Gdy tylko przekroczył próg swojego domu, został pociągnięty przez swoją mamę do salonu i posadzony na fotelu. Rozejrzał się po salonie i dostrzegł wokół siebie cztery kobiety. Panie Horan, Payne, Calder i Teasdale siedziały, zażarcie o czymś dyskutując. Kiedy tylko dostrzegły młodego elfa, wszystkie zamilkły i wbiły w niego spojrzenie.
-Kochanie, dzieje się coś niedobrego - zaczęła pani Tomlinson. – W całej wiosce zaczynają usychać wszystkie rośliny. Wiesz może o co chodzi? - spytała, patrząc podejrzliwie na syna.
Louis nerwowo przełknął ślinę i spuścił wzrok na swoje dłonie. Nie chciał się przyznać, że już wcześniej działo się coś złego, a on to ukrywał.
-J-ja n-nie wiem, nap-prawdę nie mam p-pojęcia - jąkał się chłopiec.
-Jeśli coś jest nie tak, po prostu nam powiedz - odezwała się pani Horan.
-Właśnie Louis, to nic strasznego - zgodziła się z nią pani Payne.
Młody Tomlinson nie wytrzymał i opowiedział im całą historię, od letniej burzy, aż do dzisiejszego dnia. Oczywiście pominął swoje uczucia do Harry’ego. Kiedy skończył, twarze wszystkich zebranych kobiet poblakły. Nie wiedziały, co mają zrobić. Jeśli Louis straciłby moc, w krainie magii zapanowałby chaos. Kwiaty by więdły, trawa by usychała, wiatr wyrywałby drzewa, a deszcz zalewałby ogrody i mieszkania. Już teraz było widać pierwsze skutki, a to dopiero początek. Każdy z przerażeniem zadawał sobie jedno pytanie: Co będzie dalej?
-I co robimy? - zapytała pani Teasdale, przerywając ciszę.
-Nie wiem - odpowiedziała drżącym głosem pani Calder. - Czy takie coś zdarzyło się już wcześniej?
-Tak - odpowiedziała mama elfa. Wszyscy spojrzeli na nią i czekali, aż będzie kontynuować. - Moja babcia opowiedziała mi historię, która zdarzyła się około pięćset lat temu na tej ziemi. Trwała wtedy wojna domowa, każdy był przerażony, nikt nie wiedział, czy dożyje jutra. Ci, którzy władali najsilniejszymi mocami kierowali całą walką. To był pierwszy spór elfów i rzeźbiarzy. Elfy miały dość, że rzeźbiarze niszczą wszystkie ich drzewa, za to rzeźbiarze uważali, że gdyby nie ich ciężka praca, tamci pierwsi nic by nie posiadali. Jedni uważali, że ludzie mogliby żyć z samą naturą, a drudzy postanowili im udowodnić, że nie. Tak powstały pierwsze zamieszki. Ludzie, którzy mieli wszystko, nagle to stracili i nie mogli uzyskać nowych rzeczy. Obwiniali za to elfy, więc pewnej nocy zakradli się do jednego z domów i podpalili go. Nikt z mieszkańców tego nie przeżył. Po tym wydarzeniu wioska podzieliła się na dwie strony: ci którzy byli za rzeźbiarzami i ci, którzy byli za elfami. Na początku było dobrze, jednak po pewnym czasie jednym zaczęło brakować materiałów, a drugim wyrobów. Żadna ze stron nie chciała jednak przyznać się, że potrzebuje tej drugiej. W tej całej walce najbardziej pokrzywdzone były dzieci. Kiedyś bawiły się razem na podwórku, a potem nie mogły nawet do siebie podejść. Najbardziej cierpiał jednak syn elfów i syn rzeźbiarzy. Byli oni najlepszymi przyjaciółmi, zawsze byli widywani razem, jednak przez wojnę ograniczono ich kontakt do zera. W dzień z utęsknieniem wpatrywali się w okno, czekając na wizytę tego drugiego. Taka jednak nie nadeszła, a dzieci dorastały i wkrótce osiągnęły pełnoletniość. Młody elf nie był przygotowany na tak wielki obowiązek. Przez ostatnie lata swojego życia czuł tylko ból i rozpacz, dlatego na dworze ciągle padał deszcz. Po pewnym czasie wioskę zaczęły nawiedzać powodzie i elfowi rozkazano zmienić pogodę. Ten jednak nie potrafił tego zrobić. Ludzie zaczęli uważać go za zagrożenie i postanowili się go pozbyć. Pewnego wieczoru mieszkańcy wioski wtargnęli do jego pokoju z pochodniami i kazali mu się wynieść z miasta. Chłopiec natychmiast wybiegł z pokoju i zaczął uciekać przed szalonym tłumem. Biegł przez całą wioskę, dopóki nie wpadł na terytorium rzeźbiarzy. Jego przyjaciel, widząc co się dzieje, szybko wybiegł na pomoc elfowi. W tym celu postawił wielką, drewnianą ścianę, oddzielającą ich od ludzi. Tej nocy razem uciekli z wioski i udali się w podróż. Jednak pogoda nie powróciła do normy, bez elfa było jeszcze gorzej. Zaczęły się wichury, burze, trzęsienia ziemi, które z dnia na dzień były coraz bardziej wstrząsające. Kiedy mieszkańcy byli przygotowani na zagładę, do wioski wrócił elf ze swoim przyjacielem rzeźbiarzem. Jednym szybkim ruchem przywrócił wszystko do normy. Na niebie zaświeciło słońce, woda wróciła do rzek, drzewa i kwiaty odrosły, a trawa stała się soczyście zielona. Rzeźbiarz natomiast naprawił wszystkie chatki, mosty, ławki i meble. Ludzie nie byli w stanie uwierzyć, jak potężni się stali. Wszyscy natychmiast zapomnieli o sporze i zaczęli wypytywać, jak osiągnęli taką moc. Oni tylko uśmiechnęli się do siebie i powiedzieli, że znaleźli szczęście. Kiedy ktoś pytał ich jak znaleźć szczęście, oni odpowiadali: „Spójrz w okno, jeśli widzisz tam ludzi życzliwych i uśmiechniętych, to znaczy, że masz szczęście. Jeśli twoje dzieci są zdrowe, radosne i uprzejme, masz szczęście. Jeśli masz kogoś, kogo kochasz i dla kogo żyjesz, masz wszystko.” Mieszkańcy zrozumieli swoje błędy i wspólnie postanowili zaopiekować się wioską. Kiedy elf i rzeźbiarz zobaczyli, że ich dalsza pomoc jest niepotrzebna, odeszli z wioski na zawsze. Już nigdy nie nawiedziły ich żadne katastrofy. Aż do teraz.
Czyli - zaczęła cicho pani Calder - Louis musi odejść?
Kobiety spojrzały ze współczuciem na elfa, który siedział przerażony, niezdolny unieść głowę. Nie umiał zrobić nawet jajecznicy, taka podróż byłaby dla niego samobójstwem.
-Kochanie, jeśli coś zrobiliśmy źle, mogłeś nam powiedzieć. To nasza wina? - zapytała pani Tomlinson z łzami w oczach.
-Nie, mamo! - szybko zaprzeczył elf. - Kocham was bardzo! Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje.
Tak naprawdę to świetnie zdawał sobie z tego sprawę, jednak nie chciał ujawniać swojej orientacji przed wszystkimi. Nie wiedział jaki to będzie miało skutek, nigdy nikt nie powiedział wprost, że kocha osobę tej samej płci. To było sprzeczne z naturą, a wiadomo, że każdy kto robi coś wbrew niej musi zostać ukarany. Louis bał się kary, jaką może ponieść za swoją inność.
-Chyba powinnyśmy porozmawiać o tym z Anne - zaproponowała pani Horan - w końcu dotyczy to także jej syna.
-Ja to załatwię - odezwała się pani Tomlinson.
Jej przyjaciółki chciały coś powiedzieć, ale zanim zdążyły się odezwać, ona wstała i wyszła bez słowa. Louis został sam z czterema kobietami, które były mu bardzo bliskie, a teraz nawet nie wiedział, co im powiedzieć. Pani Calder usiadła koło elfa i objęła go ramieniem.
-Będzie dobrze, Louis. Poradzisz sobie.
-Nie sądzę, jestem za słaby na taką podróż.
-No co ty! Na pewno sobie poradzisz, a Harry ci w tym pomoże - zapewniła mama Eleanor, lekko uśmiechając się do chłopca.
Tego Louis obawiał się najbardziej. Miał być sam z Harrym? Przez tak długi czas? Nie było możliwości, że bezpiecznie wróci z tej misji. Styles pewnie pozbyłby się go przy pierwszej okazji. Był tylko małym, wkurzającym, niepotrzebnym elfem. A może to i lepiej gdyby zniknął.
-Wszystko w porządku, Boo? - zapytała pani Payne - Wyglądasz blado.
-Tak - odpowiedział chłopiec i podniósł się z fotela - tak, wyruszę w tę podróż i zrobię wszystko, aby nic złego w wiosce już się nie stało - zapewnił.
Kobiety spojrzały na niego przyjaźnie, dodając mu otuchy. Louis natomiast pobiegł do swojego pokoju i zaczął pakować najpotrzebniejsze rzeczy: sakiewkę z nasionami różnych drzew, korzenie leczniczych roślin, kompas, ubrania, papier, pióro i magiczne koperty. Związał worek i przerzucił go sobie przez ramie. Jestem gotowy pomyślał i wyszedł z domu, uprzednio żegnając się krótko ze wszystkimi osobami w jego chatce. Udał się prosto do Harry’ego.
~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz