piątek, 21 marca 2014

*- Dlaczego w ogóle masz to wszystko? – Louis jęknął, gdy podniósł jedno z pudełek, które znajdywały się w schowku i podał je Harry’emu, a ten umieścił je na podłodze na korytarzu.

- Powinienem to mieć. To ozdoby świąteczne. – Harry roześmiał się, wycierając swoje dłonie o jeansy, gdy wziął ostatnie pudełko od Louisa. Wyszedł, a niebieskooki chłopak poszedł za nim mamrocząc pod nosem.

- Eh, czy trzy pudła to odrobinę nie za dużo? – zapytał, obserwując wyższego, kiedy zaczął podnosić pudła na koc, który położył na ziemi. Potem zaczął ciągnąć jego krawędź, a wraz z tym wszystkie pudła.

- Nie uważam tak, chociaż nie używałem ich wszystkich. Mógłbyś wziąć drugą stronę? – powiedział, patrząc na Louisa, który chwycił drugi koniec koca i podniósł go do góry, jęcząc, gdyż wszystko było zbyt ciężkie. Harry również powoli go podniósł, utrzymując zielone oczy na pudełkach i razem znieśli wszystko na dół.

- Nawet nie mamy choinki. – poinformował Louis.

- Jeszcze. – wyższy uśmiechnął się, a Louis mruknął, pokonując jeden krok na schodach, ostrożnie, bojąc się, że upuści wszystko na swoje stopy. Nienawidził, gdy uderzał się w palce u stóp, na przykład o meble, więc upuszczenie na siebie ciężkich pudeł również nie wydawało mu się być dość przyjemnym doświadczeniem.

- Zamierzasz wziąć jakieś z lasu? – zastanowił się niebieskooki, licząc każdy krok, który pokonywał.

- Taa, przypuszczam, że tak. – Harry wzruszył ramionami, mówiąc Louisowi, by upuścił koc, gdy będą na parterze. Louis wyprostował się i wyciągnął ręce, patrząc w dół na Harry’ego, gdy ten zaczął otwierać kartony i przekopując ich zawartość. Wszystko szeleściło głośno.

- Co zazwyczaj robisz w święta? – zapytał szatyn. Opadł na kolana przy innym pudełku i skierował swoje spojrzenie na Harry’ego. Zaczął wyciągać wszystko ze środka, przez co wkrótce cała podłoga pokryła się brokatem i innymi świecidełkami, które odpadły ze świeczek.

- Nic. – zachichotał Harry – Tak naprawdę nigdy nie miałem z kim ich spędzić. – powiedział na co Louis zmarszczył brwi.

- A co, gdy byłeś w Anglii? Zanim się tutaj dostałeś? – zapytał. Harry wzruszył lekko ramionami i pchnął jedno pudełko w bok, biorąc kolejne. Louis obserwował jak je otwiera.

- Cóż, zazwyczaj szliśmy do mojej ciotki. Jedliśmy, oglądaliśmy jakieś świąteczne bajki, a potem wszyscy otwierali swoje prezenty. Zazwyczaj dostawałem jakiś gówniany album lub pieniądze. Albo sweter, a nawet skarpetki. – wyjaśnił i oparł łokieć o kolano, a gdy spojrzał na Louisa uśmiechnął się – Jak ten, który masz na sobie.

Louis zamrugał, patrząc w dół na szaro czerwony sweter, który miał na sobie. Pamiętał, że już miał go na sobie wcześniej, gdy leżał odurzony narkotykami. Odwrócił się do Harry’ego.

- Ten? – zapytał – Kto ci go dał?

- Moja babcia, ale teraz już jej nie ma. Odeszła zanim wyjechałem na Alaskę.

- Oh. – wymamrotał Louis – Przykro mi.

- Nie powinno. – Harry uśmiechnął się – Ledwo ją znałem.

Louis westchnął, a później usiadł na podłodze. Pudełko znalazło się między jego nogami, gdy zaczął je przeszukiwać. Wyjął ze środka dekoracje na choinkę. Niektóre przypominały mu odrobinę piłkę nożną, gdyż miały tyle samo krawędzi. Westchnął.

- Były tutaj zanim tu przyjechałeś? – zapytał.

- Tak. – odparł Harry – Wszystko było, poza ubraniami i rzeczami, które są na biblioteczce. – dodał, a Louis westchnął.

Szkoda, że on i Eleanor nie mieli tyle szczęścia, gdy szukali dla siebie apartamentu. Nie mogli go znaleźć przez wiele miesięcy, a ten, który znaleźli wymagał natychmiastowej renowacji. O ile Louis dobrze liczył wciąż powinien być w budowie. Westchnął, a później odłożył piłkę do pudełka, przeczesując ręką włosy. Podciął je sam kilka dni temu i teraz wyglądał absolutnie śmiesznie, ale Harry też obciął swoje włosy, więc Louis uznał, że przynajmniej wyglądają tragicznie razem.

- Jaki dzisiaj dzień? – wymamrotał. Harry spojrzał na niego, gdy cisza wypełniła chwilowo pokój.

- Dziewiętnasty grudnia. – powiedział – Dlaczego?

- Czy w Wigilię wrócę do domu? – zastanowił się – Byłoby wspaniale.

Harry przechylił głowę, a później uśmiechnął się i podniósł brwi, raczej w smutny sposób. Palce Louisa przebiegły po krawędzi pudełka.

- Tęsknisz za nimi? – zapytał, a Louis skinął głową, cicho skrobiąc pudło paznokciami.

- Tak. – wyszeptał, ledwo słyszalnie i już prawie oczekiwał, że Harry to zaakceptuje, ale okazało się, że liczył na zbyt wiele. Harry nie powiedział nic co mogłoby go rozczarować, ale Louis obserwował go, a ogień z kominka sprawił, że jego twarz była odrobinę pomarańczowo żółta. Przygryzł wargę. Nawet nie miał na nic więcej nadziei. Nie chciał być rozczarowany.

Chwilę później patrzył jak jego oddech tworzy mały obłok, który później znika. Śnieg był dosłownie po kostki, a on drżał, unosząc nogi, gdy wciąż szedł za Harrym. Nadal był odrobinę niespokojny jeśli chodzi o chodzenie przed nim, gdy ten miał w ręku broń – w tym wypadku siekierę. Zdecydowanie wolał patrzeć teraz na tył głowy Harry’ego. Przynajmniej to było odrobinę mniej przerażające.

- Może ta? – zapytał nagle Harry, a Louis podążył za jego wzrokiem. Jego niebieskie spojrzenie zatrzymało się na małej sośnie. Uniósł brwi.

- Nie jest odrobinę za mała? – mruknął – Jest ledwo wyższa od ciebie.

- Ale dużo wyższa od ciebie. – zaśmiał się Harry, a Louis złożył ramiona, kopiąc odrobinę śniegu. Pociągnął za swoją-Harry’ego kurtkę i rozejrzał się. Jego wzrok zatrzymał się na kolejnej sośnie.

- Może ta? – powiedział, wskazując na nią, a Harry podążył wzrokiem. Ruszył w jej kierunku, ale Louis pozostał na miejscu, opierając się o choinkę. Harry zdawał się sprawdzać drzewo i Louis wciągnął powietrze, patrząc jak siekiera uderza kilkakrotnie o pień. Brwi Harry’ego uniosły się co ostatnio działo się dość często. Wkrótce drzewo upadło na ziemię, a Harry zaczął je podnosić, gdy spadł na niego śnieg i odrobina zielonych igiełek. Louis zaśmiał się cicho, kiedy Harry zaczął kląć i ruszył w jego kierunku, chwytając czubek drzewa.

Wyższy uśmiechnął się i razem zaczęli iść, a wkrótce Louis puścił drzewo, pozwalając by Harry sam je ciągnął. I wydawało się, że szło mu całkiem nieźle.

- Czy jest ciężkie? – zapytał Louis. Harry pokręcił głową patrząc na Louisa, gdy szli w kierunku domu.

- Niee, jestem silny. – powiedział, a Louis był przekonany, że puścił mu oczko. Zaśmiał się i przewrócił oczami, krzyżując ramiona mocno na piersi. Harry zaczął flirtować z nim bardziej i bardziej, a Louis na początku to ignorował, ale Harry zatrzymywał się tylko wtedy, gdy dostał w zamian jakąś reakcję.

- Założę się, że tak. – westchnął Louis, spoglądając do góry na szare niebo i dmuchając powietrzem, tworząc małą chmurkę.

- Jestem. – zamruczał Harry.

- Przestań w końcu ze mną flirtować. – powiedział Louis – Nie masz dość?

- Jeszcze nie. – zaśmiał się Harry, kręcąc głową i chwytając mocniej sosnę, przez co musiał zatrzymać się na chwilę. Louis uśmiechnął się i również się zatrzymał, czekając, aż Harry znowu zacznie iść. Westchnął odrobinę. Żaden z nich nie powiedział nic przez kilka sekund. Żadne z nich nawet nie czuło takiej potrzeby. Louis zaczął kopać śnieg od czasu do czasu, a Harry kontynuował ciągnięcie za sobą drzewa.

- Co ty zwykle robisz w święta? – zapytał Harry.

- Cóż. – Louis westchnął, wzruszając ramionami odrobinę – Moja mama i siostry przyjeżdżają do mnie i do Eleanor raz w roku, a później następnego my jedziemy do nich. Rodzice Eleanor są w Brazylii, a Eleanor boi się latać, więc nie jeździmy do nich. Jemy i otwieramy prezenty i to wszystko. Nic specjalnego szczerze mówiąc. - Westchnął, a Harry spojrzał na niego z uśmiechem – Przynajmniej dostaję lepsze prezenty od ciebie. – dodał.

- Oh? – zaśmiał się Harry – Co może być lepszego od brzydkich swetrów?

- Co roku dostaję kubki. – uśmiechnął się Louis – Z nieprzyzwoitymi napisami.

- Co jest na nich napisane? – zapytał Harry.

- Świąteczne rzeczy, które brzmią źle. – zaśmiał się – Na przykład: „Mamy dużo białego prochu w tym roku”.

Harry parsknął.

- Świetnie.

- Prawda? – powiedział Louis i obydwoje zaczęli się śmiać. Louis przesunął swoje ręce w kieszeni, czując zimno. Westchnął – Kiedy dojdziemy do domu? – mruknął – Jest naprawdę zimno.

- Taa, cóż, jest grudzień kochanie. W grudniu zazwyczaj jest zimno. – odparł, a Louis przewrócił oczami i zaczął iść tyłem, patrząc na Harry’ego. Nie mógł się powstrzymać, dlatego uśmiechnął się odrobinę.

- Nigdy nie mówisz do mnie po imieniu. – stwierdził przechylając odrobinę głowę. Uniósł brwi – Dlaczego?

- Bo kochanie pasuje ci bardziej. – dokuczył Harry. Louis w zamian za to kopnął w jego stronę trochę śniegu i znów się odwrócił. Jego kroki były odrobinę dłuższe.

- Wolę Louis. – mruknął – Chcę to na święta. Żebyś mówił do mnie Louis.

- Zobaczymy co da się zrobić. Uśmiechnął się Harry, a Louis ponownie mruknął pod nosem. Biały śnieg był miękki pod jego stopami i Louis obserwował ślady po nim. Brązowa trawa nieśmiało wystawała spod lodu.

Szatyn zatrzymał się tylko na sekundę, obserwując ją, a później znów zaczął iść, gdy sosna Harry’ego przeczesała jego włosy. Podniósł rękę, strzepując odrobinę brudu, a później spojrzał na Harry’ego, który szukał wygodnego miejsca, by mógł dalej ciągnąć drzewo. Niższy podbiegł do niego ponownie, spoglądając na czubki choinek, które ich otaczały. Wydawały się być nagie na tle szarego nieba. Jego palce zaczepiły się na lamówce kurtki, a zęby zagryzły dolną wargę niemal zmysłowo. Odetchnął z powrotem, a mała chmurka ponownie pojawiła się przed nim.

- Minęło sporo czasu odkąd miałem śnieżne święta. – powiedział cicho.

- Naprawdę? – zastanowił się Harry – Dlaczego?

- Padało przez cały czas. – powiedział – Prawie zapomniałem jak wygląda śnieg.

Harry zatrzymał się, a Louis poznał to po tym jak odgłos jego kroków ucichł. Ponownie spojrzał na śnieg. Nagle wszystko zrobiło się bardzo jasne, gdy słońce wyłoniło się zza chmur.

- Mam go od wielu lat. – odetchnął Harry, a Louis powoli skinął głową.

- Sądzę, że jestem zazdrosny. – mruknął i ruszył ponownie, wciskając dłonie w kieszenie. Odwrócił się na chwilę, tworząc koło ze swoich stóp, a później znów ruszył do przodu.

- Nie ma czego zazdrościć. – powiedział Harry – Jest tylko bardzo zimno.

Louis zaśmiał się cicho, kręcąc głową.

- Nie robiłem bałwana ani śnieżnej latarni od dziesięciu lat. – wzruszył ramionami – Nie jestem nostalgiczną osobą, ale…

- …byłoby miło to zrobić, po prostu ze względu na to. – uśmiechnął się Harry.

Louis odwrócił się i spojrzał na Harry’ego, który uśmiechał się w jego kierunku przez co na jego policzkach tworzyły się małe dołeczki, które mogłyby wywołać u kogoś omdlenia. Uśmiechnął się odrobinę do siebie.

- Właśnie. – potwierdził.

Harry wypuścił z siebie cichy chichot, a później wzruszył ramionami, patrząc w kierunku domu, który w końcu mogli zobaczyć z oddali.

- Też tego nie robiłem od jakiegoś czasu. – przyznał – To żadna zabawa robić to samemu.

- Chyba nie. – zachichotał Louis. Harry odwrócił się do niego, gdy ten ponownie spojrzał na śnieg. Mały oczywisty uśmiech pojawił się na jego twarzy, więc zielonooki również odwrócił wzrok. Uśmiechał się do Louisa już wiele razy wcześniej, ale tym razem nie za bardzo chciał by to widział. Szatyn westchnął, gdy ponownie stanął na ganku i otworzył drzwi, a później wszedł do środka, wyskakując z butów. Zdjął również kurtkę i poszedł do kanapy, gdzie usiadł na pościeli Harry’ego. Były coraz grubsze, od sierpnia, gdy Louis tu się dostał. Pamiętał jak Harry klął, gdy szukał wszędzie pościeli dla nich. Zajęło mu to przynajmniej godzinę, a Louis po prostu usiadł na łóżku z małym śmiechem i zostawił go.

Niebieskooki spojrzał w górę, gdy Harry wciągnął choinkę do domu i wszedł w dekorację, rozglądając się za najlepszym miejscem dla tego drzewka, którego nazwy nie udało się zapamiętać Louisowi.

- Gdzie chcesz żeby stała? – zastanowił się Harry – Nie ma tu zbyt dużo miejsca, ale…

- Tam – powiedział Louis i wskazał na prawo, w rogu przy półkach. To miejsce wydawało się być przyzwoite. Harry skinął głową i przeciągnął drzewo obok Louisa, prostując się po tym. Jęknął odrobinę i Louis zmarszczył brwi, przesuwając się trochę na kanapie. Jego plecy musiały boleć. Spał na tej niewygodnej kanapie przez przynajmniej cztery miesiące, byleby Louis mógł mieć jego łóżko. Jego plecy faktycznie musiały boleć.

- Może ubierzemy ją jutro? – zasugerował Harry.

- Dlaczego nie teraz? – zastanowił się niebieskooki – Bolą cię plecy?

- Więc zauważyłeś. – zaśmiał się Harry i wzruszył ramionami po czym skinął głową – Tak, bolą, ale to nic. Zanim przyjdą święta będzie w porządku. – powiedział, a Louis ponownie zmarszczył brwi.

- Czy to dlatego, że nie możesz spać na łóżku?

- Cóż, byłem przyzwyczajony, ale kanapa jest teraz moim łóżkiem, więc nawet nie myśl o…

- Weź łóżko. – powiedział wyraźnie Louis, niemal surowo – Robisz sobie krzywdę.

- Kochanie, robię sobie krzywdę na znacznie więcej sposobów niż tylko spanie na kanapie. – uśmiechnął się – Dam sobie z tym radę, nie martw się.

Louis warknął i skrzyżował ramiona.

- Ale wtedy nie będziesz mógł udekorować drzewka. – wymamrotał, a Harry się zaśmiał.

- W takim razie może udekorujesz je sam, a ja popatrzę? – powiedział – Jest w porządku i tak nie wiem jak to robić.

- To żadna zabawa.

- Kochanie, proszę.

Louis mruknął i przewrócił oczami, a jego dłonie przeczesały nierówno ścięte włosy. Nigdy wcześniej nie robił tego sam. Nie żeby nie umiał bo bez przesady, to było tylko ubieranie choinki, ale zawsze były przy nim jakieś dzieci, przynajmniej dwójka i jakiś dorosły. Lottie i Daisy zawsze ubierały choinkę z ogromnym entuzjazmem, a robienie tego bez nich po prostu wydawało się złe.

- …w porządku. – powiedział cicho Louis, a później zsunął się z kanapy, okrążył pudełka i podniósł jedno z nich – Ale tylko dlatego żebyśmy mogli mieć je ubrane.

- Oczywiście. – uśmiechnął się Harry i usiadł w miejscu, w którym wcześniej siedział Louis. Skrzyżował na piersi ramiona, a później oparł się i obserwował jak niższy chłopak ponownie otwiera pudło i wyjmuje z niego jakieś pokryte brokatem łańcuchy. W związku z tym, że Harry nie miał odtwarzacza CD ani nawet iPoda Louis musiał nucić pod nosem jakąś starą świąteczną kolędę. Zamrugał kilkakrotnie, gdy zaczął owijać całe drzewo w czerwono złote wstążki i małe plastikowe świeczki. Znalazł również pudełko wypełnione małymi, złotymi dzwonkami i postanowił, że również je wykorzysta. Harry uśmiechnął się, a jego ramiona ponownie owinęły się wokół swojego ciała. Oparł głowę o oparcie kanapy i patrzył jak na twarzy Louisa tworzyły się małe zmarszczki, gdy mruczał pod nosem, a zęby chwytają dolną wargę wiele, wiele, wiele razy. Możliwe, że był nawet zazdrosny o to, że Eleanor może widzieć to każdego dnia – a on nie.

- Gotowe. – powiedział Louis po półtorej godziny, wycierając swoje ręce z kurzu, którego nawet nigdzie nie było – Ale nie mogę sięgnąć góry.

- Co idzie na górę? – zastanowił się Harry, gdy wstał i podszedł do niego. Uśmiechnął się odrobinę, a Louis westchnął, spoglądając na najwyższą gałąź, która wyglądała pusto.

- Gwiazda. – powiedział, krzyżując ramiona i opierając się o półkę z książkami, która była tuż obok niego – Może mógłbyś to zrobić, żeby przynajmniej wyglądało, że coś zrobiłeś.

- Chciałbyś? – zaśmiał się Harry – Nie możesz sam tego zrobić?

- Właśnie powiedziałem. – odparł Louis – I nie, nie mogę. Jestem za niski.

- To może cię podniosę? – zaproponował Harry.

- Bolą cię plecy.

- I co z tego?

- Coś ci się stanie.

Harry zaśmiał się i potrząsnął swoją głową.

- Nic mi nie będzie kochanie. Nie mam osiemdziesięciu lat. Jestem w stu procentach pewien, że mogę podnieść cię na kilka sekund.

- Co jeśli wcale nie chcę żebyś mnie podnosił? – powiedział Louis, spoglądając mu w oczy i podnosząc brwi – Pomyślałeś w ogóle o tym?

- Nie. To nawet nie przyszło mi do głowy. – odparł Harry i pochylił się, kopiąc w pudełku w poszukiwaniu gwiazdy. Później wręczył ją Louisowi, który wziął ją z niewielkim wahaniem i zaczął wyczuwać jej krawędzie. Ponownie spojrzał na Harry’ego.

- Upuścisz mnie. – szepnął.

- Nie, nie upuszczę. Sobie też nic nie zrobię, obiecuję.

Louis przełknął ślinę i odwrócił się, czekając aż Harry go podniesie. Pisnął, gdy Harry położył ręce na jego żebrach i zaczął się wiercić, kręcąc głową.

- Oh tak. – zaśmiał się Harry – Masz łaskotki.

- Zamknij się. – wymamrotał Louis, ponownie się odwracając. Harry umieścił swoje blade i bardzo duże ręce tym razem na jego talii i Louis podskoczył odrobinę, by Harry go podniósł, ale chwilę później z powrotem został posadzony na ziemię, gdy zaczął kręcić głową. Wziął ręce Harry’ego, trzymając je w powietrzu przez sekundę lub dwie, a później położył je sobie na biodrach i nawet on sam poczuł jak Harry się spina, gdy sam się spiął, jak jego palce zacisnęły się w tym miejscu. Louis nawet zaczerwienił się odrobinę, gdy spojrzał w dół na palce Harry’ego, które sprawiły, że sweter zmarszczył się odrobinę i odsunął w górę. Przełknął ślinę, gdy zobaczył własną talię, a później spojrzał na gwiazdę, zabierając swoje ręce z rąk Harry’ego.

Jeszcze miesiąc lub dwa miesiące temu coś takiego nigdy by się nie wydarzyło. Harry nie mógłby nawet się do niego zbliżyć bo Louis prawdopodobnie zacząłby go przeklinać lub nawet by go spoliczkował. Znowu. Teraz krzywił się na samą myśl o tym. Nie powiedziałby, że wtedy przesadził, ale policzkowanie go cztery, albo pięć razy było prawdopodobnie zbyt dużo. Miał szczęście, że Harry mu nie oddał. Louis westchnął, gdy odwrócił wzrok od swojego nadgarstka, na którym były teraz małe blizny po wbitych paznokciach. Nigdy wcześniej nie przypuszczał, że blizny można zarobić w tak łatwy sposób. Spojrzał na swoje stopy, a później na stopy Harry’ego i przełknął ciężko ślinę.

- Tylko ten jeden raz Harry. – powiedział cicho, a ręce Harry’ego rozluźniły się odrobinę co Louis poczuł, gdy jego sweter również zaczął luźno zwisać – W porządku?

Harry przełknął ślinę i odetchnął, a włosy Louisa poruszyły się odrobinę, gdy w nie dmuchnął. Skinął głową, mimo tego, że Louis nie mógł tego zobaczyć i uśmiechnął się lekko, co było czymś co ostatnio zdarzało mu się bardzo często. Aż dziwne, że jego twarz nie pozostała w takim wyrazie – W porządku. – szepnął w odpowiedzi, poprawiając swoje dłonie na jego biodrach – Tylko ten jeden raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz