*-Louis! - wrzasnął Harry i rzucił się na deski z wyciągniętymi rękami.
W ostatniej chwili złapał Tomlinsona za jego dłoń i ostrożnie wciągnął do góry. Kiedy przyciągnął go do siebie, zobaczył, że był nieprzytomny. Zapewne na skutek szoku. Zszedł z nim ostrożnie na dół i usadowił go na swoich nogach, próbując go obudzić. Louis nadal nie okazywał znaków życia. Harry przytulił go do siebie i modlił się, aby nic mu się nie stało. Po jego policzkach płynęły łzy. Przez jego głupią zabawę Louis mógł zginąć. Nie wybaczyłby sobie, jeśli kolejna osoba zginęłaby przez niego. Małe dłonie Tomlinsona nieruchomo spoczywały w tej dużej Harry’ego.
-Louis, proszę, obudź się - błagał Styles.
Łzy rzeźbiarza powoli skapywały na koszulkę elfa, mocząc ją.
Louis usłyszał cichy szloch. Otworzył oczy i zorientował się, że jest przytulany przez płaczącego Harry’ego. Szybko przypomniał sobie, co właściwie było powodem jego nieprzytomności. Wszystkie emocje do niego powróciły i sam zaczął płakać, uczepiając się młodszego chłopca.
Kiedy Styles zorientował się, że Tomlinson już się obudził i nic mu nie jest, jeszcze mocniej go przytulił.
-Przepraszam tak bardzo, Lou - mówił przez łzy zielonooki. - Jestem taki głupi i tylko narażam cię na większe niebezpieczeństwo. To był zły pomysł, że za tobą poszedłem.
-Nawet tak nie mów - zaprzeczył elf. - Gdyby nie ty, to zginąłbym po pierwszym dniu. To ty znajdujesz dla nas schronienie każdego dnia i to ty bronisz mnie przed stworzeniami z lasu. Powinienem ci dziękować, a ciągle tylko narzekam i sprawiam kłopoty.
-Cieszę się, że jesteś - wyszeptał Harry, zatapiając brodę we włosy Louisa.
-Ja też się cieszę - odpowiedział Tomlinson.
Siedzieli splecieni ze sobą, póki ich oddechy nie uspokoiły się. Louis odsunął się kawałek i spojrzał w czerwone od łez oczy Harry’ego. Ich oczy były zaszklone, ale nadal piękne i wyraziste. Głębokie jak ocean Tomlinsona i soczyste jak trawa Stylesa patrzyły, chłonąc siebie nawzajem.
Harry poczuł, że bez względu na wszystko nie może stracić Louisa.
-Może zostaniemy tu jeszcze jeden dzień? - zapytał Styles. - Nie sądzę, że dałbym radę iść dalej po takich przeżyciach.
-Pewnie - zgodził się elf. - Ale mógłbyś zrobić domek trochę niżej?
-Och - wyszeptał rzeźbiarz, patrząc na to kruche stworzenie, które przed chwilą otarło się o śmierć. - Oczywiście.
-Świetnie! - wykrzyknął Louis.
Harry zdziwił się na tą nagłą zmianę nastroju szatyna.
-Jesteś bardziej nieprzewidywalny niż ta pogoda - rzekł Styles.
-O czym ty mówisz? - zdziwił się Tomlinson. - W sumie nieważne. Zajmij się budową chatki, a ja rozejrzę się za zapasami - krzyknął i nie czekając na odpowiedź, pobiegł przed siebie.
-Co ty ze mną robisz, Harry - szepnął do siebie elf i osunął się po drzewie.
Był tak szczęśliwy, że nie mógł przestać się uśmiechać. Zapomniał, że przed chwilą o mało co nie zginął, bo przecież rzeźbiarz cieszył się z tego, że Louis jest, a Tomlinson mógł być dla niego już na zawsze.
Chwile później poczuł, że coś ociera się o jego nogę. Spojrzał w dół i zobaczył małego, białego kotka.
-Co to robisz, elfie? - spytało zwierze.
-Spokojnie, tylko przechodzę - odpowiedział Louis i pogłaskał kota na znak pokoju.
-To dziwne - zamruczał, domagając się więcej pieszczot. - Rzadko widujemy mieszkańców wioski.
Chłopiec westchnął. - Nie mam wyboru.
-Co się stało?
-Straciłem swoją moc - wyszeptał Tomlinson.
-Straszne - skomentował zwierzak. - To się nie stało od pięciuset lat.
-Wiesz coś o tym? - zapytał elf.
-Niestety nie, ale Zayn będzie wiedział.
-Kim jest Zayn?
-Jest czarnoksiężnikiem - powiedział kot. - Mieszka za lasem w opuszczonej chatce.
-Jak mogę się tam dostać?
-Zaprowadzi cię Miłość i Nadzieja.
Louis wybuchnął śmiechem. - Bądźmy poważni. Jak na razie miłość zaprowadziła mnie do jakiegoś dziwnego lasu, w którym wszystko chce mnie zabić.
-Miłość i Nadzieja to imiona kotów-przewodników, które pomogą ci dotrzeć do Zayna - wyjaśnił zwierzak. - Serio jesteś taki głupi, żeby myśleć, że powiem coś w stylu „idź za głosem serca”?
-Nie jestem głupi! - oburzył się Tomlinson. - Ale co jest złego w pójściu za głosem serca? - spytał, spuszczając wzrok.
-Od pięciuset lat nie widziałem elfa, a tu się okazuje, że nie zmądrzeli ani trochę.
-Nie rozumiem o co ci chodzi!
-Nie będę ci tego tłumaczył. Moi towarzysze zaprowadzą cię do czarnoksiężnika.
Louis zobaczył dwa koty obok siebie. Jeden biały z niebieskimi oczami, a drugi czarny z zielonymi.
-Miłość - odezwał się kot. - Jest bardzo nieprzewidywalna. Na początku będzie cię unikać, ale kiedy się do ciebie przywiąże ciężko będzie się jej pozbyć. Na początku wydaje ci się piękna i nieskazitelna, ale potem odkrywasz jak zaborcza i złośliwa potrafi być. Jednakże wszystko jej wybaczysz, gdy na powrót będzie słodka i urocza. Pamiętaj jednak, aby nie nauczyć jej niczego złego. Jeśli raz zobaczy, że nie ukarałeś jej za zrobienie złej rzeczy, będzie ją powtarzać, myśląc o niej jak o czymś dobrym.
Elf pokiwał głową, dając znak, że rozumie.
-To jest Nadzieja. Zawsze będzie obok ciebie w ciężkich chwilach, ale odejdzie w najmniej spodziewanym momencie. Doceniaj ją i pielęgnuj, bo ona jest z tobą, kiedy wszyscy inni odeszli. Jeśli ją stracisz, nic ci nie pozostanie. Lecz nie wolno ci w pełni jej zaufać, gdyż potrafi świetnie blefować. Jest jak kłamstwo, ale ty widzisz w niej prawdę. Gdy wreszcie przejrzysz na oczy, będzie za późno i załamiesz się od nadmiaru złudzeń.
-Czemu ich charaktery pasują do imion? - zapytał Louis.
-Zadajesz za dużo pytań, młody. Idź do czarnoksiężnika, jeśli zasłużysz, odpowie na twoje pytania.
-Ale-
-No zjeżdżaj już, ty irytująca mała kreaturo - zdenerwował się kot.
-Ej - zanim Tomlinson zdążył zaprzeczyć, zwierze zniknęło z jego pola widzenia. - Idziemy, kociaki? - zwrócił się do stworzeń, które leniwie krążyły wokół niego. - Mój towarzysz bardzo lubi kotki. Na pewno się ucieszy, kiedy was zobaczy.
Miłość prychnęła i skierował się do przodu nie czekając na elfa. Natomiast Nadzieja krążyła pomiędzy jego nogami, zwracając całą uwagę na siebie. Elf podniósł ją i ruszył w kierunku Harry’ego.
*
Kiedy Louis wraz z kotami dotarł do Stylesa, ten smacznie spał. Tomlinson przygryzł wargę, uśmiechając się na ten widok. Miłość spojrzała na niego ze zniewagą, a Nadzieja zeskoczyła z jego rąk i podreptała do rzeźbiarza. Zbliżyła się do jego twarzy i otarła się ogonem o jego twarz. Harry mruknął coś i otworzył oczy.
-Louis? - spytał i wziął kotka na ręce, przyglądając mu się. - Zmieniłeś się - powiedział, na co zwierzę przejechało pazurami po jego policzku. - Odwołuje to. Jesteś taki sam.
-Dzięki , Harry - odezwał się elf, przyciągając na siebie wzrok rzeźbiarza. - Uważasz, że mógłbym cię skrzywdzić? - Zrobił smutną minkę.
-Uważam, że mógłbyś próbować, ale nic by ci z tego nie wyszło - odpowiedział mu.
-Mówisz, że jestem słaby?
-Nie. Po prostu jesteś jak mały, uroczy kociak i nie wyobrażam sobie ciebie w poważnej walce - powiedział Styles, bawiąc się z Nadzieją.
Louis zamilkł, a jego twarz oblał rumieniec. Mały, uroczy kociak powtarzał te słowa w myślach Harry myśli, że jestem uroczy? Tomlinson chciał piszczeć jak mała dziewczynka. Zagryzł wargę, próbując powstrzymać głupi uśmiech, który cisnął mu się na twarz.
-Wszystko dobrze? - odezwał się rzeźbiarz, patrząc na twarz elfa.
-Tak - odpowiedział i syknął, czując coś wbijającego mu się w nogę. - Miłość? - zdziwił się i podniósł kota, odrywając jego pazurki od materiału swoich spodni.
-Jesteś idiotą - przemówił zwierzak, a następnie zeskoczył z jego rąk i wdrapał się na pobliskie drzewo.
-Jeszcze ktoś chce mnie nazwać idiotą? - zapytał sarkastycznie Louis.
-Ja bym się chciał dowiedzieć, o co chodzi z tymi kotami - odezwał się Harry.
-Spotkałem w lesie takiego czarnego, grubego kota-
-Miał on może białą linie ciągnącą się od czubka łba do końca ogona? - wtrącił Styles.
-Możliwe, a co?
-Co? Ty idioto spotkałeś Wyrocznie!
-Miałeś mnie nie nazywać idiotą!
-Wiesz co to jest Wyrocznia?
-Istota zdolna do przepowiadania przyszłości. Zna odpowiedzi na wszystkie pytania - zacytował Tomlinson.
-Nie wpadło ci do głowy, żeby spytać się Wyroczni, dlaczego twoje moce zniknęły?
-Skąd miałem wiedzieć, że ten kot był Wyrocznią? Wyglądał jak zwykły kot!
-Słuchaj. Nie bez powodu czci się koty. To one mieszkały na tych ziemiach, zanim pojawiły się inne istoty magiczne. Są zdolniejsze i mądrzejsze od reszty. Nie zastanawiało cię nigdy, dlaczego w każdym domu jest kot? One utrzymują równowagę i chronią wioskę przed stworzeniami z lasu. Nikt wrogo nastawiony nie zapuści się w tereny z tak dużą ilością kotów. Po za tym krąży wiele pogłosek jak wygląda Wyrocznia, ale ty jesteś odizolowany od świata.
-P-przepraszam - wydukał elf, patrząc w szoku na nagły wybuch Harry’ego.
Styles spojrzał na przerażonego Louisa przed sobą. Teraz zdecydowanie przegiął.
-Nie, to ja przepraszam. Nie powinienem tak na ciebie krzyczeć - rzekł młodszy. - Po za tym pewnie i tak nic by ci nie powiedział.
-Skąd wiesz?
-Spotkałem go raz i nie udzielił mi odpowiedzi.
-A o co spytałeś? - zainteresował się Tomlinson.
-To nieistotne - odpowiedział rzeźbiarz. - Teraz mi powiedz, o co chodzi z tymi kotami.
-To Miłość i Nadzieja. Będą naszymi przewodnikami. Dostałem je od Wyroczni - uśmiechnął się Louis.
-Czemu akurat one? Nie mógł dać ci Odwagi albo Siły? - dopytywał się Harry.
-Widocznie uznał, że te bardziej się przydadzą. - Elf wzruszył ramionami.
-No dobrze - westchnął Styles. - Gdzie jest Miłość?
Przede mną pomyślał Louis.
-Ona ciągle gdzieś znika.
-Lepiej ją znajdźmy, chcę już iść - powiedział rzeźbiarz.
Nagle przy jego nodze pojawiła się mała kotka. Nie czekając na nikogo, ruszyła do przodu, a zaraz za nią szła Nadzieja.
-Czas ruszać - uśmiechnął się Harry i zgarnął elfa na plecy.
Louis złapał Stylesa za ramiona i przylgnął do jego pleców. Chłopcy tak bardzo przyzwyczaili się do swojego dotyku, że dziwnie byłoby im iść osobno. Przez całą drogę śmiali się i żartowali, aż nie wyszli z lasu i zobaczyli pustkę. Od lewej do prawej rozciągała się szara pustynia. Chłopcy nie wiedzieliby gdzie iść, więc w duchu podziękowali, że mają przeodników, którzy świetnie znają drogę.
Harry postawił nogę na piasku i zapadł się w nim na 10 centymetrów. Szło się bardzo ciężko, dlatego po paru krokach Styles przystanął.
-Musisz zejść, Louis. Nie dam rady cię tu nieść.
Tomlinson przytaknął i posłusznie zszedł z pleców młodszego. Był lżejszy niż Harry i nie zapadał się tak głęboko, jednakże nadal ciężko było mu iść.
Po trzech godzinach wędrówki elf opadł na kolana.
-Harry - zawołał żałosnym głosem. - Nie mam już siły.
-Wiem. Też jestem zmęczony, ale nie możemy zatrzymać się na pustkowiu - wyjaśnił Styles i podszedł do Tomlinsona. - Chodź, oprzyj się o mnie.
Louis wstał i owinął rękę wokół ramion Harr’ego, a młodszy chwycił go w talii i przyciągnął do siebie.
-Idziemy? - spytał.
-Idziemy - odpowiedział pewnie Tomlinson.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz