*Z westchnieniem, Louis opadł na plecy, po tym jak skończył układanie książek. Czuł się, jakby to trwało wieki, choć wiedział, że wszystkiemu była winna jego zabawa z Dusty. Kotek siedział na kolanach, a jej uwaga skupiała się na czerwonym pasie zawiązanym wokół bioder Louisa. Drugim powodem, dla którego to wszystko tyle trwało była nadzieja, że Harry wkrótce wróci i zajmą się tym razem. Cóż, nadzieja matką głupich.
Razem. Nieważne, ile razy by o tym nie pomyślał, uśmiechał się. Wszystko między nimi się zmieniło, mogło być już tylko lepiej. Nie musiał myśleć o niemieckiej księżniczce, bo nim dotrą do Karaibów, minie jeszcze sporo czasu. Pobyt na statku zapowiadał się naprawdę miło.
Gdy książę wzniósł oczy do sufitu, czuł Dusty wspinającą się po jego klatce piersiowej. Gdy zaczął się podnosić, maluch puścił się i czym prędzej uciekł do swojej kryjówki pod biurko Harry’ego. Louis zamiast na nią spojrzeć, zerknął w kierunku drzwi. Wątpił, czy Harry powiedział o nich komukolwiek. To było trochę niezręczne, sam nie wiedział jak się za to zabrać. Miał tak po prostu podejść do wszystkich i powiedzieć, co się stało? A może ta sprawa sama się wyjaśni?
Poprawił swój strój, zerkając na biurko Harry’ego. Wciąż tkwił na nim bałagan i nim się zorientował, siadał w fotelu i przeglądał notatki. Z zewnątrz dochodziły do niego jakieś krzyki rozkazów i niewyraźne rozmowy załogi. Chwycił jeden z dokumentów wyglądający na list, po czym jego wzrok przykuł dziennik kapitana. Wiedział, że może mieć kłopoty, jeśli zajrzy do środka. Jednak ciekawość wzięła górę.
Ostrożnie zerknął w kierunku drzwi, po zdjął buty by dać odpocząć stopom i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Dziennik był bardziej obiektywny niż osobisty, niemniej jednak Louis był cholernie ciekaw zapisków Harry’ego.
Louis otworzył dziennik i zaczął przerzucać kartki, aż natknął się na miejsce, w którym przerwał ostatnim razem. Pamiętał, że był to fragment mówiący o ojcu Harry’ego. Ktoś twierdził, że zna ojca kapitana. Ale przecież Harry pochodził z ubogiej klasy społecznej – jego ojciec mógł mieć co najwyżej pracę kupca, a już na pewno nie zdołał przepłynąć Atlantyku. Louis mógł tylko wypowiedzieć się na temat matki i siostry mężczyzny – obie nie żyją. Ale co z ojcem? Czy nadal żyje?
Ze zmarszczonymi brwiami, Louis ominął podarte strony zanim zaczął czytać jeszcze raz.
Następny wpis rzucił mu się w oczy, bo wydawał się kontynuacją tego, co zostało wyrwane, a więc było nieco trudne do naśladowania. Harry pisał o sojuszu ze statkiem o nazwie Klejnot Diabła, choć było oczywiste po bardziej niewyraźnym piśmie Harry’ego, że nie był zadowolony z tego faktu.
Harry’ego nie dało się do niczego zmusić ot tak, coś musiało być na rzeczy. Zaraz, jak tylko o tym pomyślał, Louis przypomniał sobie wszystko, co Harry pisał wcześniej. Niektóre notatki były naprawdę przygnębiające. Potrafił o siebie zadbać, ale były sprawy, które naprawdę go dobijały.
Louis kontynuował czytanie, drżąc na ciele. Harry pisał coś o pożegnaniu się ze statkiem, by móc zdobyć lepszą załogę. Właśnie wtedy brwi księcia wystrzeliły w górę, gdy wspomnie o słynnym Kufrze Stuarta pojawiło się na stronie. Niestety, było to tylko podkreślenie, że trzeba wszcząć konkretne badania.
Nieco niezadowolony, książę przewrócił kartkę, by sprawdzić, czy nie ma innej wzmianki o kasetonie, ale nic takiego się nie pojawiło. To chyba żart.
Po sprawdzeniu kolejnych pięciu stron, Louis wrócił do miejsca, w którym skończył czytanie, ale nie znalazł nic o kuferku. Na twarzy monarchy pojawił się grymas. Nie mógł nic na to poradzić, ale uparcie zastanawiał się, o co mogło chodzić kapitanowi, gdy to pisał. Westchnął ciężko. Harry trzymał to w tajemnicy jak najbardziej się da. To niezaprzeczalny fakt. I cóż, patrząc na tę szaloną podróż na Karaiby – Harry był cholernie lekkomyślny. Najpierw robił, potem się zastanawiał.
Louis odchylił się w fotelu, koncentrując się na dzienniku przed nim. Przypuszczał, że mógł poprosić Harry’ego, by coś mu o tym powiedział, a w innym przypadku wygląda na po prostu wścibskiego. I, cóż. Nie był przygotowany na dźwięk otwieranych drzwi tuż za nim.
Louis zamarł, gdy jego dłonie zacisnęły się na skórzanym dzienniku. Wstrzymując oddech odwrócił się do drzwi, gdzie stał Harry. Przez krótką chwilę obserwował Dusty, skaczącą wokół butów kapitana, aż brunet nie zamknął za sobą drzwi. Cisza panowała między nimi i była ogłuszająca do tego stopnia, że książę nie mógł odwrócić wzroku od pirata. Ten zaczął zbliżać się do niego, z tym swoim pustym wyrazem twarzy.
- Wow, to naprawdę dziwne – Louis zakaszlał, prostując się w fotelu. Pozwolił stopom opaść na podłogę, odkładając dziennik na biurko. - Myślałem, że to jedna z książek, a jednak nie. Haha – jego wymuszony śmiech brzmiał żałośnie. Jedynym wyjściem było czekać na reakcję Harry’ego, która prawdopodobnie nie należała do najlepszych. - Tak, czy inaczej najlepiej będzie, jeśli… Ah! Harry!
Zawył, gdy kapitan wręcz przygwoździł go do biurka, opierając dłonie na krawędziach blatu, uniemożliwiając księciu ucieczkę. Gdy wzrok monarchy powędrował w górę, spotkał się z aroganckim uśmieszkiem Harry’ego, który Louis kochał i jednocześnie nienawidził.
- Księżniczko, naprawdę kochasz robić złe rzeczy, byle przykuć moją uwagę, hm? - zapytał spokojnie.
- To akt hipokryzji z twojej strony, bo to ty przyciskasz mnie do biurka, nie na odwrót – odegrał się Louis, na co Harry prychnął i złapał księcia za podbródek.
Dłonie Harry’ego były ciepłe, ale Louis nie mógł zrobić nic innego, jak tylko posłać piratowi oburzone spojrzenie.
- Różnica polega na tym, że mam zamiar cię przesłuchać. Nie przyciągnąć twoją uwagę – powiedział delikatnie Harry. Książę pochylił się ku niemu jak tylko mógł najbardziej, mrużąc oczy.
- Przesłuchanie? Mam się bać? - zapytał protekcjonalnym tonem. Żaden z nich nie traktował tej rozmowy poważnie.
Ta dwójka tak długo krążyła wokół siebie, że powinni oszaleć. Kilka miesięcy temu byli w podobnej sytuacji, ale wtedy okoliczności były całkiem inne. Louis rozmawiał z nim tak surowo, chociaż nie zdawał sobie sprawy z uczuć Harry’ego do niego, co było jak kopanie grobu sobie samemu. Teraz wiedział, że może czuć się bezpiecznie.
Harry wciąż na niego patrzył, trzymając w swoim uścisku. Kapitan pochylił się tak, że ich twarze dzieliły milimetry. Ta bliskość nadal była magiczna.
- Jeśli byłbyś mądry, byłbyś przerażony. Nie zapomnij, kto tu jest wyszkolonym drapieżnikiem. A teraz powiedz mi, księżniczko, dlaczego czytasz mój dziennik? - Harry zapytał, unosząc lewą brew. Louis jedynie odchrząknął, krzyżując dłonie na piersi.
- Twierdzisz, że to ty jesteś drapieżnikiem, dobre. Nie tylko włosy masz pokręcone, myślenie także – zaśmiał się, na co Harry przyjrzał mu się uważnie.
- Uważasz, że to ty jesteś drapieżnikiem?
- Nie uważam. Ja to wiem – powiedział pewnie książę, na co Harry zrobił minę, jakby powstrzymywał się od śmiechu. - Uważasz, że to zabawne?
- Nie uważam. Ja to wiem – przedrzeźniał go kapitan, chichocząc. To nic, że pirat śmiał się z niego. Ten uśmiech był wart wszystkich pieniędzy, jakie kiedykolwiek posiadał Louis.
Zacisnął dłonie w pięści, wypuszczając drżący oddech. Nim zorientował się, co robi, chwycił Harry’ego za kołnierz i przyciągnął do siebie, namiętnie go całując. Harry zamarł, ale po chwili odwzajemnił pieszczotę, rozchylając usta, pozwalając językowi księcia wślizgnąć się do środka. W tym momencie Louis odsunął się z chytrym uśmieszkiem.
- Tak, jestem pewien, że nadal jestem drapieżnikiem - Louis puścił mu oczko, po czym zaczął rozpinać mu koszulę. Harry nie ruszał się, pozwalając księciu działać. Jedynie przysunął się jeszcze bardziej.
- Drapieżniki nie bawią się jedzeniem – zmrużył oczy. - Od razu atakujemy.
Dłoń Louisa wystrzeliła w górę, by ponownie złapać kapitana za kołnierz, lecz ten złapał jego nadgarstek, nim Louis zdążył coś zrobić.
- Teraz to ty bawisz się jedzeniem – Louis rzucił oburzony. - Chyba oboje jesteśmy drapieżnikami, co nie?
- Wydaje mi się, że strasznie lubisz ciągnąć mnie za kołnierz. To twój sposób na zemstę czy po prostu fetysz?
- Zamknij się i mnie pocałuj, idioto – rozkazał książę, na co Harry uśmiechnął się.
- W takim razie fetysz. W porządku, podoba mi się – mruknął, nim pochylił się, by pocałować Louisa.
Tym razem pocałunek był bardziej żarliwy, gdy dłonie Louisa od razu zrzuciły płaszcz Harry’ego z jego ramion. Pirat zatrzymał się na moment, uważnie obserwując księcia, by niemo zapytać go, czy na pewno chce to zrobić.
- Ja nie mam nic przeciwko. Ty też, prawda? - odpowiedział Louis, na co Harry wrócił do całowania go.
Pirat skupił się na pieszczotach, muskając ustami nie tylko wargi, ale też żuchwę i szyję swojego ukochanego. Gdyby taka sytuacja miała miejsce kilka dni temu, Louis wahałby się ze względu na uczucia, jakie kapitan do niego żywi. Ale teraz wiedział, że nie musi czuć się winny.
- Jeśli ktoś tu wejdzie, jesteśmy skończeni – westchnął, gdy kolejne części garderoby Harry’ego spadały na podłogę.
- Moja załoga ma maniery. Będą pukać.
- Nie obchodzi mnie to, nie zrobimy tego tutaj – książę stwierdził stanowczo, po czym pociągnął Harry’ego do sypialni.
- Rujnujesz moment – Harry jęknął.
- Jak już mówiłem, nie obchodzi mnie to.
- Gdzie twoja odwaga, księżniczko? Myślałem, że lubisz ryzyko? - Harry usiadł na łóżku, gdy Louis zdjął spodnie i bieliznę, po czym ucałował go w szyję.
- Jestem zaskoczony, że nie próbujesz zmienić naszej pozycji – przeniósł pocałunki na obojczyki kapitana. - Zdałeś sobie w końcu sprawę, kto jest prawdziwym drapieżnikiem?
Harry zachichotał, gdy Louis odsunął się od niego. Przez chwilę wahał się, czy Harry na pewno tego chce.
- Księżniczko, będę z tobą szczery. Moje ciało kipi bólem po wczorajszym treningu. Ledwo mogę chodzić. Gdybym nie był tak zmęczony, pewnie byłbym na górze, ale dziś musisz mi wybaczyć.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Louis skutecznie go uciszył. W tym momencie książę uświadomił sobie, jak bardzo Harry mu ufa. Wszystkim pokazuje jaki silny, niezwyciężony jest, ale tylko Louis jest obecny w tych najsłabszych, ludzkich momentach.
- Mam zamiar cię ujeżdżać – poinformował go, na co pirat uniósł brwi w górę. Louis interpretował to jako zaskoczenie, ale nie zawracał sobie tym głowy. Rozebrał siebie i jego do końca, a gdy zobaczył twardego penisa Harry’ego, oczy omal nie wyszły mu z orbit. Pirat najwyraźniej to zauważył.
- Możemy się zatrzymać, jeśli nie jesteś gotowy – powiedział, lecz książę nie chciał go słuchać.
Zamiast tego splunął w dłonie, nim zaczął poruszać nimi na penisie w górę i w dół. Czuł, jak mięśnie Harry’ego napinają się, gdy schylił głowę by polizać czubek. Następnie Louis przyjął odpowiednią postawę na kolanach, ustawiając pod sobą penisa pirata. Gdy opadł, skrzywił się na tępy ból i uczucie wypełnienia. Poruszył się, by jak najszybciej się tego pozbyć. Dłonie Harry’ego potarły jego biodra, jakby pirat chciał, by jego ukochany się zrelaksował.
Zagryzając dolną wargę, Louis opuścił się w dół i nie mógł nic poradzić na zadowolenie, które rosło z każdym kolejnym jękiem Harry’ego. Biorąc głęboki oddech, nawet z dziwnym poczuciem wypełnienia, Louis przeniósł ręce na odsłoniętą klatkę piersiową Harry’ego, zanim podniósł się do góry, a następnie opadł się z powrotem w dół z jękiem. Uczucie wciąż było bolesne, ale jednocześnie przyjemne, dzięki czemu pragnął więcej.
Jego ruchy początkowo były powolne i niezdecydowane, nim zaczął nabierać prędkości. Louis zacisnął się wokół Harry’ego, na co ten wyjęczał głośno jego imię. Dłoń Harry’ego powędrował wzdłuż tyłka Louisa, przez biodra, aż złapał penisa, na co Louis krzyknął, gdy tamten zaczął pompować dłonią. Krople potu pojawiły się na czołach obu mężczyzn. Ruchy powoli zaczęły tracić wigor, gdy poczuł jak Harry wypełnia go do granic możliwości.
- Kurwa, Louis – jęknął boleśnie pirat i nim książę zdążył zareagować, doszedł na brzuchu i klatce piersiowej bruneta. Sekundę później Harry skrzywił się, szczytując zaraz po nim.
Louis opadł na łóżko obok swojego kochanka i z ciężkim oddechem spojrzał na mężczyznę obok.
- Mówiłem ci, że nie zrujnuję tego momentu – powiedział, na co Harry parsknął śmiechem, po czym przeczesał palcami włosy.
- Właściwie nie. Powiedziałeś, że nie obchodzi cię, czy zepsujesz czy nie.
- To jedno i to samo.
- Nieprawda.
- Właśnie po raz pierwszy uprawialiśmy seks jako kochankowie, jak możesz być tak niemożliwy? - Louis prychnął, gdy obrócił się na bok.
Harry milczał przez chwilę, gdy Louis myślał o wszystkim i o niczym. Ocknął się dopiero, gdy poczuł ruch na łóżku. Podniósł wzrok i zobaczył Harry’ego, zbierającego swoje ubrania, a następnie rzucił je w jeden kąt.
- Gdy ty to mówisz, brzmi to tak złudnie – westchnął Harry, z powrotem kładąc się na łóżko. Wszedł pod kołdrę i Louis czym prędzej uczynił to samo. Kapitan natychmiast przytulił go od tyłu, chowając twarz we włosach księcia.
- To tylko czyni naszą więź bardziej wyjątkową, prawda? - Louis przyznał, opierając głowę na klatce piersiowej bruneta.
Zabrzmiało to tak, jak wtedy, gdy opowiadał siostrze opowieści o piratach. Mimo, że bywały obrzydliwie, to w obliczu romansu i przygody stawały się magiczne.
- Jesteś księciem, a ja piratem. Nie ma nic bardziej wyjątkowego, Louis – wymamrotał Harry.
- Nie chodzi mi o to, że ja jestem księciem Wielkiej Brytanii, a ty księciem Siedmiu Mórz. To dodaje tylko troszkę ognia do naszego małego romansu.
- Tak, jestem pewien, że twoje siostry chciałyby usłyszeć o tym, jak dzieliłeś zakazaną miłość z poszukiwanym na całym świecie zbrodniarzem, nim obaj się pieprzyliście – rzucił sarkastycznie. - Nie powinieneś im niczego idealizować. Piraci nie będą traktować ich delikatnie.
- Och, przestań. Zachowujesz się tak, jakby moje opowiadania miały sprawić, że uciekną z pałacu na poszukiwanie piratów, czy coś.
- Może to rodzinne? - Harry prychnął.
- Nie jesteś zabawny – Louis odpowiedział, nim odwrócił się i spojrzał mu prosto w oczy. - Harry, jesteśmy razem i nie widzę sensu w twoim dziwnym poczuciu humoru. Nie jestem pewien, czy to jest dobre czy złe. Teraz uważam to za złe, więc muszę zmusić cię do wyboru. Albo ja albo twoje durne dowcipy.
Harry spojrzał na niego, zanim otworzył usta i Louis szybko przerwał mu:
- Jeśli wybierzesz dowcipy, zerwę z tobą.
- Chodzimy ze sobą zaledwie pół dnia, a już zachowujesz się jak upierdliwa żona. Chciałbym narzekać, ale nie jestem zaskoczony.
- Nikt się nie śmieje – Louis zanucił, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, na co Harry wywrócił oczami i przyciągnął go do siebie bliżej.
Nawet jeśli miał swoje niewielkie wątpliwości co do ich związku, naprawdę musiał przyznać, że cieszy się, iż tak wszystko się skończyło, nawet jeśli jutro będą musieli się rozstać. Nie żałował niczego. Wiedział, że podjął właściwą decyzję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz