czwartek, 20 marca 2014

*- Strasznie dużo mówisz, wiesz? - Louis podniósł rękę, gdy Niall wreszcie przerwał.


W ciągu ostatnich pięciu minut zdało się zauważyć, iż był dosłownie chaotyczny. Jak człowiek może po prostu stać i mówić bez przerwy? O ile Louis mógł nadążyć, większość słów chłopaka była o jedzeniu.

Irlandczyk zamrugał oczami, chcąc wyprowadzić Louisa z błędu, na co brunet jęknął, kręcąc głową.

- Kiedy mówię “dużo”, to mam na myśli naprawdę “dużo”.

Niall zmarszczył brwi; mina smutnego szczeniaka, którą przybrał chłopak sprawiła, że Louis zaczął żałować tego, co powiedział.

- Och, przepraszam. Nie zorientowałem się. Cholera, muszę być irytujący – potarł kark z ponurym wyrazem twarzy i spojrzeniem pełnym wstydu, na co Louis przeczesał palcami włosy.

- Nie jesteś – stwierdził szybko, nie do końca wiedząc, dlaczego jest dobry wobec tego chłopaka, skoro powinien być zadowolony, że sprawił piratowi przykrość. - Po prostu nie miałem pojęcia, że ktoś potrafi mówić tak dużo w tak krótkim czasie, to wszystko – Louis pół-kłamał z wymuszonym uśmiechem na twarzy.

Ta odpowiedź sprawiła, że w oczach Nialla pojawiła się iskierka szczęścia. Blondyn rozpromienił się.

- Ahaha! Cóż, myślę, że mogę dużo mówić! Przepraszam jeszcze raz. Postaram się bardziej kontrolować? - zapytał w sumie sam siebie, unosząc brwi.

- To brzmi jak plan – Louis skinął głową, unosząc sarkastycznie kciuki w górę.

Louis odwrócił się bez słowa i zaczął iść w kierunku drzwi do kajuty, uznając rozmowę za zakończoną. Jednak nie spodziewał się, że Niall odezwie się do niego z zaskoczenia, gdy będzie wychodził.

Na szczęście, Niall nie złapał go za ramię, za co Louis był wdzięczny, bo gdyby został dotknięty, bez wątpienia rzuciłby się na pirata, ten jednak tylko zastąpił mu drogę, marszcząc brwi.

- Czekaj, gdzie ty idziesz?

- Na zewnątrz, na pokład – zatrzymując się, Louis rzucił mu krótkie spojrzenie. Harry zniknął, więc teraz była doskonała okazja, by wyjść.

Oczy Nialla rozszerzyły się, gdy gorączkowo pokręcił głową, a jego ciało w pośpiechu znalazło się przed drzwiami, z rękami wyciągniętymi do przodu.

- Whoa, nie, nie! - stwierdził młodszy mężczyzna, wpatrując się intensywnie w Louisa.

- Co ty robisz? Idę do toalety – odezwał się lekko zdenerwowany.

- Musisz wytrzymać, bo słucham poleceń i mam upewnić się, że będziesz w zasięgu mego wzroku, dopóki nie miniemy tamtego statku – Niall wydął wargi, na co Louis jęknął.

- Nie jestem dzieckiem, nie trzeba mnie doglądać.

- No, tak. To byłoby trochę niezręczne, gdybyś był dzieckiem, jesteś za wysoki – pokręcił głową na boki. - Ale w ciągu dalszym nie ruszę się stąd.

Opierając się chęci zwężenia oczu, Louis zagryzł dolną wargę, krzyżując ramiona.

- Dobrze, w takim razie powiedz mi. Co najgorszego może się zdarzyć, jeśli wyjdę na zewnątrz, podczas spotkania ze statkiem Rouge?

Twarz blondyna wykrzywiła się w namyśle, gdy brunet przyglądał mu się głucho.

- Skoro Harry, co jest bardziej niż prawdopodobne, negocjuje z kapitanem innego statku, by rozejść się w pokoju, a ty tutaj jesteś i nie możemy cię stracić, więc jeśli tam pójdziesz i ktokolwiek z wrogów cię zobaczy, wtedy zaatakują nas, by cię zdobyć – Niall powiedział rozsądnym tonem.

- Naprawdę? - Louis uniósł brwi. - Och, a myślałem, że to Harry jest wielkim i nieustępliwym Kapitanem Stylesem! A wychodzi na to, że jego tytuł nie wystarczy, by odstraszyć innych, uroczych żebraków – nie mógł przestać ironizować.

- Harry jest nieustępliwy! - Niall postawił się.

- Wątpię w to, skoro inni są jeszcze w stanie próbować go atakować, jeśli rzekomo wiedzą, iż taki jest.

- Jesteś księciem… Księciem w niewoli, ale wciąż księciem, wartym wiele dla nas, psów morskich. Każdy będzie walczył do końca, by cię dotknąć, a masz pojęcia, ile złota i srebra twoje życie kosztuje?

Nawet, jeśli miał rację, Louis wzruszył ramionami, odwracając się na pięcie obojętnie i ruszył w stronę sypialni Harry’ego.

- W porządku. Chyba pójdę posiedzieć na łóżku przez kilka…

Chytrze obejrzał się za siebie, gdy Niall wręcz odepchnął się od drzwi, by podbiec do niego.

- Sypialnia Harry’ego! Nigdy tam nie byłem! Założę się, że ma tam kupę szalonego gówna!

Nagle Louis obrócił się i szybko przeskoczył do wyjścia, zanim Niall zdążył w ogóle zareagować. Jego ręka wylądowała na klamce, gdy pociągnął za nią i otworzył drzwi, po czym pobiegł prosto na pokład, nie reagując na krzyki Nialla za nim.

W przypływie triumfu, że udało mu się przechytrzyć pirata, Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu, wkradającego się na jego twarz, gdy biegł do końca statku, gdzie znajdowały się schody, prowadzące do toalet.

Niestety, jego duma była krótkotrwała.

- Louis? - usłyszał swoje imię wymówione z niedowierzaniem, na co natychmiast się zatrzymał.

Louis spojrzał przez ramię, by zobaczyć, kto go zawołał i zauważył uniesione w górę brwi, a jego oczy zatrzymały się na Zaynie, który stał na baczność obok Liama, a ich postawa była podobna do strażników królewskich w Londynie, do których Louis był przyzwyczajony, kiedy tylko był poza pałacem.

Dwaj piraci stali w miejscu statku, gdzie krótki most został przeciągnięty miedzy One Direction, a drugim, nieco mniejszym, co Louis zdołał zauważyć.

Niepewny, co może zrobić, skinął głową, a jego oczy dyskretnie obserwowały obcy okręt, gdy zbliżał się do mężczyzn, którzy wydawali się być coraz bardziej zdenerwowani, wykonując sztywne i szalone gesty, a ich wzrok skakał między nimi.

- Macie jakiś problem? - zdezorientowany Louis zmrużył oczy. - Niall powiedział, że Harry będzie negocjować z innym kapitanem, więc zgaduję, że to ich statek? - wskazał rękę za dwójkę osób, którzy wyglądali dziwnie nieswojo.

- Louis, wracaj do środka, do kabiny Harry’ego, ale to już – Liam jęknął pokornie.

- Dlaczego?

- Dlaczego, d kurwy nędzy, Niall w ogóle cię wypuścił?! - Zayn krzyknął w szepcie, a wyraz jego twarzy był całkowicie zaskoczony i sfrustrowany. - Ale to już nie ma znaczenia. Po prostu wróć się!

- Chciałem skorzystać z toalety – Louis skrzywił się. - Na miłość boską, nie celuję w nikogo bronią – uniósł dłonie w geście obrony.

- Proszę, chociaż raz nie zachowuj się jak diwa. Louis, jeśli cenisz swoje życie, proponuję wziąć swój tyłek i wrócić do kabiny Harry’ego.

- Ja…

- Zrób to teraz, jeśli cenisz swoje i nasze życie – powiedział Liam przez zaciśnięte zęby. - Harry nas zabije, jeśli cię zobaczy.

- Nie! Odmawiam śmierci! - Zayn zainterweniował, spoglądając niecierpliwie na Louisa. - Wróć do pokoju, do cholery, zanim pojawi się-

- TO JEST KSIĄŻĘ LOUIS!

- POWIEDZ KAPITANOWI!

- ZGŁOŚ KAPITANOWI, ŻE NA STATKU ONE DIRECTION JEST KSIĄŻĘ LOUIS!

- Przyłapani. Kurwa – Zayn jęknął w swoje dłonie.

Oczy Louisa rozszerzyły się , na dźwięk wspomnianego swojego imienia, po czym spojrzał w stronę drugiego statku, gdzie dziesiątka piratów stała na krawędzi, wpatrując się w niego z niemalże podnieceniem i podziwem. Ich wzrok wręcz przykleił się do Louisa, jakby kurcząc się z emocji, co wprawiło księcia w dziwne uczucie w brzuchu.

Powoli zrobił krok do tyłu, a w odpowiedzi, piraci z drugiego statku zaczęli poruszać się w kierunku mostu, który łączył oba okręty.

Zayn i Liam stanęli przed nim w jednej chwili, a dwa pistolety zostały wyciągnięte i skierowane w stronę obcej załogi, w groźnym geście.

- Wiedzcie, cipy, że jeśli spróbujecie chociaż postawić stopę na moście, rozpierdolimy wam łby – Zayn głośno poinformował ich, wymachując pistoletem w powietrzu dla lepszej widoczności. - O, Boże, Harold zdecydowanie zrobi nam później lekcję z regulaminu dziwek – wymamrotał.

- Zdecydowanie… - Liam westchnął. - Ale bronimy teraz jego chłopaka, więc nie powinien być zbytnio zdenerwowany.

Jego palec nacisnął spust w chwili, gdy zobaczył, że jeden ze starszych mężczyzn z obcego okrętu, zaczyna iść w kierunku mostu z własną bronią w dłoni. Człowiek natychmiast wyleciał za burtę, prosto w otwartą wodę.

- Zabijemy was, jeśli spróbujecie przejść przez most! - Liam oświadczył, kiedy towarzysze tamtego pirata zaczęli wyciągać własne bronie, kierując je groźnie na Liama i Zayna.

- Nie chcę być niegrzeczny, czy coś, ale zauważyliście, że około dziesięć pistoletów jest skierowanych na nas i gotowych do strzału, prawda, czy tylko ja to widzę? - Louis przysłuchując się, wstawił głowę pomiędzy dwóch mężczyzn.

- Brzmi znajomo, prawda, Liam? - Zayn zwrócił się do swojego towarzysza z uśmiechem, całkowicie ignorując pytanie Louisa.

- Żebyś wiedział – Liam potrząsnął czule głową. - Tylko Niall nie był sarkastyczny. I tak, Louis – zwrócił się do księcia. - widzimy broń, ale nie za bardzo się tym przejmujemy – odpowiedział z uśmiechem.

Nie czując się w najmniejszym stopniu bezpiecznie, zwłaszcza ze strony piratów z przeciwnego okrętu, Louis zbladł.

- Myślę, że teraz jest odpowiedni czas dla mnie, by wrócić do kabiny Harry’ego…

Zayn i Liam odwrócili się do siebie, rzucając krótkie spojrzenia. Wydawało się, że mają jakiś cichy system komunikacji w swoich głowach, zanim obrócili się do Louisa.

- Nie oglądaj się za siebie, a kiedy już będziesz w środku, zamknij drzwi – Liam powiedział poważnie.

- I biegnij, biegnij jakby Harry obiecał ci darmowego loda w nocy – rzekł Zayn równie poważnym tonem, lecz zdawało się, iż szydzi z Louisa. - Durniu.

- Dobra, poważnie, idź, Louis – Liam zaśmiał się.

Biorąc głęboki oddech, książę cofnął się o krok, patrząc jeszcze raz, jak poziom emocji u piratów z drugiej załogi zdawał się rosnąć. Rzucił Zaynowi i Liamowi ostatnie, przelotne spojrzenie, zanim odwrócił się na pięcie i zaczął biec z powrotem do kabiny tak szybko, jak tylko jego nogi potrafiły.

Za sobą mógł usłyszeć odgłos strzałów, krzyki swego imienia, a pistolety natychmiast odpaliły, gdy doskoczył do drzwi, które były przed nim.

Bez wahania, złapał za klamkę i natychmiast znalazł się w pokoju, ciężko sapiąc. Po zamknięciu drzwi, Louis jęknął zmęczony, gdy zjechał po framudze za nim, na podłogę.

Niall siedział na biurku Harry’ego i widząc, że Louis ponownie wszedł do kajuty, poderwał się z miejsca, ze zdziwieniem.

- Co się stało? - podbiegł do bruneta.

- Och, nic – Louis zirytował się. - Po prostu zobaczyłem ogromnego pająka w męskiej toalecie.

Irlandczyk skrzywił się, słysząc chaos, panujący na zewnątrz pomieszczenia. Louis wciąż słyszał swoje imię wypowiadane wraz z kolejnymi strzałami, a także krzyki agonii umierających mężczyzn. Tak niepokojące, jak to było, nie potrafił oderwać myśli od rzeczywistości, że jego życie właśnie wisiało na włosku.

- Jak wielki był pająk? - zapytał Niall pogodnie.

- Wystarczająco wielki, by mnie zabić.

- Brzmi całkiem sporo.

- Tak. Możemy po prostu przycisnąć coś do tych drzwi, abym był pewien, że się tu nie dostanie, na wypadek gdyby czasem widział, że tu przybiegłem? - Louis zapytał, podnosząc się na nogi. - Poza tym, dzięki za nie powiedzenie: “A nie mówiłem?”

- Możemy spróbować przenieść biurko Harry’ego – Niall pokręcił głową. - A, i nie martw się. Nie powiem tego, jeśli nie skończymy porwani.

Biorąc krótko pod uwagę sposób, w jaki blondyn powiedział “my” w zdaniu, Louis nie był w stanie pomóc, ale liczył się fakt, że Niall nie opuścił pokoju, gdy on sam wyszedł.

Z podejrzanym wyrazem twarzy, gdy złapał jeden koniec biurka Harry’ego, aby przejść do drzwi, Louis obserwował Nialla.

- Co dokładnie masz na…

Głośny huk rozległ się echem w całym pomieszczeniu, co wyraźnie wstrząsnęło drzwiami, a Niall i Louis natychmiast przestali próbować przenieść biurko. Dwaj młodzi mężczyźni w milczeniu patrzyli n drzwi, zanim zdało się słyszeć kolejny huk, a drzwi zatrzęsły się ponownie.

Tym razem Louis skrzywił się w momencie, gdy coś uderzyło w wejście po raz kolejny, tym razem mocniej i drewniana futryna uderzyła o podłogę.

Klnąc w duchu, Louis instynktownie zrobił krok w tył, gdy całkowicie nieznana mu twarz weszła do pokoju, podnosząc pistolet z palcem na spuście.

Człowiek, być może w Louisa wieku, rozejrzał się po pokoju ostrożnie, oceniając obszar dwukrotnie, zanim ostatecznie zatrzymał się na Niallu i Louisie. Książę natychmiast spojrzał na Nialla z nadzieją zobaczenia go podczas wyciągania broni, jak Liam czy Zayn wcześniej, do obrony ich dwóch. Jednakże, w pełni przerażenia Louis, blondyn stał spokojnie, bez pistoletu ani miecza.

Dlaczego miał wrażenie, że to nie skończy się dobrze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz