*-Jest późno, dokończymy jutro - rzekł Zayn i wstał, kierując się do pokoju.
-Czy my… Czy możemy tu zostać? - spytał niepewnie Harry.
-Pewnie - zgodził się Malik. - Zaprowadzę was do pokoju.
Styles skinął głową i wstał razem z uczepionym na nim Louisem. Wszedł po schodach i skręcił w lewo do małego pokoju.
-Macie tutaj dwa łóżka, więc myślę, że nie ma problemu - powiedział Zayn, zapalając światło i wpuszczając chłopców do pomieszczenia.
-Dzięki za wszystko. - Harry uśmiechnął się do mulata, który wychodził z pokoju.
Położył Louisa na jednym z łóżek, a sam rzucił się na drugie. Tak dawno nie spał w wygodnej pościeli, że odpłynął od razu po przyłożeniu głowy do poduszki.
*
Obudziło go ciche nawoływanie. Pokój był skąpany w ciemności, co świadczyło, że nadal jest noc. Obrócił się na drugi bok i dostrzegł elfa, stojącego nad nim z poduszką w rękach.
-Harry? - zaczął nieśmiało Louis. - Mogę spać z tobą?
-Jasne - powiedział i podniósł kołdrę tak, aby szatyn mógł się pod nią wślizgnąć.
Kiedy Tomlinson położył się obok Harry’ego, silne ramie owinęło się wokół niego. Louis był taki szczęśliwy, że zamiast spać, wpatrywał się w cudowną twarz Stylesa. Słuchał jego miarowego oddechu, otulającego jego policzek.
-Kocham cię - wyszeptał, myśląc, że rzeźbiarz śpi. Zrozumiał swoją pomyłkę, kiedy zielone tęczówki spojrzały na niego w szoku.
-S-słucham?
Louis nie wiedział, co powiedzieć. Znieruchomiał, wpatrując się w Harry’ego, a jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona.
-Louis?
-Przepraszam, Harry - wydukał, czując łzy zbierając się w kącikach jego oczu.
-Nie przepraszaj, ale jak ty… Nie rozumiem, od kiedy?
-Pamiętasz, jak uratowałeś mnie przed utonięciem? - spytał, spoglądając w jego oczy.
-Tak.
-To od wtedy.
-Louis! Miałem wtedy 7 lat! - zdziwił się Harry.
Tomlinson wzruszył ramionami, błądząc wzrokiem po całej twarzy Stylesa.
-Co teraz zrobimy? - zapytał Harry, spoglądając głęboko w niebieskie tęczówki.
-Ja, nie sądzę, że jestem w stanie przestać cię kochać - wyjaśnił niepewnie elf.
-W takim razie, ja muszę się w tobie zakochać - skomentował rzeźbiarz, czym zszokował Louisa.
-Harry.
-Na początku myślałem, że jesteś zarozumiałym, małym kujonem, ale potem odkryłem prawdziwego ciebie. Okazałeś się być zabawnym i miłym facetem. Jesteś też bardzo odważny, chociaż trochę niezdarny - zaśmiał się, kładąc swoją dłoń na policzku szatyna. - Jesteś również najsłodszą istotką, jaką w życiu widziałem. Ciebie nie da się nie kochać, kociaku - zakończył i przybliżył swoją twarz do tej Louisa, przez co dzieliły ich tylko milimetry.
W końcu Harry zmniejszył dzielącą ich odległość do zera i musnął lekko usta Tomlinsona.
-Słodki - skomentował i ponownie posmakował jego ust.
Całowali się wolno i niewinnie, czując wszystkie uczucia przepływające przez ich ciała. Skóra Louisa mrowiła w każdym miejscu, gdzie znalazły się dłonie Stylesa. Magia wypełniała go całego.
-Louis - powiedział, odsuwając się od niego. - Nie chcę psuć tej chwili, ale jest środek nocy i jestem naprawdę śpiący - ziewnął.
Elf zachichotał i wtulił się w szyję zielonookiego. - Dobranoc.
-Dobranoc - odrzekł i złożył pocałunek na czubku jego głowy. Następnie otulił go ramionami i zasnął.
*
-Jestem niezmiernie szczęśliwy, że okazywaliście sobie uczucia w ciszy - zaczął Zayn z samego ranka, słysząc o tym, co zaszło w nocy. - Ed i Will nie byli tacy sekretni, więc ta noc nie była najlepsza. A tak w ogóle, to gratuluje wam - uśmiechnął się.
-Dzięki - powiedzieli równo i uśmiechnęli się do siebie.
-W każdym razie, musimy dokończyć wczorajszą rozmowę.
-Nie sądzę, że jest to konieczne - rzekł Harry, na co wszyscy obdarzyli go zaskoczonym spojrzeniem. - Skoro nie znasz głównego wątku tej historii, nie jest nam ona potrzebna. Sami wiele przeszliśmy i chyba nie chcemy słuchać o tym ponownie.
-W sumie masz racje - skomentował Zayn. - Nie powiedziałbym wam nic nowego.
-Zanim opuścimy to miejsce, mógłbyś wyleczyć wszystkie rany na plecach Louisa? - poprosił Styles.
-Jasne - odpowiedział natychmiast. - Podejdź tu - polecił.
Tomlinson niepewnie ruszył w kierunku Malika, a następnie obrócił się i zdjął koszulkę, ukazując czerwone pręgi, które zaczęły się już goić. Mulat posmarował je odpowiednim wywarem.
-Do wieczora nie powinno być po nich śladu - rzekł Zayn.
-Niesamowite - powiedział elf. - Tak po prostu znikną?
-Jestem potężnym czarnoksiężnikiem, nie nie doceniaj mnie.
-Inaczej cię sobie wyobrażałem - odezwał się Harry.
-A jak?
-No wiesz - gestykulował rękoma. - Że nie będziesz chciał nam pomóc i będziemy musieli przejść jakieś testy.
-Nie wiem, czego was uczą w tej wiosce, ale to brednie - skomentował niezbyt zadowolony. - Dobrze, że wybrałem życie na odludziu.
-Nie nudzi ci się? - spytał trochę zbyt nachalnie Louis.
-Czasami - zamyślił się Zayn. - Od czasu do czasu wpadną tu czarownice, więc nie jestem do końca sam.
-Rozumiem - przytaknął Harry. - My już ruszamy dalej, trzeba korzystać z dnia, bo nie wiem ile nas jeszcze drogi czeka.
-Dam wam coś - powiedział i sięgnął po buteleczkę. - To eliksir na wzmocnienie sił. Może się przydać.
-Wielkie dzięki, Zayn. - Rzeźbiarz odebrał od niego naczynie. - Jak dotrzemy do wioski, to opowiemy ludziom, jaki jesteś naprawdę.
-Będziesz miał fanów - zażartował Louis, na co cała trójka wybuchła śmiechem.
-Cieszę się. Odwiedźcie mnie jeszcze kiedyś!
-Na pewno! Do zobaczenia.
Chłopcy wyszli, machając czarnoksiężnikowi. Byli mu naprawdę wdzięczni za wszystko, co dla nich zrobił.
*
Kontynuowali wędrówkę przez pustynię, zastanawiając się, jak długa może ona być. Słońce pochylało się coraz niżej, a nikomu nie podobała się wizja spania na zimnym piasku.
-Chciałbym, żeby chociaż trawa tu rosła - powiedział Harry, włócząc nogami.
-Ja też.
Nagle pod ich stopami pojawiła się zielona trawa. Styles zatrzymał się i popatrzył na Louisa w szoku.
-Kiedy twoja moc wróciła?
-N-nie mam pojęcia - powiedział równie zdziwiony szatyn.
-Spróbuj zrobić coś jeszcze, na przykład drzewo - polecił Harry.
Tomlinson skupił się i wyobraził sobie dokładną fakturę drzewa. Poczuł, jak energia przepływa przez jego ciało i trafia do ziemi. Nim się obejrzał, potężny dąb pojawił się na środku pustyni.
-Dlaczego twoja moc wróciła właśnie teraz?
-Przykro mi, ale nie wiem.
-Stało się coś wyjątkowego?
-Po prostu poczułem, że mogę to zrobić. Jakby moje ciało ponownie napełniło się magią - wyjaśnił na tyle, ile potrafił.
-Rozumiem… Jednakże, nie możemy przerywać wędrówki, póki nie poznamy odpowiedzi. Twoja moc może, równie dobrze zniknąć jutro.
-Okej - zgodził się Louis.
-Na razie zostaniemy tu na noc. Mam drewno, z którego mogę wybudować chatkę. Czuję, że los wreszcie nam sprzyja! - powiedział i objął mocno chłopaka, który zachichotał. - Będzie dobrze - dodał i pocałował go.
Tomlinson poczuł, jak miękną mu kolana. Nigdy nie wyobrażał sobie, że zbliży się do Harry’ego i wiedział, że nigdy nie przywyknie do tych niesamowitych pocałunków.
Styles stworzył mały domek, który Louis skromnie urządził. Choć nie była to ich pierwsza chatka, dopiero teraz elf poczuł, jakby do był ich dom. Harry’ego i Louisa.
Kiedy leżeli wtuleni w siebie, rzeźbiarz odsłonił dach ich schronienia, ukazując rozgwieżdżone niebo. Wtedy Tomlinson przypomniał sobie noc, którą spędzili na pustyni i pewną osobę, o której młodszy wspominał.
-Harry - zaczął, zwracając na siebie uwagę. - Kim jest Gemma? - zapytał najdelikatniej jak umiał.
-Była moją siostrą - westchnął Styles.
-Była?
-Nie żyje - powiedział na wydechu. - Kiedyś namówiłem ją na wyjście po za granice wioski. Gemma się sprzeciwiała, ale poszła tam za mną. Nawet nie pamiętam dobrze, co się działo. Pojawiła się jakaś istota z lasu, która… zabrała ją. Ja zdążyłem uciec. To przeze mnie zginęła - dokończył, czując łzy spływające po jego policzkach.
Louis nie wiedział, co powiedzieć, więc przytulił mocno Harry’ego, ścierając słone krople z jego twarzy.
-To dlatego nie chciałem, abyś opuścił wioskę, ale kiedy się uparłeś, nie mogłem pozwolić, aby kolejna osoba umarła, więc poszedłem za tobą - wyjaśnił.
-Dziękuję - tylko tyle był w stanie z siebie wydusić, ale dla zielonookiego było to wystarczające.
~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz