****- Harry, czy wziąłeś moją marynarkę od garnituru? Wiesz, że gnieciony aksamit* czyni twoje włosy bardziej statyczny-mi? - Harry niechętnie otworzył oczy, Liam stał w jego drzwiach z bardzo zaniepokojonym wyrazem twarzy.
- Czy to naprawdę jest takie ważne? Szczególnie teraz? - spytał sennie. - Jest piąta rano. Jest weekend. Proszę cię, rozmawialiśmy już o tym.
- Muszę wyglądać najlepiej jak to tylko możliwe, niezależnie od pory dnia czy nocy. Co zrobię, jeżeli wybuchnie pożar i będę musiał wybiec z domu jedynie w mojej piżamie? A na dodatek, moi współpracownicy się o tym dowiedzą i zrobią sobie ze mnie pośmiewisko? Poważnie, Harry? - powiedział już lekko oburzony i zniesmaczony.
- Dobra, dobra, przepraszam. I nie, nie mam go. Myślę, że Louis go wziął - odpowiedział mu Styles i ukrył twarz w poduszce.
- Louis! - Liam krzyknął, będąc już po drugiej stronie korytarza i waląc w drzwi. Louis otworzył drzwi, mając na sobie jedynie poszukiwaną marynarkę… i nic więcej.
- Co jest, Payner? - zapytał spokojnie. - Jak tam twój poranek mija?
Liam poczuł jakby żołądek podszedł mu do gardła i zaczął się krztusić. W zasadzie możliwe, że jedynie udawał, ale był w tym bardzo przekonujący.
- O mój Boże - powiedział. - Jesteś obrzydliwy.
- Myślę, że troszeczkę teraz poćwiczę i się porozciągam… w tym. Ten materiał jest świetny. Jak on się rozciąga. Popatrz Liam.
- NIE! - Liam wrzasnął przerażony. - Zdejmuj to. No zdejmuj. Louis. Teraz do cholery.
Louis jednak pozostał niewzruszony. - Masz rację, może lepiej pójdę pobiegać.
Harry, przez krzyki dobiegające z korytarza, był zmuszony w końcu wstać, jednak musiał podeprzeć się o ścianę, aby móc utrzymać się na nogach. - Słyszałem, że pot bardzo dobrze działa na aksamit. - dodał, przybierając niewinny wyraz twarzy.
- PROSTAKI! - Liam krzyknął i nie zwracając na nikogo uwagi, ruszył w stronę swojego pokoju. Wtedy Niall otworzył drzwi, krzyżując ręce na piersi, oparł się o futrynę
- Co się dzieje? - zapytał radośnie. Mimo iż było tak wcześnie, był on nad wyraz szczęśliwy.
- Jak ci się podoba moja nowa piżama? - Lou zapytał, przybierając odpowiednią pozę do prezentacji swego… stroju.
- Jest ok. Tylko tak jakby, trochę… krótka - po chwili dodając. - Osobiście czuję się trochę nieswojo z tym jak dużo Twojego interesu mogę zobaczyć w tej chwili. Ale jeżeli to twój nowy styl to daj czadu. Nie mam nic przeciwko. W końcu raz się żyje.
Harry z pewnością nie obczaił interesu Louisa. Zwyczajnie chciał wrócić do łóżka, jednak Lou go powstrzymał.
- Hej, czekaj! Czy nie mówiłeś, że Zi dzisiaj wpadnie?
- Och, no tak. Ma pokaz. Czemu pytasz? Chcesz iść? - Harry zapytał z zaciekawieniem. Louis przenigdy nie chciał chodzić na pokazy. Jak twierdził, moda nie była jego broszką. Szczerze mówiąc, było w tym sporo prawdy, opierając się na tym jak się ubierał. Ale z drugiej strony Zayn był wspaniałą osobą, więc może dlatego? Chociaż nie, Louis nigdy nie okazywał Zaynowi żadnego zainteresowania. W przeciwieństwie do Liama…
- Czy z łaski swojej, powiesz mi w końcu, kiedy przyjdzie Zi?
- Nie, bo powiedziałem mu, że może wpadać, kiedy chce i…
- Nieeeeee - Louis jęknął, a Niall zaśmiał się z jego reakcji.
- No co? Nie ustaliliśmy konkretnej godziny. Co chcesz jeszcze wiedzieć?
- Powinieneś podać mu przedziały godzinowe, Harry. Ile razy tobie to trzeba powtarzać, żebyś w końcu zapamiętał? Pewnie teraz wariuje, jest na nogach od kilku godzin, a ogolił się z pewnością minimum dwa razy - wytłumaczył Louis.
- W porządku - powiedział Harry, wzruszając ramionami. - Przepraszam. Nie wiedziałem. To się już nie powtórzy.
- Dobrze - przytaknął Lou, jednak na jego twarzy pojawił się grymas. Obserwował Harry’ego przez chwilę, a Harry obserwował jego.
- Mam coś na twarzy? - kędzierzawy zapytał klika sekund później.
- Znowu zasnąłeś na swoim telefonie - zauważył Lou. Harry przyłożył rękę do policzka, a pod palcami rzeczywiście wyczuł odcisk klawiatury.
- Czekałem na telefon - burknął.
- Od kogo? Od tego idioty, twojego chłopaka?
- Nie. Ale dlaczego się na mnie ciągle gapisz? - zapytał już lekko poirytowany Harry.
- Nie wiem. A ty czemu się na mnie gapisz?
- Zwariowałeś? Nie gapię się - Harry od razu odwrócił wzrok, żeby tylko nie patrzeć na Louisa. - Przestań się gapić! - warknął.
- Przecież mnie nie widzisz, więc nie wiesz czy się na ciebie gapię czy nie!
Harry spojrzał w górę, w tym samym momencie, kiedy Louis podniósł swą głowę.
- A właśnie, że się gapisz! Cały czas! - po chwili dodając. - Przestań do cholery! W ogóle na mnie nie patrz!
- Przecież się nie gapię. Tobie już kompletnie odbiło? To ty się na mnie ciągle gapisz! - wykrzyczał Lou.
- Przestań!
- Ty przestań!
- Zamknijcie się, kurwa! - Niall krzyknął, chcąc uspokoić dwójkę idiotów.
- Właśnie, zamknij się ty głupi… ty głupi… kretynie! - Harry wymamrotał.
- Nie jestem kretynem! Jeżeli ktoś z nas jest, to z pewnością jesteś to ty - Lou powiedział szybko i zatrzasnął drzwi od pokoju.
- Nie, bo ty! - Harry wrzasnął za nim.
Liam, który już od dawna powinien być w swoim pokoju, spojrzał na niego. - To jest przezabawne. Cóż za napięcie. Jego seksualne ego wzrosło do niebotycznych rozmiarów, a to wszystko dzięki mojej marynarce. Nawet ty wpadłeś w jego sidła, chociaż wszyscy wiemy, że o dobrym pieprzeniu to ty nie masz bladego pojęcia.
- Nigdzie nie wpadłem! Po prostu mnie wkurzył. I wiem bardzo dobrze, co to dobre pie… dobry seks!
- To mega podniecające, wręcz obłędne. Powinniście teraz sobie ulżyć i…
- Słoik! - Niall wrzasnął zza drzwi swojej sypialni.
Typowy, jakże uroczy poranek…
XXX
Gdy tylko ktoś zapukał, Liam dosłownie chciał rzucić się na drzwi. Jednak inni byli szybsi, Niall złapał go za stopę, a Louis za koszulę, trzymając go w miejscu, po to by Harry mógł wpuścić gościa do środka.
- Hej Zi. Jak się masz, tego jakże pięknego dnia o godzinie trzeciej?
- Dobrze? Co się dzieje? - Zayn zmarszczył brwi delikatnie.
- Nic - Harry zaczął, a wtedy Liam wtargnął do przedpokoju, wbijając Harry’ego w ścianę, aby zająć miejsce tuż przy drzwiach.
- Hej Zi. Zaynie Zayn
- Boże… Tylko nie to…
Liam przytaknął lekko zdyszany. - Tak. Racja, Popracujemy jeszcze nad tym.
- Szczerze wątpię - Zayn przeszedł obok niego i uśmiechnął się do Harry’ego z błyskiem w oku. - Nic ci nie jest?
- Nie, nie. Wszystko ok - powiedział, zarzucając rękę na ramię Zayna.
- Więęęęęęc. Myślałem, że możemy przesłuchać tej nowej płyty, którą kupiłem, a ty się troszkę uspokoisz przed swoim wielkim występem - słowa z ust Harry’ego wypadały w zawrotnym tempie. - Wiem, że jesteś zestresowany, bo zawsze się stresujesz przed pokazem, ale zapewniam cię, że możesz się całkowicie zrelaksować, bo mam dla ciebie niespodziankę - powiedział, wręczając Zaynowi książkę. - To nie jest zwykła książka, tylko tak jakby miliony inspiracji zawarte w jednym miejscu. I zawsze, kiedy tylko zaczniesz w siebie wątpić, otworzysz ksią…
- Już mi zrobiłeś kiedyś taką.
- Ale to było pół roku temu. Ta jest nowa. Napisałem tutaj, że Nsync są znowu zespołem. A to się nie wydarzyło sześć miesięcy temu - w celu potwierdzenia swoich słów, otworzył książkę na odpowiedniej stronie. - Widzisz?
Zayn się do niego uśmiechnął i zamknął książkę. - Dziękuję. Jest cudowna. Cześć chłopaki! - zwrócił się do siedzącej na kanapie dwójki.
- Hey Zi. - Niall odpowiedział spokojnie, wyciągając szyję, by sprawdzić wynik meczu nadawanego w tv. Był hetero i zdecydowanie nie był zainteresowany.
- Hej - odezwał się Lou, również nie patrząc w stronę Zayna, a na jego twarzy pojawił się grymas.
- Co ty robisz z twarzą? - Harry zapytał, marszcząc brwi. - To dziwne.
- Nic nie robię. Co powiecie na piwo? - Louis wymamrotał i szybko ulotnił się do kuchni. Liam rozłożył się wygodnie na kanapie, nie mógł jedynie znaleźć wygodnej pozycji dla swoich rąk. I wtedy postanowił spróbować jeszcze raz.
- Witam cię, Zayn. - Zayn spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale postanowił tego nie komentować.
- Cześć, Liam.
- Słyszałem, że masz dzisiaj pokaz?
- Serio? Powiedziałeś mu? - zwrócił się tym razem do Harry’ego.
- Nie powiedziałem mu. Ja tylko… rozmawiałem o tym z Lou, a potem jakoś wszyscy się dowiedzieli.
- Bo wszyscy byli w pokoju - dodał Louis. Zayn jedynie westchnął.
- Och. No dobrze. To czy jeszcze się ktoś z nami zabiera? - Zanim zdążyć zadać pytanie, ręka Liama była już wysoko w powietrzu.
- Tak! Oczywiście!
- Też może pójdę - dodał Niall. - A będą tam jakieś dziewczyny?
- Tak.
- Ok. To idę - zdecydował Horan.
- A ty Louis? - Zayn zapytał, zerkając na Harry’go.
- Nie wiem. Mam dużo spraw do ogarnięcia.
- Och przestań. Będzie fajnie - Harry starał się go przekonać. Pokazy były fajne, ale kiedy Zayn był na scenie, to Harry czuł się zawsze troszkę samotny, a koniec końców Louis to dobre towarzystwo.
- No ok. To pójdę - Louis powiedział po chwili zastanowienia.
- Już to sobie wyobrażam - stwierdził Zayn, znacząco spoglądając to na Harry’ego, to na Louisa.
- Wyobrażasz co? Co sobie niby mamy wyobrazić? - Lou zmarszczył brwi.
- Nic. Chodźmy już - szybko dodał Harry i zepchnął Zayna z kanapy, ciągnąc go za rękę do swojego pokoju, na koniec zamykając drzwi od sypialni.
XXX
- Nie. Przestań, rozumiesz? - warknął Harry.
- To ty przestań. Nie widzisz tego? On właśnie zmienił zdanie, tylko dlatego, że powiedziałeś, że chcesz żeby poszedł z nami. I nawet nie próbuj mi wmówić, że to nie ma znaczenia.
Harry chciał już zacząć się kłócić, ale Zayn mu na to nie pozwolił.
- Pamiętasz, przedstawiłeś mi go jako upartego i kapryśnego, tak? Takiego, który nigdy nie zmienia zdania. A co się właśnie stało?
Harry skrzyżował ręce na piersi.
- Nie. On mnie nie lubi. I ja go też nie lubię. Lubię Nicka.
- Kolesia, z którym właśnie zerwałeś? - zapytał z rozbawieniem w głosie Malik.
- Co? Nie. Ja z nim… nie - Harry próbował udawać niewinnego, a Zayn nie spuszczał wzroku z jego twarzy. Widział jak młodszy próbuje wybrnąć z sytuacji, wiedząc jednak, że za chwilę się zwyczajnie podda i przyzna mu rację.
- Skąd wiesz?
- Zadzwonił do mnie, praktycznie błagając o wyjaśnienie, dlaczego odwołałeś waszą randkę godzinę przed kolacją, która jak dobrze pamiętam, bo nawijałeś o tym nonstop, miała być waszą pierwszą sex-randką. Coś świta? - tym razem to Zayn skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na Harry’ego dość surowym wzrokiem.
- Och…
- Tak, och… To dlaczego z nim zerwałeś? - naciskał Zayn.
- Nie wiem. To chyba nie było to.
- Mmhmm - spojrzał na drugiego przenikliwie. - A co na to Louis?
- Przestań. Masz pokaz. Nie będziemy o tym teraz rozmawiać. Musisz wypić dużo wody; znaczy, nie za dużo, ale tyle, żeby wyglądać idealnie i promiennie. Może drzemka dla urody?
- A może po prostu obejrzymy film z chłopakami? - Zayn zasugerował, popychając Harry’ego w stronę drzwi. - Idziemy. No już.
- Nie mogę, muszę ocenić jeszcze te prace - powiedział, wskazując na stos znajdujący się na jego łóżku. - Ale ty idź. A jeżeli Liam znowu stanie się zbyt nachalny, powiedz mu znowu, że jego koszula śmierdzi pleśnią. Będzie robić pranie godzinami.
Zayn uśmiechnął się nieco. - Ok. Kocham cię.
- Ja ciebie też, ale teraz wypad z mojego pokoju. Za dużo tu brokatu, jeszcze zniszczyłoby to twoją czystą skórę.
Zayn wyszedł, a Harry usiadł na ziemi ze skrzyżowanymi nogami i zabrał się za ocenianie wypocin swoich uczniów, używając kolorowych mazaków do zapisywania ocen w swoim dzienniku, żeby nie stało się to dla niego zbyt nudne. Ale niestety… stało się nudne. I to bardzo szybko. Musiał przyznać, że ucieszyło go, gdy usłyszał pukanie do drzwi po mniej więcej dwudziestu minutach.
- Proszę - zawołał. To Louis.
- Hej, jak leci?
- Dioramy.*
- Fajnie - Lou skomentował i usiadł obok niego. - Jak do cholery to coś powinno wyglądać?
- Uczeń opisał to jako wyrażenie swojej samotności. Więc nie mogę go zwyczajnie oblać, bo jakby nie patrzeć to jest bardzo… samotne - wytłumaczył Harry.
W ramach wyjaśnienia dioramą było puste pudełko. Lou wpatrywał się w nie przez chwilę, a Harry bardzo starał się również patrzeć na ‘pracę’ swojego ucznia, a nie na drugiego chłopaka.
- To smutne - w końcu się odezwał. - Ten dzieciak jest lepszy w wymyślaniu wymówek niż ja kiedykolwiek mógłbym być.
- Ale to jest złe, bo on powinien wykonać swoją pracę. Nie mogę mu za to dać 6.
- To idź na kompromis i postaw 5-, a jeżeli dalej uważasz, że to za dużo to postaw 4+. I z głowy.
Harry prychnął. - Taa, jasne. Ale on nic nie zrobił, a zobacz tutaj - wskazał na dioramę czegoś co prawdopodobnie było krajobrazem z pastelową tęczą na środku. - Ta dziewczynka przynajmniej coś zrobiła. Czy to sprawiedliwe, żeby oboje dostali taką samą ocenę?
- No niby nie. Ale Harry, czy życie zawsze jest sprawiedliwe?
- Chyba nie, ale ja chcę żeby było - powiedział Harry, wydymając lekko wargi.
- Oblej go - Louis dodał po sekundzie. - Po prostu oblej. Tak naprawdę nie zrobił nic, to zwyczajnie postaw mu 1. To musi być straszny dzieciak. A ta tęcza na 3+.
- Nienawidzę ich oblewać - westchnął. - Do dupy to wszystko, ale chyba jednak powinienem. To niech będzie mocne 2, po prostu z grzeczności.
- Jesteś zbyt miły.
- Nieprawda.
- Prawda. Jesteś zbyt miły. Pamiętasz jak dałeś temu bezdomnemu 50 dolarów, a on potem nasikał na twojego buta? - zapytał Lou.
- Miał problem z prostatą. Nietrzymanie moczu nie jest powodem do wstydu.
- Harry, czy ty się słyszysz? Człowiek powinien się wstydzić, jeżeli nasika drugiemu na buta.
- Ale przecież przeprosił - Kędzierzawy starał się przekonać Louisa.
- Buta. On przeprosił buta, a nie ciebie - starszy powoli zaczął tracić cierpliwość.
- Jesteś tak zajęty szukaniem dobra w innych, że czasem zapominasz, że zwyczajnie niektórzy ludzie są źli i tego dobra w nich nie znajdziesz. Świat jest strasznym i okropnym miejscem, pełnym niesprawiedliwości. Ludzie sikają innym na buty i też przykładowo płacą innym, żeby mieć idealne ciało. I jak widać, ty jesteś jednym z tych, którzy zostali z butem do spalenia i przyjacielem, który nie jadł od trzech dni.
- Przecież jadł - obronił go Harry. - On też ma swoją pracę. I jeżeli nie masz zamiaru go wspierać, to lepiej nie przychodź na pokaz.
- Pewnie, że pójdę. Nie ma nic lepszego niż oglądanie pięknych ludzi próbujących chodzić po prostej linii.
- Ehm, z resztą nieważne. Zapomnij - Harry wymamrotał, zapisując małe 30/50 na fioletowo.
- Harry…
- Muszę dokończyć zanim wyjdziemy - Lou spojrzał na niego, ale młodszy nie spuścił wzroku z prac, mimo iż czuł na sobie wzrok Louisa.
- Ok - wydusił. - Chcesz żebym sobie poszedł?
- Mam to gdzieś - odpowiedział Harry, na co Louis wzruszył ramionami.
- Dobra. I wiesz co? Też mam to gdzieś. Z resztą nieważne, kogo to obchodzi - i wtedy wyszedł.
Harry dokończył ocenianie prac, ale bez Louisa obok to nie było już to samo.
XXX
Cała piątka zapakowała się do auta Zayna. Harry prowadził, więc mógł podrzucić modela pod same drzwi hali, w której miał się odbyć pokaz.
- Jestem z ciebie dumny - krzyknął, gdy tylko Zayn wysiadł z samochodu, a ten posłał młodszemu ciepły uśmiech.
- Boże! Spójrzcie tylko na niego. To jest po prostu śmieszne - Liam jęknął z tylnego siedzenia.
- Zatrzymaj to w swoich spodniach, Payne - Louis burknął z drugiej strony.
Harry natomiast postanowił zignorować ich obu i zaparkował. Był tutaj już setki razy, więc skierował się wprost do środka. Lou trzymał się jego najbliżej, jak małe dziecko, które trzyma za rączkę swoją mamusię, żeby się nie zgubić.
- Jezu. Czuję się tutaj jak jakiś karzeł. Ci wszyscy wysocy modele, a na koniec jeszcze ty - wymamrotał.
- A co ze mną nie tak? - Harry zmarszczył brwi.
- Nic, nic - odpowiedział szybko Louis, według Harry’ego zbyt szybko, ale stwierdził, że nie będzie sobie tym zaprzątać głowy.
- Po prostu jesteś bardzo wysoki.
- Trochę - odparł kędzierzawy.
- 190 to nie takie trochę.
- Zamknij się!
- Zmuś mnie!
I Harry przez krótką chwilę, bardzo maleńki moment, rozważał to. Ale od razu w jego głowie pojawiła się twarz Zayna pełna triumfu, więc nie zrobił nic i postanowił zmienić temat
- Masz dowód? Wszyscy muszą go mieć, żeby wejść do środka.
- Dlaczego nie zapytasz Nialla? Albo Liama? - zapytał poirytowany Lou. - Dlaczego od razu zakładasz, że akurat ja mogę go nie mieć?
- Bo Liam nigdy nie wychodzi z domu bez przynajmniej trzech from identyfikacji swojej osoby, a Niall jest zawsze przygotowany do konfrontacji z policją, bo ma jakąś paranoję - Lou zaśmiał się na to wytłumaczenie.
- Słuszna uwaga. I tak, mam dowód.
- Ok - wymamrotał Harry z cieniem ulgi w głosie. Od razu zignorował to uczucie albo raczej chciał je zignorować. Ale oczywiście, Louis musiał zająć miejce obok niego, co tylko spowodowało jeszcze większy mętlik w głowie Stylesa.
- To o co tutaj chodzi? - wyszeptał Lou, wprost do ucha młodszego, pozostając przy tym niebezpiecznie blisko. - Jak dużo rzeczy będzie miał na sobie Zayn? I kiedy się mogę spodziewać wielkiego wyjścia naszego modela?
- Jeszcze chwila. Zayn idzie w pierwszej linii, potem w trzeciej. Do tego czasu musimy tutaj siedzieć.
- Co? Po prostu mamy tutaj siedzieć cały czas?
- No? - odpowiedział lekko zdziwiony Harry.
- Jezu przenajświętszy - Louis westchnął i odchylił się na krześle.
Harry zaczął się zastanawiać, czy miał się czuć winny, że go tu zaciągnął, a wtedy starszy znów się do niego odezwał.
- Przepraszam. Musi ci na nim naprawdę zależeć.
- No tak. Jest moim najlepszym przyjacielem. Robię to, co do mnie należy.
- Szanuję to - skinął głową na potwierdzenie swych słów.
- Wow. To chyba pierwszy raz.
- Nieprawda - Louis szybko zaprotestował. - Szanuję w tobie wiele rzeczy.
- Serio? Na pewno nie, ale niech będzie. Podaj przykład jednej rzeczy, którą we mnie szanujesz.
- Twój… styl. Myślę, że fajnie się ubierasz.
- To akurat zasługa Zayna. I nie, wcale tak nie uważasz. Sam mi kiedyś powiedziałeś, że ubieram się dziwacznie dziwnie w szurnięty sposób.
Louis przygryzł wargę. - No tak. Dobrze. Twoje… oddanie i to jak traktujesz swoich uczniów.
- Zacząłeś od czegoś podobnego - skwitował go Harry.
- Przepraszam. Staram się, naprawdę.
To prawda. Naprawdę się starał, więc Harry się uspokoił. - Nie, to ja przepraszam. Jesteś dobrym przyjacielem.
- Nie, nie jestem. Jeśli nawet nie wiesz za co cię lubię, to nie jestem. Przepraszam.
- Jest w porządku - zapewnił go Harry.
- Tak w ogóle, to wszystko, co mówiłem byłą prawdą - po chwili dodał Lou.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
I wtedy pokaz się zaczął. Niall powoli zabrał się za jedzenie paczki Funyuns* i gapił się na tych wszystkich ślicznych ludzi. Liam nie mógł usiedzieć w miejscu, stale wypatrując Zayna.
- Będzie też pokaz strojów kąpielowych? - zapytał Louisa w pewnym momencie. - Błagam, Boże… Powiedz, że wyjdzie w bokserkach.
- Prawdopodobnie nie. I jeżeli chcesz oglądać półnagie ciało Zi, możesz być pewien, że już więcej nie zamienisz z nim ani jednego słowa - wyszeptał w odpowiedzi. I za chwilę do jego uszu dobiegł szept Harry’ego.
- Dzięki.
- Jasne.
XXX
Jak tylko Zayn pojawił się na wybiegu, mimo iż nie był w stroju kąpielowym, Liam zaczął oddychać tak szybko, że reszta poważnie zaczęła się o niego martwić. Zayn miał na sobie piękną, idealnie skrojoną bluzkę i parę dość zniewieściałych spodni, w których wyglądał… fantastycznie.
- Eyeliner jest mordercą! - zdołał wydusić, ale za chwilę został uciszony przez Nialla, który wpatrywał się w Zayna jak w obrazek.
- Myślałem, że Ni jest hetero - Harry wyszeptał Louisowi do ucha.
- Jest raczej… elastyczny, potrafi dopasować się do każdej sytuacji.
- Nasze mieszkanie to prawdziwa parada równości - zachichotał Harry.
- Wspominaliśmy o tym jak się wprowadzałeś, że musisz być przyjaźnie nastawiony do gejów - Louis dodał niewinnie, co spowodowało wybuch śmiechu ze strony Harry’ego, który jednak od razu został uciszony przez ludzi siedzących przed nimi.
- Sami się zamknijcie - powiedział do nieznajomych, Lou. - Ten mężczyzna jest jakimś pieprzonym aniołem. To nie nasza wina, że samą swą obecnością daje nam tyle radości.
Harry znów się zaśmiał, czując jak jego policzki oblewają się różem.
XXX
- Właściwie to możemy już iść. Chodźcie - Harry powiedział do reszty, gdy pokaz dobiegł końca i poprowadził ich za kulisy, gdzie Zayn się właśnie przebierał. Szczerze, wcześniej tego nie przemyślał i postanowił improwizować.
- Pomocy! - krzyknął, sam nie wiedząc po co i do kogo, ale całe szczęście Louis zrozumiał aluzję. Posłał ciche: Robi się. w jego stronę i wskoczył na Liama, zasłaniając jego oczy, odmawiając ich puszczenia.
- To wszystko dla twojego dobra. Ja ci tylko pomagam - próbował uspokoić wiercącego się pod nim Liama. Puścił go dopiero, gdy Zayn był już w pełni ubrany.
- To niedorzeczne - Liam wysyczał przez zaciśnięte zęby. - Właśnie miałem szansę zobaczyć twarz Boga i przez ciebie, wszystko przepadło!
- Stary, możesz się gapić na jego twarz, ile tylko chcesz. - zapewnił Lou.
- Wiesz, co miałem na myśli - odpowiedział mu Payne, po czym zwrócił się w kierunku Zayna. - Ślicznie tam wyglądałeś, tak poza tym. I nie chodzi mi tylko o twoje ciało. Cały promieniałeś.
- Dobrze. To było niewiarygodnie gejowskie, ale dziękuję. Chyba.
- Zdecydowanie słoik - zadecydował Lou.
- No dobra, dobra. Wrzucę kasę, gdy tylko wrócimy do domu. Zadowoleni?
- Nie przedstawisz mnie? - Niall wyrwał się z pytaniem, skupiając uwagę wszystkich na sobie.
- Niby komu? - w końcu odezwał się Zayn.
- Dziewczynom?
- A tak. Jasne. Tam jest… Cara. Idź z nią pogadaj. Powiedz jej, że jesteś moim kumplem. Tylko ona też ma dużo roboty do ogarnięcia, więc może się stąd niedługo ulotnić. Dlatego radziłbym ci się pospieszyć.
Niall podskoczył z podekscytowania, a Liam wymyślił jakiś marny pretekst tylko po to, by odejść razem z nim. Zayn odprowadził go wzrokiem, czując niewielki smutek. Harry trącił go w ramię.
- Ktoś wygląda na smutnego.
- Nie jestem smutny, tylko… czy to okropne nienawidzić tego, że nie jest się najładniejszą osobą w tym miejscu? - dodając jeszcze po kilku sekundach - zawsze znajdzie się ktoś lepszy ode mnie.
Harry od razu przyciągnął go do uścisku.
- Nie mów tak. Jesteś najlepszy, idealny i każdy, kto uważa inaczej jest po prostu głupi. No i muszę przyznać, że ten eyeliner wygląda na tobie świetnie.
Zayn się zaśmiał.
- Zamknij się albo za chwilę się rozmażę.
A wtedy Louis, o którym Harry całkowicie zapomniał, odepchnął go od Zayna, po to tylko, żeby i on mógł go przytulić.
- Po prostu wyjdźmy stąd. Pieprzyć pozostała dwójkę. Zasłużyli sobie.
Harry uśmiechnął się, Zayn prawie też, mówiąc.
- Niall nie zrobił nic złego. Nie wkurzajcie się na niego.
- Praktycznie ci obciągał oczami, kiedy byłeś na wybiegu - stwierdził Lou i to wystarczyło, by Zayn się tym razem prawdziwie zaśmiał.
- Nie mam pojęcia co to znaczy, ale dziękuję.
Harry przytulił go jeszcze raz i ucałował jego policzek.
- On jest zwyczajnie głupi, że nie został teraz z tobą. Podmienię jego dezodorant na twarożek.
- Nie - Louis momentalnie wykrzyknął, a potem dodał spokojniejszym tonem - proszę, pozwól mi się tym zająć.
- Czemu? Co masz zamiar zrobić? - Harry nie dawał za wygraną.
- Pomaluję mu paznokcie bezbarwnym lakierem. I mogę się założyć, że przynajmniej przez tydzień będzie sobie je poprawiać.
Zayn uśmiechnął się, więc Harry się zgodził.
- Nie pożałujesz tego - Louis obiecał.
- Dokładnie Harry, nie pożałujesz tego - dodał Zayn, jednak Harry wyczuł, że nie chodziło mu wcale o żart, ale o całą sytuację z Louisem.
- Zamknij się - starał się uciszyć Zayna.
- Co to miało znaczyć? - Lou zmarszczył brwi.
- Miało znaczyć tylko tyle, że nie powinieneś się o nic pytać - Harry warknął.
- Ok - odpowiedział ściszonym głosem Lou.
Ostatecznie jednak nie wyszli bez Liama, ale ani Harry, ani Zayn nie odezwali się do niego słowem.
XXX
* gnieciony aksamit wygląda mniej więcej tak
* dioramy to rysuneczki, na które jak się patrzy wyglądają jakby były w 3D (szczerze wątpię, żeby dzieci w tym opowiadaniu robiły takie rzeczy xD) albo po prostu jakieś plansze, makiety, modele, np. diorama przedstawiająca jakieś historyczne wydarzenie będzie zawierać mini żołnierzyki, mini czołgi, barykady, itp.
* Funyuns to po prostu nazwa chipsów :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz