poniedziałek, 17 marca 2014

*- Dokąd idziesz?

Louis szczerze próbował odpowiedzieć na to pytanie, ale wiele z tych prób nie zostało wypowiedzianych, dopóki nie zaczął zastanawiać się nad wyjściem z łóżka. Harry nadal trzymał go, podczas gdy od dobrej godziny leżeli w łóżku. Pomiędzy nimi panowała cisza i dopiero po chwili Louis zorientował się, że Harry zasnał. Postanowił wstać i wyjść z pokoju, ale nie zdążył.


- Mam zamiar się ubrać, a potem pójdę na pokład – ziewnął lekko, nawet na niego nie spoglądając. Harry jednak wciąż nie poluzował uścisku. - Musisz mnie puścić, Curly.

- Dlaczego wciąż nazywasz mnie Curly? - Harry wymamrotał, gdy ich oczy się spotkały. Na te słowa Louis próbował mu się wyrwać, lecz nie dało to żadnego rezultatu.

- Ponieważ twoje włosy nadal są tak kręcone jak i brudne – książę odpowiedział podnosząc dłoń i łapiąc między palce kosmyk loków. - Jeśli nie podoba ci się to przezwisko, może wolisz Księżniczkę Hazzę? A może coś innego?

- Mógłbyś tak mówić tylko wtedy, gdybyś mnie nienawidził – zauważył kapitan. - Chętnie przyjmę Curly. Zapomnij, że mówiłem cokolwiek.

- Dobrze, księżniczko – zaśmiał się Louis. - Zrobię, co tylko zechcesz. Tak czy siak, wychodzę, więc jeśli byłbyś tak uprzejmy i mnie puścił…

Jak na zawołanie, uścisk Harry’ego się wzmocnił. Louis spojrzał na niego z uniesioną brwią.

- Poważnie? - mruknął do mężczyzny, który z zamkniętymi oczami ściskał go naprawdę mocno.

Gdy nie otrzymał odpowiedzi, cmoknął cicho, po czym zaczął się wyrywać. To było upokarzające – uświadamać sobie, o ile silniejszy od niego jest Harry. Louis z trudem odpychał się od ciała kapitana, aż na jego twarzy pojawił się grymas.

- Dlaczego jesteś taki uparty? - zapytał zmęczonym głosem.

Wiedział, że urok Harry’ego jest jednocześnie cholernie irytujący, a w przypadku połączenia ich charakterów, Louisa często trafiał szlag. Harry milczał i Louis już miał przyznać się do porażki, lecz głos uwiązł mu w gardle, kiedy Harry poruszył się na poduszce i przysunął twarz bardzo blisko Louisa.

Kapitan otworzył oczy, wpatrując się tępo w Louisa. Zielony był naprawdę rzadką barwą oczu – bardziej wyjątkową, niż błękitny, którego koloru tęczówki posiadał Louis. Harry naprawdę miał wszystko, jeśli chodziło o wygląd. Był niczym skarb, którego nigdy nikomu nie uda się skopiować.

- Boję się – odezwał się nagle Harry i Louis zamarł.

Książę tępo spojrzał na Harry’ego, poszukując jakiejś wskazówki. Nie miał pojęcia, dlaczego żołądek nagle podszedł mu do gardła, a serce zaczęło łomotać w piersi.

- Boisz się? - Louis powtórzył bezgłośnie, nie wierząc w to, co usłyszał.

Kapitan Styles się bał. Logicznie rzecz biorąc – każdy się czegoś bał, więc nie powinno być dla Louisa zaskoczeniem, że Harry równieć. Był człowiekiem. Tylko po prostu… wychował się w obliczu strachu, więc…

Umysł księcia pociemniał jak podczas koszmaru, a on mocno zagryzł wargę, byle odwrócić myśli od tamtego snu. Nie chciał teraz o tym myśleć. Harry nadal go nie puścił, a po chwili odpowiedział.

- Tak. Boję się – szepnął szczerze, po czym westchnął ciężko i zamknął oczy.

- Czego? - Louis pozwolił sobie spokojnie zapytać. Podskoczył zaskoczony, gdy Harry poluzował uścisk i teraz trzymał go delikatnie po bokach.

- Boję się obudzić – odpowiedział powoli Harry, pieszcząc dłońmi biodra ukochanego. - Boję się, że obudzę się w fotelu, uświadamiając sobie, że to wszystko, co dziś się stało, było tylko snem – pochylił się i musnął ustami odsłonięte obojczyki Louisa. - Boję się, że obudzę się w moim łóżku, w środku nocy i odkryję, że ostatnie kilka miesięcy były tylko snem i że nigdy cię nie spotkałem. Tego się boję, Louis. Nie chcę stracić tego wszystkiego – pocałunki Harry’ego zatrzymały się na moment, gdy dotarł do szczęki księcia. - Nie chcę stracić tego uczucia do ciebie. Nie chcę stracić ciebie, Louis. Nie wiesz, ile dla mnie znaczysz.

- Myślę, że wiem - Louis stwierdził łagodnie, gdy Harry umieścił niewielką ilość przestrzeni między nimi. Kapitan potrząsnął głową, przeczesując palcami jednej dłoni bałagan włosów na głowie.

- Nie, nie wiesz, ale w porządku - usiadł na łóżku, pościel zsunęła się z jego nagiej piersi. Posłał Louisowi uśmiech i książę spojrzał na niego zaskoczony. - Kocham cię, Louis. Słowa nigdy nie oddadzą tego, jak bardzo cię kocham i przepraszam, że wciąż uczę się tego wszystkiego. Nie umiem tego najlepiej pokazać, ale naprawdę, udowodnię ci jak bardzo cię…

Louis nie pozwolił mu dokończyć, łapiąc go za kark i przyciągając do siebie, po czym zamknął mu usta swoimi.

- Nie masz się czego bać, wszystko w porządku – powiedział Louis, gdy oderwali się od siebie. - To nie jest sen, nie śpisz, a ja nigdzie się nie wybieram – patrzył Harry’emu prosto w oczy. - Oboje się tego uczymy, nie przejmuj się. Uratowałeś mi mi życie. Ufam, że mnie nie zranisz.

Choć jego słowa mogły zabrzmieć na sarkastyczne, to rzeczywiście były szczere. Odkąd Louis pojawił się na statku, Harry zdołał zauważył, iż on nie potrafi kłamać w kwestii miłości. On po prostu potrzebował czasu, by upewnić się, że odwzajemnia uczucia pirata. Louis był swego rodzaju społeczniakiem, jednak wciąż dużo czasu zajmowało mu uporządkowanie własnych uczuć.

- Jestem w stanie zranić twoje uczucia? Och, to dlatego zabroniłeś mi żartować? - kpiący uśmieszek pojawił się na twarzy Harry’ego, na co Louis zmrużył oczy.

- Zabroniłem ci ich, bo zawsze są gówniane.

- Teraz to ty ranisz moje uczucia, księżniczko – Harry zaśmiał się, gdy ujął dłonią brodę Louisa i przybliżył się do jego twarzy. - Masz jakieś sadystyczne pobudki. Nie mogę się doczekać, aż wypróbujemy ich w…

- Nadal nie jesteś zabawny – prychnął książę, przerywając mu.

- Nie chciałem być.

- Do widzenia – szybko powiedział Louis, po czym zszedł z łóżka i sięgnął po ubrania.

Odwrócił głowę tak, aby Harry nie mógł zobaczyć jego twarzy. Nie da mu satysfakcji, że go z irytował, ani tym bardziej, że go rozbawił.

*

Dwa dni na statku minęły bardzo szybko, jak piasek prześlizgujący się między palcami i Louis był wdzięczny, że każdego dnia działo się coś, co na pewno zatrzyma w pamięcia. Nie miało znaczenia, że wciąż robił to samo i popadał w rutynę – zawsze kończył z Harrym, razem wpatrując się w morze i rozmawiając o błahostkach. Louis w pewnym sensie przyzwyczaił się do tego, że są teraz kochankami. Ich związek był stateczny i uporządkowany, co sprawiało, iż książę nie do końca wiedział, czy to dobrze czy źle.

Harry wciąż go drażnił, ale od jakiegoś czasu nawet ich kłótnie kończyły się pocałunkiem i wszystko wracało do porządku. Ale gdy dochodziło między nimi do bardziej intymnych zbliżeń, Harry nagle stawał się bardziej delikatny i wyczulony niż kiedykolwiek wcześniej. Louis uważał, że to urocze, ich pirat nie chciał przekroczyć pewnych granic i za każdym razem pytał go, czy wszystko gra. Niemniej jednak, jego nadopiekuńczość czasami stawała się cholernie nieznośna.

Louis przestał też myśleć o problemach w domu i niemieckiej księżniczce, bo gdy tylko nachodziły go podobne myśli, pojawiał się Harry i podnosił go na duchu. Jego asymilacja na statku postępowała i z czasem naprawdę czuł się jak członek załogi. Nigdy nie sądził, że to możliwe.

Czasami czuł się jak Harry – bał się, że się obudzi i wszystko okaże się snem. I teraz, gdy wpatrywał się w ciemną otchłań oceanu, w brzuchu zadomowiło się dziwne uczucie. Był na górnym pokładzie, a załoga znajdowała się z przodu, kierując okrętem, podczas gdy on wychylał się przez poręcz, by spojrzeń w wody, które mogłyby połknąć go w całości.

Harry często się o niego martwił, zwłaszcza w nocy, gdy nikogo nie było w pobliżu. Już raz Louis wypadł za burtę i teraz ten temat nieustannie wracał. Harry niepotrzebnie panikował – wiadomo, książę prawie umarł, ale PRAWIE. I tylko to się liczylo.

Gdy o tym myślał, zauważył dwóch mężczyzn, którzy na sekundę oderwali się od rozmowy i zerknęli na niego, po czym wrócili do tematu. To było zbyt oczywiste – kapitan zapewne zagroził wszystkim, że mają mieć oko na monarchę, co było nieco irytujące. Nadopiekuńczość Harry’ego doprowadzała go do szewskiej pasji. Wiedział, że Harry bardzo mocno go kocha i to właśnie dlatego tak się o niego boi, ale czasami mógł dać sobie spokój.

- Louis! - książę zamrugał, słysząc swoje imię i spojrzał w kierunku schodów, gdzie ukazał się Niall z latarnią w ręku i uśmiechem na twarzy.

- Niall – skinął głową w kierunku Irlandczyka.

Podczas jego przemiany w pirata, zauważył sympatię związaną z zadaniami, jakie Liam zrzucał na niego z Nialla. Nie było to dużą niespodzianką, biorąc pod uwagę ich okoliczności.

- Ognisko zaraz się zacznie – poinformował go i Louis nie mógł się nie uśmiechnął.

Louis w pewnym sensie nie mógł doczekać się tego udawanego ogniska, odkąd opuścili Francję. Biorąc pod uwagę szerokość i długość Atlantyku, minęło sporo czasu od ostatniego razu, gdy widział ląd. A teraz przed nim rozciągały się Karaiby i był w stanie dostrzec Tortugę. Nie mógł uwierzyć, że to już.

- Zawsze chodzi o czas – mruknął do siebie, krzyżując ramiona na piersi i kierując się do schodów.

Louis nie był zbyt chętny do noszenia skrzyni i desek, wolał oglądać przygotowywania ogniska z daleka, a to przyniosło mu parę dodatkowych obelg ze strony tych członków załogi, którzy nie za bardzo go lubili. Mimo, że Harry mógł ich powstrzymać przed fizyczną szkodą na Louisie, nie miał wpływu na to, co mówili i myśleli. Wyzwiska nadal się pojawiały, zwłaszcza od momentu, gdy wszyscy zorientowali się, co dzieje się między kapitanem, a księciem. Nie, żeby Louis przywiązywał do tego wagę.

- Co tam robiłeś sam? Wyglądałeś na nieszczęśliwego – usłyszał za sobą Nialla.

- Tak tylko myślałem. Nic ważnego – skłamał, a jego oczy zatrzymały się na ognisku. Część załogi już zajęła miejsca.

- Chciałem ukryć się przed pracą, a to było idealne miejsce.

- Czemu nie schowałeś się w pokoju kapitana? - zapytał Niall, zdmuchując świecę. - Nikt nie ma tam wstępu.

- Czemu miałbym się tam chować, skoro mogłem zostać na pokładzie i rozkoszować się dotykiem księżyca na skórze?

- Nie możesz poczuć księżyca na…

- To był sarkazm, Niall.

- Och.

- Tak czy inaczej, nie mogę doczekać się ogniska - przewracając oczami z uśmiechem, Louis spojrzał na blondyna. - Po pierwsze, będzie miło zobaczyć wszystkich w jednym miejscu, a po drugie możemy nawet potańczyć, jak ostatnio.

- Jeśli będziemy wystarczająco trzeźwi, by ustać w miejscu – Niall prychnął, siadając na jednej ze skrzynek.

- Upijanie się, zanim impreza dobrze się zacznie jest głupotą. Będziesz miał jutro kaca.

- Nikt nie powiedział, że piraci podejmują właściwe decyzje – odparł Niall, opierając się na rękach za sobą. Louis spojrzał na niego rozbawiony.

- Nie pozwól Harry’emu słyszeć, że to powiedziałeś.

- Hipotetycznie, gdyby Harry mnie usłyszał… Ty jesteś ze mną, więc myślę…

- O nie – przerwał mu Louis. - Ostatni raz gdy na to wpadłeś, skończyłem przywiazany do masztu w upale.

- To było wieki temu! - bronił się Irlandczyk.

- Niall. To było trzy tygodnie temu.

- No, a co powiedziałem? Cholera, Louis, musisz nauczyć się pozwolić odejść przeszłości – mężczyzna machnął dłonią w lekceważącym geście.

Nim zdążył odpowiedzieć, wzrok Louisa powędrował w górę i zobaczył Eleanor, która szła z Danielle i jakimś mężczyzną. Wszyscy rozmawiali i śmiali się. Odkąd pojawiła się na pokładzie, zawarła więcej znajomości, niż w ciągu całego swego życia. Louis cieszył się, że tak bardzo się zadomowiła.

Eleanor zerknęła w jego kierunku i uśmiechnęła się do niego promiennie. Louis odwzajemnił gest i odczekał, aż zdecyduje nad miejscem. Danielle zajęła miejsce kilka skrzyń z dala i choć Eleanor przez chwilę się wahała, ostatecznie usiadła u boku swojej ukochanej. Niall w ogóle się tym nie przejął, a jedynie westchnął.

- Zastanawiam się, jakie historie opowiedzą nam dziś Liam i Zayn – zaczął, a Louis przyjrzał się mu uważnie. - Albo jeszcze lepiej. Ciekawe, co opowie nam sam kapitan – następnie poruszył znacząco brwiami w kierunku w szatyna.

- Zachowujesz się jak Zayn – mruknął Louis.

- Nie było w moich słowach żadnego seksualnego podtekstu, Wasza Wysokość – bronił się Niall. Louis odgarnął z czoła grzywkę, kręcąc głową.

- Seksualne czy nie, Zayn ma na ciebie zły wpływ.

- To naprawdę cię dziwi? - Niall zaśmiał się. - Biorąc pod uwagę fakt, jaki Harry ma wpływ na ciebie, wydaje się to naturalne.

Jego słowa sprawiły, że Louis zamarł ze zdziwieniem. Nigdy nie słyszał czegoś podobnego. Odkąd jego związek z Harrym nabrał tempa, słyszał różne żarty i docinki, ale nigdy nikt nie powiedział czegoś takiego. W sumie, ani on ani Harry nie powiedzieli załodze, że faktycznie są parą, ale wydawało im się, że ich pocałunki i trzymanie za ręce jest wystarczająco wymowne.

- Harry ma na mnie jakiś wpływ? W takim przepraszam za bycie pompatycznym dupkiem, jeśli to we mnie widać.

- Nie, to nie tak – zaśmiał się Niall. - Jesteś bardziej cichy i tajemniczy. To dziwne.

- Niall, jestem najmniej tajemniczą i cichą osobą na świecie - powiedział uprzejmie Louis. - I nie mam na myśli tego, że załoga każe czasami mi się zamknąć, gdy jestem nieco głośno. No i jestem do dupy w trzymaniu sekretów.

- Pod tym względem masz rację – Irlandczyk pokręcił głową. - Ale chodzi mi o to, że jesteś sam i jesteś taki dziwnie cichy… Nawet nie dzielisz się swoimi problemami z Eleanor.

Louis zacisnął dłonie w pięści i rozejrzał się po bezkresnym oceanie. Cóż. To była prawda. Ostatni raz, kiedy zwrócił się do Eleanor był moment, gdy mówił jej o niemieckiej księżniczce, co było jakieś trzy tygodnie temu i od tamtego czasu mało ze sobą rozmawiali.

- Biorąc pod uwagę fakt, że jestem z dala od cywilizacji i ciężko mieć tutaj jakikolwiek problem…

- Och, no dobrze. Zwłaszcza, że ty i Kapitan Styles…

- Pieprzycie się.

Louis skrzywił się, a Niall wybuchnął śmiechem, gdy jednocześnie odwrócili się i zobaczyli Zayna z Liamem, trzymając kilka butelek rumu.

- Haha, ale zabawne. Płaczę ze śmiechu – Louis przewrócił teatralnie oczami, po czym odwrócił się w stronę ogniska. Kątem oka widział, jak Zayn wciska się między Irlandczyka, a niego, po czym spojrzał na księcia i wysunął w jego kierunku butelkę.

- Nadal nie rozumiem, czemu tak się wściekasz o moje żarty.

- A jak ty byś się czuł, gdybym wywlekał twoje sprawy na wierzch?

- Nie obchodziłoby mnie to i ty też powinieneś odpuścić, skoro wiesz, że nie ma się czego wstydzić – Zayn posłał mu delikatny uśmiech. - Złościsz się, bo czujesz się zakłopotany swoim związek z Kapitanem. Nie znienawidź mnie, stary, ale chcę ci tylko pomóc.

- Czy ty się, kurwa, słyszysz? - Louis uniósł brwi. - Nie wstydzę się naszego związku. To normalne dla ludzi, że wkurzają się, gdy ktoś mówi o tym, z kim się pieprzą!

- Dla jakich ludzi to normalne? - drążył Zayn.

- Myślę, że to jakaś królewska sprawa – próbował się wtrącić Liam.

- Shh. To zabawne, gdy Zayn mu dokucza – Louis usłyszał głos Nialla.

Cóż. Niektóre rzeczy się nie zmieniają. Gdy o tym pomyślał, przypomniał sobie ostatnie ognisko. Wtedy unikał Harry’ego. Danielle i Eleanor siedziały tak jak teraz. Nawet Zayn mu dokuczał, a Niall i Liam wcale nie próbowali go powstrzymać. Wtedy też poznał historię wielu z nich. Za wyjątkiem Zayna. I może tej nocy miało się to zmienić.

- Hm? - Zayn wciąż drążył temat, gdy Louis spojrzał na nieco z zaciekawieniem. Mulat uśmiechnął się słodko.

- Wiesz, że nie zamierzam być na pokładzie całe życie, prawda? - to nie brzmiało tak fajnie, gdy to mówił. Zayn wciąż mu się przyglądał. - Więc, jeśli chciałbyś zrobić noc w stylu “Nadzwyczajna Przeszłość Zayna” to wcale się nie obrażę.

- Naprawdę jesteś ciekawy, co? - zapytał brunet z uśmiechem.

- Tak, jestem – książę skinął głową. - Jeśli mnie kochasz, powiesz mi dziś wieczorem. (PRZEPRASZAM, ALE MAM ZOUIS FEELINGS. OMNOMNOM – przyp.tłum.)

- No cóż…

- Jesteś księciem jak ja? A może szlachcicem jak Niall? Może nawet królem? A może mieszczanem jak Harry? - wypytywał z ożywieniem, gdy pochylił się do Zayna, który zachichotał.

- Może zacznę od tego, że nazywam się Zayn Malik i…

Następne słowa mężczyzny stały się niewyraźne, bo przed oczyma Louisa pojawiła się ciemność, a czyjeś dłonie zasłoniły mu oczy. Podskoczył przestraszony, nie wiedząc co się dzieje.

- Ups – to wystarczyło, by zgadł, do kogo należą dłonie. Harry zaśmiał się w jego włosy.

- Cześć, Harry – Louis podniósł dłonie do góry, a gdy złapał pirata za podbródek, następnie chwycił go za policzki. - Mówisz ups, jakby to było wypadkiem.

Harry zdjął ręce z jego twarzy i Louis odchylił głowę, by spojrzeć na kapitana.

- Moje palce się poślizgnęły. To była pomyłka - Harry uśmiechnął się do niego natychmiast, na co Louis prychnął. - Popełniasz coraz więcej błędów. Zaczynasz spadać w dół łańcucha pokarmowego, Panie Przeszkolony Predatorze.

Nie dbając o to, co się dzieje, Louis złapał twarz Harry’ego i przysunął do swojej, chcąc dać mu buziaka. Ich usta dzieliły milimetry i wtedy usłyszał pomruki ze strony Zayna, Niall i Liama, więc otrząsnął się i cmoknął tylko w powietrzu, rumieniąc się.

- Gdzie byłeś? - zapytał, puszczając kapitana. Uśmieszek zszedł z twarzy Harry’ego, kiedy usiadł przy Louisie.

- W gabinecie. Musiałem uporządkować kilka spraw, nim zatrzymamy się w Tortudze, a nie chciałem zostawiać tego na jutro – wyjaśnił i Louis skinął głową. - Cieszę się, ża tak się za mną stęskniłeś, księżniczko.

Harry dźgnął go w bok łokciem, na co ten posłał mu uśmiech. Ostatni raz, gdy Harry powiedział mu coś takiego, miało miejsce na poprzednim ognicku. Potem walczyli na miecze i po raz pierwszy kapitan uświadomił sobie, z kim ma do czynienia.

- Czemu się uśmiechasz? - zapytał Harry, unosząc brwi.

- Nic, nic. Przypomniało mi się, jak ostatnio skopałem ci tyłek w pojedynku na miecze.

- Masz urojenia, to brzmi orzeźwiająco. Szkoda, że nie rozumiem – potrząsnął głową, na co Louis przewrócił oczami. Pochylił się ku twarzy pirata.

- A ty nie możesz pogodzić się z przegraną. Cóż, szkoda, że nie wiem jak to jest – był zirytowany, na co Harry spojrzał na niego tymi zielonymi oczami.

- Nigdy nie spotkałem kogoś tak pewnego siebie, gdy jeszcze nic nie wygrał – przyznał Harry, a książę spojrzał na niego chytrze.

- Jest tylko jeden sposób, by to sprawdzić.

- Prosisz mnie, bym upokorzył cię na oczach wszystkich? - Harry spojrzał na niego z uśmiechem.

- I mówisz, że to JA jestem zbyt pewny siebie? To histeryczne.

- Zayn, daj księżniczce swój kordelas – powiedział Harry, jednocześnie zrzucając swój płaszcz na ziemię.

Louis uniósł brwi. Ostatnim razem tego nie zrobił. Więc brał to na poważnie. Książę obserwował, jak Harry idzie w stronę burty i gdy zajął miejsce, Louis miał deja vu, dlatego wziął szablę Zayna szybko wyjaśniając mu, co ma zamiar się dziać, po czym spojrzał na kapitana z uśmiechem.

- Jedna runda, bo nie chcę narażać cię na wstyd aż trzy razy – zauważył Harry, gdy Louis zajął miejsce naprzeciw jego.

- Po prostu boisz się, że to ja upokorzę ciebie. Curly, nie musisz się usprawiedliwiać.

Ostatni raz, gdy trzymał miecz, to podczas treningu z Niallem tydzień temu, ale to nie było nic poważnego. Tymczasem Harry ćwiczył szermierkę co drugi dzień. Logicznie rzecz biorąc, prawdopodobnie Louis przegra, ale przecież ma jakieś szanse, prawda?

- Masz rację. Kocham to, jak potrafisz mnie przejrzeć. Być na łasce twojej i twojego miecza to to, co pomoże mi przetrwać noc.

Gdy miecz Harry’ego błysnął w powierzu, Louis zamarł, a jego mózg został zalany falą wspomnień ze snu sprzed kilku tygodni. Koszmar, który próbował ukryć w głębiach swego umysłu, gdzieś pomiędzy sprawą niemieckiej księżniczki, a próbą nie zrujnowania swojego czasu na statku. I teraz wszystko wróciło.

- Księżniczko?

Będąc na statku nie zrobił nic wartościowego, by chociaż dogonić Harry’ego w jego umiejętnościach. Wygłupiał się i ukrywał swoje obawy, tylko to umiał najlepiej. Z tego wszystkiego poczuł mdłości. Wbił wzrok w podłogę, próbując się uspokoić. Ocknął się, gdy zobaczył kapitana bardzo blisko siebie.

- Louis, nic ci nie jest? - zapytał, a jego ręka złapała dłoń Louisa, podczas gdy wpatrywał się w niego.

Książę przypomniał sobie, że nadal stoi na pokładzie. Nie chciał patrzeć mu w oczy, bo wiedział, że wtedy Harry pozna, iż coś jest nie tak. Poczuł wstyd, który w jakiś sposób przezwyciężył lęk.

- Tak, tak. Jest dobrze. Zróbmy ten pojedynek – nalegał.

Harry milczał przez chwilę, jego ręka wciąż trzymała księcia, więc Louis pchnął go, a gdy ich oczy się spotkały wiedział, że kapitan dokładnie analizuje jego ruchy.

- Chodźmy, Księżniczko – rzucił Louis, akcentując przezwisko skierowane do pirata.

- Nie – odpowiedział po chwili ciszy Harry. - Coś jest nie tak. Nie jest w porządku.

- Harry, nic mi nie jest. Teraz, chodź… Po prostu… - machnął ręką, próbując znaleźć odpowiednie słowa, jednak Harry był uparty.

- Nie będę walczył z tobą na miecze, kiedy jesteś poza zasięgiem.

- Tracisz czas - Louis poinformował go krótko. - A wiesz, co to oznacza. Że wygrywam – miał nadzieję, że dokuczanie Harry’emu coś zmieni, ale kapitan był nieugięty. Potrząsnął głową z grymasem na ustach.

- Louis, wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. Nie będę…

- Po prostu odpuść – mruknął Louis, a jego ton był ostrzejszy, niż myślał.

Gdy spojrzał na pirata, był pewien, że ten maskuje ból. Louis poczuł wyrzuty sumienia.

- Wiesz, że możesz zwrócić się do mnie z każdym problemem, prawda?

Nie wiedział, dlaczego, ale na samą myśl o “zaufaniu”, w jego głowie pojawił się obraz zakrwawionego Harry’ego, z mieczem. Chcąc jak njaszybciej uciec, Louis westchnął.

- Kręci mi się głowie. Pójdę po wodę – powiedział i odwrócił się, po czym ruszył do kuchni. Beztrosko rzucił kordelas na podłogę i przyspieszył, lecz nim zrobił dziesięć kroków, poczuł kogoś za sobą. Louis odwrócił się i spojrzał na kapitana.

- Daj mi trochę przestrzeni, Harry – sapnął i od razu odwrócił wzrok, nie chcąc patrzeć na Księcia Siedmiu Mórz.

Wiedział, aż za dobrze, że twarz Harry’ego przypominała w tym momencie minę zbitego szczeniaka i za żadne skarby nie mógł sobie wybaczyć, że to robi. Nie wiedział, czy powinien czuć się dumny, czy powinien czuć się jak gówno ze względu na fakt, że udało mu się doprowadzić Kapitana Stylesa do czegoś takiego.

Zastanowi się nad tym później.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz