*ROZDZIAŁ JEDENASTY: POWIEDZ MI, ŻE JESTEM JEDYNYM
- Harry, ja kompletnie nie wiem, co powinienem zrobić… Zayn napisał, że przyjdzie po mnie o trzeciej. Nie powiedział, gdzie chce mnie zabrać. Co mam robić?
Louis stał przed otwartą szafą, wciąż mając na sobie rozciągniętą piżamę i obserwował rozwalonego na swoim łóżku przyjaciela. Harry westchnął i zgramolił się z materaca, podchodząc do niego i chwilę przeglądając zawartość szafy.
- Po pierwsze: porządek. Po drugie: pranie.
Skwitował, na co Louis jęknął ponownie, chowając twarz w dłoniach.
- Hej, hej! Nie załamuj się, zaraz coś poradzimy. Ty usiądź i czekaj, aż mistrz Cię ubierze.
Loczek posłał mu przyjazny uśmiech i odepchnął nieco na bok Tomlinsona tak, że w konsekwencji upadł na materac. Sam podparł dłonie na biodrach myśląc, co nada się dosłownie na każdą okazję. Zacmokał, stwierdzając, że Louis nie ma takiego kompletu, a jeśli ma, to nadaje się do prania.
Wyciągnął dłoń w jego kierunku.
- Co?
Tomlinson uniósł brew, patrząc na niego pytająco.
- Daj mi komórkę, Lou.
Chłopak bez szemrania podał mu urządzenie i spojrzał na niego uważnie. Styles odnalazł odpowiedni kontakt, zatrzymał się jednak, nim nacisnął przycisk łączenia.
- Czy nie powinieneś iść pod prysznic?
Zapytał, na co chłopak zerwał się z kanapy i pognał do łazienki. Dopiero, gdy do uszu młodszego dotarł szum wody, odetchnął i połączył się z Zaynem.
- Hej Louie! Coś się stało?
Usłyszał od razu po drugiej stronie. Coś ukuło go w sercu, kiedy usłyszał szczerą troskę w głosie po drugiej stronie. Odchrząknął i podszedł do okna.
- Tu Harry.
- O Allachu! Louisowi coś się stało?!
Zayn zaczął panikować, a Hazzie chwilkę zajęło, żeby uspokoić mulata.
- Zayn, spokojnie. Wszystko okej. Po prostu Louis trochę panikuje i chciałem się zapytać, gdzie go zabierasz? Wiesz, muszę znaleźć mu coś do ubrania, inaczej będzie ciężko go wykopać z mieszkania.
Zayn po drugiej stronie odetchnął i szybko poinstruował loczka o wszystkim. Harry rozłączył się w chwili, kiedy drzwi łazienki otworzyły się, a odziany jedynie w bokserki Louis wyszedł do pokoju.
- Znalazłeś coś?
- Jeszcze nie, ale nie martw się, zaraz będziesz miał.
Harry zagryzł w zamyśleniu wargę i po chwili wyciągnął t-shirt z ciemnym nadrukiem, jeansową kurtkę w odcieniu szarości oraz czarne rurki. Chłopak bez większego szemrania ubrał się i spojrzał w lustro.
- Idealnie.
Loczek uśmiechnął się, podając mu komórkę i spojrzał na godzinę. Niedługo była trzecia.
- Louis, proszę. Baw się dobrze. Jakby coś się działo, zadzwoń, to po ciebie przyjadę. Uważaj na siebie i…
Zaczął mówić jak z karabinu maszynowego, naprawdę bojąc się o chłopaka. Louis uśmiechnął się pogodnie i by go uciszyć, mocno się do niego przytulił. Styles zamilkł, przymykając oczy i obejmując drobne ciało ramionami.
- Będę ostrożny, dobrze?
Zapytał cicho Tommo, podnosząc głowę, na co lokaty tylko pokiwał swoją i pocałował go w czoło.
- I baw się dobrze.
Przypomniał mu, po czym opuścił mieszkanie. Louis jeszcze raz spojrzał w lustro i poprawił kurtkę, przeczesując palcami włosy. Upewnił się, że ma przy sobie portfel oraz komórkę i zagryzł nerwowo dolną wargę, czując jak nerwy biorą nad nim górę. Nie minęła jednak minuta. Do drzwi zapukał Malik. Lou powoli otworzył drzwi, nie mogąc się nie uśmiechnąć na widok chłopaka w skórzanej kurtce, jasnej koszulce i jeansach.
- Cześć, Zee.
Uśmiechnął się, a po chwili dostrzegł czerwoną różyczkę w dłoni mężczyzny.
- Hej mały. To dla Ciebie.
Powiedział cicho Zayn, podając mu kwiatka, co wywołało większy uśmiech na twarzy Tomlinsona.
- Dziękuję. Pójdę wstawić go do wody, okej? Wejdź.
Otworzył szerzej drzwi i sam poszedł do kuchni, gdzie do wysokiej szklanki nalał wody z kranu, wstawiając tam kwiatka. Wytarł wilgotne dłonie o ścierkę i jeszcze raz klepnął się w uda, upewniając się co do zawartości kieszeni.
- Idziemy?
Zapytał po chwili Zayn, na co starszy skinął głową uśmiechając się. Opuścili małe mieszkanie malarza, po chwili wychodząc na zalaną wyjątkowo słońcem ulicę Londynu.
- Więc? Gdzie idziemy?
Louisa zżerała już ciekawość od środka, co do tego, gdzie jego towarzysz go prowadzi. Malik zaśmiał się wesoło i objął go w pasie, kręcąc głową.
- Uznajmy to za niespodziankę, dobrze?
Poprosił, na co Tomlinson jęknął sfrustrowany. Nie lubił nie wiedzieć, jednak Zayn sprawnie odwrócił jego uwagę, skupiając ją na wszystkich innych rzeczach. Oboje lubili to, że nie ważne jak długo rozmawiali, wciąż dowiadywali się czegoś nowego i po prostu mówili. Mogli też milczeć i to również było cudowne, bo nie czuli się w swojej obecności skrępowani.
Szli 15 minut rozmawiając, kiedy dotarli pod bramę ZOO.
- Naprawdę? Zobaczymy zwierzęta?
Louis rzadko bywał w zoo. Tak naprawdę był tam może 2 razy na wycieczce szkolnej. Raz w podstawówce i drugi raz… też w podstawówce. Zayn uniósł zaskoczony wzrok na niego, uśmiechając się lekko.
- Nie chodziłeś do zoo?
Mulat był zdziwiony, a policzki Louisa pokryły się lekkimi rumieńcami.
- Ja… Znaczy… Byłem w Zoo. Dwa razy. W podstawówce. Z klasą.
Mruknął cicho, spuszczając wzrok. Zayn westchnął cicho i przyciągnął go do siebie, całując w czubek głowy.
- Spokojnie. Jestem zaszczycony, że mogę pokazać ci Zoo po raz trzeci w twoim życiu.
Uśmiechnął się, a Louis odwzajemnił to. Mimo wszystko Zaynowi było przykro, bo przecież każdy mały dzieciak uwielbiał chodzić do zoo.
On sam był w nim naprawdę wiele razy. Jako maluch często prosił rodziców, by zabrali go do zoo i najbardziej z wszystkiego lubił oglądać surykatki. Mógł stać koło ich wybiegu godzinami i śmiać się z ich śmiesznych podskoków, porównując każdego do Timona z Króla Lwa lub nadając im swoje własne imiona jak Tuptuś IV czy Pan Nosek VIII.
Louis za to był tak podekscytowany, jakby znów miał pięć lat. Pozwolił Zaynowi trzymać swoją dłoń wokół jego mniejszej i stanęli w kolejce po bilety. Tomlinson jednak był na tyle niecierpliwy, że stawał na palce i próbował dojrzeć cokolwiek zza wysokiego muru.
- Zayn, tam jest małpa! Widziałeś?
Po chwili lekko pociągnął go za rękę w ekscytacji, a Zayn zaśmiał się wesoło i przyciągnął go do siebie, całując w głowę.
- Tak, widziałem, dzieciaku.
Zaśmiał się, na co Louis prychnął cicho.
- Ja tu jestem starszy!
Oburzył się, co spotkało się z kolejnym chichotem ze strony mulata. Louis jednak uwielbiał ten dźwięk, więc nie miał mu nic za złe. Kochał jak się śmiał. Zayn w końcu odebrał ich bilety i z podskakującym Louisem ruszył przez bramę, by obejrzeć wszystkie te egzotyczne zwierzęta i może zjeść trochę waty cukrowej.
|WOA|
Zayn zatrzymał się, kiedy Louis z zafascynowaniem zaczął przyglądać się parze szympansów leniwie huśtających się na jakiejś linie. Delikatnie objął go w pasie, stając za nim, a Louis z zarumienionymi policzkami, oparł się o jego klatkę piersiową.
- Są ładne. Chciałbym je kiedyś namalować.
Odezwał się po chwili, na co Zayn uśmiechnął się lekko i pokiwał głową.
- Myślę, że na Twoim obrazie byłyby jeszcze ładniejsze.
Powiedział, po czym niepewnie ucałował jego głowę, jak to robił już wcześniej i ruszyli dalej. Zayn znów splótł palce z tymi drobnymi Louisa i uśmiechnął lekko. Zatrzymał się jeszcze przy strusiach i zebrach, kiedy wreszcie doszli do ulubionych zwierząt Zayna. Louis prawie je przeoczył, ogrodzenie nie było duże, raczej oszklona przestrzeń by móc wszystko zobaczyć, co się działo, a małe zwierzaczki nie miały jak przekopać się czy przegryźć na wolność.
- Jak byłem mały, uwielbiałem na nie patrzeć.
Powiedział Zayn, kucając i uśmiechając się pod nosem.
- Nadawałem im imiona i do nich mówiłem, a mama śmiała się, że jestem nienormalny, ale to urocze.
Wyznał, kiedy i Louis kucnął obok, uważnie patrząc na biegające w te i z powrotem stworzenia, które co chwile zabawnie wstawały, rozglądając się jakby kogoś szukały.
- Musiało być urocze, wyobrażam to sobie.
Uśmiechnął się Tomlinson, kładąc głowę na ramieniu mulata, wciąż jednak nie spuszczając spojrzenia z klatki. Zayn zerknął na zafascynowanego chłopaka i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Idziemy dalej?
Zapytał po minucie, na co mniejszy z entuzjazmem pokiwał głową. Więc ruszyli dalej wąskimi alejkami, zalanymi słońcem, oglądając coraz to większe zwierzęta, robiąc mnóstwo zabawnych zdjęć i nie szczędząc sobie uścisków. Po chwili Zayn pociągnął Louisa do budki z watą cukrową. Widząc zaskoczony wzrok starszego wyszczerzył się jedynie w uśmiechu i poruszył zabawnie brwiami.
- Wata cukrowa to nieodłączny element Zoo.
Poinstruował go, na co malarz pokiwał rozbawiony głową. Uczepiony jego ramienia posłusznie zaczekał, aż piłkarz kupi słodką watę i ruszyli dalej do alejki z ptakami.
- Paaatrz! Jaki on jest śliczny!
Louis zatrzymał się przy stadzie flamingów i z zafascynowaniem obserwował tego, który był najbliżej niego. Różowy ptak podniósł na moment głowę, patrząc na niego uważnie ciemnym okiem, po czym wrócił do poprzedniego zajęcia, jakim było czyszczenie skrzydeł, ale dla Louisa i tak to była wielka rzecz. Zayn uśmiechnął się, wsuwając słodycz do ust i podsuwając odrobinę Louisowi. Ten wziął to w s umie nieświadomie, na co Zayn uśmiechnął się czule. Louis był jak duże dziecko i cieszył się, że to właśnie dzięki niemu starszy chłopiec śmiał się tak szczerze.
- Chodźmy.
Mruknął mu na ucho po chwili, jednak na tym stosunkowo krótkim odcinku, Louis zatrzymywał się przy każdym okazie, a Zayn robił mu zdjęcia. Uwielbiał je, szczególnie to, na którym śmiał się, odrzucając do tyłu głowę i mrużąc oczy, bo papuga przypadkowo uderzyła w kraty. Tak, to zdecydowanie była jego ulubiona fotografia.
- Dobrze się bawisz?
Zapytał po chwili, kiedy wyrzucił patyczek po wacie do kosza i uśmiechnął się lekko. Louis spojrzał na niego szczęśliwym wzrokiem, kiwając głową tak energicznie, jak jeszcze nigdy wcześniej.
- Jest cudownie, Zayn, dziękuję, tak bardzo ci dziękuję!
Pisnął, rzucając mu się na szyję i chowając w jej zagłębieniu twarz. Zayn zaśmiał się cicho, obejmując go ramionami i pocierając dłońmi jego plecy, przymykając oczy i chłonąc zapach drobniejszego chłopca.
- Nie ma za co, Louis. Cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Chodź, tam dalej jest budka z jedzeniem i jakieś pamiątki. Zjemy coś i wracając zajdziemy do mini– zoo. Co ty na to?
Uśmiech Tomlinsona poszerzył się jeszcze bardziej, kiedy Zayn złapał jego dłoń i ignorując zniesmaczone spojrzenie pary przechodniów, ruszył do budki z jedzeniem.
- Na co masz ochotę?
Zapytał kiedy już mogli dojrzeć menu. Louis chwilę myślał, bujając się na piętach, jednak w końcu zdecydował.
- Hot doga.
Zayn uśmiechnął się i zamówił im po bułce z parówką i dodatkami, po czym odebrał zamówienie. Polali je wybranymi sosami, po czym usiedli przy stoliku, zajadając.
- Naprawdę, Zayn, nie wiem jak ci się odwdzięczę za tą randkę. Jeszcze nigdy nie bawiłem się tak dobrze. Naprawdę Ci dziękuję.
Powiedział mniejszy, na co mulat uśmiechnął się pod nosem.
- Mam nadzieję, że to oznacza, iż na drugą randkę również się zgodzisz.
Puścił mu oczko, przez co policzki jego towarzysza pokrył delikatny rumieniec. Skinął głową, biorąc kęs i powoli go przeżuwając, spojrzał na stoisko z zabawkami. Było ich tam bardzo dużo, jednak jego uwagę przykuła średniej wielkości maskotka gibona. Miała jasne futerko i długie kończyny, które zlepiały się razem rzepami i naprawdę była słodka.
- Podoba ci się?- zapytał Malik, gniotąc papierek po jedzeniu i celnie rzucając nim do kosza. Zjadł o wiele szybciej niż Louis, którego połowa porcji wciąż tkwiła w dłoni.
- Jest urocza.
Przyznał, lekko kiwając głową. Nim się obejrzał, Zayn już kierował się do stoiska z zabawkami. Wyjął portfel i zapłacił za pluszaka, po czym z szerokim uśmiechem na ustach wrócił do Louisa, machając mu przed nosem sztucznym gibonem.
- Jest dla Ciebie.
Lou zarumienił się lekko, kręcąc głową.
- Nie musiałeś.
Wymruczał, jednak Zayn nawet go nie słuchał. Louis podniósł się i złapał Zayna za rękę, chcąc powstrzymać go przed obejściem stołu i zaczekania na niego, aż ten skończy jeść. Mulat uniósł zaskoczony wzrok, na co Lou wspiął się na palce i musnął wargami jego policzek.
- Naprawdę dziękuję.
Szepnął jeszcze raz, a jego tęczówki wręcz emanowały szczęściem i radością. Zayn jeszcze nigdy nie był tak radosny, jak teraz i to tylko dlatego, że Louis był szczęśliwy. Skinął głową, odgarniając mu z czoła niesforny kosmyk i zagryzł wargę.
- Nie ma za co, Louie.
Zaczekał, aż Tommo skończy swoje jedzenie, po czym wyrzucając opakowanie ruszyli dalej. Louis w jednej dłoni trzymał dłoń Malika, lekko machając nimi w przód i w tył, a gibon wisiał na jego szyi, obijając się o brzuch i klatkę piersiową, co jednak żadnemu z nich nie przeszkadzało. Doszli do małego zoo, gdzie dzieci (okej, w większości dzieci) mogły nakarmić kózki i owieczki. Zayn wziął odrobinę siana w wolną rękę i podsunął wełniastemu stworzeniu pod pysk, na co ta już odruchowo zaczęła przeżuwać jedzenie.
- Myślę, że im się tu jednak nieraz nudzi. Wiesz, ciągle robią to samo.- powiedział Louis, karmiąc siwego kucyka marchewką, którą dostał od uprzejmego pana pilnującego porządku.
- Też tak sądzę. Ale niektórzy są na taki los skazani. Lepiej, żeby widziały wciąż to samo w zoo, niż były katowane.
Zauważył Zayn, na co Lou jedynie pokiwał głową, wyrażając zgodę na jego słowa. Po chwili otarli dłonie w spodnie i ruszyli dalej, mijając lamy i wielbłądy.
- Są zabawne. Zobacz, ten wygląda trochę jak naćpany.
Louis pokazał na wielbłąda z przymkniętymi oczami i kapiącą, zieloną od trawy śliną. Zayn zaśmiał się i pokiwał głową. Po chwili, po zrobieniu sobie głupiego zdjęcia z wielbłądem, ruszyli już do wyjścia. Zayn jednak chciał zrobić jeszcze coś i uważał, że to miejsce było do tego idealnym. Przechodzili przez niewielki, pusty mostek. Na rzece pływały dwa łabędzie, które co chwila miziały się łebkami, a nieopodal była fontanna z kamiennymi delfinami.
- Louis ja…
Zaczął, zatrzymując starszego i uśmiechając się, totalnie tracąc swoją pewność siebie. Louis uniósł lekko brew, zastanawiając się o co chodzi. Zrobił coś źle?
- Co się stało?
Malik chwilę patrzył na swoje buty, po czym podniósł wzrok na te zaniepokojone, błękitne oczy.
- Jest coś, co chciałbym ci powiedzieć.
Zaczął cicho, na co Lou skinął głową.
- Tak?
- Ja… Zakochałem się w Tobie, Louis. Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi i głupie nie jest, zakochałem się w tobie. Spodobałeś mi się już wcześniej i teraz… teraz naprawdę się cieszę, że Liam kazał mi ruszyć do ciebie dupę, bo gdyby nie to, pewnie dalej spędzałbym czas na murku, patrząc, jak rysujesz pod tym drzewem. Cieszę się, że zgodziłeś się ze mną zaśpiewać i cieszę się, że zgodziłeś się pójść ze mną na randkę.
Louis skinął powoli głową i zagryzł dolną wargę w oczekiwaniu.
- Ohh cholera.
Jęknął Zayn, nie mogąc przecież mówić tak bez sensu w nieskończoność. Zbliżył się do Louisa, przypierając go do barierki mostka i delikatnie musnął ustami jego wargi, jakby bał się, że mniejszy chłopiec ucieknie. Louis przymknął oczy nieco zaskoczony i dopiero po ułamku sekundy zorientował się, co się dzieje. Ułożył drobną dłoń na piersi Zayna, delikatnie odwzajemniając czułą pieszczotę i cholera, motyle w jego brzuchu były bliskie zrobienia dziury i wyfrunięcia na wolność.
- Kocham Cię.
Szepnął po chwili w jego usta, a Malik spojrzał na niego zaskoczony, ale z uśmiechem.
- Ja Ciebie też, Louis. Ja Ciebie też.
Splótł razem ich palce i uśmiechnął się szeroko, bo tak, wreszcie miał Louisa, a Louis miał jego. Mieli siebie i byli najszczęśliwszymi ludźmi na świcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz