- Harry już poinformował załogę o wszystkim związanym z wami. Więc nie martw się, zobaczysz, że nie wszyscy jesteśmy szalonymi mordercami i przestępcami! Jesteśmy bardziej jak wielka, szczęśliwa ponad wszystko rodzina. - Louis odebrał jego słowa z przymrużeniem oka.
Minęło pięć dni, odkąd został porwany ze swojego okrętu w drodze na studia do Francji, aby osiąść na statku One Direction, pełnym najbardziej pokręconych piratów na świecie.
Wszystko, co stało się do tej pory na pokładzie sprawiło, że miał ochotę sturlać się prosto do szalejącej wody.
Mimo, że każdy, z kim miał przyjemność rozmawiać, okazał się stosunkowo nieszkodliwy, poza kpiną, Louis nadal chciał uderzyć go w twarz tak mocno, jak tylko mógł. Bezzębny, z bliznami, młody mężczyzna z załogi miał skłonność do gwizdania za każdym razem, gdy on i Eleanor szli razem, czy to przez pokład, czy na jadalnię, czy zwyczajnie korytarzem. To było irytujące i Louis zawsze był gotów rzucić coś, ale nie potrafił dobrze sformułować słów ani podjąć jakichkolwiek działań fizycznych, ponieważ Eleanor skutecznie go powstrzymywała.
Między innymi tak, Louis poznała Zayna. Mężczyzna o kruczoczarnych włosach pojawił się praktycznie znikąd, uderzając w twarz jednego z młodziaków, po czym kazał wszystkim zostawić “panienki” w spokoju.
Eleanor w pewnym sensie to rozbawiło, a także była wdzięczna za ratunek młodemu człowiekowi, który wstawił się za nimi w uroczy sposób. Tak, była wdzięczna. Ale Louis nie.
Jak każdy inny, Zayn nie wyglądał na kogoś, kto należy do załogi statku pirackiego. W rzeczywistości, był wystarczająco atrakcyjny, by uchodzić za szlachcica, nie żeby Louis kiedykolwiek mu o tym powiedział, ale Zayn miał też dziwną ideologię, odnośnie tego, iż Louis co noc uprawia seks z Harry’m.
Ta dziwna plotka, krążąca po statku, była już dla Louisa nieco uciążliwa. Na śniadaniu, Liam zapytał Louisa, czy chce usiąść na poduszce, zanim Harry się mu zaoferuje. Zayn pozwalał sobie na najbardziej niestosowne żarty i insynuacje seksualne, gdy Louis i Harry znajdowali się w jednym miejscu, że nawet Danielle powstrzymała się od pytania, czy Harry naprawdę był tak szorstki w łóżku, jak myślała.
Louis był zadowolony z faktu, że mógł powiedzieć, iż od czterech nocy, które spędził na statku, Harry ani razu nie pojawił się w jego łóżku. Kładł się spać sam, budził się w środku nocy sam, a rano wstawał także sam.
To, czy Harry nie spał, było tematem do dyskusji, ale Louis nigdy nie próbował o to spytać, bo szczerze mówiąc, nie obchodziło go to. Ale błogosławieństwem było, iż nie musiał dzielić z nim łóżka. Chociaż przekleństwem było to, że w ciągu dnia, Harry chciał robić z nim dosłownie wszystko.
Louis został wręcz zmuszony do łażenia za nim dookoła statku, praktycznie w każdy dzień na smyczy, gdy Harry wykonywał swoje codzienne obowiązki kapitana: sprawdzanie zapasów, oglądanie wody czy pisanie w swoim gabinecie.
Kazano mu się dostosować, ale chociaż pięć dni to nie było dużo w porównaniu do całego życia, to doskonale wiedział, że nigdy się nie dostosuje. Louis nie mógłby znieść tego przez resztę życia. A przynajmniej, nie planował tego.
Szczerze mówiąc, jego plany oswojenia Liama, prawdopodobnie szłyby o wiele płynnej i szybciej, gdyby Harry bezsensownie nie ciągał księcia wszędzie ze sobą. Louis miał czas na rozmowę z pierwszym oficerem tylko wcześnie rano, nim Harry schodził na śniadanie, albo godzinę lub dwie po kolacji, gdy wieczorem, kapitan zdecydował się wreszcie spuścić go ze smyczy.
Co za wspaniałe życie miał przed sobą!
- Wiesz, naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy “częściowo wolny” jest na tyle odpowiednie, by opisać siebie – mruknął do Harry’ego oschle Louis, gdy nieufnie patrzył, jak młodszy pisze coś przy biurku. Jego twarz była dokładnie tak samo skoncentrowana, jak zwykle, gdy Louis przebywał z nim w gabinecie.
To było trochę dziwne, że jak na pirata, Harry umiał w ogóle czytać i pisać. Większość z nich nie potrafiła przecież napisać własnego imienia.
- Ciekawe – rzucił Harry, nie odrywając wzroku od papieru i zdawało się, że wcale nie słuchał tego, co książę do niego mówi.
Jeśli Louis nie znałby go wystarczająco dobrze, pomyślałby, iż faktycznie nie słucha. Ale spędzając z nim tyle godzin w ciągu dnia, Louis nauczył się jednej, najważniejszej rzeczy o kapitanie.
Był tak cholernie czujny, jak nawet lew podczas grasowania, nie wydaje się być.
- Nie możesz się ze mną nie zgodzić – Louis skrzyżował ręce na piersi. - Odkąd jestem na tym cholernym statku, łazisz za mną wszędzie, pomijając pieprzoną toaletę. Nie wiem, jak dla ciebie, ale dla mnie to nie jest wolność w najmniejszym tego słowa znaczeniu.
Dłoń Harry’ego zatrzymała się, gdy Louis wpatrywał się w kapitana, gdy Harry podniósł wzrok i jego zielone oczy skupiły sie na Louisie.
- Myślę, że nasze definicje wolności nie są równoważne.
- Ty myślisz? - wymamrotał sarkastycznie Louis, marszcząc brwi. - Boże, czuję, że tracę swoją duszę, przez każdą chwilę spędzoną tutaj.
Harry podniósł głowę do góry, opierając się wygodnie w krześle, gdy mierzył wzrokiem Louisa, co było stosunkowo dziwne, bo nigdy nie poświęcał uwagi słowom Louisa, a wręcz przeciwnie, nie przerywał pracy i nie wdawał się w rozmowy.
Jego czerwono-złoty płaszcz, który zwykle miał na sobie, teraz przewieszony był przez oparcie krzesła, pozostawiając na nim tylko białą koszulę, której ostatni guzik był odpięty, ukazując jego pierś, oraz granatowe spodnie, schowane w grubych, brązowych butach.
Louis uważał, że ubiór piratów pokazywał zbyt wiele. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kapitański płaszcz, zastanawiał się, komu, do cholery, piraci próbowali zaimponować? Rybom, które rozcinali i wyrzucali za burtę?
- Zakładam, że byłbyś bardziej twórczy w swoim pałacu w Anglii? - Harry uniósł w górę brew, wyraźnie zaciekawiony.
To była z pewnością inna emocja, niż zwykłe szyderstwo, które zazwyczaj otrzymywał od niego.
- Chyba – Louis wyprostował się, wzruszając ramionami. - Większość czasu się uczyłem i choć może to nie jest twórcze według ciebie, wykształcenie jest ważne i lepsze, niż zwyczajnie stać w miejscu i pisać jakieś bezużyteczne notatki w dzienniku.
Harry zmarszczył nos, wyraźnie nie popierając słów Louisa.
- Jestem świadom, jak bardzo ważna jest edukacja, Wasza Wysokość -oparł brodę na dłoni. - Chociaż założę się, że są ważniejsze rzeczy na statku do robienia, niż oglądanie mnie, gdy piszę “bezużyteczne notatki w dzienniku”.
- Mogę się założyć, że są – brunet prychnął. - Cholera, mógłbym się zaprzyjaźnić, czy coś – rzucił pierwsze, co mu przyszło do głowy.
- Zaprzyjaźnić? Myślałem, że nienawidzisz wszystkich na tym statku – Harry wybuchnął śmiechem.
- Naprawdę powinieneś przestać myśleć – zauważył Louis. - Możesz zrobić sobie krzywdę. Nie wspominając już, że myślisz źle. Mam na myśli, moja definicja wolności nie ma nic wspólnego z kręceniem się wokół ciebie przez cały dzień. Wolność daje mi wolność, abym mógł chodzić i robić, co chcę, nim zajdzie słońce.
- Cóż, musisz być naprawdę nieszczęśliwy – Harry natychmiast odchrząknął. - Jesteś więźniem i jesteś porwany. Wolność, którą ci dałem, to przywilej, nie prawo. Więc przykro mi, ale utknąłeś tu, dopóki tak mówię.
- Nie jest ci przykro – książę odparł z irytacją, będąc poruszonym, że Harry czyni wszystko takim trudnym, gdy zwyczajnie nie musiał.
- Nie, nie jest. Staram się być uprzejmy, wiesz? Zachować twarz? Kłamać z uśmiechem na ustach? - Harry uniósł brew z dość poważną miną, skinąwszy głową w stronę Louisa. - Powinieneś coś o tym wiedzieć, biorąc pod uwagę swoją królewskość. Powiedz mi, Wasza Wysokość, ile ludzi już okłamałeś ze sztucznym uśmiechem na twarzy, by zwyczajnie uratować własną dupę? Albo jeszcze lepiej, ile osób twój ojciec okłamał?
- Trzymaj mojego ojca z dala od tego! On nie ma nic wspólnego z tą rozmową! - ciśnienie we krwi Louisa podniosło się.
- To ja decyduję, kto ma coś wspólnego z tą rozmową – Harry zmrużył oczy. - I uwierz, twój ojciec ma wiele, bo gdyby nie on, zabiłbym cię teraz.
Każde słowo wyszło z jego ust wyjątkowo sprawnie i jedno spojrzenie w oczy Harry’ego wystarczyło, by Louis wiedział, że kapitan nie kłamie.
Próbując odepchnąć jakikolwiek strach, spowodowany przez kapitana, Louis zacisnął dłonie w pięści.
- To dziwne. Ostatnio, gdy sprawdzałem, ta rozmowa była o wolności, a nie o moim życiu i ojcu.
- Okej, najpierw pomyśl o tym całym gównie, które twój cenny tatuś uczynił względem niższych klas w Wielkiej Brytanii, a następnie powtórz to zdanie w twojej głowie, aż zrozumiesz, jak cholernie głupio to zabrzmiało – Harry warknął chłodno, a Louis zdziwił się, jak znajomo to brzmi.
Och, ironio. Pamięć Harry’ego była naprawdę niezła. Co więcej, Louisa zamurowało, gdy Harry posłał mu mordercze spojrzenie. Poza tym, nie potrafił odpowiedzieć, bo nie miał pojęcia, co jego ojciec miał wspólnego z jego życiem czy wolnością.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a Harry i Louis skupili się na właśnie na tym.
- Kapitanie! Czerwony szybko się zbliża!
- Kolejny statek piracki? - Harry stanął na równe nogi, spokojnie pytając.
- Tak! W odległości nie mniej, niż pięciu minut – natychmiast uzyskał odpowiedź.
- Jesteśmy, kurwa, tak blisko i dopiero teraz mi o tym mówicie!? Idioci – Harry jęknął podirytowany, zdejmując płaszcz z krzesła. Zarzucił go na plecy i ruszył szybkim krokiem do drzwi (Boże, to musiało wyglądać cholernie seksownie :O Zdenerwowany kapitan wkłada płaszcz, zarzuca włosami i kroczy, by dać wpierdol… Dobra, kończę x – przypis Tłumaczki.), rzucając Louisowi spojrzenie po raz ostatni. - Twoja wolność. To wszystko, o co się martwisz. Jesteś tak cholernie samolubny, jak praktycznie wszyscy z wyższych klas na tych pierdolonych wyspach. Dbasz tylko o siebie, a gdy raz posmakujesz tego, co oferujesz milionom pokoleń każdego dnia, płaczesz. To jest, kurwa, żałosne. I nawet nie myśl o opuszczeniu pokoju. Wyślę kogoś, by cię pilnował.
- Co…
Trzask!
- Co to ma znaczyć?! - krzyknął sfrustrowany Louis, gdy drzwi zatrzasnęły się. Jęknął, chowając twarz w dłoniach, zanim podszedł do ściany i oparł o nią czoło. Z drugiej strony, zdawał się słyszeć okrzyki załogi obcego statku, który najwyraźniej był jeszcze bliżej.
Chryste. Harry był niemożliwie irytujący. Co, do diabła, jego tata miał z tym wspólnego? I samolubny?! To nie miało sensu.
Choć brzmiało to ewidentnie jak nienawiść wobec Korony. Nie powinien być zaskoczony, biorąc pod uwagę fakt, że Harry był kapitanem piratów. Louisa to jednak nie obchodziło. Wciąż żył i miał nadzieję żyć jeszcze przez chwilę. Wystarczającą chwilę, by opuścić statek i wrócić do Londynu.
Cóż, Harry coraz bardziej pokazywał, jaką pizdą jest, a tego właśnie spodziewał się Louis.
- Wszystko w porządku, stary?
Louis przestał walić głową w ścianę, a spojrzał w stronę otwartych już drzwi. Blond Irlandczyk, Niall, o ile dobrze pamiętał, zajrzał do pokoju, nieśmiało się uśmiechając.
W ciągu pięciu dni, nigdzie nie widział tego chłopaka. Louis nie przypominał sobie, by był na śniadaniu czy kolacji, czy gdziekolwiek indziej, gdzie chodził z Harry’m. Ale biorąc na myśl jego pierwszy dzień na statku, doskonale pamiętał tego irlandzkiego chłopca.
Louis powoli skinał głową i odsunął się od ściany z grymasem na twarzy, gdy Niall zamknął za sobą drzwi.
- Tak w porządku, jak mogę być, będąc w niewoli – westchnął.
- Liam i Zayn mówili, że jeszcze się nie przyzwyczaiłeś – Niall zaśmiał się.
- Szczerze mówiąc, może gdybyś był na moim miejscu, zrozumiałbyś?
Uśmiechnął się i włożył dłonie do kieszeni, kręcąc głową z niewinnym wyrazem twarzy. Jego rysy wskazywały, że był młodszy od Louisa i książę nagle poczuł deja vu, kiedy przyjrzał się młodzieńcowi.
Naprawdę wydawał się znajomy.
- Czy ja cię już kiedyś spotkałem? - zapytał nagle, odwzajemniając uśmiech, gdy Niall posłał mu nieśmiały wzrok, kaszląc.
- Jesteś księciem. Ja jestem piratem. Wątpię.
Zdając sobie sprawę, jak głupio musiało to zabrzmieć, Louis uśmiechnął się niezręcznie.
- Mój błąd.
- Nie szkodzi! Jestem Niall, tak w ogóle – skłonił się lekko, a Louis obserwował go w rozbawieniu, głównie ze względu na fakt, że w przeciwieństwie do tych niechlujnych i szyderczych dygnięć, które miał okazję widzieć odkąd przebywał na statku, ukłon Nialla był rzeczywiście na miejscu. - Miło mi poznać, Wasza Wysokość.
- Jestem przekonany, że tak jest – Louis zironizował, na co Niall uśmiechnął się szeroko.
- Co prawda, nigdy nie miałem okazji cię poznać, ale wiele o tobie słyszałem! Według Harry’ego jesteś jak kot! Wredny i oschły, ale super słodki i chętny do przytulania, gdy uśniesz! O, człowieku, mówiąc o kotach, jadłeś kiedykolwiek kota? Pamiętam, kilka miesięcy temu, przypadkowo zjadłem jednego, bo Zayn skłamał, że to kurczak. Smakowało trochę jak kurczak, ale kiedy powiedział mi prawdę, cholernie się przestraszyłem, bo koty nie są stworzone do spożycia jak kurczaki! Tak bardzo uwielbiam kurczaki. A ty? Czy królowie w ogóle jedzą kurczaka? Jeśli nie, musisz mieć naprawdę smutne życie, jak wow! (dobra, sikam xD – przypis Tłumaczki)
Louis mógł tylko stać zdziwiony, jak jego uszy były bombardowane falą słów, które oczywiście wylatywały z ust Irlandczyka w bardzo głośny sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz