* Louis mógł całkowicie szczerze powiedzieć, że w ciągu swoich 20 lat życia na Ziemi, nigdy wcześniej nie dzielił łóżka z nikim. Ani z matką, ani z ojcem, ani z żadną z sióstr. Teraz wiedział, dlaczego.
Leżał na boku, oddychając ciężko, kiedy zorientował się, że twarz Harry’ego była w odległości mniej niż dwa cale od jego własnej, a ramiona kapitana były ściśle owinięte wokół ciała księcia. Louis nie miał pojęcia, kiedy i jak skończył z Harry’m w łóżku, śpiąc obok niego. Wszystko, co pamiętał z ostatniej nocy był Harry, mówiący mu, że nie ma innego wyjścia, bo musi być pewny, że nikt nie zechce go znów ukryć. Jednak Louis spodziewał się tego, co zwykle; pójścia spać samemu i obudzenia się samemu.
Najwyraźniej nie tym razem. I nie miał pojęcia, kiedy Harry się tu wkradł. Louis patrzył na śpiącego kapitana. Jak mógł się odsunąć bez obudzenia go?
Nie to, że pierwszą myślą Louisa było podarowanie Harry’emu dobrego odpoczynku; po prostu nie chciał, by Harry go nękał, gdy już się zbudzi.
Obiecali zachowywać się grzecznie, ale Louis nie czuł się komfortowo, gdy pirat go dotykał i trzymał tak blisko siebie. Nadal był księciem, mimo wszystko. Nie wszyscy mogli go dotykać.
Powieki Harry’ego były zamknięte, a usta lekko uchylone i Louis zorientował się, że to najbardziej pogodna wersja Harry’ego, jaką kiedykolwiek widział. I gdy książę przyglądał się śpiącemu nastolatkowi, doszedł do wniosku, iż Harry wyglądał w pewnym stopniu słodki, kiedy spał. Nie tajemniczo-atrakcyjny, gdy Louis widział go na The Rose, ale bardziej subtelny i uroczy rodzaj atrakcyjności.
Teraz, gdy byli blisko, Louis mógł zobaczyć wszelkie niedoskonałości na twarzy Harry’ego. Z daleka wydawało mu się, że pirat jest pozbawiony wszelkich zadrapań lub deformacji. Ale Louis był w stanie zobaczyć te blaknące blizny.
Jedna na nosie, jakby od miecza. Na brodzie, ciągnąca się ku szyi i Louis był całkiem pewien, że ogromnie się poparzył. Ta na policzku również powstała od cięcie mieczem i była nieco ciemniejsza niż inne, które już lekko wtopiły się w skórę Harry’ego, a co za tym idzie, musiała być świeża.
Nie mógł nic na to poradzić, lecz zastanawiał się, jak Harry je otrzymał. Za co walczył? Kto był w ogóle w stanie naznaczyć jego twarz? Nie było wątpliwości, że ktokolwiek to zrobił, teraz był już martwy, ale było to fascynujące.
Harry zawsze uważany był za niezwyciężonego. Te blizny, nawet jeśli trudne do zauważenia, wciąż istniały i przypominały o człowieczeństwie Harry’ego.
Nad czołem Louis mógł dostrzec coś, co najwyraźniej było kolejną, długą blizną. Wbrew swojej bardziej racjonalnej stronie, przysunął się bliżej, by upewnić się w tym, co widzi.
- Masz zamiar się cofnąć, czy mam już krzyczeć po pomoc?
Louis natychmiast próbował odsunąć się w zaskoczeniu, ale tak naprawdę nie był w stanie. Jego usta utworzyły literkę “o”, gdy spojrzał na Harry’ego, którego oczy wciąż były zamknięte, ale usta rozciągnęły się w lekkim uśmieszku.
- C..Co? - zakłopotany, że został przyłapany, Louis wybełkotał. - Nie, ja nie…
Harry otworzył powoli oczy i Louis zauważył, że nie nie było ani śladu zmęczenia w jego ruchach, co oznaczało, iż nie spał dłużej, niż Louis myślał.
- Nie chciałeś mnie wykorzystać, gdy spałem, prawda? - brwi Harry’ego uniosły się, gdy ujrzał swój uścisk na Louisie. - Księżniczko, gdybym wiedział, że jesteś taki niegrzeczny, nie dzieliłbym z tobą łóżka.
Louis patrzył tępo na pirata, gdy ten odsunął kołdrę z górnej części ciała, odsłaniając swoją nagą pierś. Harry potarł kark.
- Kto wie, co mógłbyś zrobić, gdybym rzeczywiście spał.
Czerwieniąc się, Louis spojrzał chytrze na Harry’ego, nim odrzucił obejmującą go jego rękę i wyskoczył z łóżka.
- Ty głąbie! Tak jakbym kiedykolwiek chciał coś z tobą robić!
Harry wyciągnął szyję, by spojrzeć na księcia, który wściekle zaczął szukać swoich butów pod łóżkiem.
- Nie mówiłeś tego ostatniej nocy – Harry mrugnął. Louis jęknął, wywracając teatralnie oczami.
- Nie, nie, nie, tysiąc razy nie – podniósł rękę w uciszającym geście, na co kędzierzawy mężczyzna parsknął śmiechem.
- Dlaczego jesteś taki wredny? - brunet na łóżku wyśmiewał się, a dłoń przeczesała jego włosy, gdy Louis usiadł na krawędzi łóżka, by założyć buty. Czuł, że Harry zmierza w jego kierunku, na co książę zwęził oczy.
- Jeśli myślisz, że teraz jestem wredny, lepiej się przygotuj na więcej, jeśli Twoje nadal będą tak niewyparzone.
- Mówienie nie jest jedyną rzeczą, którą potrafię robić ustami, jeśli to jego to, czego chcesz.
Złośliwy ton jego głosu sprawił, że Louis nie mógł się oprzeć pokusie jęknięcia i zmrużenia ponownie oczy, bo miał wrażenie, że gdy to zrobi, jego wzrok nie utknie w martwym punkcie. Gdy skończył wiązać buty, Louis miał zamiar wstać, jednak ramiona Harry’ego nagle owinęły się wokół jego.
Louis spojrzał sztywno na młodego mężczyznę, którego głowa spoczywała na szczycie jego ramienia, gdy patrzył na Louisa.
- Co ty na to?
Reagując natychmiast, Louis pokręcił głową.
- Podaj mi odpowiedź, której oczekujesz – nie mógł nic na to poradzić, ale spojrzał w rozbawieniu na Harry’ego, który wyglądał na wyraźnie zaskoczonego.
- Cóż - Harry zaśmiał się. - Biorąc pod uwagę fakt, że nikt nie mówi mi “nie”, nie sądzę, byś i ty chciał to zrobić.
Brunet westchnął, chcąc zrzucić ramiona Harry’ego ze swoich, lecz nim zdążył to zrobić, Harry wypuścił tęskny oddech i przyciągnął Louisa bliżej. Nieco zaskoczony jego ruchem, Louis otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz Harry go uprzedził.
- Księżniczko, jestem w nastroju przejść przez wszystko – jego dłoń przesunęła się, by złapać za podbródek Louisa, gdy uniósł wargi do jego ucha, szepcząc: - Obiecuję, że nie będę ci dokuczać tak, jak ostatnio – zanucił lekko.
Louis bez wahania podniósł się, wyrywając się z uścisku Harry’ego, powodując, że kapitan prawie spadł z łóżka. Z irytacją w głosie, książę spojrzał na pirata.
- Dziękuję za propozycję, ale myślę, że udam się na śniadanie – nie mówiąc słowa więcej, obrócił się na pięcie, by dotrzeć do drzwi. Kiedy już miał wyjść, spojrzał przez ramię i zobaczył Harry’ego, stojącego całkowicie nago.
Nieświadomie, Louis zmierzył mężczyznę wzrokiem. Harry odrzucił włosy w tył, oceniając wyraz twarzy Louisa, kiedy zamierzał wychodzić.
- Podoba ci się to, co widzisz?
Krzywiąc się, Louis splótł ręce na piersi, rzucając to swoje charakterystyczne spojrzenie.
- Biorąc pod uwagę fakt, iż nie tu zbyt dużo do podziwiania, naprawdę powinieneś założyć na siebie cokolwiek – uśmiechnął się chytrze, po czym wymknął się przez drzwi.
Starał się ignorować dobry humor, który wypełniał go, kiedy zorientował się, że Harry bawi się równie dobrze, co widać było po uśmiechu kapitana, gdy Louis zamykał za sobą drzwi.
Kiedy książę wyszedł na pokład, westchnął w szoku, obserwując zamglone otoczenie, lecz za mgłą, w przeciwieństwie do kilku poprzednich dni, było coś jeszcze, prócz samej wody.
Słońce schowało się za ciemnymi chmurami, jednakże w regionach górskich był jasno, a inne statki dryfujące po ciemnej wodzie, były blisko lądu – lub portu, jeśli trzeba sprecyzować.
Louis przyłożył do ust dłoń ze zdziwienia, kiedy podbiegł do boku statku. Nawet nie zauważył, kiedy okręt się zatrzymał, ponieważ został już zakotwiczony w porcie, jednak okazało się, że most jeszcze nie został obniżony. Na moście portowym zobaczył żeglarzy i rybaków, robiących to co zwykle każdego dnia, zupełnie nieświadomi, że Książę Zjednoczonego Królestwa był właściwie na wyciągnięcie ręki.
Nie mógł w to uwierzyć. Wreszcie był na suchym lądzie. Tak blisko, że słyszał rozmowy mężczyzn poniżej i natychmiast zorientował się, że ich akcent brzmi jak u Irlandczyków. Byli w porcie w Irlandii. To było fantastyczne!
Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który zaczął się szerzyć, gdy patrzył w dół. To było więcej, niż fantastyczne. Gdyby mógł po prostu zejść ze statku i pokazać się władzom, mógłby wrócić do domu i pogodzić się ze swoją rodziną. Wszystko, czego pragnął powoli do niego docierało. Jego koszmar na morzu dobiegał końca. Nie mógł w to uwierzyć.
Wciąż w wirze emocji, Louis wspiął się na górę, by siedzieć na krawędzi, spoglądając na przystań poniżej. Było to około sześciu lub siedmiu metrów w dół, ale jeśli udałoby mu się przeżyć, mógł po prostu skoczyć i uciec do miasta. To nie było możliwe, jednak Louis wciąż wychylał się za krawędź, a podniecenie wręcz wylewało się z niego.
- Wydajesz się być bardzo podekscytowany zatrzymaniem się w tych wszystkich miejscach.
Louis odwrócił się na dźwięk głosu Harry’ego; kapitan był już w pełni ubrany, krzyżując dłonie na piersi, gdy zbliżył się do księcia, siedzącego na krawędzi statku.
- Nie bardzo – próbował udawać spokojnego, odwracając wzrok z powrotem na zewnątrz. - Tylko podekscytowany, że widzę suchy ląd.
- Serio? - Harry zauważył beztrosko, opierając się na krawędzi.
Louis czuł przenikliwy wzrok mężczyzny, kiedy on wpatrywał się swoimi niebieskimi tęczówkami w tętniących życiem lydzi na ich statkach. Modlił się, by Harry nie domyślił się, że chce uciec, bo to zepsułoby wszystko.
- Tak – skinął z uśmiechem. - Minęło już trochę czasu, od kiedy rzeczywiście widziałem to wszystko, więc myślę, że straciłem trochę kontroli – wzruszył ramionami, nim zeskoczył z półki. Harry nadal na niego patrzył i Harry próbował się zaśmiać, by rozluźnić atmosferę. - Cóż, idę na śniadanie.
Harry obrócił się na pięcie, idąc zaraz za nim i jedyna rzecz, która utrzymywała Louisa w nerwach był fakt, że wciąż czuł palące spojrzenie Harry’ego na sobie. Kapitan był podejrzliwy. I to było coś, czego Louis nie potrzebował, skoro chciał być wolnym.
- Mówiłem ci, że nie ukrywa się ponownie przed Harry’m – Niall natychmiast powiedział, gdy Louis i Harry weszli do jadalni.
Po obu jego stronach, Liam i Zayn potrząsnęli głowami w rozdrażnieniu. Wesoły blondyn posłał im uśmiech zarówno księciu jak i kapitanowi, kiedy usiedli obok Liam. Ten także przywitał ich uśmiechem.
- Jak się macie tego ranka…
- Louis, jeśli boli cię tyłek, bo mogę osobiście wyjść i dostać dla ciebie jakieś środki przeciwbólowe, gdy już wyjdziemy na miasto dziś po południu – Zayn odezwał się.
Usta Liama utworzyły zgrabne “o”, gdy Harry natomiast starał się stłumić śmiech piciem piwa (piwo na śniadanie zawsze spoko! Jak się ma kaca, to trzeba klin klinem, nie? xD - przyp. tłum.). Niall parsknął śmiechem.
- Nie, ale jestem pewien, że ty będziesz ich potrzebował, gdy kopnę cię w dupę. Skończ ze swoimi popieprzonymi żartami – Louis warknął, rzucając brunetowi ostre spojrzenie. Pirat uniósł dłonie w obronnym geście.
- Nie możesz być na mnie zły, skoro to oczywiste, że jesteście tak blisko w nocy.
- Zayn… - pierwszy oficer statku mruknął z powagą, dając Zaynowi ostrzegawcze spojrzenie. Zayn nie zważał na t.
- Mam na myśli, sam to powiedziałeś wczoraj, że wy dwoje jesteście szaleni razem.
- Tak powiedziałeś? - Harry uniósł brew w zaciekawieniu, a jego oczy były zaskoczone wiadomością, nim Louis burknął.
- Nie powiedziałem tego!
- Zayn, nie… - Liam skarcił go, lecz ten po raz kolejny nie wziął tego do siebie.
- Och, tak, powiedziałeś. Powiedziałeś, że za każdym razem, gdy ty i Harry jesteście razem, lecą iskry, nie kłamiąc. Mam potwierdzenie od innego, zaufanego członka załogi – Zayn śmiało powiedział, a policzki Louisa oblały się purpurą.
- Nie w tym sensie, cioto! - zmarszczył brwi, spojrzał groźnie na Zayna. - Miałem na myśli to, że się nie dogadujemy! Byłbym wdzięczny, gdybyś nie wkładał mi takich słów w usta!
Ręka Liama ominęła Nialla, popychając lekko Zayna, a on spojrzał na niego uciszając się.
- Zaynie Maliku, jeśli odważysz się powiedzieć coś jeszcze…
- Ostatni raz, Li. Obiecuję – Zayn odchrząknął, wzruszając ramionami. Następnie spojrzał na Louisa z uśmieszkiem. - Założę się, że byłbyś wdzięczny, gdyby Harry wsadził swojego penisa w Twoje usta. LIAM, PRZYSIĘGAM, ŻE TAK BY BYŁO! - powiedział, unosząc ręce w geście kapitulacji.
Brunet skrzywił się i posłał Louisowi przepraszające spojrzenie, choć niewiele to dało, by go uspokoić, jednocześnie patrząc drwiąco na Zayna.
- Jesteś idiotą, skoro myślisz, że twoje żarty są zabawne – Louis uśmiechnął się do niego z drwiną.
- To nie są żarty, to prawda! - Zayn stwierdził luźno, opierając się w fotelu. Liam jeknął.
- Dobrze, Zayn. Nawet jeśli to zabawne dokuczać Louisowi, oboje wiemy, że związek Harry’ego i Louisa to tylko plotka i musimy uszanować fakt, że nie angażują się w jakichkolwiek czynnościach seksualnych, zwłaszcza, że nie mamy dowodów.
- Dzięki, stary – uśmiechając się, Louis poklepał Liama po plecach. - Miło wiedzieć, że są jeszcze rozsądni ludzie na tym statku.
- Czekaj, co? - Irlandczyk zerknął na niego, pochylając się nad stołem. Cała czwórka spojrzała na niego, gdy patrzył krzywo na Liama. - Ale Liam, mamy dowody… Słyszeliśmy seks ostatniej nocy, nie? Kiedy słuchaliśmy przez drzwI AŁA!
Liam i Zayn jednocześnie uderzyli lekko Nialla, co spowodowało, że blondyn podwójnie walnął w stół, gdy tamci dwaj z niepokojem na twarzach, zerkając to na przerażonego Louisa, to na zimno spoglądającego Harry’ego.
- Niallu Jamesie Horanie, wydaje mi się, że potrzebujesz jeszcze trochę snu. Mówisz bzdury – Liam uśmiechnął się uspokajająco do Harry’ego i Louisa. - On mówi bzdury – obserwował uśmiech na twarzy Harry’ego. - Nie podsłuchiwaliśmy was i wiesz, że gdybyśmy to zrobili, to byłoby nam bardzo, bardzo, bardzo przykro, stary. Bo podsłuchiwanie cię w twoich prywatnych chwilach jest złe i coś, czego nie chcesz, by robili twoi najbardziej zaufani ludzie na statku, no i…
- Niall Horan… Horan jak ci Horanowie w Leinster? - sceptyczny głos Louisa przerwał mu.
Liam zamilkł, patrząc na Louisa; oczy księcia wlepiały się w osobę obok Liama i Niall potulnie rozsiadł się w fotelu, a w jego tęczówkach można było dostrzec wyrzuty sumienia, kiedy z powrotem spojrzał na Louisa i lekko skinął głową.
Horanowie z Leinster w Irlandii. Najwyższa szlachta na wyspach irlandzkich. Teraz to wszystko miało sens. Dlatego Niall wydawał mu się znajomy. Był szlachtą Zjednoczonego Królestwa. To było szalone.
- Jesteś… Naprawdę jesteś Horanem? - Louis wykrztusił z niedowierzaniem.
- Tak – Niall uśmiechnął się nieśmiało.
- Kurwa – Zayn jęknął głośno, a Liam schował twarz w dłoniach.
- Co ty tu robisz?! Dlaczego mi nie powiedziałeś?! Niall, jesteś szlachcicem! - Louis wykrzyknął pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy.
Niall skurczył się w fotelu, gdy Liam i Zayn przeklinali siebie nawzajem za swój głupi błąd, ale Louis w ogóle nie zwrócił na nich uwagi. Niall był szlachcicem na statku pirackim. Dlaczego?
- To trochę długa historia – Niall zaśmiał się słabo.
- To szaleństwo! Niall, co się stało? Powiedz mi!
- Ja ci powiem – Harry zaproponował, gdy okazało się, że trzej piraci po prawej Louisa nie chcieli odpowiedzieć. Louis odwrócił się w lewo, a Harry wzruszył ramionami. - Skrócę to lub podam wszystkie szczegóły, jeśli tylko Niall pozwoli mi opowiedzieć jego historię.
Zielone oczy Harry’ego zerknęły za Louisa i Liama, by spojrzeć na blondyna, który skinął głową. Książę wyczekująco patrzył, gdy Harry pochylił się w fotelu.
- Tak, Niall jest z domu Horanów, domu szlachty znanej z kontrolowania znacznej części Dublina. Spotkał Liama i Zayna po tym, jak wymknął się swoim rodzicom; cóż, robił to często – Harry wzruszył ramionami. - One Direction stacjonował w Dublinie, a Liam i Zayn poszli na miasto, gdy spotkali Nialla. Miłość od pierwszego spojrzenia? Zainteresowanie od pierwszego spojrzenia? Zaufanie od pierwszego spojrzenia? Cokolwiek to było, gdy Zayn i Liam zobaczyli Nialla, a on zobaczył ich, nagle ta trójka została połączona ze sobą biodrami. Po tej nocy, gdy Liam i Zayn wrócili na statek, błagali mnie, bym przyjął Nialla na statek, co wydawało mi się na początku dziwne. Porwanie Niall prawdopodobnie przyniosłoby mi zysk, skoro mowa o pieniądzach, ale biorąc pod uwagę, w o ile gorszej sytuacji będziemy, gdy Zayn i Liam spróbują go porwać, pewnie straciłbym moich dwóch najlepszych ludzi. Wbrew moim rozkazom, Zayn wciąż wymykał się do miasta i porywał Nialla, który z jakichś powodów wcale nie miał nic przeciwko.
Louis spojrzał na Nialla w szoku, a blondyn z zakłopotaniem podrapał się w policzek.
- Pomyślałem, że bycie piratem jest fajne – dodał cicho, na co Harry zachichotał.
- Niall miał osobowość. Myślał, że życie pirata byłoby dla niego lepsze, niż życie szlachcica. Czuł, iż nie należy do wyższej klasy społecznej. Na początku myślałem, że Zayn i Liam chcieli go jako jakieś domowe zwierzątko, czy coś, ale Niall zaczął opowiadać mi o swoich anty-królewskich poglądach, co poparłem w stu procentach – posłał Niallowi uśmiech, a ten go odwzajemnił. - Jedną z najlepszych decyzji, jakie podjąłem, było przyjęcie Nialla do załogi. Jest moim planem doskonałym. On wie, jak wyższa klasa myśli, bo był jednym z nich, a jednocześnie wie, jak to jest być uciskanym… Zwłaszcza jako katolik.
Irlandia składała się głównie z katolików, niż Anglikanów. Niall był irlandzkim szlachcicem. Teraz wszystko trzymało się kupy.
- Och – tylko tyle Louis był w stanie powiedzieć.
- Oczywiście, wraz ze zniknięciem syna Horanów, Irlandia przez jakiś czas była pełna zamieszania, ale wszystko ucichło. Ludzie uważają Nialla za martwego, choć wciąż krążą plotki, że jest na statku pirackim jako niewolnik – Harry parsknął. - Głupie plotki. Minęło pół roku, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że to jeszcze się utrzymuje.
Zayn westchnął głęboko, wbijając ze wstydem oczy w swój pusty talerz. Liam potarł skroń w zmęczeniu, na co Harry prychnął.
- Nie udawajcie takich zawstydzonych, wy dwaj! Jak jeszcze raz zobaczę wasze czupryny wieczorem, wina tak łatwo nie zostanie zignorowana.
- Jesteś bardzo pocieszający, Harry – Niall zarumienił się kręcąc głową.
- Tak czy siak, Dublin wzywa i jeśli mi wybaczycie, musimy podjąć pewien krok, by uzyskać naszą najważniejszą informację – spojrzał na Liama obiecująco. - Musimy się pospieszyć, panowie. Opuść most w dół i poinformuj ludzi, że spotykamy się tu przed zachodem słońca.
Jeszcze nieco speszony, Liam nie spojrzał na Louisa, gdy odpowiadał Harry’emu.
- Tak jest, Kapitanie – szybko wstał i wyszedł.
- Zayn, Niall, chodźcie. Potrzebuję pomocy w przygotowaniu tych wałów poniżej – Harry skinął na dwóch siedzących niezręcznie cicho, piratów.
Obaj stanęli na baczność i ruszyli za kędzierzawym mężczyzną, który wyszedł w ogóle nie zwracając uwagi na wciąż siedzącego na swym miejscu księcia. Niall zatrzymał się w pół kroku, gdy pozostali opuścili pokój. Odwrócił się do Louisa z uśmiechem.
- To nie było nic osobistego, Wasza Wysokość…
- To wszystko ma teraz sens. Ale czemu nie powiedziałeś mi wcześniej?
- Nie zrozumiałbyś. Pewnie nadal nie rozumiesz. Ale w porządku – posłał Louisowi uśmiech. - Jeszcze zrozumiesz… Po prostu daj temu czas, a zobaczysz, dlaczego.
Drzwi zamknęły się, a Louis wypuścił z siebie ciężkie, zmęczone westchnienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz