Nie udaje mu się powiedzieć nic innego, ponieważ dziewczyna mu przerywa.

- Czekaj, Lou tu jest? Od kiedy? Gdzie? – Jej oczy zwężają się i Harry czuje, jakby był teraz przy odpowiedzi w szkole na przedmiocie, którego się nie uczył.

- Przyjechaliśmy koło trzeciej, tak sądzę. Nadal śpi. – Wskazuje drzwi, z których właśnie wyszedł i oczekuje, że dziewczyna pójdzie na dół lub przywitać się ze swoim bratem, ale ona jedynie zwęża mocniej oczy, spoglądając na Harry’ego i oceniając go.

- To ty utrzymywałeś go z dala od nas?

- Co? Nie wiem-

- Ty już dobrze wiesz co, prawda? Trzy lata temu zadzwonił do nas ze szpitala, ponieważ ktoś go pobił i moja mama pojechała go odwiedzić. Kiedy wróciła, nie mówiła o niczym, nie mówiła o nim. Mój brat nie zadzwonił do nas od trzech lat i nie odpowiadał na telefony od mojej mamy, nawet przeprowadził się, żebyśmy nie znały jego adresu. Oczywiście to nie tak, że to on jest tym, który sam wpakował siebie do szpitala i uciął kontakt z osobami, które kocha. Więc to ty jesteś tym, który-

- Czekaj! Nie, to nie ja! Po prostu mieszkam obok i przywiozłem go tu i-

- Och, więc w takim razie jesteś kimś, który siedzi i przygląda się temu, co się tam dzieje? To o wiele lepsze.

- Nie, to znaczy, ja nie… – Dziewczyna po prostu wzrusza ramionami, jej oczy nadal są zwężone, kiedy idzie w stronę pokoju jej brata, zamykając drzwi za sobą z o wiele za dużą siłą niż to potrzebne.


***

Kiedy Harry kończy to, co miał do zrobienia w łazience i ubiera najlepsze ubrania, które spakował (chociaż znoszone jeansy i koszulka Coldplay nie są właściwie najlepszymi), wychodzi i omija pokój Louisa (ze strachu, że spotka tamtą dziewczynę, chociaż nigdy nie przyznałby tego na głos), a zamiast tego kieruje się do kuchni, gdzie kobieta, którą spotkał ostatniej nocy siedzi przy stole i rozmawia z blondynem, wyglądającym na wiek Harry’ego. Nerwowo stoi przez chwilę w wejściu, nie wiedząc właściwie, co zrobić czy powiedzieć. Nie musi się martwić tym długo, ponieważ kobieta podnosi wzrok i od razy wstaje, machając chłopakowi i przytulając go.

- Dzień dobry, pani Tomlinson. – Kobieta macha ręką, kiedy się rozłączają i podchodzi do lodówki.

- Kochanie, mów do mnie Jay. Harry, to Niall, chodził do szkoły z Louisem. – Chłopak wstaje i przyciąga Harry’ego do uścisku i loczek jest prawie pewny, że w czasie pobytu w tym domu jest przytulany częściej niż przez całe swoje życie.

- Miło poznać! Jestem Niall, ale to już powiedziała Jay, więc w sumie nie muszę tego mówić znowu. Ale i tak to zrobię. Więc przychodzisz na ukończenie szkoły Lottie? Masz ubrania? Bo możesz pożyczyć coś ode mnie. Jay powiedziała, że przyjechaliście późno w nocy. Trochę oczywiste, że spałeś prawie do południa. Lou nadal śpi? Dziwne, bo zawsze budził się wcześnie. To było wkurzające, kiedy przychodził do mnie koło siódmej, rozumiesz to? O siódmej! I po prostu wchodził, jakby był u siebie i mnie budził. Przepraszam, mówię za dużo-Jay! To ta pizza? O dobrze, umieram z głodu.

***

Louis nie schodzi na dół przez kolejne pół godziny, ale kiedy to robi zostaje powitany przez Harry’ego i Nialla, rozmawiających przy stole w kuchni (w sumie to bardziej Niall je i mówi, a Harry tylko słucha). Kiedy wchodzi do pokoju, Niall schodzi z krzesła i wskakuje na Louisa, rozpędzając się uprzednio i Harry myślał, że taka szybkość jest aż niemożliwa, po czym ściska go mocno. Kiedy Niall jest zajęty Louisem, dziewczyna z korytarza wchodzi do kuchni i kieruje się w stronę lodówki, posyłając Harry’emu uśmiech, jakby wcale nie zastraszała go jakąś godzinę temu.

Podczas słuchania rozmowy Nialla i Louisa, Harry orientuje się, że przerażająca dziewczyna to Lottie, ta której zakończenie jest dzisiaj. Dowiaduje się również, że Niall jest z Irlandii (nie to, że nie rozpoznał tego po akcencie czy coś) i przyjechał do Anglii w wieku ośmiu lat, kiedy jego rodzice dostali tu pracę. Harry może zorientować się po ich rozmowie, że dwójka jest przyjaciółmi od kiedy poznali się w szkole podstawowej, a teraz nie rozmawiali przez lata. Lottie siada do stołu z nimi, jedząc w ciszy owsiankę i jedynie posyła Harry’emu ukryte spojrzenia i chłopak nie wie, czy jest to dobre czy złe. Dowie się tego później.


Niedługo później, po tym jak Lottie kończy jeść (Niall nadal to robi. Wow, ten chłopak potrafi zjeść), Jay wraca do pokoju ubrana w ładną sukienkę, co Harry rozważa jako jej strój na zakończenie, ponieważ po chwili sugeruje Niallowi, aby poszedł do domu, by znalazł coś do ubrania dla Harry’ego oraz Lottie, aby zaczęła się przygotowywać. Obraca się do Harry’ego i oferuje mu, aby poznał się z innymi siostrami Louisa, które znajdują się w salonie, ale on wie, że chce zostać po prostu sam na sam z synem. Kiedy wchodzi do salonu, zostaje powitany przez dwie dziewczynki, które obudziły go rano. Obie bawią się lalkami Babrie (chociaż ich zaangażowanie maleje, kiedy zaczynają interesować się nowym nieznajomym). Jest jeszcze jedna dziewczyna siedząca na kanapie, zaabsorbowana książką i nie spogląda nawet, aby przywitać nowego przybysza.

- Ty jesteś Harry! Mówiłam, że ma loki. Wyglądają jak afro! Myślę, że dobrze wyglądałabym w afro, prawda Daisy?

- Wyglądałabyś jak idiotka, głupku.

- Mama powiedziała, że nie możesz używać takich słów!

- Nie ma jej tu! Poza tym powiedziała ‘nie używaj takiego języka przy mnie’, a nie jestem przy niej.

- Nieważne. Więc, Harry, jestem Phoebe, a moja niegrzeczna siostra to Daisy. A to Fizz. Nie bierz do siebie tego, że nic nie mówi. Jest dziwna. – Harry kiwa głową trochę przerażony (częściowo przez to, że wszystkie dziewczynki Tomlinson są tak onieśmielające, ale bardziej przez nieśmiałość Harry’ego i to, że jest raczej kiepski w poznawaniu nowych ludzi, nawet jeśli są to nadpobudliwe ośmiolatki z lalkami Barbie), ale i tak siada obok dziewczynek i słucha ich kłótni na temat tego, który chłopak z Jonas Brother jest najbardziej uroczy. Zmagają się z tym przez chwilę, a tematy zmieniają się szybciej niż kolor włosów Kary Perry, ale uciszają się kiedy słyszą krzyki z kuchni.

- Co masz na myśli, że wracasz? – przeraźliwy głos ich matki wędruje przez ściany i osiada w salonie. Przytłumiony głos Louisa odpowiada, ale kobieta szybko mu przerywa. – Och, dobrze. Skoro mówisz, że jest coraz lepiej. Masz siniaki na całym ciele, więc naprawdę popieram twoje zdanie. – Dziewczyna na kanapie, Fizz, unosi wzrok znad książki w końcu zauważając obecność Harry’ego, ale po chwili wraca do czytania. – Więc powiedz mi w takim razie, skoro wszystko jest coraz lepiej to ile razy wylądowałeś w szpitalu? Słucham? – stłumiony głos ponownie odpowiada, ale Harry może jedynie zrozumieć jego matkę teraz mówiącą delikatniejszym głosem, więc musi się wysilić, aby ją usłyszeć. – Kochanie, jest w porządku. Nie płacz. Twoje siostry są w salonie, więc później o tym porozmawiamy. – wypadają kolejne stłumione słowa, ale nieważne jak Harry by się wysilał, nie może nic usłyszeć. Opiera się z powrotem na kanapie, rezygnując i rozgląda się po pokoju. Zauważa Lottie stojącą w wejściu i wpatrującą się w niego. Jej twarz jest łagodna, a włosy zakręcone, ale nie mówi nic. Posyła mu jeszcze szybkie spojrzenie, po czym odwraca się i wychodzi z pokoju bez słowa.

***

- A miłość?

- Co z nią?

- Wierzysz w miłość?

- Oczywiście, że nie, co to za pytanie?

- Co to znaczy? Dlaczego nie?

- To wytwór społeczeństwa. Miłość jest tylko iluzją, która ma chronić nas od samotności. Miłość jest po prostu czymś, czego człowiek chce, kiedy boi się być sam.

- Myślę, że to nieprawda, Lou.

- Naprawdę? Ponieważ ja jestem prawie pewny, że miłość jest po prostu iluzją, którą jesteśmy karmieni od najmłodszych lat, kiedy mówią nam, że każdy znajdzie tę jedną osobę, która sprawi, iż wszystko będzie lepsze. Cały czas jesteś załamany, dopóki nie spotkasz osoby, której rzekomo nigdy nie będziesz miał dość. Że podobno jest osoba, która zostanie przy tobie nieważne co, ale naprawdę, czy istnieje coś takiego z wyjątkiem tej w filmach? Miłość jest tylko chroniącym nas kocem, pomagającym nam zasnąć w nocy.

- Uważam inaczej. Myślę, że miłość jest obietnicą. Jest uczuciem, które chcesz poczuć. Chcesz być dla tej jednej osoby przez całe swoje życie. Uważam, że miłość jest obietnicą, że poświęcisz wszystko dla osoby, która sprawia że żyjesz. Myślę, że ona sprawia iż wszystko jest prawdziwe, ponieważ, po co coś przeżywać, skoro nie ma się z kim?

***

Harry idzie z Louisem po schodach, pozostając kilka kroków za nim. Widzi kilka łez spływających po policzkach chłopaka. Nadal ma na sobie ubrania, które nosi wczoraj, a jego włosy rozczochrane są we wszystkich kierunkach świata, jakby ciągnął się za nie. Harry idzie za nim do jego sypialni, ale zatrzymuje się w wejściu, czekając chwilę jedynie patrząc na drugiego chłopaka. Louis jest odwrócony do niego tyłem, a jego ramiona trzęsą się, jakby próbował utrzymać emocje na wodzy. Kiedy jego oddech się uspokaja, Harry zamyka drzwi za sobą, obwieszczając swoją obecność. Zaskoczony Louis odwraca się, ale nic nie mówi, ponieważ jego usta po chwili są już zajęte.

Harry trzyma drugiego chłopaka, jakby miał odpłynąć lub zniknąć, a brunet jest kotwicą, która by go zatrzymała. Ich ciała są złączone tak, że nie wiedzą kiedy kończy się ciało jednego, a zaczyna drugiego i czuje palce delikatnie ciągnące jego włosy. Uczucie, którego nigdy nie czuł, buduje się w jego brzuchu, zagęszczając się, jakby miało eksplodować, jak gdyby jego całe życie sprowadzało się do tego jednego momentu, jakby to był cel wszystkiego. Zbyt szybko, jak dla niego, rozdzielają się, lecz ich czoła nadal są złączone, a ich delikatne oddechy są jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu. Patrząc w niebieskie tęczówki przed nim, wie że nieważne jak głupie było to, co zrobił, tak czy inaczej by to uczynił. Nieważne, jak nieroztropne są jego słowa, które za chwilę wypowie i tak zamierza to zrobić, ponieważ taka jest prawda. Oni zawsze byli prawdziwi.

Wdycha zapach Louisa i zatrzymuje go w swoich płucach, nie chcąc nigdy go zapomnieć, a kiedy nie może dłużej wytrzymać, wypuszcza je.

- Kocham cię.

***

- Byłem kiedyś zabawny.

- Nadal jesteś.

- Nie, to znaczy byłem kiedyś tym chłopakiem, który przyjaźnił się z wszystkimi. Byłem tym dzieciakiem, który nigdy się nie uczył, zawsze rozmawiał i robił żarty, ale nauczyciele nadal mnie kochali i znał mnie każdy nawet jeżeli nie był w moim roczniku. Urządzałem najbardziej szalone imprezy, o których ludzie mówili przez miesiące. Lubiłem zabawę.

- Myślę, że nadal jesteś zabawny.

- Harry, nawet nie kontroluję już mojego życia. Kiedyś byłem pewny siebie; byłem odpowiedzialny za siebie. Teraz jestem zbyt przerażony, aby zrobić coś sam. Byłem niezależny, a teraz mam kogoś, kto mówi mi, co mam jeść i z kim rozmawiać. Nie mogę iść nawet do pracy bez pozwolenia.

- Więc odejdź.

- Nie mogę. To nie takie proste, ja…

- To jest proste. Możemy pojechać gdzieś razem, tylko my. Właściwie nie ma nic, co mnie tu zatrzymuje, możemy to zrobić…

- Wiesz, że nie mogę.

- To nie oznacza, że ja nie chcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz