*- Nie zamierzam udawać, że nie wiem dlaczego tu jesteś, jak robię to z innymi moimi pacjentami.
- Dlaczego robisz to wśród innych pacjentów?
- To sprawia, że czują iż mają kontrolę. Mówią mi, to co chcą mi powiedzieć, nieświadomi tego, że ja już wszystko wiem.
- A dlaczego nie leczysz mnie jak innych?
- Ponieważ obaj wiemy dokładnie, dlaczego tu jesteś. A ty musisz wiedzieć, że nie masz kontroli.
Zaśmiał się i pochylił bliżej doktora. - Och, ale tu się mylisz. Ja mam całkowitą kontrole nad tym, co tu się wydarzy, doktorze Malik.
***
Dwa tygodnie wcześniej
Zayn Malik żył w rutynie. Budził się codziennie o piątej trzydzieści, całował w skroń śpiącego Harry’ego, brał kubek kawy, robił tosty, jajecznicę i czytał poranną gazetę. Szedł do pracy do własnego gabinetu psychiatrycznego, spotykał się z pacjentami i wypełniał papiery. Raz na jakiś czas został wzywany, aby zrobić ocenę psychologiczną dla powracających agentów i podejrzanych FBI. Zachowywał wszystko dla siebie, miał tylko kilkoro bliskich przyjaciół, wliczając do tego jego chłopaka – Harry’ego – od dwóch lat, i był naprawdę dobry w swojej pracy.
To był zwyczajny wtorkowy poranek, podczas którego czytał gazetę i pił kawę, kiedy zadzwonił telefon. Na początku, pomyślał że to Perrie – jego sekretarka, dająca mu wskazówki dotyczące nowych pacjentów lub mówiąca, że któryś z nich odwołał wizytę. Niemniej jednak, było to agent Benjamin Laurence z BAU z Quantico z Virginii.
- Witam doktorze.
- Agent Laurence, w czym mogę pomóc?
- Mamy pewien przypadek i potrzebujemy pomocy.
- Jaki rodzaj?
- Słyszałeś o Rozpruwaczu z Brooklynu? – zapytał agent Laurence. Zayn przywołał w głowie artykuł, który czytał w New York Time o Rozpruwaczu. Mówił on o tym, że ofiary były tak sprytnie cięte przez niego, że omijał każde istotne organy, pozostawiając ich ostatnie chwile życia w absolutnym bólu. Byli świadomi wszystkiego, co dzieje się wokół nich, ale całkowicie nieruchomi.
- Tak – odpowiedział przezornie Zayn.
- Złapaliśmy go – powiedział ponuro agent. – Na początku, myśleliśmy że to tylko jakiś sadysta, który nauczył się kilku sztuczek przez internet.
- Ale?
- Ale on nie jest szalony, doktorze Malik. Przynajmniej, nie wydaje się być. Jest…człowiekiem.
- A ty oczekiwałeś, że nie będzie? – zapytał Zayn, żartując.
- Nie o to mi chodziło. Po prostu on jest…jest grzeczny, inteligentny i bez poczucia winy.
- Socjopata?
- Nie wiem, doktorze Malik. Naprawdę docenilibyśmy to, gdybyś przyjechał do Brooklynu i…porozmawiał z nim?
- Jak się nazywa?
- Tomlinson. Louis Tomlinson – odpowiedział agent Laurence. Zayn westchnął.
- Muszę sprawdzić mój grafik, więc zobaczymy, co da się zrobić – odparł Zayn po chwili namysłu. Harry’emu się to nie spodoba.
***
Zayn spotkał Harry’ego tydzień po tym, jak zaczął swoją praktykę. To było przed tym, jak zatrudnił swoją sekretarkę – Perrie, aby przynosiła mu kawę. Był nowy w New Haven i nie miał czasu, aby poznać najlepsze kawiarnie, więc wszedł do jednej, która była niedaleko jego biura.
Przy wejściu został zaatakowany przepysznym zapachem ziaren kawy, czekolady i świeżo pieczonego chleba. Przy ladzie była mała kolejka, co wskazało Zaynowi na to, że była to prawdopodobnie lubiana kawiarnia. Pochwalił się w myślach za wybory życiowe.
- Następny – zawołał chłopak o kręconych włosach i Zayn stanął w kolejce. – Haz, możesz przejąć klientów? – zapytał, obracając się i Zayn czekał cierpliwe, podczas gdy pierwszy chłopak wyszedł i został zastąpiony przez niesamowicie przystojnego, ciemnowłosego loczka z zielonymi oczami, co sprawiło, że Zaynowi zabrakło słów. Co nie było typową rzeczą. Zayn zawsze wiedział, co powiedzieć i kiedy to zrobić. Czytanie z ludzi było częścią jego pracy. Ale te zdolności wyparowały przez okno na widok nowego chłopaka, który miał mąkę we włosach i rozmazaną czekoladę na policzku.
- W czym mogę pomóc? – zapytał, posyłając Zaynowi promienny uśmiech. Chłopak wydukał swoje zamówienie, cały czas przyglądając się dołeczkom w twarzy młodzieńca. Chłopak dalej uśmiechał się, chwytając pojemnik do kawy.
- Jak masz na imię? – zapytał, trzymając czarny marker w dłoni.
- Och, um, Zayn – odpowiedział. Po czym bez namysły, dodał – I to jest 603-555-8124. – Harry uniósł brwi, a marker zamarł w jego dłoni, kiedy pisał ‘n’.
- Co? – zapytał, gapiąc się na Zayna. Ten wzruszył ramionami, decydując że to co się stało to się nie odstanie.
- To mój numer. Żebyś…mógł zadzwonić. – Harry zarumienił się mocna purpurą, a mały uśmiech pojawił się na jego ustach. Klient za Zaynem odchrząknął, mrucząc ‘to jest kurewsko absurdalne. Pedały.’ Zayn odwrócił się ostro i spojrzał na dwudziestoletniego chłopaka za nim.
- Och przepraszam, przeszkadzamy ci? Muszę cię zapewnić, że to jest potencjalnie o wiele ważniejsze niż maraton Doctora Who, który urządzili twoi przyjaciele w domu twoich rodziców. – Chłopak gapił się na niego, niepewny skąd Zayn mógł to wiedzieć. Zayn odwrócił się do Harry’ego, który wręczył mu kawę. Ciemnowłosy mrugnął do niego i zachichotał, szczerze, on zachichotał.
- Zdecydowanie zadzwonię – wyszeptał, po czym zajął się kolejnym klientem. Zayn wrócił do swojego gabinetu w świetnym humorze. Miał wiele rzeczy do zrobienia. Musiał ustalić spotkania z kilkoma klientami, poszukać sekretarki i zorganizować badania. Ale myśl o chłopaku z kawiarni sprawiła, że przez cały ten czas miał uśmiech na twarzy.
Później, podczas gdy Zayn samodzielnie wsuwał ciężki regał na swoje miejsce, jego telefon zawibrował na biurku. Pomyślał, że to pewnie Danny lub Ant, którzy chcieli się spytać, gdzie się zatrzyma, ale zamiast tego, był to nieznany numer.
Czy to Zain?
*Zayn, I tak, to ja. Kim jesteś?
Tu Harry z kawiarni. Xx
Zayn uśmiechnął się do telefonu, przypominając sobie loczka.
Cześć Harry, cieszę się, że napisałeś.
Nie było mowy, żebym tego nie zrobił. Jakbyś nie zauważył, jesteś raczej przystojny xx
Zayn zarumienił się i wystukał odpowiedź, mówiąc Harry’emu, że chciałby porozmawiać. Kontynuowali pisanie przez długi czas, wystarczająco długo, aby Zayn całkowicie porzucił regał i usiadł na krześle biurowym.
W końcu, zalotne wiadomości zamieniły się w nocne rozmowy przez telefon, które doprowadziły do tego, że Zayn zaprosił Harry’ego na randkę – dużo dzięki namowom Danny’ego i Anta.
Wziął Harry’ego do szykownej restauracji, którą polecił Ant. Rozmawiali przez długi czas, poznając się trochę bardziej, kiedy Harry zadał nieuniknione pytanie.
- Więc, co robisz? W sensie, w życiu? – Zayn spojrzał na niego, ale nie zrobił żadnego ruchu, aby odpowiedzieć. Harry uniósł brew na to zachowanie.
- Och daj spokój. Nie kupię tego, że jesteś bezrobotny, patrząc na tę miłą restaurację i powiedziałeś mi już o swojej sekretarce. Więc co robisz? – I Zayn ponownie nie odpowiedział.
- Chcesz żebym zgadł? – zapytał entuzjastycznie Harry. – Daj mi się zastanowić. To musi być coś żenującego, bo w innym wypadku nie ukrywałbyś tego. Dobrze, śmieciarz? Nie? Um, rodeo klaun? Dobrze… nagi model dla NYU? – Zayn zachichotał na to i Harry uśmiechnął się do niego, ukazując dołeczki. – No więc dalej. Co to jest?
- Zazwyczaj, gdy mówię o tym ludziom, myślą że jestem dziwny. Lub szalony.
- Spróbuj – zachęcał Harry.
- Jestem psychiatrą – przyznał w końcu Zayn. Harry obserwował go uważnie, myśląc długo nad tym. W końcu skinął głową i wrócił do jedzenia. Zayn dalej patrzył na niego i zmarszczył brwi, kiedy brunet na niego spojrzał.
- Robisz mi psychoanalizę w tym momencie? – zapytał i Zayn zaśmiał się.
- Nie! Dlaczego wszyscy myślą, że to robię?
- Sam to powiedziałeś, jesteś psychiatrą. Twoją pracą jest dostawanie się do głowy innych ludzi, prawda? To wyjaśnia skąd wpadłeś na to, że facet w kawiarni miał maraton Doctora Who w domu jego rodziców. Powiedz mi, skąd wiedziałeś? – zapytał zaciekawiony Harry, uśmiechając się promiennie. Zayn lubił go wystarczająco, aby rozważyć to.
- Jego telefon ciągle wibrował, co oznacza że ktoś chciał zwrócić jego uwagę. Śpieszył się i zapewne chciał kupić więcej niż jedną kawę. Wyglądał jakby nie spał przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny i używał starego angielskiego, jakby był Brytyjczykiem, kiedy z pewnością być Amerykaninem. Co oznacza, że prawdopodobnie spędził trochę czasu na oglądaniu czegoś brytyjskiego. Najpopularniejsze brytyjskie filmy to Harry Potter, Sherlock i Doctor Who. Na początku myślałem że to Harry Potter, ale zazwyczaj ludzie oglądają maratony seriali w tygodniu częściej niż filmowe. Więc pozostał Sherlock i Doctor Who.
- Jak zdecydowałeś pomiędzy tymi dwoma? – zapytał Harry. Zayn był pod wrażeniem. Zazwyczaj, kiedy wyjaśniał swój tok myślenia, ludzie byli zdezorientowani.
- Trochę zgadłem. Doctor Who ma większą oglądalność. I jak widać, miałem rację.
- Wow – wydyszał Harry i dopiero wtedy Zayn zdał sobie sprawę, że nieświadomie przybliżali się do siebie podczas rozmowy, a teraz ich twarze były strasznie blisko. Ale żaden z nich nie dawał oznaków, że chce się odsunąć. Powietrze było gęste do tego stopnia, że Zayn nie musiał być psychiatrą, aby wydedukować, do czego ta randka prowadzi.
- Chcesz… chcesz pójść do mnie? – zapytał w końcu Zayn, a Harry szybko skinął głową. Mulat zapłacił rachunek, po czym oboje poszli do taksówki. Przez chwilę, kiedy jechali samochodem, dłoń Harry’ego wędrowała od kolana chłopaka do górnej części uda, co sprawiło, że w spodniach Zayna było niekomfortowo ciasno. Zapłacił taksówkarzowi i zaciągnął Harry’ego na górę.
Kiedy następnego ranka obudził się, był trochę przerażony, że Harry mógł wyjść, ale jednak zastał go zakopanego w pościeli, a jego loki roztrzepały się na poduszce. Harry wprowadził się do Zayna cztery miesiące później i już nigdy nie patrzyli w przeszłość.
***
- Nie. Absolutnie nie. – Harry stał opary o zlew w kuchni z rękoma założonymi na piersi. Zayn westchnął, odsuwając krzesło.
- Harry, to moja praca.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale nie podoba mi się pomysł, że będziesz miał do czynienia z tym kolesiem. Czytam gazety, Zayn. Wiem do czego jest zdolny.
- Harry-
- Nie. To nie podlega dyskusji – powiedział uparcie Harry. To była cecha, którą Zayn kochał i nienawidził w nim jednocześnie.
- Harry, muszę iść.
- Nie, nigdzie nie idziesz. Powiedz mu, że nie możesz – odpowiedział Harry. Zayn westchnął po raz kolejny i wstał, po czym podszedł do niego i otoczył jego ciało rękoma. Harry powstrzymywał się przez chwilę, ale dął za wygraną.
- To potrwa tylko dzień lub dwa. Tylko się z nim spotkam, a potem zostanie odesłany i nic się nie zmieni. Dobrze?
- Nie podoba mi się to – wymamrotał Harry w jego szyję. Zayn kreślił małe okręgi na jego plecach w odpowiedzi. Ostatecznie, Harry odsunął się, a Zayn zadzwonił do Perrie, aby odwołała wizyty u niego na kolejne kilka dni.
Następnego ranka wrzucił torbę do bagażnika, pocałował Harry’ego na pożegnanie i wyjechał z Connecticut. Spotkał agenta Laurence popołudniu na oddziale policji w Blooklynie, gdzie trzymali pana Tomlinsona.
- Dobrze cię widzieć, doktorze Malik.
- Wzajemnie. Gdzie on jest? – Agent Laurencje poprowadził go do małego pokoju przesłuchań i nakazał poczekać chwilę. Po kilku minutach, drzwi otworzyły się ponownie i został przez nie wprowadzony mężczyzna.
Był niski, miał około stu siedemdziesięciu centymetrów wzrostu, brązowe włosy i inteligentne, niebieskie oczy. Usiadł naprzeciwko Zayna, a kajdanki stukały o siebie co jakiś czas.
- Dzień dobry, panie Tomlinson.
Nie odpowiedział.
- Nazywam się doktor Malik. Jestem psychiatrą.
- Ah, psychiatra – powiedział Louis, obserwując Zayna dziwnym spojrzeniem. Prawie drapieżnym. – Jesteś tutaj, żeby zajrzeć mi w głowę, tak?
- Tak…mi się wydaje. W pewnym sensie.
- I jesteś tutaj, aby się dowiedzieć, dlaczego zabiłem tych ludzi.
- To prawda.
- Więc – odpowiedział Louis, złączając palce i kładąc je na kolanach. Zayn oczekiwał, że dokończy, ale ten nie powiedział nic więcej, tylko wpatrywał się z mężczyznę.
- Skąd jesteś, panie Tomlinson? – zapytał w końcu Zayn, odchylając się do tyłu na krześle, aby pokazać Louisowi, że to iż siedzi naprzeciwko seryjnego mordercy wcale nie narusza jego spokoju.
- Z małej wsi w Minnesocie. Prawdopodobnie o niej nie słyszałeś.
- Mogę cię zapewnić, że prawdopodobnie masz rację. Nigdy nie zwracałem uwagi na Minnsote.
- A ty skąd jesteś, doktorze Malik? – Louis zadrwił ze słowa ‘doktor’ i Zayn musiał bardzo postarać się, aby nie pokazać mu swoich emocji.
- New York City, tylko kilka przecznic stąd – opowiedział Zayn. – Ale nie jesteśmy tutaj, aby rozmawiać o mnie.
- Och, ale ja myślę, że powinniśmy – powiedział Louis z diabelskim błyskiem w oku.
Przez kolejną godzinę nie uzyskał nic oprócz bezużytecznych informacji. Louis został zaprowadzony do swojej celi, a Zayn spotkał się z agentem Laurence w jednym z gabinetów.
- Nic?
- Nie odpowiedział na nic, co dotyczyłoby morderstw. Aczkolwiek wydawał się być bardzo zainteresowany mną – powiedział Zayn. Laurence westchnął i skinął głową.
- W każdym razie, dziękują za pomoc. Powinienem pozwolić ci już wrócić do Harry’ego.
- Co się stanie teraz z panem Tomlinsonem? – Zayn nie mógł nic poradzić na swoją ciekawość.
- Będzie miał rozprawę sądową. Jestem pewny, że pójdzie szybko, a potem trafi do jakiegoś ośrodka psychiatrycznego albo więzienia.
Zayn pojechał z powrotem do New Haven tej samej nocy i padł na łóżko razem z Harrym, a wszystkie myśli o Louisie Tomlinsonie i Rozpruwaczu z Brooklynu zostały w jednej chwili zapomniane.
W następnym tygodniu, Zayn powrócił do swoich zwyczajnych pacjentów. Nie poświęcał już więcej uwagi Louisowi Tomlinsonowi, po prostu kontynuował swoje praktyki, jak normalnie. To trwało dwa tygodnie, lecz któregoś dnia, kiedy kończył papierkową robotę i chciał wyjść wcześniej z biura, ktoś zapukał do jego drzwi.
- Proszę wejść – zawołał, nie odrywając wzroku od kartek na jego biurku.
- Doktorze Malik, ma pan pacjenta za piętnaście minut – powiedziała Perrie, przygryzając nerwowo wargę. Zayn zmarszczył brwi.
- Nie przypominam sobie, żebym miał jeszcze dzisiaj jakichś pacjentów – odpowiedział.
- Właśnie dostałam telefon od adwokata, który potrzebuje, aby jego klient był zbadany na jakieś psychologiczne problemy.
- Och, więc chce, żebym szaleństwem wytłumaczył zachowanie jego klienta.
- Mniej więcej – zgodziła się Perrie.
- W porządku, za piętnaście minut?
- Tak, proszę pana – powiedziała Perrie, po czym zamknęła drzwi. Zayn westchnął i potarł twarz, po czym wstał i upewnił się, że jego gabinet jest przygotowany na kolejnego pacjenta. Było dokładnie dwadzieścia minut po drugiej, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je, a nieskazitelnie wyglądający mężczyzna wszedł do środka.
- Doktorze Malik, nazywam się Jonathon Link i chciałbym, żeby był pan psychiatrą mojego klienta. Prosił o pana. Z imienia – powiedział pan Link. Zayn zamarł. Robił kilka razy takie rzeczy, ale klient nigdy nie prosił wyraźnie o niego
- D-dobrze – powiedział powoli Zayn. Jonathon obrócił się i zwrócił do kogoś, kto stał za drzwiami.
- Może pan wejść. – I wtedy, Louis Tomlinson pojawił się w drzwiach i spojrzał w oczy Zaynowi.
- Pan Tomlinson – powiedział Zayn, próbując zachować spokojny głos. – Muszę powiedzieć, że jestem zaskoczony, że widzę pana po raz kolejny.
- Zostawię was samych – powiedział adwokat Louisa, wychodząc z pokoju. – Wrócę za półtorej godziny. – Zamknął drzwi, a w środku pozostał tylko Zayn i Louis Tomlinson.
- Proszę, usiądź – powiedział Zayn, wskazując na dwa krzesła i kanapę. Louis wybrał to drugie. Zayn uznał to jako akt zbuntowania. Większość ludzi wybiera jedno z krzeseł, aby nie czuć się jak u psychiatry tylko jak przy rozmowie z przyjacielem. Przez wybranie kanapy, Louis oznajmiał, że wie iż jest pacjentem, a Zayn doktorem i chciał, aby Zayn też to wiedział.
Zayn usiadł na krześle na przeciwko kanapy i spojrzał na Louisa. Ten nie ruszył się, jedynie wpatrywał się chłodnymi, niebieskimi tęczówkami w oczy Zayna.
- Nie zamierzam udawać, że nie wiem dlaczego tu jesteś, jak robię to z innymi moimi pacjentami – powiedział w końcu Zayn, zakładając nogę na nogę i opierając się o krzesło. Louis uśmiechnął się figlarnie.
- Dlaczego robisz to wśród innych pacjentów? – zapytał niewinnie.
- To sprawia, że czują iż mają kontrolę. Mówią mi, to co chcą mi powiedzieć, nieświadomi tego, że ja już wszystko wiem.
- A dlaczego nie leczysz mnie jak innych? – zapytał Louis, wydając się być zainteresowany.
- Ponieważ obaj wiemy dokładnie, dlaczego tu jesteś. A ty musisz wiedzieć, że nie masz kontroli.
Zaśmiał się i pochylił bliżej doktora. – Och, ale tu się mylisz. Ja mam całkowitą kontrolę nad tym, co tu się wydarzy, doktorze Malik.
- Lubisz gierki, doktorze Malik? – I znowu pojawiło się to zadrwienie ze słowa ‘doktor’.
- Czasami – odpowiedział szczerze. – To zależy, w co się gra. – i nagle Louis był obok niego, zabierając mu notes z dłoni, po czym wrócił na swoje miejsce w mgnieniu oka.
- Zagramy w doktora i pacjenta. Ja będę doktorem, a ty pacjentem.
- I co sprawia, że myślisz, iż się na to zgodzę?
- Ponieważ – powiedział Louis. – Chcesz wiedzieć, dlaczego zrobiłem to co zrobiłem. – Uśmiechnął się. – Nie możesz oczekiwać, że powiem ci moje sekrety, jeżeli ty nie będziesz chciał się podzielić swoimi.
Zayn pomyślał o tym przez chwilę, rozważając niebezpieczeństwo tej gry. Decydując, że mogłoby być to coś naprawdę gorszego, zgodził się cierpliwie to znosić.
- W porządku, zagram z tobą.
- Dobrze. Więc zacznijmy od czegoś prostego, dobrze? – zapytał Louis. Przerwał na chwilę, jakby rozważał nad pytaniem, które ma zadać, po czym odezwał się. – Masz jakieś rodzeństwo?
- Trójkę – odparł Zayn. – Trzy siostry. A ty? – Louis potrząsnął głową.
- Teraz to ja jestem psychiatrą, Zayn. Będziesz miał swoją kolej.
I to był moment, kiedy Zayn zaczął żałować, że nie posłuchał Harry’ego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz