* Niall poderwał się w chwili, gdy usłyszał pukanie do drzwi swojego pokoju – w sumie to pokoju Liama, ale też w pewnym sensie jego.
Bez Liama i Zayna było nudno. Po tym, jak Harry wykopał go z pokoju, poszedł do swojej kajuty, by przespać cały dzień z nadzieją, że gdy wstanie, Liam i Zayn już wrócą i wszyscy opuszczą Irlandię.
Niestety tak nie było, gdy obudził się chwilę temu. Niall wiedział, że nie wrócili, bo nawet jedna osoba z dwójki nie wpadła, nie objęła go i nie wycałowała, by zrekompensować mu ten długi czas i żeby wszystko było w porządku. Nienawidził myślenia o tym, bo wtedy stawał się jeszcze bardziej niecierpliwy.
Irlandczyk wbił wzrok w sufit, a nuda powoli sięgała zenitu, co sprawiało, że był tylko bardziej sfrustrowany. Nie mógl ryzykować wyjściem do miasta i spotkać kogoś, kto mógłby go rozpoznać, bo wtedy wynikłyby z tego niemałe problemy. A on nie może zostać rozdzielony z Zaynem i Liamem. Kilka godzin było wystarczająco dużo, a co dopiero wieczność.
Gdy tylko usłyszał pukanie do drzwi, był zdezorientowany. To był pokój Liama i nawet on nie był tak uprzejmy, by pukać do własnych drzwi…
- Wejdź – podniósł się w górę, spoglądając na wejście. Na zewnątrz usłyszał huk, a drzwi uchyliły się.
- Zayn, proszę. Pokój jest już tutaj – Eleanor skarciła go ze zmęczeniem, łokciem popychając drzwi, by te uderzyły w ścianę.
Niall patrzył ze zdziwieniem, jak Eleanor prowadzi niezwykle zgarbioną Danielle, jednocześnie wyciągając rękę, by podtrzymać Zayna, przyklejonego do ściany.
Eleanor westchnęła ciężko, gdy okazało się, żę Zayn nie ruszy się z miejsca w najbliższym czasie, po czym spojrzała na Niall. Uśmiechała się nieśmiało, chociaż nogi wyraźnie się jej trzęsły.
- Ja… Ja przepraszam, że ci przeszkadzam, Niall, ale wypyli za dużo w barze i potrzebuję pomocy. Proszę?
Niall natychmiast stanął na nogi, by pomóc brunetce, która już prawie przewracała się od ciężaru Danielle na plecach.
- Nie ma problemu! - zapewnił, sięgając po Danielle.
- Niall, kopnę cię, kurwa, w dupę – Dan mruknęła niewyraźnie, gdy blondyn złapał ją w uścisku i zaniósł do łóżka Liama, na którym usiadła, ledwo trzymając pion. Blondyn zachichotał. - Eleanor? Eleanor! Gdzie jesteś? - kobieta krzyknęła, jeżdżąc nerwowo dłońmi po pościeli w poszukiwaniu brunetki, a gdy potarła ramię Nialla, jęknęła niezadowolona.
Niall ruszył w stronę Zayna, który powoli przesuwał się po ścianie. Kiedy owinął ramiona wokół talii wyższego mężczyzny, nachylił się, by ucałować go w czoło, nim zaczął ciągnąć go w górę. Zayn jęknął, trzepocząc powiekami w oszołomieniu.
- Niall? - zapytał niemrawo, gdy blondyn prowadził go przez pokój.
- Tak, jestem tu, Zayn – odpowiedział, zanim położył go obok Danielle.
Eleanor westchnęła, po czym usiadła na brzegu łóżka i złapała Danielle za ramiona, by ta podniosła się, lecz ta w zaskoczeniu złapała dziewczynę za nadgarstki i pociągnęła ją na siebie, z chichotem.
- Kocham cię, El! - brunetka zawołała.
Po drugiej stronie łóżka, Zayn po raz kolejny próbował stanąć na chwiejnych nogach. Niall obserwował go w rozbawieniu, a gdy ten złapał z nim kontakt wzrokowy, uśmiechnął się szeroko, rozpiął ramiona, jednocześnie idąc w jego stronę.
- Niall! - czule powiedział, a jego równowaga zawiodła go, lecz Niall w ostatniej chwili złapał mężczyznę.
Ramiona Zayna owinęły się wokół Nialla i nim ten zdążył powiedzieć cokolwiek, usta bruneta naparły na jego, co zasygnalizowało Niallowi, że Zayn nie jest aż w takim złym stanie. Jego pijackie pocałunku były naprawdę niechlujne.
Odpychając go, Niall zignorował odgłosy niezadowolenia, które Zayn wydobył, po czym spojrzał na Eleanor, która starała się uspokoić chichoczącą na łóżku kobietę, gdy ta z kolei bawiła się włosami brunetki.
- Oni są pijani – Niall stwierdził, kręcąc głową. Zayn sapnął z irytacją i ukrył twarz w zgięciu szyi Irlandczyka, na co blondyn parsknął. - Okej. Danielle jest pijana. Zayn jest lekko wstawiony.
- Nie jestem – Zayn wycedził w obronie, po czym uśmiechnął się. - Ale pachniesz bardzo ładnie, Niall – przesunął językiem wzdłuż szyi chłopaka, na co blondyn się skrzywił.
- Tak – Niall złapał ręką głowę Zayna, by odsunąć go od siebie. - Jesteś pijany, albo przynajmniej już prawie, więc nawet nie myśl o robieniu czegoś.
- Jesteś piękna, Eleanor – Danielle zauważyła, odpoczywając w ramionach dziewczyny. - Naprawdę cię lubię. Mam nadzieję, że jeszcze mnie chcesz. Lubisz mnie?
- Zapytaj mnie, kiedy nie będziesz pijana, a ci odpowiem – Eleanor poklepała włosy dziewczyny, ze speszonym uśmiechem.
- Chcę wiedzieć teraz! - jeknęła dziecinnym tonem, marszcząc brwi, nim przerwał im Niall.
- Gdzie Liam? - zapytał Eleanor.
- Co? Och, kiedy byliśmy w barze, Harry po niego przyszedł i wyszli razem. Wtedy ta dwójka zaczęła pić jak szalona, bo nie było obok Liama, by mógł ich powstrzymać – Eleanor odpowiedziała szczerze. Niall zamrugał.
- Nie wiesz, czy wrócił już na statek?
- Myślę, że tak, bo podniesiono most, gdy tylko weszliśmy na pokład, jako ostatni.
Uniósł szybko w górę kciuki w podziękowaniu, po czym wziął Zayna na barana, a ten objął go mocno. Brunet mruknął w spełnieniu, mamrocząc niespójne zdania o tym, jak bardzo potrzebuje Nialla teraz. Blondyn postawił go ignorować i ruszył z nim na górę. Było to trochę skomplikowane, biorąc pod uwagę fakt, że gdy trzymał Zayna na plecach, ten ciągle mruczał mu do ucha.
- Niall, jesteś taki słodki. Niall, kochasz mnie tak, jak kochasz Liama, prawda? Wy dwaj kochacie mnie tak samo, tak? Ponieważ jak kocham was jednakowo. Kocham was tak mocno. Chodźmy razem do łóżka, chcę cię. Kocham cię, Niall. (okej, pijany Zayn jest moim ulubionym Zaynem <3 – tłum.)
- Ja też cię kocham, Zayn – westchnął, po czym otworzył kopniakiem drzwi, by wreszcie wyjść na zewnątrz.
- Dobrze, bo byłoby mi smutno, gdybyś mnie nie kochał. Kocham też Liama. Czy Liam mnie kocha? - jego słowa zostały zniekształcone i Niall miał problem ze zrozumieniem ich.
Kręcąc głową, uśmiechnął się, gdy tylko zobaczył Liama, który mówił coś pośpiesznie do członka załogi. Opuszczając Zayna na podłogę, podtrzymał go w pasie, nim spojrzał na szatyna.
- Liam! - zawołał, a ten natychmiast na niego spojrzał.
W momencie, gdy zobaczył Niall, Liam skinął na członka załogi, po czym ruszył w kierunku dwójki mężczyzn. Blondyn przywitał go buziakiem w usta, przez co Zayn zaczął narzekać. Uśmiechnęli się, patrząc sobie w oczy, po czym Liam zerknął na bruneta. (Boże, jaki trójkąt, Niall, ty dziwko xD – tłum.)
- Czy on jest pijany?
- Lekko wstawiony – dawny szlachcic potwierdził skinieniem głowy, na co Liam jęknął, robiąc młynka oczami.
- Mówiłem mu, żeby nie pił tak dużo. Żadnego buziaka dla ciebie!
- Nie jestem wstawiony. Więc myślę, że też zasługuję na buziaka.
- Nie możesz nawet chodzić bez przewracania się – Niall odparował, a Zayn tylko ułożył głowę na ramieniu blondyna z jękiem. -Jak było w Dublinie?
To pytanie nie zaskoczyło Liama w żadnym stopniu, gdyż wyjął rękę z kieszeni i pomasował nią nasadę nosa. Przymknął oczy, zanim się odezwał.
- Cóż, to nie było to, czego się spodziewałem, biorąc pod uwagę próbę ucieczki Louisa i tak dalej.
- Co? - Zayn warknął, nim podniósł się wściekle.
Niallowi opadła szczęka. Przypomniał sobie, że Harry powiedział mu, iż zabiera Louisa za sobą po tym, jak wykopał blondyna z pokoju.
- Pierdolisz – Niall stwierdził z niedowierzaniem.
To musiał być żart, bo Louis nie mógł być na tyle głupi, by próbować uciec, kiedy Harry sam zabrał go do miasta.
- Nie, wcale nie – pierwszy oficer rzekł z ciężkim westchnieniem. - Najwyraźniej, gdy Harry rozmawiał z Kapitanem Cowellem, Louis uciekł przez toaletę. Kiedy Harry dowiedział się o tym, przyszedł do mnie po pomoc.
- To jest kurwa szalone! O mój Boże, Louis, to było do dupy! - Niall syknął, ściskając mocniej Zayna.
- Czy Harry zabił już tego gówniarza, czy coś? - Zayn mruknął gniewnie.
- Cóż, myślę, że Harry będzie musiał zrobić coś, dzięki czemu Louis pożałuje. Myślę, iż domyślał się, dlatego przyszedł do mnie po pomoc. Powiedziałem mu, by dał Louisowi możliwe najlżejszą karę. Potem rozmawiałem z Louisem, ale ten mnie olał i teraz Harry daje mu nauczkę – uniósł dłonie w geście obrony. - Chciałem pomóc.
- Więc… Co się teraz stanie z Louisem? - Niall niezdarnie przygryzł wargę, kiedy Liam wzruszył ramionami. Nawet nie chciał sobie wyobrażać.
- Dlaczego obchodzi was tylko Louis? - zapytał Zayn. - Ja bym martwił się o Harry’ego, jeśli jego życie było w niebezpieczeństwie.
- Ono nigdy nie jest w niebezpieczeństwie – Liam skinął głową w porozumieniu, na co twarz Zayna pociemniała od gniewu.
- Zapomnij o tym, jak to wpłynie na nich pod względem fizycznym. Pomyśleliście, jak musi czuć się Harry w kwestii emocjonalnej?
Jego słowa spowodowały martwą ciszę, na co Liam i Niall jedynie wymienili się spojrzeniami.
- Zayn, będzie bolała cię głowa, gdy obudzisz się jutro, więc myślę, że powinieś odpocząć – Liam odchrząknął.
- Nie jestem pijany.
- Wiem. Jesteś lekko wstawiony – Niall natychmiast go poprawił, nim trójka ruszyła na dół.
*
Louis ocknął się, a jego umysł powoli zaczynał odzyskiwać świadomość. Nim się zorientował, co się dzieje, poczuł ostry ból w okolicach pachwiny, na co otworzył boleśnie oczy, a jego wzrok spotkał się z ciemnością.
Czując jakąś tkaninę, która przysłaniała jego oczy, chciał ją zdjąć, lecz wtedy przeraził się jeszcze bardziej. Jego nadgarstki były związane i pociągnął nimi, czując mocną ściśniętą linę. Materiał pod nim dał mu znak, iż jest na łóżku, a Louis zaczął się szarpać, chcąc uwolnić się.
Było to całkowicie bezcelowe, więc opadł zniechęcony zerowymi rezultatami. Zaczął myśleć o wszystkim, co miało miejsce, a wtedy ogarnęła go panika. Louis próbował uspokoić oddech i w trakcie tego zorientował się, że inna gruba tkanina została naciągnięta na jego usta i związana z tyłu głowy.
Wszystko, co go nękało, sięgnęło zenitu, gdy poczuł swojego twardego penisa i usłyszał skrzypnięcie materacu tam, gdzie były jego stopy.
- Pobudka, księżniczko.
Dopiero wtedy przypomniał sobie, co się wydarzyło. Jego ucieczka. Spotkanie z Liamem. Potem rozmowa z Harry’m w kościele. Harry zeskoczył ze sceny i mówił rzeczy, które Louis ledwo spamiętał, bo kapitan podszedł do niego i jedynie czuł, że zbliża się jego śmierć. Próbował uciec, ale na nic to się zdało.
Louis nie pamiętał, w którym momencie Harry go znokautował. Ale to ma sens, nim to się stało, jedyne, o czym myślał, był fakt, że idzie na śmierć.
- Mam nadzieję, że odpocząłeś – głos Harry’ego był przepełniony jadem mimo, że brzmiał spokojnie. Kciuk Harry’ego potarł mocno trzon członka Louisa, na co ten zorientował się, iż jest całkowicie nagi. Jego serce przyspieszyło, gdy ocenił sytuację.
Był przywiązany do łóżka, całkiem nagi, jego oczy były zakryte, nogi i ręce skrępowane, a usta zakneblowane, gdy Harry praktycznie nad nim wisiał. Harry, który prawdopodobnie był więcej, niż tylko wkurzony.
- Dlaczego robisz tę minę? - ręka Harry’ego chwyciła penisa Louisa mocniej, a ten zacisnął zęby boleśnie. - Nerwowy wygląd ci nie pasuje – jego głos był szyderczy, gdy kpił sobie z szatyna.
Próbował odrzucić uczucie, które pojawiło się w jego żołądku, gdy próbował uciec od uścisku Harry’ego, kiedy całe jego ciało było na oczach kapitana, który już cały był na łóżku. Nim Louis zdążył jakkolwiek zareagować, Harry rzucił się na niego, jak lew na zdobycz. Przycisnął usta do obojczyka księcia, agresywnie przygryzając go. (Harry, kowboju, zwolnij! - tłum.)
Fala przyjemności przeszła wzdłuż kręgosłupa Louisa, kiedy Harry wciąż ściskał jego penisa. Kapitan poruszył głową, by znaleźć się bliżej ucha księcia, po czym wyszeptał, a zimny oddech uderzył w gorącą skórę.
- Słuchaj się mnie, jeśli nie chcesz, by stało się to jeszcze trudniejsze – w tym momencie Louis poczuł wybrzuszenie w spodniach Harry’ego, które naciskało na ciało księcia, z czego wywnioskował, iż Harry był nadal w ubraniu. - Będę pieprzyć cię tak mocno, Louisie Tomlinsonie. Mam zamiar wziąć cię bez litości, nieważne jak bardzo to zaboli – Harry szepnął. - Ale najważniejsze, nie wolno ci dojść. Jeśli to się stanie, cóż, nie skończy się to dobrze.
Louis zacisnął pięści, czując jak Harry porusza się nad nim.
- Och, mam zamiar pieprzyć cię tak bezsensownie mocno, Tomlinson. (dzieci, kochane, nie czytajcie tego xD Chuj, i tak zrobicie, prawda? - tłum.)
Członek Harry’ego uderzył w niego z taką siłą, że głowa Louis odbiła się ciężko od materaca. Było to tak silne i nagłe, że szatyn starał się jakoś uciec od brutalnego ruchu.
Jedna z rąk kapitana dotknęła twarz Louisa, kiedy mężczyzna poruszał się szybko w jego wnętrzu. Nie mogąc nic zobaczyć, Louis mógł tylko bezradnie czuć, jak jego ciało wije się z połączenia ekstazy i agonii. Zacisnął dłonie w pięści, że czuł, jak paznokcie wbijają mu się w dłonie.
Harry wciąż się ruszał, co groziło ciału Louisa przedwczesnym finałem. Zimny fragment płaszcza kapitana muskał jego rozgrzaną pierś, na co szatyn tłumił jęki tkaniną, którą miał w ustach. Był coraz bliżej i wręcz więdnął na materacu, gdy Harry wciąż wbijał się w niego.
- Nawet o tym nie myśl – warknął gniewnie, przypominając księciu, że nie może dojść.
Nie, jeśli nie chce ponownie rozgniewać Harry’ego. W tym momencie, na ułamek sekundy, chciał tego. Gdyby tylko mógł mówić, powiedziałby, jak śmiesznie to brzmi. Ale jego umysł był wyłączony na rzecz pchnięć, które przybrały na sile, przez co Louis był już na krawędzi.
Wiercił się na materacu w bezradności, nie mogąc powiedzieć kapitanowi, że musi pozwolić mu dojść. Harry najwyraźniej zauważył jego ruchy ciała.
- Nie możesz jeszcze dojść – nakazał szorstko. - Nie!
W ostatnim słowie użył tyle jadu, dodatkowo naciskając na ciało księcia jeszcze mocniej, że palce Louisa boleśnie zacisnęły się, a on przymknął powieki, jęcząc. Żałował, że Harry nie może zobaczyć jego oczu, by dowiedzieć się, jak bardzo to bolało. Nie mógł już wytrzymać.
- Jesteś żałosny – Harry syknął nisko, a jego pchnięcia straciły na intensywności, kiedy zorientował się, że ciało Louisa zaczyna się trząść, a jego penis wręcz błagał o koniec. - Chcesz dojść? Okej, powiedz mi.
Louis zmrużył oczy, gdy Harry sięgnął do góry, by zdjąć opaskę z jego oczu. Harry był całkowicie ubrany, miał nawet kapelusz. Patrzył na Louisa piorunującym wzrokiem, nim zsunął nieco szmatkę z jego ust.
- Do kogo należysz, Louisa?
Ciało Louisa zadrżało. Odwrócił wzrok od Harry’ego, którego twarz była bliżej, niż tego chciał, jednocześnie poruszając się w nim.
- Ci… ciebie – zdołał powiedzieć, na co Harry podarował kolejne pchnięcie.
- Kim jestem? - kapitan zapytał głośno, po czym wbił się w ciało Louisa raz jeszcze.
- Pierdolony Chrystusie, Harry, nie mogę… - książę jęknął głośno.
Oczy pirata pociemniały, gdy wykonał jeszcze jeden ruch, a jego głos zabrzmiał silniej, niż kiedykolwiek przedtem.
- KIM JESTEM?!
- Harry’m Stylesem! - Louis napiął mięśnie. Nie wiedział, jak długo może wytrzymać.
- Powiedz to wszystko razem – kapitan One Direction rozkazał, mrucząc mu do ucha. - Powiedz to wszystko razem i wtedy możesz dojść. Powiedz to głośno.
- Należę do Harry’ego Stylesa! - Louis krzyknął tak głośno, jak tylko jego płuca mu to umożliwiły i w tym momencie Harry wykonał ostatnie pchnięcie, a Louis odebrał to jako pozwolenie, by w końcu uwolnić to, co w nim siedziało.
Jego ciało drżało, powieki i pięści były mocno zaciśnięte, a strumień białego płynu wytrysnął z niego na jego brzuch i strój Harry’ego. Ciężko dysząc, zrelaksował się na łóżku. Jednak nim zdążył w pełni odzyskać oddech, jego wzrok znów został odcięty przez opaskę, którą Harry wsunął mu na oczy.
- Hej! - Louis próbował zaprotestować, a jego ton był zdyszany.
Spodziewał się, że Harry znów zaknebluje mu usta, ale zamiast tego poczuł, jak kapitan wbija się w niego tak mocno jak poprzednio. Pchnięcia były szybkie i Louis ledwie był w stanie nadążyć z oddechem, kiedy poczuł, jak gorąca ciecz wypełniła go od środka.
Dziwne mrowienie dotknęło pachwiny Louisa i modlił się, by Harry tego nie zauważył, gdy wyszedł z księcia, cicho dysząc. Louis leżał na plecach, wciąż próbując złapać oddech, gdy słuchał, czekając na kolejny ruch Stylesa. Jakaś jego część oczekiwała jednego z komentarza Zuchwałego Harry’ego. Inna zaś mówiła, że powie coś zaborczego, jak “Louis należy do niego, a gdy ucieknie jeszcze raz, to konsekwencje będą gorsze”.
Ale nic się nie stało. Ciszę przerywał jego sapiący oddech pirata. Louis zastanawiał się, czy może się odezwać, ale nim zdążył to zrobić, Harry podniósł się z łóżka. Książę ponownie oczekiwał jakiegoś komentarza, jak zwykle, lecz usłyszał jego kroki Harry’ego w stronę drzwi, potem odgłos otwierania ich i zamykania, z czego wywnioskował, iż kapitan opuścił pokój.
Zdezorientowany Louis był gotów wstać, ale wtedy uświadomił sobie, że nadal jest przywiązany do łóżka. Marszcząc brwi, po omacku próbował podciągnąć się na linach. Miał wrażenie, że Harry szybko nie wróci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz