piątek, 21 marca 2014

* Harry spoglądał na Louisa ze stoickim spokojem, przez co książę czuł się jeszcze bardziej rozdrażniony niż wcześniej. Zielone oczy, oświetlone płomieniami palącymi się za nim, mieniły się nieznaczne, co oznaczało, iż słowa Louisa bawią Harry’ego. Grymas na twarzy monarchy poszerzył się, jeszcze bardziej go zniechęcając. Harry nie brał go na poważnie.


- Louis, myślę, że powinieneś po prostu usiąść i…

Nie przerywając kontaktu wzrokowego z Harry’m, Louis machnięciem dłoni uciszył Zayna, który próbował zainterweniować. Harry wciąż spoglądał na księcia z rozbawieniem w oczach.

- TY wyzywasz MNIE? - słowa te opuściły miękko wargi kapitana piratów, co zabrzmiało wręcz jak śpiew. Powiedział to zbyt łatwo, zbyt lekko, przez co Louis irytował się bardziej z minuty na minutę.

- Dobrze wiedzieć, że nie jesteś całkiem głuchy – Louis skinął głową ze zdecydowaniem.

Harry w ogóle nie zareagował. Oparł głowę na rękach, wpatrując się w Louisa z szerokim, chytrym uśmieszkiem, przez co krew w żyłach księcia zaczęła się gotować. Ze swojego miejsca czuł nieznaczną wyższość nad mężczyzną, a płomienie za nim sprawiały, że jego ciało rzucało cień, w dużym stopniu zasłaniając kapitana.

- Czekaj, co? - Niall zapytał, przerywając napiętą atmosferę między Harry’m, a Louisem. Obaj spojrzeli na blondyna, który przyglądał im się ze zmarszczonymi brwiami. - Nie wiem, czy jestem jakiś inny, czy coś, ale czekaj, co? Dlaczego go wyzywasz, Louis?

Po zerknięciu na twarze pozostałych, wyraźnie było widać, iż Liam, Zayn i Danielle są równie zdziwieni, co Niall. Eleanor zaś wyglądała na zaciekawioną, z głową przechyloną na bok i wzrokiem pełnym niedowierzania.

- Chcę po prostu mu pokazać, że nie boję się podrapać moich “delikatnych rąk”, jak to ładnie ujął – Louis zaszydził. Harry uniósł brwi, a obłudny uśmiech nie zszedł z jego twarzy, gdy wpatrywał się w księcia.

- Och, więc mówisz poważnie?

- Oczywiście, że tak, do cholery – Louis wywrócił oczami, a jego twarz kipiała z irytacji, gdy jego dłoń pacnęła lekko wewnętrzną stronę płaszcza Harry’ego.

Ten zwyczajnie patrzył, jak Louis wyjmuje jego miecz z pochwy płynnym ruchem. Robiąc wydech pełen dumy, książę umieścił ostrze tuż przed nosem kapitana, uśmiechając się z wyższością.

- O ile się nie boisz – podkreślił z drwiną. Uśmieszek Harry’ego natychmiast zniknął, gdy tylko usłyszał te słowa. Louis cofnął się o krok, lecz nie opuścił miecza. - Wydaje mi się, że to będzie łatwe wyzwanie.

Działania Louisa wyraźnie zaskoczyły resztę załogi, która oglądała spektakl z boku. Po kilku sekundach Harry wreszcie się odezwał, mrużąc oczy.

- Jeśli naprawdę tego chcesz, Księżniczko. Krótki pojedynek nie zaszkodzi.

- O rany – Liam jęknął, kręcąc głową, gdy Harry poprosił Zayna o swój własny pałasz*. - Louis, czy ty masz pojęcie, co wyprawiasz?

- Będę walczył z Kapitanem Stylesem – Louis uśmiechnął się, gdy prowadził Harry’ego w głąb okrętu, z dala od ognia i innych piratów. - Gdzie byłeś w ciągu ostatnich dwóch minut?

- Czy to źle, że zaczynam się bać? - Niall zapytał, oglądając scenę z dezaprobatą.

- Nie, ja też jestem nieco zaniepokojona… - Danielle pokręciła głową. - Co księżniczka myśli, że robi? Kapitan go zamorduje – jej dłoń zsunęła się do Eleanor, by uspokoić brunetkę, lecz ku zdumieniu Dan, dziewczyna była spokojniejsza niż ona sama. Danielle zmarszczyła brwi. - Nie jesteś zdenerwowana?

- Dlaczego miałabym być? - Eleanor spojrzała na nią, mrugając kilkakrotnie, po czym przechyliła głowę z uśmiechem. Pozostali trzej mężczyźni przysłuchiwali się rozmowie, aż Zayn pochylił się, by spojrzeć Eleanor w oczy.

- Spałaś cały czas, gdy Louis wyzwał Harry’ego…

- Czekaj. Dlatego, że Lou wyzwał na pojedynek Kapitana Stylesa, mam się denerwować?

- A dlaczego nie powinnaś? Jest twoim przyjacielem! - Niall przesadnie gestykulował, niechcący uderzając Liama w tył głowy. Ten starał się to zignorować, choć w jego oczach malowało się przerażenie, gdy odwrócił się do Eleanor.

- Przyjęłaś to całkiem dobrze. Czy bezpieczne jest dla mnie myślenie, że Louis prawdopodobnie zdejmie wszystkie ubrania, aby powstrzymać Harry’ego przed zaatakowaniem go?

- Louis nie jest pewny siebie bez powodu – Eleanor zachichotała. - Dlaczego miałby wyzywać Kapitana Stylesa, gdyby nie miał w tym jakiegoś celu?

- Wydaje mi się, że ma parę powodów – Danielle skrzyżowała ramiona, spoglądając w ogień.

- Ponieważ jest trochę szalony – Niall wymienił, lekko unosząc rękę.

- Ponieważ wie, że Harry nie jest w stanie zranić go tak, by nie mógł z tego wyjść – spróbował Liam.

- Ponieważ jest szalony, wie, że Harry tak naprawdę go nie skrzywdzi i w sekrecie jest masochistą – Zayn rzekł, skinąwszy głową. - Znaczy się, robi względem Harry’ego rzeczy, które tylko zadają ból i uwłaczają jego królewskiej osobie… Myślicie, że to lubi? - zapytał z zaciekawieniem swych towarzyszy, którzy wpatrywali się w niego.

- Cóż, wolę nie myśleć o ludziach z tego punktu widzenia – biorąc głęboki oddech, Liam wyprostował się.

- Za wyjątkiem twojej sypialni – Danielle dokuczyła mu, a jej oczy zabłysły figlarnie. Twarz Liama natychmiast poczerwieniała, gdy spojrzał na nią, a ta tylko machnęła ręką. - Ściany wydają się być o wiele cieńsze, gdy jesteś z Niallem i Zaynem w nocy… Mhm – chytra maska na jej twarzy sprawiła, że Liam speszył się nieco, a Zayn i Niall spuścili niezręcznie wzrok.

Louis spojrzał na grono rozmówców. Miał zamiar krzyknąć, by zwrócić na siebie uwagę, ale ubiegł go Harry, który odchrząknął nieznacznie. Książę spojrzał na swojego przeciwnika, który stał zaledwie kilka metrów dalej, a język jego ciała i postawa wskazywały, iż był nad wyraz spokojny i przygotowany do pojedynku.

- To nie jest właściwy sposób trzymania miecza, Księżniczko – Harry odezwał się, a kąciki jego ust drgnęły w aroganckim uśmiechu. Louis zmrużył oczami, nim zadrwił:

- To nie jest właściwy sposób stawania do pojedynku, Księżniczko.

- W takim razie, jak chcesz to zrobić? - Harry zapytał, ignorując fakt, iż Louis nazwał go księżniczką.

Książę zatrzymał się na chwilę, myśląc nad różnymi scenariuszami. Harry nie brał go na poważnie w najmniejszym stopniu, a co za tym idzie, gdy faktycznie dojdzie do pojedynku, Harry nie da z siebie wszystkiego i zwycięstwo będzie zbyt łatwe. A tego Louis nie chciał. Pragnął się wykazać, pokazać Harry’emu, że jest w stanie zrobić więcej, niż ten w ogóle sobie wyobraża. Szkolił się w sztuce miecza, ponieważ na te zajęcia udało mu się chodzi. Harry był piratem tylko kilka lat, więc poziomy ich umiejętności powinny być w miarę równe.

- Możemy zrobić trzy rundy – Louis skrzyżował dłonie na klatce piersiowej.

Co może być lepsze od zobaczenia Harry’ego, leżącego na tyłku, bezbronnego i tylko dlatego, że Louis był lepszy od niego trzykrotnie?

- Każda runda kończy się, gdy nie jesteś już w stanie się obronić, czyli gdy mój miecz dotknie twojej szyi, lub twój miecz leży w połowie pokładu – Louis zapowiedział, skinąwszy głową w stronę kapitana, który zachichotał.

- Wydajesz się być bardzo pewny siebie, księżniczko.

- Och, właśnie taki jestem – Louis zaszydził, nim podniósł swą broń w górę. - A teraz zachowuj się poważnie, albo pożałujesz.

- Jestem poważny – Harry parsknął wyciągając dłoń, łapiąc swój sprzęt. - Nie wiesz, że to moja poważna twarz? - uśmiechnął się szeroko.

- Niech ci będzie – Louis wywrócił niebieski oczami, mrucząc nisko, po czym ruszyli do przodu.

Z każdym krokiem, który wziął, Harry nie zdawał się bronić w najmniejszym stopniu, więc gdy Louis machnął mieczem, wcale nie był zaskoczony, że tak szybko zablokował kapitana. Nie był tak silny, jak Harry mógłby się spodziewać, ale książę był w stanie wyczuć jakąś zmianę w mężczyźnie.

Nie czekając na odpowiedź Harry’ego, Louis cofnął rękę i podążył do boku kapitana. Brunet spróbował jeszcze raz zablokować szatyna i tym razem uścisk na jego mieczu był silniejszy. Harry pchnął go i Louis wziął głęboki wdech, naciskając rękami w dół mocniej. Pchnięcie kędzierzawego kapitana słabło, aż jego ręka powoli opadała. Louis obrócił rękojeść, ciągnąc Harry’ego, który złapał swoją broń.

Nieprzygotowany na to, Harry jęknął, a jego zgięta ręka odmówiła posłuszeństwa, w wyniku czego miecz Zayna wysunął się z jego uścisku i upadł na ziemię. Stopa Louis natychmiast kopnęła broń, odpychając go na bok. Wiedząc, że musi zostać trwały ślad, a nie tylko rozbrojenie Harry’ego, książę wsunął lewą nogę między nogi kapitana i przysunął się bliżej, jednocześnie ostrzem miecza dotykając jego gardła. Wolna ręka szatyna uchwyciła tył szyi mężczyzny, by zapobiec jakiemukolwiek ruchowi z jego strony.

Ostrze musnęło skórę bruneta, a ten sapnął. Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu zadowolenia, gdy spojrzał Harry’emu w oczy.

- Masz uroczą, poważną twarz, księżniczko – Louis zaszydził odrzucając włosy w tył i szczerząc się szeroko, kiedy Harry powoli przeniósł wzrok z ostrza na swej szyi, na twarz księcia.

Jego mina była naprawdę zabawna. Zielone oczy wypełnione zaskoczeniem, brwi drgnęły w górę, a zarozumiały uśmieszek wyparował. Louis był lepszy od niego. To było zbyt dobre.

- Hej! - krzyknął, nie ruszając swojego pałaszu. Jeśli był lepszy od Harry’ego Stylesa, nie mógł pozwolić, by to zostało tylko w pamięci ich dwójki. Chciał, by cała załoga to widziała. - Liczycie punkty, chłopaki? Runda pierwsza z trzech jest skończona, jak wiecie. A co za tym idzie, jeśli nie możecie tego powiedzieć, wygrałem – wyrecytował z rosnącym uśmieszkiem.

Dopiero teraz Harry zdołał się ruszyć. Warknął nisko, nim odsunął od siebie rękę Louisa. Ten zaś nie podjął walki, kiedy spojrzał na kędzierzawego mężczyznę, tym samym puszczając go.

Styles zignorował wzrok swojej zarogi, gdy szedł w stronę potężnej klatki, gdzie leżał miecz Zayna, którym walczył. Pirat patrzył z szeroko otwartymi, brązowymi oczami na swojego kapitana, nie mogąc wyjść z szoku.

- Uch… - Liam niepewnie stęknął, gdy jego chłopak napiął się.

- Wow – Niall zagwizdał, mrugając kilkakrotnie.

- Co się, do cholery, stało? - Danielle wykrztusiła, patrząc z niedowierzaniem. Eleanor uśmiechnęła się nerwowo, umieszczając ręce na kolanach.

- Dalej, Lou, dalej, Lou – cicho wiwatowała, kiwając się na prawo i lewo.

Zadowolony z siebie Louis odwrócił się, patrząc na obserwującą go załogę i było to oczywiste, że nie patrzył na nich tylko ten mały krąg przyjaciół, ale cała załoga zeszła się, by obejrzeć pojedynek. Szczerze mówiąc, to było coś i Louis musiał oprzeć się pokusie roześmiania się, bo to było cholernie zabawne, bo wątpi, by ktoś kiedykolwiek mierzył do kapitana mieczem w ten sposób.

Uśmiech zszedł z jego twarzy, po czym uspokoił się nieco. Odwrócił się do Harry’ego, a kapitan piratów akurat podniósł z podłogi miecz. Jego wcześniej zaskoczona twarz, teraz była wypełniona irytacją. Przez chwilę oczyszczał swój płaszcz z kurzu, gdy Louis poklepał swą nogę.

- Gotowy na drugą rundę? Tym razem mamy publiczność – oświadczył wskazując w stronę ogniska, gdzie załoga One Direction zebrała się. - Głowa do góry, jeszcze nie skończyliśmy – dokuczał, po czym zakaszlał mocno. Przeklął to, co przerwał mu moment chwały. Harry podniósł głowę i spojrzał na Louisa w milczeniu. Sposób, w jaki na niego patrzył z tą powagą dał mu do zrozumienia, że Styles był na szczycie swojej durnej gry.

To miało sens. Harry nie spodziewał się, że książę posiada jakiekolwiek umiejętności we władaniu mieczem i tak, jak Louis przewidział, nie nadążał się bronić. Teraz, gdy wiedział, że monarcha nie jest niedoświadczonym wojownikiem… Musiał dołożyć nieco więcej wysiłku, jeśli chce wygrać pozostałe rundy.

Louis próbował złapać oddech, by uspokoić szybko bijące serce, nim spojrzał jeszcze raz na pozostałych. Z punktu widzenia Liama, wszystko co się stało, było trudne do zrozumienia. Jakim cudem Louis przyłożył ostrze do szyi Harry’ego? Od kiedy on potrafi trzymać miecz? Co się stało?!

Obserwował zajście, nie mogąc odwrócić wzroku. Louis wiedział, jak używać miecza i potrafił walczyć. Co prawda, kapitan nie dał z siebie wszystkiego, ale i tak załoga była oszołomiona.

- Eleanor! Wiedziałaś, że to się stanie!

Liam obrócił się w prawo, by zobaczyć Danielle, która chwyciła brunetkę za ramiona i potrząsnęła nią lekko. Ta zaśmiała się.

- Nie byłam zbyt pewna! Hahahah! Przepraszam? - odezwała się, gdy kobieta-pirat przestała nią potrząsać. - Ale mówiłam wam, że Louis nie jest zbyt pewny siebie bez powodu. W rzeczywistości jest bardzo dobry w walce.

- Okej, bycie dobrym w walce to jedno! Ale bycie w stanie przyłożyć ten miecz do gardła Kapitana Stylesa, to już drugie! Nie mogę w to uwierzyć! Nie mogę, po prostu… Uch… - Danielle mruknęła, po czym odwróciła się, by spojrzeć na Louisa i Harry’ego, który zacisnął usta, po czym ona sama wzruszyła ramionami.

- Nie spodziewałem się tego. – Niall przyznał szczerze, pochylając się, by spojrzeć na lekarkę, która nieśmiało wytknęła język i widać było, że podejrzewała, iż niekoniecznie Louis wygra, ale to co powiedział Liam – że Louis był zdolny.

- Ja również, Nialler. On rzeczywiście odparł atak Harry’ego. To niesamowite – Liam rzekł, po czym spojrzał na miejsce, gdzie walka miała trwać dalej.

Obserwował Louisa i Harry’ego, którzy pożerali się nawzajem wzrokiem. Tym razem jednak, trwało to nieco dłużej. Louis uderzył Harry’ego, a ich miecze zderzyły się ze sobą tak mocno, ale nim doszło do sytuacji bez wyjścia, Harry mógł go odepchnąć i ruszyć w ofensywie. Zaraz po ataku Harry’ego, Louis pozornie pokonywał go, kiedy dwójka poruszała się po statku, a ich ręce huśtały szablami.

Sam fakt, że Louis trzymał swoją przed oczyma Harry’ego, było imponujące. Ale… Gdy Liam obserwował ruchy kapitana… Wiedział, że Harry nie dał z siebie wszystkiego na polu walki. Sposób, w jaki jego kroki było formowane w obronie, oraz fakt, że Louis ledwie został zaatakowany sprawiło, że pierwszy ofcer był więcej, niż pewny, że Harry widział to, jednak nie zrobił nic, by to powstrzymać… Jego duma prawdopodobnie sprawiłaby, iż zdjąłby płaszcz i rzucił się na Louisa, jak na nikogo innego. Może właśnie to planuje?

Liam zastanawiał się nad tym, nim zaczął oceniać Louisa, kiedy walczył z jego kapitanem. Ostrza uderzały o siebie raz po raz, wraz z ich pomrukami i jękami koncentracji. Styl walki Louisa był podobny do Nialla, kiedy był jeszcze szlachcicem i walczył z Zaynem. Jego ruchy były jednak bardziej wydajne i dosadne. Sposób, w jaki ruszał mieczem w przód, był całkiem odwrotny do tego Zayna czy Liama, gdy oni robili to płynniej i elastyczniej, atakując przeciwnika w najmniej spodziewanym momencie.

Ręka Louisa wykonała ruch ponad głową Harry’ego, lecz kapitan w porę uchronił się, na co książę prychnął. Liam patrzył, jak dłoń monarchy ruszyła do ust, kiedy zakaszlał. Tak jak myślał, Harry cierliwie czekał, stojąc na baczność i nie opuszczając miecza, aż szatyn przestanie kaszleć i będzie mógł wrócić do walki.

- O mój Boże, nasz kapitan jest bity – Niall zaśmiał się w rękę. Liam dał mu kuksańca w bok.

- Zayn robi to samo względem ciebie, gdy ćwiczycie, więc nie zaczynaj.

Irlandczyk wytknął w jego stronę język, nim przyłożył palec do warg.

- Shhh. On śpi. Nie chciałbym, by miał koszmary o biciu mnie podczas ćwiczeń.

Brwi Liama drgnęły w górę, po czym spojrzał na Zayna, który mimo wyprostowanej postawy, siedział z rękami założonymi na piersi, a jego ciało bezwładnie przyległo do boku Nialla, głowę układając na ramieniu blondyna. On potrafi spać dosłownie w dowolnym miejscu i czasie. Liam przewrócił oczami.

- Musi być późno, skoro odpadł w tym momencie.

- Prawdopodobnie jest. Też jestem śpiąca, ale odmawiam spania. Muszę zobaczyć koniec tej walki – Danielle zaświergotała obok niego. Niall zaśmiał się.

- Ja tak samo! Nie idę spać!

- Kiedy uśniesz, nie narzekaj, że wpycham się między ciebie, a Zayna, bo wtedy oboje będziecie mogli spać na mnie, dobrze? - Liam zapytał, co wywołało u blondyna grymas, lecz gdy nie protestował, Liam z powrotem spojrzał na walkę.

Spodziewał się, że koniec nastąpi szybko. Harry nie lubi traci czasu, mimo wszystko. Miecze nadal były w górze i Liam dosłownie zaczął się gubić. Żaden z dwójki nie zdołał uzyskać przewagi. Harry kilka razy dominował, ale odpadł. Ognisko powoli wygasało, a ludzie odchodzili sennym krokiem. Tak, jak Liam podejrzewał, Niall w końcu usnął. Pierwszy oficer był całkowicie zdezorientowany, że tamta dwójka jeszcze walczy, gdy on sam wcisnął się między Nialla i Zayna, by mogli spać na jego ramionach. Sama Danielle usnęła na ramieniu Eleanor, lecz brunetka czuwała razem z Liamem.

Wiele razy Louis musiał się zatrzymać, by złapać oddech, a jego kaszel wydawał się być jeszcze gorszy, niż poprzednim razem. Harry zatrzymał się i czekał, aż książę wróci do pojedynku.

- Nie chcę wam przeszkadzać, ale możemy po prostu zakończyć tę rundę remisem? - Liam zawołał, gdy Louis przestał kaszleć. Harry nie odrywając wzroku od księcia, gdy ten spojrzał na Liama wzrokiem, jakby zapomniał, iż ktoś ich obserwuje.

- Uch… Ile czasu minęło? - zapytał, podciągając spodnie. Dłonią otarł warstwę potu z czoła. Liam skrzywił się, jakby chcąc wzruszyć ramionami, jednak nie mógł tego zrobić przez przezkodzenia Zaynowi.

- Zakładam, że dużo, skoro wszyscy poszli. Mówiłeś o trzech rundach, prawda? Więc tę jedną zakończcie remisem, a zacznijcie następną. Niedługo zemdlejecie z wyczerpania.

- Mam lekarstwo na twój kaszel, Louis – Eleanor obok ziewnęła. Książę skrzywił się na wzmiankę o leku, po czym spojrzał na Harry’ego.

- Dobrze. Ale jest tak cholernie gorąco…

Harry nie odzywając się ani słowem, wyciągnął szyję, odpinając zatrzask. Zrzucił swój płaszcz, po czym materiał uderzył o deski z cichym trzaskiem. Kapitan westchnął nisko, ściągając koszulę przez głowę, po czym otarł z twarzy pot i spojrzał na Louisa, machając mieczem.

Kilka sekund zajęło Louisowi, nim zorientował się, że wpatruje się w nagą pierś Harry’ego, po czym potrząsnął głową, wyrzucając z niej wszelkie pożądliwe myśli.

- Ja nie zdejmuję koszuli – ogłosił natychmiast, uparcie klepiąc dłonią po swoim okryciu. Kapitan piratów jednak nie zareagował, gdy stał wyprostowany, a jego postawa nie zmieniła się od początku pierwszej rundy.

- Och! - Liam sapnął z podekscytowaniem. - Chłopaki, odliczam!

Harry przewrócił oczami i Louis wyciągnął miecz, przygotowując się.

- W porządku! Raz… Dwa… Trzy… Dalej!

Na sygnał rozpoczęcia, Louis był gotów pędzić przed siebie, jak w poprzednich dwóch rundach, lecz nim to zrobił, chrząknął zdziwiony, kiedy miecz Harry’ego zabłysnął bez ostrzeżenia przez jego twarzą. Czuł się zmęczony i nieco oszołomiony w połączeniu z faktem, że nie miał realnej możliwości ataku. Uścisk na mieczu Louis stał się silniejszy, gdy poczuł, że szabla Harry’ego naciska w dół.

Chciał pozostać silny, gdy odwrócił się na pięcie i uniósł miecz w górę, tym samym blokując kolejny, agresywny atak ze strony kapitana. Szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, miecz Harry’ego musnął powietrze, by uderzyć Louisa. Ten cofnął się o krok, by uchronić się od bólu, lecz zamiast tego, ręka Harry’ego wykonała szybko ruch, powodując delikatne cięcie na jego dłoniach. Serce księcia zabiło mocniej, gdy uświadomił sobie, że Harry teraz naprawdę zamierza go skrzywdzić.

Zmrużył oczy, po czym wykonał kilka kroków w tył, na co Harry przyspieszył w swych ruchach, jednak Louis starał się odpierać każdy atak. Twarz kapitana wyrażała stoicki spokój, gdy atakował Louisa wciąż w tym samym tempie.

W momencie, gdy plecy księcia natknęły się na ścianę, jego oczy otworzyły się szeroko. Był na krawędzi statku i drewniane ściany uniemożliwiały mu ucieczkę.

Louis próbował się bronić, znów patrząc na Harry’ego, lecz nim zdążył coś zrobił, zasyczał z bólu po tym, jak miecz Harry’ego brutalnie uderzył go w rękę, wytrącając z dłoni szablę, która upadła z kolei na podłogę. Chciał ją podnieść, lecz stopa pirata szybko odepchnęła ją na bok.

Louis zamarł, gdy patrzył w zielone oczy Harry’ego.

- Ja…

Poczuł lekkie ukłucie w brodzie i wtedy zorientował się, że kapitan trzyma ostrze swego miecza tuż przy jego skórze.

- Twoja poważna twarz jest ładniejsza, księżniczko – Harry zauważył, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu, gdy Louis wpatrywał się w niego bez słowa.

Przegrał. Louis skrzywił się, odwracając wzrok, by spojrzeć na ostrze, które wciąż go dotykało.

- Tak bardzo jak jestem pod wrażeniem, bardzo mi przykro, ale wciąż jestem zwycięzcą.

Miecz został upuszczony na podłogę i zamiast niego, Harry używał rąk, by zablokować drogę ucieczki Louisowi. Książę spojrzał zmrużonymi oczami na ciemną wodę, po której dryfował statek, nim znów zerknął na kapitana piratów.

- Och? Nie przypominam sobie, byż wygrał pierwszy mecz. Ale nie, przepraszam, twoja poważna twarz była słodsza. Szczerze, nie spodziewałeś się, że potrafię trzymać miecz. Powinieneś wiedzieć, że nie należy lekceważyć żadnego przeciwnika – Louis powiedział, zakładając ramiona na piersi i wpatrując się z rozbawieniem w Harry’ego.

- Gdybym nie przegrał pierwszej rundy, nie byłbym w stanie odczytać twojego stylu walki. Twoja szermierka jest imponująca, przyznaję, ale musisz nad nią popracować. Jesteś zbyt chaotyczny w swoich ruchach. Musisz grać bardziej wymijająco – Harry odpowiedział, przysuwając się bliżej.

Więc to było to, co Harry robił podczas drugiej rundy. Kiedy jego oczy obserwowały każdy ruch Louisa, on po prostu badał jego możliwości waleczne.

- Ja tylko daję radę, księżniczko.

W tej chwili Louis przypomniał sobie blaknące blizny Harry’ego. Ostatni raz, gdy ktoś mieczem dotknął jego twarzy, musiał być naprawdę dawno temu. Był jednym z najlepszych w świecie piratów, co wynika z faktu, jak był chwalony, a oferowane przez niego rady były rzeczywiście pomocne. I nagle Louisa zaskoczyła pewna myśl.

Zaczął przyzwyczajać się do świadomości, że to jego nowe życie. Myślał o przyszłych spotkaniach z innymi piratami, ponieważ wiedział, że nie opuści statku w najbliższym czasie. I gdy spojrzał na twarz Harry’ego, kędzierzawy kapitan wydawał się być jeszcze bardziej dobroduszny. Jego uśmiech nie ukazywał wyższości, a jedynie dokuczanie.

- Tak więc, ile razy Książę Siedmiu Mórz został pokonany w walce z wątłym i delikatnym monarchą? - Louis próbował zmienić temat, odsuwając się od pochmurnych myśli. Harry odwrzucił włosy, a uśmiech poszerzył się, gdy przysunął swą twarz bliżej Louisa.

- Tylko raz – wyszeptał, nim pocałował księcia stanowczo.

Louis zamarł nie spodziewając się tego, gdy Harry przechylił głowę, aby pogłębić pocałunek, lecz zatrzymał się, kiedy usłyszał z tyłu Liama.

- Nie przeszkadzajcie sobie, chłopaki, ja tylko staram się przenieść czwórkę tych piratów do łóżka! Zachowujcie się, jakby mnie tu nie było. Nawet nie patrzę!

Harry wywrócił teatralnie oczami, nim wrócił do całowania Louisa.

*- pałasz - chodzi o całe uzbrojenie. Miecz, pochwa, skórzana rękojeść i takie tam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz